Dodaj do ulubionych

Anegdotka wakacyjna

03.12.09, 18:09
Przy okazji dzisiejszego porannego skrobania szyb, zakiełkowała w mojej chorej
jaźni myśl, ogrzania się jakimś wakacyjnym wspomnieniem.

Umilając sobie jazdę do roboty wpuszczaniem do ruchu karnie oczekujących na
zmiłowanie niewiast, a karcąc dopychających do końca zwężającym się 3-cim
paskiem cwaniaczków, dokonałem zgrubnej selekcji i pierwsze co mi się
napatoczyło brzmi mniej więcej tak :

(zanim się jeszcze zacznie, prośba do tych góra 2 najzacieklejszych
czytelników którzy dojadą do końca, o rewanż pod kątem niechybnego skrobania w
dniu jutrzejszym)

-----------------------------------------------------------------

W któreś wakacje w szkole średniej, wybrałem się na Mazury do
kumpla, który w jednym z ośrodków piastował niewątpliwie lukratywną
fuchę ratownika.

Kumpel, nazwijmy go - Okoń - był tam już od paru dni, co pozwoliło
mu na zebranie najbardziej krytycznych dla sukcesu naszego wyjazdu
faktów a dokładnie lokalizacji najsympatyczniejszych koleżanek.

Lokalizacją tą okazał się sąsiedni ośrodek, gdzie grupka
wspomnianych koleżanek miała praktyki jako kelnerki.

Nie zwlekając, Okoń nawiązał strategiczną znajomość z tamtejszym
ratownikiem, co pozwoliło mu czuć się jak u siebie również na tamtym
kąpielisku.

Kolejne 2-3 dni upłynęły nam na nawiedzaniu w godzinach posiłkowych
stołówki sąsiedniego ośrodka pod byle zasmarkanym pozorem.

Wkrótce na naszej szortliście wykrystalizowały się 2 pozycje :
Monika i Jola, przy czym szczęśliwie Okoń dryfował bardziej w
kierunku ciemnowłosej Moniki, co harmonijnie wpisywało się w moją
predylekcję do blond Joli.

Moje - przyznaję - niezbyt wyrafinowane próby nawiązania kontaktu, w
stylu 'a co będzie jak nie oddam talerza ?' lub 'a czy w tym
fartuszku nie jest Pani za ciepło, bo chyba jest od wewnątrz podbity
misiem ?' Okoń kwitował kombinacją wznoszonego ku niebiosom wzroku,
głebokiego westchnienia i z najwyższym trudem hamowanego grymasu,
co starałem się sobie tłumaczyć jako szczątkową choćby formę
akceptacji moich desperackich wysiłków.

Niestety, po opuszczeniu lokalu, samozwańczy arbiter elegancji nie
skąpił mi wypowiadanych z pewną wyższością w tonie, ocen moich metod
konfrontując ich skuteczność ze swoimi, których próbkę spodziewał mi
się zaprezentować już niebawem.

I nie mylił się.

Dosłownie dnia nastepnego, pod genialnie wręcz wykoncypowanym
pozorem pożyczenia dwóch bojek, udaliśmy się razem na pomost
sąsiadów.

Całą jego szerokość zajmowały równiutko ułożone ręczniki, skutecznie
zasłaniane prażonymi słońcem, apetycznymi kształtami ich
właścicielek.

Wiedziony misją pozyskania bojek, tylko nieznacznie wolniej niż
zwykle pokonywałem kolejne, dzielące mnie od końca pomostu metry,
gdy nagle uświadomiłem sobie, że oto nadciągnęła absolutnie
przełomowa w historii naszego pobytu chwila.

I tym razem - to ja się nie myliłem.

Okoń, z połową szybkości suszących się nieopodal zwłok żaby, mijał
kolejne ręczniki, bacznie lustrując ich zawartość.

W pewnej chwili, jak jastrząb co na kurczątko, jak kamień z
przestworzy spadając co ani spojrzeć stworzeniu nie dozwala, Okoń
zawisł na jednym z nich, skutecznie je odcinając od pieszczących je
dotąd słońca promyków.

Stworzenie owo, dość długo nie unosiło powiek, wystawiając na próbę
cierpliwość Okonia lecz w końcu musiało ulec subtelnemu podstępowi.

Najpierw uniosły się rzęsy, potem powieki, aż w końcu źrenice
zarejestrowały muskularne, liczące całe metr 80 (w tym napięty do
granic możliwości kaloryfer), oczekujące nań przeznaczenie.

Chwila która nastąpiła potem, każe poddać w wątpliwość kult
otaczający jedną ze scen Casablanki.

Okoń bezczelnie lekceważył czające się w oczach stworzenia nieme
pytanie, stworzenie zaś nie umiało dostatecznie zapanować nad
szerokością swoich źrenic.

W końcu, gdy już ponad połowa długości pomostu zarejestrowała
dramaturgię tej sceny, Okoń z wrodzoną mu uwodzicielską nonszalancją
i charakterystycznym dolno-mokotowskim akcentem wyrecytował powoli :

- Panyi Monyiko, nyie poznałem Panyi w tym nowym przebranju

co nawiązywało do kontrastu między białym stołówkowym fartuszkiem a
kolorowym, skąpym bikini

Połowa długości pomostu nie wyłączając Panyi Monyiki zamarła, a ja w
obliczu napadu spazmatycznie wydychanego nosem powietrza oraz
gwałtownej akcji mięśni brzucha, aby zachować szansę spędzenia tej
nocy pod dachem, dałem nieplanowanego szybkiego nura w chłodną toń
kąpieliska.

Obserwuj wątek
    • lupus76 Re: Anegdotka wakacyjna 03.12.09, 18:18
      Z Twojego opisu imć Okoń jawi się, jak brat bliźniak (tylko większy i z kaloryferem) króla Juliana. Czyż nie tak dolnomostkowo Okoń przemawiał do Monyiki?
      • gyubal_wahazar Re: Anegdotka wakacyjna 03.12.09, 20:18
        > Czyż nie tak dolnomostkowo Okoń przemawiał do Monyiki?

        Zgrabnie ominę kwalifikację laryngologiczną głosu Okonia, precyzując w zamian,
        że do Króla Juliana zbliżał go akcent ale dzieliła za to przepaść melodyjności
    • z_malej_litery Re: Anegdotka wakacyjna 03.12.09, 18:24
      jesteś drugą osobą - po mnie samej :), która używa słowa: predylekcja. zrobiło
      mi się miło :)

      a opowiadanie świetne :)
      • scorro Re: Anegdotka wakacyjna 03.12.09, 18:34
        Jak już wyciągnęłaś to słówko, to się dokształciłem. :)

        Opowiadanie faktycznie świetne.
    • twardycukierek Re: Anegdotka wakacyjna 03.12.09, 19:02
      Słodkie. I dobrze napisane :)

      I co było dalej? :D
      • gyubal_wahazar Re: Anegdotka wakacyjna 03.12.09, 19:29
        > I co było dalej? :D

        Wg kryteriów ogólnych czy męskich ? ;)
        • twardycukierek Re: Anegdotka wakacyjna 03.12.09, 20:30
          Według Twoich :)
          • gyubal_wahazar Re: Anegdotka wakacyjna 03.12.09, 20:49
            > Według Twoich :)

            Wg moich, to nawet gdybym nie wiem jak ciężko pracował nad ich
            przewartościowaniem, trudno to nazwać sukcesem.

            Okoń za to odniósł. I to przygniatajacy. W każdym znaczeniu tego słowa ;)
            • twardycukierek Re: Anegdotka wakacyjna 03.12.09, 20:51
              Ałć... ;) Szkoda.

              Aaa, stanął okoniem, tak? ;)
              • gyubal_wahazar Re: Anegdotka wakacyjna 03.12.09, 21:00
                > Aaa, stanął okoniem, tak? ;)

                Co do takich detali to świadczyć nie mogę, gdyż na część średnio co drugiej z
                kolejnych nocy Okoń wykupił mi karnet na grzyby, jagody czy cokolwiek tam sobie
                wybiorę.
                • twardycukierek Re: Anegdotka wakacyjna 04.12.09, 07:55
                  Taki kumpel nie jest dobry dla męskiego ego na dłuższy dystans :P
                  Pozbyłeś się go po wakacjach? ;)
                  • gyubal_wahazar Re: Anegdotka wakacyjna 04.12.09, 09:31
                    > Taki kumpel nie jest dobry dla męskiego ego na dłuższy dystans :P
                    > Pozbyłeś się go po wakacjach? ;)

                    Chyba żartujesz. Czerpałem zeń jak ze studni i chłonąłem jak kania
                    dżdż. Z pewną wzajemnością powiedziałbym nawet, nie przecieniając
                    jej jednakowoż.

                    W ramach ilustracji - postępy w hodowli kaloryfera przerastały
                    wzbogacanie repertuaru pieszczot werbalnych
                    • twardycukierek Re: Anegdotka wakacyjna 04.12.09, 10:20
                      O, to mnie przerosło :D Dobrze, skoro taki dobry kumpel to czego się konkretnie
                      od niego nie nauczyłeś, obok /nie/akcentu! :D

                      > W ramach ilustracji - postępy w hodowli kaloryfera przerastały
                      > wzbogacanie repertuaru pieszczot werbalnych

                      Ale u którego z was postępowało? I jaki on ma nick? ;))))
                      • gyubal_wahazar Re: Anegdotka wakacyjna 04.12.09, 23:00
                        > Ale u którego z was postępowało?

                        Kaloryfer - ja, bo Okuń miał juz przecie nieźle podhodowany

                        >I jaki on ma nick? ;))))

                        Jednak co nieco przeceniasz moje skłonności samobójcze :)
                        • twardycukierek Re: Anegdotka wakacyjna 05.12.09, 09:56
                          > Kaloryfer - ja, bo Okuń miał juz przecie nieźle podhodowany

                          Czyli teraz potrafisz się nieźle rozgrzać, tak? :D

                          > Jednak co nieco przeceniasz moje skłonności samobójcze :)

                          Strzelałam w ciemności ;)
    • milleniusz Piękne! 03.12.09, 19:43
      Aczkolwiek pytanie Cukierka jak najbardziej na miejscu. Oczywiście wg kryteriów
      jedynie słusznych!

      PS. Niestety mi nie zamarza, ale mogę pokarcić cwaniaczków. :D
      • gyubal_wahazar Re: Piękne! 03.12.09, 19:52
        Wg kryteriów ogólnych, było hmmm sympatycznie. Wg męskich - porażka :(
        • milleniusz Re: Piękne! 03.12.09, 20:11
          Aha, no to niepotrzebnie czytałem. :D
    • funny_game Re: Anegdotka wakacyjna 03.12.09, 19:58
      Kurde, przecież podwędzony talerz i fartuszek na futerku są lepsze.
      Świat jest gópi, Jola jest gópia, czy tam Monika.
      A jak się roześmiała, to nigdy nie zjem na tej stołówce.
      • milleniusz Re: Anegdotka wakacyjna 03.12.09, 20:11
        Na jakim futerku, na jakim znowu futerku?
        • lupus76 Re: Anegdotka wakacyjna 03.12.09, 20:29
          Wtedy depilacja chyba jeszcze nie była modna, Mille :)
          • funny_game Re: Anegdotka wakacyjna 03.12.09, 20:36
            :DDD
            No na misiu no.
            Ale myślicie, że na żywym???
            • lupus76 Re: Anegdotka wakacyjna 03.12.09, 20:49
              Nie, futerko się o żadnego z misiów chyba nie otarło nawet, bo z męskiego punktu
              widzenia to była porażka ;)
              • funny_game Re: Anegdotka wakacyjna 03.12.09, 20:52
                Lupus, Ty mi nie mieszaj.
                Lepiej bajeruj, że mi talerza nie oddasz, a ja będę chichotać :D
                • lupus76 Re: Anegdotka wakacyjna 03.12.09, 21:20
                  Jak chcesz chichotać, to ja Cię
                  pogilam
          • milleniusz Re: Anegdotka wakacyjna 03.12.09, 20:58
            lupus76 napisał:

            > Wtedy depilacja chyba jeszcze nie była modna, Mille :)

            Ale żyletki były. Polsilver. Pamiętam!
    • twardycukierek I jeszcze grzecznie proszę... 03.12.09, 20:46
      ... o próbę akcentu górno-mokotowskiego ;)))

      Bardzo mi zależy...
      • gyubal_wahazar Re: I jeszcze grzecznie proszę... 03.12.09, 20:54
        > ... o próbę akcentu górno-mokotowskiego ;)))
        > Bardzo mi zależy...

        Cuki, przecież wiesz, że bym Ci nieba przychylił, ale ja ledwie
        dolno-mokotowskim władam jako tako.

        Ale czekaj, jak znajdę chwilę to posnuję się wokół jednej starannie oświetlonej
        całą dobę kamienicy na Malczewskiego i jeśli choć trochę przesiąknę, to podrzucę
        Ci próbkę :)
        • twardycukierek Re: I jeszcze grzecznie proszę... 03.12.09, 20:58
          A co, tam był dźwiękoszczelny mur??? Nie zauważyłam ;)))

          Postaraj się :))) Masz 25 godzin. A ja mykam na razie :D
          • gyubal_wahazar Re: I jeszcze grzecznie proszę... 03.12.09, 21:10
            > A co, tam był dźwiękoszczelny mur??? Nie zauważyłam ;)))

            Ale gdzie ? Na Mazurach, na Malczewskiego czy między górnym a dolnym Mokotowem ?
            Obawiam się, że przeceniasz moje zdolności dedukcji. A już napewno o suchym pysku ;)
            • twardycukierek Re: I jeszcze grzecznie proszę... 04.12.09, 07:57
              między górnym a dolnym Mokotowem

              Tak, tam! ;) No i co, jak idą badania? Dałam Ci 25 godzin: 24 na robotę a 1 na sen, ogolenie się i wypucowanie zębów na blank połysk ;DDDDD
              • gyubal_wahazar Re: I jeszcze grzecznie proszę... 04.12.09, 09:51
                > między górnym a dolnym Mokotowem
                > No i co, jak idą badania? Dałam Ci 25 godzin

                Cuki, nie wiem co Ty palisz, ale chcę to samo :)

                25h ? Na opanowanie akcentu górno-mokotowskiego nie mogąc przez parę
                dekad opanować dolno-mokotowskiego ??

                Obniż trochę poprzeczkę dając 6h na trójkąt bermudzki, 8 na
                lekarstwo na raka albo 12 na majtki Dody

                • twardycukierek Re: I jeszcze grzecznie proszę... 04.12.09, 10:17
                  > Cuki, nie wiem co Ty palisz, ale chcę to samo :)

                  Nie palę... spalam się ;)))

                  20 lat się akcentu uczyłeś? Od tego Okonia??? Serio, ten kumpel Ci nie służy ;DDD

                  > Obniż trochę poprzeczkę dając 6h na trójkąt bermudzki, 8 na
                  > lekarstwo na raka albo 12 na majtki Dody

                  Mów prosto: chcesz wycofać się rakiem i w nich bezpowrotnie zniknąć???

                  ;DDD
                  • gyubal_wahazar Re: I jeszcze grzecznie proszę... 04.12.09, 23:03
                    > Mów prosto: chcesz wycofać się rakiem i w nich bezpowrotnie zniknąć???

                    I co ja mam Ci jeszcze mówić, jak Ty mnie czytasz jak rostfarto ksienge :)
                    • twardycukierek Re: I jeszcze grzecznie proszę... 05.12.09, 09:57
                      Ta tak, wiem :))))

                      :D

                      To było aż nadto jasne!
    • woda.na.mlyn Re: Anegdotka wakacyjna 03.12.09, 20:55
      Piękna anegdotka :DDD Miałem kiedyś kolegę o ksywie Okoń, ale on
      miał akcent dolnego Mississipi :DD

      Historia jednak zasiała ziarno niepewności w mej duszy ... jak to
      możliwe - RATOWNIK i NIC ??????? To uwłacza wakacyjnej logice mości
      panowie i panny ....
      • milleniusz Re: Anegdotka wakacyjna 03.12.09, 21:14
        > To uwłacza wakacyjnej logice mości panowie i panny ....

        Sądząc po rozwoju akcji i sposobie budowania napięcie - to dopiero pierwszy
        odcinek. Poczekajmy!
        • milleniusz Re: Anegdotka wakacyjna 03.12.09, 21:15
          Poza tym, chyba nie jestem "mości". Ale mogę być "wielce", jeśli już szukamy
          epitetów. :D
        • gyubal_wahazar Re: Anegdotka wakacyjna 03.12.09, 21:20
          > Sądząc po rozwoju akcji i sposobie budowania napięcie - to dopiero pierwszy
          odcinek. Poczekajmy !

          No to przyjmijmy że suspens trwa jakieś 20 lat i mogę wrzucić kolejny choć nie
          taję, że zapewne nie będzie Wam łatwo się będzie doszukać związku
          przyczynowo-skutkowego.

          Any takers ?
          • woda.na.mlyn Re: Anegdotka wakacyjna 04.12.09, 09:54
            gyubal_wahazar napisał:


            > Any takers ?

            Sure, bring it on boy! ;)))
            • twardycukierek Re: Anegdotka wakacyjna 04.12.09, 14:21
              I jak zwykle niczego się nie dowiedziałam ;P
      • gyubal_wahazar Re: Anegdotka wakacyjna 03.12.09, 21:16
        Woda - chłopie (robię postępy ? :)

        ______________________Męskie kryterium sukcesu_
        Ratownik = Karaś = | + |
        _____________________|_________________________|
        Narrator = Ja = | - |
        _____________________|_________________________|

        Proszę pozwól mi zrozumieć jak mógłbym wyrazić to prościej ;)

        • woda.na.mlyn Re: Anegdotka wakacyjna 04.12.09, 09:54
          Nic nie rozumiem, Okoń zjadł Karasia, czy jak ? :DDDD

          I gdzie wtedy były Szczupaki, hmmmmm ?
          • gyubal_wahazar Re: Anegdotka wakacyjna 04.12.09, 14:45
            > Nic nie rozumiem, Okoń zjadł Karasia, czy jak ? :DDDD
            > I gdzie wtedy były Szczupaki, hmmmmm ?

            Moja kulpa. Pomyliłem akwaria :(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka