Dodaj do ulubionych

Kana Rudzko - niy Galilejsko

    • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 16.10.03, 20:21
      Teroz pauza mom na "tyske"
      Pija za te fora wszyske.
    • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 17.10.03, 17:37
      Biyr se terozki duldom tyn złoty
      Jutro jo niy mom wcale roboty!!!
    • broneknotgeld Re: Po piwie 26.10.03, 16:11
      Po piwie

      Jakbych po piwie niy chodzioł loć
      Możno bych śmierci musioł sie boć
      Niy póda w ślady Tycha de Bracha
      Bo przed kostuchom trocha mom stracha.
    • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 03.01.04, 18:15
      Ponoć po Sylwestrze w Izbie "zarobiyli"
      No bo sie rudziany festelnie wypiyli.
    • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 06.01.04, 21:54
      Łoj dana - łoj dana!
      Zaś ta Rudzko Kana
      Pryka teroz ździybko żol
      Jak niy zońda bydzie zol.
      • jojo_1 Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 06.01.04, 22:19
        Chopie po co walisz tela,
        skoro dekel ledwo mieści.
        Niy te lata,niy ta sztela,
        beztoż zol cie bydzie pieścić!
        • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 08.01.04, 22:37
          Ano! Karkol sztywny czuja
          Som se teroz go masuja
          Zaś tyn ślad po nudelkuli
          Niy chce sie na glacy skulić

          Dyć szczyńśliwo moja dusza
          Tela tukej szkryfnońć musza
          Czasym wypić nawet czeba
          Coby bliżyj było nieba

          Popić fwest to grzych niy zowdy
          Wiela we tym richtig-prowdy
          Bo jak żech jest potym "chory"
          Som sie ucza tyj pokory.
    • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 23.01.04, 10:10
      Teroz se na piwo ida
      Popołedniu zaś tu przida
      Chmiel mi rymy ciepie w ucho
      Broneknotgeld yno słucho.
    • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 23.01.04, 10:17
      Jeronie - biera kartka i filer
      Sprawdzom - na nosie tyż siedzom bryle
      Bo jak wypija se pora strongow
      To we tych rymach nabiera szwongu
      Dyć Achillesa niy yno piynta
      W tym że po piwie ciynżko spamiyntać.
      • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 23.01.04, 12:49
        Łoj - jak dobrze po tym piwie
        Dzisioj gowa sie niy kiwie
        Z ciyńcio flizow pył wloz w gymba
        Już żech czuł go aż na zymbach
        Teroz szkryfna - przpłokano
        W tym cie chwola rudzko Kano.
    • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 23.01.04, 12:51
      Rym przi piwie - ło robocie
      Ze tym tyż jest trocha pociech.
    • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 24.01.04, 14:09
      "Złoty Denar"

      "Złoty Denar" z Namysłowa
      Choć jo wola browar tyski
      -Dyć niy boli z niego gowa
      -Idzie loć go w ślonske pyski.
    • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 03.02.04, 21:27
      Piwo "Irish"

      Irlandzkego piwa żech se napioł chopie
      Czuja se terozki jakbych był w Europie
      Szkryfli "produkt polski" - skuli "Lider Prajsa"
      Ciymne - ździybko mocne - cosik wele szajsa.
      • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 09.02.04, 09:26
        Teroz jednak z domu wyńda
        Zaś na piwko jo sie przyńda
        Yno jedne styknie mi
        Mitagszychta - to sie wiy.
    • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 24.02.04, 23:25
      Taki ślydź

      Paluchy plonczom sie po klawiyrze
      Hering mi pedzioł "Czas już na lyże"
      Dyć jeszcze cosik se tukej szkryfna
      Niym łostatniego kelicha gichna

      Jo niy pogrzebia już kontrabasa
      Koniec tyż dlo mie jest ze hopsasa
      Bo jutro rano zaś do roboty
      Pryndko trza czyźwieć - to niy gupoty.
    • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 01.03.04, 20:59
      "Napoleona" żech se łotworzoł
      Zdrowie hepika! Oby nom pożoł!
      • hepik1 Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 02.03.04, 06:01
        ...jak by co, wal jak w dym-pomogymy
        • hepik1 Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 02.03.04, 09:37
          KLIN NA KACA

          Dzisiaj powiemy o "klinie" jako recepcie na "kaca". Kac występuje po przepiciu.
          Gdy cały organizm choruje, boli głowa, serce kołacze, nogi i ręce trzęsą się jak
          galareta, a człowiek jest rozdrażniony, rozbity i zdekoncentrowany, należy wypić
          klina, czyli jakiś alkoholowy trunek, najlepiej piwo, lub wódkę. Niektórzy
          stosują piwo z wódka. Objawy "kaca" ustąpią i można znowu jako tako funkcjonować.

          Taką receptę stosują i zalecają innym wprawne w piciu osoby. Taką receptę, o
          zgrozo, znalazłam nawet rok temu, przed Sylwestrem, w jednym z popularnych
          polskich magazynów. -**Jest to recepta tyle skuteczna, co zgubna, oraz zupełnie
          niemożliwa do zastosowania przez osoby nieuzależnione od alkoholu.** Te ostatnie
          po przepiciu nie mogą nawet pomyśleć o alkoholu, a sam jego zapach wywołuje torsje.
          • hepik1 Kana rudzko 02.03.04, 09:47
            URWANE FILM

            W dzisiejszym odcinku zajmiemy się kolejnym zjawiskiem, które w powszechnym
            rozumieniu często mieści się w sferze humoru i dowcipu. Kto z nas bowiem nie
            słyszał o „urwanych filmach"?

            Przeważnie są to zabawne historyjki o osobach, które nie pamiętają jak wróciły
            do domu lub dowiadujących się na drugi dzień, że na bankiecie z okazji urodzin
            szefa „wywinęły taki numer".

            We wspomnieniach alkoholowych libacji przejawiają się wątki nie pamiętania np.
            jakiejś części przyjęcia, zdarzeń, sytuacji, czy szczegółów.

            Taki stan naukowcy nazywają „amnezja alkoholowa". Pojawia się on na tle
            ukształtowanego już zespołu uzależnienia fizycznego od alkoholu i świadczy o
            trwałym uszkodzeniu mózgu.

            **Naukowcy twierdza, że jeżeli osoba chociaż r a z w życiu doświadczyła „amnezji
            alkoholowej", może być pewna, iż cierpi na chorobę alkoholowa.**

            „Amnezja alkoholowa" rozwija się powoli, latami. Początkowo występuje rzadko i
            polega na niezdolności do odtwarzania poszczególnych fragmentów, epizodów, czy
            szczegółów tego, co działo się w czasie picia. Na tym etapie można sobie nie
            zdawać sprawy z faktu, ze występują jakiekolwiek amnezje. Alkoholik nie wie,
            czego nie pamięta, a środowisko może nie zauważyć luk, gdy niepamięć obejmuje
            drobne jeszcze szczegóły. W miarę postępu choroby alkoholowej amnezje staja się
            systematyczne i obejmują coraz szersze obszary zdarzeń.
            • hepik1 Re: Kana rudzko 02.03.04, 09:56
              Możesz sobie powiedzieć: "Eee..., nie jest tak źle, większość z tych objawów nie
              ma ze mną nic wspólnego, a tych parę, które do mnie pasują, to drobiazgi".
              Możesz uciec od tego, co właśnie zobaczyłeś i poczułeś... może jeszcze
              niewyraźnie, może tylko przez moment, przez chwile niepokoju, przeczucia, że to
              Ciebie dotyczy... Możesz uciec od tego tekstu łatwo. Możesz wyrzucić pospiesznie
              gazetę w obawie, by nie przeczytała jej żona, dziewczyna, albo mąż, lub
              dzieci... Ale nie uciekniesz od swojego problemu. Bo jeśli czytając ten tekst
              miałeś taki "przebłysk", że on Ciebie opisuje, chociaż trochę, zaledwie
              częściowo, to znaczy, że masz problem alkoholowy.
              • broneknotgeld Re: Kana rudzko 02.03.04, 18:12
                Skiż autow ludzie schodzom ze swiata
                Możno łogłosisz nowo krucjata.
    • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 02.03.04, 18:15
      No toż se łotworza "tyske"
      Spłokom niym problymy wszyske.
      • hepik1 Re: Kana Rudzko 03.03.04, 04:49
        JAK ROZPOZNAĆ GRANICE?

        Normalny, przeciętny człowiek chce wiedzieć, co jest dla niego dobre, a co złe,
        kiedy zachowuje się normalnie, a kiedy jego reakcje świadczą o patologii. Mamy
        na to normy, kryteria, zwyczaje, niepisane i pisane umowy. Z alkoholem sprawa
        nie jest prosta. Powszechne kryteria "normalności" nijak się mają do tego, co na
        ten temat mówi nam nauka. Do tego piją, mniej lub więcej, prawie wszyscy i
        prawie wszędzie. Niektórzy codziennie. Nawet lekarze zalecają czasem picie na
        "poprawę ciśnienia". I nawet oni często nie wiedzą gdzie kończy się normalne
        picie, a zaczyna alkoholizm.

        Jak rozpoznać te granice?

        Aby odpowiedzieć na to pytanie należy najpierw zdać sobie sprawę z tego czym
        jest alkohol. Większość z nas od razu odpowie "to jest używka". Nieliczni tylko
        mają świadomość, że jest to dla ludzkiego organizmu trucizna.

        Alkohol, czyli etanol jest bezbarwną substancją otrzymywaną przez fermentację
        cukrów lub syntetycznie. Ten otrzymywany z fermentacji cukrów, wchodzi w skład
        niektórych napojów. Jeśli występuje w stężeniu powyżej 1.5% mamy do czynienia z
        napojami alkoholowymi, które stają się dla nas "używkami" poprzez swoje
        właściwości odurzające.

        Ale etanol jest też trucizną. Przedawkowany wywołuje reakcje typowe dla
        zatrucia, ze śmiercią włącznie. Powie ktoś "no cóż, na głupotę nie ma rady i nie
        ma co demonizować, bo jeśli zna się swoje możliwości i pije się z umiarem, to
        alkohol jest jak najbardziej dla ludzi".

        Problem jednak w tym, że często nie pije się "z umiarem", a oprócz mocy trującej
        alkohol uzależnia psychicznie i fizycznie, i to w sposób niezauważalny. Jest
        narkotykiem i nawet picie z "umiarem" nie zawsze zabezpiecza przed nałogiem.

        Ale ludzki organizm ma dwie ważne zdolności, które mogą nam pomóc lub mogą
        zwrócić się przeciw nam: jedna polega na obronie przed substancjami trującymi, a
        druga na wytwarzaniu na nie tolerancji.

        Na czym polega ta obrona? Po wprowadzeniu do organizmu trucizny /np. alkoholu/
        uruchamia on szereg swoistych reakcji, mających na celu pozbycie się, wydalenie
        czynnika szkodliwego. W przypadku osoby pijącej rzadko lub w ogóle, nawet bardzo
        mała dawka alkoholu spowoduje bóle głowy, żołądka, wymioty, biegunkę, kołatanie
        serca, ogólne rozbicie itd.

        W ten sposób organizm choruje, ale też informuje nas o truciźnie i stara się jej
        pozbyć. Są to reakcje zupełnie prawidłowe, n o r m a l n e. Tak samo zareaguje
        nasz organizm na każde inne zatrucie.

        Wiele osób poprzestaje na takich doświadczeniach i rezygnuje z picia, lub sięga
        po alkohol sporadycznie i w bardzo małych ilościach.

        Ale alkohol powoduje też odurzenie. Dzięki temu, przez moment, czujemy się
        odprężeni, mniej zmęczeni, nasza pamięć uwolniona jest nagle od problemów, które
        przez krótki czas wydają się nie takie ważne, czy trudne, mamy też lepszy humor,
        wyostrza się nam dowcip, stać nas na większą bezpośredniość i odwagę w
        kontaktach z innymi. Po prostu "dostajemy skrzydeł", tyle że sztucznych, bo
        alkohol zawsze spełnia rolę sztucznej protezy dobrego nastroju. /Ale tylko do
        pewnego czasu, gdyż potem, na dalszych etapach choroby, zamiast wprowadzać nas w
        dobry nastrój wywołuje depresję i lęki./

        Nawet gdy odchorowujemy pierwszy kontakt z "używką", pamiętamy o tym, jak
        inaczej psychicznie się po niej czuliśmy. Im silniejszy był efekt odurzenia, im
        większe spowodował "odprężenie", tym szybciej powstaje potrzeba powtórzenia tego
        stanu. I... ponownie sięgamy po alkohol. Identycznie reagujemy na inne narkotyki.

        Z czasem związek między napięciem wewnętrznym, stresem, czy innymi przykrymi
        emocjami, a alkoholem staje się coraz silniejszy i jednocześnie... coraz mniej
        dla nas widoczny.

        Tak zaczynamy przekraczać pierwszy próg. Pogrążamy się stopniowo i powoli w
        zależności emocjonalnej, psychicznej od alkoholu. Z czasem wręcz nie potrafimy
        sobie wyobrazić pewnych sytuacji bez alkoholu, lub znajdujemy się w różnych
        sytuacjach tylko ze względu na jego obecność. Pojawienie się określonych emocji,
        czy stanów psychicznych automatycznie budzi w nas potrzebę spożycia. Zaczynamy
        pić coraz więcej, coraz mniej "okazyjnie", coraz częściej nieprzypadkowo.

        Powoli tracimy kontrolę, choć na tym etapie jest to jeszcze proces odwracalny,
        który moglibyśmy zatrzymać, gdybyśmy wiedzieli... Jeszcze nie tak bardzo rzucają
        się w oczy nowe, alkoholowe elementy naszego życia, nasze picie jeszcze nikogo
        na serio nie niepokoi, bo przecież piją "wszyscy", a w porównaniu z innymi, to w
        ogóle nie ma o czym mówić... a jak chce się coś załatwić, czy dobrze żyć z
        ludźmi, to wiadomo..., a w końcu coś nam się przecież też od życia należy...,
        itd., itp.

        I tak oto system usprawiedliwień oraz zaprzeczeń, charakterystyczny dla choroby
        alkoholowej, zaczyna powoli kiełkować. Dochodzi do pierwszych racjonalizacji
        picia - zupełnie logicznych, nie budzących podejrzeń, pozwalających sensownie
        usprawiedliwić drobne na razie nieobecności w pracy, jakieś późniejsze powroty
        do domu, jakieś niepotrzebne nieporozumienia z ludźmi, których coraz częściej
        zawodzimy...

        Nasz organizm jest nieubłagany, kieruje się własnymi regułami i powoli zaczyna
        kierować także nami. Jeśli pijemy coraz częściej, nie koniecznie codziennie i
        nie koniecznie do nieprzytomności, a tylko właśnie "częściej" i w "przyzwoitych"
        nawet ilościach, wytwarza on, jak już wspomniałam, inny jeszcze mechanizm -
        charakterystyczną tolerancję na truciznę. Jak to się dzieje?

        Jeżeli pomimo uruchamiania odruchów obronnych, takich jak wymioty, bóle głowy
        itd., czynnik szkodliwy pojawia się raz za razem, organizm włącza reakcje
        adaptacyjne, w postaci coraz większej tolerancji na truciznę /alkohol/. Odbywa
        się to niezależnie od naszej woli, na poziomie chemii i fizjologii.

        I tylko w pewnym momencie z zadowoleniem zauważamy, że dwa, trzy kieliszki,
        które jeszcze nie tak dawno mogłyby nas "zwalić z nóg", wypijamy teraz duszkiem
        bez żadnych przykrych sensacji. Im więcej możemy wypić bez "odchorowywania" tym
        lepiej myślimy o naszym zdrowiu. Nic błędniejszego.

        Jeśli na przestrzeni ostatniego roku, lub paru lat zaobserwowaliśmy u siebie
        zmianę tolerancji na alkohol, przejawiającą się coraz "mocniejszą głową", jeżeli
        organizm coraz słabiej odrzuca coraz większe dawki alkoholu i jednocześnie coraz
        częściej bywamy w sytuacjach picia i pijemy - jeśli zauważamy takie zmiany, to
        możemy być pewni, że nie pijemy już normalnie, chociaż nie musi to być jeszcze
        nałóg, fizjologiczna zależność. Ale jest to już początek, pierwszy etap choroby
        alkoholowej. Wchodzimy na orbitę, na której, jeśli się teraz nie zatrzymamy,
        będziemy krążyli trzymani na niej siłami zupełnie od nas niezależnymi.

        Należy także podkreślić, iż nie ma znaczenia fakt ile się wypija, ponieważ
        indywidualna, podstawowa tolerancja może być różna u różnych osób. Ważne jest
        czy zwiększyła się tolerancja na alkohol w porównaniu z tolerancją początkową,
        czyli tą, którą mieliśmy wtedy, gdy zaczynaliśmy pić.

        Tolerancja ta, po okresie wzrostu, na dalszym etapie i przy kontynuacji picia,
        będzie malała, ale o tym w następnych odcinkach...
      • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 03.03.04, 20:20
        Dyć jyż wiymy co cie mynczy
        Tyn tekst przeca jakby jynczy
        Szczyńsciym to niy problym forum
        "Tyske" z piankom! Dlo humoru!
        • hepik1 Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 04.03.04, 02:24
          UTRATA KONTROLI

          W poprzednim numerze omówiliśmy niektóre kryteria oceny normalnego i
          patologicznego picia alkoholu, stwierdzając w konkluzji, że im więcej potrafimy
          wypić bez przykrych fizjologicznych sensacji, im słabiej nasz organizm odrzuca
          alkohol, a także im częściej w określonych sytuacjach sięgamy po kieliszek, w
          tym większym stopniu jesteśmy zagrożeni chorobą alkoholową.

          W tej części będzie mowa o kolejnym sygnale przekraczania granicy normalnego
          picia, a mianowicie o "utracie kontroli nad piciem". Objaw ten jest koronnym d o
          w o d e m rozwiniętej już choroby alkoholowej.

          Słownik Języka Polskiego podaje, że kontrola to "porównanie stanu faktycznego ze
          stanem wymaganym", "wgląd", "nadzór".

          Zgodnie z tą definicją "kontrola picia" sprowadza się do dokonywania przez osobę
          pijącą porównań ilości wypijanego lub wypitego alkoholu z ilością alkoholu, jaki
          założyła /przed rozpoczęciem picia/, że wypije.

          Wyniki takich porównań stają się istotnym źródłem informacji o faktycznych
          możliwościach kierowania własnym postępowaniem. Mówiąc inaczej, jeżeli wiem, że
          w danych okolicznościach nie powinnam dużo wypić, mogę założyć, że wypiję np.
          lampkę wina.

          Nie czuję się źle z tego powodu, nie "zapominam" o postanowieniu i nie zmieniam
          planów tylko dlatego, by nie ominęła mnie następna kolejka.

          Kontrola picia polega więc na możliwości wypijania d o w o l n e j ilości
          alkoholu. W każdej sytuacji mogę wypić jeden kieliszek, całe "wiadro", lub mogę
          nie pić w ogóle. Zależy to tylko ode mnie, od mojej woli.

          Jeżeli jednak stwierdzam, że ilekroć zamierzam wypić określoną ilość alkoholu,
          wypijam go więcej, to mam namacalny d o w ó d, że nie panuję już nad swoim
          postępowaniem i że kieruje mną alkohol.

          Gdy każdy kontakt z alkoholem kończy się upiciem jest to sygnał alarmujący.

          Każda dzisiejsza utrata kontroli nad piciem, jutro stanie się totalną utratą
          kontroli nad życiem i to w każdym jego aspekcie.

          Czym jest utrata kontroli nad piciem? Jak to się dzieje, że niektóre osoby po
          pierwszym kieliszku nie potrafią przestać pić, aż do momentu gdy np. skończy się
          alkohol?

          Terminologia narkomanii posługuje się określeniem "głód narkotyku". Uzależniony
          organizm domaga się w ten sposób swojej dawki. Głód pojawia się w momencie gdy
          narkotyk przestaje "działać" w organizmie, co zmusza osobę uzależnioną do
          kolejnego "wzięcia". Ale narkomania alkoholowa jest tu wyjątkiem. W jej
          przypadku "głód narkotyku/alkoholu" pojawia się w momencie wypicia pierwszego
          kieliszka. Dlatego alkoholik traci kontrolę. Ponieważ głód ten wywołany jest
          szeregiem skomplikowanych chemicznych reakcji, opanowanie go siłą woli jest po
          prostu niemożliwe!

          Patologia polega na tym, że alkoholik nie może wypić dowolnej ilości alkoholu
          ponieważ nie może zatrzymać się już na tym pierwszym kieliszku. Jedyne co może i
          to tylko na początkowym etapie choroby /dlaczego, wyjaśnimy w kolejnych
          odcinkach/, to w ogóle nie zacząć pić.

          Ktoś kiedyś powiedział, o ile sobie dobrze przypominam był to jeden z
          alkoholików z ruchu AA, że "alkoholik może obiecać, iż nie będzie pił przez lata
          i dotrzyma słowa, ale nie dotrzyma słowa gdy obieca, że wypije tylko jeden
          kieliszek".

          I w tym stwierdzeniu zawarta jest cała prawda o istocie utraty kontroli nad piciem.

          Jest to również "test" alkoholizmu, pewne kryterium oceny patologicznego picia i
          stuprocentowy dowód choroby alkoholowej.

          Sprawy te są siłą rzeczy źródłem wielu bolesnych nieporozumień. Nierzadko słyszy
          się jak żona prosi męża, by nie pił "za dużo", albo poprzestał na paru
          kieliszkach... I on obiecuje, że tylko toast, że tylko jeden, dwa, bo przecież
          nie wypada nie wypić, ale przyrzeka, naprawdę chce... Tylko, że jeśli jest
          alkoholikiem, a może nim być nie wiedząc o tym, to jest to niemożliwe, bo ten
          pierwszy kieliszek zadziała jak spust karabinu maszynowego, wywołującego całą
          serię...

          Bywa i tak, że alkoholik zdaje sobie sprawę z tej lawinowej reakcji i w danej
          sytuacji postanawia nie pić w ogóle. Rzadko jednak udaje mu się wytrzymać nacisk
          i presję towarzystwa, które robi wszystko by namówić go na ten chociaż jeden
          kieliszek. "Jeden kieliszek jeszcze nikomu przecież nie zaszkodził...."
          • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 04.03.04, 15:39
            Jak to czytom - zaroz suszy
            Piwa trza by z życiym ruszyć.
          • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 04.03.04, 15:40
            Niych se schowiom trunki wszyske
            Małmazyjom piwo "tyske".
            • hepik1 Re: Kana Rudzko 05.03.04, 05:00
              KLIN NA KACA

              Dzisiaj powiemy o "klinie" jako recepcie na "kaca". Kac występuje po przepiciu.
              Gdy cały organizm choruje, boli głowa, serce kołacze, nogi i ręce trzęsą się jak
              galareta, a człowiek jest rozdrażniony, rozbity i zdekoncentrowany, należy wypić
              klina, czyli jakiś alkoholowy trunek, najlepiej piwo, lub wódkę. Niektórzy
              stosują piwo z wódka. Objawy "kaca" ustąpią i można znowu jako tako funkcjonować.

              Taką receptę stosują i zalecają innym wprawne w piciu osoby. Taką receptę, o
              zgrozo, znalazłam nawet rok temu, przed Sylwestrem, w jednym z popularnych
              polskich magazynów. Jest to recepta tyle skuteczna, co zgubna, oraz zupełnie
              niemożliwa do zastosowania przez osoby nieuzależnione od alkoholu. Te ostatnie
              po przepiciu nie mogą nawet pomyśleć o alkoholu, a sam jego zapach wywołuje torsje.

              Jak to więc jest z tym kacem i klinem?

              Pisaliśmy już o tym, że u osób rzadko pijących nawet małe dawki alkoholu
              wywołują reakcje zatrucia i jest to zupełnie normalne. Ale częste, lub/i
              systematyczne picie powoduje wzrost tolerancji na alkohol. Mocna głowa jest
              jednym z pierwszych sygnałów rozpoczynającej się choroby alkoholowej. Jest to
              także jeden z najbardziej mylących sygnałów, który skłania osobę pijącą do
              myślenia, że alkohol jest dobrze tolerowany, a więc można spokojnie pić.
              Tymczasem tak właśnie rozpoczyna się proces fizjologicznego uzależnienia, czyli
              alkoholowa narkomania.

              Kontynuacja picia umacnia niezależne od naszej woli patologiczne mechanizmy, a z
              czasem powoduje utratę kontroli nad piciem. Osoba uzależniona, po wypiciu
              pierwszego kieliszka musi pić do końca, do momentu upicia się. Nie ma przy tym
              znaczenia styl picia. Można pić codziennie, raz w tygodniu, czy raz w miesiącu.

              Czasem alkoholik pod presją coraz bardziej zaniepokojonego otoczenia, chce
              udowodnić, że potrafi wypić "tylko trochę". I rzeczywiście, np. na jakimś
              przyjęciu wypija tylko lampkę. Ale otoczenie nie wie, że wypił już "trochę"
              przed przyjęciem. lub ma w samochodzie butelkę i co jakiś czas wychodzi na
              zewnątrz, albo szybko znika z imprezy, by kontynuować picie w innym miejscu. To
              organizm domaga się alkoholu i to w coraz większych dawkach.

              Nie chodzi też tylko o takie picie, gdy osoba za każdym razem zwala się pod
              przysłowiowy stół. Może to być picie, które tylko utrzymuje określony poziom
              alkoholu w organizmie bez ostrych oznak upicia. Wprowadza to w błąd środowisko,
              które traci czujność widząc, że takie picie jest "umiarkowane", bo nie
              doprowadza do charakterystycznych ekscesów, kompromitacji, itd.

              Mówiąc inaczej: istotne jest to, że organizmowi dostarcza się określoną ilość
              alkoholu, a nie to, czy dzieje się to za "jednym posiedzeniem", kiedy wypija się
              np. pół litra wódki, a przez następne dni nie pije się nic, czy też to pół litra
              dostarcza się organizmowi przez parę dni w postaci kilku drinków dziennie.

              Osoba nieuzależniona od alkoholu po przepiciu odchoruje swoje, ponieważ uległa
              zwyczajnemu zatruciu, organizm w tym okresie będzie totalnie odrzucał alkohol,
              po czym wróci do równowagi, chociaż jak już pisaliśmy, przedawkowany może
              spowodować śmierć. Nie może jednak w stanie zatrucia alkoholem wypić klina,
              czyli alkoholu, bo nim się właśnie zatruła. Tak samo jakby nie mogła w stanie
              zatrucia np. wędliną zjeść, jako lekarstwa na zatrucie, zatrutej wędliny.

              Inaczej rzecz się ma z osobą uzależnioną od alkoholu. Objawy kaca, szczególnie w
              początkowym okresie choroby alkoholowej, są bardzo podobne do tych z zatrucia i
              jest to kolejny mylący sygnał, ponieważ mechanizm jest różny.

              Po okresie picia, gdy osoba uzależniona przerywa picie alkoholu, gwałtownie
              spada jego poziom we krwi /nie ma znaczenia na jak długo odstawia picie/. To
              właśnie ten spadek alkoholu we krwi powoduje przykre reakcje kaca, a nie
              zatrucie. Wypicie klina wyrównuje ten poziom i dlatego łagodzi objawy kaca.

              Bywa tak, że na początkowym etapie choroby, mały klin pomaga szybko i można
              znowu nie pić przez wiele dni, a nawet miesięcy. Ale równie dobrze można zacząć
              pić zaraz na drugi dzień. Charakterystyczne jest także to, że na tym etapie nie
              każde wypicie musi powodować potrzebę ratowania się klinem.

              W miarę jednak nasilania się choroby reakcje organizmu po każdorazowym
              przerwaniu picia są coraz poważniejsze. Pojawiają się lęki, halucynacje,
              zaburzenia snu, pamięci, dolegliwości serca, niekontrolowane drżenia rąk, itd.
              Kac, początkowo trwający parę godzin, utrzymuje się w coraz ostrzejszej postaci
              nawet kilka i kilkanaście dni. Klin staje się koniecznością. W końcu za każdym
              razem wywołuje kolejne "ciągi picia", niwelując zupełnie przerwy w piciu i
              ostatecznie doprowadzając do sytuacji, w której człowiek bez alkoholu nie może w
              ogóle funkcjonować.

              Rodziny alkoholików wiedzą o tym. Często słyszy się opinię, że osoba pijąca jest
              "lepsza i bardziej do życia", gdy wypije, niż wtedy gdy jest trzeźwa. I żony
              zaczynają dbać o to, by mąż alkoholik miał zawsze coś do wypicia...

              W rozpoznaniu choroby alkoholowej ważne jest więc nie tyle to, jak się pije,
              tylko to, jak organizm reaguje na nie picie. Potrzeba wypijania klina na kaca
              jest kolejnym bezsprzecznym dowodem rozwiniętej już narkomanii alkoholowej.

              W zaawansowanej chorobie alkoholowej nie dostarczenie organizmowi kolejnej dawki
              może spowodować nawet śmierć. Na tym etapie alkoholik pije już nie po to aby
              pić, tylko po to aby żyć. Ale kontynuowanie picia nasila chorobę i to również
              ostatecznie powoduje śmierć. Koło się zamyka. Jedynym ratunkiem jest podjęcie
              leczenia.
              • broneknotgeld Re: Kana Rudzko 05.03.04, 16:09
                Dzisioj mie kusi winko czerwone
                Zaroz marzynie bydzie spełnione
                Jo sie wypija i ślubno tyż
                Zdrowie hepika! Przeca to wiysz.
                • hepik1 Re: Kana Rudzko 08.03.04, 01:22
                  URWANE FILMY

                  Nie leczony alkoholizm jest choroba śmiertelną. Rozpoczyna się niewinnie, a
                  moment przekraczania granicy normalnego picia jest najczęściej niedostrzegany.
                  Sprzyjają temu, tolerujące nadmierne picie wzorce kulturowe oraz szerzące się w
                  każdym środowisku mity na temat alkoholu. Ewidentna patologia uznawana jest za
                  normę.

                  W dzisiejszym odcinku zajmiemy się kolejnym zjawiskiem, które w powszechnym
                  rozumieniu często mieści się w sferze humoru i dowcipu. Kto z nas bowiem nie
                  słyszał o „urwanych filmach"?

                  Przeważnie są to zabawne historyjki o osobach, które nie pamiętają jak wróciły
                  do domu lub dowiadujących się na drugi dzień, że na bankiecie z okazji urodzin
                  szefa „wywinęły taki numer".

                  We wspomnieniach alkoholowych libacji przejawiają się wątki nie pamiętania np.
                  jakiejś części przyjęcia, zdarzeń, sytuacji, czy szczegółów. Rzadziej zdajemy
                  sobie sprawę z tego, że w stanach alkoholowej niepamięci dochodzi też do
                  tragedii, ludzie popełniają poważne przestępstwa, krzywdzą innych lub siebie
                  samych, a po wytrzeźwieniu nie pamiętają niczego. Bywa i tak, ze „urwany film"
                  staje się sposobem unikania odpowiedzialności.

                  Interpretacja tych zjawisk nie przysparza nam trudności i sprowadza się do
                  przekonania, że delikwent wypił na tyle dużo, że nie pamięta i... to wszystko.
                  Luki w pamięci po wypiciu alkoholu traktujemy jako normalna rzecz, podobnie jak
                  chwiejny chód lub bełkocząca mowę. Tymczasem sprawa jest bardzo poważna i wcale
                  nie taka prosta.

                  Posłużmy się w tym miejscu przykładem:

                  Przypadek zrządził, że na dyskotece spotkało się dwóch kolegów z lawy szkolnej.
                  Po szampańskiej zabawie postanowili zakończyć sobotni, tak wyjątkowy, wieczór w
                  domu Kolegi X. Tam, wraz z paroma innymi osobami, kontynuowali picie.

                  Kolega X wypił tego wieczoru wyjątkowo dużo, a że w ogóle nie jest „zwyczajny" w
                  piciu, padł „bez życia" szybko jak mucha. Próbując się podnieść z fotela
                  zatoczył się, zwalił na podłogę i już tam został.

                  Na ratunek ruszył Kolega Y, który był „wcięty", ale trzymał się wyjątkowo
                  dobrze. Lubi wypić, a ponieważ na dyskotekę trafił późno, wiec tak na dobre
                  zabawę zaczął w domu przyjaciela. To on był pomysłodawca zmiany lokalu. Na
                  bezpiecznym gruncie pospiesznie nadrabiał zaległości i bawił towarzystwo jak
                  mógł. W pewnym momencie przypomniał sobie starych przyjaciół i ku uciesze
                  wszystkich wykonał kilkanaście bardzo śmiesznych telefonów do znajomych w Polsce.

                  Rano wspomnieniom i śmiechom nie było końca. Bo cóż się okazało? Obu kolegom
                  „urwał się film".

                  Kolega X przyznał ze skrucha, że nic nie pamięta od momentu jak poszła w ruch
                  druga półlitrówka, czyli godzinę przed tym jak ostatecznie „padł". Nic nie wie o
                  tym, że krótko przedtem chciał iść z powrotem bawić się w lokalu, ani tego, że
                  Kolega Y próbował wciągnąć go z podłogi na kanapę.

                  Prawdziwe chwile grozy przeżył jednak Kolega Y, dowiedziawszy się o kilkunastu
                  rozmowach z Polską. Film urwał mu się zaraz po przyjściu do mieszkania przyjaciela.

                  I tak podobne wieczory staja się anegdotami powtarzanymi potem przez wiele miesięcy.

                  A co naprawdę wydarzyło się naszym bohaterom?

                  Jak już podkreślaliśmy w poprzednich odcinkach, alkohol jest trucizna. Po
                  wypiciu w organizmie następują skomplikowane reakcje chemiczne, w wyniku których
                  alkohol ulega przemianom na wysoce toksyczne związki chemiczne. Substancje te
                  wchłaniane z żołądka, rozprowadzane są przez wodę, która jest głównym
                  składnikiem krwi. W ten sposób na ich działanie narażona jest większość tkanek i
                  komórek. Organem, który najprędzej reaguje na truciznę jest mózg. Tkanka mózgowa
                  jest szczególnie delikatna. Dlatego pierwszymi objawami spożycia alkoholu są
                  zaburzenia wynikające z zatrucia tego organu. Ale delikatność mózgu oznacza
                  także to, że najłatwiej ulega on uszkodzeniu.

                  Tkanka mózgowa nie ma zdolności regeneracji. Obumarłe komórki nigdy się nie
                  odradzają. Każde picie alkoholu zabija bezpowrotnie znaczne ilości komórek
                  mózgowych. Uszkodzeniu ulęgają znajdujące się w mózgu, ośrodki kierowania
                  naszymi podstawowymi funkcjami życiowymi. Jednym z głównych jest ośrodek
                  pamięci. Systematyczne picie alkoholu niszczy komórki tego ośrodka i są to
                  zmiany nieodwracalne, niemożliwe do wyleczenia. Procesy zabijania komórek
                  mózgowych trwają latami. Zaprzestanie picia może powstrzymać ten proces, ale nie
                  odwrócić.

                  Ale wróćmy do naszego przykładu.

                  Co się stało z Kolega X? Pije on rzadko i w niewielkich ilościach. W opisany
                  wieczór wypił jednak bardzo dużo. Przedawkował alkohol w stopniu przekraczającym
                  jego tolerancje i uległ poważnemu zatruciu. Stan, w którym się znalazł naukowcy
                  określają jako „półśpiączkę alkoholowa". Częścią tego stanu jest niepamięć,
                  czyli „amnezja". Toksyczne składniki alkoholu zatruły mózg na tyle, że
                  zahamowały, sparaliżowały jego funkcjonowanie. Wskutek tego nie mógł chodzić,
                  poruszać się, mówić, rozumieć, był nieświadomy, przestała funkcjonować pamięć.
                  Gdyby wypił więcej, mógłby umrzeć. Należy także zwrócić uwagę na to, ze stan
                  niepamięci objął szczytowy moment upojenia alkoholowego.

                  Kolega Y pije natomiast od dawna, często i dużo. Szczyci się „mocna głowa". W
                  jego przypadku okres niepamięci objął już początek picia. Nie wszedł on w stan
                  „półśpiączki alkoholowej". Był „dobrze wcięty" ale funkcjonował – rozmawiał,
                  chodził, dzwonił, zabawiał towarzystwo, wciągał kolegę na tapczan – z tym tylko,
                  ze po wytrzeźwieniu niczego nie pamiętał.

                  Taki stan naukowcy nazywają „amnezja alkoholowa". Pojawia się on na tle
                  ukształtowanego już zespołu uzależnienia fizycznego od alkoholu i świadczy o
                  trwałym uszkodzeniu mózgu.

                  Naukowcy twierdza, że jeżeli osoba chociaż r a z w życiu doświadczyła „amnezji
                  alkoholowej", może być pewna, iż cierpi na chorobę alkoholowa.

                  „Amnezja alkoholowa" rozwija się powoli, latami. Początkowo występuje rzadko i
                  polega na niezdolności do odtwarzania poszczególnych fragmentów, epizodów, czy
                  szczegółów tego, co działo się w czasie picia. Na tym etapie można sobie nie
                  zdawać sprawy z faktu, ze występują jakiekolwiek amnezje. Alkoholik nie wie,
                  czego nie pamięta, a środowisko może nie zauważyć luk, gdy niepamięć obejmuje
                  drobne jeszcze szczegóły. W miarę postępu choroby alkoholowej amnezje staja się
                  systematyczne i obejmują coraz szersze obszary zdarzeń.

                  Charakterystyczne jest także to, że wraz z nasilaniem się choroby, coraz
                  mniejsza dawka alkoholu wywołuje coraz cięższe stany niepamięci. W końcu
                  dochodzi to tego, ze alkoholik po wypiciu jednego piwa nie pamięta tego, co
                  działo się dwie minuty przedtem.

                  Dlatego tez w chorobie alkoholowej ograniczenie picia, czy przejście na słabsze
                  trunki niczego nie zmienia. Tylko podjecie natychmiastowego leczenia i zupełne
                  zaprzestanie picia może być skuteczne. „Urwany film" zawsze jest zwiastunem
                  niebezpieczeństwa niepotrzebnie przerwanego życia.

                  Z „urwanymi filmami" związany jest także inny objaw, a mianowicie
                  „konfabulacje". Konfabulacje polegają na nieświadomym wypełnianiu luk
                  pamięciowych nieprawdziwymi wypowiedziami. Nie jest to celowe kłamstwo, a
                  automatyczna reakcja psychiki w zaawansowanych już stanach choroby alkoholowej.
                  Otoczenie najczęściej nie zdaje sobie z tego sprawy, posądzając alkoholika o
                  bezczelne kłamstwa, gdy tymczasem nie ma on świadomości, ze to co pojawia się w
                  jego umyśle jako zdarzenie prawdziwe, jest urojeniem wypełniającym lukę
                  pamięciowa. Luki pamięciowe i wypełniające je konfabulacje staja się źródłem
                  podejrzliwości alkoholika. Nie pamiętając określonych zdarzeń, traktując
                  konfabulacje jako prawdę zaczyna on podejrzewać otoczenie o „zmowę". Dochodzi
                  bowiem do coraz bardziej otwartych konfrontacji, w których rodzina i znajomi
                  próbują „wmawiać" mu cos, czego nie zrobił, lub nie powiedział. Pamięta przecież
                  jak było, nie jest głupi, chcą zrobić z niego durnia... Wierzy w to
    • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 08.03.04, 20:40
      A mie tam styknie wypić se "tyske"
      Zaroz znikajom utropy wszyske
      Jak zamknom browar to możno kitna
      Do tego czasu rymym coś wytna.
      • hepik1 Re: Kana Rudzko 09.03.04, 02:43
        CIĄGI PICIA

        Objawy świadczące o chorobie alkoholowej nie są trudne do zaobserwowania, a
        powodem ich lekceważenia nie jest ich "niewidzialność". Przeciwnie, możemy je
        obserwować w każdej najprostszej, najzwyczajniejszej sytuacji. Więcej nawet -
        mówimy o nich na co dzień, bez trudności nazywamy i opisujemy. Właściwie wiemy o
        nich wszystko. Wszystko prócz tego, że każdy z nich jest elementem większej
        całości, którą jest choroba alkoholowa.

        Rozpoznajemy "kaca", "kina", "mocną głowę", "efekt niemożności przerwania picia
        po pierwszym kieliszku, "urwane filmy", czy inaczej "przerwy w życiorysie, itd.

        Potrafimy przywołać w pamięci sytuacje, w których po raz pierwszy przytrafił się
        nam któryś z tych epizodów, lub łatwo przypominamy sobie osoby, których styl
        picia pełen jest takich właśnie charakterystyk. Ich występowanie jest tak
        powszechne, że aż normalne. Rozpoznajemy je u siebie, lub innych, ale nie wiemy,
        że świadczą o chorobie.

        W dzisiejszych rozważaniach zajmiemy się kolejnym symptomem, którego
        występowanie nie powinno w nikim zostawić cienia wątpliwość, iż świadczy on o
        rozwiniętej już, zaawansowanej chorobie alkoholowej - omówimy mianowicie tzw.
        "ciągi picia".

        W dużym uroszczeniu można powiedzieć, że reakcje organizmu na alkohol zmieniają
        się w taki oto sposób:

        Od prawidłowego, normalnego braku tolerancji na małe nawet dawki alkoholu w
        początkowym okresie picia, poprzez "mocną głowę", czyli bardzo wysoką,
        nienormalną tolerancję, do gwałtownego jej spadku w okresie zejściowym. Po
        okresie "mocnej głowy", jak już pisaliśmy, następuje bowiem okres "słabej głowy".

        Dlatego też ilość wypijanego alkoholu n i e jest kryterium na jakim możemy się
        opierać przy ocenie swojego picia. Jeżeli w przeszłości przechodziliśmy okres
        "mocnej głowy", a teraz wystarczy nam jedno, dwa piwa, by wprowadzić się w stan
        upojenia, to możemy być pewni, że wchodzimy już, lub weszliśmy w ostatnią fazę
        choroby alkoholowej.

        Pragnę w tym miejscu zaznaczyć, że leczenie choroby alkoholowej zawsze jest
        możliwe, ale jak w przypadku każdej choroby, im wcześniej się je rozpocznie, tym
        lepiej. Nie leczona choroba alkoholowa "sama nie przechodzi".

        Wróćmy teraz do zasadniczego tematu, czyli do ciągów picia.

        Jest to objaw zmienny w swoim nasileniu i częstości występowania /regularności/.

        Najczęściej pojawia się w drugim stadium choroby alkoholowej, wraz z "mocną głową".

        Poniżej przedstawię jedną z klasyfikacji ciągów picia, która oparta jest na
        częstotliwości spożywania alkoholu:

        1. CIĄGI DŁUGOTRWAŁE. Osoba pije cały dzień, od rana do późnej nocy, przez
        kilka, kilkanaście dni. Przerwy w piciu /między ciągami/ są regularne i mogą
        trwać tydzień, miesiąc, a nawet rok. W przerwach tych alkoholik może nie pić w
        ogóle.

        2. CIĄGI ZWALNIAJĄCE. Chory pije rano, ale w ciągu dnia pozostaje "w granicach
        przyzwoitości". Ponieważ pragnienie alkoholu nasila się, pod wieczór pije
        częściej i więcej. Są to te osoby, które piją praktycznie cały dzień, przez
        wiele nawet lat, ale "nie widać" by były pijane. Do normalnego funkcjonowania
        potrzebują jednak stale alkoholu.

        3. CIĄGI PRZERYWANE. Picie trwa do trzech dni bez przerwy /np. w weekendy/, po
        czym następuje parodniowa przerwa /np. do następnego weekendu/.

        4. CIĄGI OKRESOWE. Trwają od trzech do trzydziestu trzech dni, a okresy przerw
        są długie i nieregularne.

        5. CIĄGI MIESZANE. W tej postaci nie stwierdza się jakiegoś określonego porządku
        ich pojawiania się i trwania. Są one charakterystyczne dla wcześniejszych
        okresów alkoholizmu i mogą być podobne do wszystkich innych postaci ciągów.

        Mówiąc o ciągach picia zwróćmy uwagę na fakt, że okresy przerw w piciu nie
        świadczą o braku choroby alkoholowej. Można nie pić w ogóle przez długi czas i
        być alkoholikiem.

        Jeśli zależy nam na rzetelnej ocenie własnego picia musimy zapomnieć o tym ile i
        jak często pijemy, a zamiast tego powinniśmy nauczyć się obserwować reakcje
        naszego organizmu, pojawiające się w momencie przerwania picia, czyli to jak się
        czujemy gdy nie pijemy, oraz charakterystyczne cechy i dynamikę spożywania
        alkoholu, czyli to jak pijemy /nie omijanie kolejek, ponaglanie do ponownego
        zapełnienia kieliszków, picie do końca, aż skończy się alkohol, picie ciągami,
        bez względu na konsekwencje, leczenie kaca klinem, nie jedzenie w okresie picia,
        itd./

        Wiele osób pijąc ciągami uznaje okresy przerw za dowód kontrolowania picia.
        Bardzo często otoczenie osoby pijącej też tak uważa. Prawda jest jednak taka, że
        wraz w rozwojem choroby ciągi są coraz częstsze i dłuższe, przerwy coraz
        krótsze, a z czasem w ogóle zanikają, co stwarza realne niebezpieczeństwo
        zapicia się na śmierć.

        W okresie "mocnej głowy" ciągi łączą się z bardzo dużą ilością wypijanego
        alkoholu. W miarę upływu czasu, gdy tolerancja spada, ciągi wyzwala coraz
        mniejsza dawka alkoholu.

        Picie ciągami występuje też w parze z "przerwanymi życiorysami", lub inaczej
        "urwanymi filmami", o których pisaliśmy w poprzednich odcinkach.

        Pojawieniu się ciągów picia towarzyszą też wyraźne zmiany w sposobie myślenia.
        Potrzeba picia jest coraz silniejsza. Zaprzeczanie tej potrzebie, w konfrontacji
        z ewidentnymi oznakami uzależnienia, przybiera postać absurdalnego kłamstwa.
        Koncentracja na alkoholu powoduje utratę zainteresowań poza alkoholowych.
        Związki z ludźmi nie pijącymi są coraz rzadsze i słabsze.

        W myśleniu następują zmiany, które w efekcie nasilają deformację obrazu świata
        zewnętrznego, oraz mylne interpretacje siebie i innych. Zachowanie zdominowane
        jest przez alkohol i picie. Osoba uzależniona pogrąża się w coraz większej
        izolacji i samotności.

        Alkohol, który początkowo działał jak idealna "proteza dobrego nastroju" zaczyna
        być coraz cięższą "kulą u nogi". Nie rozjaśnia już umysłu i nie poprawia
        nastroju. Wywołuje depresje, halucynacje, agresję, bezsenność, lęki, itd.

        Prawdziwe uwolnienie się od tego możliwe jest tylko poprzez natychmiastowe
        podjęcie leczenia.

        Tymczasem tragedia trwa. Alkohol funkcjonuje w życiu wielu osób niczym dodatkowy
        członek rodziny. Dla alkoholika jest on jakby "potajemnym partnerem". Dla innych
        członków rodziny najpierw jest "intruzem", który pojawił się w domu jako
        niewygodny gość, by pewnego dnia wprowadzić się do niego na stałe...
      • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 09.03.04, 08:02
        "Heineken" se w nocy śnioł
        We zielony flaszce boł
        Dyć i tak żech kupioł "tyske"
        Łone lepsze jest nad wszyske.
        • hepik1 Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 09.03.04, 08:31
          To to śmieszne za bardzo nie jest Notgeld dla Ciebie,sny alkoholowe tylko
          uzależnieni mają.Poczytaj może te moje posty w tym wątku tak dokładniej.
          • hepik1 Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 09.03.04, 09:01

            2. CIĄGI ZWALNIAJĄCE. Chory pije rano, ale w ciągu dnia pozostaje "w granicach
            przyzwoitości". Ponieważ pragnienie alkoholu nasila się, pod wieczór pije
            częściej i więcej. Są to te osoby, które piją praktycznie cały dzień, przez
            wiele nawet lat, ale "nie widać" by były pijane. Do normalnego funkcjonowania
            potrzebują jednak stale alkoholu.
            • hepik1 Re: Kana Rudzko 10.03.04, 14:35
              FAZY CHOROBY ALKOHOLOWEJ

              W literaturze psychiatryczno-psychologicznej istnieje wiele klasyfikacji i
              kryteriów rozwoju choroby alkoholowej. Dla naszych potrzeb posłużymy się jednym
              z najprostszych i najbardziej czytelnych, dobrze jednak oddającym obraz całej
              dynamiki zaburzeń.

              1. Początkowa, ostrzegawcza faza alkoholizmu.

              Najpierw pijemy towarzysko, okazjonalnie. Ale odkrywamy odurzające właściwości
              alkoholu, dzięki którym redukujemy napięcie, zmęczenie, możemy zapomnieć o
              problemach i troskach. W ten sposób uzależniamy się emocjonalnie i sytuacyjnie
              od alkoholu. Z czasem napoje alkoholowe przestają być rożnymi, smakowo
              przyjemnymi trunkami, stając się potrzebnymi środkami, dzięki którym możemy na
              chwile "oderwać się od życia". Zaczynamy szukać okazji do picia i pijemy częściej.

              W końcowym etapie tej fazy pojawia się "mocna głowa", czyli możliwość wypijania
              coraz większej ilości alkoholu, co jest możliwe za przyczyna wzrastającej
              tolerancji na alkohol i zanikowi odruchów obronnych organizmu przed czynnikiem
              trującym.

              Coraz mniejsza dawka alkoholu wyzwala potrzebę picia, aż do stanu upojenia, lub
              braku alkoholu. W ten sposób coraz częściej tracimy kontrole nad piciem. Po
              przerwaniu picia, na razie od czasu do czasu, organizm może reagować
              parogodzinnym "kacem" i potrzeba wypijania "klina", czyli alkoholu,
              wyrównującego jego spadek we krwi. Ale na tym etapie istnieje jeszcze możliwość
              wyboru - można nie pić, jeśli nie zaczyna się pić.

              Już na tym etapie mogą pojawić się również pierwsze luki pamięciowe, potocznie
              nazywane "urwanymi filmami".

              Na poziomie somatycznym dochodzi min. do nieżytów żołądka i uszkodzeń wątroby.

              2. Krytyczna faza alkoholizmu. Uzależnienie psychiczne i fizyczne.

              Faza ta, w zależności od indywidualnych predyspozycji organizmu, intensywności
              picia oraz rodzaju spożywanego alkoholu, może trwać od kilku do kilkunastu nawet
              lat.

              Nie oznacza to jednak, że w tym okresie nic niebezpiecznego się nie dzieje. Na
              skutek przystosowania metabolizmu komórkowego do alkoholu, umacnia się
              tolerancja na niego. Utrata kontroli jest zjawiskiem stałym, a potrzeba picia
              staje się fizyczna koniecznością. Pojawia się konieczność picia rano, by w ciągu
              dnia być zdolnym do pracy. Luki pamięciowe obejmują coraz szerszy obszar
              zdarzeń. Następuje utrata krytycyzmu. Zaczyna się kształtować system fałszywych
              przekonań dotyczących przyczyn i okoliczności, które jakoby skłaniają do picia.
              Cała uwaga koncentruje się na sposobach zdobywania alkoholu i stwarzaniu okazji
              do picia. Zakres przeżyć osobistych ogranicza się do ustawicznego myślenia o
              alkoholu i ciągłych usiłowań uzyskania kontroli nad piciem. Budzi się poczucie
              winy, co z kolei wiedzie do picia potajemnego i jednocześnie do unikania
              wszelkich rozmów o alkoholu. Dotychczasowe zabiegi, by alkohol nie przeszkadzał
              w pracy i codziennych obowiązkach zastępują działania koncentrujące się na tym,
              by praca i obowiązki nie przeszkadzały w piciu. Reakcje po odstawieniu alkoholu
              /kac/ występujące w tej fazie zasadniczo po intensywnym piciu, sporadycznie
              pojawiają się po coraz mniejszych dawkach i występują coraz częściej.

              Pod koniec tej fazy obserwuje się zmianę tolerancji na alkohol. Tolerancja ta
              powoli ulega zmniejszeniu, tzn. do osiągnięcia stanu upojenia potrzebna jest
              coraz mniejsza dawka alkoholu. Mówiąc inaczej: mocna do tej pory głowa zaczyna
              być coraz słabsza. Nie oznacza to jednak iż choroba ustępuje. Oznacza to po
              prostu, że coraz mniejsze dawki alkoholu powodują coraz większe spustoszenie w
              organizmie.

              Pojawiają się min. powikłania psychiczne o charakterze psychotycznym.

              3. Końcowa faza alkoholizmu.

              Uzależnienie fizyczne i utrata kontroli nasilają się coraz bardziej. Picie trwa
              niekiedy przez kilka dni z rzędu, póki nie nastąpi całkowite wyczerpanie
              fizyczne. Prócz porannego drżenia rąk często występuje drżenie powiek i języka
              oraz skurcze mięśniowe. Mogą pojawić się zwyżki ciśnienia krwi, wahania
              częstości tętna, napadowe poty, biegunki, bezsenność. Tolerancja na alkohol
              stale spada. Do powstania stanów upojenia wystarczają coraz mniejsze dawki (np.
              1-2 butelki piwa). Nawet przy tak małych ilościach wypijanego alkoholu występuje
              częściowa lub całkowita niepamięć. W razie braku wódki pije się alkohole
              niekonsumpcyjne. W badaniach somatycznych stwierdza się nieżyt błony śluzowej
              żołądka, niewydolność wątroby, nerek i mięśnia sercowego. Twarz jest często
              obrzękła, naczynia krwionośne policzków i nosa mogą być rozszerzone, spojówki
              przekrwione.

              Pojawia się degradacja psychiczna. Występuje duża chwiejność uczuciowa, dominują
              wzruszenia doraźne, sytuacyjne. Zachowanie staje się niekonsekwentne, często na
              plan pierwszy wysuwa się drażliwość, niecierpliwość, wybuchowość i urojenia
              wielkościowe. Nierzadka jest depresja lub paranoja.

              Objawy neurologiczne związane z uszkodzeniem i/lub zanikiem mózgu obejmują:
              znaczne zaburzenia chodu, niemożność utrzymania postawy stojącej, zaburzenia
              świadomości, drgawki, niedowłady kończyn, bóle i obrzęki mięsni, itp.

              Nasilają się stany bezsenności, które mogą przejść w całkowitą bezsenność z
              nieokreślonymi lekami. Najczęściej jednak sen jest płytki, przerywany
              koszmarami, z których następuje budzenie sie z lekiem.

              Niekiedy występują omamy wzrokowe i słuchowe oraz zaburzenia orientacji co do
              miejsca i czasu. Chorzy widza jakieś zwierzęta, gady, ptaki, owady, robaki,
              które mogą po nich chodzić, ulegać zmniejszeniu lub zwiększeniu. Majaczenie
              alkoholowe trwa od dwóch do siedmiu dni i bezwzględnie wymaga hospitalizacji.

              Faza ta kończy się śmiercią.

              Tak ogólnie i w dość schematycznym ujęciu wygląda "droga krzyżowa" alkoholika.
              Niektóre jej elementy opisaliśmy już dokładnie, o pozostałych będziemy jeszcze
              mówili w kolejnych odcinkach naszego cyklu.

              Jeżeli Czytelniku rozpoznajesz siebie w jakimkolwiek miejscu tego opisu i w
              jakimkolwiek zakresie, czy szczególe, to masz dwie możliwości.

              Możesz sobie powiedzieć: "Eee..., nie jest tak źle, większość z tych objawów nie
              ma ze mną nic wspólnego, a tych parę, które do mnie pasują, to drobiazgi".
              Możesz uciec od tego, co właśnie zobaczyłeś i poczułeś... może jeszcze
              niewyraźnie, może tylko przez moment, przez chwile niepokoju, przeczucia, że to
              Ciebie dotyczy... Możesz uciec od tego tekstu łatwo. Możesz wyrzucić pospiesznie
              gazetę w obawie, by nie przeczytała jej żona, dziewczyna, albo mąż, lub
              dzieci... Ale nie uciekniesz od swojego problemu. Bo jeśli czytając ten tekst
              miałeś taki "przebłysk", że on Ciebie opisuje, chociaż trochę, zaledwie
              częściowo, to znaczy, że masz problem alkoholowy.

              Ale jest tez druga możliwość. Możesz podążyć tym śladem. Jeśli nie jesteś
              alkoholikiem, nic nie stracisz. Jeśli jesteś alkoholikiem, możesz tylko zyskać.
              Stawka w grze zaprzeczeń, którą prowadzisz sam ze sobą, jest bowiem Twoje życie.
              Nie mniej i nie więcej. Masz szanse to życie odzyskać i uratować, gdy wpierw sam
              przed sobą przyznasz się do tego, że jesteś alkoholikiem. Dopóki tego nie
              zrobisz, cały czas będziesz uciekał. Donikąd. Lub, jeśli wolisz konkretniej,
              wprost w objęcia śmierci - najpierw tej cywilnej i społecznej, intelektualnej i
              psychicznej, a w końcu tej fizycznej, ostatecznej. Alkohol prowadzi Cię za rękę
              tą właśnie drogą.

              Gdy będziesz sobie w stanie powiedzieć "jestem alkoholikiem", nic się od razu
              nie zmieni, prócz tego, że już nie będziesz miał za bardzo dokąd uciekać, choć
              będziesz jeszcze próbował... Niczego więcej teraz nie musisz. Nie musisz teraz
              nawet, jeśli nie potrafisz, przestać pić. Nie wszystko na raz. Jedna rzecz w
              jednym czasie. Od tego momentu, jeśli on nastąpi, zacznie się jednak Twoja siła
              i Twoja nowa tożsamość. To jest pierwszy krok. Gdybyś go zrobił teraz, dzisiaj,
              to każdy następny dzień mógłby już pracować dla Ciebie, na Twoją korzyść.
              Oczekiwanie czegokolwiek od siebie "jutro" też jest forma ucieczki... Teraz,
              dzisiaj jest realny czas na decyzję i zmianę. Tylk
            • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 10.03.04, 22:30
              Łoj winko, winko! Richtig czerwone
              Tyś jest terozki aż wymarzone
              Z tobom wymiyszo sie moja jucha
              I sie łośmieja zaroz łod ucha.
              • hepik1 Re: Kana Rudzko 15.03.04, 06:25
                „JESTEŚ ALKOHOLIKIEM…"

                Trudno sobie wyobrazić sytuację, w której osoba chora na poważną, przewlekłą
                chorobę nie chce się leczyć. Jest to zrozumiale do momentu, gdy nie wie o swoim
                schorzeniu. Ale pierwsze oznaki zaburzeń skłaniają ludzi do wizyty u lekarza w
                celu sprawdzenia stanu zdrowia, a diagnoza choroby uruchamia szereg zabiegów w
                kierunku leczenia się. Oczywiście są osoby odwlekające moment konfrontacji
                medycznej, a także takie, które bywają bardzo opornymi pacjentami, jednak
                pogarszający się stan zdrowia czy diagnoza choroby zagrażającej życiu powoduje w
                końcu, iż człowiek poddaje się leczeniu, stosuje się do zaleceń, chodzi na
                kontrole itd.

                W przypadku alkoholizmu mamy do czynienia z sytuacja, w której człowiek nie
                podejmuje leczenia nawet wtedy, gdy jego stan naprawdę zagraża życiu. Bardzo
                rzadką, a wręcz niespotykaną jest też taka sytuacja, w której osoba pijąca udaje
                się do lekarza w celu sprawdzenia, czy jest alkoholikiem, czy nie. Typowe jest
                to, ze alkoholik nie chce się łęczyc i nie przyjmuje żadnych sugestii
                dotyczących podjęcia leczenia. Jest to wręcz jeden z bardziej znaczących
                symptomów rozpoznawczych choroby alkoholowej.

                Dlaczego alkoholik nie chce się leczyć? Najkrócej można odpowiedzieć na to
                pytanie stwierdzeniem, iż zaprzeczanie chorobie jest elementem choroby. Jest to
                efekt głębokich i długotrwałych zmian psychicznych, charakterologicznych i
                neurologicznych. Ale wiąże się to także z brakiem elementarnej wiedzy o chorobie
                alkoholowej.

                Alkohol oszukuje alkoholika, tak jak wszystkich. Przychodzi taki moment, gdy
                pijacy pije już bo musi, gdyż jest fizjologicznie uzależniony od alkoholu. A to
                oznacza, że przerwanie picia siłą woli jest niemożliwe, bo wywołuje to poważne
                następstwa w postaci stanów, w których alkoholik czuje się bardzo chory, a nawet
                umierający. I to zagrożenie może być odczuwane prawidłowo. Przyjęcie kolejnej
                dawki alkoholu łagodzi te dolegliwości, ale pogłębia chorobę alkoholową. Tak
                wiec z jednej strony alkohol jest naprawdę lekarstwem, a z drugiej czynnikiem
                zabijającym.

                Ale początkowo picie miało inny charakter, spełniało funkcje towarzyskie,
                odreagowania napięcia, poprawiania nastroju. Już wtedy trzeba było jednak w
                jakiś sposób usprawiedliwić przed otoczeniem okresy nietrzeźwości. Społeczne
                normy temu sprzyjały. Usprawiedliwianie picia towarzyszyło alkoholikowi od
                samego początku.

                Gdy jeszcze choroba nie była rozwinięta usprawiedliwienia te były logiczne,
                prawdopodobne i „trzymały się rzeczywistości". Czy były jednak prawdziwe? Być
                może do pewnego czasu tak, potem prawda przestała się liczyć, gdyż
                najistotniejsze stało się to, by stwarzać pozory powodów umożliwiających picie.

                Niekoniecznie tez zabiegi te były świadome. Podawane rodzinie zmyślone powody
                nadużywania alkoholu trzeba było usprawiedliwić przed samym sobą, by mieć
                poczucie racji, dobrego mniemania o sobie, itd. Prawdopodobnym
                usprawiedliwieniem mogło być na przykład to, ze rodzina nie rozumie sytuacji w
                pracy, czy wszystkich warunków robienia „kariery zawodowej", której elementem
                jest picie przy rożnych okazjach. Było to tym bardziej konieczne, gdy coraz
                widoczniejsze i poważniejsze stawały się konsekwencje picia. Nikt nie chce się
                czuć gorszy. Alkoholik tez chce się czuć wartościowym człowiekiem.

                Na domiar złego, najbliższe otoczenie początkowo chętnie przyjmowało te
                usprawiedliwienia lub blednie je interpretowało. Np. rodzina zamiast dostrzegać
                nasilający się typowo problem alkoholowy, czyli postępujące fizjologiczne
                uzależnienie od alkoholu, dostrzegała problem „złego towarzystwa" i w nim
                upatrywała przyczynę nasilającego się picia. Tymczasem alkohol robił swoje.
                Uzależniał powoli i systematycznie. Nikt jednak tego nie dostrzegał, ani pijacy,
                ani jego otoczenie. Zamiast tego zaczęły być dostrzegane konsekwencje picia i na
                nich skupiała się uwaga. Ale interpretacje nadal były błędne. Przyczyna
                wszelkich nieszczęść był wprawdzie alkohol, ale przyczyny jego picia upatrywane
                były dalej w czynnikach zewnętrznych /np. koledzy/, lub zlej woli pijącego,
                który stal się „złym człowiekiem", lub „dobrym, jak nie pije". Czy mógł to
                przyjąć? Nie mógł i to z paru powodów.

                Po pierwsze dlatego, że coraz częściej był pijany, a w tym stanie nie ma mowy o
                rozsądku. W upojeniu alkoholowym rzeczywistość przybiera inne kształty i
                wymiary. Jest to oczywiste, a przecież najczęściej „poważne rozmowy" z pijącym
                przeprowadzane są wtedy, gdy nie jest trzeźwy.

                Po drugie potrzeba picia stawała się koniecznością. Negatywne reakcje otoczenia
                wywoływały w naturalny sposób reakcje bronienia się, udowadniania, że nie jest
                źle, ze wszyscy przesądzają atakując go za picie, itp. Rosnące poczucie winy
                wobec najbliższych i rosnąca jednocześnie fizjologiczna zależność od alkoholu, z
                której nie zdawał sobie sprawy, sprzyjały postawie zaprzeczania. Te dwie
                napierające na niego siły stały się zagrożeniem dla poczucia własnej wartości,
                którego bal się utracić najbardziej.

                Gdyby przyznał racje otoczeniu musiałby wziąć na siebie, na swoje sumienie,
                wszystko co mu zarzucano. Gdyby nie był uzależniony od alkoholu może nawet
                mógłby to zrobić, powiedzieć sobie „stop", przestać pić, powoli naprawiać to, co
                zrujnowane. Miałby realna szanse. Ale to nie było możliwe, bo... nie mógł
                przestać pić. Nie można budować i rujnować jednocześnie. Nie można być pijanym i
                trzeźwym jednocześnie. Nie można prosić o wybaczenie i dalej czynić zło. A tak
                właśnie alkoholik funkcjonuje. Nie wierzył w to jednak. Dlatego przysięgał na
                wszystko, obiecywał, chciał – na chwile, do następnego picia...

                Dlaczego wiec nie rozumiał, że jest uzależniony? Ponieważ zagrożenie poczucia
                własnej wartości mu na to nie pozwalało, oraz dlatego, ze nie rozumiał, iż jest
                chory, a alkoholizm kojarzył mu się tylko z rynsztokiem, złą wolą, złym
                człowiekiem, marginesem społecznym, dnem dna, itd. Przyznanie się do tego
                pozbawiłoby go nadziei, którą cały czas miał. Wielokrotnie próbował przestać
                pić. Wierzył, że jutro mu się to uda..., żył w przekonaniu, że kontroluje picie.
                Były przecież okresy, gdy nie pił lub pił mniej, zaczął pić słabsze trunki, itd.

                Wraz z postępem choroby walka o poczucie własnej wartości przybierała absurdalne
                formy. Mógł wpaść w manie wielkości, co przejawiało się opowieściami o
                wspaniałych czynach jakich dokonał, o ważnych osobach, z którymi jest w
                przyjaźni itd. Lub też budował to poczucie poprzez obniżanie poczucia wartości
                innych. Mógł poniżać najbliższych, przyjaciół, czy znajomych.

                Poza tym jak miał zrozumieć, że jest uzależniony od alkoholu, gdy nikt z jego
                otoczenia tak nie myślał? Żona zarzucała mu wszystko co najgorsze, ale nie to że
                jest alkoholikiem. Wymagała tylko, by pil mniej i wtedy gdy są na to warunki, by
                się nie awanturował, przynosił pieniądze... To koledzy zawinili. Albo złe wzory
                z domu... Jego ojciec był taki sam... Ona tez broniła się przed prawdą, że ma
                męża alkoholika, bo dla niej również przyjęcie tej prawdy oznaczałoby utratę
                nadziei, poczucie degradacji społecznej, itd. Tak samo rozumiał pijacy – póki
                nie był alkoholikiem wierzył, że miął jeszcze szanse...

                Nikt nie chce się czuć gorszy. Czy wtedy, gdy wszystko naokoło jakby zmówiło
                się, by go utwierdzać w tym, że jest do niczego, a jedynym sposobem na to, by
                móc rano wstać i doczekać południa, było normalne wypicie „klina" – czy wtedy
                mógł powiedzieć sobie „jestem alkoholikiem, czyli zerem, skończonym człowiekiem
                z rynsztoku"? I co dalej?

                Dalej nie było nadziei. Żadnej perspektywy. Niczego.

                Zresztą tak naprawdę nawet to było bez znaczenia, bo „teraz" trzeba było zrobić
                wszystko by zdobyć kolejna porcje alkoholu, który gdzieś trzeba było wypić – to
                było najważniejsze. Ważniejsze od rodziny, pracy, przyjaciół. „Teraz" taka tylko
                istniała konieczność. Nie było nadziei.

                Ale żaden człowiek nie może żyć
              • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 15.03.04, 16:25
                No a dzisioj zaś "dymbowe"
                Z rana siedzi mi we gowie
                Richtig dobre piwo mocne
                Myśli po niym zowdy zocne.
                • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 19.03.04, 07:39
                  "Tyske" mo 375 lot

                  No toż wypiyli go wiela
                  Niych żyje ta ślonsko sztela!
                  • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 21.03.04, 09:14
                    Hepik - tako "pchła szachrajka"
                    Co chce bajsnońć Bronka w jajka
                    Dyć niy w smak jyj moja jucha
                    Bo w niyj czynsto tyż siwucha.
                    • hepik1 Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 25.03.04, 21:44
                      OD TRAGEDII DO NADZIEI

                      Nikt, nawet najbardziej zatwardziały zwolennik alkoholu, nie może zaprzeczyć, że
                      skutki picia bywają tragiczne. Wszyscy wiemy o wypadkach samochodowych,
                      pobiciach, złamanych karierach, rozbitych rodzinach, samobójstwach i chorobach.
                      Wiemy i pijemy dalej lub tolerujemy picie w naszym otoczeniu. Jesteśmy jakby
                      głusi na statystyki oraz lekarskie i policyjne raporty. Dzieje się tak na całym
                      świecie.

                      Straszenie alkoholizmem nie jest dobra metoda. I jest to prawda, chociaż
                      niezupełna. Alkoholizm bowiem, jak każdy problem, trzeba przede wszystkim
                      rozumieć, a to oznacza wiedzieć również o tym co najgorsze. Sam strach wywołuje
                      tylko reakcje ucieczki lub zaprzeczania. Rozumienie jest pierwszym krokiem w
                      kierunku poradzenia sobie z problemem, a także czynnikiem mogącym uchronić nas
                      przed przekroczeniem granicy normy.

                      Rozumienie choroby alkoholowej jest podstawowym celem naszych artykułów. Nie
                      można wiedzieć czy jest się alkoholikiem, czy nie, jeśli nie wie się co to jest
                      choroba alkoholowa. Bez tej wiedzy możemy, zupełnie o tym nie wiedząc, brnąć w
                      tunelu, który nigdy się nie skończy.

                      O skutkach nie leczonego alkoholizmu można by mówić długo. W tym miejscu
                      chciałabym zapoznać czytelnika ze skutkami rzadko omawianymi w piśmiennictwie
                      popularnonaukowym, a mianowicie z ZABURZENIAMI PSYCHICZNYMI W PRZEBIEGU ALKOHOLIZMU.

                      Zaburzenia te występują z a w s z e chociaż różnią się w zależności od etapu
                      uzależnienia oraz od indywidualnych cech pijącego. Cześć z nich można
                      zaobserwować łatwo, bez żadnego fachowego przygotowania, inne wymagają
                      specjalistycznej diagnozy.

                      Do pierwszej grupy można zaliczyć w bardzo ogólnym przybliżeniu: utratę
                      zainteresowań pozaalkoholowych, spadek precyzji myślenia, szybkie meczenie się
                      praca umysłową, osłabienie koncentracji uwagi, zaburzenia pamięci, zwiększoną
                      drażliwość, trudności w opanowywaniu agresji, zmienność nastrojów.

                      Ponadto następują zmiany charakterologiczne. Alkoholik sprawia wrażenie jakby
                      przestał się liczyć z opinia publiczna, z coraz większym trudem potrafi być za
                      cokolwiek odpowiedzialny, bywa, ze staje się nieuczciwy, nieobowiązkowy, a dla
                      zdobycia wódki potrafi zaniedbać rodzinę, popełniać nadużycia, itd. W miarę
                      rozwoju choroby tego typu zaburzenia maja stałą tendencje nasilania się.

                      Specjaliści zajmujący się choroba alkoholowa znają cale zespoły takich objawów,
                      które są odpowiednio sklasyfikowane i nazwane. Omówię krotko parę najważniejszych.

                      1. PARANOJA ALKOHOLOWA. Jest to alkoholowy obłęd zazdrości, głębokie i
                      niezmienne, mimo oczywistych dowodów nieprawdy, przekonanie o zdradzie partnera.
                      Paranoja alkoholowa występuje bardzo często i wiąże się ściśle ze zmniejszoną
                      sprawnością seksualną pijącego. Typowymi jej przejawami są: sprawdzanie,
                      przesłuchiwanie, śledzenie, kontrola bielizny, rozliczanie z czasu spędzonego
                      poza domem, itd. System urojeń dotyczący niewierności partnera może przybierać
                      charakter absurdalny. Np. alkoholik może podejrzewać, iż żona zdradza go z
                      wieloma kochankami, a nawet z ojcem, czy synem. Charakterystyczne jest także to,
                      ze nawet przy tak nasilonych zaburzeniach może on zachowywać się zupełnie
                      poprawnie wobec innych osób, może prawidłowo funkcjonować w grupach i być
                      wzorowym pracownikiem. Agresywny jest tylko wobec żony i jej wyimaginowanych
                      kochanków. Paranoja alkoholowa wymaga intensywnego leczenia psychiatrycznego.

                      2. OTĘPIENIE ALKOHOLOWE. Schorzenie to ma charakter przewlekły z tendencja do
                      pogarszania się i spowodowane jest postępującym zanikiem mózgu. Rozwija się
                      latami i charakteryzuje się postępującą niewydolnością intelektualną. Chory
                      przestaje rozumieć co się z nim i wokół niego dzieje. Nie jest w stanie kierować
                      swoim postępowaniem.

                      3. MAJACZENIE ALKOHOLOWE. Pojawia się w zaawansowanym stadium choroby
                      alkoholowej, po przerwaniu intensywnego picia. Najpierw pojawia się niepokój,
                      drażliwość, bezsenność, lekka gorączka oraz nadwrażliwość na hałasy. Następnie
                      występuje lęk i widzenie czegoś lub kogoś na zewnątrz, tak jak innych, realnie
                      istniejących rzeczy. Alkoholik jest przekonany o prawdziwości tego co widzi,
                      przy czym nie poznaje najbliższych i nie wie gdzie się znajduje. Perswazje w
                      takim stanie są bezsensowne. To co chory widzi czasem jest konkretne, a czasem
                      jest to „coś jakby zwierze", „jakby czyjaś postać". Zazwyczaj też to co widzi
                      przeraża go - atakują go zwierzęta, pełzają po nim robaki, zamyka się nad nim
                      wieko trumny, itp. Bywa tez i tak, że zachowuje się tak jakby coś robił, np.
                      prowadzi nie istniejący samochód, nawleka igłę, wbija gwoźdź, itp., lub widzi
                      sceny i bierze w nich udział. Stanom takim może towarzyszyć tak silny lęk, ze
                      chory zaczyna bronić się i uciekać, nawet przez okno. Pozostaje przy tym w tak
                      silnym pobudzeniu, ze grozi to wystąpieniem niewydolności krążeniowej. Obfite
                      poty i wysoka temperatura ciała prowadzą do odwodnienia. Może wystąpić
                      zaburzenie pracy nerek. Stan taki może doprowadzić do śmierci i dlatego
                      bezwzględnie i bezzwłocznie wymaga leczenia w szpitalu psychiatrycznym.

                      4. STANY DEPRESYJNE. Mogą być przyczyna i skutkiem choroby alkoholowej. Alkohol
                      może być początkowo „lekarstwem" na smutki i czarne widzenie świata. Potem,
                      nawet jeśli depresja nie była przyczyną pijaństwa, alkohol przestaje spełniać
                      taką funkcję. Bardzo szybko traci swoją magiczna moc i przemienia się w czarną
                      chmurę zawieszoną nad całym życiem pijącego. Spycha chorego w coraz
                      intensywniejsze stany depresji. W każdej postaci depresji pojawiają się, choćby
                      przelotne, myśli samobójcze. Przy nasilonych objawach depresyjnych
                      prawdopodobieństwo ich zrealizowania jest bardzo wysokie. Niektórzy badacze
                      przyjmują, że 11%-21% uzależnionych od alkoholu osób dokonuje samobójstw. Należy
                      przy tym pamiętać, że próba samobójcza najczęściej nie jest poprzedzana
                      werbalnym sygnalizowaniem o zamiarze targnięcia się na własne życie. Jedno jest
                      pewne - reakcji depresyjnych alkoholika nigdy nie należy lekceważyć, a wołając
                      pomoc (np. pogotowie) zawsze trzeba informować o pojawiających się wypowiedziach
                      czy zachowaniach samobójczych. Nie należy przy tym liczyć na to, że perswazje,
                      czy „rozmowy na wesołe tematy" cokolwiek mogą zmienić.

                      5. PSYCHOZA KORSAKOWA. Zasadniczym objawem są nasilające się zaburzenia
                      zapamiętywania. Alkoholik nie jest w stanie zapamiętać niczego, jest
                      zdezorientowany w czasie i otoczeniu. Ma w pamięci lukę, która systematycznie
                      się powiększa. Lukę te wypełnia mniej lub bardziej prawdopodobnymi zmyśleniami,
                      co często odczytywane jest przez otoczenie jako celowe kłamstwa. Choroba ta
                      występuje najczęściej po 50 roku życia, u osób latami nadużywających alkohol.
                      Rozwija się powoli i ma charakter przewlekły. Przy ogólnym niedożywieniu i
                      wyniszczeniu może prowadzić do śmierci.

