black_jotka
15.11.12, 15:54
O wyniku wyborów zdecydowały dwa poważne błędy popełnione przez Mitta Romneya. Powiedział o tym David Axelrod, czołowy doradca Baracka Obamy. Pierwszy błąd polegał na tym, że Romney zbyt późno zaprezentował się wyborcom jako kandydat o dość umiarkowanych poglądach. Uczynił to dopiero po pierwszej debacie telewizyjnej na początku października, podczas gdy przez pierwsze miesiące kampanii robił wszystko, by zaprezentować się swojej własnej partii jako "prawdziwy konserwatysta", czym zraził do siebie część niezdecydowanych wyborców.
Drugim błędem było chwiejne stanowisko Romneya w sprawie wykupu długów firm motoryzacyjnych. Sztab Demokratów wykorzystał w jednym ze spotów niefortunną wypowiedź Romneya, który powiedział, że koncern Chrysler przenosi linię produkcyjną Jeepa do Chin. Było to nieścisłe, gdyż Chrysler tylko rozważał otwarcie dodatkowej linii produkcyjnej poza granicami kraju - ale nie w Chinach. "Kiedy przemysł motoryzacyjny przeżywał kryzys, Mitt Romney odwrócił się plecami" – te słowa ze spotu Demokratów podziałały mocno na wyborców. Przedsiębiorstwa motoryzacyjne znajdują się bowiem na Środkowym Zachodzie, czyli w stanach takich jak np. Ohio, które miały kluczowe znaczenie w walce o Biały Dom.
Axelrod nie ukrywa, że sztab Obamy postanowił wykorzystać oba błędy, by pokazać wyborcom Republikanina w wyjątkowo niekorzystnym świetle. – To dlatego Romney nie zwyciężył w najważniejszych swing states – przyznał, dodając, że przesądziło to o losach walki o Biały Dom.