finka9
26.11.09, 18:35
Idę sobie dziś ulicą,gdy nagle zza rogu wyłania się elegancka
kobieta w kapeluszu.Idzie wprost na mnie,stuka SZPILECZKAMI po
chodniku i grożnie wymachuje parosolem.W miarę jak dystans się
między nami zmiejsza dociera do mnie ,że kobieta wykrzykuje w moim
kierunku słowa jak to się mówi niecenzuralne-"Ty k...jak ci przy...
to cię rodzona matka nie pozna".Nie znam jej a tym bardziej nie
przypominam sobie czym mogłabym jej zawinić.Kulę się w
sobie ,przygotowana na atak w.w parasolem.Nie mam gdzie uciec,raz
kozie śmierć ,przymykam oczy i.....widzę ,że kobieta mija mnie nie
przestając wypluwać z siebie przekleństwa.Okazało się że mówiła do
psa ,który pochlapał błotem jej kremowy płaszczyk .Biedny Reksio...