                      Dlaczego o tym wszystkim piszemy? Po pierwsze dlatego, ze są to istotne elementy
                      obrazu choroby alkoholowej i omijanie ich byłoby fałszowaniem prawdy. Nie
                      leczony alkoholizm zawsze prowadzi do tragedii. Opisane wyżej zaburzenia
                      psychiczne nie zamykają listy bardzo poważnych skutków choroby alkoholowej.
                      Można ją uzupełnić długim szeregiem zaburzeń neurologicznych,
                      neuropsychologicznych i somatycznych.

                      Po drugie nie wolno zapominać, że choroba alkoholowa zaczyna się niepozornie i
                      niewinnie. Alkohol zawsze nas oszukuje. Jeśli pozwolimy na to, nieuchronnie
                      czekają nas wyżej opisane stany. Naiwna i zgubna wiara w to, ze „w moim
                      przypadku stanie się inaczej" jest przysłowiowym gwoździem do trumny.

                      Po trzecie, nigdy nie jest za późno na leczenie się. Psychologia i medycyna
                      potrafią dobrze radzić sobie z choroba alkoholowa, w tym ze wszystkimi
                      omówionymi powyżej zaburzeniami psychicznymi. Leczenie alkoholizmu owiane jest
                      jednak bardzo szkodliwym i fałszywym mitem o nieskuteczności wszelkich terapii.
                      Mity te, szczególnie chętnie rozpowszechniają sami alkoholicy. Nieraz można
                      usłyszeć przytaczane przykłady osób, które spędziły na odwy
                      • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 26.03.04, 19:20
                        Mom we duszy jakby "gronie"
                        Żeby jeszcze było tonie
                        Dyć z niym tyż podatek pija
                        Tako radość że tu żyja.
                        • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 03.04.04, 12:37
                          "Żubrowka"

                          Żubr se jyj niy chyci bo mu niy smakuje
                          Jak wypijesz z gwinta - potym coś gurgluje.
    • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 16.04.04, 19:03
      Łod wczoraj piwa myni już pija
      Dyć i roboty zaś wiyncyj mom
      Możno we stary ancug se wbija
      Jakoś z figurom rada sie dom

      Niy bydzie gańba łazić po plaży
      Bo to mi przeca zaś fest sie marzy.
      • hepik1 Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 16.04.04, 20:21
        Myślę,że czas najwyższy
        www.funpic.hu/fun-bin/picviewe.cgi?pic=ot2966&kateg=sport
        • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 16.04.04, 20:34
          Tyś już swoje ponoć wypioł
          Mie do dna daleko
          Dyć niy boj sia moj hepiku
          Piwko ciyngym czeko.
          • hepik1 Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 16.04.04, 21:14

            "Oszukiwanie innych prawie zawsze ma swoje źródła w oszukiwaniu siebie"

            Jak to widzi Bill str 17
    • edzioszka Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 16.04.04, 21:17
      nie mogłach się opanować
      • edzioszka Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 16.04.04, 21:17
        aby 100 nie upolować ;)
        • hepik1 Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 16.04.04, 21:47
          Jak bym ormowcem był to bym takie nieopanowane ,kompulsywne posty wycinał w pień
          .Kiepsko to rokuje edzioszka,może porozmawiamy u mnie w gabinecie ,na kanapce?
          • edzioszka Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 16.04.04, 22:01
            przy maluszku i ślugu? ;)
            • hepik1 Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 17.04.04, 08:27
              Nie jestem pewien Twojej pełnoletności-ta e-dzioszka,maluszek i ślug takie
              trochę infantylizmem zalatujące.Mimo to zapraszam.Lubię Nabokova;))czytać.
              • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 02.05.04, 16:38
                Dzisioj moga być naprany
                Przeca momy Świynto Fany
                W tyj intyncji se wypija
                Za to że we Polsce żyja.
                • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 10.05.04, 23:09
                  Koniaczku szluczek łostatni jeszcze
                  W niym jakby słonko se miyszko - wierzcie.
                  • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 11.05.04, 20:08
                    Jeronie - w łebie zaś pora piw
                    A wy nic disioj - co to za dziw?
                    • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 19.05.04, 20:48
                      Rożniste tronki już mom gotowie
                      Zaroz wypija za wasze zdrowie
                      Nic to że czasym miyszanie szkodzi
                      Jak sie na forum uciecha "rodzi".
                      • hepik1 Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 20.05.04, 05:50
                        A godołech -Niy piyj-? A teraz gówka boli ino .I tyla z tego jubileuszu mosz
                        borocku.
                        • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 13.06.04, 19:13
                          Na Halymbie

                          Był żech se na piwie wele Nepomuka
                          Po sztyrech zaczyło we basie coś blukać
                          I choć na figurka ze zadku żech blikoł
                          Toż jednak po cichu do świyntego rzykoł

                          Coby mie łod wody zowdy Łon łochronioł
                          A i przed zaloniym czym innym łobronioł
                          Myśla że mie słyszoł bo przestało blukać
                          I mog żech se trzewia piontym piwym spłokać.
                          • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 03.07.04, 11:37
                            Tobie Kana Rudzko dziwno być niy może
                            Życie tyż rzykaniym do Ciebie jest Boże
                            Twoj sługa to wiedzioł - tyn Nepomuk świynty
                            Tyż wiym dyć do knajpy zaś mie polom piynty.
        • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 19.12.04, 21:10
          Jak pod dwiesta wontek bydzie
          Pewno zaś Edzioszka przidzie.
    • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 19.07.04, 20:32
      Jak hica wielgo jo yno czuja
      Zarozki piwko tyż forantuja
      Toż wtedy richtig lodowa nyńci
      Aże ze tego w gowie sie kryńci.
      • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 29.08.04, 21:13
        Bachantki

        Jo łod Bachusa bachantki wola
        Ze niymi pija wino czerwone
        Na rauszu lekim już se niy smola
        We gowie przeca som yno łone

        Pszonie jak wino mo kolor taki
        Co zowdy ciongnie do siebie byka
        Choć koniec przeca niy jest jednaki
        Dyć w "świynto wina" idzie pobrykać.
        • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 18.09.04, 12:10
          W Bawarii ruszoł Oktoberfest
          Dyć u nos piwo tyż dobre jest.
    • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 14.10.04, 20:54
      Jak rachuja

      Jak rachuja jo se piwo
      Pewno to wos tu niy dziwo
      Że dokłodom sztyry fraszki
      Do piweczka jedny flaszki.
      • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 20.10.04, 07:14
        Szkryflało ło tym poetow wiela
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=170&w=16225756
        Toż niychel link tyn łozdobio sztela.
    • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 21.11.04, 10:40
      "Sympozjum"

      W tym greckim mianie co było - wiycie?
      Toż godom wszyskim ze "wspólne picie".
      • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 18.12.04, 21:16
        Bebok

        Jak wele siebie czuja beboka
        Zowdy na piwo chce mi sie skokać
        Do dom se wrocom potym na fleku
        Skuli beboka - dobry czowieku.
        • hepik1 Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 19.12.04, 08:55
          To się nazywa -nałogowe regulowanie uczuć.Sięganie po alkohol w chwilach
          radości, smutku , strachu itp.
    • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 23.12.04, 16:02
      Dzisioj jeszcze popić idzie
      Jutro ciynżko ze tym bydzie
      Choć do barku byda zyrkać
      Dyć we gowie - NA PASTYRKA
    • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 17.04.05, 17:31
      Dyć biyra braknońć niy może
      Doł żeś na zowdy go Boże
      Za to Ci Ślonzok dziynkuje
      Z niym bliży raju se czuje.
      • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 07.05.05, 18:40
        Łoj se chnetko zafajruja
        Już dzisioj tyn procynt czuja.
        • hepik1 Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 08.05.05, 07:28
          Z okazji urodzin życzę ci przeżycia na trzeźwo tego dnia a sobie,jeśli już ci
          się nie uda -to nie tworzenia po pijanemu następnych fraszek-przynajmniej na tym
          forum.
          Pozdr
          • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 08.05.05, 08:58
            Hehe - dziynki
            Niy łoszczyndza ci ty mynki.
    • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 13.06.05, 08:16
      Wypija se "żubra" z rana
      I pośpiywom tyż "łoj Dana"
      • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 08.07.05, 17:22
        Abcybildry na flaszeczkach
        Ci łosprowiać chnetko bydom
        Niy wysłepiesz już troszeczka
        Pić samymu tyż niy biydom

        Piyknie z takom połosprowiosz
        I toastow wzniesiesz wiela
        Już dno widzisz ciynżko stowosz
        Pozor - bo se kryńci sztela.
    • kula35 Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 17.10.05, 22:28

      • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 28.11.05, 18:31
        Toż za te prawo jo biyr łotworza
        Jeszcze niyjedna flaszeczka zmoża.
        • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 25.03.06, 09:52
          "W Polska idymy"

          W Polska idymy
          flacha we rynce
          -golnońć trza z gwinta!
          Toż niychej dusza
          nigdy we mynce
          -niy naszo "piynta"!
        • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 03.10.06, 17:31
          Łoncko

          Ano - dziedzina we Polsce słynie
          Kto śliwowica łoncko łominie?
    • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 23.04.06, 08:45
      Niychej goni "sfora psio"
      Co tabasco łostre mo
      I sok z malin richtig słodki
      Czy trza wiyncy moji godki?
      • jozefosmenda Tabasco+sok malinowy+Smirnoff 23.04.06, 13:23
        Oprócz godki jeszcze trzeba mieć zdrowie Bronku!
        I to pierońskie żeby takiego "wśiekłego psa" łobalić w tym zestawie co w TESCO
        szło kupić.
        • broneknotgeld Re: Tabasco+sok malinowy+Smirnoff 23.04.06, 16:43
          We gowa sie szkrobia
          Jo mom inkszy rasy
          Bo na "Bolsie" robia
          TESCO mie niy straszy.
      • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 22.07.06, 13:21
        Jedna klupła - wypić idzie
        Jeszcze kedyś tako bydzie?
    • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 09.08.06, 21:24
      Winka dejcie nom zocnego
      www.winiarze.zgora.pl/
      Trza se wrocić zaś do tego.
      • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 09.10.06, 23:21
        Łoncko

        Ano - dziedzina we Polsce słynie
        Kto śliwowica łoncko łominie?
        • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 09.10.06, 23:21
          W XVII wieku

          Ponoć już i we tych czasach
          Śliwowica słynie
          Choć niy myśloł nikt ło wczasach
          Z tym radość w dziedzinie.
          • broneknotgeld Re: Kana Rudzko - niy Galilejsko 09.10.06, 23:22
            Samuel Grossbard

            Ech - gorzelnio łon łotworzoł
            Śliwowica zocno worzoł
            W bekach z dymbu dojrzywała
            Polska tako rozsłowiała.
            -

            Do drugi wojny

            Do drugi wojny Grossbarda trunek
            Zdoł sie na zocny tyż podarunek
            Z Niymcym se tako jednak skończyło
            Żydowski gyszeft chnet zatrzasnyło.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka