betip
19.02.05, 17:17
jestem tutaj poraz pierwszy mam tremę bo nie wiem czy ktoś będzie się chciał
odezwać ale sprubóję.W przyszłym tygodniu mam sprawę rozowdową boje
się .Jesteśmy 20 lat po slubie mamy dwóch wspaniałych synów, nasze małżeństwo
postrzegane było jako udane do pewnego momentu.Mąż dostał pracE poza domem
przyjeżdżał tylko w weekendy ja zostawałam sama z dziećmi i jego matką.Było
mi ciężko ale on ciągle powtarzał że tak dobrze płatnej pracy na miejscu nie
znajdzie, prosiłam tłumaczyłam że na dłuższą metę tak nie można żyć tyle
ważnych chwil ucieka między nami ale do niego to nie docierało.Teraz wiem
dlaczego, nigdy nie sprawdzałam jego komórki ani rzeczy kiedy przyjeżdżał bo
miałam do niego pełne zaufanie i to był mój błąd.Kiedy zorientowałam sie że
coś jest nie tak płakałam do poduchy nie chcąc przyjąc faktów do
siebie.Wiedziałam kiedy kłamie i zrozumiałam dlaczego cały w skowronkach
wyjeżdzał z domu udając że wszystko jest ok.Kiedy w koncu odważyłam się
zapytać wprost usłyszałam - chcę rozwodu- jest inna kobieta chcę sobie ułożyć
życie ty zrób to samo!Co czułam wtedy trudno mi pisać w przyszłym tygodniu
mam pierwszą sprawę rozwodową, ja ta zawsze uległa spokojna na wszystko się
zgadzałam(mój kolejny błąd)odważyłam się wnieść sprawę i to z jego
winy.Walczyłam o to małżeństwo ale on powtarzał tylko jedno w kółko chcę
rozwodu!jest wściekły na mnie ze pokrzyżowałam mu plany on miał inny pomysł
co do rozwodu oczywiście wygodny dla siebie, teraz najtrudniejsze jest to ,ze
człowiek którego kochałam odgraża się ze będzie prał brudy w sądzie (jakie
albo czyje brudy)on żyje już od czterech miesięcy z inną układa sobie życie
na nową a ja z kazdym dniem czuję jak brakuje mi sił.Nie wiem jak bedzie w
sądzie kocham go jeszcze pomimo tego co zrobił chyba mi już odbija.Zostałam
sama z dziećmi wiem że mają tylko mnie a ja tak bardzo boje się że nie
wytrzymam tego i te moje idiotyczne poglądy że małżeństwo to największa
wartość w życiu o którą warto dbać nawet wtedy kiedy jest źle ale do tego
trzeba chęci obojga ja zostałam sama.