broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 16.10.03, 20:21 Teroz pauza mom na "tyske" Pija za te fora wszyske. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 17.10.03, 17:37 Biyr se terozki duldom tyn złoty Jutro jo niy mom wcale roboty!!! Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Po piwie 26.10.03, 16:11 Po piwie Jakbych po piwie niy chodzioł loć Możno bych śmierci musioł sie boć Niy póda w ślady Tycha de Bracha Bo przed kostuchom trocha mom stracha. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 03.01.04, 18:15 Ponoć po Sylwestrze w Izbie "zarobiyli" No bo sie rudziany festelnie wypiyli. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 06.01.04, 21:54 Łoj dana - łoj dana! Zaś ta Rudzko Kana Pryka teroz ździybko żol Jak niy zońda bydzie zol. Odpowiedz Link
jojo_1 Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 06.01.04, 22:19 Chopie po co walisz tela, skoro dekel ledwo mieści. Niy te lata,niy ta sztela, beztoż zol cie bydzie pieścić! Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 08.01.04, 22:37 Ano! Karkol sztywny czuja Som se teroz go masuja Zaś tyn ślad po nudelkuli Niy chce sie na glacy skulić Dyć szczyńśliwo moja dusza Tela tukej szkryfnońć musza Czasym wypić nawet czeba Coby bliżyj było nieba Popić fwest to grzych niy zowdy Wiela we tym richtig-prowdy Bo jak żech jest potym "chory" Som sie ucza tyj pokory. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 23.01.04, 10:10 Teroz se na piwo ida Popołedniu zaś tu przida Chmiel mi rymy ciepie w ucho Broneknotgeld yno słucho. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 23.01.04, 10:17 Jeronie - biera kartka i filer Sprawdzom - na nosie tyż siedzom bryle Bo jak wypija se pora strongow To we tych rymach nabiera szwongu Dyć Achillesa niy yno piynta W tym że po piwie ciynżko spamiyntać. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 23.01.04, 12:49 Łoj - jak dobrze po tym piwie Dzisioj gowa sie niy kiwie Z ciyńcio flizow pył wloz w gymba Już żech czuł go aż na zymbach Teroz szkryfna - przpłokano W tym cie chwola rudzko Kano. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 23.01.04, 12:51 Rym przi piwie - ło robocie Ze tym tyż jest trocha pociech. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 24.01.04, 14:09 "Złoty Denar" "Złoty Denar" z Namysłowa Choć jo wola browar tyski -Dyć niy boli z niego gowa -Idzie loć go w ślonske pyski. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 03.02.04, 21:27 Piwo "Irish" Irlandzkego piwa żech se napioł chopie Czuja se terozki jakbych był w Europie Szkryfli "produkt polski" - skuli "Lider Prajsa" Ciymne - ździybko mocne - cosik wele szajsa. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 09.02.04, 09:26 Teroz jednak z domu wyńda Zaś na piwko jo sie przyńda Yno jedne styknie mi Mitagszychta - to sie wiy. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 24.02.04, 23:25 Taki ślydź Paluchy plonczom sie po klawiyrze Hering mi pedzioł "Czas już na lyże" Dyć jeszcze cosik se tukej szkryfna Niym łostatniego kelicha gichna Jo niy pogrzebia już kontrabasa Koniec tyż dlo mie jest ze hopsasa Bo jutro rano zaś do roboty Pryndko trza czyźwieć - to niy gupoty. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 01.03.04, 20:59 "Napoleona" żech se łotworzoł Zdrowie hepika! Oby nom pożoł! Odpowiedz Link
hepik1 Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 02.03.04, 06:01 ...jak by co, wal jak w dym-pomogymy Odpowiedz Link
hepik1 Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 02.03.04, 09:37 KLIN NA KACA Dzisiaj powiemy o "klinie" jako recepcie na "kaca". Kac występuje po przepiciu. Gdy cały organizm choruje, boli głowa, serce kołacze, nogi i ręce trzęsą się jak galareta, a człowiek jest rozdrażniony, rozbity i zdekoncentrowany, należy wypić klina, czyli jakiś alkoholowy trunek, najlepiej piwo, lub wódkę. Niektórzy stosują piwo z wódka. Objawy "kaca" ustąpią i można znowu jako tako funkcjonować. Taką receptę stosują i zalecają innym wprawne w piciu osoby. Taką receptę, o zgrozo, znalazłam nawet rok temu, przed Sylwestrem, w jednym z popularnych polskich magazynów. -**Jest to recepta tyle skuteczna, co zgubna, oraz zupełnie niemożliwa do zastosowania przez osoby nieuzależnione od alkoholu.** Te ostatnie po przepiciu nie mogą nawet pomyśleć o alkoholu, a sam jego zapach wywołuje torsje. Odpowiedz Link
hepik1 Kana rudzko 02.03.04, 09:47 URWANE FILM W dzisiejszym odcinku zajmiemy się kolejnym zjawiskiem, które w powszechnym rozumieniu często mieści się w sferze humoru i dowcipu. Kto z nas bowiem nie słyszał o „urwanych filmach"? Przeważnie są to zabawne historyjki o osobach, które nie pamiętają jak wróciły do domu lub dowiadujących się na drugi dzień, że na bankiecie z okazji urodzin szefa „wywinęły taki numer". We wspomnieniach alkoholowych libacji przejawiają się wątki nie pamiętania np. jakiejś części przyjęcia, zdarzeń, sytuacji, czy szczegółów. Taki stan naukowcy nazywają „amnezja alkoholowa". Pojawia się on na tle ukształtowanego już zespołu uzależnienia fizycznego od alkoholu i świadczy o trwałym uszkodzeniu mózgu. **Naukowcy twierdza, że jeżeli osoba chociaż r a z w życiu doświadczyła „amnezji alkoholowej", może być pewna, iż cierpi na chorobę alkoholowa.** „Amnezja alkoholowa" rozwija się powoli, latami. Początkowo występuje rzadko i polega na niezdolności do odtwarzania poszczególnych fragmentów, epizodów, czy szczegółów tego, co działo się w czasie picia. Na tym etapie można sobie nie zdawać sprawy z faktu, ze występują jakiekolwiek amnezje. Alkoholik nie wie, czego nie pamięta, a środowisko może nie zauważyć luk, gdy niepamięć obejmuje drobne jeszcze szczegóły. W miarę postępu choroby alkoholowej amnezje staja się systematyczne i obejmują coraz szersze obszary zdarzeń. Odpowiedz Link
hepik1 Re: Kana rudzko 02.03.04, 09:56 Możesz sobie powiedzieć: "Eee..., nie jest tak źle, większość z tych objawów nie ma ze mną nic wspólnego, a tych parę, które do mnie pasują, to drobiazgi". Możesz uciec od tego, co właśnie zobaczyłeś i poczułeś... może jeszcze niewyraźnie, może tylko przez moment, przez chwile niepokoju, przeczucia, że to Ciebie dotyczy... Możesz uciec od tego tekstu łatwo. Możesz wyrzucić pospiesznie gazetę w obawie, by nie przeczytała jej żona, dziewczyna, albo mąż, lub dzieci... Ale nie uciekniesz od swojego problemu. Bo jeśli czytając ten tekst miałeś taki "przebłysk", że on Ciebie opisuje, chociaż trochę, zaledwie częściowo, to znaczy, że masz problem alkoholowy. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana rudzko 02.03.04, 18:12 Skiż autow ludzie schodzom ze swiata Możno łogłosisz nowo krucjata. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 02.03.04, 18:15 No toż se łotworza "tyske" Spłokom niym problymy wszyske. Odpowiedz Link
hepik1 Re: Kana Rudzko 03.03.04, 04:49 JAK ROZPOZNAĆ GRANICE? Normalny, przeciętny człowiek chce wiedzieć, co jest dla niego dobre, a co złe, kiedy zachowuje się normalnie, a kiedy jego reakcje świadczą o patologii. Mamy na to normy, kryteria, zwyczaje, niepisane i pisane umowy. Z alkoholem sprawa nie jest prosta. Powszechne kryteria "normalności" nijak się mają do tego, co na ten temat mówi nam nauka. Do tego piją, mniej lub więcej, prawie wszyscy i prawie wszędzie. Niektórzy codziennie. Nawet lekarze zalecają czasem picie na "poprawę ciśnienia". I nawet oni często nie wiedzą gdzie kończy się normalne picie, a zaczyna alkoholizm. Jak rozpoznać te granice? Aby odpowiedzieć na to pytanie należy najpierw zdać sobie sprawę z tego czym jest alkohol. Większość z nas od razu odpowie "to jest używka". Nieliczni tylko mają świadomość, że jest to dla ludzkiego organizmu trucizna. Alkohol, czyli etanol jest bezbarwną substancją otrzymywaną przez fermentację cukrów lub syntetycznie. Ten otrzymywany z fermentacji cukrów, wchodzi w skład niektórych napojów. Jeśli występuje w stężeniu powyżej 1.5% mamy do czynienia z napojami alkoholowymi, które stają się dla nas "używkami" poprzez swoje właściwości odurzające. Ale etanol jest też trucizną. Przedawkowany wywołuje reakcje typowe dla zatrucia, ze śmiercią włącznie. Powie ktoś "no cóż, na głupotę nie ma rady i nie ma co demonizować, bo jeśli zna się swoje możliwości i pije się z umiarem, to alkohol jest jak najbardziej dla ludzi". Problem jednak w tym, że często nie pije się "z umiarem", a oprócz mocy trującej alkohol uzależnia psychicznie i fizycznie, i to w sposób niezauważalny. Jest narkotykiem i nawet picie z "umiarem" nie zawsze zabezpiecza przed nałogiem. Ale ludzki organizm ma dwie ważne zdolności, które mogą nam pomóc lub mogą zwrócić się przeciw nam: jedna polega na obronie przed substancjami trującymi, a druga na wytwarzaniu na nie tolerancji. Na czym polega ta obrona? Po wprowadzeniu do organizmu trucizny /np. alkoholu/ uruchamia on szereg swoistych reakcji, mających na celu pozbycie się, wydalenie czynnika szkodliwego. W przypadku osoby pijącej rzadko lub w ogóle, nawet bardzo mała dawka alkoholu spowoduje bóle głowy, żołądka, wymioty, biegunkę, kołatanie serca, ogólne rozbicie itd. W ten sposób organizm choruje, ale też informuje nas o truciźnie i stara się jej pozbyć. Są to reakcje zupełnie prawidłowe, n o r m a l n e. Tak samo zareaguje nasz organizm na każde inne zatrucie. Wiele osób poprzestaje na takich doświadczeniach i rezygnuje z picia, lub sięga po alkohol sporadycznie i w bardzo małych ilościach. Ale alkohol powoduje też odurzenie. Dzięki temu, przez moment, czujemy się odprężeni, mniej zmęczeni, nasza pamięć uwolniona jest nagle od problemów, które przez krótki czas wydają się nie takie ważne, czy trudne, mamy też lepszy humor, wyostrza się nam dowcip, stać nas na większą bezpośredniość i odwagę w kontaktach z innymi. Po prostu "dostajemy skrzydeł", tyle że sztucznych, bo alkohol zawsze spełnia rolę sztucznej protezy dobrego nastroju. /Ale tylko do pewnego czasu, gdyż potem, na dalszych etapach choroby, zamiast wprowadzać nas w dobry nastrój wywołuje depresję i lęki./ Nawet gdy odchorowujemy pierwszy kontakt z "używką", pamiętamy o tym, jak inaczej psychicznie się po niej czuliśmy. Im silniejszy był efekt odurzenia, im większe spowodował "odprężenie", tym szybciej powstaje potrzeba powtórzenia tego stanu. I... ponownie sięgamy po alkohol. Identycznie reagujemy na inne narkotyki. Z czasem związek między napięciem wewnętrznym, stresem, czy innymi przykrymi emocjami, a alkoholem staje się coraz silniejszy i jednocześnie... coraz mniej dla nas widoczny. Tak zaczynamy przekraczać pierwszy próg. Pogrążamy się stopniowo i powoli w zależności emocjonalnej, psychicznej od alkoholu. Z czasem wręcz nie potrafimy sobie wyobrazić pewnych sytuacji bez alkoholu, lub znajdujemy się w różnych sytuacjach tylko ze względu na jego obecność. Pojawienie się określonych emocji, czy stanów psychicznych automatycznie budzi w nas potrzebę spożycia. Zaczynamy pić coraz więcej, coraz mniej "okazyjnie", coraz częściej nieprzypadkowo. Powoli tracimy kontrolę, choć na tym etapie jest to jeszcze proces odwracalny, który moglibyśmy zatrzymać, gdybyśmy wiedzieli... Jeszcze nie tak bardzo rzucają się w oczy nowe, alkoholowe elementy naszego życia, nasze picie jeszcze nikogo na serio nie niepokoi, bo przecież piją "wszyscy", a w porównaniu z innymi, to w ogóle nie ma o czym mówić... a jak chce się coś załatwić, czy dobrze żyć z ludźmi, to wiadomo..., a w końcu coś nam się przecież też od życia należy..., itd., itp. I tak oto system usprawiedliwień oraz zaprzeczeń, charakterystyczny dla choroby alkoholowej, zaczyna powoli kiełkować. Dochodzi do pierwszych racjonalizacji picia - zupełnie logicznych, nie budzących podejrzeń, pozwalających sensownie usprawiedliwić drobne na razie nieobecności w pracy, jakieś późniejsze powroty do domu, jakieś niepotrzebne nieporozumienia z ludźmi, których coraz częściej zawodzimy... Nasz organizm jest nieubłagany, kieruje się własnymi regułami i powoli zaczyna kierować także nami. Jeśli pijemy coraz częściej, nie koniecznie codziennie i nie koniecznie do nieprzytomności, a tylko właśnie "częściej" i w "przyzwoitych" nawet ilościach, wytwarza on, jak już wspomniałam, inny jeszcze mechanizm - charakterystyczną tolerancję na truciznę. Jak to się dzieje? Jeżeli pomimo uruchamiania odruchów obronnych, takich jak wymioty, bóle głowy itd., czynnik szkodliwy pojawia się raz za razem, organizm włącza reakcje adaptacyjne, w postaci coraz większej tolerancji na truciznę /alkohol/. Odbywa się to niezależnie od naszej woli, na poziomie chemii i fizjologii. I tylko w pewnym momencie z zadowoleniem zauważamy, że dwa, trzy kieliszki, które jeszcze nie tak dawno mogłyby nas "zwalić z nóg", wypijamy teraz duszkiem bez żadnych przykrych sensacji. Im więcej możemy wypić bez "odchorowywania" tym lepiej myślimy o naszym zdrowiu. Nic błędniejszego. Jeśli na przestrzeni ostatniego roku, lub paru lat zaobserwowaliśmy u siebie zmianę tolerancji na alkohol, przejawiającą się coraz "mocniejszą głową", jeżeli organizm coraz słabiej odrzuca coraz większe dawki alkoholu i jednocześnie coraz częściej bywamy w sytuacjach picia i pijemy - jeśli zauważamy takie zmiany, to możemy być pewni, że nie pijemy już normalnie, chociaż nie musi to być jeszcze nałóg, fizjologiczna zależność. Ale jest to już początek, pierwszy etap choroby alkoholowej. Wchodzimy na orbitę, na której, jeśli się teraz nie zatrzymamy, będziemy krążyli trzymani na niej siłami zupełnie od nas niezależnymi. Należy także podkreślić, iż nie ma znaczenia fakt ile się wypija, ponieważ indywidualna, podstawowa tolerancja może być różna u różnych osób. Ważne jest czy zwiększyła się tolerancja na alkohol w porównaniu z tolerancją początkową, czyli tą, którą mieliśmy wtedy, gdy zaczynaliśmy pić. Tolerancja ta, po okresie wzrostu, na dalszym etapie i przy kontynuacji picia, będzie malała, ale o tym w następnych odcinkach... Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 03.03.04, 20:20 Dyć jyż wiymy co cie mynczy Tyn tekst przeca jakby jynczy Szczyńsciym to niy problym forum "Tyske" z piankom! Dlo humoru! Odpowiedz Link
hepik1 Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 04.03.04, 02:24 UTRATA KONTROLI W poprzednim numerze omówiliśmy niektóre kryteria oceny normalnego i patologicznego picia alkoholu, stwierdzając w konkluzji, że im więcej potrafimy wypić bez przykrych fizjologicznych sensacji, im słabiej nasz organizm odrzuca alkohol, a także im częściej w określonych sytuacjach sięgamy po kieliszek, w tym większym stopniu jesteśmy zagrożeni chorobą alkoholową. W tej części będzie mowa o kolejnym sygnale przekraczania granicy normalnego picia, a mianowicie o "utracie kontroli nad piciem". Objaw ten jest koronnym d o w o d e m rozwiniętej już choroby alkoholowej. Słownik Języka Polskiego podaje, że kontrola to "porównanie stanu faktycznego ze stanem wymaganym", "wgląd", "nadzór". Zgodnie z tą definicją "kontrola picia" sprowadza się do dokonywania przez osobę pijącą porównań ilości wypijanego lub wypitego alkoholu z ilością alkoholu, jaki założyła /przed rozpoczęciem picia/, że wypije. Wyniki takich porównań stają się istotnym źródłem informacji o faktycznych możliwościach kierowania własnym postępowaniem. Mówiąc inaczej, jeżeli wiem, że w danych okolicznościach nie powinnam dużo wypić, mogę założyć, że wypiję np. lampkę wina. Nie czuję się źle z tego powodu, nie "zapominam" o postanowieniu i nie zmieniam planów tylko dlatego, by nie ominęła mnie następna kolejka. Kontrola picia polega więc na możliwości wypijania d o w o l n e j ilości alkoholu. W każdej sytuacji mogę wypić jeden kieliszek, całe "wiadro", lub mogę nie pić w ogóle. Zależy to tylko ode mnie, od mojej woli. Jeżeli jednak stwierdzam, że ilekroć zamierzam wypić określoną ilość alkoholu, wypijam go więcej, to mam namacalny d o w ó d, że nie panuję już nad swoim postępowaniem i że kieruje mną alkohol. Gdy każdy kontakt z alkoholem kończy się upiciem jest to sygnał alarmujący. Każda dzisiejsza utrata kontroli nad piciem, jutro stanie się totalną utratą kontroli nad życiem i to w każdym jego aspekcie. Czym jest utrata kontroli nad piciem? Jak to się dzieje, że niektóre osoby po pierwszym kieliszku nie potrafią przestać pić, aż do momentu gdy np. skończy się alkohol? Terminologia narkomanii posługuje się określeniem "głód narkotyku". Uzależniony organizm domaga się w ten sposób swojej dawki. Głód pojawia się w momencie gdy narkotyk przestaje "działać" w organizmie, co zmusza osobę uzależnioną do kolejnego "wzięcia". Ale narkomania alkoholowa jest tu wyjątkiem. W jej przypadku "głód narkotyku/alkoholu" pojawia się w momencie wypicia pierwszego kieliszka. Dlatego alkoholik traci kontrolę. Ponieważ głód ten wywołany jest szeregiem skomplikowanych chemicznych reakcji, opanowanie go siłą woli jest po prostu niemożliwe! Patologia polega na tym, że alkoholik nie może wypić dowolnej ilości alkoholu ponieważ nie może zatrzymać się już na tym pierwszym kieliszku. Jedyne co może i to tylko na początkowym etapie choroby /dlaczego, wyjaśnimy w kolejnych odcinkach/, to w ogóle nie zacząć pić. Ktoś kiedyś powiedział, o ile sobie dobrze przypominam był to jeden z alkoholików z ruchu AA, że "alkoholik może obiecać, iż nie będzie pił przez lata i dotrzyma słowa, ale nie dotrzyma słowa gdy obieca, że wypije tylko jeden kieliszek". I w tym stwierdzeniu zawarta jest cała prawda o istocie utraty kontroli nad piciem. Jest to również "test" alkoholizmu, pewne kryterium oceny patologicznego picia i stuprocentowy dowód choroby alkoholowej. Sprawy te są siłą rzeczy źródłem wielu bolesnych nieporozumień. Nierzadko słyszy się jak żona prosi męża, by nie pił "za dużo", albo poprzestał na paru kieliszkach... I on obiecuje, że tylko toast, że tylko jeden, dwa, bo przecież nie wypada nie wypić, ale przyrzeka, naprawdę chce... Tylko, że jeśli jest alkoholikiem, a może nim być nie wiedząc o tym, to jest to niemożliwe, bo ten pierwszy kieliszek zadziała jak spust karabinu maszynowego, wywołującego całą serię... Bywa i tak, że alkoholik zdaje sobie sprawę z tej lawinowej reakcji i w danej sytuacji postanawia nie pić w ogóle. Rzadko jednak udaje mu się wytrzymać nacisk i presję towarzystwa, które robi wszystko by namówić go na ten chociaż jeden kieliszek. "Jeden kieliszek jeszcze nikomu przecież nie zaszkodził...." Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 04.03.04, 15:39 Jak to czytom - zaroz suszy Piwa trza by z życiym ruszyć. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 04.03.04, 15:40 Niych se schowiom trunki wszyske Małmazyjom piwo "tyske". Odpowiedz Link
hepik1 Re: Kana Rudzko 05.03.04, 05:00 KLIN NA KACA Dzisiaj powiemy o "klinie" jako recepcie na "kaca". Kac występuje po przepiciu. Gdy cały organizm choruje, boli głowa, serce kołacze, nogi i ręce trzęsą się jak galareta, a człowiek jest rozdrażniony, rozbity i zdekoncentrowany, należy wypić klina, czyli jakiś alkoholowy trunek, najlepiej piwo, lub wódkę. Niektórzy stosują piwo z wódka. Objawy "kaca" ustąpią i można znowu jako tako funkcjonować. Taką receptę stosują i zalecają innym wprawne w piciu osoby. Taką receptę, o zgrozo, znalazłam nawet rok temu, przed Sylwestrem, w jednym z popularnych polskich magazynów. Jest to recepta tyle skuteczna, co zgubna, oraz zupełnie niemożliwa do zastosowania przez osoby nieuzależnione od alkoholu. Te ostatnie po przepiciu nie mogą nawet pomyśleć o alkoholu, a sam jego zapach wywołuje torsje. Jak to więc jest z tym kacem i klinem? Pisaliśmy już o tym, że u osób rzadko pijących nawet małe dawki alkoholu wywołują reakcje zatrucia i jest to zupełnie normalne. Ale częste, lub/i systematyczne picie powoduje wzrost tolerancji na alkohol. Mocna głowa jest jednym z pierwszych sygnałów rozpoczynającej się choroby alkoholowej. Jest to także jeden z najbardziej mylących sygnałów, który skłania osobę pijącą do myślenia, że alkohol jest dobrze tolerowany, a więc można spokojnie pić. Tymczasem tak właśnie rozpoczyna się proces fizjologicznego uzależnienia, czyli alkoholowa narkomania. Kontynuacja picia umacnia niezależne od naszej woli patologiczne mechanizmy, a z czasem powoduje utratę kontroli nad piciem. Osoba uzależniona, po wypiciu pierwszego kieliszka musi pić do końca, do momentu upicia się. Nie ma przy tym znaczenia styl picia. Można pić codziennie, raz w tygodniu, czy raz w miesiącu. Czasem alkoholik pod presją coraz bardziej zaniepokojonego otoczenia, chce udowodnić, że potrafi wypić "tylko trochę". I rzeczywiście, np. na jakimś przyjęciu wypija tylko lampkę. Ale otoczenie nie wie, że wypił już "trochę" przed przyjęciem. lub ma w samochodzie butelkę i co jakiś czas wychodzi na zewnątrz, albo szybko znika z imprezy, by kontynuować picie w innym miejscu. To organizm domaga się alkoholu i to w coraz większych dawkach. Nie chodzi też tylko o takie picie, gdy osoba za każdym razem zwala się pod przysłowiowy stół. Może to być picie, które tylko utrzymuje określony poziom alkoholu w organizmie bez ostrych oznak upicia. Wprowadza to w błąd środowisko, które traci czujność widząc, że takie picie jest "umiarkowane", bo nie doprowadza do charakterystycznych ekscesów, kompromitacji, itd. Mówiąc inaczej: istotne jest to, że organizmowi dostarcza się określoną ilość alkoholu, a nie to, czy dzieje się to za "jednym posiedzeniem", kiedy wypija się np. pół litra wódki, a przez następne dni nie pije się nic, czy też to pół litra dostarcza się organizmowi przez parę dni w postaci kilku drinków dziennie. Osoba nieuzależniona od alkoholu po przepiciu odchoruje swoje, ponieważ uległa zwyczajnemu zatruciu, organizm w tym okresie będzie totalnie odrzucał alkohol, po czym wróci do równowagi, chociaż jak już pisaliśmy, przedawkowany może spowodować śmierć. Nie może jednak w stanie zatrucia alkoholem wypić klina, czyli alkoholu, bo nim się właśnie zatruła. Tak samo jakby nie mogła w stanie zatrucia np. wędliną zjeść, jako lekarstwa na zatrucie, zatrutej wędliny. Inaczej rzecz się ma z osobą uzależnioną od alkoholu. Objawy kaca, szczególnie w początkowym okresie choroby alkoholowej, są bardzo podobne do tych z zatrucia i jest to kolejny mylący sygnał, ponieważ mechanizm jest różny. Po okresie picia, gdy osoba uzależniona przerywa picie alkoholu, gwałtownie spada jego poziom we krwi /nie ma znaczenia na jak długo odstawia picie/. To właśnie ten spadek alkoholu we krwi powoduje przykre reakcje kaca, a nie zatrucie. Wypicie klina wyrównuje ten poziom i dlatego łagodzi objawy kaca. Bywa tak, że na początkowym etapie choroby, mały klin pomaga szybko i można znowu nie pić przez wiele dni, a nawet miesięcy. Ale równie dobrze można zacząć pić zaraz na drugi dzień. Charakterystyczne jest także to, że na tym etapie nie każde wypicie musi powodować potrzebę ratowania się klinem. W miarę jednak nasilania się choroby reakcje organizmu po każdorazowym przerwaniu picia są coraz poważniejsze. Pojawiają się lęki, halucynacje, zaburzenia snu, pamięci, dolegliwości serca, niekontrolowane drżenia rąk, itd. Kac, początkowo trwający parę godzin, utrzymuje się w coraz ostrzejszej postaci nawet kilka i kilkanaście dni. Klin staje się koniecznością. W końcu za każdym razem wywołuje kolejne "ciągi picia", niwelując zupełnie przerwy w piciu i ostatecznie doprowadzając do sytuacji, w której człowiek bez alkoholu nie może w ogóle funkcjonować. Rodziny alkoholików wiedzą o tym. Często słyszy się opinię, że osoba pijąca jest "lepsza i bardziej do życia", gdy wypije, niż wtedy gdy jest trzeźwa. I żony zaczynają dbać o to, by mąż alkoholik miał zawsze coś do wypicia... W rozpoznaniu choroby alkoholowej ważne jest więc nie tyle to, jak się pije, tylko to, jak organizm reaguje na nie picie. Potrzeba wypijania klina na kaca jest kolejnym bezsprzecznym dowodem rozwiniętej już narkomanii alkoholowej. W zaawansowanej chorobie alkoholowej nie dostarczenie organizmowi kolejnej dawki może spowodować nawet śmierć. Na tym etapie alkoholik pije już nie po to aby pić, tylko po to aby żyć. Ale kontynuowanie picia nasila chorobę i to również ostatecznie powoduje śmierć. Koło się zamyka. Jedynym ratunkiem jest podjęcie leczenia. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko 05.03.04, 16:09 Dzisioj mie kusi winko czerwone Zaroz marzynie bydzie spełnione Jo sie wypija i ślubno tyż Zdrowie hepika! Przeca to wiysz. Odpowiedz Link
hepik1 Re: Kana Rudzko 08.03.04, 01:22 URWANE FILMY Nie leczony alkoholizm jest choroba śmiertelną. Rozpoczyna się niewinnie, a moment przekraczania granicy normalnego picia jest najczęściej niedostrzegany. Sprzyjają temu, tolerujące nadmierne picie wzorce kulturowe oraz szerzące się w każdym środowisku mity na temat alkoholu. Ewidentna patologia uznawana jest za normę. W dzisiejszym odcinku zajmiemy się kolejnym zjawiskiem, które w powszechnym rozumieniu często mieści się w sferze humoru i dowcipu. Kto z nas bowiem nie słyszał o „urwanych filmach"? Przeważnie są to zabawne historyjki o osobach, które nie pamiętają jak wróciły do domu lub dowiadujących się na drugi dzień, że na bankiecie z okazji urodzin szefa „wywinęły taki numer". We wspomnieniach alkoholowych libacji przejawiają się wątki nie pamiętania np. jakiejś części przyjęcia, zdarzeń, sytuacji, czy szczegółów. Rzadziej zdajemy sobie sprawę z tego, że w stanach alkoholowej niepamięci dochodzi też do tragedii, ludzie popełniają poważne przestępstwa, krzywdzą innych lub siebie samych, a po wytrzeźwieniu nie pamiętają niczego. Bywa i tak, ze „urwany film" staje się sposobem unikania odpowiedzialności. Interpretacja tych zjawisk nie przysparza nam trudności i sprowadza się do przekonania, że delikwent wypił na tyle dużo, że nie pamięta i... to wszystko. Luki w pamięci po wypiciu alkoholu traktujemy jako normalna rzecz, podobnie jak chwiejny chód lub bełkocząca mowę. Tymczasem sprawa jest bardzo poważna i wcale nie taka prosta. Posłużmy się w tym miejscu przykładem: Przypadek zrządził, że na dyskotece spotkało się dwóch kolegów z lawy szkolnej. Po szampańskiej zabawie postanowili zakończyć sobotni, tak wyjątkowy, wieczór w domu Kolegi X. Tam, wraz z paroma innymi osobami, kontynuowali picie. Kolega X wypił tego wieczoru wyjątkowo dużo, a że w ogóle nie jest „zwyczajny" w piciu, padł „bez życia" szybko jak mucha. Próbując się podnieść z fotela zatoczył się, zwalił na podłogę i już tam został. Na ratunek ruszył Kolega Y, który był „wcięty", ale trzymał się wyjątkowo dobrze. Lubi wypić, a ponieważ na dyskotekę trafił późno, wiec tak na dobre zabawę zaczął w domu przyjaciela. To on był pomysłodawca zmiany lokalu. Na bezpiecznym gruncie pospiesznie nadrabiał zaległości i bawił towarzystwo jak mógł. W pewnym momencie przypomniał sobie starych przyjaciół i ku uciesze wszystkich wykonał kilkanaście bardzo śmiesznych telefonów do znajomych w Polsce. Rano wspomnieniom i śmiechom nie było końca. Bo cóż się okazało? Obu kolegom „urwał się film". Kolega X przyznał ze skrucha, że nic nie pamięta od momentu jak poszła w ruch druga półlitrówka, czyli godzinę przed tym jak ostatecznie „padł". Nic nie wie o tym, że krótko przedtem chciał iść z powrotem bawić się w lokalu, ani tego, że Kolega Y próbował wciągnąć go z podłogi na kanapę. Prawdziwe chwile grozy przeżył jednak Kolega Y, dowiedziawszy się o kilkunastu rozmowach z Polską. Film urwał mu się zaraz po przyjściu do mieszkania przyjaciela. I tak podobne wieczory staja się anegdotami powtarzanymi potem przez wiele miesięcy. A co naprawdę wydarzyło się naszym bohaterom? Jak już podkreślaliśmy w poprzednich odcinkach, alkohol jest trucizna. Po wypiciu w organizmie następują skomplikowane reakcje chemiczne, w wyniku których alkohol ulega przemianom na wysoce toksyczne związki chemiczne. Substancje te wchłaniane z żołądka, rozprowadzane są przez wodę, która jest głównym składnikiem krwi. W ten sposób na ich działanie narażona jest większość tkanek i komórek. Organem, który najprędzej reaguje na truciznę jest mózg. Tkanka mózgowa jest szczególnie delikatna. Dlatego pierwszymi objawami spożycia alkoholu są zaburzenia wynikające z zatrucia tego organu. Ale delikatność mózgu oznacza także to, że najłatwiej ulega on uszkodzeniu. Tkanka mózgowa nie ma zdolności regeneracji. Obumarłe komórki nigdy się nie odradzają. Każde picie alkoholu zabija bezpowrotnie znaczne ilości komórek mózgowych. Uszkodzeniu ulęgają znajdujące się w mózgu, ośrodki kierowania naszymi podstawowymi funkcjami życiowymi. Jednym z głównych jest ośrodek pamięci. Systematyczne picie alkoholu niszczy komórki tego ośrodka i są to zmiany nieodwracalne, niemożliwe do wyleczenia. Procesy zabijania komórek mózgowych trwają latami. Zaprzestanie picia może powstrzymać ten proces, ale nie odwrócić. Ale wróćmy do naszego przykładu. Co się stało z Kolega X? Pije on rzadko i w niewielkich ilościach. W opisany wieczór wypił jednak bardzo dużo. Przedawkował alkohol w stopniu przekraczającym jego tolerancje i uległ poważnemu zatruciu. Stan, w którym się znalazł naukowcy określają jako „półśpiączkę alkoholowa". Częścią tego stanu jest niepamięć, czyli „amnezja". Toksyczne składniki alkoholu zatruły mózg na tyle, że zahamowały, sparaliżowały jego funkcjonowanie. Wskutek tego nie mógł chodzić, poruszać się, mówić, rozumieć, był nieświadomy, przestała funkcjonować pamięć. Gdyby wypił więcej, mógłby umrzeć. Należy także zwrócić uwagę na to, ze stan niepamięci objął szczytowy moment upojenia alkoholowego. Kolega Y pije natomiast od dawna, często i dużo. Szczyci się „mocna głowa". W jego przypadku okres niepamięci objął już początek picia. Nie wszedł on w stan „półśpiączki alkoholowej". Był „dobrze wcięty" ale funkcjonował – rozmawiał, chodził, dzwonił, zabawiał towarzystwo, wciągał kolegę na tapczan – z tym tylko, ze po wytrzeźwieniu niczego nie pamiętał. Taki stan naukowcy nazywają „amnezja alkoholowa". Pojawia się on na tle ukształtowanego już zespołu uzależnienia fizycznego od alkoholu i świadczy o trwałym uszkodzeniu mózgu. Naukowcy twierdza, że jeżeli osoba chociaż r a z w życiu doświadczyła „amnezji alkoholowej", może być pewna, iż cierpi na chorobę alkoholowa. „Amnezja alkoholowa" rozwija się powoli, latami. Początkowo występuje rzadko i polega na niezdolności do odtwarzania poszczególnych fragmentów, epizodów, czy szczegółów tego, co działo się w czasie picia. Na tym etapie można sobie nie zdawać sprawy z faktu, ze występują jakiekolwiek amnezje. Alkoholik nie wie, czego nie pamięta, a środowisko może nie zauważyć luk, gdy niepamięć obejmuje drobne jeszcze szczegóły. W miarę postępu choroby alkoholowej amnezje staja się systematyczne i obejmują coraz szersze obszary zdarzeń. Charakterystyczne jest także to, że wraz z nasilaniem się choroby, coraz mniejsza dawka alkoholu wywołuje coraz cięższe stany niepamięci. W końcu dochodzi to tego, ze alkoholik po wypiciu jednego piwa nie pamięta tego, co działo się dwie minuty przedtem. Dlatego tez w chorobie alkoholowej ograniczenie picia, czy przejście na słabsze trunki niczego nie zmienia. Tylko podjecie natychmiastowego leczenia i zupełne zaprzestanie picia może być skuteczne. „Urwany film" zawsze jest zwiastunem niebezpieczeństwa niepotrzebnie przerwanego życia. Z „urwanymi filmami" związany jest także inny objaw, a mianowicie „konfabulacje". Konfabulacje polegają na nieświadomym wypełnianiu luk pamięciowych nieprawdziwymi wypowiedziami. Nie jest to celowe kłamstwo, a automatyczna reakcja psychiki w zaawansowanych już stanach choroby alkoholowej. Otoczenie najczęściej nie zdaje sobie z tego sprawy, posądzając alkoholika o bezczelne kłamstwa, gdy tymczasem nie ma on świadomości, ze to co pojawia się w jego umyśle jako zdarzenie prawdziwe, jest urojeniem wypełniającym lukę pamięciowa. Luki pamięciowe i wypełniające je konfabulacje staja się źródłem podejrzliwości alkoholika. Nie pamiętając określonych zdarzeń, traktując konfabulacje jako prawdę zaczyna on podejrzewać otoczenie o „zmowę". Dochodzi bowiem do coraz bardziej otwartych konfrontacji, w których rodzina i znajomi próbują „wmawiać" mu cos, czego nie zrobił, lub nie powiedział. Pamięta przecież jak było, nie jest głupi, chcą zrobić z niego durnia... Wierzy w to Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 08.03.04, 20:40 A mie tam styknie wypić se "tyske" Zaroz znikajom utropy wszyske Jak zamknom browar to możno kitna Do tego czasu rymym coś wytna. Odpowiedz Link
hepik1 Re: Kana Rudzko 09.03.04, 02:43 CIĄGI PICIA Objawy świadczące o chorobie alkoholowej nie są trudne do zaobserwowania, a powodem ich lekceważenia nie jest ich "niewidzialność". Przeciwnie, możemy je obserwować w każdej najprostszej, najzwyczajniejszej sytuacji. Więcej nawet - mówimy o nich na co dzień, bez trudności nazywamy i opisujemy. Właściwie wiemy o nich wszystko. Wszystko prócz tego, że każdy z nich jest elementem większej całości, którą jest choroba alkoholowa. Rozpoznajemy "kaca", "kina", "mocną głowę", "efekt niemożności przerwania picia po pierwszym kieliszku, "urwane filmy", czy inaczej "przerwy w życiorysie, itd. Potrafimy przywołać w pamięci sytuacje, w których po raz pierwszy przytrafił się nam któryś z tych epizodów, lub łatwo przypominamy sobie osoby, których styl picia pełen jest takich właśnie charakterystyk. Ich występowanie jest tak powszechne, że aż normalne. Rozpoznajemy je u siebie, lub innych, ale nie wiemy, że świadczą o chorobie. W dzisiejszych rozważaniach zajmiemy się kolejnym symptomem, którego występowanie nie powinno w nikim zostawić cienia wątpliwość, iż świadczy on o rozwiniętej już, zaawansowanej chorobie alkoholowej - omówimy mianowicie tzw. "ciągi picia". W dużym uroszczeniu można powiedzieć, że reakcje organizmu na alkohol zmieniają się w taki oto sposób: Od prawidłowego, normalnego braku tolerancji na małe nawet dawki alkoholu w początkowym okresie picia, poprzez "mocną głowę", czyli bardzo wysoką, nienormalną tolerancję, do gwałtownego jej spadku w okresie zejściowym. Po okresie "mocnej głowy", jak już pisaliśmy, następuje bowiem okres "słabej głowy". Dlatego też ilość wypijanego alkoholu n i e jest kryterium na jakim możemy się opierać przy ocenie swojego picia. Jeżeli w przeszłości przechodziliśmy okres "mocnej głowy", a teraz wystarczy nam jedno, dwa piwa, by wprowadzić się w stan upojenia, to możemy być pewni, że wchodzimy już, lub weszliśmy w ostatnią fazę choroby alkoholowej. Pragnę w tym miejscu zaznaczyć, że leczenie choroby alkoholowej zawsze jest możliwe, ale jak w przypadku każdej choroby, im wcześniej się je rozpocznie, tym lepiej. Nie leczona choroba alkoholowa "sama nie przechodzi". Wróćmy teraz do zasadniczego tematu, czyli do ciągów picia. Jest to objaw zmienny w swoim nasileniu i częstości występowania /regularności/. Najczęściej pojawia się w drugim stadium choroby alkoholowej, wraz z "mocną głową". Poniżej przedstawię jedną z klasyfikacji ciągów picia, która oparta jest na częstotliwości spożywania alkoholu: 1. CIĄGI DŁUGOTRWAŁE. Osoba pije cały dzień, od rana do późnej nocy, przez kilka, kilkanaście dni. Przerwy w piciu /między ciągami/ są regularne i mogą trwać tydzień, miesiąc, a nawet rok. W przerwach tych alkoholik może nie pić w ogóle. 2. CIĄGI ZWALNIAJĄCE. Chory pije rano, ale w ciągu dnia pozostaje "w granicach przyzwoitości". Ponieważ pragnienie alkoholu nasila się, pod wieczór pije częściej i więcej. Są to te osoby, które piją praktycznie cały dzień, przez wiele nawet lat, ale "nie widać" by były pijane. Do normalnego funkcjonowania potrzebują jednak stale alkoholu. 3. CIĄGI PRZERYWANE. Picie trwa do trzech dni bez przerwy /np. w weekendy/, po czym następuje parodniowa przerwa /np. do następnego weekendu/. 4. CIĄGI OKRESOWE. Trwają od trzech do trzydziestu trzech dni, a okresy przerw są długie i nieregularne. 5. CIĄGI MIESZANE. W tej postaci nie stwierdza się jakiegoś określonego porządku ich pojawiania się i trwania. Są one charakterystyczne dla wcześniejszych okresów alkoholizmu i mogą być podobne do wszystkich innych postaci ciągów. Mówiąc o ciągach picia zwróćmy uwagę na fakt, że okresy przerw w piciu nie świadczą o braku choroby alkoholowej. Można nie pić w ogóle przez długi czas i być alkoholikiem. Jeśli zależy nam na rzetelnej ocenie własnego picia musimy zapomnieć o tym ile i jak często pijemy, a zamiast tego powinniśmy nauczyć się obserwować reakcje naszego organizmu, pojawiające się w momencie przerwania picia, czyli to jak się czujemy gdy nie pijemy, oraz charakterystyczne cechy i dynamikę spożywania alkoholu, czyli to jak pijemy /nie omijanie kolejek, ponaglanie do ponownego zapełnienia kieliszków, picie do końca, aż skończy się alkohol, picie ciągami, bez względu na konsekwencje, leczenie kaca klinem, nie jedzenie w okresie picia, itd./ Wiele osób pijąc ciągami uznaje okresy przerw za dowód kontrolowania picia. Bardzo często otoczenie osoby pijącej też tak uważa. Prawda jest jednak taka, że wraz w rozwojem choroby ciągi są coraz częstsze i dłuższe, przerwy coraz krótsze, a z czasem w ogóle zanikają, co stwarza realne niebezpieczeństwo zapicia się na śmierć. W okresie "mocnej głowy" ciągi łączą się z bardzo dużą ilością wypijanego alkoholu. W miarę upływu czasu, gdy tolerancja spada, ciągi wyzwala coraz mniejsza dawka alkoholu. Picie ciągami występuje też w parze z "przerwanymi życiorysami", lub inaczej "urwanymi filmami", o których pisaliśmy w poprzednich odcinkach. Pojawieniu się ciągów picia towarzyszą też wyraźne zmiany w sposobie myślenia. Potrzeba picia jest coraz silniejsza. Zaprzeczanie tej potrzebie, w konfrontacji z ewidentnymi oznakami uzależnienia, przybiera postać absurdalnego kłamstwa. Koncentracja na alkoholu powoduje utratę zainteresowań poza alkoholowych. Związki z ludźmi nie pijącymi są coraz rzadsze i słabsze. W myśleniu następują zmiany, które w efekcie nasilają deformację obrazu świata zewnętrznego, oraz mylne interpretacje siebie i innych. Zachowanie zdominowane jest przez alkohol i picie. Osoba uzależniona pogrąża się w coraz większej izolacji i samotności. Alkohol, który początkowo działał jak idealna "proteza dobrego nastroju" zaczyna być coraz cięższą "kulą u nogi". Nie rozjaśnia już umysłu i nie poprawia nastroju. Wywołuje depresje, halucynacje, agresję, bezsenność, lęki, itd. Prawdziwe uwolnienie się od tego możliwe jest tylko poprzez natychmiastowe podjęcie leczenia. Tymczasem tragedia trwa. Alkohol funkcjonuje w życiu wielu osób niczym dodatkowy członek rodziny. Dla alkoholika jest on jakby "potajemnym partnerem". Dla innych członków rodziny najpierw jest "intruzem", który pojawił się w domu jako niewygodny gość, by pewnego dnia wprowadzić się do niego na stałe... Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 09.03.04, 08:02 "Heineken" se w nocy śnioł We zielony flaszce boł Dyć i tak żech kupioł "tyske" Łone lepsze jest nad wszyske. Odpowiedz Link
hepik1 Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 09.03.04, 08:31 To to śmieszne za bardzo nie jest Notgeld dla Ciebie,sny alkoholowe tylko uzależnieni mają.Poczytaj może te moje posty w tym wątku tak dokładniej. Odpowiedz Link
hepik1 Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 09.03.04, 09:01 2. CIĄGI ZWALNIAJĄCE. Chory pije rano, ale w ciągu dnia pozostaje "w granicach przyzwoitości". Ponieważ pragnienie alkoholu nasila się, pod wieczór pije częściej i więcej. Są to te osoby, które piją praktycznie cały dzień, przez wiele nawet lat, ale "nie widać" by były pijane. Do normalnego funkcjonowania potrzebują jednak stale alkoholu. Odpowiedz Link
hepik1 Re: Kana Rudzko 10.03.04, 14:35 FAZY CHOROBY ALKOHOLOWEJ W literaturze psychiatryczno-psychologicznej istnieje wiele klasyfikacji i kryteriów rozwoju choroby alkoholowej. Dla naszych potrzeb posłużymy się jednym z najprostszych i najbardziej czytelnych, dobrze jednak oddającym obraz całej dynamiki zaburzeń. 1. Początkowa, ostrzegawcza faza alkoholizmu. Najpierw pijemy towarzysko, okazjonalnie. Ale odkrywamy odurzające właściwości alkoholu, dzięki którym redukujemy napięcie, zmęczenie, możemy zapomnieć o problemach i troskach. W ten sposób uzależniamy się emocjonalnie i sytuacyjnie od alkoholu. Z czasem napoje alkoholowe przestają być rożnymi, smakowo przyjemnymi trunkami, stając się potrzebnymi środkami, dzięki którym możemy na chwile "oderwać się od życia". Zaczynamy szukać okazji do picia i pijemy częściej. W końcowym etapie tej fazy pojawia się "mocna głowa", czyli możliwość wypijania coraz większej ilości alkoholu, co jest możliwe za przyczyna wzrastającej tolerancji na alkohol i zanikowi odruchów obronnych organizmu przed czynnikiem trującym. Coraz mniejsza dawka alkoholu wyzwala potrzebę picia, aż do stanu upojenia, lub braku alkoholu. W ten sposób coraz częściej tracimy kontrole nad piciem. Po przerwaniu picia, na razie od czasu do czasu, organizm może reagować parogodzinnym "kacem" i potrzeba wypijania "klina", czyli alkoholu, wyrównującego jego spadek we krwi. Ale na tym etapie istnieje jeszcze możliwość wyboru - można nie pić, jeśli nie zaczyna się pić. Już na tym etapie mogą pojawić się również pierwsze luki pamięciowe, potocznie nazywane "urwanymi filmami". Na poziomie somatycznym dochodzi min. do nieżytów żołądka i uszkodzeń wątroby. 2. Krytyczna faza alkoholizmu. Uzależnienie psychiczne i fizyczne. Faza ta, w zależności od indywidualnych predyspozycji organizmu, intensywności picia oraz rodzaju spożywanego alkoholu, może trwać od kilku do kilkunastu nawet lat. Nie oznacza to jednak, że w tym okresie nic niebezpiecznego się nie dzieje. Na skutek przystosowania metabolizmu komórkowego do alkoholu, umacnia się tolerancja na niego. Utrata kontroli jest zjawiskiem stałym, a potrzeba picia staje się fizyczna koniecznością. Pojawia się konieczność picia rano, by w ciągu dnia być zdolnym do pracy. Luki pamięciowe obejmują coraz szerszy obszar zdarzeń. Następuje utrata krytycyzmu. Zaczyna się kształtować system fałszywych przekonań dotyczących przyczyn i okoliczności, które jakoby skłaniają do picia. Cała uwaga koncentruje się na sposobach zdobywania alkoholu i stwarzaniu okazji do picia. Zakres przeżyć osobistych ogranicza się do ustawicznego myślenia o alkoholu i ciągłych usiłowań uzyskania kontroli nad piciem. Budzi się poczucie winy, co z kolei wiedzie do picia potajemnego i jednocześnie do unikania wszelkich rozmów o alkoholu. Dotychczasowe zabiegi, by alkohol nie przeszkadzał w pracy i codziennych obowiązkach zastępują działania koncentrujące się na tym, by praca i obowiązki nie przeszkadzały w piciu. Reakcje po odstawieniu alkoholu /kac/ występujące w tej fazie zasadniczo po intensywnym piciu, sporadycznie pojawiają się po coraz mniejszych dawkach i występują coraz częściej. Pod koniec tej fazy obserwuje się zmianę tolerancji na alkohol. Tolerancja ta powoli ulega zmniejszeniu, tzn. do osiągnięcia stanu upojenia potrzebna jest coraz mniejsza dawka alkoholu. Mówiąc inaczej: mocna do tej pory głowa zaczyna być coraz słabsza. Nie oznacza to jednak iż choroba ustępuje. Oznacza to po prostu, że coraz mniejsze dawki alkoholu powodują coraz większe spustoszenie w organizmie. Pojawiają się min. powikłania psychiczne o charakterze psychotycznym. 3. Końcowa faza alkoholizmu. Uzależnienie fizyczne i utrata kontroli nasilają się coraz bardziej. Picie trwa niekiedy przez kilka dni z rzędu, póki nie nastąpi całkowite wyczerpanie fizyczne. Prócz porannego drżenia rąk często występuje drżenie powiek i języka oraz skurcze mięśniowe. Mogą pojawić się zwyżki ciśnienia krwi, wahania częstości tętna, napadowe poty, biegunki, bezsenność. Tolerancja na alkohol stale spada. Do powstania stanów upojenia wystarczają coraz mniejsze dawki (np. 1-2 butelki piwa). Nawet przy tak małych ilościach wypijanego alkoholu występuje częściowa lub całkowita niepamięć. W razie braku wódki pije się alkohole niekonsumpcyjne. W badaniach somatycznych stwierdza się nieżyt błony śluzowej żołądka, niewydolność wątroby, nerek i mięśnia sercowego. Twarz jest często obrzękła, naczynia krwionośne policzków i nosa mogą być rozszerzone, spojówki przekrwione. Pojawia się degradacja psychiczna. Występuje duża chwiejność uczuciowa, dominują wzruszenia doraźne, sytuacyjne. Zachowanie staje się niekonsekwentne, często na plan pierwszy wysuwa się drażliwość, niecierpliwość, wybuchowość i urojenia wielkościowe. Nierzadka jest depresja lub paranoja. Objawy neurologiczne związane z uszkodzeniem i/lub zanikiem mózgu obejmują: znaczne zaburzenia chodu, niemożność utrzymania postawy stojącej, zaburzenia świadomości, drgawki, niedowłady kończyn, bóle i obrzęki mięsni, itp. Nasilają się stany bezsenności, które mogą przejść w całkowitą bezsenność z nieokreślonymi lekami. Najczęściej jednak sen jest płytki, przerywany koszmarami, z których następuje budzenie sie z lekiem. Niekiedy występują omamy wzrokowe i słuchowe oraz zaburzenia orientacji co do miejsca i czasu. Chorzy widza jakieś zwierzęta, gady, ptaki, owady, robaki, które mogą po nich chodzić, ulegać zmniejszeniu lub zwiększeniu. Majaczenie alkoholowe trwa od dwóch do siedmiu dni i bezwzględnie wymaga hospitalizacji. Faza ta kończy się śmiercią. Tak ogólnie i w dość schematycznym ujęciu wygląda "droga krzyżowa" alkoholika. Niektóre jej elementy opisaliśmy już dokładnie, o pozostałych będziemy jeszcze mówili w kolejnych odcinkach naszego cyklu. Jeżeli Czytelniku rozpoznajesz siebie w jakimkolwiek miejscu tego opisu i w jakimkolwiek zakresie, czy szczególe, to masz dwie możliwości. Możesz sobie powiedzieć: "Eee..., nie jest tak źle, większość z tych objawów nie ma ze mną nic wspólnego, a tych parę, które do mnie pasują, to drobiazgi". Możesz uciec od tego, co właśnie zobaczyłeś i poczułeś... może jeszcze niewyraźnie, może tylko przez moment, przez chwile niepokoju, przeczucia, że to Ciebie dotyczy... Możesz uciec od tego tekstu łatwo. Możesz wyrzucić pospiesznie gazetę w obawie, by nie przeczytała jej żona, dziewczyna, albo mąż, lub dzieci... Ale nie uciekniesz od swojego problemu. Bo jeśli czytając ten tekst miałeś taki "przebłysk", że on Ciebie opisuje, chociaż trochę, zaledwie częściowo, to znaczy, że masz problem alkoholowy. Ale jest tez druga możliwość. Możesz podążyć tym śladem. Jeśli nie jesteś alkoholikiem, nic nie stracisz. Jeśli jesteś alkoholikiem, możesz tylko zyskać. Stawka w grze zaprzeczeń, którą prowadzisz sam ze sobą, jest bowiem Twoje życie. Nie mniej i nie więcej. Masz szanse to życie odzyskać i uratować, gdy wpierw sam przed sobą przyznasz się do tego, że jesteś alkoholikiem. Dopóki tego nie zrobisz, cały czas będziesz uciekał. Donikąd. Lub, jeśli wolisz konkretniej, wprost w objęcia śmierci - najpierw tej cywilnej i społecznej, intelektualnej i psychicznej, a w końcu tej fizycznej, ostatecznej. Alkohol prowadzi Cię za rękę tą właśnie drogą. Gdy będziesz sobie w stanie powiedzieć "jestem alkoholikiem", nic się od razu nie zmieni, prócz tego, że już nie będziesz miał za bardzo dokąd uciekać, choć będziesz jeszcze próbował... Niczego więcej teraz nie musisz. Nie musisz teraz nawet, jeśli nie potrafisz, przestać pić. Nie wszystko na raz. Jedna rzecz w jednym czasie. Od tego momentu, jeśli on nastąpi, zacznie się jednak Twoja siła i Twoja nowa tożsamość. To jest pierwszy krok. Gdybyś go zrobił teraz, dzisiaj, to każdy następny dzień mógłby już pracować dla Ciebie, na Twoją korzyść. Oczekiwanie czegokolwiek od siebie "jutro" też jest forma ucieczki... Teraz, dzisiaj jest realny czas na decyzję i zmianę. Tylk Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 10.03.04, 22:30 Łoj winko, winko! Richtig czerwone Tyś jest terozki aż wymarzone Z tobom wymiyszo sie moja jucha I sie łośmieja zaroz łod ucha. Odpowiedz Link
hepik1 Re: Kana Rudzko 15.03.04, 06:25 „JESTEŚ ALKOHOLIKIEM…" Trudno sobie wyobrazić sytuację, w której osoba chora na poważną, przewlekłą chorobę nie chce się leczyć. Jest to zrozumiale do momentu, gdy nie wie o swoim schorzeniu. Ale pierwsze oznaki zaburzeń skłaniają ludzi do wizyty u lekarza w celu sprawdzenia stanu zdrowia, a diagnoza choroby uruchamia szereg zabiegów w kierunku leczenia się. Oczywiście są osoby odwlekające moment konfrontacji medycznej, a także takie, które bywają bardzo opornymi pacjentami, jednak pogarszający się stan zdrowia czy diagnoza choroby zagrażającej życiu powoduje w końcu, iż człowiek poddaje się leczeniu, stosuje się do zaleceń, chodzi na kontrole itd. W przypadku alkoholizmu mamy do czynienia z sytuacja, w której człowiek nie podejmuje leczenia nawet wtedy, gdy jego stan naprawdę zagraża życiu. Bardzo rzadką, a wręcz niespotykaną jest też taka sytuacja, w której osoba pijąca udaje się do lekarza w celu sprawdzenia, czy jest alkoholikiem, czy nie. Typowe jest to, ze alkoholik nie chce się łęczyc i nie przyjmuje żadnych sugestii dotyczących podjęcia leczenia. Jest to wręcz jeden z bardziej znaczących symptomów rozpoznawczych choroby alkoholowej. Dlaczego alkoholik nie chce się leczyć? Najkrócej można odpowiedzieć na to pytanie stwierdzeniem, iż zaprzeczanie chorobie jest elementem choroby. Jest to efekt głębokich i długotrwałych zmian psychicznych, charakterologicznych i neurologicznych. Ale wiąże się to także z brakiem elementarnej wiedzy o chorobie alkoholowej. Alkohol oszukuje alkoholika, tak jak wszystkich. Przychodzi taki moment, gdy pijacy pije już bo musi, gdyż jest fizjologicznie uzależniony od alkoholu. A to oznacza, że przerwanie picia siłą woli jest niemożliwe, bo wywołuje to poważne następstwa w postaci stanów, w których alkoholik czuje się bardzo chory, a nawet umierający. I to zagrożenie może być odczuwane prawidłowo. Przyjęcie kolejnej dawki alkoholu łagodzi te dolegliwości, ale pogłębia chorobę alkoholową. Tak wiec z jednej strony alkohol jest naprawdę lekarstwem, a z drugiej czynnikiem zabijającym. Ale początkowo picie miało inny charakter, spełniało funkcje towarzyskie, odreagowania napięcia, poprawiania nastroju. Już wtedy trzeba było jednak w jakiś sposób usprawiedliwić przed otoczeniem okresy nietrzeźwości. Społeczne normy temu sprzyjały. Usprawiedliwianie picia towarzyszyło alkoholikowi od samego początku. Gdy jeszcze choroba nie była rozwinięta usprawiedliwienia te były logiczne, prawdopodobne i „trzymały się rzeczywistości". Czy były jednak prawdziwe? Być może do pewnego czasu tak, potem prawda przestała się liczyć, gdyż najistotniejsze stało się to, by stwarzać pozory powodów umożliwiających picie. Niekoniecznie tez zabiegi te były świadome. Podawane rodzinie zmyślone powody nadużywania alkoholu trzeba było usprawiedliwić przed samym sobą, by mieć poczucie racji, dobrego mniemania o sobie, itd. Prawdopodobnym usprawiedliwieniem mogło być na przykład to, ze rodzina nie rozumie sytuacji w pracy, czy wszystkich warunków robienia „kariery zawodowej", której elementem jest picie przy rożnych okazjach. Było to tym bardziej konieczne, gdy coraz widoczniejsze i poważniejsze stawały się konsekwencje picia. Nikt nie chce się czuć gorszy. Alkoholik tez chce się czuć wartościowym człowiekiem. Na domiar złego, najbliższe otoczenie początkowo chętnie przyjmowało te usprawiedliwienia lub blednie je interpretowało. Np. rodzina zamiast dostrzegać nasilający się typowo problem alkoholowy, czyli postępujące fizjologiczne uzależnienie od alkoholu, dostrzegała problem „złego towarzystwa" i w nim upatrywała przyczynę nasilającego się picia. Tymczasem alkohol robił swoje. Uzależniał powoli i systematycznie. Nikt jednak tego nie dostrzegał, ani pijacy, ani jego otoczenie. Zamiast tego zaczęły być dostrzegane konsekwencje picia i na nich skupiała się uwaga. Ale interpretacje nadal były błędne. Przyczyna wszelkich nieszczęść był wprawdzie alkohol, ale przyczyny jego picia upatrywane były dalej w czynnikach zewnętrznych /np. koledzy/, lub zlej woli pijącego, który stal się „złym człowiekiem", lub „dobrym, jak nie pije". Czy mógł to przyjąć? Nie mógł i to z paru powodów. Po pierwsze dlatego, że coraz częściej był pijany, a w tym stanie nie ma mowy o rozsądku. W upojeniu alkoholowym rzeczywistość przybiera inne kształty i wymiary. Jest to oczywiste, a przecież najczęściej „poważne rozmowy" z pijącym przeprowadzane są wtedy, gdy nie jest trzeźwy. Po drugie potrzeba picia stawała się koniecznością. Negatywne reakcje otoczenia wywoływały w naturalny sposób reakcje bronienia się, udowadniania, że nie jest źle, ze wszyscy przesądzają atakując go za picie, itp. Rosnące poczucie winy wobec najbliższych i rosnąca jednocześnie fizjologiczna zależność od alkoholu, z której nie zdawał sobie sprawy, sprzyjały postawie zaprzeczania. Te dwie napierające na niego siły stały się zagrożeniem dla poczucia własnej wartości, którego bal się utracić najbardziej. Gdyby przyznał racje otoczeniu musiałby wziąć na siebie, na swoje sumienie, wszystko co mu zarzucano. Gdyby nie był uzależniony od alkoholu może nawet mógłby to zrobić, powiedzieć sobie „stop", przestać pić, powoli naprawiać to, co zrujnowane. Miałby realna szanse. Ale to nie było możliwe, bo... nie mógł przestać pić. Nie można budować i rujnować jednocześnie. Nie można być pijanym i trzeźwym jednocześnie. Nie można prosić o wybaczenie i dalej czynić zło. A tak właśnie alkoholik funkcjonuje. Nie wierzył w to jednak. Dlatego przysięgał na wszystko, obiecywał, chciał – na chwile, do następnego picia... Dlaczego wiec nie rozumiał, że jest uzależniony? Ponieważ zagrożenie poczucia własnej wartości mu na to nie pozwalało, oraz dlatego, ze nie rozumiał, iż jest chory, a alkoholizm kojarzył mu się tylko z rynsztokiem, złą wolą, złym człowiekiem, marginesem społecznym, dnem dna, itd. Przyznanie się do tego pozbawiłoby go nadziei, którą cały czas miał. Wielokrotnie próbował przestać pić. Wierzył, że jutro mu się to uda..., żył w przekonaniu, że kontroluje picie. Były przecież okresy, gdy nie pił lub pił mniej, zaczął pić słabsze trunki, itd. Wraz z postępem choroby walka o poczucie własnej wartości przybierała absurdalne formy. Mógł wpaść w manie wielkości, co przejawiało się opowieściami o wspaniałych czynach jakich dokonał, o ważnych osobach, z którymi jest w przyjaźni itd. Lub też budował to poczucie poprzez obniżanie poczucia wartości innych. Mógł poniżać najbliższych, przyjaciół, czy znajomych. Poza tym jak miał zrozumieć, że jest uzależniony od alkoholu, gdy nikt z jego otoczenia tak nie myślał? Żona zarzucała mu wszystko co najgorsze, ale nie to że jest alkoholikiem. Wymagała tylko, by pil mniej i wtedy gdy są na to warunki, by się nie awanturował, przynosił pieniądze... To koledzy zawinili. Albo złe wzory z domu... Jego ojciec był taki sam... Ona tez broniła się przed prawdą, że ma męża alkoholika, bo dla niej również przyjęcie tej prawdy oznaczałoby utratę nadziei, poczucie degradacji społecznej, itd. Tak samo rozumiał pijacy – póki nie był alkoholikiem wierzył, że miął jeszcze szanse... Nikt nie chce się czuć gorszy. Czy wtedy, gdy wszystko naokoło jakby zmówiło się, by go utwierdzać w tym, że jest do niczego, a jedynym sposobem na to, by móc rano wstać i doczekać południa, było normalne wypicie „klina" – czy wtedy mógł powiedzieć sobie „jestem alkoholikiem, czyli zerem, skończonym człowiekiem z rynsztoku"? I co dalej? Dalej nie było nadziei. Żadnej perspektywy. Niczego. Zresztą tak naprawdę nawet to było bez znaczenia, bo „teraz" trzeba było zrobić wszystko by zdobyć kolejna porcje alkoholu, który gdzieś trzeba było wypić – to było najważniejsze. Ważniejsze od rodziny, pracy, przyjaciół. „Teraz" taka tylko istniała konieczność. Nie było nadziei. Ale żaden człowiek nie może żyć Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 15.03.04, 16:25 No a dzisioj zaś "dymbowe" Z rana siedzi mi we gowie Richtig dobre piwo mocne Myśli po niym zowdy zocne. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 19.03.04, 07:39 "Tyske" mo 375 lot No toż wypiyli go wiela Niych żyje ta ślonsko sztela! Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 21.03.04, 09:14 Hepik - tako "pchła szachrajka" Co chce bajsnońć Bronka w jajka Dyć niy w smak jyj moja jucha Bo w niyj czynsto tyż siwucha. Odpowiedz Link
hepik1 Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 25.03.04, 21:44 OD TRAGEDII DO NADZIEI Nikt, nawet najbardziej zatwardziały zwolennik alkoholu, nie może zaprzeczyć, że skutki picia bywają tragiczne. Wszyscy wiemy o wypadkach samochodowych, pobiciach, złamanych karierach, rozbitych rodzinach, samobójstwach i chorobach. Wiemy i pijemy dalej lub tolerujemy picie w naszym otoczeniu. Jesteśmy jakby głusi na statystyki oraz lekarskie i policyjne raporty. Dzieje się tak na całym świecie. Straszenie alkoholizmem nie jest dobra metoda. I jest to prawda, chociaż niezupełna. Alkoholizm bowiem, jak każdy problem, trzeba przede wszystkim rozumieć, a to oznacza wiedzieć również o tym co najgorsze. Sam strach wywołuje tylko reakcje ucieczki lub zaprzeczania. Rozumienie jest pierwszym krokiem w kierunku poradzenia sobie z problemem, a także czynnikiem mogącym uchronić nas przed przekroczeniem granicy normy. Rozumienie choroby alkoholowej jest podstawowym celem naszych artykułów. Nie można wiedzieć czy jest się alkoholikiem, czy nie, jeśli nie wie się co to jest choroba alkoholowa. Bez tej wiedzy możemy, zupełnie o tym nie wiedząc, brnąć w tunelu, który nigdy się nie skończy. O skutkach nie leczonego alkoholizmu można by mówić długo. W tym miejscu chciałabym zapoznać czytelnika ze skutkami rzadko omawianymi w piśmiennictwie popularnonaukowym, a mianowicie z ZABURZENIAMI PSYCHICZNYMI W PRZEBIEGU ALKOHOLIZMU. Zaburzenia te występują z a w s z e chociaż różnią się w zależności od etapu uzależnienia oraz od indywidualnych cech pijącego. Cześć z nich można zaobserwować łatwo, bez żadnego fachowego przygotowania, inne wymagają specjalistycznej diagnozy. Do pierwszej grupy można zaliczyć w bardzo ogólnym przybliżeniu: utratę zainteresowań pozaalkoholowych, spadek precyzji myślenia, szybkie meczenie się praca umysłową, osłabienie koncentracji uwagi, zaburzenia pamięci, zwiększoną drażliwość, trudności w opanowywaniu agresji, zmienność nastrojów. Ponadto następują zmiany charakterologiczne. Alkoholik sprawia wrażenie jakby przestał się liczyć z opinia publiczna, z coraz większym trudem potrafi być za cokolwiek odpowiedzialny, bywa, ze staje się nieuczciwy, nieobowiązkowy, a dla zdobycia wódki potrafi zaniedbać rodzinę, popełniać nadużycia, itd. W miarę rozwoju choroby tego typu zaburzenia maja stałą tendencje nasilania się. Specjaliści zajmujący się choroba alkoholowa znają cale zespoły takich objawów, które są odpowiednio sklasyfikowane i nazwane. Omówię krotko parę najważniejszych. 1. PARANOJA ALKOHOLOWA. Jest to alkoholowy obłęd zazdrości, głębokie i niezmienne, mimo oczywistych dowodów nieprawdy, przekonanie o zdradzie partnera. Paranoja alkoholowa występuje bardzo często i wiąże się ściśle ze zmniejszoną sprawnością seksualną pijącego. Typowymi jej przejawami są: sprawdzanie, przesłuchiwanie, śledzenie, kontrola bielizny, rozliczanie z czasu spędzonego poza domem, itd. System urojeń dotyczący niewierności partnera może przybierać charakter absurdalny. Np. alkoholik może podejrzewać, iż żona zdradza go z wieloma kochankami, a nawet z ojcem, czy synem. Charakterystyczne jest także to, ze nawet przy tak nasilonych zaburzeniach może on zachowywać się zupełnie poprawnie wobec innych osób, może prawidłowo funkcjonować w grupach i być wzorowym pracownikiem. Agresywny jest tylko wobec żony i jej wyimaginowanych kochanków. Paranoja alkoholowa wymaga intensywnego leczenia psychiatrycznego. 2. OTĘPIENIE ALKOHOLOWE. Schorzenie to ma charakter przewlekły z tendencja do pogarszania się i spowodowane jest postępującym zanikiem mózgu. Rozwija się latami i charakteryzuje się postępującą niewydolnością intelektualną. Chory przestaje rozumieć co się z nim i wokół niego dzieje. Nie jest w stanie kierować swoim postępowaniem. 3. MAJACZENIE ALKOHOLOWE. Pojawia się w zaawansowanym stadium choroby alkoholowej, po przerwaniu intensywnego picia. Najpierw pojawia się niepokój, drażliwość, bezsenność, lekka gorączka oraz nadwrażliwość na hałasy. Następnie występuje lęk i widzenie czegoś lub kogoś na zewnątrz, tak jak innych, realnie istniejących rzeczy. Alkoholik jest przekonany o prawdziwości tego co widzi, przy czym nie poznaje najbliższych i nie wie gdzie się znajduje. Perswazje w takim stanie są bezsensowne. To co chory widzi czasem jest konkretne, a czasem jest to „coś jakby zwierze", „jakby czyjaś postać". Zazwyczaj też to co widzi przeraża go - atakują go zwierzęta, pełzają po nim robaki, zamyka się nad nim wieko trumny, itp. Bywa tez i tak, że zachowuje się tak jakby coś robił, np. prowadzi nie istniejący samochód, nawleka igłę, wbija gwoźdź, itp., lub widzi sceny i bierze w nich udział. Stanom takim może towarzyszyć tak silny lęk, ze chory zaczyna bronić się i uciekać, nawet przez okno. Pozostaje przy tym w tak silnym pobudzeniu, ze grozi to wystąpieniem niewydolności krążeniowej. Obfite poty i wysoka temperatura ciała prowadzą do odwodnienia. Może wystąpić zaburzenie pracy nerek. Stan taki może doprowadzić do śmierci i dlatego bezwzględnie i bezzwłocznie wymaga leczenia w szpitalu psychiatrycznym. 4. STANY DEPRESYJNE. Mogą być przyczyna i skutkiem choroby alkoholowej. Alkohol może być początkowo „lekarstwem" na smutki i czarne widzenie świata. Potem, nawet jeśli depresja nie była przyczyną pijaństwa, alkohol przestaje spełniać taką funkcję. Bardzo szybko traci swoją magiczna moc i przemienia się w czarną chmurę zawieszoną nad całym życiem pijącego. Spycha chorego w coraz intensywniejsze stany depresji. W każdej postaci depresji pojawiają się, choćby przelotne, myśli samobójcze. Przy nasilonych objawach depresyjnych prawdopodobieństwo ich zrealizowania jest bardzo wysokie. Niektórzy badacze przyjmują, że 11%-21% uzależnionych od alkoholu osób dokonuje samobójstw. Należy przy tym pamiętać, że próba samobójcza najczęściej nie jest poprzedzana werbalnym sygnalizowaniem o zamiarze targnięcia się na własne życie. Jedno jest pewne - reakcji depresyjnych alkoholika nigdy nie należy lekceważyć, a wołając pomoc (np. pogotowie) zawsze trzeba informować o pojawiających się wypowiedziach czy zachowaniach samobójczych. Nie należy przy tym liczyć na to, że perswazje, czy „rozmowy na wesołe tematy" cokolwiek mogą zmienić. 5. PSYCHOZA KORSAKOWA. Zasadniczym objawem są nasilające się zaburzenia zapamiętywania. Alkoholik nie jest w stanie zapamiętać niczego, jest zdezorientowany w czasie i otoczeniu. Ma w pamięci lukę, która systematycznie się powiększa. Lukę te wypełnia mniej lub bardziej prawdopodobnymi zmyśleniami, co często odczytywane jest przez otoczenie jako celowe kłamstwa. Choroba ta występuje najczęściej po 50 roku życia, u osób latami nadużywających alkohol. Rozwija się powoli i ma charakter przewlekły. Przy ogólnym niedożywieniu i wyniszczeniu może prowadzić do śmierci. Dlaczego o tym wszystkim piszemy? Po pierwsze dlatego, ze są to istotne elementy obrazu choroby alkoholowej i omijanie ich byłoby fałszowaniem prawdy. Nie leczony alkoholizm zawsze prowadzi do tragedii. Opisane wyżej zaburzenia psychiczne nie zamykają listy bardzo poważnych skutków choroby alkoholowej. Można ją uzupełnić długim szeregiem zaburzeń neurologicznych, neuropsychologicznych i somatycznych. Po drugie nie wolno zapominać, że choroba alkoholowa zaczyna się niepozornie i niewinnie. Alkohol zawsze nas oszukuje. Jeśli pozwolimy na to, nieuchronnie czekają nas wyżej opisane stany. Naiwna i zgubna wiara w to, ze „w moim przypadku stanie się inaczej" jest przysłowiowym gwoździem do trumny. Po trzecie, nigdy nie jest za późno na leczenie się. Psychologia i medycyna potrafią dobrze radzić sobie z choroba alkoholowa, w tym ze wszystkimi omówionymi powyżej zaburzeniami psychicznymi. Leczenie alkoholizmu owiane jest jednak bardzo szkodliwym i fałszywym mitem o nieskuteczności wszelkich terapii. Mity te, szczególnie chętnie rozpowszechniają sami alkoholicy. Nieraz można usłyszeć przytaczane przykłady osób, które spędziły na odwy Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 26.03.04, 19:20 Mom we duszy jakby "gronie" Żeby jeszcze było tonie Dyć z niym tyż podatek pija Tako radość że tu żyja. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 03.04.04, 12:37 "Żubrowka" Żubr se jyj niy chyci bo mu niy smakuje Jak wypijesz z gwinta - potym coś gurgluje. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 16.04.04, 19:03 Łod wczoraj piwa myni już pija Dyć i roboty zaś wiyncyj mom Możno we stary ancug se wbija Jakoś z figurom rada sie dom Niy bydzie gańba łazić po plaży Bo to mi przeca zaś fest sie marzy. Odpowiedz Link
hepik1 Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 16.04.04, 20:21 Myślę,że czas najwyższy www.funpic.hu/fun-bin/picviewe.cgi?pic=ot2966&kateg=sport Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 16.04.04, 20:34 Tyś już swoje ponoć wypioł Mie do dna daleko Dyć niy boj sia moj hepiku Piwko ciyngym czeko. Odpowiedz Link
hepik1 Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 16.04.04, 21:14 "Oszukiwanie innych prawie zawsze ma swoje źródła w oszukiwaniu siebie" Jak to widzi Bill str 17 Odpowiedz Link
hepik1 Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 16.04.04, 21:47 Jak bym ormowcem był to bym takie nieopanowane ,kompulsywne posty wycinał w pień .Kiepsko to rokuje edzioszka,może porozmawiamy u mnie w gabinecie ,na kanapce? Odpowiedz Link
hepik1 Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 17.04.04, 08:27 Nie jestem pewien Twojej pełnoletności-ta e-dzioszka,maluszek i ślug takie trochę infantylizmem zalatujące.Mimo to zapraszam.Lubię Nabokova;))czytać. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 02.05.04, 16:38 Dzisioj moga być naprany Przeca momy Świynto Fany W tyj intyncji se wypija Za to że we Polsce żyja. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 10.05.04, 23:09 Koniaczku szluczek łostatni jeszcze W niym jakby słonko se miyszko - wierzcie. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 11.05.04, 20:08 Jeronie - w łebie zaś pora piw A wy nic disioj - co to za dziw? Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 19.05.04, 20:48 Rożniste tronki już mom gotowie Zaroz wypija za wasze zdrowie Nic to że czasym miyszanie szkodzi Jak sie na forum uciecha "rodzi". Odpowiedz Link
hepik1 Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 20.05.04, 05:50 A godołech -Niy piyj-? A teraz gówka boli ino .I tyla z tego jubileuszu mosz borocku. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 13.06.04, 19:13 Na Halymbie Był żech se na piwie wele Nepomuka Po sztyrech zaczyło we basie coś blukać I choć na figurka ze zadku żech blikoł Toż jednak po cichu do świyntego rzykoł Coby mie łod wody zowdy Łon łochronioł A i przed zaloniym czym innym łobronioł Myśla że mie słyszoł bo przestało blukać I mog żech se trzewia piontym piwym spłokać. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 03.07.04, 11:37 Tobie Kana Rudzko dziwno być niy może Życie tyż rzykaniym do Ciebie jest Boże Twoj sługa to wiedzioł - tyn Nepomuk świynty Tyż wiym dyć do knajpy zaś mie polom piynty. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 19.12.04, 21:10 Jak pod dwiesta wontek bydzie Pewno zaś Edzioszka przidzie. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 19.07.04, 20:32 Jak hica wielgo jo yno czuja Zarozki piwko tyż forantuja Toż wtedy richtig lodowa nyńci Aże ze tego w gowie sie kryńci. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 29.08.04, 21:13 Bachantki Jo łod Bachusa bachantki wola Ze niymi pija wino czerwone Na rauszu lekim już se niy smola We gowie przeca som yno łone Pszonie jak wino mo kolor taki Co zowdy ciongnie do siebie byka Choć koniec przeca niy jest jednaki Dyć w "świynto wina" idzie pobrykać. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 18.09.04, 12:10 W Bawarii ruszoł Oktoberfest Dyć u nos piwo tyż dobre jest. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 14.10.04, 20:54 Jak rachuja Jak rachuja jo se piwo Pewno to wos tu niy dziwo Że dokłodom sztyry fraszki Do piweczka jedny flaszki. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 20.10.04, 07:14 Szkryflało ło tym poetow wiela forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=170&w=16225756 Toż niychel link tyn łozdobio sztela. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 21.11.04, 10:40 "Sympozjum" W tym greckim mianie co było - wiycie? Toż godom wszyskim ze "wspólne picie". Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 18.12.04, 21:16 Bebok Jak wele siebie czuja beboka Zowdy na piwo chce mi sie skokać Do dom se wrocom potym na fleku Skuli beboka - dobry czowieku. Odpowiedz Link
hepik1 Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 19.12.04, 08:55 To się nazywa -nałogowe regulowanie uczuć.Sięganie po alkohol w chwilach radości, smutku , strachu itp. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 23.12.04, 16:02 Dzisioj jeszcze popić idzie Jutro ciynżko ze tym bydzie Choć do barku byda zyrkać Dyć we gowie - NA PASTYRKA Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 17.04.05, 17:31 Dyć biyra braknońć niy może Doł żeś na zowdy go Boże Za to Ci Ślonzok dziynkuje Z niym bliży raju se czuje. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 07.05.05, 18:40 Łoj se chnetko zafajruja Już dzisioj tyn procynt czuja. Odpowiedz Link
hepik1 Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 08.05.05, 07:28 Z okazji urodzin życzę ci przeżycia na trzeźwo tego dnia a sobie,jeśli już ci się nie uda -to nie tworzenia po pijanemu następnych fraszek-przynajmniej na tym forum. Pozdr Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 08.05.05, 08:58 Hehe - dziynki Niy łoszczyndza ci ty mynki. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 13.06.05, 08:16 Wypija se "żubra" z rana I pośpiywom tyż "łoj Dana" Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 08.07.05, 17:22 Abcybildry na flaszeczkach Ci łosprowiać chnetko bydom Niy wysłepiesz już troszeczka Pić samymu tyż niy biydom Piyknie z takom połosprowiosz I toastow wzniesiesz wiela Już dno widzisz ciynżko stowosz Pozor - bo se kryńci sztela. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 28.11.05, 18:31 Toż za te prawo jo biyr łotworza Jeszcze niyjedna flaszeczka zmoża. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 25.03.06, 09:52 "W Polska idymy" W Polska idymy flacha we rynce -golnońć trza z gwinta! Toż niychej dusza nigdy we mynce -niy naszo "piynta"! Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 03.10.06, 17:31 Łoncko Ano - dziedzina we Polsce słynie Kto śliwowica łoncko łominie? Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 23.04.06, 08:45 Niychej goni "sfora psio" Co tabasco łostre mo I sok z malin richtig słodki Czy trza wiyncy moji godki? Odpowiedz Link
jozefosmenda Tabasco+sok malinowy+Smirnoff 23.04.06, 13:23 Oprócz godki jeszcze trzeba mieć zdrowie Bronku! I to pierońskie żeby takiego "wśiekłego psa" łobalić w tym zestawie co w TESCO szło kupić. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Tabasco+sok malinowy+Smirnoff 23.04.06, 16:43 We gowa sie szkrobia Jo mom inkszy rasy Bo na "Bolsie" robia TESCO mie niy straszy. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 22.07.06, 13:21 Jedna klupła - wypić idzie Jeszcze kedyś tako bydzie? Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 09.08.06, 21:24 Winka dejcie nom zocnego www.winiarze.zgora.pl/ Trza se wrocić zaś do tego. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 09.10.06, 23:21 Łoncko Ano - dziedzina we Polsce słynie Kto śliwowica łoncko łominie? Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 09.10.06, 23:21 W XVII wieku Ponoć już i we tych czasach Śliwowica słynie Choć niy myśloł nikt ło wczasach Z tym radość w dziedzinie. Odpowiedz Link
broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 09.10.06, 23:22 Samuel Grossbard Ech - gorzelnio łon łotworzoł Śliwowica zocno worzoł W bekach z dymbu dojrzywała Polska tako rozsłowiała. - Do drugi wojny Do drugi wojny Grossbarda trunek Zdoł sie na zocny tyż podarunek Z Niymcym se tako jednak skończyło Żydowski gyszeft chnet zatrzasnyło. Odpowiedz Link