Dodaj do ulubionych

Warto rozmawiać

22.06.10, 09:21
O Big Cycu :D
Obserwuj wątek
    • twardycukierek Re: Warto rozmawiać 22.06.10, 10:09
      Leżę pod politbiurkiem!!!


      Aaaaaaaaaaaaaaaa!

      :DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD

      [img]https://www.southdacola.com/blog/wp-content/uploads/2008/12/ca08_al_bundy.jpg[/img]
      • drzejms-buond Re: Warto rozmawiać 22.06.10, 10:19
        a warto śpiewać?
        • drzejms-buond Re: Warto rozmawiać 22.06.10, 10:28
          wysłuchałem , więc sobie odpowiadam
          -WARTO!
          fajny kawałek.

          To przez tego dziada i Farfała przestałem oglądać TVP!
          Mija już kolejny rok bez ekranu ale jakoś nie tęsknię.
          • lupus76 Re: Warto rozmawiać 22.06.10, 10:35
            Robi sięlepiej. Kabaret Olgi Lipińskiej wrócił, znika tępa
            publicystyka. Są pierwsze jutrzenki normalności.
            • scorro Re: Warto rozmawiać 22.06.10, 12:09
              Jutrzenkę normalności to ja widzę jedynie w Broadcast Yourself. ;D
            • osv Re: Warto rozmawiać 22.06.10, 13:17
              Robespierre siada glebiej w fotelu, sztywno, wyprostowany.
              Zaklada noge na noge.
              Danton, naprzeciwko, stoi za fotelem, patrzy na Robespierre`a, poczym
              podchodzi do stolu, nonszalancko rozsiada sie w fotelu, z przesada,
              ostentacyjnie, zaklada noge na noge.
              Przez chwile patrza sobie w oczy.
              Danton pierwszy przerywa milczenie, pochyla sie do przodu, prostacko
              opiera lokcie na stole.

              DANTON (nerwowo, nachalnie, obcesowo )
              - "Robespierre, po co mnie pan wzywal?"

              Robespierre pochyla sie do przodu, zdejmuje noge z kolana, kladzie
              rece na poreczach fotela, patrzy na Dantona z powaga.

              ROBESPIERRE (rzeczowo,spokojnie)
              - "Ooo, tak, to lubie. (dobitnie )
              DANTON, manewry panskie paralizuja rzad.(robi pauze)
              Otoz z pewnych wzgledow, wolimy zachowac pana, niz ...usunac.
              Jesli sie pan wyprze swej kontrrewolucyjnej opozycji i nastawi
              katarynke Desmoulinsa na nowa melodie...
              (zawiesza glos)...gwarantujemy panu bezpieczenstwo, a nawet
              przychylnosc opinii. Mysle, ze pan skorzysta z tej niespodzianej
              korzystnej koniunktury."

              Danton czerwienieje z wscieklosci, zrywa sie gwaltownie, opierajac
              rece o stol. Ryczy Robespierre`owi w twarz.

              DANTON (pelen oburzenia)
              - "Robespierre!!! Pan sie zapomina!!!
              (z falszywym patosem, dumnie, zadzierajac do gory glowe )
              Stawialem... i bede stawial opor Komitetom do ostaniej kropli krwi!
              DOBRO NARODU... jest mi jedynym prawem.
              (cynicznie, patrzac na Robespierre´a, ze zlosliwym usmiechem )
              - "Oto moja odpowiedz, na panskie obelgi."

              Robespierre nie daje sie poniesc tej falszywej egzaltacji, ignoruje
              jego arogancje. Jest opanowany, nadal patrzy mu w oczy ze spokojem,
              bez sympatii, zimno.

              ROBESPIERRE (nie zmieniajac pozycji, chlodno, dobitnie)
              - "Danton, prosze bez frazesow. Ja pana znam."

              Danton, nieco speszony, z trudem usiluje ukryc zaniepokojenie.
              Na moment mruzy oczy, jakby obawial sie, ze spojrzenie moze go
              zdradzic.

              DANTON ((nie patrzac na Robespierre`a zaczepnie )
              - "Co to ma znaczyc?"

              Robespierre siedzi bez ruchu, jak posag.
              Wyrzuca z siebie oskarzenia, patrzac na przeciwnika z odrobina
              pogardy.

              ROBESPPIERRE (ze spokojem, dobitnie )
              - " To znaczy, zem pana... ZROZUMIAL.
              Pozno wprawdzie, bo dopiero tej jesieni...ale teraz juz znam
              pochodzenie panskiego majatku. Panska dyplomacja z wrogiem...
              o zycie krola, o korone, o pokoj...tego bilansu juz nic nie
              pogorszy."

              Danton usiluje zlekcewazyc oskarzenia, rozwala sie w fotelu
              nonszalacko, rozklada nogi szeroko, sztucznym smiechem pokrywa
              zdenerwowanie.

              DANTON( smieje sie nienaturalnie)
              - "Maxime, kto w pana wmowil te brednie? "

              ROBESPIERRE (kontynuuje, nie zmieniajac intonacji glosu ani pozycji,
              ironicznie)
              - " A zatem, widzi pan, ze "dobro narodu", brzmi w panskich ustach
              troche niesmacznie,(rzeczowo)...ale z pewnych powodow gotow jestem
              zapewnic panu bezkarnosc, jesli (zawiesza glos, dobitnie)
              stanie pan po stronie rzadu, (ostrzegawczo, z wyzszoscia)
              ...tylko, to juz nie bedzie intryga o dwu lub trzech obliczach...
              ..."PRZYJACIELU".


              Danton przemilcza oskarzenia i propozycje Robespierre`a.
              Zmienia temat rozmowy, usiluje zdobyc jego przychylnosc.
              Pochyla sie do przodu, opiera kanty dloni na krawedzi stolu,
              unosi rece, gestykuluje.

              DANTON (z udawana powaga)
              - "Mowmy po ludzku.(glosno) Robespierre!!! TAK JEST!!!
              Ma pan nade mna przewage (wskazujacy palec prawej dloni kieruje w
              strone Robespierre`a, groznie, ostrzegawczo )
              ...ale ostrzegam - rzadowi, slawetnym Komitetom i Konwencji...
              (z gniewem) ...nie poddalbym sie, nawet gdybym BYL pokonany."
              Zapada sie w fotelu, mowi z pycha i zarozumialstwem.
              " Przed nizszymi od siebie, nie uchyle czola!!!"


              ROBESPIERRE(skupiony, nie zdradza swoich odczuc, ze zdumieniem w
              glosie)
              - "Rzad - nizszy od pana?!"

              DANTON(nie patrzy na Robespierre´a, robi nieokreslony ruch reka,
              z wyzszoscia i poblazliwa ironia )
              - "Jak kazdy tlum od WYBITNEJ jednostki."
              Gwaltownie pochyla sie w strone Robespierre`a, syczy z pogarda ,
              wsciekle )
              - "Nie upokorze sie przed tym motlochem!!! Oskarzy mnie pan..."
              (cofa sie do tylu, zapada glebiej w fotel, mowi z pewnoscia siebie,
              rozklada rece gestem przyzwolenia)...PROSZE BARDZO !
              (dobitnie) - "Dowodow pan miec nie moze!"

              Przerywa, po chwili zaczyna patetycznie, patrzy Robespierreòwi w
              oczy, z powaga.
              - "Robespierre !- pogadajmy bez frazesow!"

              Wstaje, bierze butelke do reki, rozlewa wino do dwoch kielichow.
              Chwila absolutnej ciszy.

              DANTON:
              - "Prosze...jesli pan sie trucizny nie boi..."

              Robespierre bierze kielich do reki, wypija lyk, eleganckim ruchem
              odstawia go na stol, opiera glowe na na prawej rece,
              lokiec na poreczy fotela, z wyrazem skupienia na twarzy, czeka.
              Danton podekscytowany kontynuuje.

              DANTON:
              - " TAK, ...GARDZE WASZYM RZADEM! (dobitnie )...gardze nim tak, jak
              pan nim gardzi!"
              (zapala sie, gestykuluje)- "Szeroki krag naszej pogardy, przyjacielu
              obejmuje cala Konwencje i OBA KOMITETY!!!"
              (pauza, zawiesza glos, siada, patrzy przebiegle na Robespierre`a
              spod przymruzonych powiek)
              - " ...ale obaj czynimy wyjatek ...i to dla tego samego czlowieka.
              (z satysfakcja, ironicznie )
              - "Pan przeciez WIE... o kogo chodzi."
              (pauza, gwaltownie, z egzaltacja)
              - "Podziwiam pana! ...bo pan jeden wiekszy ode mnie!!!"
              (wykrzykuje)
              - " KTO sobie zdolal zbudowac z rzadu posluszny instrument?! KTO!?"



              ROBESPIERRE(zniecierpliwiony, przerywa mu dosc ostro, zaciska dlonie
              na poreczy fotela)
              - "Dosc tego, Danton! Dokad pan zmierza?"


              DANTON(opiera lokcie na stole, pochyla sie w strone Robespierre`a,
              podekscytowany, gestykuluje)
              - "DO ZGODY !!!...Maxime!...
              ( pochyla sie jeszcze bardziej do przodu)
              - "... widzisz ..."


              Robespierre blyskawicznie przywraca go do rzeczywistosci, dajac do
              zrozumienia, ze o zadnej poufalosci nie moze byc tu mowy.

              ROBESPIERRE (chlodno, z wyzszoscia, patrzac Dantonowi w oczy)
              - " Przepraszam, jestesmy sobie obcy."

              Zmieszany Danton zastyga nad stolem z niepewnym wyrazem twarzy.
              Po chwili cofa sie, siada glebiej w fotelu. Z obrazona mina, zaklada
              noge na noge.

              DANTON (ironicznie )
              - "A wiec, ...widzi PAN. (pauza)...ponad glowami pospolstwa, wewnatrz
              i zewnatrz Tuileries (z zarozumialstwem) gotow jestem zlozyc panu
              hold lennika, jako jedynemu, wyzszemu od siebie czlowiekowi na
              swiecie. (wyniosle)...jesli pan sie na to zgodzi, sadze, ze sie
              porozumiemy."


              ROBESPIERRE (spokojnie, rzeczowo, stanowczo)
              - "Niech bedzie, to kwestia formy.
              (z naciskiem) WARUNKI juz wymienilem."

              DANTON(zrywa sie do przodu, wyprowadzony z rownowagi, ryczy wsciekle
              - "Popierajac panska akcje w jej obecnym kierunku, przyspieszylbym
              tylko panska zgube! Panska polityka to polityka WSPANIALEGO OBLEDU!
              (z oburzeniem, patetycznie)
              - "ROBESPIERRE! PAN IZOLUJE REWOLUCJE!!!
              Panskie nieludzkie wymagania odstraszaja stopniowo najzapalenszych!
              Na panskich szczytach - nie mozna oddychac!"


              Danton opanowuje sie troche, mowi nieco wolníej, ciszej, z perswazja.

              "Albo terror, Maxime...(macha lekcewazaco reka)...nie chodzi o te
              baranie glowy...(z przejeciem, oburzony)...ale pan tepi korupcje i
              zlodziejstwo!( z przekonaniem ) ...a to naturalne POTRZEBY bez
              ktorych panstwo ginie!!!
              (z troska w glosie) "Pan wie, co pan zmiazdzy tym terrorem?
              Przemysl i handel! (ponuro)Sprowadzi pan BANKRUCTWO!!!"


              ROBESPIERRE (chlodno)" Taak, ciekawe..."
              DANTON (wybucha gwaltownie, ryczy, perswaduje)
              - "Oprzec sie na pospolstwie, to ryzyko straszne!"
              "Buty pana liza, dopoki pan stoi twardo jak glaz!
              (groznie, ostrzegawczo) ...ale niech sie pan zachwieje...
              TRZODA ROZSZARPIE PANA!!!

              (pochyla sie do przodu nad stolem, z twarza wykrzywiona grymasem
              okrucienstwa, jakby chcial przestraszyc Robespierre`a ta
              koszmarna wizja, zachlystuje sie wlasnymi slowami, kontynuuje)

              - " UBABRZE SIE PO OCZY W PANSKIEJ KRWI
              • osv Re: Warto rozmawiać 22.06.10, 13:23

                ROBESPIERRE (spokojnie)
                - "Czyli, ze nasz program -to absurd?"

                DANTON (potakuje glowa z przekonaniem, dobitnie)
                - " SPODZIEWAM SIE !!! (z najwyzsza ironia, szyderczo)
                - "LUD !!!"
                (Danton przez moment trzyma kielich wina w prawej rece,
                mowi do siebie, szczerze ubawiony )
                - "DUSZA LUDU !!!"
                (Odstawia gwaltownie kielich, pochyla sie do
                przodu nad stolem, mowi szybko, jest wzburzony, patrzy
                Robespierre`owi w oczy)
                - "PAN, ktory na niej gra jak na organach, pan ja zna lepiej ode
                mnie "...
                (jeszcze bardziej pochyla sie do przodu, opiera dlonie na stole,
                ryczy Robespierre`owi w twarz, z pogarda, groznie, ostrzegawczo )...

                - "TO PROZNIA... HUCZACA !!!"

                Danton zadowolony ze swojej tyrady, nonszalancko zapada sie w fotel.
                Robespierre patrzy na niego w skupieniu, jego twarz jest
                nieprzenikniona.

                Po chwili Danton znowu pochyla sie nad stolem, po prostacku opiera
                lokiec prawej reki na stole, gestykuluje, wyliczajac
                Robespierre`owina palcach wartosciowe jednostki)
                ... "Ilu jest LUDZI? Dwuch ...trzech...na tysiac!!!
                (gwaltownie, z pogarda )... " A reszta?... TO MATERIAL... TANI I
                TANDETNY ! " (ryczy, z obrzydzeniem)... ! AZ MDLO !!!"


                Zapada sie w fotel, po chwili, do siebie, ironicznie)
                ... "KRZYWDY LUDU !! " (z politowaniem)
                - "Robespierre!, gdyby wieczna harowka w najplugawszej nedzy nie byla
                wlasciwym zywiolem pospolstwa "...
                ( ryczy Robespierre`owi w twarz, pochylajac sie do przodu )...
                ... " toz by wyzdychalo (z obrzydzeniem)...zamiast sie mnozyc
                gorzej od robactwa !!!"

                Danton, nie czestujac Robespierre`a , dolewa sobie wina, wypija
                zachlannie, dolewa znowu, mowi, trzymajac butelke w jednej recea
                kielich w drugiej, z ironia, szyderczo )
                ... " WOLNOSC im pan chce dac, dobrobyt, spokoj..."
                ( pochyla sie gwaltownie do przodu, ryczy z msciwa stysfakcja )

                - "A podusza sie, jak ryby na piasku !!! ".........

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka