Dodaj do ulubionych

... pogodzić wolność z poczuciem bezpieczeństwa ..

06.05.05, 12:00
/wiem, że banalne/
Obserwuj wątek
    • Gość: Joanna Re: ... pogodzić wolność z poczuciem bezpieczeńst IP: *.fbx.proxad.net 06.05.05, 12:24
      Oj, to nie jest banalne.
      Wielu nad tym mysli.
    • red_one Re: ... pogodzić wolność z poczuciem bezpieczeńst 06.05.05, 12:33
      moglabys to rozwinac?

      chodzi ci o poczucie wolnosci i bezpieczenstwa w zwiazku? czy tez w zyciu, na
      ulicy?
      • po_godzinach Re: ... pogodzić wolność z poczuciem bezpieczeńst 06.05.05, 12:36
        Chodzi mi o "poczucie bezpieczeństwa" - to znaczy, jak sie czujesz sama za sobą
        wobec rzeczywistości.
        • red_one Re: ... pogodzić wolność z poczuciem bezpieczeńst 06.05.05, 12:41
          dzis sie czuje nie za bardzo :o)

          twoje pytanie mozna odniesc do wielu plaszczyzn. rzeczywistosc to bardzo
          szerokie pojecie. w tej chwili moje bezpieczenstwo a rzeczywistosc rozwazam an
          podstwie materialnej, bo akurat jestem w srodku pewnego projektu.

          gdybym byla np zaraz po rozwodzie, na pewno tok myslenia by mi sie zmienil.
          • po_godzinach Re: ... pogodzić wolność z poczuciem bezpieczeńst 06.05.05, 12:48
            To moze sprecyzuję.
            Poczucie wolności rozumiem jako mozliwość postępowania zgodnie z własnymi
            preferencjami i mozliwościami.
            Pozucie bezpieczeństwa zas jako bezpieczeństwo finansowe i psychiczne.

            To pierwsze wiąże się z podejmowaniem wciąż na nowo ryzyka, to drugie ryzyko
            wyklucza.

            Pytanie - byc może - jest z gatunku retorycznych).
            • red_one Re: ... pogodzić wolność z poczuciem bezpieczeńst 06.05.05, 13:02
              zagielas mnie. musze pomyslec :o)
              dobry temat.
            • Gość: anie Re: ... pogodzić wolność z poczuciem bezpieczeńst IP: *.aster.pl / *.aster.pl 06.05.05, 13:07
              od kilku tygodni jestem w sytuacji, ze poswiecam duza czesc mojej osobistej
              wolnosci (czyli postepowania tak jak mi wydaje sie stosownie) dla poczucia
              bezpieczenstwa psychicznego takze rozumianego jako akceptacje ze strony innych.
              i jakos sie w tym nie odnajduje. przeplakalam dzis caly ranek...

              chcialabym znalezc ten punkt srodka, przynajmniej taki, zebym nie czula sie tak
              zle psychicznie. dodatkowo nie jest mi latwo, bo jestem bardzo wrazliwa...
              chcialabym nauczyc sie nie bra wielu rzeczy do siebie
              • po_godzinach Re: ... pogodzić wolność z poczuciem bezpieczeńst 06.05.05, 13:11
                Gość portalu: anie napisał(a):

                > od kilku tygodni jestem w sytuacji, ze poswiecam duza czesc mojej osobistej
                > wolnosci (czyli postepowania tak jak mi wydaje sie stosownie) dla poczucia
                > bezpieczenstwa psychicznego takze rozumianego jako akceptacje ze strony
                innych.
                >
                > i jakos sie w tym nie odnajduje. przeplakalam dzis caly ranek...
                >
                > chcialabym znalezc ten punkt srodka, przynajmniej taki, zebym nie czula sie
                tak
                >
                > zle psychicznie. dodatkowo nie jest mi latwo, bo jestem bardzo wrazliwa...
                > chcialabym nauczyc sie nie bra wielu rzeczy do siebie


                Bardzo dobrze wiem, o czym piszesz).
                Ten etap szczęśliwie mam juz za sobą.
                Mogę powiedzieć tyle - niewiele jest osób, ze zdaniem których warto sie liczyć -
                ale to wymaga czasu i zbudowania w sobie pewnej siły oraz dystansu.
                Jeśli wiesz na pewno, jak chcesz, żeby było, nikt lepiej tego od Ciebie nie
                będzie wiedział - nie jest więc istotna opinia tych "innych".
                Przyjdzie moment, że zaczna na Ciebie patrzec jak na ekscentryczkę, ale to bywa
                nawet miłe).
                • czarna_porzeczka Re: ... pogodzić wolność z poczuciem bezpieczeńst 06.05.05, 13:26
                  po_godzinach napisała:

                  > Bardzo dobrze wiem, o czym piszesz).
                  > Ten etap szczęśliwie mam juz za sobą.
                  > Mogę powiedzieć tyle - niewiele jest osób, ze zdaniem których warto sie
                  liczyć
                  > -
                  > ale to wymaga czasu i zbudowania w sobie pewnej siły oraz dystansu.
                  > Jeśli wiesz na pewno, jak chcesz, żeby było, nikt lepiej tego od Ciebie nie
                  > będzie wiedział - nie jest więc istotna opinia tych "innych".
                  > Przyjdzie moment, że zaczna na Ciebie patrzec jak na ekscentryczkę, ale to
                  bywa
                  >
                  > nawet miłe).


                  no wlasnie, trzeba nabrac dystansu, a do tego potrzebna jest ta sila w sobie
                  samym. ja mam duzo wewnetrznej sily, ale niestety nie w tej sferze, o ktorej
                  mowimy. bo ja wrazliwa jestem jak cholera. i choc obiecuje sobie, ze tym razem
                  nie bede sie niczym przejmowac i zrobie po swojemu, to nigdy mi sie nie udaje.
                  zazwyczaj albo sie poddam, albo zrobie po swojemu i potem czuje sie fatalnie,
                  brak akceptacji bardzo mnie dotyka.
                  i ja mam odwrotny problem. mimo, ze jestem dosc ekscentryczna to trafilam
                  miedzy ludzi, ktorzy sa totalnie ekscentryczni. i niestety nie czuje w nich
                  akceptacji dla moich niektorych przejawow normalnosci (uwazam, ze w niektorych
                  sytuacjch nalezy poddac sie jakims tam kanonom, a nie zawsze inaczej niz inni,
                  ekscentrycznie), czesto czuje, jak bardzo od nich odbiegam, a jesli wszystko
                  ulozy sie dobrze, to przyjdzie mi miedzy nimi zostac na bardzo dlugo. nie radze
                  sobie z tym wszystkim. i nienawidze w sobie tego, ze mam juz glupkowate napady
                  wstydu za sama siebie.. chyba niedobrze z moim poczuciem wlasnej wartosci..
                  • po_godzinach Re: ... pogodzić wolność z poczuciem bezpieczeńst 06.05.05, 13:39
                    Cóż, własne ścieżki zazwyczaj bywaja dość wąskie - wiele osób na nich sie nie
                    mieści, za to ci, którzy wspolnie z Toba idą, są to ci właściwi)

                    W tym jest wielka pociecha.
                    • czarna_porzeczka Re: ... pogodzić wolność z poczuciem bezpieczeńst 06.05.05, 13:44
                      po_godzinach napisała:

                      > Cóż, własne ścieżki zazwyczaj bywaja dość wąskie - wiele osób na nich sie nie
                      > mieści, za to ci, którzy wspolnie z Toba idą, są to ci właściwi)


                      dobrze powiedziane. that's all


                      pogodzinach dzieki! wywolalas na mojej twarzy pierwszy usmiech dzisiaj :>
                      • po_godzinach Re: ... pogodzić wolność z poczuciem bezpieczeńst 06.05.05, 13:49
                        och, nie zawstydzaj mnie)

                        powodzenia.
                • czarna_porzeczka Re: ... pogodzić wolność z poczuciem bezpieczeńst 06.05.05, 13:27
                  aaa male sprostowanie, zalogowalam sie :)
                  czarna_porzeczka = anie
            • red_one Re: ... pogodzić wolność z poczuciem bezpieczeńst 06.05.05, 13:10
              ok. przyklad:
              > Poczucie wolności rozumiem jako mozliwość postępowania zgodnie z własnymi
              > preferencjami i mozliwościami

              pomimo, ze dostalam b.dobra oferte pracy, zaryzykowalam i otworzylam wlasny
              biznes. to byla moja preferencja. mozliwosc tez taka mialam, bo moj facet
              zaakceptowal moj wybor i wspiera mnie psychicznie i finansowo = bezpieczenstwo.

              nie moge powiedziec co bym zrobila bedac zdana tylko i wylacznie na siebie.
        • hansii nie da sie. 06.05.05, 12:49
          to sa dwa przeciwstawne bieguny.

          mozesz tylko probowac znalezc sie w najbardziej wygodnym dla Ciebie miejscu,
          miedzy jednym, a drugim.
          • po_godzinach Re: nie da sie. 06.05.05, 12:52
            hansii napisał:

            > to sa dwa przeciwstawne bieguny.
            >
            > mozesz tylko probowac znalezc sie w najbardziej wygodnym dla Ciebie miejscu,
            > miedzy jednym, a drugim.

            Podobno sie nie da.
            Ale
            ja wciąż wierzę, że istnieje jakiś sposób na pogodzenie ognia i wody - i nie
            będzie to tak po prostu "wygodne").

            "Miedzy jednym a drugim" - to znaczy, jakby byc trochę w ciąży ...
            • hansii Re: nie da sie. 06.05.05, 13:01
              po_godzinach napisała:

              > "Miedzy jednym a drugim" - to znaczy, jakby byc trochę w ciąży ...<

              Nie. Absolutnie nie.
              Piszac obrazowo: jezeli masz pol etatu, ktore zapewnia Ci oplacenie czynszu
              + chleb (z margaryna), a drugie pol, to jest wlasnie Twoja wlasna wolnosc do
              dobrego i zlego - to to jest wlasnie takie miejsce blisko Zlotego Srodka.
              • po_godzinach Re: nie da sie. 06.05.05, 13:06

                > Nie. Absolutnie nie.
                > Piszac obrazowo: jezeli masz pol etatu, ktore zapewnia Ci oplacenie czynszu
                > + chleb (z margaryna), a drugie pol, to jest wlasnie Twoja wlasna wolnosc do
                > dobrego i zlego - to to jest wlasnie takie miejsce blisko Zlotego Srodka.

                Tu sie zgodzę (patrz zapis poniżej).
                I nie musi to byc kompromis. Nie jest bowiem kompromisem dobrowolna rezygnacja
                (z szynki). Czyli - zgoda na "brak szynki" warunkowałaby ów Złoty Środek).
          • po_godzinach Re: nie da sie. 06.05.05, 13:00
            ... i, byc może, pierwszym krokiem jest nieposiadanie nadmiaru dóbr
            materialnych ...

            • Gość: AsDur Re: nie da sie. IP: 213.25.172.* 06.05.05, 13:43
              po_godzinach napisała:

              > ... i, byc może, pierwszym krokiem jest nieposiadanie nadmiaru dóbr
              > materialnych ...

              oznaczalo by to jednak ze ubodzy sa wolni a to tez niejest prawda. chyba nie
              tedy droga.
              skoro zloty srodek to ni bogaty ni biedny.. wtedy bedzie wolny.
              • po_godzinach Re: nie da sie. 06.05.05, 13:49
                Oj, AsDurze - napisałam "nadmiar", nie "ubóstwo").
                • Gość: AsDur Re: nie da sie. IP: 213.25.172.* 06.05.05, 13:57
                  :D oj napisalas "nieposiadanie nadmiaru" co zrozumialem jako "posiadanie
                  niewiele" :D
                  • po_godzinach Re: nie da sie. 06.05.05, 14:00
                    To może napiszę inaczej: posiadanie w sam raz wszystkiego - na zasadzie, że
                    jednocześnie można chodzić tylko w jednej parze butów i spać w jednym łóżku.
                    Obiad tez zasadniczo je się jeden dziennie).
                    • Gość: AsDur Re: nie da sie. IP: 213.25.172.* 06.05.05, 14:05
                      czytajac caly watek dochodze do wniosku, ze aby miec poczucie bezpieczenstwa
                      potrzebujemy kogos dodatkowego kto idzie "w naszym kiedrunku", "z nami", "ta
                      sama droga". Jednoczesnie wazne jest aby nie posiadac zbyt wiele a raczej
                      posiadac wszystkiego w sam raz bo zbyt duze posiadanie krepuje wolnosc.

                      Recepta wiec na jednoczesne poczucie wolnosci i bezpieczenstwa jest: "zwiazek
                      dwoch sredniozamoznych osob"?
                      • po_godzinach Re: nie da sie. 06.05.05, 14:09
                        Tak, oczywiście, dwóch (dwojga) przeciętniaków))).

                        Wiedziałam, że znasz odpowiedź na każde pytanie).
                        • Gość: AsDur Re: nie da sie. IP: 213.25.172.* 06.05.05, 14:15
                          > Tak, oczywiście, dwóch (dwojga) przeciętniaków))).

                          jesli chodzi o mnie to postuluje "dwoje" zamiast dwoch :D:D:D to byla mala
                          prowokacja?? :D:D:D

                          > Wiedziałam, że znasz odpowiedź na każde pytanie).

                          :D hmmmm :D jestem jaki jestem :D:D:D
                          • po_godzinach Re: nie da sie. 06.05.05, 14:19


                            > jesli chodzi o mnie to postuluje "dwoje" zamiast dwoch :D:D:D to byla mala
                            > prowokacja?? :D:D:D

                            Nie no, skąd? Gdzieżbym prowokała Wszystkowiedzącego !
                            A co - kolegi żadnego też nie masz?
                            >

                            > :D hmmmm :D jestem jaki jestem :D:D:D

                            A czasem jakby tak w bemol, co?)



                            • Gość: AsDur Re: nie da sie. IP: 213.25.172.* 06.05.05, 14:24
                              > Nie no, skąd? Gdzieżbym prowokała Wszystkowiedzącego !

                              chyba wyczuwam sarkazm :D ale moze mi sie tylko wydaje...

                              > A co - kolegi żadnego też nie masz?

                              Mam kolegow :) ale generalnie nie cierpie na brak wolnosci i bezpieczenstwa :)
                              nawet jesli to nie szukal bym recepty budujac zwiazki z kolegami :)


                              ...

                              Bemol jest troszke ponury :D
                              • po_godzinach Re: nie da sie. 06.05.05, 14:38

                                > chyba wyczuwam sarkazm :D ale moze mi sie tylko wydaje...

                                No, może troszeczkę go uzyłam traktując jak przyprawę - czyzby było za słone??
                                >
                                > Mam kolegow :) ale generalnie nie cierpie na brak wolnosci i
                                bezpieczenstwa :)

                                Ooooo, czyzbyś to Ty właśnie był tym przeciętnym średniozarabiającym Polakiem?)

                                > nawet jesli to nie szukal bym recepty budujac zwiazki z kolegami :)

                                ... a czemuż to - chyba nie dośc ich lubisz ...
                                >
                                >
                                > ...
                                >
                                > Bemol jest troszke ponury :D

                                zaraz ponury - jest pełen powagi i nostalgii.

                                (dystynkcji?)
                                • Gość: AsDur Re: nie da sie. IP: 213.25.172.* 06.05.05, 14:42
                                  Nie bylo za slone :D:D

                                  a lubie wszystkich :D

                                  > Ooooo, czyzbyś to Ty właśnie był tym przeciętnym średniozarabiającym
                                  Polakiem?)

                                  jestem przecietnym, ponadprzecietnie zarabiajacym Polakiem :D

                                  powaga i nostalgia to i owszem. dystynkcje to zolnierze na pagonach nosza
                                  chyba :D

                                  PS. jest 14:40 a Ty ciagle po_godzinach :D:D:D
                                  • po_godzinach Re: nie da sie. 06.05.05, 14:48

                                    > Nie bylo za slone :D:D

                                    Ufff, a juz sie bałam, że będzie jak z ta zupą ...
                                    >


                                    > jestem przecietnym, ponadprzecietnie zarabiajacym Polakiem :D

                                    Hmmm , ja tam gdzieś mam wątek "Skąd wziąć dużo pieniędzy")
                                    A Ty wiesz wszystko ...
                                    >
                                    > powaga i nostalgia to i owszem. dystynkcje to zolnierze na pagonach nosza
                                    > chyba :D

                                    No fobrze. Faktycznie, dystynkcje to jakies takie demode są.
                                    Wycofuję.
                                    >
                                    > PS. jest 14:40 a Ty ciagle po_godzinach :D:D:D

                                    Ech, bo moje godziny tylko ode mnie zależą. Ale masz rację - muszę jednak iść
                                    do pracy - wyjść na deszcz i wiatr ...
                                    W sama porę przypomniałeś - czyżbyś dla mnie pracował?)

                                    Pa)
                                    • Gość: AsDur Re: nie da sie. IP: 213.25.172.* 06.05.05, 14:58
                                      :D:D
                                      > Hmmm , ja tam gdzieś mam wątek "Skąd wziąć dużo pieniędzy")
                                      > A Ty wiesz wszystko ...

                                      no ale skoro masz swoich pracownikow to czyzbys potrzebowala takich porad??

                                      > Ech, bo moje godziny tylko ode mnie zależą. Ale masz rację - muszę jednak iść
                                      > do pracy - wyjść na deszcz i wiatr ...
                                      > W sama porę przypomniałeś - czyżbyś dla mnie pracował?)

                                      Moze pracuje a moze nie :D:D:D a generalnie ile placisz?? :D:D:D
                                      • po_godzinach Re: nie da sie. 06.05.05, 15:01
                                        Gość portalu: AsDur napisał(a):


                                        >
                                        > no ale skoro masz swoich pracownikow to czyzbys potrzebowala takich porad??

                                        tacy tam pracownicy ...
                                        raczej współtowarzysze (nie)doli ...

                                        >
                                        > Moze pracuje a moze nie :D:D:D a generalnie ile placisz?? :D:D:D

                                        dla mnie pracuja (niektórzy) dla przyjemności))
                                        widac - opłaca im sie)

                                        Teraz już musze iść ...

                                        (bardzo było miło) ))
                      • red_one Re: nie da sie. 06.05.05, 21:56
                        po przeczytaniu calego watku - sie zgadzam z AsDur. czesciowo. :o)
                        mysle, ze to juz nie tyle chodzi o zaplecze finansowe, ktore tez jest wazne.
                        i nie tyle by ta druga osoba szla z nami, w naszym kierunku. czasem wystarczy,
                        wiedza, ze sie jest asekurowanym. i to moze dodac sil.
                        posiadanie tez nie musi byc krepujace, jesli ma sie zdrowe podejscie
                        do 'rzeczy".
                        poza tym uwazam, ze to cale bezpieczenstwo siedzi u kazdego "w glowie". pewnosc
                        siebie?
    • sprite36 Re: ... pogodzić wolność z poczuciem bezpieczeńst 06.05.05, 14:54
      Ogromna ilośc pieniędzy daje i jedno i drugie... :))
      • po_godzinach Re: ... pogodzić wolność z poczuciem bezpieczeńst 06.05.05, 14:58
        sprite36 napisał:

        > Ogromna ilośc pieniędzy daje i jedno i drugie... :))


        ... coś tak podejrzewałam, niestety ...
        a ile to - ogromna?
        • sprite36 Re: ... pogodzić wolność z poczuciem bezpieczeńst 06.05.05, 15:10
          Myślę, że jeśli miesięczne odsetki od posiadanego kapitału są równoważne dobrej
          pensji, to powinno to wystarczyć do tego aby być wolnym i psychicznie czuć się
          bezpiecznie.
          Więc jak łatwo można wyliczyć , przysłowiowy milion będzie OK. :))))
    • Gość: lola chybe niemożliwe IP: 83.238.200.* 06.05.05, 22:35
      poczucie bezpieczeństwa to jak skończysz stereotypowe "dające pewną pracę"
      studia i dostaniesz się na etat, najlepiej państwowy, 8 godzin dziennie przez
      45 lat, urlopy itp, zerowa obawa wyrzucenia z pracy itp

      wolność? własny biznes, wolność, godność, praca na siebie, dla siebie, wieczna
      niepewność

      trudno wybrać ale moim zdaniem to właśnie ten "bezpieczny" urzędnik albo lekarz
      umierając będzie sobie pluł w brodę ("no jak to... wszystko tak dobrze
      ułożyłem, przeżyłem i teraz zdychać???")

      bo pewność i bezpieczeństwo tak naprawdę nie istnieje, już sam fakt że
      przeciętny 35 latek nie może zaakceptować myśli 'za 40 lat umrę' dobrze o tym
      świadczy

      • Gość: lola Re: chybe niemożliwe IP: 83.238.200.* 06.05.05, 22:37
        to jeśli chodzi o pracę/pieniądze

        w innych aspektach rzecz jest zbyt wyabstrachowana od rzeczywistości aby nad
        nią dyskutować

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka