28.12.04, 12:38
...wybierają Wietnamczcy w Warszawie.
W Polsce żyje ich ok.60 tys, spora część nielegalnie. Stworzyli swoją
wspólnotę, zorganizowali się. I bawią się, czego dowodem są wybory miss
Warszawy. Pomysł podoba się.

"Wybory wietnamskiej miss Warszawy
Jakub Chełmiński 27-12-2004 , ostatnia aktualizacja 28-12-2004 10:16
Na co dzień studiują. Wczoraj wzięły udział w konkursie piękności. Dwa tysiące
Wietnamczyków wybierało najpiękniejszą rodaczkę mieszkająca w Warszawie
Trzynaście kandydatek to głównie uczennice i studentki. Niektóre są tancerkami
w zespole ludowym przy Towarzystwie Wietnamczyków w Polsce. - Stres jest przed
każdym występem, ale już na scenie światłą świecą w oczy i nerwy mijają -
tłumaczy 17- letnia Le Van uczennica liceum Kopernika. Kandydatki na scenie
prezentowały się cztery razy. W stroju ludowym, wieczorowym, dowolnym i na
krótką rozmowę. - Musimy sprawdzić, jak posługują się wietnamskim - wyjaśniał
Nguyen Van Hao, organizator imprezy. Ulgową taryfę miała jedynie kandydatka,
której jedno z rodziców jest Polakiem, mogła odpowiadać po polsku.
- Przy ocenie będę zwracać uwagę na może niezrozumiałą dla Polaków "elegancką
skromność" - zapowiadała Ban Giam Khao, zwyciężczyni pierwszego i jedynego do
wczoraj konkursu na miss wspólnoty wietnamskiej, który odbył się pięć lat
temu. - Bo to jednak wybory miss Wietnamek mieszkających w Polsce, a zgodnie z
tradycją Wietnamka musi być właśnie skromna i elegancka.
W Sali Kongresowej kandydatki podziwiał niemal komplet publiczności. Atrakcją
były też gwiazdy muzyki, które wczorajszą imprezą rozpoczęły europejskie
tournée. - To absolutnie najpopularniejsi muzycy w Wietnamie - mówi Kacper,
warszawski Wietnamczyk. Najbardziej podobały się dziewczyny z Mai Trang,
wietnamskiego odpowiednika Spice Girls.
W Polsce mieszka od 20 do 60 tysięcy Wietnamczyków. Ponad połowa nielegalnie.
- Niepewność i tymczasowość pobytu sprawia, że rzadko uczą się polskiego. Na
co dzień po ciężkiej pracy moi rodacy zamykają się w mieszkaniach i oglądają
VTV 4, czyli wietnamską telewizję satelitarną dla Wietnamczyków na obczyźnie.
W wydarzeniach kulturalnych uczestniczą tylko we własnym gronie i to od święta
- mówi Thanh Thanh Hai, dziennikarz ukazującej się w Polsce gazety "Dan Chim
Viet".
Polscy Wietnamczycy są świetnie zorganizowani, mają swoje zespoły muzyczne,
zespoły tańca, wypożyczalnie kaset wideo z filmami po wietnamsku i wietnamskie
gazety, ligę piłki nożnej, na której mecze w lato przychodzi po kilka tysięcy
osób. Chcą też zbudować swoją świątynię buddyjską."
źródło: gazeta.pl
Obserwuj wątek
    • czarek1 Re: Miss... 28.12.04, 15:26
      Mnie taki konkurs absolutnie nie dziwi. Wietnamczycy, daleko od swojej ojczyzny
      i w sytuacji, kiedy podrozowanie tam jest z przyczyn politycznych czesto
      niemozliwe, staraja sie znalezc sobei jakies uciechy, ktore jednoczesnie
      pokazuja ich kulture, podtrzymuja wiezy narodowe, stwarzaja namiastke
      normalnego zycia. I w Ameryce i w Kanadzie organizuje sie konkursy Miss
      Polonia, tyle, ze przewaznie na szczeblu regionalnym, badz nawet lokalnym.
      Kiedy meiszkalem w Arizonie, pameitam, ze organizowano takie konkursy, ale tam
      dziewczeta byly wszystkie urodzone juz na miejscu, czyli w Ameryce i bardzo
      slabo, jesli w ogole mowily po polsku. Z Wietnamczykami w Warszawie jest akurat
      odwrotnie. Ich pierwsze pokolenie emigranckie juz jest na miejscu i zaczyna
      swoja dzialalnosc, polaczona z tesknota za domem, daleko nad rzeka Da
      Nang.Ciekawe, czy drugie pokolenie - co wydaje sie faktem oczywistym - bedzie
      mowilo po wietnamsku, czy juz tylko po polsku? Oni sie dopiero organizuja, mzoe
      pzryjdzie zcas, jak sie dorobia, na szkole. Zyzce Wietnamczykom w Polsce
      wszystkiego najlepszego.
      • ijaw Re: Miss... 28.12.04, 15:40
        Nie tylko nie dziwi, ale cieszy, bo widać jakąś organizację.

        ps. Twój post Czarku przyszedł podwójnie, widać od razu jak wietnamskie
        dziewczyny przypadły Ci do gustu:)) ale jestem bezlitosna i zdublowany
        ciachnęłam, najwyżej poklaszczę w czasie wyborów, podwójnie, za konesera z Kanady
    • ijaw "Wietnam nad Wisłą" - artykuł 29.12.04, 15:12
      Bardzo ciekawy artykuł o Wietnamczykach w Polsce. Nie kopiuję całego, bo długi.
      Warto przeczytać.
      Link:
      kiosk.onet.pl/art.html?NA=1&ITEM=1206841&KAT=239
      • czarek1 Re: "Wietnam nad Wisłą" - artykuł 29.12.04, 15:55
        Korzystajac z az trzech wolnych dni, ma teraz wiecej czasu, wiec przeczytalem
        caly artykul i.... usmeichnalem sie do siebie. Skad ja to znam? Przeciez to
        wypisz, wymaluj sytuacja z emigracja polska w pierwszej polowie lat
        osiemdziesiatych. W tamtych czasach tzw. "stara" Polonia patrzyla nieufnie
        na "nowych". Mnostwo ludzi blakajacych sie, nie znajacych jezyka,
        pracujacych "na czarno", czyli nelegalnie, czesta obawa przed sluzbami
        specjalnymi PRL, infiltrujacymi szeregi nowych imigrantow. No i szybkie
        dzielenie sie na zwalczajce sie orientacje. Wowczas, ta mloda emigracja byla
        jeszzce malo majetna, zle zorganizowana, dopiero zaczynaly dzialac rozne pisma,
        organizacje itp. Czesto slyszalem o interwencji lokalnej policji, gdy
        dochodzilo do pijanych burd i dorzynek (specjalnie pzrez "rz"). Brak znajomosci
        jezyka byl duzy wsrod nowoprzybylych Polakow. Z czasem nowi przybysze okrzepli.

        Dzis jest calkiem inna sytuacja. Natomiast wiem od osoby zaprzyjaznionej,
        ktorej ufam w 100%, ze pewna tutejsza znana dzialczka polonijna, z
        opcji "prawdziwych Polakow" spotkala sie z nia niegdys w Palacu Mostowskich.
        Dziesiejsza dzialaczka siedziala za biurkiem, moja znajoma byla tam w
        charakterze wezwanej.

        Imigracja wietnamska jest stosunkowo nowa i fazy adaptacji do zycia w Polsce
        przebiegaja wg podobnego schematu. W duzych grupach zcesto spotkac mozna
        element kryminalny. W Los Angeles znane sa problemy z gangiem koreanskim. W
        swoim czasie imigranci z Sycylii przywiezli do USA mafie. Tego nei da sie
        uniknac. Ale to nei trzon beidnych, czesto jeszzce blakajacych sie, ale
        uczciwych i pracowitych ludzi. W USA i w Kanadzie Wietnamczycy maja opinie
        bardzo pracowitych. Dzieci tych Wietnamczykow, o ktorych mowa w artykule, beda
        juz czyly sie Polakami. Miejmy nadzieje,ze spoleczenstwo polskie im na to
        pozwoli i zaakceptuje.
        • ijaw Re: "Wietnam nad Wisłą" - artykuł 29.12.04, 16:54
          W komentarzach internautów spotykałam się z rozmaitymi zastrzeżeniami, pomijając
          głosy niezadowolonych rasowo Polaków, o mafijności, ścisłej organizacji, że
          podobno nie chcą się asymilować, i takie tam podobne bzdury.
          Czy nie jest naturalnym zjawiskiem życie w grupie ludzi, bliskich kulturowo? Czy
          tworzenie swych gazet, szkół językowych jest czymś złym i zagraża w czymkolowiek
          Polsce?
          W lecie tego roku TVN pokazywała serial dokumentalny pt"Jarmark Europa" o życiu
          stadionu X lecia. Kilka odcinków, na ktore akurat trafiłam dotyczyly pewnego
          Wietnamczyka, ożenionego z Polką, który prowadzi w Warszawie szkołę sztuk walk
          wschodnich, sam na co dzien występuje na imprezach w specjalnie ułożonych
          programach. Człowiek ten został w Polsce po studiach, ale był zmuszony do jej
          opuszczenia, przez wiele lat mieszkał we Francji, która udzielila mu azylu. Tam
          ożenił się z Polką, z tego związku są trzy śliczne dziewczyny, gdy sytuacja
          polityczna odtajała, wrócił do Polski, jest w drugim związku małżeńskim z Polką.
          W Polsce przebywa oczywiscie legalnie, pomaga swym rodakom ze stadionu.
          TVN towarzyszyła im w podróży do Wietnamu i w spotkaniu z jego rodziną. To były
          naprawdę wzruszające chwile, dla obserwatorów także. Widok płaczącego mężczyzny
          na widok ojczyzny,po dwudziestukilkuletniej nieobecnosci, jest wywołującym
          skurcz w sercu.
          To tak przeciwko zarzutowi o braku asymiliacji.
          Dodam jeszcze, że artykuł o tym człowieku był w "Pani domu", niestety on-line
          nie ma go.
          • czarek1 Re: "Wietnam nad Wisłą" - artykuł 29.12.04, 17:54
            ijaw napisała:

            > W komentarzach internautów spotykałam się z rozmaitymi zastrzeżeniami,
            pomijają
            > c
            > głosy niezadowolonych rasowo Polaków, o mafijności, ścisłej organizacji, że
            > podobno nie chcą się asymilować, i takie tam podobne bzdury.
            > Czy nie jest naturalnym zjawiskiem życie w grupie ludzi, bliskich kulturowo?
            Cz
            > y
            > tworzenie swych gazet, szkół językowych jest czymś złym i zagraża w
            czymkolowie
            > k
            > Polsce?

            Te komentarze swiadcza o jeszcze pokutujacej u wielu z nas ksenofobii i braku
            akceptacji, a pzrede wszystkim o braku zrozumienia. jako polksi emigrant,
            mieszkajacy obecnie w Kanadzie, przedtem w USA, przyznaje sie samokrytycznei do
            popelneinia wiekszosci "przestepstw', zarzucanych Wietnamczykom w tych
            dyskysjach. Obracam sie glownie w srodowisku polskim, czytam polskie gazety,
            chodze na przerozne polskie imprezy. Czuje sie w dalszym ciagu Polakiem i tego
            nic nie zmieni do konca zycia. Czy to oznacza jednak brak integracji? W pracy
            wszyscy wiedza, skad jestem, ale to nei ma zadnego znaczenia, tam jestem
            pracownikiem dla jednych, szefem dla drugich, mowie ze wszystkimi po angielsku.
            Nawet z kolezanka Polka, jesli mowimu ze soba sluzbowo, to po angielsku. Z
            sasiadami (prawie wszyscy emigranci, jak my), rozmawaiam barzdo pzryjaznie, jak
            zapukaja do drzwi, proszac o donavcje na jakis cel, jesli moge, to daje. Nie
            padlo z moich ust nigdy zle slowo ani na Kanade, ani na USA, jako na narod.
            Owszem, krytykuje czasem posuniecia rzadu, ale to robi kazdy obywatel.
            Trzeba zrozumeic,z e imigrant w pierwszym pokoleniu nigdy nie bedzie w 100%
            zintegrowany, bo jego tesknota za starym krajem towarzyszyc mu bedzie do konca
            jego dni. Trzeba tez zrozumiec, co podkresla sie i w Kanadzie i w USA,ze
            imigrancji zroznych krajow WZBOGACAJA kulture tych dwoch krajow osiedlenia sie
            poprzez wniesienie swoich potraw, obyczajow, strojow, muzyki, itd. Drugie
            pokolenie juz nie ma tych trudnosci. W kazdym razie, mnostwo Polakow meiszka w
            gettach polskich, np. Jackowo w Chicago, czy Greenpoint w Nowym Jorku i nikt im
            nei zarzuca czegos podobnego do zarzutow stawianych Wietnamczykom w . Jesli
            pozostali w Polscem, to znaczy, ze cos wtym naszym kraju wizda pozytywnego.
            Powinnismy zsercem ich pzryjac. Chyba, ze ... uwazamy to, co oni wnosza nie za
            wzbogacanie naszej kultury, ale za jej "zasmeicanie". Mysle, ze udzie o takeij
            mentalnosci wiedza, gdzie powinni sie zapisac. A przyjma ich tam z otwartymi
            ramionami i wszechradoscia.
            • czarek1 Jeszcze o wielokulturowosci 29.12.04, 22:47
              Po tej stronei oceany kazdego roku organizuje sie parady w dniu Sw. Paytryka -
              patrona Irlandczykow (17 marca). Do dobrego tonu nalezy tego dnia zalozyc cos
              zielonego, albo chociaz miec jakis zielony akcent w ubiorze. Ale w paradzie
              biora czesto udzial przerozne grupy etniczne, wcale niekoniecznie z Europy, ani
              nawet o chrzescijanskiej tradycji. Grupy te maszeruja ze swoja flaga i swoimi
              strojami i widzowie po obydwu stronach ulicy oklaskuja wszystkich, a
              szzcegolnie swoich. Ale nikomu ta wielokulturowosc nei pzreszkadza. Od
              neipameitnych lat Amerykanie urzadzaja tez w wiekszosci wiekszych miast barwne
              parady pt. Pulaski Day Parade.Chodzi o naszego rodaka Kazimierza Pulaskeigo,
              ktory zginal pod Savannah w obronie Ameryki. A w paradzie biora udzial wszyscy,
              nawet jesli w miasteczku nie ma ani jednego Polka. Podobnie jest z niemiecka
              tradycja Oktoberfest, w ktorej tez wszyscy sie bawia, nawet ci, co nie znaja
              jednego slowa po niemiecku. Straszne, co? ;)))-
              Homo sum et humani nihil a me alienum esse puto
              • ijaw Re: Jeszcze o wielokulturowosci 29.12.04, 23:00
                Myślę, że wielu Polaków żyje epoką wyjazdów za granicę i nie trafia do ich
                świadomości, że nasz kraj stał się atrakcyjnym miejscem pobytu dla wielu
                uchodźców, czy zwyczajnych emigrantów zarobkowych. Stąd też uwagi o gettach,
                lęki o mafie.
                Za jakiś czas nikogo nie będzie dziwić dzielnica wietnamska, chińska, afrykańska
                w Warszawie.
                • czarek1 Re: Jeszcze o wielokulturowosci 29.12.04, 23:04
                  A ja nei mam tam nic pzreciwko temu, zeby w Warszawie powstal jakis atrakcyjny,
                  stylowy "Chinatown".
                  Odemldowuje sie, bo wychodze.
    • ijaw Już po wyborach - "Obłoczek cięzko pracuje" 11.01.05, 16:50
      Skromna i zapracowana miss Wietnamu. Więcej w artykule:

      "Obłoczek ciężko pracuje

      Iwona Bugajska 10-01-2005
      Od kilku dni Nguyen Le Van, miss wspólnoty wietnamskiej w Warszawie, przekonuję
      do spotkania. Dziewczyna stroi fochy? Nie! Le Van to... najskromniejsza miss na
      świecie
      Wiem o niej tylko tyle, ile powiedzieli mi organizatorzy konkursu: ma 17 lat, od
      trzeciego roku życia mieszka w Polsce. Uczęszcza do warszawskiego liceum im.
      Kopernika, gdzie jest jedną z najlepszych uczennic. Tu pewnie mają mnie już
      dość. Sekretarka ciągle powtarza: - Daliśmy Le Van numer telefonu. Obiecała, że
      się skontaktuje.
      Wreszcie w środę wieczorem oddzwania. Uniżonym głosem mówi: - Wolałabym się nie
      spotykać. Jeśli pani już musi o mnie napisać, to proszę się skontaktować ze
      szkołą i z organizatorami.
      Ja jednak naciskam. W końcu dziewczyna mówi: - Ja nie mogę podjąć decyzji. Gdyby
      tato był w domu... Ale jest w pracy - tłumaczy. Le Van (po polsku obłoczek)
      obiecuje jednak zapytać ojca. Jeśli się zgodzi, porozmawiamy. Jest już noc, gdy
      dzwoni. - Tato powiedział, że mogę się z panią spotkać, ale prosi, żebyśmy
      rozmawiały o kulturze i tradycji Wietnamu, a nie o mnie.
      Posłuchałam taty i na dobre mi wyszło
      Już wiem, jak będzie brzmiało pierwsze pytanie. Ale Le Van się spóźnia. Kiedy
      nadchodzi, nie poznaję jej. Na zdjęciu z wyborów wygląda na minimum 30-latkę. A
      naprawdę jest szczuplutką dziewczyną. Siadamy naprzeciwko sekretariatu.
      - Le Van, gdybyś chciała wyjść za mąż, ale twój wybranek nie podobałby się
      tacie, jaką podjęłabyś decyzję? - pytam.
      Dziewczyna robi wielkie oczy: - Ależ to niemożliwe. Nie mogłabym zakochać się w
      kimś, kogo nie akceptowałby mój tato. Przecież on mnie wychował, ukształtował, a
      więc mamy takie same gusta.
      Widząc moje zdziwienie, dodaje: - Słucham rodziców, bo uważam, że żyją dłużej i
      są mądrzejsi. Wiele razy już w życiu zdarzyło mi się, że posłuchałam taty i na
      dobre mi wyszło.
      Wreszcie jest redakcyjny fotograf. Le Van nie chce zdjęć. - Przecież są te z
      wyborów miss - mówi. Jednak siada na parapecie i jest posłuszna, gdy
      fotoreporter każe jej wychylić się bardziej do przodu, uśmiechnąć.
      O wyborach mówi: - Wystartowałam dla mamy. Bo jak każda mama, chciała pochwalić
      się córką. No i tato działa we wspólnocie wietnamskiej, więc to był mój wkład.
      - Dlaczego wygrałaś? - Pomógł mi wzrost. Jak na Wietnamkę jestem wysoka, mam 160
      cm. Poza tym lepiej radziłam sobie z wietnamskim niż moje koleżanki. A tak
      naprawdę to chyba nie powinnam zwyciężyć - żartuje Le Van. - Źle wyglądałam w
      tym koku. Ale fryzjerka, Wietnamka, wybrała mi takie uczesanie, więc nie
      protestowałam.
      Zapytana, czy za dwa, pięć lat, będzie starować w konkursie Miss Polonia, Le Van
      stanowczo zaprzecza: - Znam swoje warunki. Przy Polkach jestem malutka. Poza tym
      chybaby mi nie darowano. Nie, to nie Polacy mieliby mi za złe. Wietnamczycy. Nie
      wolno mi zapominać, że jestem Wietnamką, a u was tylko gościem.
      - Co zmieniło się po wyborach? - pytam miss.
      - Mogę lepiej się ubierać. Rodzice uważają, że w jakimś sensie reprezentuję
      Wietnam. Dlatego też powinnam być ostrożna i niekoniecznie udzielać się w prasie.
      Ja chyba umrę ze stresu
      Robi się ciemno, więc Le Van musi już iść. - Co dzisiaj będziesz robić? - pytam.
      - Posprzątam, pomogę odrobić lekcje siedmioletniej siostrze. Potem będę się uczyć.
      Le Van przygotowuje się do międzynarodowej matury. W tej chwili średnia jej ocen
      to 5,4. Dziewczyna przyznaje, że od zawsze ciężko pracowała, bo zdaje sobie
      sprawę, że rodzice, którzy słabo mówią po polsku, nie pomogą jej w lekcjach.
      - Dziewczyny mówią, że ja chyba umrę ze stresu - śmieje się.
      - Le Van, ostatnie pytanie. Wyobraź sobie... Kim będziesz za dziesięć lat?
      Miss bez zastanowienia odpowiada mi: - Marzę, aby rano podejść z kawą w kubku do
      komputera, usiąść przy nim, zacząć pracować..."

      ŹRÓDŁO: Metro

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka