Dodaj do ulubionych

mieszkać z rodzicami

IP: 81.168.209.* 27.10.04, 11:20
Po 6 latach nieobecności musiałam wrócić mieszkać do rodziców. Dla mnie to
tragedia. Jestem tu już pół roku i wszystko wygląda tak jakbym dalej miała 16
lat (teraz mam 29). Jest tak: w domu rządzi matka. Każdy jest jej
podporządkowany i nie ukrywam że dlatego zwiałam 6 lat temu. Obecnie nie mogę
mieć swojego zdania, tłumaczę się gdzie wychodzę i dlaczego, czepia się o
błahe rzeczy, wynajduje tysiące problemów. Słowem: jej zdanie jest ostatnie i
jej prawda jest ostateczna i objawiona. Doszło do tego że ukratkiem sonduję w
jakim jest humorze i dostosowuję się jak plastelina! Nie byłoby problemu
gdybym miała pracę. No, nawiasem mówiąc, gdybym miała pracę to nie
mieszkałabym z nią! Szanse na znalezienie zajęcia w tym przeklętym mieście są
znikome.
Piszę dlatego żeby się wyżalić bo jestem w jakiejś dziwnej pętli. Jestem
wykończona psychicznie, schudłam z 5 kilo, nie mogę jeść tylko ciągle palę.
Obserwuj wątek
    • snajper55 Re: mieszkać z rodzicami 27.10.04, 12:02
      Gość portalu: agnieszka napisał(a):

      > Po 6 latach nieobecności musiałam wrócić mieszkać do rodziców. Dla mnie to
      > tragedia. Jestem tu już pół roku i wszystko wygląda tak jakbym dalej miała 16
      > lat (teraz mam 29). Jest tak: w domu rządzi matka.

      A kto ma rządzić ? To jest jej (ich) dom, który zdobyli i urządzili dzięki
      swojej pracy. Utrzymują Cię za swoje pieniądze (wszak nie pracujesz, więc i nie
      zarabiasz), tak jak utrzymywali Cię przez wiele lat poprzednich. I Ty chcesz
      być dla nich równym partnerem w decydowaniu ? Chcesz współdecydować ? Dziecko,
      najpierw dorośnij.

      S.
      • behemot.to.kot Re: mieszkać z rodzicami 27.10.04, 13:44
        snajper55 napisał:

        > A kto ma rządzić ? To jest jej (ich) dom, który zdobyli i urządzili dzięki
        > swojej pracy. Utrzymują Cię za swoje pieniądze (wszak nie pracujesz, więc i
        nie
        >
        > zarabiasz), tak jak utrzymywali Cię przez wiele lat poprzednich. I Ty chcesz
        > być dla nich równym partnerem w decydowaniu ? Chcesz współdecydować ?
        Dziecko,
        > najpierw dorośnij.
        >
        > S.

        a dlaczego ktokolwiek ma rządzić?
        czy to, że rodzice utrzymywali/ują własne dziecko ma im gwarantować możliwość
        rządzenia?
        dla mnie niedojrzali są raczej rodzice, którzy chcą "rządzić" swoim 29-letnim
        dzieckiem, nawet jeżeli mieszka w "ICH" domu.

        Życzę szybkiego znalezienia pracy i usamodzielnienia.
        pzdr
      • pia.ed Re: mieszkać z rodzicami 27.10.04, 13:58
        Snajper, przyznaje Ci racje. Moj syn wyprowadzil sie pare lat temu, ma inne
        zwyczaje niz te ktore panuja u mnie. Nie rozumiem dlaczego to ja mam sie
        dostosowac do niego?
        Mieszka blisko i kiedy przychodzi, to na moich warunkach.
        Jedyne co mnie kosztuje to jedzenie.

        Gdybym miala go calkowicie utrzymywac, to to oczywiscie ze byloby jeszcze
        bardziej na moich warunkach.

        Nie rozumiem autorki listu, ze wrocila do miasteczka gdzie trudno o prace!
        Czy nie mogla dojsc do porozumienia z rodzicami aby jej pomogli w placeniu
        pokoju sublokatorskiego tam gdzie kiedys mieszkala, mozna dzielic z
        kolezanka, i nie byloby powodu do konfliktow.
        • snajper55 Re: mieszkać z rodzicami 27.10.04, 14:21
          pia.ed napisała:

          > Snajper, przyznaje Ci racje. Moj syn wyprowadzil sie pare lat temu, ma inne
          > zwyczaje niz te ktore panuja u mnie. Nie rozumiem dlaczego to ja mam sie
          > dostosowac do niego?
          > Mieszka blisko i kiedy przychodzi, to na moich warunkach.
          > Jedyne co mnie kosztuje to jedzenie.
          >
          > Gdybym miala go calkowicie utrzymywac, to to oczywiscie ze byloby jeszcze
          > bardziej na moich warunkach.
          >
          > Nie rozumiem autorki listu, ze wrocila do miasteczka gdzie trudno o prace!
          > Czy nie mogla dojsc do porozumienia z rodzicami aby jej pomogli w placeniu
          > pokoju sublokatorskiego tam gdzie kiedys mieszkala, mozna dzielic z
          > kolezanka, i nie byloby powodu do konfliktow.

          A kto by jej gotował ? Kto by jej sprzątał i robił zakupy ? ;))

          S.
          • behemot.to.kot Re: mieszkać z rodzicami 27.10.04, 16:02
            snajper55 napisał:

            > A kto by jej gotował ? Kto by jej sprzątał i robił zakupy ? ;))
            >
            > S.

            dlaczego obrażasz założycielkę wątku? na podstawie czego sądzisz, że ona żyje
            jak pasożyt i wykorzystuje rodziców? czy gdzieś tu wyczytałeś, że ona chce
            rozwalić dom rodzicom albo w nim rządzić?
            oprócz rządzenia i podporządkowania może być jeszcze normalne współżycie
            przecież. dlaczego zaraz popadać w skrajności?
    • Gość: abc Re: mieszkać z rodzicami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.04, 12:54
      to ja jestem dokładnie w odwrotnej sytuacji czyli mam mieszkanie a jakoś nie
      mogę zebrać się i wyprowadzić od rodziców. I jestem pewna że to jest prawdziwy
      obraz niedojrzałości emocjonalnej... a S. zarzucając Tobie że nie dorosłaś nie
      ma najmniejszej racji. Pozdrawiam Ciebie! Bądź bardzo dzielna!!!
    • Gość: kaska Re: mieszkać z rodzicami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.04, 14:20
      jestem w identycznej sytuacji, tyle ze troszke mlodsza, studia i rok po
      studiach spedzilam poza domem (tylko odwiedziny weekendowe),czyli tez 6 lat, no
      i stracilam prace i musialam wrocic do rodzicow, do malutenkiego miasteczka.
      Szczerze im jestem wdzieczna, to wielki komfort, ze ma sie gdzie pojsc gdy ma
      sie problem, ale do tego zmusza zycie. To nie nasz wybor, ze wracamy do
      rodzicow, chcemy samodzielnosci a mimo prob sie nie udaje.
      To jest niby zrozumiale ze to dom rodzicow i ich warunki, ale bycie
      kontrolowanym w tym wieku to niezbyt przyjemne uczucie.
      Rozumiem Cie doskonale, ja robie wszytsko by znalzec prace w innym miescie i
      sie wyprowadzic - mysle ze wtedy relacje bylyby zdrowsze. Ale rodzicom moim to
      sie podoba, ze z nimi mieszkam, ze maja dziecko w domu....mnie mniej.
      Pozdrawiam
      • snajper55 Re: mieszkać z rodzicami 27.10.04, 14:29
        Gość portalu: kaska napisał(a):

        > jestem w identycznej sytuacji, tyle ze troszke mlodsza, studia i rok po
        > studiach spedzilam poza domem (tylko odwiedziny weekendowe),czyli tez 6 lat,no
        > i stracilam prace i musialam wrocic do rodzicow, do malutenkiego miasteczka.
        > Szczerze im jestem wdzieczna,

        Ha, i tu jest ta różnica. Wdzięczność, zamiast buntu i chęci decydowania.

        > to wielki komfort, ze ma sie gdzie pojsc gdy ma
        > sie problem, ale do tego zmusza zycie. To nie nasz wybor, ze wracamy do
        > rodzicow, chcemy samodzielnosci a mimo prob sie nie udaje.

        Niestety, czasem jesteśmy do tego zmuszeni. Sam też jakiś czas mieszkałem z
        teściową, jakiś czas mieszkaliśmy z moją matką, ale zwykle staraliśmy się coś
        wynająć. Ale gdy już się mieszka u kogoś trzeba to docenić i być wdzięcznym za
        tę możliwość, a nie łapać się ni z gruszki, ni z pietruszki za współrządzenie.

        > To jest niby zrozumiale ze to dom rodzicow i ich warunki, ale bycie
        > kontrolowanym w tym wieku to niezbyt przyjemne uczucie.

        Dla rodziców zawsze jesteśmy dziećmi. :))

        S.
    • odett Re: mieszkać z rodzicami 27.10.04, 16:00
      tak Was wszystkich czytam i sie zastanwaiam. bo kazdy, jesli niecalkowita, to
      ma w gruncie rzeczy choc troche racji - trzeba dostosowac sie do warunkow
      stawianych przez osoby, u ktorych sie mieszka. ale czy nie zauwazyliscie, ze
      autorka watku, wyprowadzila sie, a wlasciwie uciekla z rodzinnego domu, bo nie
      mogla sie dogadac ze swoja mama? autorka watku wyraznie napisala 'musialam', a
      nie, ze poprostu zamieszkala znowu z rodzicami. bo zycie dalo jej kopa.
      odnioslam wrazenie, ze matka autorki to tyran i despota w spodnicy. moze sie
      myle, ale mam takie wrazenie. 'kazdy jest jej (matce) podpozadkowany'. czuc tu
      tryranie. trzeba robic, tak jak matka chce, koniec kropka. i to nie chodzi
      tylko o agnieszke, ale reszte rodziny, a jej chyba jest najtrudniej, bo
      nauczyla sie zyc na wlasny rachune, rzadzic sama soba i niemiec nad soba nikogo.

      chyba kazdemu, kto choc na pewien dluzszy czas wyprowadzil sie od rodzicow i
      sie usamodzielnil, ciezko jest wrocic do domu i zyc znowu z rodzicami. z
      roznych powodow. i nie tylko dlatego, ze trzeba dostosowac sie do warunkow
      staiwanych przez rodzicow. ja np. nie umialabym zamieszkac ze swoja mama
      ponownie, bo nauczylam dbac o siebie sama, nie tlumaczyc sie z kazdego wyjscia
      i powrotu i nie zawracac sobie glowy tym, ze tam w domu jest mama, ktora sie o
      mnie niepokoi, i wreszcie moge robic co chce nikogo nie pytajac o zdanie. moja
      kuzynka, ktora po 6 czy 7 latach samodzielnego zycia wrocila do rodzinego
      miasteczka, tez ubolewala nad tym, ze bedzie musiala mieszkac z rodzicami, bo
      ma zbyt troskliwa mame.
      • Gość: agnieszka Re: mieszkać z rodzicami IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 27.10.04, 16:36
        Bardzo ci dziękuję snajper za pocieszenie! :)
        Reszcie dziękuję serdeczniej :))
        Reszta rodziny nie zna innego życia: tata przystosował się i dziwię się że
        jeszcze jej nie zabił; a mój brat nie ma pojęcia że może być inaczej.
        Ja się nie buntuję i nie rwę się do rządzenia. Świadoma byłam że to JEJ
        TERYTORIUM wprowadzając się ponownie więc nie ingerowałąm i nie szarogęsię się.
        Lecz to że siedzę cicho też jest złe bo matka twierdzi że niczym się nie
        interesuję. Nie jest prosto ją zadowolić.
        Nie wytrzymam dłużej. Wyprostowałam większość swoich spraw, z innymi zejdzie mi
        do konca miesiąca i wyjeżdżam na spotkanie ze św. Piotrem.
        • Gość: Halina Wyjezdzam...?.... IP: *.ip-pluggen.com 27.10.04, 17:00
          Gdybys rzeczywiscie wybierala sie na spotkanie ze sw.Piotrem, to bys nie
          czyscila i wyprostowywala! Mialabys wszystko w nosie, mianowicie...
          Ty wyraznie dajesz do zrozumienia otoczeniu, ze chcesz aby nie pozwolili Ci
          wyjechac, a to dobry objaw.
        • alchemilla Re: mieszkać z rodzicami 27.10.04, 17:44
          Przed matką z tym św. Piotrem wyjedź, nie tutaj. I nie wczuwaj się za bardzo.
          Albo na depresji. Snajper, może psycholog nie jest od bab ale jakby chciał
          dołożyć to naprawdę mógłby dokopać. Może nie przemyślał wszystkiego, nie ma tak
          na co dzień. Poza tym, pisząc na forum trzeba się liczyć z różnymi. Czasem
          chamstwo, czasem fajni i rozsądni ludzie.
          Ja cię rozumiem i może ci to dobrze zrobi ale takie teksty i groźby, co to ma
          być? Wrażliwy człowiek jestem, mam cię znad przepaści ściągać, nie spać w
          nocy... Odreaguj jakoś, wytłucz coś, upij się i zacznij przygotowywać jakiś
          paln ucieczki. 3maj się
        • evamari Re: mieszkać z rodzicami 27.10.04, 18:29
          ej Agniecha, przeciez tak nie myslisz, wiec tak nie mow! OK??:) Glowka do gory.
          Jestem w podobnej sytuacji. Wiem, ze jest ciezko, ja sama jestem niekiedy na
          krawedzi zalamania..moja mama moze nie ustawia wszystkich po katach, ale jest
          nadopiekuncza, placzliwa itd. Oczywiscie w imie mojego dobra i szczescia
          rodzice wtracaja sie praktycznie we wszystko....od towarzystwa, chlopaka (o to
          byly max awantury) po kolor spinki we wlosach (serio!).Moi rodzice sie ciesza
          wrecz, ze mi sie noga podwinela i wrocilam pod ich skrzydla. Nie mialam wyboru,
          zamieszkalam z nimi, i powtorze-to wielki komfort mimo wszystko, ze wiesz, ze
          jak Ci cos nie wyjdzie to nie musisz spac na ulicy, tylko masz gdzie isc. FAkt,
          to przykre, kiedy trzeba przyznac, ze sie ponioslo porazke i jeszcze
          uslyszec "A nie mowilismy??". A Ty Agnieszko, regeneruj sily i probuj znowu,
          moze znowu wrocisz, kto wie, ale trzeba probowac. W koncu musi sie udac.
          Ja probuje i wiem, ze to sytuacja tylko tymaczasowa, a rodzicom juz przestalam
          to tlumaczyc. Oni kombuja jak mnie zachowac na wiecznosc:) Nie ma co wszczynac
          pustych kłotni, ktore nikomu nie pomagaja. To sa nasi rodzice, kochaja nas i
          chca dobrze, robia to wedle wlasnych pomyslow, ktorych my nie zawsze
          akceptujemy i sie z tego cieszymy, ale mysle ze mieszkanie osobno uzdrawia te
          relacje.
          Tak wiec glowa do gory, uwagi puszczaj mimo uszu, wiesz, czego chcesz:ZMIANY!!
          Wiec choc to wymaga czasu to nie ma co sie zalamywac.
          Trzymaj sie cieplo
    • alchemilla Re: mieszkać z rodzicami 27.10.04, 17:27
      Wyrazy współczucia. Szczere.
      Bywa różnie, różne dzieci, rodzice, oczekiwania wobec życia.
      Gdybym miała mieszkać z rodzicami czy teściami to..., nawet wyobrażać sobie nie
      chcę bo mi psycha siądzie na samą myśl.
      Moich rodziców mam szczęśliwie daleko, ale czasem sam telefon wystarczy by mnie
      zdołować, do wszystkiego się wtrącają: że dywany mam białe bo się brudzą (no to
      co, czyszczę, śliczne są), że sofa a nie rozkładana wersalka, że wielkie łóżko
      w sypialni a nie składana wersalka znowu, że klucz na wakacje zostawiam komu
      popadnie (i nie okradli mnie, ich tak chociaż mają same tytany w drzwiach), że
      wakacje za granicą - po co, lepiej w domku posiedzieć i na coś odłożyć. Że mam
      kota nie powiedziałam - chyba by ich zabiło: brud, zaraza i zaraz umrę. Że
      żyjemy bez ślubu - źle bo mnie zostawi, że wzięliśmy ślub, też źle bo
      powinniśmy inaczej wszystko zorganizować (wzięliśmy w Paryżu). Trucizna. Ze
      wszystkim się pilnuję, a i tak mi się wymsknie i potem mają używkę. Paranoja. I
      co, mam im dogadzać i żyć pod nich? Ma pytać o kolor dywanów bo mają większe
      doświadczenie życiowe i winna jestem im szacunek. Ja stara baba już jestem.
      Przyznaję, dali mi pewien kapitał, są czasem wyjątkowi i przypadkiem potrafią
      dać mi tyle energii w czasie krótkiej rozmowy, wychodzi z nich zdecydowanie i
      rozsądek ale w większości to smutne rozmowy, które kończą się awanturą i mam
      niesmak przez pół roku. A ja bym chciała czasem tak po prostu posiedzieć sobie
      u nich w kuchni, pożartować... A życie mija. Szkoda. Nie da się normalnie
      porozmawiać - jak zaimpregnowani. Zatyka ich jeden tekst: a babcia też się tak
      we wszystko wtrącała? Na krótko.
      Teściowie spoko, teściowa rozumie więcej niż się wydaje, dobrze się z nią
      rozmawia, ale zginęłabym mieszkając razem, jest tak słodka... Brat męża mieszka
      z nimi, mają niby osobne piętra, kuchnie, ale jak słyszę jak się meldują "to
      idziemy do kościółka", jak teściowa się chwali, że tak jej się dobrze z synową
      układa, ale jednocześnie z satysfakcją opowiada jak ich pies młodą pogonił, jak
      komentuje sposób wychowywania wnuczki i narzeka, że nie powiedzieli jej, że idą
      z małą do lekarza - aż mnie ciary przechodzą. Młoda nic nie mówi, uśmiecha się,
      ale w oczach ma taką uprzejmą obojętność jakąś. Bywa kiedyś sobą, u siebie?
      Ja kłótliwa cholera jestem i nie akceptuję jakiejkolwiek ingerencji, oceniania
      i momentalnie wyznaczam granice i wieje ode mnie lodowcem. Oj, by się działo.
      Rodzice mają już swoje lata, przychodzi jakiś czas podsumowywania życia, dzieci
      nie spełniają oczekiwań, wychodzi z nich żal i potrafią dokopać. Pewnie, że
      chata jest ich, Snajper ma rację, oni ustanawiają zasady, ale pytanie gdzie i
      po co dziewczyna wychodzi to gruba przesada i nie ma co jej się dziwić i
      ubliżać od dzieci. Snajper, ty się ciesz się że tak nie masz. W ogóle to sama
      jako rodzic też bym się wtrącała we wszystko, bo na pewno wkurzałoby mnie
      jakbym widziała, że synek wydaje na browarek a nie odkłada na PKO. Dzieci
      powinny od rodziców się wyprowadzać, wszyscy żyć swoim życiem.
      Uciekaj z tej wiochy (bez urazy)! Pożycz kasę, wynajmij stancję i rozejrzyj się
      za pracą. Mam kumpelę, która uciekła z jakiegoś Ostrzeszowa, mimo iż miała
      pracę i mieszkanie, ale rodziców za blisko - nie mogli przeżyć, że nie ma
      nikogo a zegar biologiczny: tik-tak tik-tak... Stancja w W-wie, po miesiącu
      znalazła super pracę, zmieniła mieszkanie. Jak się nie uda, zawsze możesz
      wrócić. Musisz sobie wyznaczyć cel, zwizualizować go, marzyć, uwierzyć i
      powinno się udać. Póki co to może poudawaj, że jesteś na skraju załamania
      nerwowego, może ci trochę odpuszczą.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka