Dodaj do ulubionych

oszukała mnie własna matka

12.03.10, 17:39
Jestem załamana - oszukała mnie własna matka. Umówiłyśmy się pona 10
lat temu, że będę się opiekować babcią i w zamian za to dostanę po
niej mieszkanie. Matka moja sama to zaproponowała, babcia była
zadowolona. Teraz matka twierdzi, że nic takiego nie mówiła, że
chyba zwariowałam i jeżeli na coś liczyłam to ona nic o tym nie
wiedziała.
I tak bym się opiekowała babcią, nawet bez tej obietnicy, więc nie
wiem po co to obiecywała. No po co to zrobiła?
Opiekowałam się babcią kosztem mojego życia osobistego i zawodowego.
Po 2ch operacjach miałam zajęcie prawie całą dobę, z myciem,
kremowaniem i zastrzykami - robiłam wszystko. Pranie sprzatanie,
gotowanie, karmienie, prasowanie. Lekarze i wizyty kontrolne.
Badania, wszystko na mojej głowie. Moja matka w tym czasie miała
urlopy, miała wolne, miała inne zajęcia nawet do babci nie
zaglądała. Zawsze mówiła, że ja sobie tak świetnie daję radę,coś
wspaniałego.
Nie tego poświęconego czasu mi żal (w końcu to była moja babcia) ale
komu można ufać, jeżeli nie można ufać własnej matce?
No i uprzedam - moja matka jest zamożna, ma 2 mieszkania
własnościowe, teraz ma też trzecie, nie zrobiła tego z biedy.
Dlaczego to zrobiła? Ja nie rozumiem tego wcale i nie wiem.
Przecież nie będę się procesować z własną matką. Coś sobie wynajmę.
Nie wiem po prostu co się porobiło z ze światem? z moją rodziną? z
ludźmi?
Jestem załamana i chyba domnie nie dociera co się stało? Co ssię do
cholery stało?
Obserwuj wątek
    • mjot1 Re: oszukała mnie własna matka 12.03.10, 18:09
      Hm... Dobrze, że nic nas nie łączy...
    • dritte_dame Re: trzy mieszkania 12.03.10, 18:20
      ann-aki napisała:

      > moja matka jest zamożna, ma 2 mieszkania
      > własnościowe, teraz ma też trzecie

      Rozumiem że w jednym z nich mieszka.
      A co robi z drugim i trzecim?
      • dunajec1 Re: trzy mieszkania 12.03.10, 18:24
        Bedziesz miec okazje jej przypomniec kiedy ona bedzie potrzebowala
        pomocy.
      • ann-aki Re: trzy mieszkania 12.03.10, 18:31
        Wynajmuje komuś jedno. Nie wiem co robi z mieszkaniem po babci, ani
        co zamierza zrobić, bo na razie jakoś z nią nie rozmawiam (odkąd się
        dowiedziałam o tym wszystkim) to znaczy nie wiem o czym miałybyśmy
        rozmawiać. Nie bardzo mam pomysł jak sobie poradzić z tą sytuacją.
        To znaczy po prostu nie wiem.
        • dritte_dame Re: trzy mieszkania 12.03.10, 18:37
          ann-aki napisała:

          > Nie wiem co robi z mieszkaniem po babci

          Czy ciągle masz do tego mieszkania klucze?
        • Gość: wkj Re: postaw sie IP: *.pools.arcor-ip.net 12.03.10, 18:39
          Zostan w mieszkaniu. Niech cie sila wyp...chnie. Masz swiadkow na
          te "obietnice"? Nie wiem co polskie prawo na umowy zawieranie
          ustnie. Prawnik by sie przydal. Moralnie to smierdzaca sprawa.
          Rozumiem Twoje rozgoryczenie i smutek.
          • dritte_dame Re: postaw sie 12.03.10, 18:44
            Gość portalu: wkj napisał(a):

            > Zostan w mieszkaniu. Niech cie sila wypchnie.

            Zmień zamki i nie wpuszczaj.
            (o ile jeszcze masz do tego mieszkania wstęp)
            • yoma Re: postaw sie 12.03.10, 18:48
              Nie radzę.

              Jakie to mieszkanie, własnościowe, spółdzielcze, komunalne?
              Czy babcia pozostawiła testament?
              • dritte_dame Re: postaw sie 12.03.10, 19:01
                yoma napisała:

                > Nie radzę.

                A dlaczego nie?

                Lokatorowi za zamkniętymi drzwiami można generalnie w Polsce "skoczyć".
                (o ile się nie bierze pod uwagę nasłania na niego zbirów)
                A już szczególnie gdy lokator ma jakiekolwiek podstawy do zamieszkiwania, które
                może uznać sąd.


                > Jakie to mieszkanie, własnościowe, spółdzielcze, komunalne?

                Skoro jest "po babci" i obecnie w majątkowej dyspozycji osoby prywatnej, to nie
                jest komunalne.


                > Czy babcia pozostawiła testament?

                A to faktycznie może być problem, w przypadku niekorzystnego zapisu.
                Ale można próbować podważyć.
                • yoma Re: postaw sie 12.03.10, 19:08
                  > A dlaczego nie?

                  A dlatego, że ewentualny sąd nie uzna argumentacji "niech gwałt się gwałtem
                  odciska".

                  > > A już szczególnie gdy lokator ma jakiekolwiek podstawy do zamieszkiwania, które
                  > może uznać sąd.
                  No właśnie - na pierwszy rzut oka nie ma żadnych

                  > Skoro jest "po babci" i obecnie w majątkowej dyspozycji osoby prywatnej, to nie
                  > jest komunalne.

                  A nie wiadomo właśnie, może babcia zmarła wczoraj, a autorka usłyszała: wyp... i
                  napisała na gorąco?

                  > Ale można próbować podważyć.
                  Chyba że nie ma czego podważać, w braku testamentu ustawowo dziedziczy matka i
                  szlus.
                  • dritte_dame Re: postaw sie 12.03.10, 19:20
                    yoma napisała:

                    > > A dlaczego nie?
                    >
                    > A dlatego, że ewentualny sąd nie uzna argumentacji "niech gwałt się gwałtem odciska".

                    Gwałtu nie ma.
                    Jest dbałość o możliwość korzystania z własnych praw (do mieszkania).


                    > > > A już szczególnie gdy lokator ma jakiekolwiek podstawy do zamieszki
                    > wania, które
                    > > może uznać sąd.
                    > No właśnie - na pierwszy rzut oka nie ma żadnych

                    A na drugi, jest dokumentacja medyczna: "Lekarze i wizyty kontrolne.
                    Badania, wszystko na mojej głowie", zeznania lekarzy (kto wizyty organizował, kto, kiedy i jak często pacjentce towarzyszył i jaką poza tym zapewniał opiekę) no i zeznania ewentualnych innych świadków.


                    > Chyba że nie ma czego podważać, w braku testamentu ustawowo dziedziczy matka i szlus.

                    Dziedziczenie ustawowe też można podważyć.
                    Sąd nie jest tu bardziej w swojej mocy ograniczony niż przy dziedziczeniu testamentowym.
                    • yoma Re: postaw sie 13.03.10, 18:33
                      Z jakich praw?

                      Chodzenie do lekarza i na wizyty kontrolne nie daje praw do mieszkania. Gdyby
                      tak było, nikt by babć do domów opieki nie oddawał.
              • ann-aki Re: postaw sie 12.03.10, 19:12
                Mieszkanie własnościowe. Moja matka już od dwóch tygodni jest
                właścicielem. Nie było testamentu (albo powiem inaczej nigdy żadnego
                nie widziałam)- była jedyną osobą dziedziczącą. Wyprowadziłam się po
                śmierci babci, bo trudno było mi tam wtedy zostać, poza tym trzeba
                było wymienić rury w łazience. Teraz myślę, że to był trochę
                pretekst ze stony matki, żebym się wyprowadziła.
                Umowa ustna jak to z własną matką. Dlaczego miałam nie ufać własnej
                matce? Przecież to moja matka. No i moja matka, moja własna matka
                już pewnie wymieniła zamki.
                To zresztą nie o to chodzi. Ja tego po prostu nie rozumiem. Nie wiem
                co o tym myśleć. Nie mieści mi się to w głowie. Po co te całe
                obietnice, podchody, załatwianie za plecami. Po co kłamstawa.
                Przecież mogła mi powiedzieć, że jej jest potrzebne, że ma złą
                sytuację czy co jej się tam stało.
                Albo po prostu że mi nie odda, bo nie wiem, cośtam. Tylko nie bardzo
                wiem co to jest to cośtam? Co się takiego stało, że moja matka
                zrobiła coś takiego.
                • dritte_dame Re: postaw sie 12.03.10, 19:41
                  ann-aki napisała:

                  > Wyprowadziłam się po śmierci babci

                  Przepraszam za nadmierną ciekawość ale jeśli można .. dokąd się wyprowadziłaś?


                  > Dlaczego miałam nie ufać własnej
                  > matce? Przecież to moja matka.

                  Czy nigdy wcześniej Cię nie zawiodła?
                  Nie oszukała w jakichś mniejszych sprawach?


                  > No i moja matka, moja własna matka już pewnie wymieniła zamki.

                  Może tak, a może jeszcze nie.
                  Może jest przekonana że nawet bez wymiany nie poważysz się tam wtargnąć i wymusić dotrzymania Waszej umowy.

                  Ale widzę że to jest właściwie bez znaczenia gdyż jesteś osobą zbyt łagodną i wrażliwą aby zdecydować się na niewątpliwie przykrą otwartą konfrontację.

                  "Argumentem" mamy zapewne teraz jest: "przecież gdy ja umrę to i tak to wszystko będzie twoje".


                  > Ja tego po prostu nie rozumiem.

                  To dobrze..
                  To świadczy o tym że Ty sama nigdy tak nie postąpisz.
                  Ale.. tak na wszelki wypadek, nie obdarzaj w przyszłości bezgranicznym zaufaniem także swoich dzieci.


                  > Po co te całe obietnice, podchody, załatwianie za plecami. Po co kłamstawa.

                  Aby zaspokoić własną chciwość...

                  > Przecież mogła mi powiedzieć, że jej jest potrzebne, że ma złą
                  > sytuację czy co jej się tam stało.

                  ...bez "zniżania się" wobec dziecka do prośby...


                  > Co się takiego stało, że moja matka
                  > zrobiła coś takiego.

                  Poza tym, że dowiedziałaś się o swojej mamie czegoś, czego wcześniej nie podejrzewałaś, właściwie nic niezwykłego się nie stało.
                  Niestety zdarza się że ludzie robią i takie rzeczy.
                  Zarówno rodzice dzieciom jak i dzieci rodzicom.
                • dritte_dame Re: dziedziczenie 12.03.10, 23:37
                  ann-aki napisała:

                  > Mieszkanie własnościowe. Moja matka już od dwóch tygodni jest
                  > właścicielem. Nie było testamentu (albo powiem inaczej nigdy żadnego
                  > nie widziałam)- była jedyną osobą dziedziczącą.

                  Czy możesz sprecyzować co to dokładnie znaczy że "już od dwóch tygodni jest właścicielem."

                  Dziedziczenie dobra o znacznej wartości wymaga wydania przez właściwy sąd rejonowy postanowienia o nabyciu spadku.

                  Postanowienie takie jest konieczne między innymi do złożenia zeznania podatkowego zgłaszającego ten nowo nabyty majątek do opodatkowania lub wnoszącego o zwolnienie z podatku od spadku a także do złożenia wniosku o zmianę zapisu w księdze wieczystej.

                  Czy właściwy sąd już takie postanowienie wydał i czy jest już ono prawomocne?
                  (Od wydania postanowienia do jego uprawomocnienia się muszą upłynąć chyba minimum dwa tygodnie.)


                  Dopóki nie jest prawomocne, to możesz zgłosić się do sądu jako osoba zainteresowana udziałem w tym spadku (nawet w całości spadku). Sąd w czasie przewodu publikuje ogłoszenie mniej więcej w tym sensie: "Sąd wzywa potencjalnych spadkobierców aby w terminie do... zgłosili swoje roszczenia do spadku gdyż w przeciwnym razie mogą zostać pominięci...".

                  Do takiego zgłoszenia chęci udziału w spadku nie musisz zakładać osobnej sprawy w sądzie. Wystarczy jeśli rzeczowo ujawnisz swoje racje podczas przewodu, który i tak się musi odbyć na wniosek Twojej mamy.

                  Ale jeśli postanowienie już jest, i to już prawomocne, to nie wiem czy coś jeszcze można w sposób w miarę cywilizowany zrobić.

                  Możesz poradzić się prawnika ale nie wiem czy Twoja konstrukcja emocjonalna na to pozwoli (albo czy pozwoli na pójście za ewentualną prawniczą radą).
                • hypatia69 Re: postaw sie 14.03.10, 15:29
                  "Moja matka już od dwóch tygodni jest właścicielem."
                  Na jakiej podstawie jest właścicielem? Jeśli babcia wcześniej nie
                  przepisała na nią mieszkania, nie było umowy notarialnej ani
                  testamentu, to dziedziczą wszyscy zstępni po równo [chyba], a na
                  pewno w ogóle coś Ci się należy. Jeśli Twoja matka ma, załóżmy, brata
                  i ten brat ma syna, to należy Wam się po jednej czwartej majątku,
                  czyli mieszkania. To nie działa tak, że matka Ci powiedziała, że
                  mieszkanie jest jej. Na gębę to sobie może.
                  Umowa ustna to też umowa, tyle, że jak nie ma świadków to jest słowo
                  przeciw słowu.
                  Ktoś tam Cię widział, jak się tą babcią zajmujesz? Bo jeśli będzie
                  proces, to świadkowie Ci się przydadzą.
                  Tu masz coś o dziedziczeniu:
                  www.we-dwoje.pl/dziedziczenie,artykul,2179.html
                  Tu masz kodeks cywilny i szczegóły:
                  isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU19640160093
                  Poczytaj sobie i zobaczysz, co Ci się należy, jakie masz prawa.
                  Możesz też sobie poszukać Biura Porad Obywatelskich, przedstawić
                  zagadnienie prawnikowi i on Ci wyjaśni, co powinnaś zrobić.

                  A co się stało? Spadłaś z obłoków. Jeśli wydawało Ci się, że
                  najbliższa krewna nigdy Ci nie wytnie numeru, to byłaś w błędzie.
                  Osoby, które najczęściej robią nas w konia, szczególnie na tle
                  finansowym, oraz ogólnie podkładają nam świnie to zazwyczaj krewni i
                  przyjaciele. Stare przysłowie pszczół mówi, że z rodziną to najlepiej
                  na zdjęciu...
    • znj2 Re: oszukała mnie własna matka 12.03.10, 21:09
      Co się stało? Nic takiego. Po prostu niektórzy zbydlęcieli! Między
      innymi twoja mamusia.
      • ann-aki Re: oszukała mnie własna matka 12.03.10, 22:25
        Stało się dla mnie coś strasznego, bo osoba mi bliska, moja matka,
        oszukała mnie. Ja się o nią martwiłam, jak to w rodzinie. Starałam
        się, żeby jej było łatwiej, jak to w rodzinie. Ufałam jej. W
        rodzinie ludzie o siebie dbają, tak?
        Komu w taki razie można ufać?
        Moja matka nie dała mi nigdy dotąd powodu do myślenia o niej źle.
        Pewnie nie zawsze było idealnie, ale coś takiego mi się w głowie nie
        mieści.
        Wolałabym nawet najdziwniejsze wytłumaczenie, niż sugestię, że moja
        matka jest do takich rzeczy zdolna. I to po co? Dla pieniędzy???

        • matylda1001 Re: oszukała mnie własna matka 12.03.10, 23:08
          Gdzie Ty jestes zameldowana, bo to bardzo ważne.
          • dritte_dame Re: zameldowanie 12.03.10, 23:16
            matylda1001 napisała:

            > Gdzie Ty jestes zameldowana, bo to bardzo ważne.

            "Meldunek" nie ma żadnego znaczenia.
            • matylda1001 Re: zameldowanie 13.03.10, 22:38
              dritte_dame napisała:

              >"Meldunek" nie ma żadnego znaczenia.<

              Ma, bardzo istotne. Jeżeli chce sie wyrzucić z mieszkania osobe tam
              zameldowana to w świetle prawa nalezy zapewnić jej lokal zastępczy.
              • dritte_dame Re: zameldowanie 13.03.10, 23:02
                matylda1001 napisała:

                > dritte_dame napisała:
                >
                > >"Meldunek" nie ma żadnego znaczenia.<
                >
                > Ma, bardzo istotne. Jeżeli chce sie wyrzucić z mieszkania osobe tam zameldowana to w świetle prawa nalezy zapewnić jej lokal zastępczy.


                Nic podobnego.


                "Zameldowanie jest jedynie czynnością tzw. administracyjno-techniczną. Znaczy to, że dana osoba przez samo zameldowanie nie nabywa żadnych praw do lokalu – nie jest ono żadnym tytułem prawnym do zajmowania lokalu. Aby mieć prawo zajmowania lokalu, trzeba dysponować tytułem prawnym do niego, czyli prawem własności, spółdzielczym prawem do lokalu lokatorskiego albo własnościowego lub chociażby umową najmu. Osoba nie legitymująca się takim tytułem prawnym do lokalu może być na wniosek właściciela usunięta z niego w drodze eksmisji. Fakt zameldowania jakichkolwiek osób w lokalu nie jest najmniejszą przeszkodą w przeniesieniu własności, czy to w drodze darowizny, czy też w drodze sprzedaży, jeżeli tylko strony umowy wyrażają na taki stan zgodę."
                • matylda1001 Re: zameldowanie 13.03.10, 23:55
                  dritte_dame napisała:

                  >"Meldunek" nie ma żadnego znaczenia.<

                  Ostatno w TV był program o facecie, ktory kupił sobe mieszkanie od
                  komornika. Ludzie, do których wcześniej mieszkanie (własnościowe)
                  należało utracili do niego prawo w związku z długam bankowymi.
                  Facet, podniecony okazją, przed zakupem nie sprawdził, czy w lokalu
                  jest ktoś zameldowany, a okazało się, że sa zameldowane trzy osoby.
                  Zanim sprowadził TV, przeszedł całą drogę prawna w celu usunięcia
                  lokatorów, bo sam chciał tam zamieszkac. Wszędzie słyszał, że musi
                  tym ludziom zapewnić lokal zastępczy. O eksmisji "na bruk" nawet nie
                  mial co marzyć, chyba że sami by się wyprowadzili. Do czasu aż
                  znajdzie im odpowiedni lokal może podpisać z nimi umowe najmu i
                  pobierać czynsz. Potwierdził to równiez prawnik zaproszony do
                  programu.
                  • dritte_dame Re: zameldowanie 14.03.10, 00:26
                    matylda1001 napisała:

                    > Ostatno w TV był program o facecie, ktory kupił sobe mieszkanie od
                    > komornika. Ludzie, do których wcześniej mieszkanie (własnościowe)
                    > należało utracili do niego prawo w związku z długam bankowymi.
                    > Facet, podniecony okazją, przed zakupem nie sprawdził, czy w lokalu
                    > jest ktoś zameldowany, a okazało się, że sa zameldowane trzy osoby.
                    > Zanim sprowadził TV, przeszedł całą drogę prawna w celu usunięcia
                    > lokatorów, bo sam chciał tam zamieszkac.


                    > Wszędzie słyszał, że musi
                    > tym ludziom zapewnić lokal zastępczy. O eksmisji "na bruk" nawet nie mial co marzyć, chyba że sami by się wyprowadzili.

                    Widzę w tym oczywistą obstrukcję ze strony lokalnych władz.
                    Ekipa wyeksmitowana "na bruk" staje się problemem dla tych właśnie władz (trzeba im być może będzie znaleźć jakieś lokum..) a dopóki jest tam gdzie jest to jest problemem prywatnego właściciela mieszkania więc trzeba zrobić wszystko żeby do eksmisji "na bruk" nie dopuścić.
                    Proste, choć prawie na pewno bezprawne.


                    > Do czasu aż
                    > znajdzie im odpowiedni lokal może podpisać z nimi umowe najmu i
                    > pobierać czynsz.

                    Boże go przed tym broń!!
                    Gdy lokatorzy podpiszą umowę najmu to nabiorą praw do zamieszkiwania na podstawie tej umowy i ustaną powody do eksmisji!


                    > Potwierdził to równiez prawnik zaproszony do
                    > programu.

                    Chętnie poznałabym źródła tego prawnika.


                    Z drugiej strony, wiem że z egzekucją praw właścicieli wobec lokatorów jest w Polsce ciężko, sama napisałam że "w Polsce lokatorowi za zamkniętymi drzwiami można praktycznie 'skoczyć'" ale sam meldunek nie sprawia że bezprawne zamieszkiwanie staje się choć trochę bardziej prawne. Meldunek to wyłącznie poinformowanie administracji terytorialnej o aktualnym miejscu przebywania stałego lub czasowego. Biurokratyczny przeżytek obecnie nikomu już do niczego niepotrzebny poza urzędnikami pobierającymi pensje za prowadzenie tych rejestrów. Każda osoba zamieszkująca gdzieś ponad dwa miesiące z zamiarem dalszego przebywania ma obowiązek tam się zameldować, właściciel lokalu wynajmowanego ma obowiązek zameldować najemcę, więc gdyby meldunek faktycznie zasadnie powodował konieczność znalezienia lokalu zastępczego najemcom to zobowiązani byli by do tego wszyscy wynajmujący komuś mieszkania na dłuższy okres.
                    • matylda1001 Re: zameldowanie 14.03.10, 14:41
                      dritte_dame napisała:

                      > Każda osoba zamieszkująca gdzieś ponad dwa miesiące z zamiarem
                      dalszego przebywania ma obowiązek tam się zameldować,
                      właściciel lokalu wynajmowanego ma obowiązek zameldować najemcę,
                      więc gdyby meldunek faktycznie zasadnie powodował konieczność z
                      nalezienia lokalu zastępczego najemcom to zobowiązani byli by do
                      tego wszyscy wynajmujący komuś mieszkania na dłuższy okres.<

                      Dlatego właśnie istnieja dwa rodzaje meldunkow, meldunek stały i
                      meldunek czasowy. Nikt pozostający przy zdrowych zmysłach nie
                      zamelduje najemcy na pobyt stały, bo potem miałby spory problem.
                      Musiałby zapewnić mu inne mieszkanie. Dlatego np. studenci, jesli w
                      ogóle są zameldowani, to zawsze na pobyt czasowy. Gdy mija okres
                      zameldowania wynajmujacy pozbywa sie problemu i po kłopocie. Taki
                      meldunek można wielokrotnie przedłużać na kolejne okresy, lub nie. W
                      przypadku meldunku stałego sprawa przedstawia sie zupełnie inaczej.
                      Najemca ma święte prawo do przebywania w miejscu zameldowania
                      stałego. Jeżeli właściciel mieszkania go nie wpuszcza, idzie na
                      Policję, i Policja wprowadza go do mieszkania. Właściciel nie ma nic
                      do powiedzenia. Taki najemca nie ma prawa do samego mieszkania. Nie
                      może go sprzedać, podnająć, dobrać sobie współlokatorów, ale ma
                      prawo do zamieszkiwania w tym lokalu az do czasu, gdy wynajmujący
                      zapewni mu inne ( a on uzna, że mu pasuje!), lub gdy sam sie
                      dobrowolnie wymelduje. To paranoja, ale nawet to, czy płaci
                      właścicielowi za wynajem zależy od jego dobrej woli. W przypadku,
                      gdy nie placi, właściciel może dochodzić swoich praw do tych
                      pieniędzy na drodze sadowej. Sam właściciel musi opłacać mieszkanie
                      w spółdzielni, czy gdzie sie nalezy, bo narobi sobie osobistych
                      długów. Tak więc gdyby Autorka była zameldowana na stałe w
                      mieszkaniu babci, matka mogłaby jej skoczyć:) Nie mogłaby jej
                      wyrzucić, chociaż stała sie prawną włascicielką lokalu, czy to na
                      mocy testamentu, czy dziedziczenia ustawowego.

                      > Wszędzie słyszał, że musi tym ludziom zapewnić lokal zastępczy. O
                      eksmisji "na bruk" nawet nie mial co marzyć, chyba że sami by się
                      wyprowadzili.
                      >
                      > Widzę w tym oczywistą obstrukcję ze strony lokalnych władz.<

                      Wcale nie jestem pewna, czy w tym przypadku obowiązkiem lokalnych
                      władz jest zapewnienie tym ludziom mieszkania. Z programu wunikało,
                      że raczej nie. Wszak nie sa to bezdomni, nie mieszkaja na dworcu.
                      Ani ich sytuacja materialna (kryterium dochodu), ani tym bardziej
                      warunki mieszkaniowe w miejscu zameldowania nie upoważniają ich do
                      ubiegania się o mieszkanie socjalne.
                      • dritte_dame Re: zameldowanie 14.03.10, 16:10
                        matylda1001 napisała:

                        > Najemca ma święte prawo do przebywania w miejscu zameldowania
                        > stałego.

                        Najemca tak, ale gdy nie ma umowy najmu (lub gdu była, ale została już prawidłowo wypowiedzona i termin wypowiedzenia upłynął) to "najemca" nie jest najemcą i z samego faktu stałego zameldowania gdziekolwiek nie wynika jego prawo przebywania tamże.

                        Zameldowanie na pobyt stały jest tylko zgłoszeniem administracji terytorialnej faktu przebywania w określonym miejscu z zamiarem dalszego przebywania przez czas z góry nieokreślony.

                        Z tego że dziki lokator zgłosił fakt przebywania i zamiar dalszego przebywania tak długo jak mu się spodoba nie wynika że przez to uzuskał jakieś prawo do przebywania.


                        > ma prawo do zamieszkiwania w tym lokalu az do czasu, gdy wynajmujący zapewni mu inne ( a on uzna, że mu pasuje!)

                        Jak dotąd, nie jest mi znane żadne prawne źródło (link?) informacji, którą powyżej podajesz.

                        Wiem że są pewne ograniczenia w usuwaniu lokatorów, którym wypowiedziano najem, ale takie ograniczenie jakie opisujesz nie dotyczy przypadku gdy właściciel zamierza sam uczynić poprzednio wynajmowany lokal swoją własną główną siedzibą.
                        (Tyle stan prawny. Rozumiem że praktyka może za tym nie nadążać, z powodu dbałości urzędników o swój własny święty spokój.)


                        > Tak więc gdyby Autorka była zameldowana na stałe w
                        > mieszkaniu babci, matka mogłaby jej skoczyć:)

                        Nie.
                        O ile nam wiadomo, to mieszkanie to nie zostało dotąd Autorce przez nikogo wynajęte (ani przez babcię ani przez matkę).
                        Matka jako właścicielka mieszkania może ją wymeldować całkowicie samodzielnie i bez pytania o zgodę, jeśli odpowiadało by to stanowi faktycznemu (osoba wymeldowywana faktycznie nie przebywa w mieszkaniu).


                        > > Widzę w tym oczywistą obstrukcję ze strony lokalnych władz.<
                        >
                        > Wcale nie jestem pewna, czy w tym przypadku obowiązkiem lokalnych
                        > władz jest zapewnienie tym ludziom mieszkania.
                        > Wszak nie sa to bezdomni, nie mieszkaja na dworcu.

                        Dopóki mieszkają na dziko u prywatnego właściciela.

                        > Ani ich sytuacja materialna (kryterium dochodu), ani tym bardziej
                        > warunki mieszkaniowe w miejscu zameldowania nie upoważniają ich do
                        > ubiegania się o mieszkanie socjalne.

                        A widzisz! :)

                        Urzędasy zrobią wszystko żeby utrzymać ich "w miejscu zameldowania" (podając to bezprawnie jako prawną podstawę) albo w jakimkolwiek innym prywatnym miejscu poza "brukiem" bo dopóki nie są "na bruku" to nie jest to ich (urzędasów) problem a gdy znajdą się na bruku to może zacząć być ich problem.
                        Przyjdą zawracać d..ę, będą się skarżyć, odwoływać, być może trzeba się będzie zająć wyszukaniem im jakiegoś lokalu, itp..
                        • matylda1001 Re: zameldowanie 14.03.10, 22:35
                          dritte_dame napisała:

                          >z samego faktu stałego zameldowania gdziekolwiek nie wynika jego
                          prawo przebywania tamże.<

                          "W sprawie o wymeldowanie nie ma znaczenia fakt, że dom, w którym
                          dana osoba jest na stałe zameldowana, stanowi aktualnie własność
                          innej osoby.
                          Po wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 27 maja 2002
                          r. możliwe jest wymeldowanie z miejsca pobytu stałego tylko takiej
                          osoby, która miejsce to opuściła, nie dopełniając czynności
                          wymeldowania."

                          Damo, mam nadzieje, że poniższy wyrok Trybunału Konstytucyjnego
                          ostatecznie rozwieje Twoje watpliwości.

                          samorzad.infor.pl/sektor/organizacja/prawo_administracyjne/artykuly/388457,wymeldowanie_musi_byc_wlasciwie_uzasadnione.html
                          • dritte_dame Re: zameldowanie 14.03.10, 23:20
                            matylda1001 napisała:

                            > dritte_dame napisała:
                            >
                            > >z samego faktu stałego zameldowania gdziekolwiek nie wynika jego
                            > prawo przebywania tamże.<
                            >
                            > "W sprawie o wymeldowanie nie ma znaczenia fakt, że dom, w którym
                            > dana osoba jest na stałe zameldowana, stanowi aktualnie własność
                            > innej osoby.
                            Po wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 27 maja 2002
                            > r. możliwe jest wymeldowanie z miejsca pobytu stałego tylko takiej
                            > osoby, która miejsce to opuściła, nie dopełniając czynności
                            > wymeldowania."
                            >
                            > Damo, mam nadzieje, że poniższy wyrok Trybunału Konstytucyjnego
                            > ostatecznie rozwieje Twoje watpliwości.
                            >
                            > samorzad.infor.pl/sektor/organizacja/prawo_administracyjne/artykuly/388457,wymeldowanie_musi_byc_wlasciwie_uzasadnione.html

                            Owszem.
                            Ten wyrok rozwiewa wątpliwości:

                            "Zameldowanie jest czynnością rejestracyjną o charakterze deklaratoryjnym niestwarzającym uprawnień do lokalu"

                            Tak jak już wcześniej pisałam: własność, zgoda właściciela na nieodpłatne zamieszkiwanie lub odpłatny najem stwarzają uprawnienia do przebywania w lokalu a zameldowanie nie stwarza.

                            Zgłoszenie faktu stałego przebywania gdześ i zamiaru dalszego przebywania tam, nie daje samo przez się prawa do przebywania tamże.


                            Jeżeli Autorka wątku wyprowadziła się z mieszkania babci zabierając swoje rzeczy i obecnie tam nie przebywa to jej "centrum życiowe" obecnie tam nie jest i właścicielka może ją wymeldować samodzielnie i nawet bez poinformowania aby uaktualnić rejestr meldunkowy zgodnie ze stanem faktycznym.

                            A jeżeli rzeczy osobiste Autorki tam pozostały, to zgodnie z przytoczonym przez Ciebie wyrokiem właściciel wymeldować samodzielnie nie może bo istnieją przesłanki wskazujące że zameldowany nie mial zamiaru na stałe opuścić miejsca ale sam meldunek nie zobowiązuje właściciela do bezterminowego udostępnienia lokalu zameldowanemu do użytkowania.

                            Zamieszkiwać w nie swoim lokalu wolno albo nieodpłatnie za zgodą właściciela albo na podstawie umowy najmu z właścicielem.

                            Gdy nie ma żadnej z dwóch powyższych sytuacji to są podstawy do eksmisji.
                            Meldunek czy nie meldunek.


                            Ps.
                            To źródło jest trochę niechlujne.
                            Nie ma czegoś takiego jak "zameldowanie na stałe w USA".
                            • matylda1001 Re: zameldowanie 14.03.10, 23:46
                              dritte_dame napisała

                              > Zgłoszenie faktu stałego przebywania gdześ i zamiaru dalszego
                              przebywania tam, nie daje samo przez się prawa do przebywania
                              tamże<

                              Stwarza, ponieważ człowiek ma prawo przebywać w miejscu
                              zameldowania. Jeżeli włascicielowi to nie pasuje może zapewnić mu
                              inny lokal, albo wystąpić do Sądu o nakaz eksmisji, co i tak w
                              konsekwencji zobliguje go do zapewnienia lokalu zastepczego. Kółko
                              sie zamyka. Takie problemy bardzo często sa udziałem rozwiedzionych
                              żon, które całymi latami nie sa w stanie wyeksmitowac byłego męża -
                              upierdliwca, tylko dlatego, że zajął sobie jeden pokój w mieszkaniu,
                              w którym jest zameldowany. Mieszkanie nawet nie musi byc własnością
                              żony, równie dobrze może należeć do jej rodziców i oboje sa tylko
                              zameldowani. Znam taki przypadek. To tak ogólnie. W przypadku
                              Autorki nie ma to zastosowania, gdyż (jak wynika z jej postów) nie
                              była nigdy zameldowana w mieszkaniu babci. Gdyby była, to sprawa
                              byłaby łatwiejsza. Fakt zameldowania, plus zeznania pięciu osób,
                              ktore słyszały o woli darowania mieszkania wnuczce (testament
                              ustny) , do tego dobry prawnik i szansa by była.
                              • dritte_dame Re: zameldowanie 15.03.10, 00:51
                                matylda1001 napisała:

                                > człowiek ma prawo przebywać w miejscu zameldowania.

                                Na jakiej podstawie prawnej??

                                Człowiek ma w Polsce obowiązek zameldować się w miejscu przebywania.
                                (A nie: prawo przebywać w miejscu zameldowania.)
                                I tyle.


                                > Jeżeli włascicielowi to nie pasuje może zapewnić mu
                                > inny lokal,

                                Może, jeśli zechce, ale nie musi.
                                Ale jeśli zapewni to ominie opisaną przeze nie wcześniej obstrukcję urzędniczą.


                                > albo wystąpić do Sądu o nakaz eksmisji,

                                Może.


                                > co i tak w
                                > konsekwencji zobliguje go do zapewnienia lokalu zastepczego.

                                Nie zobliguje, jeśli wykaże przd sądem że sam zamierza w tym lokalu na stałe zamieszkać.


                                > Takie problemy bardzo często sa udziałem rozwiedzionych
                                > żon, które całymi latami nie sa w stanie wyeksmitowac byłego męża - upierdliwca, tylko dlatego, że zajął sobie jeden pokój w mieszkaniu, w którym jest zameldowany. Mieszkanie nawet nie musi byc własnością żony, równie dobrze może należeć do jej rodziców i oboje sa tylko zameldowani. Znam taki przypadek.

                                Ano właśnie.
                                "Diabeł siedzi w szczegółach."

                                Gdyby to mieszkanie było wyłączną własnością żony to miała by ona pełne prawo żadać eksmisji (i dbali o swój spokój urzędnicy pozostali by jej jedynym ale istotnym problemem).

                                Gdyby to mieszkanie było własnością wspólną małżonków i pozostało taką własnością po rozwodzie to żona nie ma żadnego prawo żadać eksmisji.

                                Ale skoro to mieszkanie jest własnością rodziców żony to tylko oni mogą żądać eksmisji, i "na bruk" tylko wtedy gdy przekonają sąd że sami planują w tym lokalu zamieszkać tworząc w nim swoje nowe "centrum życiowe".
                                • matylda1001 Re: zameldowanie 15.03.10, 11:35
                                  dritte_dame napisała:

                                  >Człowiek ma w Polsce obowiązek zameldować się w miejscu
                                  przebywania.
                                  (A nie: prawo przebywać w miejscu zameldowania.)
                                  I tyle.<

                                  Oj, Damo, znowu ta Twoja przekora... :)) Przeczytaj jeszcze raz to,
                                  co sama napisałas i wszystko stanie się jasne. Sama sobie
                                  wytłumaczyłaś.

                                  >Nie zobliguje, jeśli wykaże przd sądem że sam zamierza w tym
                                  lokalu na stałe zamieszkać.
                                  <

                                  Zamieszkac nikt mu nie broni. Jeżeli się zmieści?

                                  >Gdyby to mieszkanie było własnością wspólną małżonków i pozostało
                                  taką własnością po rozwodzie to żona nie ma żadnego prawo żadać
                                  eksmisji.<

                                  :) I tu sie mylisz! Żona ma prawo żądać eksmisji. Takie eksmisje
                                  nawet czasami bywają. Przeważnie tak postanawia Sąd w przypadku, gdy
                                  dalsze przebywanie męża w tym mieszkaniu zagraża bezpieczeństwu
                                  rodziny. Może zostać eksmitowany i wymeldowany. Nie zmienia to
                                  faktu, że w dalszym ciągu pozostaje współwłaścicielem mieskania. W
                                  przypadku sprzedaży musi wyrazić zgode i dostac należna kwote.

                                  > Ale skoro to mieszkanie jest własnością rodziców żony to tylko oni
                                  mogą żądać eksmisji, i "na bruk" tylko wtedy gdy przekonają sąd że
                                  sami planują w tym lokalu zamieszkać tworząc w nim swoje
                                  nowe "centrum życiowe".<

                                  Rodzice nawet nie planują, oni rzeczywiście tam mieszkają. To dom
                                  jednorodzinny, na parterze rodzice, na pietrze córka z byłym mężem i
                                  dzieckiem. Traktowane to jest jako jedno mieszkanie, bo jest jedna
                                  kuchnia, na dole. Eksmisji oczywiście żądali. Eksik powiedział, że
                                  nie ma sie gdzie wyprowadzić i jak była coś mu zorganizuje to on
                                  chetnie się wyniesie, bo już sam ma dosyc takiego życia. Poskarżył
                                  sie, że jak kiedys zaprosił swoja obecną narzeczoną, to żona zrobiła
                                  mu awanturę. Do eksmisji nie ma podstaw, bo facet na poziomie,
                                  spokojny, awantur nie czyni, tylko taki trochę mało ambitny:)
                                  • Gość: P.S.J. Re: zameldowanie IP: *.home.aster.pl 16.03.10, 16:43
                                    celem tylko wyjaśnienia, osoby niezameldowanej też nie wolno wyrzucić "nabruk".
                                    • dritte_dame Re: zameldowanie 16.03.10, 17:33
                                      Gość portalu: P.S.J. napisał(a):

                                      > celem tylko wyjaśnienia, osoby niezameldowanej też nie wolno wyrzucić
                                      "na bruk".

                                      A na co wolno ją wyrzucić?
        • dritte_dame Re: wytłumaczenie? 12.03.10, 23:15
          ann-aki napisała:

          > W
          > rodzinie ludzie o siebie dbają, tak?
          > Komu w taki razie można ufać?

          Ufać można ludziom godnym zaufania.
          A godnym zaufania jest ten, kto pokładanego zaufania dotychczas nie nadużył, chociaż gdyby zechciał być podłym to mógłby.

          Nie zawsze najbliższy genetyczny krewny jest godnym pełnego zaufania.

          Ale na pewno wielu godnych zaufania ludzi jeszcze spotkasz, a najważniejsze jest to, abyś spotkała takiego człowieka właśnie wśród osób sobie genetycznie obcych! ;)


          > Wolałabym nawet najdziwniejsze wytłumaczenie, niż sugestię, że moja matka jest do takich rzeczy zdolna. I to po co? Dla pieniędzy???

          Uznaj to za jej słabość - być może spowodowaną wiekiem.
          Starzejący się ludzie nierzadko coraz bardziej martwią się o swoje materialne bezpieczeństwo w przyszłości i to wbrew wszelkim faktom nawet wtedy gdy ich realny majątek wciąż w czasie rośnie i zupełnie pomijając to że ilość pozostałej im do "zabezpieczenia" przyszłości jednak stale maleje.

          Myślę że to może być dość prawdopodobne wyjaśnienie postępowania Twojej mamy.

          Smutne przy takim wytłumaczeniu jest to, że trzeba przyjąć iż to ona nie ma do Ciebie zaufania w kwestii opieki nad sobą w przyszłości (sądzę że zupełnie bezpodstawnie) ale z tym chyba łatwiej sobie wewnętrznie poradzisz.
          • ann-aki Re: wytłumaczenie? 13.03.10, 00:05
            No i masz rację - czuję się jakbym dostała w twarz od własnej matki -
            jakby mi nie ufała. A ja przecież jestem godna zaufania, jestem
            uczciwa, jestem dobrą osobą.
            Moja matka ma 52 lata - nie jest staruszką. Jest pełna życia, lubi
            towarzystwo i ma swoje pasje. Nie wiem jak się wobec nie zachowywać,
            jak się zachować. Na razie nie mam nawet ochoty jej widzieć, nie
            ufam jej, boję się co jeszcze mogła zrobić.
            Normalnie bym powiedziała, że jestem zameldowana u matki, tylko nie
            wiem czy jestem? może nie? nie wiem na czym stoję. I chyba jestem
            wkurzona, nie wiem co moja matka sobie wyobraża? Że dalej będzie
            jakby nigdy nic? Że nadal będę jej ufać i pomagać?
            Mieszkam u koleżanki - śpię na jej kanapie, bo zaproponowała, że
            mogę u niej pomieszkać. Kiedyś jej pomogłam, więc nie ma sprawy.
            Znajoma a była/jest chyba bardziej życzliwa.
            To wszystko jest idiotyczne i obrzydliwe.
            • dritte_dame Re: wytłumaczenie? 13.03.10, 00:57
              ann-aki napisała:

              > A ja przecież jestem godna zaufania, jestem
              > uczciwa, jestem dobrą osobą.

              Wierzę że ludzie znający Cię osobiście tak właśnie Ciebie widzą.


              > Moja matka ma 52 lata

              Czyli Ty masz dwadzieścia kilka.
              To niedobry czas na totalną utratę zaufania do ludzi.
              Ocal go najwięcej ile się da.
              Z czasem przyjdzie Ci to coraz łatwiej.


              > Nie wiem jak się wobec niej zachowywać,
              > jak się zachować. Na razie nie mam nawet ochoty jej widzieć, nie
              > ufam jej, boję się co jeszcze mogła zrobić.

              > Normalnie bym powiedziała, że jestem zameldowana u matki, tylko nie wiem czy jestem? może nie?

              "Meldunek" nie ma już żadnego prawnego znaczenia.
              Jeśli to jest Twój dom rodzinny i nie masz innego własnego mieszkania to masz prawo w nim mieszkać.

              Tylko może już nie zechcesz..


              > nie wiem na czym stoję. I chyba jestem
              > wkurzona, nie wiem co moja matka sobie wyobraża? Że dalej będzie
              > jakby nigdy nic? Że nadal będę jej ufać i pomagać?

              Ale gdziekolwiek będziesz mieszkać, możesz zacząć prowadzić swoje sprawy osobiste i finansowe w większej izolacji od mamy.

              Dla bezpieczeństwa i dla dania jej sygnału że jej postępek zrozumiałaś właściwie.

              Mniej informacji. Mniej spontanicznych zwierzeń. Więcej powściągliwości w przypadku "ciągnięcia za język".


              > Mieszkam u koleżanki - śpię na jej kanapie, bo zaproponowała, że
              > mogę u niej pomieszkać.

              Ale to nie może trwać wiecznie.
              Serdecznie życzę Ci dzielności i prędkiego znalezienia swojego nowego bezpiecznego miejsca.
              Nowa samodzielność na pewno bardzo Cię wzmocni, nawet jeśli początkowo będzie dość skromna.


              > To wszystko jest idiotyczne i obrzydliwe.

              Wiem..
              Sama doświadczyłam podobnych rzeczy.
              I powiem tylko że pielęgnowania nawet najsłuszniejszego żalu i chęci odwetu często się po latach samemu żałuje.
              Nie warto więc..
    • drwallen Opiekowałaś się rodziną dla pieniędzy? 13.03.10, 01:03
      Czyli wniosek jeden - gdyby nie obietnica przyszłych zysków finansowych to byś
      się nie opiekowała własną rodziną - własną babcią?

      PS. Mam nadzieję, że jesteś ateistką...
      • angelfree Po pierwsze 13.03.10, 18:50
        Przecież napisala:
        "I tak bym się opiekowała babcią, nawet bez tej obietnicy, więc nie
        wiem po co to obiecywała. No po co to zrobiła? "
        • drwallen Re: Po pierwsze 13.03.10, 20:50
          angelfree napisała:

          > Przecież napisala:
          > "I tak bym się opiekowała babcią, nawet bez tej obietnicy, więc nie
          > wiem po co to obiecywała. No po co to zrobiła? "


          a no skoro tak - to o co w ogóle kłótnia? Powiedziała tak, a zrobiła inaczej i
          tyle. W takim razie ten temat jest do doopy.
    • Gość: allija Re: oszukała mnie własna matka IP: *.2a.pl 13.03.10, 01:21
      Nie poddawaj sie tak łatwo, idź do prawnika. Co to za mieszkanie po
      babci, kwaterunek, spółdzielcze? jestes tam zameldowana? sąsiedzi
      widzieli, że przez 10 lat opiekowałaś sie babcią?
      Poza tym ustna umowa jest tak samo ważna jak ta na piśmie, może masz
      jakchś świadków, którym mówiłaś ileś lat temu o tej umowie?
      Idź do prawnika koniecznie.
      • drwallen za darmo przecież własną babcią by się nie opiekow 13.03.10, 01:33
        no nie? Przecież nie pracowała za darmo!
        Niech walczy o swoje - za darmo przecież własną babcią by się nie opiekowała.


        Mieszkanie 150 000 zł
        Lat pracy: 10 (120 miesięcy)
        Miesięczna pensja opiekunki to tylko 1250 zł!
        Powinni się cieszyć że tak tanio opiekowałaś się własną babcią!
        Za tą cenę profesjonalistka pracowała by nie miesiąc a tylko 125 godzin.
        • angelfree Po drugie 13.03.10, 18:50
          Sprawdź obliczenia.
        • Gość: allija Re: za darmo przecież własną babcią by się nie op IP: *.2a.pl 13.03.10, 20:49
          zastanów się co piszesz... Tu nie chodzi o babcię ale matkę. Dziewczyna
          ma moralne /także/ prawo mieszkać w tym mieszkaniu. A matka jest chciwą
          babą i tyle.
          Ja swojemu dziecku sama zaproponowałabym taką możliwość, gdyby to mogło
          poprawić jego bytowanie. Nawet jeśli to ja zajmowałabym się babcią a nie
          ono. Co to za matka?
          • drwallen Jaka matka taka córka 14.03.10, 10:35
            Gość portalu: allija napisał(a):

            > A matka jest chciwą babą i tyle.

            Jaka matka taka córka. Niedaleko pada jabłko od jabłoni.
            • Gość: allija Re: Jaka matka taka córka IP: *.2a.pl 14.03.10, 12:37
              co ty oczywiście, jako matka i córka, wiesz najlepiej.
              Dobrze myślałam czytając twoje różne posty, że posługujesz się wyłącznie
              frazesami i obiegowymi opiniamii, włącz myślenie.
              • drwallen Jaka matka taka córka 14.03.10, 23:35
                ty za to jako uczennica gimnazjum i 2 klas liceum wiesz lepiej.

                Myślenie daje tylko jeden wniosek z tego postu:
                "Jaka matka, taka córka"

                Szacunek dla rodziców na prawdziwie europejskim poziomie :D
                • hypatia69 Re: Jaka matka taka córka 15.03.10, 10:50
                  A co? Rodzice mają prawo wrodzone do szacunku? Czy może jednak powinni
                  sobie na ów szacunek zapracować?
    • Gość: xxx Procesuj sie! IP: 146.176.63.* 13.03.10, 20:01
      i tak jak ona nie zwazala zes corka Ty nie zwazaj ze ona matka.
      Walcz!
      • minniemouse Re: Procesuj sie! 13.03.10, 23:43
        Wyglada na to ze dziewczyna jest w szoku,
        nie moze pogodzic sie ze matka ja tak wykolowala, ze mogla byc tak bezwzgledna i nieuczciwa i w zwiazku z tym niewiele do niej (dziewczyny) jeszcze dociera

        a my tu zadajemy takie prozaiczne i techniczne pytania.
        No ale Ann-aki jak mozesz to odpowiedz bo w ktoryms momencie bedziesz musiala to zalatwiac:

        ~1. czy masz swiadkow na to ze miedzy toba a matka byla taka umowa?
        sadze ze ktos by sie znalazl kto pamieta ze byly takie rozmowy i 'gadki', moze nawet od samej babci ze dostaniesz po niej mieszkanie. nagraj lub spisz i zbierz podpisy od tch osob ze tak slyszeli - to beda twoi swiadkowie.

        ~2. jakim cudem matka w calosci dostala w spadku mieszkanie? przypadkiem wiem ze o ile nie bylo to zapisane w testamencie- wtedy musi ci to byc prawnie pokazane- to mieszkanie w spadku dzieli sie na spadkobiercow w kolenosci - na zyjacego: meza, dzieci, rodzenstwo, wnuki i ich potomstwo itd czyli bez testamentu matce calosc sie nie nalezy.

        ~3. masz prawnika? powinnas miec i dowiedzic sie jakie masz prawa i szanse na spadek po babciw tym mieszkanie i rzeczy po niej.

        Rozumiem ze dla ciebie to straszny szok co sie stalo po tym jak matka sie zachowala. i jeszcze smierc babci na pewno nie byla latwym przezyciem.
        serdecznie ci wspolczuje.
        dla kazdego by byl to straszny szok i dramat.
        niemniej jednak musisz takze dbac o siebie, i swoje interesy.
        i musisz sie spieszyc bo potem moze byc za pozno i bedziesz zalowac ze nie tylko przezylas dramat emocjonalny, ale pozwolilas sie wykorzystac finansowo.
        Juz raz cie matka zrobila w balona, nie pozwol na to drugi raz.



        Minnie
        • dritte_dame Re: Procesuj sie! 14.03.10, 00:00
          minniemouse napisała:

          > ~2. jakim cudem matka w calosci dostala w spadku mieszkanie? przypadkiem wiem
          > ze o ile nie bylo to zapisane w testamencie- wtedy musi ci to byc prawnie pokaz
          > ane- to mieszkanie w spadku dzieli sie na spadkobiercow w kolenosci - na zyjac
          > ego: meza, dzieci, rodzenstwo, wnuki i ich potomstwo itd czyli bez testamentu m
          > atce calosc sie nie nalezy.

          Ale nie w każdej sytuacji dziedziczy cały ten ciąg osób, jeśli wszystkie one istnieją.

          Na przykład: po zmarłym małżonku/rodzicu ustawowo dziedziczą po połowie - współmałżonek i dzieci (i każde z dzieci równą część tej połowy) ale już wnuki, rodzeństwo itp. nie dziedziczą nic jeśli istniją ci bardziej uprawnieni spadkobiercy.

          Podobnie, po zmarłym rodzicu (w tym przypadku, po babci) dziedziczą dzieci (w tym przypadku, matka) ale już nie wnuki.
          (Przynajmniej, na razie nie. Muszą poczekać na śmierć swojego rodzica.)



          Ale nawet w przypadku istnienia testamentu można domagać się "zachowku":

          pl.wikipedia.org/wiki/Zachowek

          W tym przypadku argumentując że przez długi czas w ostatnich latach życia to wnuczka była osobą najbliższą Zmarłej a nie córka.
          • minniemouse Re: Procesuj sie! 14.03.10, 00:06
            Tym bardziej powinna miec prawnika, dobrze o wszystko sie dowiedziec no i
            koniecznie zobaczyc oryginal testamentu bo nigdy nic nie wiadomo.

            Minnie
            • matylda1001 Re: Procesuj sie! 14.03.10, 00:18
              Z moralnego punktu widzenia mieszkanie nalezy jej się jak psu buda.
              Gorzej z tym prawnym, bo jesli rzeczywiście nie było testamentu,
              jesli nie jest tam zameldowana, a w matce nie obudzi sie poczucie
              sprawiedliwości, to łatwo nie będzie. Gorzej jeśli Autorka uniesie
              się honorem.
              • minniemouse Re: Procesuj sie! 14.03.10, 02:03


                > Gorzej z tym prawnym, bo jesli rzeczywiście nie było testamentu,
                > jesli nie jest tam zameldowana, a w matce nie obudzi sie poczucie
                > sprawiedliwości, to łatwo nie będzie.


                Nie szkodzi.
                Umowa slowna jest tak samo zobowiazujaca jak pisemna, problem jest tylko z jej udowodnieniem.
                Ale jest szansa ze w ciagu 10 lat opieki nad babcia komus obilo sie o uszy ze wnuczka miala w zamian otrzymac mieszkanie = swiadek.

                jesli uda sie w ten sposob uzyskac dwoch niezaleznych swiadkow to juz sa podstawy aby powaznie podwazyc testament.

                Jezeli uniesie sie honorem to bedzie frajerka,
                bo wlasnie na takich jeleni takie "mamunie" licza i zarabiaja.


                Minnie
                • pocoo Re:Ależ... 14.03.10, 08:27
                  grubych nici użyto na uszycie tego watku.Przeczytałam to , co
                  napisała ann-aki i zabrakło mi słów.
                  • angelfree Re:Ależ... 14.03.10, 09:00
                    Dlaczego uważasz, że wątek jest szyty grubymi nićmi?
                    Myślisz, że takie sytuacje nie zdarzają się?
                    • piwi77 Re:Ależ... 14.03.10, 12:44
                      angelfree napisała:

                      > Dlaczego uważasz, że wątek jest szyty grubymi nićmi?
                      > Myślisz, że takie sytuacje nie zdarzają się?

                      Skłaniam się do podobnej oceny, jaką wydała pocoo. Sama autorka
                      wątku jawi mi się jako niewiarygodna, w tym samym tekście pisze, że
                      sprawa z mieszkaniem nie ma dla niej znaczenia, by za chwilę
                      wybuchnąć w związku z nią gniewem. Może jest w jej opisie część
                      prawdy, ale prawdopodobnie tylko część.
                      • matylda1001 Re:Ależ... 14.03.10, 14:57
                        piwi77 napisał:

                        >Skłaniam się do podobnej oceny, jaką wydała pocoo<

                        Mnie tez coś niepokoi w tej całej sprawie. Ile musi miec lat córka
                        52-letniej kobiety, która od dziesięciu lat samodzielnie opiekuje
                        sie chorą babcią? Powiedzmy, ze 28. Od dawna nie jest już dzieckiem
                        i było przynajmniej kilka dobrych okazji do tego, żeby babcia
                        sporzadziła testament na jej rzecz. Dlaczego babcia tego nie
                        uczyniła? Czyżby nie znała swojej córki na tyle, żeby przypuszczać
                        iż ta, po jej śmierci nie uszanuje jej woli? Niestety, możemy
                        polegac tylko na tej wiedzy, jaką przekazała nam Autorka.
          • yoma Re: Procesuj sie! 14.03.10, 17:00
            > Na przykład: po zmarłym małżonku/rodzicu ustawowo dziedziczą po połowie - współ
            > małżonek i dzieci (i każde z dzieci równą część tej połowy)

            Poprawka: współmałżonek i dzieci w równych częściach. Tak, jak piszesz, było,
            kiedy obowiązywał kodeks wzorowany na kodeksie Napoleona, ale już nie jest.
      • rossdarty Re: Procesuj sie! Łatwo radzić... 14.03.10, 12:04
        Trudno się z tym pogodzić, ale szansę są nikłe...

        Roztrząsacie sprawę testamentu, jakby to był jedyny sposób przeniesienia własności mieszkania na inną osobę w rodzinie.
        A wcale nie musiało tak być. Babcia ann-aki mogła jeszcze żyjąc przenieść prawo własności na córkę, czyli matkę ann-aki.
        I podejrzewam, z opisu ann-aki, że właśnie tak było.
        "Mamusia" była cwana i postanowiła zabezpieczyć się wcześniej. ann-aki mogła o tym nawet nie wiedzieć, gdy jej matka omamiając swoją matkę zapewnieniami że robi to dla dobra córki i w jej imieniu, (ann-aki), skłoniła staruszkę do przeniesienia prawa własności.
        Przecież wystarczy tylko, w przypadku obłożnie chorej osoby bez możliwości opuszczania mieszkania o własnych siłach pełnomocnictwo upoważniające do czynności prawnych. Jedynie ostateczny podpis musi zostać złożony w obecności notariusza. Nie wydaje mi się, aby ann-aki przebywała 24 h z babcią, (tak przypuszczam), można więc było umówić spotkanie pod nieobecność ann-aki. A notariusz za niewielką dopłatą i w takiej sytuacji nie odmówi odwiedzin w domu właściciela regulującego swoje sprawy przed śmiercią. I nie znamy do końca sytuacji: nie można wykluczyć, że w przypadku postępowania spadkowego matka ann-aki była jedną z kilku osób uprawnionych do dziedziczenia.
        A staruszka, babcia, w dobrej wierze mogła nawet zapewniać ann-aki, że mieszkanie zostanie jej przekazane. Przecież babci nawet przez myśl nie przemknęło, że mogłaby tak wykorzystać własną córkę, więc jak jej córka może oszukać swoją?

        Minnie radzi szukać świadków i potwierdzeń umowy...
        Umowa słowna też ma moc i konsekwencje prawne obowiązujące strony zawierające umowę. Trudniej ją wyegzekwować, ale jest to możliwe.
        Oczywiście, potrzebny jest do tego dobry prawnik, specjalista od tego typu spraw.
        Nie wiem, czy ann-aki stać będzie na to w kwestii finansowej, oraz w kwestii moralnej.
        Wasze rady, by "walczyła o swoje" są radami osób obcych, nie zaangażowanych uczuciowo.
        Nie wiem, czy ann-aki zdobędzie się na to, by wystąpić przeciw matce... To, że matka to swołocz nie oznacza, że córka ma iść w jej ślady.
        A tak może sobie to interpretować. Jest zaskoczona taką postawą własnej matki, co świadczy tylko o Jej wrażliwości i pozwala przypuszczać, że raczej zrezygnuje niż stanie do konfrontacji.
        Rozsądek też za tym przemawia. Szansę na zrealizowanie obietnic są nikłe, koszty mogą być ogromne. I nie tylko finansowe.

        Oczywiście, piszę to na podstawie wniosków z informacji, którymi ann-aki się z nami podzieliła.
        Jakby nie było, w tym przypadku jest w 99% uzależniona od decyzji swojej matki i działanie wbrew matce będzie kosztować ją b.wiele wysiłku i wymagać będzie dużej odporności psychicznej.

        ann-aki, witaj w życiu...
        • Gość: zlamamusia Re: napisz jak juz cos zadecydujesz IP: *.pools.arcor-ip.net 14.03.10, 12:46
          Duzo rad, kazda inna, decyzja musi byc twoja. Jak podejmiesz to sie
          podziel wiadomosciami, co jak i za ile.Papatki;)
        • minniemouse Re: Procesuj sie! Łatwo radzić... 15.03.10, 02:04
          Sama autorka
          wątku jawi mi się jako niewiarygodna, w tym samym tekście pisze, że
          sprawa z mieszkaniem nie ma dla niej znaczenia, by za chwilę
          wybuchnąć w związku z nią gniewem.


          I jest to zupelnie normalna reakcja w takiej sytuacji
          - bo w jednej chwili broni sie emocjonalnie odrzucajac to co ja spotkalo ("nie
          zalezy mi na mieszkaniu") jest to tzw denial czyli zaprzeczenie,
          odrzucenie rzeczywistosci,
          w drugiej dociera do niej w calej swiadomosci co ja spotkalo i wtedy reaguje juz
          gniewem. jak najbardziej normalne reakcje psychologiczne, wrecz ksiazkowe.

          To, że
          > matka to swołocz nie oznacza, że córka ma iść w jej ślady.


          Ale corka "NIE POJDZIE W JEJ SLADY", wystepujac przeciw matce.

          Wrecz przeciwnie, corka postapi slusznie i wedlug prawa
          poniewaz ona jedynie zglosi oszustwo i upomni sie o nalezne jej prawo. To
          wszystko.

          Ja z kolei uwazam ze jesli corka znajdzie swiadkow i udowodni ze matka
          obiecywala jej mieszkanie za opieke nad babcia to tym bardziej ma dobre szanse
          na ujawnienie calego oszustwa ze striony matki.
          To ze corka tak czy siak opiekowalaby sie babcia, bez obietnicy nie ma
          najminiejszego tu znaczenia, bo fakt pozostaje faktem ze ZOSTALA zawarta UMOWA
          pomiedzy nia a matka ze w zamian za opieke nad babcia dostaje w spadku mieszkanie.


          > "Mamusia" była cwana i postanowiła zabezpieczyć się wcześniej. ann-aki m
          > ogła o tym nawet nie wiedzieć, gdy jej matka omamiając swoją matkę zapewnieniam
          > i że robi to dla dobra córki i w jej imieniu, (ann-aki), skłoniła starus
          > zkę do przeniesienia prawa własności.


          Tak moglo byc, bardzo dobry pomysl, bardzo dobry trop do ukazania szmatlawego
          charkteru matki, i doskonaly moment do wykazania premedytacji
          czyli do dzialania z zamierzeniem
          czyli tym bardziej latwiej bedzie udowodnic ze cala sprawa byla ukartowana z
          gory : mieszkanie zabezpieczyc dla siebie, i znalezc jelenia do opieki nad
          babcia. tym lepiej dla corki, tym lepiej!

          To jest do udowodnienia dla, moim zdaniem nawet przecietnego prawnika, a dobry
          to by to raz dwa zalatwil. Kozstami mozna oczywscie obciazyc matke.

          fakt ze do tego trzeba byc odpornym psychicznie, ale do tego potrzeba tez
          dziewczynie kilku rzeczy - zdac sobie sprawe ze
          1 matka nie jest jej przyjacielem
          2 wyrolowala ja bez pardonu
          3 wystepujac przeciw matce walczy O SWOJE
          4 w zadnym wypadku nie zniza sie do poziomu matki, bo walczac o cos co bylo
          jej obiecane
          NIE OSZUKUJE.




          Minnie
          • dritte_dame Re: Procesuj sie! Łatwo radzić... 15.03.10, 02:37
            minniemouse napisała:

            > Sama autorka
            > wątku jawi mi się jako niewiarygodna, w tym samym tekście pisze, że
            > sprawa z mieszkaniem nie ma dla niej znaczenia, by za chwilę
            > wybuchnąć w związku z nią gniewem.

            >
            > I jest to zupelnie normalna reakcja w takiej sytuacji
            > - bo w jednej chwili broni sie emocjonalnie odrzucajac to co ja spotkalo ("ni
            > e
            > zalezy mi na mieszkaniu") jest to tzw denial czyli zaprzeczenie,
            > odrzucenie rzeczywistosci,
            > w drugiej dociera do niej w calej swiadomosci co ja spotkalo i wtedy reaguje ju
            > z
            > gniewem. jak najbardziej normalne reakcje psychologiczne, wrecz ksiazkowe.

            Masz rację.
            Też czytając powyższe zastrzeżenia pomyślałam że takie reakcje w opisnej sytuacji raczej Autorkę uwiarygodniają niż czynią podejrzaną.
          • realnymen Re: Procesuj sie! Łatwo radzić... 15.03.10, 14:16
            Po przeczytaniu uwag krytycznych i braku odpowiedzi założycielki wątku, także zaczynam przypuszczać że ktoś rzucił temat "teoretyczny".
            Jednak ponieważ jest ciekawy i ma cechy prawdopodobieństwa, postanowiłem kontynuować.

            Minnie.
            Mylisz dwie sprawy. Uregulowanie dotyczące praw własności z zobowiązaniami moralnymi.
            W takim aspekcie żaden sąd nie rozpatrzy tego na korzyść ann-aki.

            Praw do lokalu nie ma żadnych.
            Jest co prawda możliwe udowodnienie opieki nad babcią, przecież przez tyle lat musiał to ktoś zauważyć i nie tylko pojedyńcza osoba,
            ale dla sądu liczą się fakty.

            Podałem przypuszczalny sposób, w jaki zła matka mogła wejść w posiadanie mieszkania wykorzystując córkę.
            Jeden z kilku.
            Nie wiem jak obecnie, ale jeszcze kilka lat temu taki "sposób" na wejście w prawa właściciela, czy głównego najemcy był często praktykowany: "mieszkanie za opiekę".
            Był to dobry sposób dla młodych ludzi bez perspektyw na szybkie usamodzielnienie się, na ominięcie kolejki oczekujących na mieszkania
            czynszowe.

            Nadal jednak nie znamy szczegółów. I chyba nie poznamy...
            Temat trafiony w stosunku do ludzi wrażliwych, jednak jak napisałem wyżej:
            Sądu nie obchodzą moralne aspekty sprawy. Sąd opiera się na konkretnych dowodach.
            Jeśli matka ma prawomocny akt własności mieszkania jako jedyny właściciel, ann-aki może przedstawić stu świadków, a i tak nie wiele jej to pomoże.
            • minniemouse Re: Procesuj sie! Łatwo radzić... 16.03.10, 06:57
              Minnie.
              Mylisz dwie sprawy. Uregulowanie dotyczące praw własności z zobowiązaniami moralnymi.
              W takim aspekcie żaden sąd nie rozpatrzy tego na korzyść ann-aki.


              Nic nie myle a ty czytaj uwazniej to co ja pisze.

              NIGDZIE nie proponuje zadnych rozpatrywan na podstawie "zobowiazan moralnych" - natomiast jak najbardziej proponuje aby dowiesc ze pomiedzy corka a matka doszlo do slownej umowy czyli SLOWNEGO KONTRAKTU
              ze w zamian za opieke nad babcia corka dostanie mieszkanie.

              I sugeruje aby corka znalazla na to swiadkow, co najmniej dwoch, najlepiej niezaleznych (czyli nie spokrewnionych ze soba ani z nia)

              I w takim kontekscie udowodnienie ze zawladniecie mieszkaniem w czasie kiedy umowa czyli KONTRAKT pomiedzy corka a matka juz byl zawarty bylo z gory przez matke zaplanowane,
              moze byc dla corki bardzo sprzyjajace bo swiadczylby ze matka dzialala z premedytacja i obiecujac corce mieszkanie wiedzac ze zrobi wszystko aby bylo w rzeczywistosci przepisane na nia sama - zwyczajnie ja oszukiwala.

              to by latwo ustalic przy pomocy rozkladu czasowego.

              Wtedy nawet prawomocny akt wlasnosci mieszkania moze nie pomoc jesli udowodni jej sie (matce) oszustwo.

              Minnie
            • dritte_dame Re: sąd i aspekty moralne 16.03.10, 11:27
              realnymen napisał:

              > Sądu nie obchodzą moralne aspekty sprawy.

              Obchodzą, jak najbardziej.
              Przeczytaj sobie na przykład tu , kto jest wyłączony z prawa do zachowku (a może być że i do całego spadku)

              "1. Osoby uznane za niegodne." [dziedziczenia]


              > Sąd opiera się na konkretnych dowodach.

              A niegodność można konkretnie udowodnić.
              • rossdarty Re: sąd i aspekty moralne 16.03.10, 13:39
                Oj, kobitki, kobitki...
                Z Wami tylko zacząć, to drążycie dziurę w brzuchu aż do bólu...:)

                Minnie.

                Ok. wycofuję się z "aspektów moralnych".
                Co prawda, ktoś bardziej bystry już dużo wcześniej zauważył że temat ten to podpucha; zainteresowana zamilkła, ale "poakademizować" sobie możemy.

                Upierasz się przy wyegzekwowaniu SŁOWNEGO KONTRAKTU między córką a matką. Teoretycznie jest to możliwe.
                Zawarto umowę: coć za coś. Jedna osoba się wywiązuje, druga wymiguje.
                Potrzebni są świadkowie.
                Ale Co ci świadkowie mogą zeznać?
                Wyobrażasz sobie taką sytuację, że omawiasz sprawy rodzinne w towarzystwie osób obcych?
                A tylko takie zeznania dwóch, trzech świadków, jak sugerujesz, mogłyby wpłynąć na korzyść córki. Gdyby byli osobiście obecni przy obietnicy matki, że mieszkanie po babci zostanie przekazane córce.
                To, że dziesięciu sąsiadów potwierdzi że przez 10 lat zajmowała się swoją babcią, że nawet mieszkała u niej dla sądu nie jest dowodem na dokonanie zmiany obecnego prawa do własności.

                Po słowach ann-aki:

                ""Mieszkanie własnościowe. Moja matka już od dwóch tygodni jest
                właścicielem. Nie było testamentu (albo powiem inaczej nigdy żadnego
                nie widziałam)- była jedyną osobą dziedziczącą"
                ...

                sądzę, że babcia mogła wydać dyspozycje niekoniecznie w formie pisemnego testamentu, iż po jej śmierci mieszkanie należy do: i tutaj podać następnego właściciela.
                Można w księdze wieczystej dokonać zapisu na dłuuugo przed śmiercią aktualnego właściciela, iż po jego śmierci prawa własności przechodzą na wskazana osobę. Potrzebny jest tylko akt zgonu aby zaktualizować zapis. To by tłumaczyło słowa ann-aki:
                "...już od dwóch tygodni jest właścicielem...".
                Szybko i wygodniej niż w przypadku postępowania ustalającego prawa do dziedziczenia.
                A jeśli wymieniła tam swoja córkę, a nie wnuczkę, która się babcią opiekowała, to nawet przy korzystnych dla ann-aki zeznaniach ew. świadków, dla sądu stanie się zastanawiające, dlaczego przy "przepisywaniu" mieszkania babcia wymieniła córkę a nie wnuczkę...
                Była świadoma swych czynności? Jeśli tak, to dlaczego nie wskazała jako "następczyni" - wnuczki?
                A może nie była zadowolona z opieki?


                Damo. Myślę, że przy takich rozwiązaniach jak piszę powyżej, (oczywiście, są to moje dywagacje, ale bardzo prawdopodobne), "aspekty moralne" mogą zainteresować sąd równie dobrze jak bajka o czerwonym kapturku.

                Jeśli tak się stało jak napisałem powyżej, brak zapisu w księdze wieczystej uwzględniający jako współwłaściciela wnuczkę będzie interpretowany jako pkt.4., czyli: osoby wydziedziczone przez spadkodawcę.
                I nie musi być to zła wola babci, a tylko niewiedza wykorzystana przez córkę, a matkę ann-aki.
                • dritte_dame Re: sąd i aspekty moralne 16.03.10, 13:51
                  rossdarty napisał:

                  > [b]Damo [...]
                  > Jeśli tak się stało jak napisałem powyżej, brak zapisu w księdze wieczystej
                  uwzględniający jako współwłaściciela wnuczkę będzie interpretowany jako pkt.4.,
                  czyli: osoby wydziedziczone przez spadkodawcę.


                  Nie będzie.

                  Wydziedziczenie musi być wyrażone jawnie.
                  Nie można domniemywać że ktoś został wydziedziczony.
                  • rossdarty Re: sąd i aspekty moralne 16.03.10, 15:39
                    dritte_dame napisała:

                    > Nie będzie.
                    >
                    > Wydziedziczenie musi być wyrażone jawnie.
                    > Nie można domniemywać że ktoś został wydziedziczony.
                    >
                    >
                    >
                    Ręce opadają...:)
                    Przypomina mi to upartego "kanara":)
                    Taki dowcip. Jak nie znasz, wyraź jeno życzenie, a napiszę.

                    Jeżeli zmarła osoba zadysponuje swoim majątkiem przed śmiercią w sposób przejrzysty prawnie, nie ma instancji, która by to podważyła po śmierci dysponenta, przyjmując że był przy zdrowych zmysłach, świadomy tego co czyni i dysponował własną własnością.
                    (tfu!!! masło maślane)...
                    W tym przypadku córka i wnuczka zmarłej mogą jedynie dochodzić praw do dziedziczenia swojej, prawnie określonej części szafy czy TV, czyli konkretnych rzeczy materialnych pozostawionych w mieszkaniu przez zmarłą, a nie rozdysponowanych wcześniej, lub przez testament.
                    Wtedy dopiero przyjmuje się prawo do zachowku w częściach uregulowanych pokrewieństwem.
                    Jeszcze raz powtarzam:
                    Jeśli babcia, właścicielka mieszkania scedowała przed śmiercią prawa przejęcia własności po jej śmierci przez osobę wskazaną, (i nie musi być to testament, zwany "ostatnią wolą", ponieważ scedowanie praw własności z uwarunkowaniem, że osoba wskazana stanie się prawnym właścicielem dopiero po śmierci dysponenta, może być zapisane dużo wcześniej), czyn taki jest nie do podważenia, i nie ma co wykręcać kota ogonem pisząc o domniemaniach BO TAKICH NIE MA.

                    A wszystko na to wskazuje, że tak właśnie było sądząc ze skąpych informacji ann-aki.

                    Przykład osobisty:
                    Po śmierci mojego ojca, który nie rozdysponował swoim mieszkaniem przed śmiercią, testamentu nie było, siostra musiała założyć sprawę sądową o przyznanie jej prawa do mieszkania. Aby mieszkanie zostało jej przyznane w 100% wszyscy, czyli moja matka, mój brat i ja musieliśmy zrzec się swojej części.
                    Ponieważ sąd znajdował się w innym mieście niż mieszkałem: olałem sprawę. Niestawiennictwo zostało uznane jako zrzeczenie się mojej części praw.
                    Czyli: domniemanie.
                    Kropka.
                    Hmm... znaczy... howgh, powiedziałem:)
                    • dritte_dame Re: ręce 16.03.10, 17:11
                      rossdarty napisał:


                      > Ręce opadają...:)
                      > Przypomina mi to upartego "kanara":)

                      No właśnie, przypominasz mi takiego :)

                      Nie pisz tyle "tak jak Ci się wydaje" tylko pomyśl, rozważ najbardziej ogólne zasady prawne, sprawdź faktyczny stan prawa a jak nadal masz wątliwości to zapytaj dobrych prawników bo swoje błędne wnioski wyciągasz podpierając się przykładami zbliżonymi ale nie identycznymi z przedstawioną sytuacją i bardzo łatwo wskazać następne dziury w tym co kolejno piszesz.

                      Nie zwracasz dostatecznej uwagi właśnie na owe szczegóły, w których diabeł siedzi - ze skutkiem takim że im więcej piszesz, tym więcej jest w tym dziur! :)


                      > Jeżeli zmarła osoba zadysponuje swoim majątkiem przed śmiercią w sposób przejrzysty prawnie, nie ma instancji, która by to podważyła po śmierci dysponenta,

                      Jest taka instancja: państwowy Sąd powszechny.

                      Zasada ogólna:

                      W uzasadnionych przedłożonymi mu dowodami okolicznościach oraz interpretując zgodnie ze swoją wiedzą literę prawa tak aby sprawiedliwości (a nie tylko owej "literze" prawa) stało się zadość, sąd może podważyć każdą decyzję kogokolwiek, jeśli ktoś zgłasza przed sądem zażalenie na taką decyzję.

                      Po to właśnie istnieją sądy.


                      > przyjmując że był przy zdrowych zmysłach, świadomy tego co czyni i dysponował własną własnością.

                      Nawet człowieka będącego przy zdrowych zmysłach i świadomego tego co czyni można przebiegłym podstępem doprowadzić do świadomego działania prowadzącego do nieświadomego zadysponowania swoją własnością w sposób faktycznie niezgodny z jego wolą.

                      Sąd może zostać poproszony o rozważenie czy nie zaszedł taki właśnie przypadek.


                      > W tym przypadku córka i wnuczka zmarłej mogą jedynie dochodzić praw do dziedziczenia swojej, prawnie określonej części szafy czy TV, czyli konkretnych rzeczy materialnych pozostawionych w mieszkaniu przez zmarłą

                      Nie znasz podstawowych zasad dziedziczenia ustawowego.
                      Powtarzam to co już wcześniej napisałam w tym wątku: dopóki żyje córka zmarłej i dopóki nie odmówiła ona przyjęcia spadku to wnuczka nie ma ustawowego prawa do dziedziczenia żadnej części ani nieruchomego ani ruchomego majątku zmarłej.


                      > Jeszcze raz powtarzam:
                      > Jeśli babcia, właścicielka mieszkania scedowała przed śmiercią prawa przejęcia własności po jej śmierci przez osobę wskazaną, [...] czyn taki jest nie do podważenia,

                      I jeszcze raz się mylisz.

                      Sąd mając prze sobą przekonujące go dowody że właścicielkę skłoniono podstępem do rozporządzenia majątkiem niezgodnego z jej powszechnie (świadkowie) i od dawna wiadomymi zmiarami może podważyć i taką decyzję.


                      > Przykład osobisty:
                      > Po śmierci mojego ojca, który nie rozdysponował swoim mieszkaniem przed śmiercią, testamentu nie było, siostra musiała założyć sprawę sądową o przyznanie jej prawa do mieszkania. Aby mieszkanie zostało jej przyznane w 100% wszyscy, czyli moja matka, mój brat i ja musieliśmy zrzec się swojej części.

                      Dotąd wszystko w porządku.

                      I nie tylko "siostra musiała założyć sprawę sądową.. o przyznanie jej 100% praw do własności mieszkania" ale także w przypadku gdybyście się chcieli podzielić tą własnością w sposób ustawowo przewidziany, czyli, jeśli mieszkanie było przed śmiercią 100% własnością Ojca to: 1/2 matka, 1/6 Ty, 1/6 Twój brat i 1/6 Twoja siostra, to też wszyscy wspólnie musielibyście wystąpić do sądu o wydanie postanowienia o nabyciu spadku w takich właśnie częściach.


                      > Ponieważ sąd znajdował się w innym mieście niż mieszkałem: olałem sprawę. Niestawiennictwo zostało uznane jako zrzeczenie się mojej części praw.

                      Nadal prawidłowo.

                      Ponieważ sąd w trakcie przewodu ogłosił publicznie że toczy się przed nim postępowanie w sprawie o nabycie spadku po ... i że w związku z tym "Sąd wzywa potencjalnych spadkobierców aby w terminie do ... złożyli przed nim swoje roszczenia do tego spadku ponieważ w przeciwnym razie mogą zostać pominięci przy jego podziale."

                      A to już Twój problem że gazet nie czytasz albo że nie wiedziałeś jakie skutki pociąga niezgłoszenie swoich roszczeń jeśli o procesie wiedziałeś od rodziny.

                      Sąd nie ma ani obowiązku ani możliwości indywidualnie znać i zawiadamiać każdego ustawowego ani możliwego spadkobiercę.

                      "Ignoratia iuris nocet."


                      > Czyli: domniemanie.

                      Po pierwsze: nie nastąpiło tu żadne domniemanie że Ojciec Cię wydziedziczył.

                      Po drugie: Jeśli sąd w ogóle wiedział o Twoim istnieniu to uznał że sam się zrzekłeś dziedziczenia skoro nie zgłosiłeś się na ogłoszone wezwanie sądu.

                      Sąd nie domniemywał że się zrzekłeś, ponieważ sąd miał prawo uznać że wiesz o wezwaniu, w którym niezgłoszenie się określono jako jedną z jawnych akcji demonstrujących decyzję wezwanego.

                      Nie zgłosiłeś się, a więc w sposób jawny a nie domniemany zakomunikowałeś swoją decyzję zdania się na uznanie Sądu w kwestii podziału tego spadku ("...ponieważ w przeciwnym razie mogą zostać pominięci...") a skoro powiadomiony nie zgłaszasz swoich praw do udziału w majątku o znacznej wartości to znaczy że uznajesz że takich praw nie masz albo że z korzystania z nich nich, świadomy konsekwencji, rezygnujesz.
                      • rossdarty Re: ręce 16.03.10, 18:39
                        Nabieram przekonania, że jeżeli taki problem dotknąłby Ciebie, to "wycisnęłabyś" nawet krew i łzy z kamienia:), a co dopiero prawa do których się poczuwasz:)
                        Nie jest to krytyka, a uznanie. Po prostu deklaracja mojej ustępliwości w stosunku do Twojej nieustępliwości:)

                        Na koniec jeszcze małe wyjaśnienia, abyś zrozumiała, że nie wszystko rozumiesz, lub zdaje Ci się, że rozumiesz.

                        "Ignoratia iuris nocet."

                        Sprawa była uzgodniona, nie miałem zamiaru robić żadnych przeszkód siostrze w uregulowaniu sprawy własności, ostatecznie jako dużo ode mnie młodszej coś się jej należało, a i tak wykpiłem się tanim kosztem.W gazecie o tym nie pisali:), otrzymałem wezwanie za pokwitowaniem, ale PO CO miałem dodatkowo marnować czas i pieniądze na paliwo by pojechać i powiedzieć: "zrzekam się mojej części"?
                        "Nieobecni nie mają racji" - wiedziałem co czynię nie stawiając się w sądzie.

                        Po pierwsze: nie nastąpiło tu żadne domniemanie że Ojciec Cię wydziedziczył.

                        Oczywiście że nie.

                        Nie zgłosiłeś się, a więc w sposób jawny a nie domniemany zakomunikowałeś swoją decyzję zdania się na uznanie Sądu w kwestii podziału tego spadku...

                        Oczywiście że tak. Z tym, że taki zapis prawny jest oparty na domniemaniu że...

                        Upss...Nic już nie piszę. Domniemam, że znowu przyłapiesz mnie na sprzeczności:)
                        • dritte_dame Re: ręce 16.03.10, 19:00
                          rossdarty napisał:

                          > Nabieram przekonania, że jeżeli taki problem dotknąłby Ciebie, to "wycisnęłabyś
                          > " nawet krew i łzy z kamienia:), a co dopiero prawa do których się poczuwasz:)

                          To zależy ;)

                          Za każdymi zyskami stoją zwykle jakieś koszty a w takim jak opisany przypadku dla mnie przewidywane koszty emocjonalne były by tak wielkie że nie zdecydowała bym się ich ponieść.

                          Wiem to, z innych osobistych doświadczeń.

                          Uparcie zwracam uwagę na istniejącą możliwość dochodzenia swego (jeśli była ustna umowa) ale wiem że jest to możliwość nikła ("faint hope") i nigdzie nie napisałam że sprawa będzie prosta, lekka, łatwa i przyjemna.


                          > Sprawa była uzgodniona, nie miałem zamiaru robić żadnych przeszkód siostrze w uregulowaniu sprawy własności

                          "Disclaimer" niekonieczny ;)
                          Nie zakładałam wcale inaczej! :)


                          > wiedziałem co czynię nie stawiając się w sądzie.

                          No i sąd też wiedział :)
                          Czyli tyle w kwestii "domniemania" :)
                • minniemouse Re: sąd i aspekty moralne 17.03.10, 00:20
                  Ale Co ci świadkowie mogą zeznać?
                  Wyobrażasz sobie taką sytuację, że omawiasz sprawy rodzinne w towarzystwie osób
                  obcych?
                  A tylko takie zeznania dwóch, trzech świadków, jak sugerujesz, mogłyby wpłynąć
                  na korzyść córki. Gdyby byli osobiście obecni przy obietnicy matki, że
                  mieszkanie po babci zostanie przekazane córce.

                  Jest szansa ze

                  a/ babcie odwiedzali sasiedzi, znajomi, rodzina ktorym to babcia oznajmiala ze
                  wnuczka w zamian za opieke dostaje mieszkanie.

                  b/ podczas spotkan towarzysko sasiedzkich z matka byla poruszana kwestia opieki
                  wnuczki nad babcia i przy okazji bylo wspomniane ze wnuczka dostanie za opieke
                  mieszkanie.

                  jesli takie szanse istnieja, to wystarczy
                  , a wtedy istnieja rowniez na
                  swiadkow. na nic wiecej nie liczylam.

                  Minnie
    • tempeh-service to mieszkanie może być Twoje 14.03.10, 15:49
      jeśli mieszkanie babci było jej własnością możesz je normalnie
      odziedziczyć
      zstępni - dzieci i wnuki są w stosunku do spadkodawcy na tym samym
      poziomie pokrewieństwa, masz do dziedziczone mieszkania dokładnie
      takie samo prawo jak Twoja matka.
      zgłaszasz roszczenie do masy spadkowej i tyle (skonsultuj się z
      jakimś biurem prawnym wyjaśnią jak to zrobić)
      • dritte_dame Nie pisz bzdur... 14.03.10, 16:22
        tempeh-service napisał:

        > zstępni - dzieci i wnuki są w stosunku do spadkodawcy na tym samym poziomie pokrewieństwa

        Przeczytaj jeszcze raz co napisałeś.
        Wnuki są na tym samym poziomie pokrewieństwa co dzieci??


        > masz do dziedziczone mieszkania dokładnie
        > takie samo prawo jak Twoja matka.

        Autorka nie ma żadnego ustawowego prawa do dziedziczenia tego mieszkania dopóki żyje jej matka i dopóki matka nie odmówiła przyjęcia tego spadku.

        Wiem to dobrze bo sama w drodze ustwowej (i za właściwym postanowienem sądu) odziedziczyłam mieszkanie po rodzicach mając już własne dzieci.


        > zgłaszasz roszczenie do masy spadkowej i tyle

        A zgłosić można, ale nie "tyle" bo po takim zgłoszeniu to się sąd dopiero zastanowi czy i jakie orzec w tym przypadku odstępstwo od zasad dziedziczenia ustawowego.


        > (skonsultuj się z jakimś biurem prawnym

        A to nigdy nie zaszkodzi.
        • Gość: P.S.J. O Jezusicku, ty czytasz kodeks i nie grzmisz... IP: *.home.aster.pl 16.03.10, 16:40
          > Autorka nie ma żadnego ustawowego prawa do dziedziczenia tego mie
          > szkania dopóki żyje jej matka i dopóki matka nie odmówiła przyjęcia tego spadku

          prawda art. 931 par.1 i 2 kodeksu cywilnego.

          > > zgłaszasz roszczenie do masy spadkowej i tyle
          >
          > A zgłosić można, ale nie "tyle" bo po takim zgłoszeniu to się sąd dopiero zasta
          > nowi czy i jakie orzec w tym przypadku odstępstwo od zasad dziedziczenia ustawo
          > wego.

          prawda i nieprawda. Zgłosić można wszystko, papier cierpliwy jest. Sąd następnie (w braku testamentu) ustali w postanowieniu, iż spadek nabyła z mocy ustawy w całości matka (tj. de facto oddali zgłoszone roszczenie).

          Przepisy prawa nie przewidują "odstępstw od zasad dziedziczenia ustawowego", za wyjątkiem testamentów i stwierdzenia niegodności spadkobiercy (art. 928 k.c.)
          • dritte_dame Re: O Jezusicku, ty czytasz kodeks i nie grzmisz. 16.03.10, 17:27
            Gość portalu: P.S.J. napisał(a):

            > > > zgłaszasz roszczenie do masy spadkowej i tyle
            > >
            > > A zgłosić można, ale nie "tyle" bo po takim zgłoszeniu to się sąd dopiero
            > zasta
            > > nowi czy i jakie orzec w tym przypadku odstępstwo od zasad dziedziczenia
            > ustawo
            > > wego.
            >
            > prawda i nieprawda. Zgłosić można wszystko, papier cierpliwy jest. Sąd n
            > astępnie (w braku testamentu) ustali w postanowieniu, iż spadek nabyła z mocy u
            > stawy w całości matka (tj. de facto oddali zgłoszone roszczenie).
            >
            > Przepisy prawa nie przewidują [i]"odstępstw od zasad dziedziczenia ustawowego"[
            > /i], za wyjątkiem testamentów i stwierdzenia niegodności spadkobiercy (art. 928
            > k.c.)

            Ale sądy są też od tego żeby rozsądzać sprawy nieprzewidziane dokładnie w "przepisach prawa".

            Jeśli przed sądem znajdą się przekonujące go dowody podstępu i oszustwa to "się sąd dopiero zastanowi czy i jakie orzec w tym przypadku odstępstwo od zasad dziedziczenia ustawowego."
    • pocoo Re: oszukała mnie własna matka 16.03.10, 08:07
      ann-aki napisała:


      > Opiekowałam się babcią kosztem mojego życia osobistego i
      zawodowego.
      > Po 2ch operacjach miałam zajęcie prawie całą dobę, z myciem,
      > kremowaniem i zastrzykami - robiłam wszystko. Pranie sprzatanie,
      > gotowanie, karmienie, prasowanie. Lekarze i wizyty kontrolne.
      > Badania, wszystko na mojej głowie.

      Utrzymywałyście się obie z babcinej renty?
      Czy babcia nie widziała Twojego całkowitego poświęcenia i oddania a
      nagrodziła Twoją żyjącą beztrosko dobrze sytuowaną matkę?

      > Nie tego poświęconego czasu mi żal (w końcu to była moja babcia)
      ale
      > komu można ufać, jeżeli nie można ufać własnej matce?

      Dlaczego Tobie nie ufam? Ty wiesz...

      >
    • ann-aki Re: oszukała mnie własna matka 21.03.10, 19:57
      Byłam w tym tygodniu u prawnika i chcę jeszcze napisać, to czego się
      dowiedziałam:
      1. Ponieważ umawiałam się z matką a nie babcią, to mogę pozwać
      matkę.
      2. Musiałabym mieć 2ch świadków, że (uwaga: moja matka obiecała mi
      darowiznę - nie mam, lub, że moja matka miała się zrzec na mnie
      części spadku - to podobno dużo trudniejsze- świadków też nie mam)
      3. Mam świadków na okoliczność opieki i na okoliczność tego, że ja
      mówiłam, że matka mówiła - to niestety nie wystarczy)
      4. Prawnik powiedział jedno - dlaczego nie było testamentu lub umowy
      u notariusza? - do niedawna sądziłam, że takie rzeczy w rodzinie są
      niepotrzebne.
      5. Jestem wymeldowana od matki - nie mieszkałam, zostałam
      wymeldowana.Nigdzie nie jestem zameldowana.
      6.Moja matka zmieniła zamki w mieszkaniu babaci i zamierza je
      wynajmować. Nie zamierza mi oddać moich rzeczy, które tam jeszcze
      były - twierdzi, że tam nie ma moich rzeczy, a jeżeli były to już je
      wyrzuciła. Mogę z tą sprawą iść do sądu.
      7. Matka jest na mnie obrażona, że drążę temat i nie chcę go
      zostawić, co oznacza,że jestem niewdzięczna. Jestem złym dzieckiem.
      Jestem taka podła jak mój ojciec itp.
      9. Byłam u psychologa i pewnie będę do niego chodzić - to mi trochę
      pomaga.

      Prawnik powiedział, że takie sprawy mogą trwać po kilkanaście lat i
      kosztować tyle co mieszkanie.
      • angelfree Re: oszukała mnie własna matka 21.03.10, 20:35
        Strasznie przykre.

        Nie wiem, co Ci napisać.
        • minniemouse Re: oszukała mnie własna matka 21.03.10, 22:01
          No, mi tez.

          Jezeli rzeczywscie w zaden sposob nie mozesz znalezc dwoch swiadkow ktorzy sa w stanie potwierdzic ze babcia lub mama mowily w ich obecnosci - nie tylko do nich ale w ich obecnosci - ze za opieke nad babcia dostaniesz mieszkanie, to faktycznie sprawa przegrana.
          jestes pewna ze nie ma takich osob? jakby nie bylo, opiekowalas sie babcia dlugo.

          a jeżeli były to już je
          wyrzuciła. Mogę z tą sprawą iść do sądu.


          absolutnie. nie wolno wyrzucac czyis rzeczy ot tak sobie.
          nalezy wlasciciela uprzedzic ze ma tyle a tyle czasu na ich odebranie. i ten czas musi byc rozsadny, co najmniej miesiac dwa.
          i dopiero wtedy mozna sie ich legalnie pozbyc.
          w takim ukladzie mozesz sie domagac rownowartosci finansowej za zaginiete rzeczy.
          ja bym sie domagala. matka powinna dostac nauczke ze jest prawo ktore cos znaczy, ja tez zobowiazuje i nie moze sobie robic co chce nawet w stosunku do wlasnej corki, a zwlaszcza w stosunku do corki. nie zrazaj sie ze to moze trwac latami. nie szkodzi.
          masz czas.


          Jest mi ciebie strasznie szkoda. wiedz ze zachowanie matki jest niezwykle egoistyczne, materialistyczne i po prostu wredne.
          korzystaj z terapii bo to przeszlas i przechodzisz to jest wielki szok i nielatwo ci bedzie sie z tego pozbierac.
          trzymaj sie.

          Minnie
      • minniemouse Re: oszukała mnie własna matka 21.03.10, 22:11
        3. Mam świadków na okoliczność opieki i na okoliczność tego, że ja
        mówiłam, że matka mówiła - to niestety nie wystarczy)


        o przepraszam, teraz doczytalam

        ze ty mowilas to oczywste ze sie nie liczy. ale dlaczego swiadkowie ze mowila
        matka sie nie licza? to jest interesujace. swiadkowie jakby nie bylo zeznaja
        pod przysiega,
        nie jestem taka naiwna zeby nie wiedziec ze jest cos takiego jak przekupienie
        swiadka i krzywoprzysiestwo.

        ale tu jest szczegolna sytuacja - nie chce powiedzic ze nikt przy zdrowych
        zmyslach nie opiekowalby sie wlasna babcia przez 10 lat z wlasnej woli,
        ale come on.
        Mloda dziewczyna poswieca sie za "dziekuje"????
        no nie.
        jest oczywiste ze na koncu, oprocz poczucia spelnionego obowiazku i
        przyjmnosci opiekowania sie babcia mialas miec z tego jakis zysk. ( w tym nie ma
        nic zlego).
        Inaczej moze nie wyrazilabys zgody na zamieszkanie u babci a najwyzej na
        dzielenie sie obowiazkami nad nia z kims.

        prawnik powinien to wiedziec. i w tym kontekscie uwazam ze tacy swiadkowie
        powinni byc wiarygodni.

        Minnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka