sibeliuss
14.07.13, 18:20
Nagłe zainteresowania bezdzietnymi ciociami, chęć umilenia im starości, angażowanie się w ich sprawy, kiedyś to była troska, dziś to się nazywa zaradność i inwestowanie w przyszłość. Rozmawiam z panią Sabinką, znajomą z cmentarza, którą jak bluszcz zaczęła otaczać bratanica, matka czwórki dzieci. Od niedawna stara się być bardzo pomocna, gotowa jest nawet Sabinę podwozić w niedzielę autem na cmentarz. Dyskredytuje przy tym daleką krewną, która od śmierci sabinowego męża ma z nią stary, nienachalny kontakt. Zwierza mi się kobieta i pyta o radę, co ma zrobić, bo bratanica gotowa jest zafundować cioci nowe okna. No tak, najstarszy syn ma 19 lat :> Mówię, Pani Sabino, niech Pani powie, że ponieważ mieszkanie jest zapisane w testamencie komuś innemu (nie mówić komu) to wolałaby Pani nie dostawać takiego prezentu. Zwierzanie było jakiś czas temu, pytam dziś czy powiedziała bratanicy o testamencie. Powiedziała i podobno bratanica nie za bardzo trafiała łyżeczką z cukrem do filiżanki i jak wychodziła to nie pozmywała naczyń, co robiła od pewnego czasu, bo nagle zaczęła się spieszyć. Pytam - a jak z dzwonieniem. No wróciło do dawnego rytmu, czyli od tej rozmowy zadzwoniła dwa razy, a nie dwadzieścia.