Dodaj do ulubionych

men's liberation

IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 03.10.02, 21:14
Z dzisiejszych wiadomosci: mezczyzna skazany na kilka miesiecy wiezienia chcial zabrac ze soba na odsiadke swoje kilkumiesieczne dziecko. Poza nim, nie ma ono prawnych opiekunow. Mezczyzna argumentowal, ze skoro matki moga odsiadywac wyrok razem z dziecmi, to dlaczego nie ojcowie. Dyrekcja wiezienia nie wyrazila (na razie) zgody.
Ta wiadomosc pokazuje, ze juz coraz mniej sensu ma walka o prawa kobiet. teraz wahadlo wychylilo sie w druga strone i to mezczyzni sa uciskani i dyskryminowani. Ma to swoje dobre strony, np kobieta ma takie samo prawo jak i ja odbyc podroz tramwajem na stojaco, a wiec nie trzeba jej ustepowac. Prawienie komplementow tez juz podpada pod molestowanie seksualne, wiec mamy to z glowy. Kupowanie kwiatow cietych jest nieekologiczne, to samo dotyczy futer naturalnych. Diamenty pozyskuje sie w regionach objetych wojna domowa i konfliktami etnicznymi, a to jest be.

Pomimo to jest jeszcze wiele obszarow, gdzie wyzysk czlowieka przez kobiete daje o sobie znac. Ja np musze co tydzien myc kosz na smieci, czego nie lubie. Musze tez myc dziecko, co wprawdzie nawet lubie, ale za to robie to czesciej niz co tydzien. Musze regularnie zaprzeczac podejrzeniom, ze "ty mnie nie sluchasz/nie rozumiesz/nie kochasz", a to juz jest psychiczny terror, od ktorego robi mi sie bezsennosc, drzenie rak i wrzody na dwunastnicy. Kazdy na pewno moze podac swoje przyklady.

Panowie, czas zalozyc front wyzwolenia mezczyzn.
Obserwuj wątek
    • Gość: dodo Re: men's liberation IP: *.sympatico.ca 03.10.02, 23:27
      w ramach liberalizacji mezczyzna mojego zycia pojechal
      sobie na tydzien z kolegami na polnoc ontario na canoe -
      przez tydzien beda im pupy marzly (hi hi hi) i beda mieli
      szanse byc nadgryzieni przez ukladajacego sie do snu
      misia ale na pewno beda sie czuli wolni i swobodni. wroca
      w przyszla srode - dam znac jak im posmakowala wolnosc :-)
      niech zyje ruch liberalizacji mezczyzn - jaki mily spokoj
      w domu!
    • paw_dady popieram 04.10.02, 00:22
      tylko nie mow mojej zonie ;o)

      BTW jako statucik polecma men's rules ;o)
      • Gość: J.S. zastanowmy sie IP: *.tnt1.lafayette.in.da.uu.net 04.10.02, 04:19
        Zanim rozwiniemy sztanadry pod ktorymi rozpoczniem zamagania o nasze meskie
        prawa proponuje chwile rozwagi. Jaka jest przyszlosc rodzaju meskiego? Jesli
        czytam ze wspolczesny mezczyzna produkuje polowe komorek rozrodczych w
        porownaniu do jego rowiesnika sprzed czterdziestu lat, to wlos mi sie jezy na
        glowie. Wyobrazam sobie mojego syna, gdy bedzie chcial miec potomstwo to pewnie
        uzyje zamiast ”tradycyjnych narzedzi” na przyklad kawalek ucha. Pobiora mu
        jakies stem cells sklonuja i zrobia jego replike. Doki czy do tego jest
        potrzebna kobieta? Jesli nawet coz za dyshonor nawet dla dziadka to znaczy
        mnie. Wtedy doprawdy bez znaczenia jest nawet mycie kosza na smieci, co jak
        widac wyraznie nie cierpisz.
        Pozdrawiam dyskutantow,
        J.S. (jot-es)
        • Gość: Doki Re: zastanowmy sie IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 04.10.02, 05:19
          Mysle, ze tak jak kobiety nie chca byc widziane wylacznie jako obiekty seksualne, tak i mezczyzni w ramach wyzwolenia musza przestac postrzegac siebie jako skladnik niezbedny do reprodukcji, raz ze jak piszesz, ta rola jest bez przyszlosci, dwa ze to nie "oddaje bogactwa duszy", ze uzyje analogii ukutej przez blondynki.
          Przeciwnie, jako gatunek zagrozony wymarciem powinni byc pod ochrona.
          • paw_dady a moze my tak bedziemy 04.10.02, 21:05
            postrzegani jako obiekty seksualne?

            wyobrazcie sobie to molestowanie przez atrakcyjna
            szefowa. przyjemnie a potem jeszcze zaskarzycie i nie
            trzeba pracowac do konca zycia ;o)

            ehh trzeba korzystac z tego co przynosi zycie panowie!
            • alfalfa Re: a moze my tak bedziemy 05.10.02, 00:46
              :)) A co powiesz na molestowanie przez obleśną, "bardzo dojrzałą" i śmierdzacą
              panią dyr. (z zycia wzięte:)? BTW Doki, dzisiaj przy okazji omawiania tzw.
              równowagi usłyszałem, że w Belgii kobiety maja zagwarantowane 40% a w Szwecji
              50% w parlamentach? I że trzeba walczyc ze stereotypami w Polsce...
              pzdr.
              • Gość: J.S. Re: a moze my tak bedziemy IP: *.tnt1.lafayette.in.da.uu.net 05.10.02, 04:50
                Przekonaliscie mnie w temacie. Wiec od czego zaczynamy krucjate. Osobiscie
                proponowalbym cos w temacie "bogactwa duszy". Doki ale ja dalej gubie sie w
                domyslach o co mamy walczyc czy o to byc na gorze czy na dole?
                J.S (jot-es)
                • Gość: Doki gora czy dol? IP: *.55-136-217.adsl.skynet.be 05.10.02, 08:09
                  My mamy walczyc o to samo, co kobiety: o prawo wyboru. Korzystajac jednak z doswiadczen women's lib moze przydaloby sie przy okazji prawo przeforsowania naszego wyboru... :-)
                  • paw_dady Re: gora czy dol? 05.10.02, 15:57
                    Gość portalu: Doki napisał(a):

                    > My mamy walczyc o to samo, co kobiety: o prawo wyboru. Korzystajac jednak z
                    dos
                    > wiadczen women's lib moze przydaloby sie przy okazji prawo przeforsowania
                    nasze
                    > go wyboru... :-)

                    ty nie mozesz bo jestes bialym heteroseksualnym mezczyzna. w parlamencie jak w
                    amerykanskich filmach musi byc
                    a) madra kobieta
                    b) pozytywny murzyn
                    c) nawrocony homoseksualista

                    do niereformawalnych (czyt. bez prawa do obrony) naleza:
                    biali,hetero no i najgorzej co moze byc slowianie fuj
                    • Gość: dodo Re: gora czy dol? IP: *.sympatico.ca 05.10.02, 17:58
                      paw_dady napisała:

                      >
                      > ty nie mozesz bo jestes bialym heteroseksualnym mezczyzna. w parlamencie jak
                      w
                      > amerykanskich filmach musi byc
                      > a) madra kobieta
                      > b) pozytywny murzyn
                      > c) nawrocony homoseksualista
                      >
                      > do niereformawalnych (czyt. bez prawa do obrony) naleza:
                      > biali,hetero no i najgorzej co moze byc slowianie fuj

                      nie martw sie, paw_dady - z punktu widzenia ku klux klan slowianie, murzyni
                      i np. irlanczycy sa rownie malo warci(czytaj: warci szybkiego powieszenia)
                      wiec masz szanse byc "discriminated minority" - wszystko kwestia interpretacji
                      i silnej woli w prezentowaniu argumentow.
                      • paw_dady Re: gora czy dol? 05.10.02, 19:48
                        Gość portalu: dodo napisał(a):

                        > nie martw sie, paw_dady - z punktu widzenia ku klux klan slowianie, murzyni
                        > i np. irlanczycy sa rownie malo warci(czytaj: warci szybkiego powieszenia)
                        > wiec masz szanse byc "discriminated minority" - wszystko kwestia
                        interpretacji i silnej woli w prezentowaniu argumentow.
                        >

                        nie bylo by to zle ale nie ogladalas filmow PC amerykanskich? tam zawsze
                        polacy=glupi robole ruscy/serbowie ot samo + wredni terrorysci soro tak jest to
                        a) tacy nie sa mniejszoscia tylko pasozytami
                        b) z pasozytami sie nie dyskutuje tylko do nich strzela
                        w majestacie poszanowania mniejszosci rowniez tych ksztalcacych pilotow do
                        lotow w wiezowce
                        • Gość: maly.k Re: gora czy dol? IP: *.sympatico.ca 05.10.02, 20:47
                          Bo PC, pawiu, jest prostą ideologią dla prostakow. Źli są
                          źli, a dobrzy - dobrzy. Trzeba unikać nadmiernego
                          komplikowania, bo od tego głowa boli.

                          Przy okazji: jak z zapisami do men liberation i ile
                          wynosi składka członkowska?

                          Pozdrawiam,

                          mk.
                          • paw_dady z pytaniem o skladke to do dokiego 06.10.02, 12:33
                            > Bo PC, pawiu, jest prostą ideologią dla prostakow. Źli są
                            > źli, a dobrzy - dobrzy. Trzeba unikać nadmiernego
                            > komplikowania, bo od tego głowa boli.

                            ja nie komplikuje probuje zrozumiec. jak nie zrozumiem oblecisz moja planete a
                            ja bede pil, zeby zapomniec


                            > Przy okazji: jak z zapisami do men liberation i ile
                            > wynosi składka członkowska?
                            vide temat

                            odzdrawiam
              • Gość: Doki Re: a moze my tak bedziemy IP: *.55-136-217.adsl.skynet.be 05.10.02, 08:07
                alfalfa napisał:

                BTW Doki, dzisiaj przy okazji omawiania tzw.
                > równowagi usłyszałem, że w Belgii kobiety maja zagwarantowane 40% a w Szwecji
                > 50% w parlamentach? I że trzeba walczyc ze stereotypami w Polsce...

                Tak, to prawdziwie makiaweliczny ruch, ktory doprowadzi do spadku liczby kobiet w parlamencie. Analogicznie jak wprowadzenie religii do szkol bylo jednym z czynnikow dechrystianizacji mlodego pokolenia w Polsce.
              • paw_dady Re: a moze my tak bedziemy 05.10.02, 11:23
                alfalfa napisał:

                > :)) A co powiesz na molestowanie przez obleśną, "bardzo dojrzałą" i
                śmierdzacą
                > panią dyr. (z zycia wzięte:)?
                ee tam pamietasz film michale douglas vs. demi moore? chcesz powiedziec, ze w
                zyciu jest inaczej? ;o)
                • alfalfa Re: a moze my tak bedziemy 06.10.02, 01:27
                  W zyciu same Kim Basinger tańczące do muzyki z tekstem "you can leave your hat
                  on":)))
                  pzdr.
                  ps. a ciekawe co osiągnie niejaka Jaruga-Nowacka, polityczka i cośtam jescze,
                  gdy koledzy partyjni leją po twarzy towarzyszki? Walka rozpoczęta?:) 50-50 i
                  łapanki na ulicach?
                  • paw_dady Re: a moze my tak bedziemy 06.10.02, 12:31
                    alfalfa napisał:

                    > W zyciu same Kim Basinger tańczące do muzyki z tekstem "you can leave your
                    hat
                    > on":)))

                    eee tam kim to juz nie dzisiaj (wiekowa laska ;o) w dzisiejszych czasach
                    wolalbym hmm aguilera, shakira, penepole cruz? piosenka moze zostac i wykonanie
                    joe cooker'a ;o)



                    > ps. a ciekawe co osiągnie niejaka Jaruga-Nowacka, polityczka i cośtam jescze,
                    > gdy koledzy partyjni leją po twarzy towarzyszki? Walka rozpoczęta?:) 50-50 i
                    > łapanki na ulicach?

                    ee bab zadnych jest MNOSTWO. bab umiejacych rzadzic zdecydowanie mniej. obawiam
                    sie, ze dawanie pozywki tym niewlasciwym sie zle skonczy. zdaje sie, ze doki
                    mowil o tym juz tylko innymi slowami.

                    pzr
                    • alfalfa Re: a moze my tak bedziemy 06.10.02, 19:23
                      paw_dady napisała:

                      > alfalfa napisał:
                      >
                      > > W zyciu same Kim Basinger tańczące do muzyki z tekstem "you can leave your
                      >
                      > hat
                      > > on":)))
                      >
                      > eee tam kim to juz nie dzisiaj (wiekowa laska ;o)
                      Jak do tego filmu, co to młodym będąc z wypiekami na twarzy oglądałem, się
                      odnosiłem.
                      w dzisiejszych czasach
                      > wolalbym hmm aguilera, shakira, penepole cruz?
                      Te "wieszaki"? Biedna Demi:))))
                      piosenka moze zostac i wykonanie
                      >
                      > joe cooker'a ;o)
                      Jak najbardziej.

                      >
                      >
                      >
                      > > ps. a ciekawe co osiągnie niejaka Jaruga-Nowacka, polityczka i cośtam jesc
                      > ze,
                      > > gdy koledzy partyjni leją po twarzy towarzyszki? Walka rozpoczęta?:) 50-50
                      > i
                      > > łapanki na ulicach?
                      >
                      > ee bab zadnych jest MNOSTWO. bab umiejacych rzadzic zdecydowanie mniej.
                      obawiam
                      >
                      > sie, ze dawanie pozywki tym niewlasciwym sie zle skonczy. zdaje sie, ze doki
                      > mowil o tym juz tylko innymi slowami.
                      >
                      > pzr
                      pozdrawiam również
    • Gość: Leon Re: men's liberation IP: *.gorzow.cvx.ppp.tpnet.pl 05.10.02, 18:46
      Niektóre przepisy prawne lub ich wykładnia rzeczywiście
      dyskryminują mężczyzn, więc trzeba walczyć o ich zmianę.
      Ale skarżyć się na to, ze musisz wyrzucić śmieci, wyprać
      ciuszki dziecka, lub być świadkiem uruchomienia się w
      systemie operacyjnym kobiety procedury (wirusa) "ty mnie
      już nie kochasz", to prawdziwemu mężczyźnie naprawdę nie
      wypada. Wstydź się!

      Leon
      • paw_dady przeciez doki jest prawdziwym mezczyzna 05.10.02, 19:49
        Gość portalu: Leon napisał(a):
        > Ale skarżyć się na to, ze musisz wyrzucić śmieci, wyprać
        > ciuszki dziecka, lub być świadkiem uruchomienia się w
        > systemie operacyjnym kobiety procedury (wirusa) "ty mnie
        > już nie kochasz", to prawdziwemu mężczyźnie naprawdę nie
        > wypada. Wstydź się!

        bo kazdy by sie bal powiedziec to glosno bo nie wypada ale wszyscy o tym
        mysla ;o)
        • spinkaa Biedni, prawdziwi mężczyźni 05.10.02, 20:58
          Ależ biedactwa, jacy pognębiebi, zniewoleni, buuu, jakże mi was żal serdecznie.
          Koniecznie musze to opowiedziec mojemu zniewolonemu mężowi, gdzy juz wróci z
          ryb, na które własnie pojechał z trzema kumplami, również zapewne zniewolonymi
          i - jak sie domyślam, a właściwie jak znam zycie - bardzo intensywnie teraz
          dyskutują na temat granic męskiej wolności.
          Pozdrawiam wszystkich facetów, którzy czują sie niedowartościowani,
          wykorzystywani (fuj - te śmieci, dzieci, obiadki,szmatki, wyznania, sprzatania
          itp) i zniewoleni.
          My kochamy was takich własnie i bardzo chcemy, abyscie mieli sie przeciwko
          czemu buntować
          Buziaczki
          Spinkaa
          • Gość: J.S. Re: Biedni, prawdziwi mężczyźni IP: *.tnt1.lafayette.in.da.uu.net 05.10.02, 22:48
            spinkaa napisała:

            > Ależ biedactwa, jacy pognębiebi, zniewoleni, buuu, jakże mi was żal
            serdecznie.
            >
            > Koniecznie musze to opowiedziec mojemu zniewolonemu mężowi, gdzy juz wróci z
            > ryb, na które własnie pojechał z trzema kumplami, również zapewne
            zniewolonymi
            > i - jak sie domyślam, a właściwie jak znam zycie - bardzo intensywnie teraz
            > dyskutują na temat granic męskiej wolności.
            > Pozdrawiam wszystkich facetów, którzy czują sie niedowartościowani,
            > wykorzystywani (fuj - te śmieci, dzieci, obiadki,szmatki, wyznania,
            sprzatania
            > itp) i zniewoleni.
            > My kochamy was takich własnie i bardzo chcemy, abyscie mieli sie przeciwko
            > czemu buntować
            > Buziaczki
            > Spinkaa
            ******
            OK bardzo sie ciesze, ale my musimy to miec wszystko na pismie, notarialnie
            potwierdzone, cos jak umowa malzenska lub partnerska. I trzeba nad
            poszczegolnymi punktami popracowac. Kto to ma robic oczywiscie my jeszcze
            mezczyzni, ci sami ale juz nie tacy sami.
            J.S.(jot-es)
      • Gość: Doki Re: men's liberation IP: *.55-136-217.adsl.skynet.be 06.10.02, 00:04
        Gość portalu: Leon napisał(a):

        > Niektóre przepisy prawne lub ich wykładnia rzeczywiście
        > dyskryminują mężczyzn, więc trzeba walczyć o ich zmianę.
        > Ale skarżyć się na to, ze musisz wyrzucić śmieci, wyprać
        > ciuszki dziecka, lub być świadkiem uruchomienia się w
        > systemie operacyjnym kobiety procedury (wirusa) "ty mnie
        > już nie kochasz", to prawdziwemu mężczyźnie naprawdę nie
        > wypada. Wstydź się!

        Ani troche! Ja sie nie skarze, tylko podnosze problem i szukam rozwiazania.
        Smietnik np moge umyc po to, by Najlepszej Zonie Swiata (mojej) rece nie smierdzialy chlorem. Ale nie znosze podnoszenia argumentu, ze "to jest meska robota".
        • Gość: dodo Re: men's liberation IP: *.sympatico.ca 06.10.02, 00:43
          to ja na to publicznie stwierdzam, ze aby przyszyc guzik do meskiej koszuli,
          biust i jajniki nie sa potrzebne!
          jedyna damska praca jaka znam to rodzenie dzieci :-)
          • spinkaa Re: men's liberation 06.10.02, 07:43
            Dzielenie czynności na męskie i damskie jest bez sensu.
            Na przykład: ja nigdy nie znosiłam szycia, a na widok igły i nici dostawałam
            wysypki. Mój mąż zatem nawet nie próbował mnie do tych "czysto damskich"
            robótek przekonywać, tylko sam sobie przyszywa owe guziki i wcale przy tym nie
            wygląda na cierpiącego. Podobnie jak z myciem okien czy odkurzaniem - "nie
            lubisz, nie ma sprawy, mnie to nie przeszkadza, tym bardziej, że ja to zrobie
            lepiej i dokładniej". Tak mówi. W dodatku ma racje, więc ja się nie obrażam.
            Z kolei on bardzo, bardzo nie lubi np. zmywania naczyń, mycia kubłów na śmieci
            (!), prania, prasowania zakupów itp. - robię to więc ja i też jakoś nie widzę
            powodu, aby zaliczać sie do grona cierpiętnic.
            I wcale mi nie przeszakdza, że on w tym czasie lezy sobie na kanapie i byczy
            się w towarzyswtie piolta tv
            A i do tych "męskich" zajęć przykładam sie w razie potrzeby - mamy działke na
            wsi i nie widziałam nic zdrożnego w tym, ze to ja nosiłam ze studni wiadra z
            wodą (doskonałe ćwiczenie), a nie on, nawet jesli w tym czasie czytał sobie
            książkę albo właśnie przekładał po raz tysięczny swoje zabaweczki, czyli sprzęt
            na ryby.
            Jednym słowem: związek dwojga ludzi to jeden wielki kompromis, który wcale nie
            musi być tak bolesny, jak się to przedstawia. Funkcjonujemy z mężem juz kilka
            dobrych lat w ten sposób i żadne z nas nie czuje się zakute w małżeńskie
            kajdany.
            Czego i Wam życzy
            spinkaa
    • paw_dady dobra panowie 06.10.02, 12:27
      juz sobie ponarzekalismy na okropne prace domowe, ktore musimy robic.

      a teraz zostawiam kompa i ide wyniesc smieci i wyprasowac. zeby moje Kochanie
      nie marudzilo ;o)
    • Gość: Lena Re: men's liberation IP: 213.216.82.* 06.10.02, 19:35
      Wpisując się w temat *mycie* proponowałabym w ramach walki o równe prawa na
      początek przestać siebie myć. Jedno pewne - nikt nie spojrzałby na Ciebie jak
      na obiekt seksualny. To miałbyś z głowy i dalej mógłbyś się zastanawiać o co Ci
      chodzi.
      • Gość: lena Re: men's liberation IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 06.10.02, 23:37
        czy to prawda, że długość skarg na męską dolę jest odwrotnie proporcjonalna do
        długości membrum virilis? a kunszt w codziennych czynnościach jast wprost
        proporcjonalny do poziomu ars amandi przentowanego przez daną mężczyznę?
        • paw_dady Re: men's liberation 06.10.02, 23:48
          Gość portalu: lena napisał(a):

          > czy to prawda, że długość skarg na męską dolę jest
          odwrotnie proporcjonalna do
          > długości membrum virilis? a kunszt w codziennych
          czynnościach jast wprost
          > proporcjonalny do poziomu ars amandi przentowanego
          przez daną mężczyznę?


          wprawdzie lacine zakuwalas ale nie doslyszalas, w
          dlugosci skarg chodzi o 'wprost proporcjonalne' a w ars
          amandi 'odwrotnie proporcjonalne'.

          BTW twoj mezczyzna nie narzeka? wspolczuje
        • Gość: maly.k Re: men's liberation IP: *.sympatico.ca 07.10.02, 00:34
          Do luftu ta Twoja teoria, Leno (albo 'leno' - jak
          wolisz). Bo przecież z niej wprost wynika, że Ci, którzy
          nie skarżą się wogóle (długość skarg: 0) mają ten member
          długości nieskończonej. I co wtedy? Zgroza!

          Pozdrawiam,

          mk. (który chociaż gotować dobrze potrafi, więc jakby co,
          to sami wiecie)
        • Gość: Lena Re: men's liberation IP: 213.216.82.* 07.10.02, 00:39
          Gość portalu: lena napisał(a):

          > czy to prawda, że długość skarg na męską dolę jest odwrotnie proporcjonalna
          do
          > długości membrum virilis? a kunszt w codziennych czynnościach jast wprost
          > proporcjonalny do poziomu ars amandi przentowanego przez daną mężczyznę?

          Jest to niewykluczone. Choć niektórzy twierdzą,że długość membrum virile jest
          odwrotnie prpoprcjonalna do kunsztu w codziennych czynnościach i po prostu nic
          nie robią. Żonom tego nie mówią.
          • Gość: dodo Re: men's liberation IP: *.sympatico.ca 07.10.02, 00:45
            a ja tam z lektur szkolnych pamietam, ze nie o to chodzi zeby byl dlugi tylko
            zeby byl figlarny (z czego to, kotku, jakby zapytal s.p. kisiel) ;-)
            • Gość: Lena Re: men's liberation IP: 213.216.82.* 07.10.02, 00:47
              Gość portalu: dodo napisał(a):

              > a ja tam z lektur szkolnych pamietam, ze nie o to chodzi zeby byl dlugi tylko
              > zeby byl figlarny (z czego to, kotku, jakby zapytal s.p. kisiel) ;-)

              Niektórzy mówią "byle wariat". Powodzenia.
              • Gość: J.S. Re: men's liberation IP: *.tnt2.lafayette.in.da.uu.net 07.10.02, 03:48
                Lena jawi mi sie tutaj i na innych watkach jako ideowa feministka. Panowie ona
                jest powaznym adwersarze, bo wszystko traktuje bardzo "sieroznie" i walczy do
                konca.
                A ja sobie guziki tez przyszywam sam, albo chodze bez przyszytych. Bo moja zona
                jak nie da sie jej do lapy to jakos o tym zapomina. Chodze tez czasami
                niewyprasowany. Umiem gotowac ale dosyc gleboko ukrywam te talenty. Ostatnio
                biedulka miala grype wiec zamienilem sie w kucharza. Moja najlepsza sprzata,
                ale ja robie zakupy, bo gdy ja wyslac do supermarketow rachunek jest zwykle
                dwukrotnie lub trzykrotnie wyzszy od mojego.
                J.S. (jot-es)
                • Gość: Lena Re: men's liberation IP: 213.216.82.* 07.10.02, 06:23
                  Gość portalu: J.S. napisał(a):

                  > Lena jawi mi sie tutaj i na innych watkach jako ideowa feministka. Panowie
                  ona
                  > jest powaznym adwersarze, bo wszystko traktuje bardzo "sieroznie" i walczy do
                  > konca.
                  > A ja sobie guziki tez przyszywam sam, albo chodze bez przyszytych. Bo moja
                  zona
                  >
                  > jak nie da sie jej do lapy to jakos o tym zapomina. Chodze tez czasami
                  > niewyprasowany. Umiem gotowac ale dosyc gleboko ukrywam te talenty. Ostatnio
                  > biedulka miala grype wiec zamienilem sie w kucharza. Moja najlepsza sprzata,
                  > ale ja robie zakupy, bo gdy ja wyslac do supermarketow rachunek jest zwykle
                  > dwukrotnie lub trzykrotnie wyzszy od mojego.
                  > J.S. (jot-es)

                  Cześć. Wcale nie jestem ideowa. Jestem tylko sypmatyzująca. I wcale nie biorę
                  tego wszystkiego poważnie.To jest poważne ale ja się z tego śmieję.
                  No i lubię facetów z ukrytymi talentami.
                • Gość: Doki Re: men's liberation IP: 195.13.26.* 07.10.02, 08:15
                  Gość portalu: J.S. napisał(a):

                  > Lena jawi mi sie tutaj i na innych watkach jako ideowa feministka. Panowie ona
                  > jest powaznym adwersarze, bo wszystko traktuje bardzo "sieroznie" i walczy do
                  > konca.

                  Dokladnie, i to ona wlasnie, jesli istotnie traktuje swoje slowa powaznie, reprezentuje to, czemu sie sprzeciwiam. Prawdziwym mezczyzna jest wg niej bowiem ten, ktory potrafi wszystko i robi wszystko. Poniewaz caly ten watek od poczatku prowadzilem jako feminizm a rebours, zapytam teraz: gdziez sa prawdziwe kobiety?
                  • paw_dady Re: men's liberation 07.10.02, 13:26
                    Gość portalu: Doki napisał(a):
                    > prowadzilem jako feminizm a rebours, zapytam teraz: gdziez sa prawdziwe
                    kobiety ?
                    >

                    np. u ciebie i u mnie w domu. w innych odmach tez by sie znalazlo (paw skarzacy
                    sie czesto ;o)
                    • alfalfa Re: men's liberation 07.10.02, 13:31
                      paw_dady napisała:

                      > Gość portalu: Doki napisał(a):
                      > > prowadzilem jako feminizm a rebours, zapytam teraz: gdziez sa prawdziwe
                      > kobiety ?
                      > >
                      >
                      > np. u ciebie i u mnie w domu. w innych odmach tez by sie znalazlo (paw
                      skarzacy
                      >
                      > sie czesto ;o)
                      O, własnie!!!! Chciałem zgłosić, że ja też mieszkam ze 100%ową kobietą, i do
                      tego blondynką:)
                      pzdr.
        • Gość: dana mężczyzna Re: men's liberation IP: *.iry.warszawa.supermedia.pl 16.10.02, 08:31
          Gość portalu: lena napisał(a):

          > czy to prawda, że długość skarg na męską dolę jest odwrotnie proporcjonalna do
          > długości membrum virilis? a kunszt w codziennych czynnościach jast wprost
          > proporcjonalny do poziomu ars amandi przentowanego przez daną mężczyznę?

          prawda!
    • Gość: Lena Re: men's liberation IP: 2.2.STABLE* / 192.168.0.* 07.10.02, 09:10
      Mnie się wydawało,że jest to żartobliwa dyskusja a okazało się,że to całkiem
      poważna dyskurs "a clef".
      Prawdziwe kobiety są wszędzie. Im mężczyźni z przyjemnością przyszywaja guziki.
      PS *Lena* i *lena* to nie ta sama osoba. ja jestem Lena.
      • Gość: barbinator Re: men's liberation IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 07.10.02, 11:13
        Obecni w tym watku panowie strasznie komplikują najprostsze sprawy...
        Pamiętam jak to było w domu moich rodziców. Mama gotowała, sprzątała, prała
        (pralka Frania, pamięta ktoś?), zajmowała się dziećmi czyli nami.
        Tata "babskich zajęć" się nie tykał, ale za to robił w domu za hydraulika,
        elektryka, mechanika i malarza pokojowego. W sumie oboje rodzice wnosili we
        wspólne gospodarstwo tyle samo i było OK.
        A jak jest teraz? - prace tradycyjnie kobiece niewiele się zmieniły (może z
        wyjątkiem prania), guzik przyszywa się teraz tak samo jak 100 lat temu.
        Natomiast prace tzw "męskie" zostały skomercjalizowane - zamiast robić coś
        samemu po prostu wzywa się fachowca - mechanika samochodowego, elektryka,
        malarza itd. Stąd zupełnie słusznie oczekujemy po nowoczesnym mężczyźnie, żeby
        zamiast ględzić jaki to jest szlachetny, bo kąpie (własne jak sądzę?) dziecko
        czy myje kubeł po śmieciach które sam wyprodukował, robił różne rzeczy w domu
        bez dorabiania sobie do tego ideologii typu "robię to tylko dlatego, że jestem
        taki wspaniały i kocham moją żonę", za to z przekonaniem, że to jego obowiązek,
        taki sam jak żony. Jak słyszę faceta, który jest dumny z siebie bo przyszył
        sobie guzik ( a z umiejętnością gotowania to już się kryje) to nie wiem, śmiać
        się czy płakać.
        Chłopaki, dorośnijcie....
        • alfalfa Re: men's liberation 07.10.02, 12:04
          Gość portalu: barbinator napisał(a):

          > Obecni w tym watku panowie strasznie komplikują najprostsze sprawy...
          > Pamiętam jak to było w domu moich rodziców. Mama gotowała, sprzątała, prała
          > (pralka Frania, pamięta ktoś?), zajmowała się dziećmi czyli nami.
          > Tata "babskich zajęć" się nie tykał, ale za to robił w domu za hydraulika,
          > elektryka, mechanika i malarza pokojowego. W sumie oboje rodzice wnosili we
          > wspólne gospodarstwo tyle samo i było OK.
          > A jak jest teraz? - prace tradycyjnie kobiece niewiele się zmieniły (może z
          > wyjątkiem prania), guzik przyszywa się teraz tak samo jak 100 lat temu.
          > Natomiast prace tzw "męskie" zostały skomercjalizowane - zamiast robić coś
          > samemu po prostu wzywa się fachowca - mechanika samochodowego, elektryka,
          > malarza itd. Stąd zupełnie słusznie oczekujemy po nowoczesnym mężczyźnie,
          żeby
          > zamiast ględzić jaki to jest szlachetny, bo kąpie (własne jak sądzę?) dziecko
          > czy myje kubeł po śmieciach które sam wyprodukował, robił różne rzeczy w domu
          > bez dorabiania sobie do tego ideologii typu "robię to tylko dlatego, że
          jestem
          > taki wspaniały i kocham moją żonę", za to z przekonaniem, że to jego
          obowiązek,
          >
          > taki sam jak żony. Jak słyszę faceta, który jest dumny z siebie bo przyszył
          > sobie guzik ( a z umiejętnością gotowania to już się kryje) to nie wiem,
          śmiać
          > się czy płakać.
          > Chłopaki, dorośnijcie....

          Chciałbym zaprotestować przeciw uogólnianiu. Z moją połowicą mam jak
          najbardziej tradycyjny układa a jako radykał :) zgadzam się z opcją która
          zakłada, że małżonka nie pracuje ("polowaniem" zajmuję się tylko ja, inna
          sprawa, że gdyby żona chciała pracować nie miałbym nic przeciw, na szczęście
          jej się nie chce) za to zajmuje się ochotniczo :) domem i jego sprawami (w tym
          zakupami których nie znoszę). Oczywiście malowanie, obcinanie trawnika i
          żywopłotu, drobne naprawy, użeranie się z fachowcami (tak, tak to żadna
          przyjemność zamowić usługę!) i inne spadają na mnie. Może być?
          pzdr.
          ps. aha i jeszcze jedno - za każdym razem przy okazji wyborów "kupuję" od żony
          głos:)
          • spinkaa Re: men's liberation 07.10.02, 13:05
            To kupowanie głosów od zony bardzo mnie zaintrygowało. Jak to robisz i na czym
            to polega? Tez bym chciała miec dwa....
            pzdr
            • alfalfa Re: men's liberation 07.10.02, 13:27
              spinkaa napisała:

              > To kupowanie głosów od zony bardzo mnie zaintrygowało. Jak to robisz i na
              czym
              > to polega? Tez bym chciała miec dwa....
              > pzdr
              >
              • Gość: Lena Re: men's liberation IP: 213.216.82.* 07.10.02, 19:03
                alfalfa napisał:

                > Ma żona, jako osoba stworzona do miłości i poezji :)) nie interesuje się
                > polityką (choć bardzo trafnie przewidziała "sukces" Samoobrony, a ja naiwny
                nie
                >
                > wierzyłem...) i chętnie zdaje się na mnie w wyborze kandydatów do władzy co
                ja
                > doceniam i odwdzięczam się drobnymi acz serdecznymi i przyjemnymi prezentami
                > np. elegancką bielizną tudzież kosmetykami(i tym sposobem dwie pieczenie
                > zrumieniam:). Jak z tego widać wybory to dla nas przyjemne i zabawne chwile...
                > pzdr.
                > ps. ostatnio zwabiona moimi "dowodami wdzięczności" siostra mojej małżonki
                > zgłosiła ochotę na ten sympatyczny handelek:) Zastanawiam się co by w tym
                > przypadku zrobić? Chyba jakąś sztywną taryfę wprowadzę, czy co? I niech nikt
                > nie mówie, że kobiety są pozbawione świadomości politycznej!!!:))) Wszak
                > wybierają kapitalizm, czyż nie?

                A dasz się sklonować ???????????????????????
                • alfalfa Re: men's liberation 07.10.02, 21:18
                  Gość portalu: Lena napisała:

                  > A dasz się sklonować ???????????????????????

                  Przykro mi, jako indywidualista (również radykalny) nie mogę sie na to
                  zgodzić:)

                  pzdr.
                  ps. ale dla wyjaśnienia - mam trzy siostry więc miałem traning z
                  kobietami:))))))
              • spinkaa Re: men's liberation 07.10.02, 19:09

                A czy jestes pewien, że siostra żony, a twoja szwagierka, nie weźmie zapłaty z
                góry, zaś głos odda na kogoś innego? Wszak sprawdzić tego nie możesz....
                • Gość: J.S. Re: men's liberation IP: *.hemocleanse.com 07.10.02, 20:48
                  spinkaa napisała:

                  >
                  > A czy jestes pewien, że siostra żony, a twoja szwagierka, nie weźmie zapłaty
                  z
                  > góry, zaś głos odda na kogoś innego? Wszak sprawdzić tego nie możesz.
                  *******
                  Mimo wszystko a moze wlasnie dlatego kobietom trzeba ufac. Przy braku zaufania
                  koniec z dobrymi prognozami na przyszlosc. Nawet men's liberation movement
                  upadnie. W koncu przeciez my domagamy sie tylko prawa ochronnego.
                  J.S. (jot-es)
                  • Gość: maly.k Re: men's liberation IP: *.BrockU.CA 07.10.02, 23:26
                    Gość portalu: J.S. napisał(a):

                    > W koncu przeciez my domagamy sie tylko prawa ochronnego.

                    Pisz za siebie. Ja bym sie tam jeszcze czegos podomagal ;-). Pelna liste
                    postulatow trzeba bedzie spisac!

                    Pozdrawiam,

                    mk.
                • alfalfa Re: men's liberation 07.10.02, 21:19
                  spinkaa napisała:

                  >
                  > A czy jestes pewien, że siostra żony, a twoja szwagierka, nie weźmie zapłaty
                  z
                  > góry, zaś głos odda na kogoś innego? Wszak sprawdzić tego nie możesz....
                  >
                  >
                  • Gość: Lena Re: men's liberation IP: 2.2.STABLE* / 192.168.0.* 07.10.02, 23:07
                    alfalfa napisał:

                    > spinkaa napisała:
                    >
                    > >
                    > > A czy jestes pewien, że siostra żony, a twoja szwagierka, nie weźmie zapła
                    > ty
                    > z
                    > > góry, zaś głos odda na kogoś innego? Wszak sprawdzić tego nie możesz....
                    > >
                    > >
              • Gość: barbinator Re: men's liberation IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 08.10.02, 11:24
                > Ma żona, jako osoba stworzona do miłości i poezji :)) nie interesuje się
                > polityką (choć bardzo trafnie przewidziała "sukces" Samoobrony, a ja naiwny
                nie
                >
                > wierzyłem...)

                Hmmm, skoro to twoja żona przewidziała lepperiadę a ty nie, to może byłoby
                lepiej dla wszystkich gdybys to ty oddał głos żonie zamiast odwrotnie?
                • alfalfa Re: men's liberation 08.10.02, 17:58
                  Gość portalu: barbinator napisał(a):

                  > > Ma żona, jako osoba stworzona do miłości i poezji :)) nie interesuje się
                  > > polityką (choć bardzo trafnie przewidziała "sukces" Samoobrony, a ja naiwn
                  > y
                  > nie
                  > >
                  > > wierzyłem...)
                  >
                  > Hmmm, skoro to twoja żona przewidziała lepperiadę a ty nie, to może byłoby
                  > lepiej dla wszystkich gdybys to ty oddał głos żonie zamiast odwrotnie?

                  Gdyby tylko wybory polegały na trafnym wyborze "czarnego konia" to kto wie?
                  Narazie próbowaliśmy tego z totkiem i niestety tym razem kobieca intuicja nie
                  pomogła:)
          • Gość: barbinator Re: men's liberation IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 08.10.02, 11:31
            > Chciałbym zaprotestować przeciw uogólnianiu. Z moją połowicą mam jak
            > najbardziej tradycyjny układa a jako radykał :) zgadzam się z opcją która
            > zakłada, że małżonka nie pracuje ("polowaniem" zajmuję się tylko ja, inna
            > sprawa, że gdyby żona chciała pracować nie miałbym nic przeciw, na szczęście
            > jej się nie chce) za to zajmuje się ochotniczo :) domem i jego sprawami (w
            tym
            > zakupami których nie znoszę). Oczywiście malowanie, obcinanie trawnika i
            > żywopłotu, drobne naprawy, użeranie się z fachowcami (tak, tak to żadna
            > przyjemność zamowić usługę!) i inne spadają na mnie. Może być?

            Może być, chociaż nie byłabym sobą gdybym nie dodała, że na takim tradycyjnym
            układzie kobiety na dłuższą metę kiepsko wychodzą. Najgorzej zaś w przypadku
            rozwodu, czego tobie i twojej żonie oczywiście nie życzę
            • spinkaa Re: men's liberation 08.10.02, 11:57
              Gość portalu: barbinator napisał(a):
              > Może być, chociaż nie byłabym sobą gdybym nie dodała, że na takim tradycyjnym
              > układzie kobiety na dłuższą metę kiepsko wychodzą. Najgorzej zaś w przypadku
              > rozwodu, czego tobie i twojej żonie oczywiście nie życzę


              Jakies czarnowidztwo siejesz i sugerujesz rozwiązania, które szczęśliwym
              ludziom nawet nie przujda do głowy. A fe!
              Jezli bowiem taki układ odpowiada obojgu i oboje sa z niego zadowoleni,
              szczęsliwi,to onacza, że prawdopodobnie rozwodzic sie nie bedą, gdyz z roku na
              rok będzie im ze sobą coraz lepiej.
              A na marginesie - o wiele więcej rozwodów zdarza sie wśród pracujących obojga
              małżonków, niz gdy funkcjonuje tzw. tradycyjna struktura małżeńska, gdzie on
              poluje, a ona dmucha w ognisko domowe.
              Mnie taki układ szalenie by odpowiadał. Jak bym chciała czekac w domu z gotowym
              obiadkiem na mojego męża, który urtudzon po polowaniu wraca do domu i grzeje
              sie przy rozpalonym przeze mnie ogniu....
              Ot, takie zwykłe sobie marzenia kobiety, która na równi z mężczyzną musi
              polować, aby przezyc. O tempora, o mores!
              Pozdrawiam podobne marzycielki:)))
              • Gość: barbinator Re: men's liberation IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 08.10.02, 18:35
                > >
                > Jakies czarnowidztwo siejesz i sugerujesz rozwiązania, które szczęśliwym
                > ludziom nawet nie przujda do głowy. A fe!

                Nie skomentuje, bo każdy mój komentarz byłby, primo, udowadnianiem, że nie
                jestem wielbłądem, secundo, na koniec i tak by wyszło, że sieję defetyzm i
                rozbijam małżeństwa....


                > Jezli bowiem taki układ odpowiada obojgu i oboje sa z niego zadowoleni,
                > szczęsliwi,to onacza, że prawdopodobnie rozwodzic sie nie bedą, gdyz z roku
                na
                > rok będzie im ze sobą coraz lepiej.

                To bardzo ładne co piszesz, ale pozwolę sobie nieśmiało zauważyć, że gdyby to
                była prawda, to każde małżeństwo zawierane z miłości trwałoby "dopóki śmierć
                ich nie rozłączy", bo przecież są "zadowoleni ze swojego układu, więc z roku na
                rok musi im być coraz lepiej...."


                > A na marginesie - o wiele więcej rozwodów zdarza sie wśród pracujących obojga
                > małżonków, niz gdy funkcjonuje tzw. tradycyjna struktura małżeńska, gdzie on
                > poluje, a ona dmucha w ognisko domowe.

                A na jakiej podstawie tak myślisz? Są jakieś dane statystyczne na ten temat? Bo
                moje obserwacje wśród znajomych i rodziny wskazuja na coś wręcz przeciwnego...



                > Mnie taki układ szalenie by odpowiadał.

                Mnie zdecydowanie nie....

                Jak bym chciała czekac w domu z gotowym
                >
                > obiadkiem na mojego męża, który urtudzon po polowaniu wraca do domu i grzeje
                > sie przy rozpalonym przeze mnie ogniu....
                > Ot, takie zwykłe sobie marzenia kobiety, która na równi z mężczyzną musi
                > polować, aby przezyc. O tempora, o mores!

                Będę brutalna i powiem wprost: taki mąż - myśliwy któregoś dnia może przytargać
                do domu, zamiast combra z jelenia, uroczą, wielkooką i długonogą sarenkę....
                Marzenia to fajna rzecz, ale warto być realistką i nie stawiać wszystkiego na
                jedną kartę - nawet jeśli tą kartą jest wspaniały, troskliwy i zakochany
                mąż.... Życie udowadnia, że czasami ksiąze zamienia się w żabę zamiast
                odwrotnie....



                > Pozdrawiam podobne marzycielki:)))
                >
                Przykro, że mnie nie pozdrawiasz....Bo ja kocham moją pracę nie mniej niz męża
                i cieszę się, że nie muszę z niczego rezygnować.
                Z myśliwskim pozdrowieniem - barbinator
              • Gość: Aga Re: men's liberation IP: *.kbn.gov.pl 15.10.02, 16:42
                spinkaa napisała:
                Jak bym chciała czekac w domu z gotowym
                >
                > obiadkiem na mojego męża, który urtudzon po polowaniu wraca do domu i grzeje
                > sie przy rozpalonym przeze mnie ogniu....
                > Ot, takie zwykłe sobie marzenia kobiety, która na równi z mężczyzną musi
                > polować, aby przezyc. O tempora, o mores!
                > Pozdrawiam podobne marzycielki:)))

                Które potem wypisują listy do "Wysokich O.", że dla kobiet niepracujących
                powinny być specjalne emerytury, bo wracający z polowania mężowie jakoś o
                zabezpieczenie "czcicielki ogniska domowego" nie za bardzo zadbali...
                :))))))) czy :(((((((?
                Pozdr.

                Aga
                >
                >
            • alfalfa Re: men's liberation 08.10.02, 18:36
              Gość portalu: barbinator napisał(a):

              > > Chciałbym zaprotestować przeciw uogólnianiu. Z moją połowicą mam jak
              > > najbardziej tradycyjny układa a jako radykał :) zgadzam się z opcją która
              > > zakłada, że małżonka nie pracuje ("polowaniem" zajmuję się tylko ja, inna
              > > sprawa, że gdyby żona chciała pracować nie miałbym nic przeciw, na szczęśc
              > ie
              > > jej się nie chce) za to zajmuje się ochotniczo :) domem i jego sprawami (w
              >
              > tym
              > > zakupami których nie znoszę). Oczywiście malowanie, obcinanie trawnika i
              > > żywopłotu, drobne naprawy, użeranie się z fachowcami (tak, tak to żadna
              > > przyjemność zamowić usługę!) i inne spadają na mnie. Może być?
              >
              > Może być, chociaż nie byłabym sobą gdybym nie dodała, że na takim tradycyjnym
              > układzie kobiety na dłuższą metę kiepsko wychodzą. Najgorzej zaś w przypadku
              > rozwodu, czego tobie i twojej żonie oczywiście nie życzę

              Tak na to nie patrzymy - jestesmy osiem lat po ślubie, w zeszłym roku kupilismy
              mieszkanie i właśnie planujemy "przekazanie potomnym genów":). Jednak
              faktycznie, ponieważ w pracy dużo jeżdżę wieleset kilometrów w każdym miesiącu
              a z tym wiąże sie jakieśtam ryzyko, wykupiłem dla choby minimalnego
              bezpieczeństwa żony, polisę na życie na siebie (i na nią żeby jej nie było
              smutno:)). Żona zresztą ma wyższe wykształcenie (z duma dodam, że za nie
              zapłaciłem) i jakby co (np. problemy finansowe,nigdy nic nie wiadomo) to nie
              wątpię, że walczyłaby zażarcie "robiąc karierę" i pracując na pieniądze dla
              rodziny. No i jeszcze jedno - dajemy sobie dużo swobody i luzu np. zona chodzi
              na imprezy do przyjaciółek i do teatru a ja zostaję w domu bo mi sie nie chce,
              siedzę przy kompie i popijam piwko. Ja jeżdżę na nartach i żegluję a żona nie
              (wręcz sie boi) itd. Każdy robi to co lubi i co go pociąga.
              pzdr.

              Patrząc na małżeństwa naszych rówiesników i znajomych faktycznie zauważam ze
              zdziwieniem sporo rozwodow (w tym również ci z dziećmi, czego zupełnie nie
              rozumiem) i konfliktów. My oczywiście też konfliktowe sytuacje przezywamy ale
              nigdy nie pozwalamy sobie (wręcz nie znosimy tego) żeby kłócić sie dłużej niż
              ok. 1h a całkowicie nie rozumiem czegos takiego jak "ciche dni". Z tych chwil
              głupoty i ślepoty raczej z czasem się śmiejemy i żartujemy. Mamy podobnych nam
              znajomych i nie jest prawdą, że taki sposób na życie jest w odwrocie - wręcz
              odwrotnie. Problem polega na tym co jest dla kogo ważne i jakie masz np.
              wsparcie i przykład w rodzinie - my juz jakiś czas temu pożegnaliśmy sie z
              marzeniem o "pieknym białym domku i mercedesie (albo dwóch);)" - wystarcza mi,
              że spokojnie zarabiam na życie (z czasem to bywa trudne i stresujące). Wakacji
              co prawda dawno nie miałem ale tak to jest jak sie prowadzi DG i to w małej
              skali, od zera.

              Może to faktycznie głównie sprawa rodziny? Mój ojciec potrafił dać kazdemu z
              mojego rodzeństwa i mnie dobrze przygotowany start (np. wykształcenie) a sam
              nie miał z tego co zarabiał za komuny zbyt wiele (poza satysfakcją). Dzisiaj Go
              podziwiam (juz nie żyje) i nie moge się nadziwic jak potrafił np. każdej z
              moich sióstr zapewnić mieszkanie (syn miał sie sam "wykazać":))).

              A i dodam, że moja najstarsza siostra ma feministyczne poglądy i ubolewa nad
              tradycją i losem kobiet w Polsce. Dyskusje na ten temat to niemal flagowy temat
              dyskusji podczas spotkań rodzinnych. Dlatego bardzo się dziwi, że na tych
              wyborach juz mam zaplanowane oddanie dwóch głosów:) na kobietę startującą na
              stanowisko prezydenta bo przekonuje mnie swoją fachowości i poglądami.
              pzdr.
              • Gość: barbinator Re: men's liberation IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.10.02, 11:20
                Twój i mój przykład potwierdzaja starą prawdę, że do szczęścia prowadzą różne
                drogi. Oba nasze małżeństwa(mam staż kilka lat dłuższy) są najwyraźniej udane i
                jesteśmy w nich szczęśliwi. I o to chodzi! Dla mnie ważne jest to, aby nikt nie
                próbował nam narzucać "jedynie słusznych" rozwiazań - nic tak mnie nie irytuje
                jak ludzie, którzy lepiej ode mnie wiedzą co jest dla mnie dobre. Nawiedzone
                feministki twierdzące, że kobieta MUSI pracować poza domem by się
                samorealizować, irytują mnie na równi z paniusiami spod sztandarów LPR dla
                których powołaniem kobiety jest dom, dzieci i kościół.
                Pozdrawiam z wyrazami sympatii
                • alfalfa Re: men's liberation 09.10.02, 13:54
                  Gość portalu: barbinator napisał(a):

                  > Twój i mój przykład potwierdzaja starą prawdę, że do szczęścia prowadzą różne
                  > drogi. Oba nasze małżeństwa(mam staż kilka lat dłuższy) są najwyraźniej udane
                  i
                  >
                  > jesteśmy w nich szczęśliwi. I o to chodzi! Dla mnie ważne jest to, aby nikt
                  nie
                  >
                  > próbował nam narzucać "jedynie słusznych" rozwiazań - nic tak mnie nie
                  irytuje
                  > jak ludzie, którzy lepiej ode mnie wiedzą co jest dla mnie dobre. Nawiedzone
                  > feministki twierdzące, że kobieta MUSI pracować poza domem by się
                  > samorealizować, irytują mnie na równi z paniusiami spod sztandarów LPR dla
                  > których powołaniem kobiety jest dom, dzieci i kościół.
                  > Pozdrawiam z wyrazami sympatii

                  Dokładnie tak jak piszesz. Całkowita zgoda.

                  i oczywiście odwzajemniam pozdrowienia plus ukłony:)
                  • Gość: J.S. Doki moze jednak oglosisz pelna mobilizacje IP: *.tnt2.lafayette.in.da.uu.net 10.10.02, 03:56
                    alfalfa napisał:

                    > Gość portalu: barbinator napisał(a):
                    >
                    > > Twój i mój przykład potwierdzaja starą prawdę, że do szczęścia prowadzą ró
                    > żne
                    > > drogi. Oba nasze małżeństwa(mam staż kilka lat dłuższy) są najwyraźniej ud
                    > ane
                    > i
                    > >
                    > > jesteśmy w nich szczęśliwi. I o to chodzi! Dla mnie ważne jest to, aby nik
                    > t
                    > nie
                    > >
                    > > próbował nam narzucać "jedynie słusznych" rozwiazań - nic tak mnie nie
                    > irytuje
                    > > jak ludzie, którzy lepiej ode mnie wiedzą co jest dla mnie dobre. Nawiedzo
                    > ne
                    > > feministki twierdzące, że kobieta MUSI pracować poza domem by się
                    > > samorealizować, irytują mnie na równi z paniusiami spod sztandarów LPR dla
                    >
                    > > których powołaniem kobiety jest dom, dzieci i kościół.
                    > > Pozdrawiam z wyrazami sympatii
                    >
                    > Dokładnie tak jak piszesz. Całkowita zgoda.
                    >
                    > i oczywiście odwzajemniam pozdrowienia plus ukłony:)
                    ******
                    Doki,
                    Przeczytaj powyzszy tekst. Przeciez tak nie przetrwamy. Zgoda i kochajmy sie
                    jak w Zemscie. Barbinator to "mason" zenski o radykalnych pogladach
                    feministycznych z trudem maskowanych nie tylko na tym forum. Juz wyssala jak
                    modliszka krwe z alfalfa. O to ci chodzilo? No to masz przechlapane. Bedziesz
                    czysci swoje kilbe a ja swoje do konca zycia.
                    Pozdrawiam wszystkich zainteresowanych,
                    J.S. (jot-es)
                    • Gość: Doki hej, kto Polak, na kobiety! IP: 195.13.26.* 10.10.02, 11:29
                      Kobiety:
                      1. sa czesto inteligentne i sprawnie stosuja zasade "dziel i rzadz", burzac meska solidarnosc
                      2. nie wiedza czego wlasciwie chca. Jednoczesnie pragna dominujacego samca, rownego partnera i uleglego poddanego.
                      Feministki sa najgorsze. Nie zrozumialy jeszcze, ze "prawdziwi mezczyzni" beda albo dominujacy, albo ich nie bedzie. Dobrze, ze moje oczy nie beda tego ogladac. Na lozu smierci chcialbym, jak prof Baczynski, powiedziec co naprawde mysle o kobietach i szybko zasunac nad soba wieko trumny :-)))
                      • paw_dady Re: hej, kto Polak, na kobiety! 10.10.02, 21:51
                        ehhh doki taki powazny temea a ty swintuszysz w temacie ;o)
                    • Gość: barbinator Re: Doki moze jednak oglosisz pelna mobilizacje IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 10.10.02, 13:06
                      Gość portalu: J.S. napisał(a):

                      > alfalfa napisał:
                      >
                      > > Gość portalu: barbinator napisał(a):
                      > >
                      > > > Twój i mój przykład potwierdzaja starą prawdę, że do szczęścia prowad
                      > zą ró
                      > > żne
                      > > > drogi. Oba nasze małżeństwa(mam staż kilka lat dłuższy) są najwyraźni
                      > ej ud
                      > > ane
                      > > i
                      > > >
                      > > > jesteśmy w nich szczęśliwi. I o to chodzi! Dla mnie ważne jest to, ab
                      > y nik
                      > > t
                      > > nie
                      > > >
                      > > > próbował nam narzucać "jedynie słusznych" rozwiazań - nic tak mnie ni
                      > e
                      > > irytuje
                      > > > jak ludzie, którzy lepiej ode mnie wiedzą co jest dla mnie dobre. Naw
                      > iedzo
                      > > ne
                      > > > feministki twierdzące, że kobieta MUSI pracować poza domem by się
                      > > > samorealizować, irytują mnie na równi z paniusiami spod sztandarów LP
                      > R dla
                      > >
                      > > > których powołaniem kobiety jest dom, dzieci i kościół.
                      > > > Pozdrawiam z wyrazami sympatii
                      > >
                      > > Dokładnie tak jak piszesz. Całkowita zgoda.
                      > >
                      > > i oczywiście odwzajemniam pozdrowienia plus ukłony:)
                      > ******
                      > Doki,
                      > Przeczytaj powyzszy tekst. Przeciez tak nie przetrwamy. Zgoda i kochajmy sie
                      > jak w Zemscie. Barbinator to "mason" zenski o radykalnych pogladach
                      > feministycznych z trudem maskowanych nie tylko na tym forum. Juz wyssala jak
                      > modliszka krwe z alfalfa. O to ci chodzilo? No to masz przechlapane. Bedziesz
                      > czysci swoje kilbe a ja swoje do konca zycia.
                      > Pozdrawiam wszystkich zainteresowanych,
                      > J.S. (jot-es)

                      Żal tylko, że nie nazwałeś mnie "feministycznym betonem na który nawet kwas
                      solny nie działa".....Przynajmniej znalazłabym się w ciekawym towarzystwie. No,
                      ale na początek może być mason i modliszka, może później, jak się lepiej
                      postaram to mnie dowartościujesz?
                      Aha, o alfalfę to sie nie bój - on to jest prawdziwy facet a nie jakiś tam mały
                      muszek, którego byle pajęczyca może połknąć...poradzi sobie :))
                      Zresztą jakby co, to żona go obroni....
                      O męską solidarność też możesz być spokojny. Gdybym miała czegoś wam
                      zazdrościć, to byłaby to własnie soliarność, której nam, kobietom niestety
                      brakuje. Nikt nie jest doskonały....:))
                      Pozdrawiam
                    • alfalfa Re: Doki moze jednak oglosisz pelna mobilizacje 10.10.02, 14:04
                      Gość portalu: J.S. napisał(a):

                      > alfalfa napisał:
                      >
                      > > Gość portalu: barbinator napisał(a):
                      > >
                      > > > Twój i mój przykład potwierdzaja starą prawdę, że do szczęścia prowad
                      > zą ró
                      > > żne
                      > > > drogi. Oba nasze małżeństwa(mam staż kilka lat dłuższy) są najwyraźni
                      > ej ud
                      > > ane
                      > > i
                      > > >
                      > > > jesteśmy w nich szczęśliwi. I o to chodzi! Dla mnie ważne jest to, ab
                      > y nik
                      > > t
                      > > nie
                      > > >
                      > > > próbował nam narzucać "jedynie słusznych" rozwiazań - nic tak mnie ni
                      > e
                      > > irytuje
                      > > > jak ludzie, którzy lepiej ode mnie wiedzą co jest dla mnie dobre. Naw
                      > iedzo
                      > > ne
                      > > > feministki twierdzące, że kobieta MUSI pracować poza domem by się
                      > > > samorealizować, irytują mnie na równi z paniusiami spod sztandarów LP
                      > R dla
                      > >
                      > > > których powołaniem kobiety jest dom, dzieci i kościół.
                      > > > Pozdrawiam z wyrazami sympatii
                      > >
                      > > Dokładnie tak jak piszesz. Całkowita zgoda.
                      > >
                      > > i oczywiście odwzajemniam pozdrowienia plus ukłony:)
                      > ******
                      > Doki,
                      > Przeczytaj powyzszy tekst. Przeciez tak nie przetrwamy. Zgoda i kochajmy sie
                      > jak w Zemscie.

                      :))))
                      To ja się staram temperaturę dyskusji zbijać i do zgody doprowadzić a tu się
                      okazuje, że to na pohybel męskiej mniejszości jest? Co to za "męskość" skoro
                      zagraża jej "mientkie" traktowanie tych milutkich stworzeń jakimi są kobiety?
                      Czy te słodkie istoty to jakiś harpie i modliszki są czy co?

                      Barbinator to "mason" zenski o radykalnych pogladach
                      > feministycznych z trudem maskowanych nie tylko na tym forum.
                      E, nie, na pewno jest sympatyczna i delikatna jak każda kobieta :))))
                      Juz wyssala jak
                      > modliszka krwe z alfalfa.
                      :))
                      O to ci chodzilo? No to masz przechlapane. Bedziesz
                      > czysci swoje kilbe a ja swoje do konca zycia.

                      Kible czyścić? O, to faktycznie macie przesrane:)) Ja najmniej lubię (jeśli
                      chodzi o sanitaria) przetykanie kibla, uszczelnianie cieknących i z innej
                      bajki - odbierania listów poleconych (zawsze jest coś do zapłacenia) ale co kto
                      nie lubi...

                      Hej, ale dlaczego nie wynajmiecie jakieś "pomocy domowej"?

                      > Pozdrawiam wszystkich zainteresowanych,
                      > J.S. (jot-es)

                      pzdr.
                      A.
                      • spinkaa Trzymajmy sie razem:))) 10.10.02, 15:36
                        Gość portalu: barbinator napisał(a):
                        > O męską solidarność też możesz być spokojny. Gdybym miała czegoś wam
                        > zazdrościć, to byłaby to własnie soliarność, której nam, kobietom niestety
                        > brakuje. Nikt nie jest doskonały....:))
                        > Pozdrawiam

                        Zdecydowanie więc staję u Twego boku, jako żem lojalna wobec płci włąsnej, a do
                        tego - wbrew pierwszemu wrazeniu - nasze podejście do męsko-damskiego świata
                        jest zbliżone!
                        Byc może w mojej poprzedniej wypowiedzi niezby jasno napisałam, że chciałabym
                        nie tyle nie pracowaĆ W OGÓLE, ale mieć ten komfort, aby pracować dla
                        przyjemności. Bardzo lubie swój zawód, choc niekoniecznie miejsce pracy. I to
                        jest moje marzenie własnie: pracowac nie z powodu spłacanych długów,
                        wzrastającego czynszu, edukacji dziecka itp, ale po to, aby sie rozwijac,
                        wnosić cos nowego, wtórczego - dla siebie i innych.
                        A przy okazji móc prowadzić bezstresowo, bez pospiechu dom, co naprawde sprawia
                        mi wielka frajde i nie ma nic wspólnego ze wzorem poświęcającej sie kosztem
                        siebie matki-Polki.
                        Zdaję sobie jednak sprawę, że w dzisiejszej rzeczywistości sa to jedynie
                        marzenia własnie. A byc może i biorą się stąd, że miałam to szczęście trafic na
                        świetnego faceta, z którym od 17 juz lat określamy granice naszej wspólnej
                        wolności i (kontrolowanej)zależności. Dyskusje czasami (nie tylko na ten temat)
                        bywaja ostre, rzekłabym - na granicy sporu i rzucania kapciami, jednak w jednym
                        jestesmy zgodni: chce nam sie wracać do tego wspólnego domu, który razem
                        tworzymy.
                        I to miałam na myśli, zycząc wszystkim tego samego. Oczywiście chodzi o tych,
                        którzy mają podobne potrzeby. Mozna wszak realizowac sie w rozmaity sposób i
                        nie każdemu niezbędna do tego jest bliskość ciepłej, przyjaznej i kochającej
                        rodziny
                        Pozdrawiam
                        Spinkaa
                        • Gość: J.S. Re: Trzymajmy sie razem:))) IP: proxy / *.hemocleanse.com 10.10.02, 17:01
                          Cieszy mnie odzew na apel do Dokiego. Ciesze sie podwojnie gdyz nikt nie poczul
                          sie urazony, taka mam nadzieje. Nie bylo to moim zamiarem. Chodzilo tylko
                          o "wzbudzenie" dyskutantow. Bo tak naprawde z nowa cywilizacja i kultura
                          powstaja "ruchy" o ktorych dawniej nikomu by sie nie snilo, na przyklad
                          feministyczny. Jakie nadaje mu sie ramy i czy same kobiety wiedza czego chca to
                          juz inna sprawa i temat nie na ten watek. Natomiast to co prawdobodobnie
                          chciano zasugerowac tutaj, to jaka powinna byc nasza meska odpowiedz
                          na "wyzwanie wspolczesnosci". Czy mysmy historycznie startowali z
                          pozycji "samcow", "panow i wladcow" a teraz znalezlismy sie na pozycjach (w
                          swiadomosci naszej)przegranych i rozpaczliwie szukamy consensusu. A moze tak
                          naprawde nie bylo w przeszlosci glebokiego podzialu "klasowego plci". W innych
                          czasach byly inne oczekiwania, stad moze patriarchalny model rodziny nie byl
                          zly.
                          Teraz dryfujemy w strone nowego, czegosc nieznanego i niektorych z nas moze
                          niepokoic brak punktow odniesienia i obawa ze sie rozbijemy i potopimy.
                          Pozdrawiam,
                          J.S. (jot-es)
                          • Gość: hu_go Re: Trzymajmy sie razem:))) IP: proxy / *.pg.com 10.10.02, 18:32
                            Z zainteresowaniem przeczytalem watek. sam sie zastanawiam sporo nad rola
                            mezczyzny dzisiaj. z czym sie nie mmoge zgodzic to ze te role nie sa
                            przedefiniowywane w dzisiejszym swiecie. wydaje mi sie ze sa. polecan ten link
                            users.rcn.com/nh-now/celebrate_b.html zeby sprawdzic jak wygladala rola
                            kobiety w latach 50. strach czytac.

                            pozdrawiam goraco
                            • Gość: J.S. Witrynka IP: proxy / *.hemocleanse.com 10.10.02, 18:59
                              Hej,
                              Wystawili nas do witrynki najciekawszych watkow. To nobilituje. Moje gratulacje
                              dla wszystkich dyskutantow. Tak trzymac dalej rzeczowo, kulturalnie a czasami
                              przewrotno-humorystycznie.
                              Pozdrawiam wszystkich odpornych na kwasy i zasady (chemiczne). Najlepiej jednak
                              wykazywac odpornosc na wode krolewska.
                              J.S. (jot-es).
                              • alfalfa Re: Witrynka - Admin to też facet? :) 10.10.02, 20:08
                                Czytałem Twój post trochę powyżej i taka refleksja: w naszej zachodniej
                                cywilizacji duży wpływ na zmianę tradycyjnego układu miała wojna (pierwsza i
                                druga) a potem materializm (czyli każda para rąk potrzeban do
                                zdobywania "dóbr") jaki zapanował na Zachodzie (a może wyścig gospodarczo-
                                militarny związany z rywalizacją kapitału z komuną - też forma wojny).
                                Natomiast Wschód a dokładniej np. Indie to zupełnie inna tradycja -
                                matriarchat.

                                Niedawno oglądałem program gdzie omawiano min. psychiczne efekty długiej,
                                wieloletniej nawet, sytuacji bezrobocia - panowie gorzej znoszą ten stan bo
                                tracą podstawowe wartości potwierdzające ich rolę w rodzinie. Widać z tego, że
                                rola ta leży głębiej niż same ustawy mogą zmienić.
                                pzdr.
                                ps. patrząc na działania minister Jarugi-Nowackiej i szum medialny wokół tego,
                                reklama wątku jest wytłumaczalna - teraz, mam nadzieję, pojawią się nowi
                                dyskutanci i nowe opinie...
                              • hortens Re: Witrynka 10.10.02, 20:26
                                Powiem szczerze i przewrotnie: czasami aż mi serce rosnie, gdy mężczyźni są
                                wypierani ze swojego patriarchalnego świata przez silne kobiety. To duża
                                satysfakcja po latach, wiekach, tysiącleciach itd. panującego miłościwie
                                patriarchatu (z krótkimi przerwami na epizody matriarchatu) zobaczyć z lekka
                                przerażonych i zdezorientowanych samców, nieumiejących znaleźć sobie miejsca w
                                szybko zmieniającym i feminizującym się świecie. Ale powściągam tę mściwą
                                satysfakcje, gdy pomyślę o tym, że jednakowoż nam, kobietom, na ogół nie chodzi
                                o to, żeby facetów upokorzyć, zmolestować, poniżyć i po wykorzystaniu porzucic,
                                ale żeby stworzyc z nimi partnerski związek, o czym wczesniej już pisały
                                dziewczyny.

                                No własnie, już nasze pragnienie, aby stworzyc ten oparty na wzajemnym
                                zrozumieniu i poszanowaniu odrębności związek budzi w mężczyznach strach,
                                wytrąca ich z odwiecznych pozycji zatwardziałych patriarchów i wymaga zupełnie
                                nowego zachowania, przyjęcia zupełnie nowej optyki (np. dostrzeżenie tego, że
                                kobieta ma ciekawsze rzeczy do roboty, niż gotowanie czy sprzątanie albo
                                zrozumienie tego, że może nie chcieć dzieci, albo że chce je miec, ale w czasie
                                dla niej korzystnym, np. po kilku latach pracy zawodowej). Mężczyźni podnoszą
                                larum, zupełnie jakby mycie naczyć lub inna tego typu, codzienna, żmudna
                                czynnośc równała sie ich mentalnej kastracji. A przeciez my ich nie chcemy
                                wyeliminować z tego swiata, ale połaczyc świat dotychcas zajmowany i
                                zarezerwowany dla kobiet ze światem "typowo męskim", co prowadzi po prostu do
                                lepszego zrozumienia i czyni nasze zwiazki pełniejszymi.

                                Niedawno jechałam w autobusie z młodym facetem, który wiózł gdzieś swojego
                                małego synka z zespołem Downa. Ten człowiek tak troskliwie zajmował sie
                                dzieckiem, tak dowcipnie z nim gadał, biła od niego taka miłość, że po prostu -
                                brak mi było słów. Nie wstydził sie dziecka! był zadowolony! Promieniał na
                                ludzi w autobusie, ciągle ktos do niego sie uśmiechał. Pomyslałam sobie: co za
                                fantastyczny facet. Jeszcze nigdy nie widziałam mężczyzny, który by tak dobrze
                                zajmował sie swoim jak by nie było poważnie uposledzonym dzieckiem, nie
                                wstydził sie go (zazwyczaj, a własciwie zawsze dzieci w widoczny sposób kalekie
                                i uposledzone widuję jedynie z matkami; ojcowie najczęściej pękaja i odpływaja)
                                Strasznie mi ten facet sie podobał. I strasznie mi zaimponował (o feministyczny
                                paradoksie: kobiety zajmujace sie swoimi ciężko chorymi dziećmi są tak
                                normalnym zjawiskiem, że nawet nie budzą zainteresowania).

                                No własnie, czemu faceci nie rozumieją, że biorąc na siebie część obowiązków
                                wykonywanych dotychczas przez kobiety, staja sie dla nich atrakcyjniejsi? Ja
                                uwielbiam, gdy jakis mężczyzna czasami dla mnie ugotuje i nie wyobrażam sobie,
                                że miałabym sama: sprzątać, gotowac, zajmować się dziećmi, a jeszcze na dodatek
                                każdą wykonaną raz na tydzień czynność domową mężczyzny traktowac jak świeto w
                                rodzinie. Ja lubie facetów uczłowieczonych, a uczłowieczony mężczyzna nie
                                wstydzi sie przewinąć dziecka i lecieć z siatami pełnymi zakupów.
                                Pozdrawiam
                                • maly.ksiaze Hortens 10.10.02, 21:43
                                  Nie za bardzo wiem, jak skomentować Twój post. Nie
                                  chciałbym zepsuć dobrotliwo-dowcipnego stylu tego wątku.
                                  Jednakowoż Twój, nazbyt długi zresztą, list zdał mi się
                                  tu zgrzytem. Mam wrażenie, że posługujesz się w myśleniu
                                  niemądrymi stereotypami, które odciskasz w piśmie. Jak
                                  pieczątke z kartofla.

                                  Łaskawa byłaś stwierdzić, że ojcowie kalekich dzieci
                                  'najczęściej odpływają'. Czy, poza swoim propagandowym
                                  zadęciem, masz jakieś dane na poparcie swojego
                                  twierdzenia. Czy tak po prostu, mimowolnie i bez
                                  zastanawiania się, obrażasz tysiące ludzi?

                                  Miałbym jeszcze ochotę powyzłośliwiać się jeszcze
                                  odrobinkę, analizując resztę napisanego przez Ciebie
                                  tekstu, ale odpuszczę. Mogłoby to bowiem przysłonić
                                  podstawową i najważniejszą rzecz, którą chciałem Ci
                                  powiedzieć.

                                  Pozdrawiam,

                                  mk.
                        • Gość: barbinator Re: Trzymajmy sie razem:))) IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 11.10.02, 10:39
                          >
                          > Zdecydowanie więc staję u Twego boku, jako żem lojalna wobec płci włąsnej, a
                          do
                          >
                          > tego - wbrew pierwszemu wrazeniu - nasze podejście do męsko-damskiego świata
                          > jest zbliżone!

                          A wiesz, tak szczerze mówiąc to własnie tak cię zrozumiałam ... Jednak jak
                          mawiał Kisiel: "przekora to intelektualny instynkt samozachowawczy" więc
                          pomyslałam, ze warto wsunąć malutką szpileczkę coby troszkę rozruszać
                          towarzystwo... No i proszę jak się ładnie udało, nawet admin nas docenił!


                          > Byc może w mojej poprzedniej wypowiedzi niezby jasno napisałam, że chciałabym
                          > nie tyle nie pracowaĆ W OGÓLE, ale mieć ten komfort, aby pracować dla
                          > przyjemności. Bardzo lubie swój zawód, choc niekoniecznie miejsce pracy. I to
                          > jest moje marzenie własnie: pracowac nie z powodu spłacanych długów,
                          > wzrastającego czynszu, edukacji dziecka itp, ale po to, aby sie rozwijac,
                          > wnosić cos nowego, wtórczego - dla siebie i innych.
                          > A przy okazji móc prowadzić bezstresowo, bez pospiechu dom


                          Tak, niestety rzeczywistość bywa irytująca i wtedy chciałoby się dokądś uciec,
                          choćby tylko marzeniami, do takiego układu w którym mąż dobrze zarabia a żona
                          zajmuje się domem i jeśli pracuje, to dla przyjemności. Jednak w sumie pewno
                          zgodzisz sie ze mną, że jednak nie tędy droga a powrót do tradycyjnego,
                          patriarchalnego wzorca rodziny to droga donikąd? Chyba my kobiety już jesteśmy
                          inne i wiemy, że marzenia marzeniami, zaś tak naprawdę to wcale nie chcemy, by
                          czas się cofnął. Zresztą, mam wrażenie że nasi panowie w gruncie rzeczy myślą
                          podobnie.... Zauważyłaś, jak choćby alfalfa jest dumny z wykształcenia swojej
                          żony, jak docenia to, że gdyby tylko chciała pracować to na pewno by sobie
                          świetnie poradziła? Oni tak naprawdę to wcale nie chcą żon, które byłyby tylko
                          głupimi blondaskami, chociaz czasami lubią sprawiać takie wrażenie...
                          Chłopaki lubią trochę pokaprysić, ale w gruncie rzeczy nie są najgorsi, w
                          porównaniu z paroma innymi znanymi mi nacjami wypadają całkiem nieźle.

                          Aha - spytałam mojego Księcia Małżonka czego najbardziej nie lubi robić w domu.
                          Powiedział, że mycia łazienki. Co oni wszyscy mają z tymi kiblami, jakiś uraz z
                          wojska czy co??
                          Pozdrawiam

                          • alfalfa Z literatury: 11.10.02, 12:35
                            np. zawsze bardziej podobała mi się postacie kobiet takie jaką w "Krzyżakach"
                            była Jagna co to niedźwiedzia "podpierała" razem ze Zbyszkem, a nie Danuśka z
                            lutnią plum, plum:) Powieść powstała w czasach gdy jakby rola kobiety była
                            jeszcze "tradycyjna", a typy zaprezentowane w powieści były różne, prawda?
                            Sienkiewicz zresztą Danuśkę "uśmiercił" i wyraźnie z większą sympatią
                            przedstawiał Jagnę. Może tamte czasy kiedy kobiety np. nie miały praw
                            wyborczych widzimy w "krzywym zwierciadle" i nadinterpretujemy "ciężką dolę"
                            kobiet?
                            pzdr.
                      • Gość: Doki co do pomocy domowej IP: *.215-200-80.adsl.skynet.be 10.10.02, 22:01
                        alfalfa napisał:

                        > Hej, ale dlaczego nie wynajmiecie jakieś "pomocy domowej"?

                        Byl taki projekt, ale spotkal sie z odporem najlepszej zony swiata: "co, ma pewnie byc osiemnastka z dlugimi blond wlosami i nogami do samej ziemi?!" No i pomysl upadl :-( Lepiej samej wycierac kurze i myc okna (tego nie wolno mi robic, bo bedzie zrobione na niedostatecznie) niz ryzykowac pokuse dla meza...
                        I zrozum tu kobiete.
                        Kobieta albowiem, jak stwierdzila Marilyn Monroe (chyba), woli 100% udzialow w mezczyznie 10 kategorii niz 10% udzialow w mezczyznie 1. kategorii.
                        Zreszta aforyzmow o kobietach sa cale ksiazki. Byc moze po to je wymyslono (kobiety, nie ksiazki).
                        • alfalfa Re: co do pomocy domowej 10.10.02, 22:37
                          Gość portalu: Doki napisał(a):

                          > alfalfa napisał:
                          >
                          > > Hej, ale dlaczego nie wynajmiecie jakieś "pomocy domowej"?
                          >
                          > Byl taki projekt, ale spotkal sie z odporem najlepszej zony swiata: "co, ma
                          pew
                          > nie byc osiemnastka z dlugimi blond wlosami i nogami do samej ziemi?!" No i
                          pom
                          > ysl upadl :-( Lepiej samej wycierac kurze i myc okna (tego nie wolno mi
                          robic,
                          > bo bedzie zrobione na niedostatecznie) niz ryzykowac pokuse dla meza...
                          > I zrozum tu kobiete.

                          :)))) Inteligentna babka - przejrzała Cię!:) A nie mogłeś zaproponować dla
                          odmiany zatrudnienia "silnych męskich ramion"?

                          > Kobieta albowiem, jak stwierdzila Marilyn Monroe (chyba), woli 100% udzialow
                          w
                          > mezczyznie 10 kategorii niz 10% udzialow w mezczyznie 1. kategorii.
                          > Zreszta aforyzmow o kobietach sa cale ksiazki. Byc moze po to je wymyslono
                          (kob
                          > iety, nie ksiazki).

                          Doki ale Ty powinienneś być uodporniony, w końcu "przychodzi baba do
                          lekarza...":))
                          pzdr.
                          • Gość: Doki Re: co do pomocy domowej IP: 195.13.26.* 11.10.02, 09:16
                            alfalfa napisał:

                            A nie mogłeś zaproponować dla
                            > odmiany zatrudnienia "silnych męskich ramion"?

                            To byl drugi argument: "Jakas obca nigdy nie zrowi tak dobrze, jakbym chciala. Ty tez nie umiesz."

                            > Doki ale Ty powinienneś być uodporniony, w końcu "przychodzi baba do
                            > lekarza...":))

                            Zawod lekarza tez sie sfeminizowal. Jestem w mniejszosci.
    • spinkaa Re: men's liberation 10.10.02, 21:16
      Ja stosuję prosty podział: są głupie baby i głupi faceci. Cała reszta, to
      normalni luzie,tacy jak my, którzy chcą przeżyć życie w miarę szczęśliwie, aby
      jeszcze do tego nie krzywdzić innych.
      I przestańmy sie wreszcie epatować jakimiś snobistycznymi teoriami na temat
      ruchów ywzwoleńczych zniewolonych mężczyzn, że o kobietach nie wspomnę, bo to
      już przerabialismy po wielekroć.
      Cały problem w naszych związkach polegach na tym, aby nauczyc sie SłUCHAĆ
      drugiego człowieka. Czy to mąż, żona, kochanka, kochanek, dziecko, matka, czy
      ojciec - spróbujmy nauczyć się słuchać. A dokadniej: słyszeć, co nam chcą
      powiedzieć, czasami nawet bez słów.
      Jestem przekonana, że to właśnie jest recepta na wiele nasztch trosk
      codziennych, włącznie z niedowartościowaniem własnym (tak kobiet, jak i
      mężczyzn) - jeśli spróbujemy wsłuchać się w bliskich, to może i oni i nas
      zrozumieją wysłuchawszy uprzednio?
      Serdzeczności
      Spinkaa
      • hortens Re: men's liberation 11.10.02, 00:20
        Nie rozumiem m.książę, dlaczego tak po prostu podważasz ogolnie znane dane
        statystyczne. Ja bardzo szanuje ludzi, którzy trwają przy sobie/przy swoich
        dzieciach w zdrowiu i w chorobie, ale niestety statystyki sa bezlitosne: 4 z 5
        małżeństw, w których rodzi się niepełnosprawne dziecko lub na skutek choroby
        czy wypadku staje sie niepełnosprawne, kończy się rozwodem. Dzieckiem zajmuje
        sie najczęściej matka, bo to jej sąd w Polsce zazwyczaj przyznaje opieke nad
        dziećmi.
        Kolejny cytat ze statystyki:
        "W 2000r. orzeczono ogółem 42 770 rozwodów (...). W sprawach orzeczeń w
        przedmiocie powierzenia wykonywania władzy rodzicielskiej i opieki nad
        małoletnimi dziećmi statystyka przedstawiała się w sposób następujący :
        wykonywanie władzy rodzicielskiej powierzono matce w 18048 przypadkach, zaś
        ojcu w 1007 przypadkach".
        Tak to niestety jest, więc nie mów mi, że powielam jakies stereotypy myślowe.
        Ja sie opieram na faktach.
        Pozdr.
        • maly.ksiaze Re: men's liberation 11.10.02, 02:33
          W jaki sposób ma się to do stwierdzenia: ojcowie [dzieci
          kalekich] najczęściej pękaja i odpływaja? Do tego
          potrzebujesz statystyk dotyczących stosunku ilości
          rozbitych rodzin z dziećmi upośledzonymi do ilości
          narodzin takich dzieci.
          Jeśli chcesz napisać, że większość samotnych rodziców
          dzieci upośledzonych to matki, to tak napisz. Aby język
          giętki powiedział to, co pomyśli... itd. Z całym
          szacunkiem - masz z tym kłopoty. Duże.

          Pozdrawiam,

          mk.
          • Gość: Doki Re: men's liberation IP: 195.13.26.* 11.10.02, 09:13
            maly.ksiaze napisał:

            > W jaki sposób ma się to do stwierdzenia: ojcowie [dzieci
            > kalekich] najczęściej pękaja i odpływaja? Do tego
            > potrzebujesz statystyk dotyczących stosunku ilości
            > rozbitych rodzin z dziećmi upośledzonymi do ilości
            > narodzin takich dzieci.

            Ryzykujac nadinterpretacje: niekoniecznie. Jesli wiadomo, ze ok 40% wszystkich malzenstw konczy sie rozwodem (w Polsce moze nawet mniej), a z tych z dziecmi uposledzonymi 4/5, to znaczy, ze malzenstwa z dziecmi uposledzonymi sa nadreprezentowane w grupie malzenstw zakonczonych rozwodem. Korelacja nie oznacza zwiazku przyczynowego, ale jest tak znamienna i wytlumaczalna na podstawie dostepnej wiedzy, ze wydaje sie jak najbardziej do przyjecia.
            Trudniejsza sprawa z tym kto opiekuje sie tymi dziecmi. Generalnie z zacytowanych statystyk wynika, ze prawie zawsze matka. To utrudnia stwierdzenie, czy w wypadku dzieci uposledzonych dzieje sie tak dlatego, ze ojciec peka i odplywa, czy dlatego, ze i tak z reguly matka dostaje prawo i obowiazek opieki, a to, czy dziecko jest zdrowe, czy nie, nie ma tu wiekszego wplywu.
            • Gość: maly.k Re: men's liberation IP: *.sympatico.ca 11.10.02, 14:14
              Z ciekawosci: masz dane o tych 4/5?

              mk.
              • Gość: Doki Re: men's liberation IP: 195.13.26.* 11.10.02, 15:08
                Zacytowalem z innego postu.
            • Gość: maly.k dopisek IP: *.sympatico.ca 11.10.02, 14:26
              Aha, przecież wiadomość, że wśród rodzin z dziećmi
              rozbitymi rozwodem kończy się 4/5 jest właśnie ustaleniem
              tej proporcji, o którą mi chodzi. Gdyby różnica była
              statystycznie znacząca, gotów byłbym zwrócic Hortens
              honor. Kawałek w każdym razie.

              Pozdrawiam,

              mk.
    • Gość: Doki Re: men's liberation: o co walczymy IP: 195.13.26.* 11.10.02, 09:07
      Wracajac do tematu. Chodzi mi po prostu po glowie taka mysl, ze feministyczna bzdura jest twierdzenie o rownosci kobiet i mezczyzn. Kobieta i mezczyzna sa od siebie na tyle rozni, ze az nieporownywalni. Trudno zatem dzielic zadania po rowno, bo jak wymierzyc ile codziennej pracy rowna sie macierzynstwu? Z tytulu roznej konstrukcji fizycznej i psychicznej kobiety i mezczyzni rozne rzeczy robia najlepiej i nie pomoze tu przyklad dzwigowego-transseksualisty z portu w Antwerpii, ktory przeszedl operacje zmiany plci i dzisjest dzwigowa (a moze bylo na odwrot? juz nie pamietam).
      Na poziomie rodziny: dzielenie zadan na pol ma tylez sensu co pilowanie szafy przy podziale majatku. W dodatku powiedzenie "ty to zrob, to meska robota" jest co najmniej irytujace i niekonsekwentne.
      Na posiomie ogolniejszym: precz z akcjami afirmatywnymi w rodzaju iles tam miejsc dla kobiet na listach wyborczych. To jest konserwowanie dyskryminacji kobiet lub dyskryminacja mezczyzn, jak kto woli. Albo traktujemy plcie roznie, co wyczerpuje definicje dyskryminacji (z laciny: rozroznienie), albo nie, ale wtedy koniec z ustepowaniem miejsca w tramwaju z powodu, ze to kobieta i koniec z wiadomosciami typu (katastrofa pochlonela x ofiar, w tym y kobiet). Ofiara to ofiara, bez wzgledu na plec.
      Ja nie wybieram jak ma byc. Ja sie moge dostosowac. Ale widze niekonsekwencje w obecnej rzeczywistosci. Panie i panowie, nie mozna miec ciasteczka i zjesc ciasteczka.
      • alfalfa 'O co walczymy' - deklaracja ideowa :))) 11.10.02, 11:15
        Gość portalu: Doki napisał(a):

        > Wracajac do tematu. Chodzi mi po prostu po glowie taka mysl, ze feministyczna
        b
        > zdura jest twierdzenie o rownosci kobiet i mezczyzn.

        "WSZYSTKIE KOBIETY NA TRAKTORY"? Wydaje mi się, że to bez sensu i to właśnie
        kobiety na tym tracą!

        Kobieta i mezczyzna sa od
        > siebie na tyle rozni, ze az nieporownywalni. Trudno zatem dzielic zadania po
        ro
        > wno, bo jak wymierzyc ile codziennej pracy rowna sie macierzynstwu? Z tytulu
        ro
        > znej konstrukcji fizycznej i psychicznej kobiety i mezczyzni rozne rzeczy
        robia
        > najlepiej i nie pomoze tu przyklad dzwigowego-transseksualisty z portu w
        Antwe
        > rpii, ktory przeszedl operacje zmiany plci i dzisjest dzwigowa (a moze bylo
        na
        > odwrot? juz nie pamietam).

        I tak to min. medycyna "uszczęśliwia" niektórych ze szkodą dla ogółu. Łamany
        jest naturalny podział (rozróżnienie) i przez tak otwarte drzwi przemyca się
        jakieś herezje.

        > Na poziomie rodziny: dzielenie zadan na pol ma tylez sensu co pilowanie szafy
        p
        > rzy podziale majatku.

        A co powiesz na intercyzę przed ślubem? Wg. mnie to paranoja.

        W dodatku powiedzenie "ty to zrob, to meska robota" jest
        > co najmniej irytujace i niekonsekwentne.
        > Na posiomie ogolniejszym: precz z akcjami afirmatywnymi w rodzaju iles tam
        miej
        > sc dla kobiet na listach wyborczych.

        Dokładnie tak - to właśnie kobiety wybierają tych facetów bo tak chcą. Gdyby
        chciały inaczej, sztuczne dzielenie 50-50 nie miałoby miejsca, sprawa sama by
        się rozwiązała podczas głosowania.

        To jest konserwowanie dyskryminacji kobiet
        > lub dyskryminacja mezczyzn, jak kto woli. Albo traktujemy plcie roznie, co
        wyc
        > zerpuje definicje dyskryminacji (z laciny: rozroznienie), albo nie, ale wtedy
        k
        > oniec z ustepowaniem miejsca w tramwaju z powodu, ze to kobieta i koniec z
        wiad
        > omosciami typu (katastrofa pochlonela x ofiar, w tym y kobiet). Ofiara to
        ofiar
        > a, bez wzgledu na plec.

        Jeśli równość, to zlikwidować tę hucpę na 8 marca - kiedy niby tak chucznie
        obchodzi się "dzień faceta"? Co to za nierówność? Jest ich więcej, kto
        będzie "prostował" te sprawy? Może jakieś kolejne cholerne ministerstwo?

        > Ja nie wybieram jak ma byc. Ja sie moge dostosowac. Ale widze niekonsekwencje
        w
        > obecnej rzeczywistosci. Panie i panowie, nie mozna miec ciasteczka i zjesc
        cia
        > steczka.

        Powinieneś podpisać:
        Prezes Ruchu Na Rzecz..., no właśnie jak by tę inicjatywę nazwać, prezesie?
        Ruch już jest międzynarodowy więc może jakoś od Międzynarodowy Ruch...?:)
        pzdr.
        A.
        ps. Jedna rzecz w traktowaniu kobiet mnie drażni i uważam to za świństwo - inna
        pensja za tę samą pracę, stanowisko.
        • Gość: Doki Re: 'O co walczymy' - deklaracja ideowa :))) IP: 195.13.26.* 11.10.02, 12:04
          alfalfa napisał:

          > ps. Jedna rzecz w traktowaniu kobiet mnie drażni i uważam to za świństwo - inna
          > pensja za tę samą pracę, stanowisko.

          Jesli mowimy o pensji BRUTTO, oczywiscie tak. Poniewaz jednak w wielu krajach, takze w Polsce, istnieje niesprawiedliwe zroznicowanie wieku emerytalnego, a takze istnieja zyciowe sytuacje, swoiste dla plci, ktore powoduja rozna absencje w pracy u kobiet i mezczyzn, jak tez rozna dlugosc kariery i rozny procent tej kariery przepracowany na pelnym etacie (te roznice sa zmierzone), byc moze uzasadnione jest zroznicowanie podatkow i skladek socjalnych... Ale to byloby zbyt skomplikowane i zbyt... drazniace, by bylo praktyczne. Niemniej, jest to jeszcze jeden przyklad na to, ze baba i chlop to nie to samo.

          PZDR
          • alfalfa jeszcze jedna nierówność! 11.10.02, 12:23
            Kobiety (przynajmniej w Polsce) nie są objęte obowiązkową służbą wojskową! To
            trzeba zmienić, koniecznie:) Niech też są zmuszone kombinować i kręcić. Jak ja
            się namęczyłem zeby tego "zaszczytu" uniknąć... A ciekawe kto w tym woju gotuje
            i sprząta?:)
            pzdr.
          • Gość: barbinator Re: 'O co walczymy' - deklaracja ideowa :))) IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 11.10.02, 14:21
            Doki, coś niejasno piszesz więc nie wiem czy dobrze zrozumiałam. Chodzi ci o
            to, że ponieważ kobiety rodzą dzieci, potem się nimi opiekują, potem często
            biorą chorobowe na dzieci i z racji tego mniej pracują, to powinny płacić
            wyzszą składkę ZUS lub/i wyższe podatki?
            Masz zupełną rację, to baaaaaaaaaaaardzo drażniący pomysł..... Równie drażniący
            byłby chyba tylko pomysł przywrócenia bykowego (był kiedyś taki podatek,
            płacili go wszyscy mężczyźni, którzy mimo odpowiedniego wieku uparcie uchylali
            się od zawarcia "świętego związku małżeńskiego"), co zresztą musiałoby być
            logiczną i sprawiedliwą kontynuacją prawa które ty proponujesz...
            Może się jeszcze nad tym zastanów, dobrze?
            Pozdrawiam
            • Gość: Doki Re: 'O co walczymy' - deklaracja ideowa :))) IP: 195.13.26.* 11.10.02, 15:06
              Gość portalu: barbinator napisał(a):

              > Doki, coś niejasno piszesz więc nie wiem czy dobrze zrozumiałam. Chodzi ci o
              > to, że ponieważ kobiety rodzą dzieci, potem się nimi opiekują, potem często
              > biorą chorobowe na dzieci i z racji tego mniej pracują, to powinny płacić
              > wyzszą składkę ZUS lub/i wyższe podatki?
              > Masz zupełną rację, to baaaaaaaaaaaardzo drażniący pomysł.....

              Nie tylko o to mi chodzilo. Pamietaj tez, ze do pensji brutto nie wchodzi to, co za pracownika musi wniesc podatkami i socjalnym pracodawca. Poniewaz:
              1. kobiety pracuja krocej (wczesniejsza emerytura, wczesniejsze przechodzenie na pol etatu lub w ogole zaprzestawanie pracy)
              2. kobiety pracuja mniej (urlop macierzynski, absencje z powodu choroby dziecka...)
              3. kobiety zyja dluzej
              4. system swiadczen socjalnych jest repartycyjny, tzn na biezaco dzieli sie pieniadze, ktore do kasy wplywaja i tymi pieniedzmi usiluje sie pokrywac potrzeby,

              wynika z tego, ze kobiety mniej do kasy wkladaja, a wiecej wyciagaja, jesli placa skladki na rowni z mezczyznami. Stad drazniacy pomysl. Uwaga: byc moze rozwiazaniem byloby ustalenie wynagrodzenia za macierzynstwo, placonej z podatkow pensji za niechodzenie do roboty i zajmowanie sie wlasnymi dziecmi (a moze i przy okazji cudzymi).

              Równie drażniący
              > byłby chyba tylko pomysł przywrócenia bykowego (był kiedyś taki podatek,
              > płacili go wszyscy mężczyźni, którzy mimo odpowiedniego wieku uparcie uchylali
              > się od zawarcia "świętego związku małżeńskiego"), co zresztą musiałoby być
              > logiczną i sprawiedliwą kontynuacją prawa które ty proponujesz...

              Bykowe bylo logiczne i pozadane w czasach, gdy narod, by przetrwac, musial sie mnozyc: zapotrzebowanie na mieso armatnie i kolonizatorow, duza smiertelnosc. Nie sadze, by dzisiaj rozrodczosc miala byc jeszcze priorytetem, ludzi jest juz dosc, choc biali zmierzaja ku wymarciu, no, ale to juz inna rozmowa. ergo: bykowe to anachronizm, zroznicowane skladki socjalne i pensja za macierzynstwo to refleksja nad terazniejszoscia.

              pzdr.
        • Gość: maly.k No, już przesady, alfalfa IP: *.sympatico.ca 11.10.02, 14:22
          W sumie: jaka ogółowi zaszkodziło to, że medycyna
          uszczęśliwiła dźwigowego z Antwerpii? Czy skądkolwiek
          on/ona/ono było?

          Pozdrawiam,

          mk.
          • alfalfa Re: No, już przesady, alfalfa 11.10.02, 15:32
            Gość portalu: maly.k napisał(a):

            > W sumie: jaka ogółowi zaszkodziło to, że medycyna
            > uszczęśliwiła dźwigowego z Antwerpii? Czy skądkolwiek
            > on/ona/ono było?
            >
            > Pozdrawiam,
            >
            > mk.

            Chodzi o to, że jeśli każdy może być dzięki medycynie on/ona/ono to zmienia to
            coś co nazwać można "prawem naturalny" przynależnym płci. Zgadzam się jednak,
            że to daleko idące i ryzykowne twierdzenie.
            pzdr.
      • Gość: barbinator Re: men's liberation: o co walczymy IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 11.10.02, 12:38
        Gość portalu: Doki napisał(a):

        > Wracajac do tematu. Chodzi mi po prostu po glowie taka mysl, ze feministyczna
        b
        > zdura jest twierdzenie o rownosci kobiet i mezczyzn.

        Poniewaz to juz kolejny post w którym pada słowo feminizm okraszone negatywnym
        epitetem, to pozwolę sobie na parę słów na ten temat. W Polsce feministkami
        straszy się grzeczne dziewczynki jak kiedys czarnym ludem. 99% normalnych
        kobiet oburzy się gdy ktoś nazwie je feministką, nawet jeśli ich poglądy
        spokojnie możnaby nazwać feministycznymi. No właśnie, co to są te poglądy
        feministyczne, ktoś wie? Bo mam wrażenie, że używamy tego brzydkiego słowa na F
        bardziej jako epitetu niż na podstawie rzeczowej analizy. Posłużę się własnym
        przykładem. Od kilku lat uchodzę w oczach niektórych osób za feministkę co
        bardzo mnie śmieszy, ale już nie oburza.... A zaczeło się tak: w szkole mojej
        córki otwarto pracownię komputerową, na 15 stanowisk. Po rozdzieleniu zajęć w
        pracowni na klasy okazało się, że jest parę okienek. I wtedy dyrektorka
        (kobieta!!) wpadła na genialny pomysł - zrobimy chłopcom ( akurat 15 w klasie)
        dodatkowe zajęcia na komputerze, a w tym czasie dziewczynki będą miały robótki
        ręczne i naukę gotowania. Zaprotestowałam - nikt mnie nie poparł. No to
        zrobiłam aferę i od tego czasu jestem feministką. I wiesz co? - mam to gdzieś,
        niech sobie gadają. W Polsce feministką bywa też nazywana kobieta mająca inny
        od kościelnego pogląd na planowanie rodziny, więc co mam z tego powodu zmienić
        swoje przekonania?
        Ostatnio rzekome "feministki" przypomniały żałosną w gruncie rzeczy sprawę
        niektórych podręczników szkolnych w których ciągle jeszcze pokutuje obraz
        rodziny w stylu "tata ma hobby a mama ma nową pralkę". Wychodzi na to, że
        wystarczy trochę zdrowego rozsądku by zostać feministką w dodatku wcale o tym
        nie wiedząc...



        Kobieta i mezczyzna sa od
        > siebie na tyle rozni, ze az nieporownywalni. Trudno zatem dzielic zadania po
        ro
        > wno, bo jak wymierzyc ile codziennej pracy rowna sie macierzynstwu? Z tytulu
        ro
        > znej konstrukcji fizycznej i psychicznej kobiety i mezczyzni rozne rzeczy
        robia
        > najlepiej i nie pomoze tu przyklad dzwigowego-transseksualisty z portu w
        Antwe
        > rpii, ktory przeszedl operacje zmiany plci i dzisjest dzwigowa (a moze bylo
        na
        > odwrot? juz nie pamietam).
        > Na poziomie rodziny: dzielenie zadan na pol ma tylez sensu co pilowanie szafy
        p
        > rzy podziale majatku. W dodatku powiedzenie "ty to zrob, to meska robota"
        jest
        > co najmniej irytujace i niekonsekwentne.

        Zgadzam się, takie podziały są bez sensu. Chodzi wyłącznie o to, by oboje
        małżonkowie czuli taką samą odpowiedzialność za funkcjonowanie domu i żeby mąż
        robiąc cokolwiek nie twierdził, że robi to "za żonę" tylko po prostu robił
        swoje i nie czekał na dowody uznania.


        > Na posiomie ogolniejszym: precz z akcjami afirmatywnymi w rodzaju iles tam
        miej
        > sc dla kobiet na listach wyborczych. To jest konserwowanie dyskryminacji
        kobiet
        > lub dyskryminacja mezczyzn, jak kto woli. Albo traktujemy plcie roznie, co
        wyc
        > zerpuje definicje dyskryminacji (z laciny: rozroznienie), albo nie, ale wtedy
        k
        > oniec z ustepowaniem miejsca w tramwaju z powodu, ze to kobieta


        :-O tu mnie zaskoczyłeś. To gdzieś jeszcze ustępuje się miejsca kobiecie jeżeli
        jest młoda, zdrowa, nie jest w ciąży ani z małym dzieckiem?? A po co? No bo
        chyba ustępowanie miejsca staruszkom i inwalidom, niezaleznie od płci, to
        oczywistość...

        Pozdrawiam
        • hortens Re: men's liberation: o co walczymy 11.10.02, 20:19
          Barbinator, masz całkowita i absolutna racje - faktycznie, u nas wystarczy
          wykazac sie w miare samodzielnym mysleniem (czytaj: niezaleznym od obiegowego
          myslenia na temat: co kobiety, a co faceci w życiu maja robic) by byc
          zakwalifikowana do "tych okropnych feministek". Niestety, aby cokolwiek wygrac,
          aby wywalczyc sobie prawo do bycia inną trzeba byc niejednokrotnie:
          ostrą,"nieugładzoną", "czepialską", "przewrazliwioną" (to cytaty, niestety)
          kobietą. Ja tak wcale nie lubię byc, ale gdy mnie ktoś bezczelnie usiłuje
          postawic do kąta albo, jeszcze lepiej, odesłac do 3xK, to mi się scyzoryk
          otwiera i mam ochote kopac i gryźć. Ale cóz. Dzięki wieloletniej tresurze
          otoczenia mozna osiągnąc pewne rezultaty: nikt mnie nie dreczy pytaniami o
          ewentualne potomstwo i nie zagania do garów.

          Mysle teraz troche przewrotnie, że mężczyźni powinni "wstać i walczyć" (sorry
          za ten cytat, ale akurat pasuje, he, he). Niech wezmą przykład z feministek;
          niech zakładaja stowarzyszenia, organizują manify maskulinistyczne, niech
          walcza z molestowaniem przez szefowe, niech zakladaja punkty pomocy kryzysowej
          dla ojców i mężów, niech zakładaja fundacje 'Mężczyzna też potrafi"...
          Pozdr.
    • Gość: Maciej Re: men's liberation IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.10.02, 14:29
      Feminizm jest ideologią pod wieloma względami podobną do komunizmu, lecz
      bardziej absurdalną, bo jeszcze bardziej sprzeczną z naturą i zdrowym
      rozsądkiem. Podobnie jak komunizm, ignoruje podstawowe, naturalne prawa.
      Komunizm, zmierzając do szczęścia proletariatu, podeptał m.in. prawa własności.
      Własność prywatna miała być zniesiona, wszystko miało być wspólne, a każdy miał
      otrzymywać ze wspólnej własności „według potrzeb”.

      Należało uświadomić nieświadomą klasę robotniczą, że jest wykorzystywana przez
      wrednych kapitalistów. Najbardziej świadoma część proletariatu – komuniści –
      mieli stanąć na jego czele i doprowadzić do zmiany ustroju, likwidując prawa
      własności i znosząc wyzysk klasy robotniczej. Jednym z dogmatów komunizmu jest
      teoria „walki klas”. Zwycięstwo proletariatu miało doprowadzić do likwidacji
      burżuazji jako reliktu poprzedniej epoki..

      O ile komunizm był ideologią jednej klasy społecznej (a faszyzm – ideologią
      jednego narodu) - feminizm jest ideologią jednej płci. Zmierzając do szczęścia
      kobiet, ignoruje podstawowe, naturalne prawa., m.in. ignoruje fakt, że płeć w
      dużej mierze determinuje role społeczne. Feminizm postuluje m.in. wprowadzenie
      równości płci. Aby zrealizować ideały feminizmu, należy uświadomić kobiety, że
      są wykorzystywane przez mężczyzn. Na czele kobiet staną feministki,
      likwidując nierówność i znosząc wyzysk kobiet.

      Zamiast komunistycznego dogmatu o „walce klas” w feminizmie znajdujemy dogmat
      o "odwiecznej wojnie płci". W feministycznych pismach natomiast możemy znaleźć
      poważne rozważania o tym, czy w nowym społeczeństwie mężczyzna jest jeszcze
      kobiecie potrzebny.

      Feministka to ktoś taki, kto wierzy, że istnieje coś takiego, jak "odwieczna
      wojna płci" Jest przekonana, że patriarchalne społeczeństwo uciska kobietę.
      Walczy o "nowy wspaniały świat", w którym płeć nie będzie determinować niczyjej
      roli w społeczeństwie. Domaga się równouprawnienia, widząc w różnym traktowaniu
      kobiet i mężczyzn przejawy dyskryminacji kobiet.

      W przypadku ideologii komunistycznej okazało się, że prawa własności są
      czynnikiem napędowym gospodarki i likwidacja tych praw prowadzi do powszechnej
      nędzy. Okazało się, że wcielenie w życie postulatów komunizmu albo jest
      niemożliwe, albo prowadzi do absurdów w życiu społecznym. Okazało się także, że
      przeciętni robotnicy na ogół nie chcą
      władzy komunistycznej i wolnych wyborach komuniści przegrywają.

      Podobnie w przypadku feminizmu okazuje się, że podział ról jest generalnie
      korzystny dla rodzin i dla społeczeństwa. Wprowadzenie w życie postulatów
      feminizmu albo jest niemożliwe, albo prowadzi do absurdów w życiu społecznym.
      Okazuje się także, ze przeciętne kobiety na ogół nie chcą władzy feministek i
      feministki nie mają nawet szans wejść do Sejmu pod własnymi sztandarami.

      Więcej na ten temat na forum "Feminizm":
      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=212&w=2129748

      • Gość: barbinator Re: men's liberation IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 12.10.02, 20:23
        Nie wiem jak inni dyskutanci, ale po tym występie Macieja ja mówie "pas". Za
        stary wróbel ze mnie, zebym się miała bawić w jałowe rozważania z cyklu "O
        wyzszości świąt Bożego Narodzenia nad świetami Wielkiej Nocy czyli Feminizm
        jako nowe oblicze Apokalipsy". Gdy byłam te 10 lat młodsza i tyleż samo głupsza
        to i owszem – na studiach mogłam spędzic całe noce na akademickich dyskusjach i
        ich jałowość wcale mi nie przeszkadzała. Teraz jednak jestem dorosłą kobietą,
        mam rodzinę i nieźle rozwijającą się karierę zawodową, a ponadto wiem cos,
        czego Maciej najwyraźniej jeszcze nie wie – u podstaw każdej teorii zawsze leży
        praktyka, zas sama teoria bez praktyki to bleblanie dobre dla studentów
        filozofii czy licealistów. Ruch emancypacji kobiet zaczął się nie dlatego, że
        głupie baby chciały być podobne do mężczyzn i dlatego wyrzuciły staniki, tylko
        dlatego, że pozycja kobiet w społeczeństwie 100 lat temu była niewyobrazalnie
        zła. Niedocenianie zasług dawnych emancypantek świadczy o braku elementarnej
        wiedzy historycznej i zwykłej głupocie.
        A co do feminizmu – mnie nie interesują hasła, tylko konkretne, życiowe sprawy.
        Jedną z nich opisałam parę postów wyżej. Może byś się do niej odniósł, Macieju,
        zamiast poswięcać energię na tropienie wszechświatowego feministycznego spisku
        majacego na celu likwidację męskiego gatunku? (to już zresztą opisano
        w "Seksmisjii" w sposób znacznie ciekawszy i dowcipniejszy od twojego
        przydługiego i nudnawego wywodu...)
        Wracając do tej opisanej konkretnej sprawy. Nie zgodziłam się na to, by
        dziewczynki w klasie mojej córki uczyły się gotowania w czasie gdy chłopcy
        opanowują obsługę komputera nie dlatego, że jestem feministką, lecz po prostu
        dlatego, że umiejętność obsługi komputera jest ważna w pracy zawodowej i
        niezbędna dla równego startu w dorosłe, zawodowe życie. Jedną małą awanturką
        zrobiłam więcej dobrego dla parudziesięciu osób niż ty całą swoją elokwecją i
        biciem piany.
        A feminizm, podobnie jak antyfeminizm nic mnie nie obchodzi.
        • alfalfa Re: men's liberation 12.10.02, 21:11
          App. czy chłopcy poszli uczyć się gotować?

          Acha, w tej chwili zakończył w Dwójce się mecz Polska-Łotwa a w tym samym
          czasie w Jedynce wybierają Miss Polonia:) Symptomatyczne?
          pzdr.
          ps. nie passsuj:)
        • Gość: Maciej Sytuacja kobiet na przestrzeni dziejów Polski IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.10.02, 10:17
          Gość portalu: barbinator napisał(a):

          > Ruch emancypacji kobiet zaczął się nie dlatego, że
          > głupie baby chciały być podobne do mężczyzn i dlatego wyrzuciły staniki,
          > tylko dlatego, że pozycja kobiet w społeczeństwie 100 lat temu była
          > niewyobrazalnie zła. Niedocenianie zasług dawnych emancypantek świadczy o
          > braku elementarnej wiedzy historycznej i zwykłej głupocie.

          Feministki w Polsce oburzając się na "ucisk kobiet" abstrahują od realnej
          sytuacji kobiet w Polsce, a także od polskiej historii i polskich warunków,
          powtarzając bezrefleksyjnie hasła importowane z Zachodu. Tymczasem, jeśli
          przyjrzeć się realnej sytuacji kobiet i mężczyzn w Polsce, widzimy, że kobiety
          w Polsce nigdy nie były dyskryminowane. Choć istniał podział ról, kobiety
          zawsze cieszyły się dużym szacunkiem społecznym. Słowianie z reguły szanowali
          kobiety. Ponadto przyjęcie chrześcijaństwa (gdzie uznaje się, że kobieta ma
          duszę tak samo jak mężczyzna), kult Maryjny, kultura rycerska i rola kobiet w
          powstaniach dodatkowo umocniły szacunek dla kobiet. Człowiek, który nie odnosił
          się do kobiet z szacunkiem, sam się lokował na marginesie społeczeństwa.

          Z tych przyczyn feminizm nigdy nie miał istotnych wpływów w Polsce. Pomimo tego
          prawo do głosowania kobiety zyskały w Polsce w tym samym czasie co mężczyźni,
          równocześnie z odzyskaniem przez Polskę niepodległości, w 1918 roku, dekretem
          Naczelnika Państwa, jako coś oczywistego, bez żadnych debat w tej sprawie (a
          np. w takiej „postępowej” Francji dopiero kilka lat po II wojnie światowej).

          Feministki niczego dla Polek nie zrobiły. Równouprawnienie w Polsce wprowadzono
          nie dlatego, że feminizm był tak popularny, lecz pomimo tego, że feminizm w
          Polsce nigdy się nie liczył.

          Podobnie w Polsce feministki nie musiały walczyć o dostęp kobiet do edukacji.
          Także pod zaborami kobiety mogły brać udział w powszechnym ruchu
          samokształceniowym, co mogło m.in. zaowocować uzyskaniem przez Marię Curie –
          Skłodowską Nagrody Nobla. Aktualne statystyki wskazują nawet na większy odsetek
          studentek niż studentów w Polsce (być może mężczyźni powinni zażądać
          wprowadzenia parytetów?).

          Przedstawianie pozycji kobiet w społeczeństwie 100 lat temu
          jako "niewyobrazalnie złej" świadczy o braku elementarnej wiedzy historycznej i
          zwykłej głupocie.
          • Gość: Maciej "Dyskryminacja" kobiet na polskiej wsi IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.10.02, 10:23
            Feminizm jest ideologią, która powierzchownie może wydawać się atrakcyjna,
            zwłaszcza dobrze zarabiającym, wykształconym, bezdzietnym kobietom.
            Nieprzypadkowo ruch feministyczny koncentruje swoją aktywność w dużych
            miastach. Przyjrzyjmy się jednak sytuacji, co by się stało, gdyby postulaty
            feministyczne zastosować w praktyce na „patriarchalnej” polskiej wsi, gdzie
            ciągłe dominują tradycyjne poglądy na rolę kobiet i podział pracy małżeństwie,
            będące całkowitym zaprzeczeniem równouprawnienia. Można nawet powiedzieć,
            uzywając określenia Barbinator, że pozycja kobiet na polskiej wsi jest tak
            samo "niewyobrazalnie zła", jak była sto lat temu... ;-)

            Wyobraźmy sobie jednak wiejską babę, zafascynowaną ideologią feministyczną,
            która pewnego dnia oświadcza swojemu chłopu:

            "Od dziś koniec z dyskryminacją. Nie będzie już tak, że ty będziesz
            monopolizował atrakcyjne, męskie zajęcia, spychając na mnie nudne i mało
            prestiżowe obowiązki. W poniedziałki, środy i piątki ty będziesz stał przy
            garach i zajmował się dzieciakami. Ja wtedy wyjdę na pole i będę orać,siać,
            rozrzucać widłami obornik, a latem kosić, młócić i nosić worki z ziarnem.
            To samo z zarzynaniem świniaków, czy doprowadzaniem byka do krów. Co drugiego
            świniaka ja zarzynam, co drugie zapładnianie - ja obsługuję. Ty w tym czasie
            ugotujesz mi obiad i będziesz zabawiał dzieci, nakarmisz kury i świniaki, a
            rano i wieczorem wydoisz krowy!"

            Feministki doskonale zdają sobie sprawę, że tradycyjny podział pracy jest dla
            wiejskich kobiet bardziej korzystny. Nie próbują więc szukać zwolenniczek na
            polskiej wsi. Tymczasem konsekwentne wprowadzanie w życie feministycznych
            postulatów wymagałoby, by uczynić to na całym terytorium kraju, a nie tylko
            tam, gdzie będzie to wygodne dla kobiet.

            Feminizm jest więc ideologią pełna sprzeczności i hipokryzji w rodzaju „chcemy
            równych praw, ale nie chcemy równych obowiązków”. Hasłem dyskryminacji kobiet
            feministki posługują się całkowicie instrumentalnie - albo w walce o władzę,
            albo domagając się dodatkowych, nieuprawnionych przywilejów. Nie mają natomiast
            ochoty na żadną równość, jeśli chodzi o obowiązki.
            • Gość: Maciej kto naprawdę jest w Polsce dyskryminowany? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.10.02, 10:27
              Feministki wykrzykując swoje hasła o dyskryminacji kobiet, starają się nie
              przyjmować do wiadomości faktów, które mogłyby świadczyć o czymś przeciwnym -
              np. o dyskryminacji mężczyzn. Tymczasem porównanie realnej sytuacji obu płci w
              Polsce wskazuje, ze jeśli można mówić o dyskryminacji, bardziej uzasadnione
              jest twierdzenie, że to mężczyźni są obecnie dyskryminowani.

              Kobiety w Polsce cieszą się przywilejem przechodzenia na emeryturę pięć lat
              wcześniej. Biorąc ponadto pod uwagę fakt, że mężczyźni żyją krócej i zarabiają
              więcej – to mężczyźni wypracowują pieniądze na długoletnie wypłacanie emerytur
              kobietom, sami w niewielkim stopniu z nich korzystając. Gdyby towarzystwa
              emerytalne zawierały umowy z przyszłymi emerytami na zasadach rynkowych,
              ustalając wysokość składki emerytalnej na podstawie średniej długości życia na
              emeryturze – składka dla mężczyzn byłaby niższa, a wypłacana emerytura mogłaby
              być wyższa.

              Mężczyźni mają obowiązek odbycia dwuletniego przeszkolenia wojskowego i obrony
              kraju w razie wojny – którego nie mają kobiety.

              Sądy rodzinne dyskryminują mężczyzn w razie rozwodu, z reguły przyznając
              dziecko matce. Poza alimentami na dziecko kobiety mogą łatwo uzyskać alimenty
              na siebie, gdy sąd uzna mężczyznę wyłącznie winnym rozkładu pożycia
              małżeńskiego (a sądy z reguły obwiniają mężczyzn). Badania wykazały, że dzieci
              wychowywane przez samotnych ojców są bardziej samodzielne, mają lepsze kontakty
              z rówieśnikami i lepsze wyniki w nauce, w porównaniu do dzieci wychowywanych
              przez samotne matki. Fakt ten powinien być uwzględniany przy podejmowaniu
              decyzji o przyznaniu opieki nad dzieckiem matce lub ojcu – ale, niestety,
              uwzględniany nie jest.

              Kobiety ciężarne cieszą się specyficznymi przywilejami. Pracodawca ma obowiązek
              przesunąć kobietę ciężarną na inne stanowisko, jeśli pracuje w warunkach
              szkodliwych, nie wolno jej też pracować na zmiany. Ma przy tym prawo do
              zachowania dotychczasowego wynagrodzenia. Z kolei matka karmiąca piersią ma
              prawo do godzinnej przerwy na karmienie (zamiast przerwy może wychodzić z pracy
              godzinę wcześniej). Samotne matki wychowujące dzieci do niedawna jeszcze miały
              prawo do ulg podatkowych.

              Poza prawnymi przywilejami istnieje wiele zwyczajowych przywilejów kobiet:
              przepuszczanie w drzwiach, całowanie w rękę, płacenie w lokalu przez mężczyznę,
              Dzień Kobiet, Dzień Matki, Dzień Babci, oznakowane miejsca dla matki z
              dzieckiem na ręku w autobusach, przywilej obsługiwania poza kolejnością kobiet
              ciężarnych itd., itp.
              • Gość: barbinator Re: kto naprawdę jest w Polsce dyskryminowany? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 13.10.02, 19:26
                Gość portalu: Maciej napisał(a):

                > Feministki wykrzykując swoje hasła o dyskryminacji kobiet, starają się nie
                > przyjmować do wiadomości faktów, które mogłyby świadczyć o czymś przeciwnym -
                > np. o dyskryminacji mężczyzn. Tymczasem porównanie realnej sytuacji obu płci
                w
                > Polsce wskazuje, ze jeśli można mówić o dyskryminacji, bardziej uzasadnione
                > jest twierdzenie, że to mężczyźni są obecnie dyskryminowani.
                >
                > Kobiety w Polsce cieszą się przywilejem przechodzenia na emeryturę pięć lat
                > wcześniej. Biorąc ponadto pod uwagę fakt, że mężczyźni żyją krócej i
                zarabiają
                > więcej – to mężczyźni wypracowują pieniądze na długoletnie wypłacanie eme
                > rytur
                > kobietom, sami w niewielkim stopniu z nich korzystając. Gdyby towarzystwa
                > emerytalne zawierały umowy z przyszłymi emerytami na zasadach rynkowych,
                > ustalając wysokość składki emerytalnej na podstawie średniej długości życia
                na
                > emeryturze – składka dla mężczyzn byłaby niższa, a wypłacana emerytura mo
                > głaby
                > być wyższa.
                >
                No widzisz, jakby dobrze poszukac to nawet ty znajdziesz jakis punkt wspólny z
                feministkami. Bo przecież wiesz o tym ,że to feministki narobiły krzyku o
                niesprawiedliwe i krzywdzące kobiety wczesniejsze emerytury, prawda? Nie wiem
                tylko skąd pomysł, że w naszym systemie emerytalnym kobieta pracując 5 lat
                krócej ma szansę na emeryturę podobna jak pracujący 5 lat dłużej mężczyzna.
                Przeciez wysokość emerytury zależy od wielkości zgromadzonego kapitału, a ten
                od czasu trwania i wysokości opłacanej składki. Możesz mi to jakoś wyjaśnić?


                > Mężczyźni mają obowiązek odbycia dwuletniego przeszkolenia wojskowego i
                obrony
                > kraju w razie wojny – którego nie mają kobiety.

                Macieju, naprawdę zaczynam się o ciebie martwić. Te paskudne feministki nawet
                ciebie zaraziły swoimi poglądami. Słuzba wojskowa dla kobiet – toż to ich
                pomysł, od lat wcielany w życie w bratnich krajach NATO a wkrótce pewno i u
                nas. Uwazaj na siebie, wirus feminizmu atakuje niespodziewanie i każdy może
                stać się jego ofiarą, zwłaszcza osobnik tak ofiarnie jak ty zaangażowany w jego
                zwalczanie.

                >
                > Sądy rodzinne dyskryminują mężczyzn w razie rozwodu, z reguły przyznając
                > dziecko matce.

                Poniewaz jestem osobą sympatyczną, więc prawdziwą radość sprawia mi fakt, że
                wreszcie mogę się z tobą zgodzić. To faktycznie jest problem, sama znam
                przypadek gdy dziecko odebrano swietnemu, madremu ojcu i oddano
                niezrównoważonej psychicznie matce. W tej sprawie Men's Lib ma moje pełne
                poparcie.

                Poza alimentami na dziecko kobiety mogą łatwo uzyskać alimenty
                > na siebie, gdy sąd uzna mężczyznę wyłącznie winnym rozkładu pożycia
                > małżeńskiego

                Oj nie tak łatwo jak myślisz. Kobieta musi udowodnic, że nie jest w stanie sama
                się utrzymać, poza tym ta alimentacja o ile wiem nie może trwać dłużej niż 5
                lat. No a przede wszystkim nigdzie nie ma mowy o tym, ze alimentacja dotyczy
                wyłącznie kobiet. Prawodawca formułuje to jako "swiadczenie alimentacyjne dla
                współmałżonka". Jeśli więc kobieta dobrze zarabia, a były mąż jest bez pracy,
                to może się on starać o alimenty od swojej byłej. Wniosek - w interesie
                mężczyzn leży, by kobiety dobrze zarabiały...

                (a sądy z reguły obwiniają mężczyzn). Badania wykazały, że dzieci
                >
                > wychowywane przez samotnych ojców są bardziej samodzielne, mają lepsze
                kontakty
                >
                > z rówieśnikami i lepsze wyniki w nauce, w porównaniu do dzieci wychowywanych
                > przez samotne matki.


                ?????? Proszę o źródło tych rewelacji


                Fakt ten powinien być uwzględniany przy podejmowaniu
                > decyzji o przyznaniu opieki nad dzieckiem matce lub ojcu – ale, niestety,
                >
                > uwzględniany nie jest.
                >
                > Kobiety ciężarne cieszą się specyficznymi przywilejami. Pracodawca ma
                obowiązek
                >
                > przesunąć kobietę ciężarną na inne stanowisko, jeśli pracuje w warunkach
                > szkodliwych, nie wolno jej też pracować na zmiany.

                To nie jest przywilej specyficznie kobiecy. Kodeks pracy nakazuje przesunięcie
                do innego zajęcia kazdego pracownika czasowo niezdolnego do pracy. Kobiety w
                ciąży nie mogą też pracować w warunkach szkodliwych nie ze względu na własną
                wygodę, tylko ze względu na zdrowie nienarodzonego dziecka.

                Ma przy tym prawo do
                > zachowania dotychczasowego wynagrodzenia. Z kolei matka karmiąca piersią ma
                > prawo do godzinnej przerwy na karmienie (zamiast przerwy może wychodzić z
                pracy
                >
                > godzinę wcześniej).

                Jak wyżej, przerwa na karmienie to przywilej dziecka, nie kobiety. Dla kobiety
                gonienie do domu i z powrotem aby zmieścić się w pół godzinie ( a nie w
                godzinie jak piszesz) to duży stres i niewygoda. Zaś dziecko z natury rzeczy
                może być dziewczynką lub chłopczykiem. Gdyby przerwa na karmienie dotyczyła
                tylko dzidziusiów-dziewczynek wtedy można by mówić o uprzywilejowaniu kobiet.


                Samotne matki wychowujące dzieci do niedawna jeszcze miały
                > prawo do ulg podatkowych.
                >
                > Poza prawnymi przywilejami istnieje wiele zwyczajowych przywilejów kobiet:
                > przepuszczanie w drzwiach, całowanie w rękę, płacenie w lokalu przez
                mężczyznę,
                >
                > Dzień Kobiet, Dzień Matki, Dzień Babci, oznakowane miejsca dla matki z
                > dzieckiem na ręku w autobusach, przywilej obsługiwania poza kolejnością
                kobiet
                > ciężarnych itd., itp.

                No to wszystko jasne. Maciej jest feministką. Przecież tylko feministki walczą
                z takimi "kobiecymi przywilejami" jak całowanie w rękę czy przepuszczanie w
                drzwiach, normalne kobiety traktują to jak niegroźne dziwactwo, czasami
                sympatyczne, czasami nieszczególnie - ogólnie zazwyczaj mają do takich
                uprzejmości stosunek obojętny.
                Aha, w kwestii obsługiwania poza kolejką czy tzw miejsc dla matki z dzieckiem –
                jakiś czas temu było o tym na grupie pl.rec.prawo. Zgodnie z przepisami te
                przywileje dotyczą OSÓB z dziećmi na ręku, niezależnie od płci – mężczyzna z
                dzieckiem też ma prawo do bycia obsługiwanym poza kolejką.
                Proszę o dalsze przykłady "kobiecych przywilejów". Miło się z tobą dyskutuje,
                tak łatwo...

                • Gość: Maciej Re: kto naprawdę jest w Polsce dyskryminowany? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.10.02, 20:41
                  Barbinator napisała:

                  > Nie wiem tylko skąd pomysł, że w naszym systemie
                  > emerytalnym kobieta pracując 5 lat
                  > krócej ma szansę na emeryturę podobna jak pracujący 5
                  > lat dłużej mężczyzna.
                  > Przeciez wysokość emerytury zależy od wielkości
                  > zgromadzonego kapitału, a ten od czasu trwania i
                  > wysokości opłacanej składki. Możesz mi to jakoś
                  > wyjaśnić?

                  Jasne. Nie przeczytałas mojego postu, albo przeczytałas bez zrozumienia. W
                  rezultacie piszesz nie na temat, w ogóle nie odnosząc sie do tego, co ja
                  napisałem.

                  Kobiety mogą wybrać, czy chcą pracowac dłużej, czy nie. Mężczyżni nie maja
                  wyboru. To sie nazywa... tak właśnie - dyskryminacja mężczyzn.

                  Ubezpieczenia działające na zasadach rynkowych opierają sie na szacowaniu
                  prawdopodobieństwa typowych wydarzeń. Mężczyźni żyją krócej. Nieprawdaż? A więc
                  powinni choćby z tego tytułu mieć wyższe emerytury, lub niższe składki, bo
                  krócej będą korzystać z emerytury. Teraz natomiast składki mężczyzn idą do
                  jednego worka ze składkami kobiet - co się mężczyznom nie opłaca.

                  > To nie jest przywilej specyficznie kobiecy. Kodeks
                  > pracy nakazuje przesunięcie do innego zajęcia kazdego
                  > pracownika czasowo niezdolnego do pracy.

                  Jakich rzeczy ja się dowiaduję? 8 rozdział kodeksu pracy nosi tytuł "Ochrona
                  pracy kobiet" (nb. to nie jest "specyficznie kobiece"?) i zawiera m.in.
                  przepisy o ochronie ciężarnych kobiet. Zajrzyj do kodeksu pracy, zanim
                  zaczniesz wypisywać bzdury.

                  Swoją drogą, masz jakiś kłopot z logicznym myśleniem? Przyjrzyj się uważnie
                  zdaniu, które napisałaś: "nakazuje przesunięcie do innego zajęcia kazdego
                  pracownika czasowo niezdolnego do pracy".
                  Jak ktos jest "niezdolny do pracy", nawet "czasowo", to jak można go przesuwać
                  do "innego zajęcia"? No chyba, że tym "innym zajęciem" jest leżenie w łóżku...

                  > Kobiety w
                  > ciąży nie mogą też pracować w warunkach szkodliwych
                  > nie ze względu na własną wygodę, tylko ze względu na
                  > zdrowie nienarodzonego dziecka.

                  Ale tylko kobiety dostają 100% pensji, będąc niepełnowartościowymi
                  pracownikami. To przywilej specyficznie kobiecy. A pracodawca przecież nie musi
                  interesowac się dziecmi pracowników, tylko swoim biznesem. Mężczyzna, który ma
                  dzieci, nie zarabia z tego powodu więcej, niż jego bezdzietny kolega, ani nie
                  dostaje 100% pensji, kiedy jest niedysponowany.

                  > Jak wyżej, przerwa na karmienie to przywilej dziecka,
                  > nie kobiety.

                  A co to obchodzi pracodawcę, którego pracownik wychodzi mu z pracy wcześniej, i
                  jednocześnie żąda "takiej samej płacy za 'taką samą' pracę"?

                  Dla kobiety gonienie do domu i z powrotem aby zmieścić się w pół godzinie (a
                  nie w godzinie jak piszesz).

                  Nie doczytałaś kodeksu, ale koniecznie chcesz mnie poprawiać... Sprawdź dobrze
                  prawo, zanim będziesz prostować to co napisałem, bo okaże się, ze jesteś
                  nieprzygotowana do rzeczowej dyskusji. Dwie półgodzinne przerwy można łączyć,
                  albo wychodzić godzinę wcześniej.

                  > Miło się z tobą dyskutuje, tak łatwo...

                  Wypisywanie bzdur, polemizowanie z pogladami, których nie głosiłem, a pomijanie
                  tych, które są Ci niewygodne - jest rzeczywiście łatwe. Zajrzeć np. do kodeksu
                  pracy - o, to wymaga już pewnego wysiłu...
                  • Gość: barbinator Re: kto naprawdę jest w Polsce dyskryminowany? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 14.10.02, 10:02
                    Ponieważ słusznie zwrócono mi uwagę, że posty są za długie a cytowanie zbędne
                    więc robię ciach! i przechodzę do monologu z odnośnikami.

                    Macieju, ja jestem elastyczna i potrafię dyskutować na różne sposoby. Mogę na
                    argumenty, ale jak ktoś zamiast argumentów wstawia demagogiczny kit, to mogę
                    się dostosować do jego poziomu. Do jednego tylko z zasady się nie dostosowuję –
                    do wymiany epitetów, w takich sytuacjach dla mnie EOT. W twoim, nieszczególnie
                    bogatym merytorycznie poście, zdążyłeś mi przekazać, że:

                    - nie umiem czytać ze zrozumieniem lub wcale nie umiem
                    - piszę o czyms na czym się nie znam
                    - piszę bzdury
                    - mam kłopoty z logicznym myśleniem
                    - jestem nieprzygotowana do rzeczowej dyskusji
                    - polemizuje z pogladami których nie głosisz zaś pomijam te które są mi
                    niewygodne (w tym punkcie proszę o konkretne przykłady, dobrze?)
                    - jestem leniwa (unikam wysiłku)

                    Jak następnym razem zabraknie ci argumentów i w związku z tym zechcesz mi
                    nawciskać to napisz po prostu "JESTEŚ GÓPIA i nie chce mi się z tobą
                    gadać.... " Jestem miłą osobą, zrozumiem i wybaczę...


                    UWAGA – teraz będzie popis demagogii barbinatora czyli mój na motywach
                    proponowanych zmian w ubezpieczeniach autorstwa Macieja:

                    Piszesz tak: "Ubezpieczenia działające na zasadach rynkowych opierają sie na
                    szacowaniu prawdopodobieństwa typowych wydarzeń. Mężczyźni żyją krócej.
                    Nieprawdaż? A więc powinni choćby z tego tytułu mieć wyższe emerytury, lub
                    niższe składki, bo krócej będą korzystać z emerytury. Teraz natomiast składki
                    mężczyzn idą do jednego worka ze składkami kobiet - co się mężczyznom nie
                    opłaca." koniec cytatu

                    Ponieważ jednak mężczyźni częściej niż kobiety chorują na choroby serca i
                    układu krążenia wymagające kosztownych zabiegów (by-passy, przeszczepy),
                    częściej jeżdżą samochodem i zarówno ilościowo jak proporcjonalnie powodują
                    więcej wypadków, których skutkiem jest smierć lub inwalidztwo (kosztowne
                    leczenie, rehabilitacja, wózek inwalidzki, renta...), więcej palą papierosów (
                    drogie leczenie onkologiczne) więc składka dla mężczyzn (w części zdrowotnej)
                    powinna być wyższa lub ich emerytury niższe. Tak jak jest obecnie, gdy składki
                    kobiet idą do jednego worka ze składkami mężczyzn, jest dla kobiet
                    niekorzystne – to w istocie my płacimy na wasze emerytury.
                    Tyle demagogii. Jakbyś chciał jeszcze, jestem do usług. Wymyslanie takich bzdur
                    nie jest trudne.

                    Sytuacja w której pracownik czasowo niezdolny do pracy zostaje przesunięty do
                    innego zajęcia to np.: kierowca MZK po wypadku w którym bez własnej winy zabił
                    człowieka. Jest pod opieką psychologa, chwilowo pracuje w warsztatach zakładu,
                    do kierowania pojazdem wróci (albo i nie) gdy jego stan się poprawi. Górnik z
                    początkami pylicy – przeniesiony z przodka do działu przygotowania wydobycia.
                    Nauczycielka WF – w trzecim trymestrze ciąży rezygnuje z zajęć WF na rzecz
                    pracy w świetlicy szkolnej. Jak widzisz w ochronie kobiet nie ma nic
                    specyficznego, żadnego szczególnego przywileju. Wyodrębnienie zagadnień ochrony
                    pracy kobiet w oddzielny rozdział KP miało na celu większą przejrzystość
                    przepisów i ułatwienie pracy pracodawcy zatrudniającego kobiety, nie jest zaś
                    dowodem na szczególne uprzywilejowanie kobiet.

                    Pracownik przesunięty do innej pracy traci wszelkie dodatki np. za pracę nocną,
                    szkodliwe warunki itp. Dotyczy to także kobiet. Ponieważ płace są takie a nie
                    inne, czasami te dodatki stanowią połowę pensji – również pensji kobiet. To nie
                    przypadek, że kobiety protestują przeciwku przenoszeniu ich na dzienną zmianę (
                    czyli przeciw temu co nazywasz ich przywilejem) z powodu ciąży. Bywa, że jak
                    długo się da, nie przyznają się do ciąży, by nie być zmuszaną do "przywilejów".
                    Robią tak nie z głupoty czy w wyniku feministycznej propagandy, lecz z biedy,
                    niestety cierpią na tym dzieci. Powikłania ciązy są znacznie częstsze u kobiet
                    pracujących fizycznie niż u, powiedzmy, prawniczek czy kobiet-menedżerów.

                    W sprawie ciężkiej doli pracodawcy, którego wykorzystują kobiety w ciąży i te z
                    dziećmi. Uwaga dla rozsądnych – teraz też będzie demagogia ( jak Kuba bogu.....)
                    Dobrze trafiłeś – sama jestem pracodawcą, zatrudniam tak mężczyzn (większość)
                    jak i kobiety. Oczywiście to niesprawiedliwe, że ponoszę koszty nie mając z
                    tego żadnego zysku. Jednak nie dotyczy to tylko tej nieszczęsne godziny
                    dziennie na karmienie ( z której zreszta mało która korzysta) lecz wielu innych
                    spraw – wizyt młodych mężczyzn w Komendzie Uzupełnień, starszych na ćwiczeniach
                    rezerwistów, zwolnień dla honorowych krwiodawców, na badania okresowe, że o
                    świetach państwowych i kościelnych nie wspomnę. A jeśli pracodawca jest
                    niewierzący to niby dlaczego musi pozwalać pracownikom na świętowanie,
                    powiedzmy Bozego Ciała? Jeśli więc masz jakieś dojścia w Sejmie by przepchnąć
                    poprawkę likwidującą wszelkie prawa pracownicze, to masz moje poparcie – w
                    końcu ja na tym tylko zyskam.


                    • maciej.k1 Re: kto naprawdę jest w Polsce dyskryminowany? 14.10.02, 12:24
                      Gość portalu: barbinator napisał(a):

                      > Macieju, ja jestem elastyczna i potrafię dyskutować na różne sposoby. Mogę na
                      > argumenty, ale jak ktoś zamiast argumentów wstawia demagogiczny kit, to mogę
                      > się dostosować do jego poziomu.

                      Ja też jestem elastyczny. Jeśli np. Ty piszesz, że posiadanie innych poglądów
                      niż Twoje "świadczy o braku elementarnej wiedzy historycznej i zwykłej
                      głupocie" - potrafię odpowiedzieć pięknym za nadobne. Kto mieczem wojuje od
                      miecza ginie...

                      Ale z satysfakcją witam Twoją rezygnację z epitetów i gotowość do nieco
                      bardziej rzeczowej dyskusji.

                      > Piszesz tak: "Ubezpieczenia działające na zasadach rynkowych opierają sie na
                      > szacowaniu prawdopodobieństwa typowych wydarzeń. Mężczyźni żyją krócej.
                      > Nieprawdaż? A więc powinni choćby z tego tytułu mieć wyższe emerytury, lub
                      > niższe składki, bo krócej będą korzystać z emerytury. Teraz natomiast składki
                      > mężczyzn idą do jednego worka ze składkami kobiet - co się mężczyznom nie
                      > opłaca." koniec cytatu
                      >
                      > Ponieważ jednak mężczyźni częściej niż kobiety chorują na choroby serca i
                      > układu krążenia wymagające kosztownych zabiegów (by-passy, przeszczepy),
                      > częściej jeżdżą samochodem i zarówno ilościowo jak proporcjonalnie powodują
                      > więcej wypadków, których skutkiem jest smierć lub inwalidztwo (kosztowne
                      > leczenie, rehabilitacja, wózek inwalidzki, renta...), więcej palą papierosów
                      > drogie leczenie onkologiczne) więc składka dla mężczyzn (w części zdrowotnej)
                      > powinna być wyższa lub ich emerytury niższe. Tak jak jest obecnie, gdy
                      > składki
                      > kobiet idą do jednego worka ze składkami mężczyzn, jest dla kobiet
                      > niekorzystne – to w istocie my płacimy na wasze emerytury.

                      Sprawdziłem na stronach Ministerstwa Zdrowia, jak to jest w istocie.
                      Przejrzałem najdroższe programy zdrowotne, z których każda płeć korzysta w
                      różnym stopniu. Program leczenia chorób serca kosztuje 38 mln. zł (nb. kobiety
                      też z tego korzystają). Natomiast program "Taksoidy w leczeniu raka piersi i
                      jajnika" - 54 mln., badania przesiewowe raka piersi i szyjki macicy - 8 mln.,
                      opieka okołoporodowa - 1 mln (z tych programów mężczyźni nie mogą korzystać...).

                      Z paleniem nb. jest różnie - w dużych miastach teraz pali więcej kobiet niż
                      mężczyzn.

                      Wynika z tego, że mężczyźni korzystają mniej ze swojej składki zdrowotnej -
                      odwrotnie niż twierdzisz. Jeszcze jeden argument, by płacili mniejszą składkę.

                      > Sytuacja w której pracownik czasowo niezdolny do pracy zostaje przesunięty do
                      > innego zajęcia to np.: kierowca MZK po wypadku w którym bez własnej winy
                      zabił
                      > człowieka. Jest pod opieką psychologa, chwilowo pracuje w warsztatach
                      zakładu,
                      > do kierowania pojazdem wróci (albo i nie) gdy jego stan się poprawi. Górnik z
                      > początkami pylicy – przeniesiony z przodka do działu przygotowania wydoby
                      > cia.
                      > Nauczycielka WF – w trzecim trymestrze ciąży rezygnuje z zajęć WF na rzec
                      > z
                      > pracy w świetlicy szkolnej. Jak widzisz w ochronie kobiet nie ma nic
                      > specyficznego, żadnego szczególnego przywileju.

                      Jest wiele przywilejów specyficznych dla kobiet:
                      Nie wolno zatrudniać kobiet przy pracach szczególnie uciążliwych lub
                      szkodliwych dla zdrowia. Pracodawca nie może wypowiedzieć ani rozwiązać umowy o
                      pracę w okresie ciąży, a także w okresie urlopu macierzyńskiego pracownicy.
                      Kobiety w ciąży nie wolno zatrudniać w godzinach nadliczbowych ani w porze
                      nocnej. Kobiety w ciąży nie wolno bez jej zgody delegować poza stałe miejsce
                      pracy. Pracodawca zatrudniający pracownicę w ciąży lub karmiącą dziecko piersią
                      przy pozostałych pracach wymienionych w przepisach wydanych na podstawie art.
                      176 jest obowiązany dostosować warunki pracy do wymagań określonych w tych
                      przepisach lub tak ograniczyć czas pracy, aby wyeliminować zagrożenia dla
                      zdrowia lub bezpieczeństwa pracownicy. Jeżeli dostosowanie warunków pracy na
                      dotychczasowym stanowisku pracy lub skrócenie czasu pracy jest niemożliwe lub
                      niecelowe, pracodawca jest obowiązany przenieść pracownicę do innej pracy, a w
                      razie braku takiej możliwości zwolnić pracownicę na czas niezbędny z obowiązku
                      świadczenia pracy. W razie gdy zmiana warunków pracy na dotychczas zajmowanym
                      stanowisku pracy, skrócenie czasu pracy lub przeniesienie pracownicy do innej
                      pracy powoduje obniżenie wynagrodzenia, pracownicy przysługuje dodatek
                      wyrównawczy.

                      > czyli przeciw temu co nazywasz ich przywilejem) z powodu ciąży. Bywa, że jak
                      > długo się da, nie przyznają się do ciąży, by nie być zmuszaną
                      > do "przywilejów".

                      To zupełnie inna sprawa. Czasem przywileje obrajacą się przeciwko grupom
                      uprzywilejowanym. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by kobiety zażądały
                      usunięcia tych przywilejów z prawa pracy, skoro tak im przeszkadzają... Ale
                      jakoś tego nie żądają... Dlaczego? Wolą biedaczki tak "cierpieć" w milczeniu?

                      Pozdrawiam -
                      • Gość: barbinator Re: kto naprawdę jest w Polsce dyskryminowany? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 14.10.02, 17:14

                        Opisujesz szczegółowo zagadnienia ochrony pracy kobiet w okresie ciąży i
                        macierzyństwa. Jak sadzę zdajesz sobie sprawę, że równie szczegółowe przepisy
                        dotyczą przywilejów inwalidów czy pracy w warunkach szkodliwych w typowo
                        męskich zawodach (galwanizernie, kopalnie itp) Mogłabym je cytowac, tylko po
                        co? Przecież nawet gdyby wydano przepis nakazujący pracodawcy karmienie
                        ciężarnej pracownicy rajskimi jabłuszkami i wykonywania dwa razy dziennie
                        relaksujacego masażu przy dźwiękach harfy, to i tak będzie to przywilej
                        DZIECKA, nie kobiety. Przeciez kobiety które nie chcą mieć dzieci są większości
                        przywilejów pozbawione, prawda?
                        Uprzedzając twój protest od razu mówię – większości, ale nie wszystkich. No to
                        zajmijmy się tymi nielicznymi przywilejami nie mającymi związku z dzietnością
                        kobiet.
                        Najlepiej będzie na przykładzie. Czas jakis temu usłyszałam, że kobiety nie
                        mogą wykonywać zawodu kierowcy autobusu. Uzasadnieniem jest troska o delikatne
                        ponoc kobiece zdrowie które mogłoby doznać uszczerbku tłukąc się w autobusie.
                        Teraz będzie najśmieszniejsze – jak się okazało, chętnym zamiast autobusu
                        proponowano prace motorniczego tramwaju, gdzie nie wiedzieć czemu przepisy o
                        ochronie pracy kobiet nie obowiązują. Widać ustawodawca uważa, że w tramwaju
                        nie trzęsie.... A tak naprawde, to sprawdza się stare porzekadło, że jak nie
                        wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.... Po prostu praca kierowcy jest
                        lepiej płatna niż motorniczego i ot, cała tajemnica "kobiecych przywilejów"...

                        _____________________________________________________________________________

                        W sprawie wydatków na leczenie - nie znam tych danych więc trudno mi się do
                        nich ustosunkować. Postaram się zbadać sprawę i jeśli to co podałes jest
                        nieścisłe, wrócę do tematu. Na razie możemy uznac, że w demagogii jest 1:0 dla
                        ciebie...
                        Tymczasem mam jedną uwagę. Wydatki na leczenie chorób tzw kobiecych to
                        delikatna sprawa. Ostatecznie przyznasz chyba, że gdyby kobiety w ramach
                        oszczędności budzetowych dały sobie zbiorowo usunąć sutki, macice i jajniki, to
                        co prawda państwo, a więc i mężczyźni, sporo by zaoszczędziło na leczeniu
                        nowotworów tych narządów, jednak z przyczyn oczywistych byłoby to pyrrusowe
                        zwycięstwo (przynajmniej do czasu udoskonalenia techniki klonowania...)
                        Rzeczone organy nie są niezbędne do przeżycia kobiecie jako jednostce ludzkiej
                        (jak serce, płuca czy wątroba) natomiast społeczeństwo i cywilizacja (także
                        męska) bez nich nie przetrwa....
                        Nie jestem więc pewna, czy koszty ich leczenia powinny być pokrywane kosztem
                        nizszych pensji dla kobiet.....
                        Pozdrawiam
                        • maciej.k1 Re: kto naprawdę jest w Polsce dyskryminowany? 14.10.02, 18:36
                          Gość portalu: barbinator napisał(a):

                          > Rzeczone organy nie są niezbędne do przeżycia kobiecie jako jednostce
                          > ludzkiej
                          > (jak serce, płuca czy wątroba) natomiast społeczeństwo i cywilizacja (także
                          > męska) bez nich nie przetrwa....
                          > Nie jestem więc pewna, czy koszty ich leczenia powinny być pokrywane kosztem
                          > nizszych pensji dla kobiet.....

                          Rak sutka i macicy na ogół pojawia się w okolicach menopauzy i później, tak
                          więc społeczeństwo nie przestałoby istnieć, gdyby zaniechać leczenia tych
                          schorzeń. Znaczna część spośród kobiet chorych na raka jest już na emeryturze -
                          byłaby to więc nawet znaczna oszczędność dla budżetu. Tymczasem budżet ratuje
                          te kobiety kosztem mężczyzn. Jeśli traktujemy serio równouprawnienie, wydatki
                          budżetowe na zdrowie powinny iść przynajmniej po równo - albo adekwatnie do
                          uzbieranych składek przez każdą płeć.
                          Pozdrawiam -
                          • Gość: barbinator Re: kto naprawdę jest w Polsce dyskryminowany? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 15.10.02, 13:03
                            Obiecałam, że wrócę do sprawy kosztów leczenia. Macieju, nigdy nie licz na
                            lenistwo swojego rozmówcy, zwłaszcza jeśli jest to kobieta. Byłam na stronie
                            Ministerstwa Zdrowia, sprawdziłam....
                            Wystarczy, czy mam pisać dalej?
                            Jeśli przytoczone dane nie były świadomą manipulacją z twojej strony, to
                            musiały wyniknąć z braku umiejętności czytania tekstu ze zrozumieniem – i żeby
                            było jasne, to nie obelga z mojej strony, tylko rzeczowe i grzeczne zwrócenie
                            uwagi na możliwe wyjasnienie nieporozumienia.

                            W kwestii nowotworów macicy – mylisz dosyć rzadki nowotwór trzonu macicy
                            występujący głównie u kobiet w wieku pomenopauzalnym, ze znacznie częściej
                            występującym rakiem szyjki macicy spotykanym prawie wyłącznie u kobiet w wieku
                            rozrodczym. To zreszta i tak nie ma znaczenia (jedna pomyłka mniej lub
                            więcej...) bo moja teza była następująca: gdyby wszystkie kobiety na świecie
                            poddały się operacji usunięcia narządów rodnych, wtedy żadna kobieta nigdy nie
                            zachorowałaby na raka macicy. Miałbys te swoje upragnione oszczędności na
                            składce ubezpieczeniowej, bo i ciąże, i opieka nad dziećmi też by odpadły....
                            No i wreszcie byłoby sprawiedliwie.....wreszcie biedni mężczyźni nie musieli by
                            płacić za babskie fanaberie, te wszystkie ich ciąże i karmienie piersią....
                            Tylko trochę krótko by trwało to szczęście, co?
                            Pozdrówka
                            • maciej.k1 Re: kto naprawdę jest w Polsce dyskryminowany? 16.10.02, 10:41
                              Gość portalu: barbinator napisał(a):

                              > Obiecałam, że wrócę do sprawy kosztów leczenia. Macieju, nigdy nie licz na
                              > lenistwo swojego rozmówcy, zwłaszcza jeśli jest to kobieta. Byłam na stronie
                              > Ministerstwa Zdrowia, sprawdziłam....
                              > Wystarczy, czy mam pisać dalej?

                              Podałem prawdziwe dane. Jeśi sugerujesz coś innego, to najprawdopodobniej
                              celowo kłamiesz, żeby wprowadzić w błąd innych internautów, którym nie chce się
                              osobiście sprawdzić danych na stronach Ministerstwa Zdrowia. Ubolewam nad tym,
                              ale nie widzę tu innego wytłumaczenia, jak świadoma manipulacja z Twojej strony.

                              > W kwestii nowotworów macicy – mylisz dosyć rzadki nowotwór trzonu macicy
                              > występujący głównie u kobiet w wieku pomenopauzalnym, ze znacznie częściej
                              > występującym rakiem szyjki macicy spotykanym prawie wyłącznie u kobiet w
                              > wieku
                              > rozrodczym. To zreszta i tak nie ma znaczenia

                              Zgadzam się z ostatnim zdaniem - nie ma żadnego znaczenia, czy chodzi o trzon,
                              czy szyjkę, tym bardziej, że najdroższy program nie dotyczył ani trzonu, ani
                              szyjki. ;-)

                              Przypominam Ci, że najdroższy program, kosztujący 54 mln złotych, nazywa
                              się "Taksoidy w leczeniu raka piersi i jajnika". A więc nie chodzi tu ani o
                              trzon, ani o szyjkę. Drugi co do kosztów program dla kobiet to badania
                              przesiewowe w kierunku raka piersi i szyjki macicy - 8 mln zł. Także dopiero w
                              tym programie CZĘŚĆ kosztów to wykrywanie raka szyjki macicy.

                              Końcowy wniosek, że Ministerstwo Zdrowia wydaje więcej na leczenie kobiet niż
                              leczenie mężczyzn - także pozostał niepodważony. Możemy spierać się o szyjkę i
                              trzon, czy dorabiać różne demagogiczne uzasadnienia do tego, że zdrowie kobiet
                              jest ważniejsze od zdrowia mężczyzn, ale nie zmienia to faktów - w tej
                              dziedzinie także nie ma równouprawnienia i to mężczyźni są stroną, która traci
                              na tym najwięcej - bo życie.
                              • Gość: barbinator Re: kto naprawdę jest w Polsce dyskryminowany? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 16.10.02, 12:53

                                Nie do wiary, myślałam ze to taka podpucha z twojej strony, a ty zdaje się
                                naprawdę nie rozumiesz dlaczego to co piszesz jest bez sensu. No to wyjaśniam
                                łopatologicznie:
                                Sumy które podałes są wydatkowane w ramach tzw. programów polityki zdrowotnej
                                państwa. Na przykład suma 38 180 000 zł (chyba własnie ten przykład
                                przytoczyłeś) na Narodowy Program Ochrony Serca (poz. 9) została przeznaczona w
                                całości na wdrażanie standardu elektrokardioterapii. Z kolei na rozwój
                                transplantacji narządów i tkanek (poz. 28) wydano sumę 1 500 000 zł.
                                Poz. 6 dotyczy optymalizacji opieki okołoporodowej i kosztowała nas całe
                                1 278 020 zł.
                                Nawet jeśli nie rozumie się co to jest "program polityki zdrowotnej państwa" to
                                chyba te sumy powinny dac ci do myślenia?? Ty naprawdę wierzysz w to, że na
                                CAŁOŚĆ kosztów związanych z przeszczepami wydano w Polsce półtora miliona zł.,
                                a na opiekę okołoporodową trochę ponad milion ??? Może i jesteśmy biednym
                                krajem, ale chyba nie aż tak...
                                Ogółem na wszystkie programy w ramach PZP podane na stronie o której mówimy
                                wydano w roku 2001 ok. 300 mln zł. Jak to się ma do całości wydatków na ochronę
                                zdrowia w tym czasie? Chyba tak jak koszt zakupu zeszytu w kratkę do kosztu
                                wykonania dokumentacji technicznej budowy autostrady... Czy wiesz ile w
                                budżecie państwa przeznaczono na całościowo rozumiane LECZENIE i jaki procent z
                                tego stanowi suma 300 mln.?

                                Wybacz, można się pomylic, ale pomylić się i upierać przy swoim, mimo zwrócenia
                                uwagi to już ŻENADA.

                                I żeby nie było, że o tym wiedziałeś a ja się czepiam – podałeś te śmieszne
                                sumy jako DOWÓD na to, że LECZENIE kobiet kosztuje więcej niż mężczyzn. Dalej
                                piszesz, cytuję: "Końcowy wniosek, że Ministerstwo Zdrowia wydaje więcej na
                                leczenie kobiet niż leczenie mężczyzn - także pozostał niepodważony" Nie wiem
                                czy leczenie kobiet jest droższe niż mężczyzn (i mało mnie to obchodzi) ale na
                                pewno nie można tego dowieść na podstawie danych które przytoczyłeś.
                                Pozdrawiam

                                • maciej.k1 Re: kto naprawdę jest w Polsce dyskryminowany? 17.10.02, 11:53
                                  Gość portalu: barbinator napisał(a):

                                  > Czy wiesz ile w
                                  > budżecie państwa przeznaczono na całościowo rozumiane
                                  > LECZENIE i jaki procent z
                                  > tego stanowi suma 300 mln.?

                                  Na "całościowo rozumiane leczenie" w budżecie państwa oczywiście nie
                                  przewidziano nic. Istota reformy wprowadzonej 4 lata temu polegała m.in na tym,
                                  by wydzielić składkę zdrowotną od budżetu państwa.

                                  > Jak to się ma do całości wydatków na ochronę
                                  > zdrowia w tym czasie?

                                  Tego nie wie zapewne nawet minister zdrowia. Gdybyś czytała gazety, pewnie
                                  zauważyłabyś, że od 4 lat mamy Kasy Chorych. Oznacza to, że nie ma jednego
                                  centralnego budżetu przeznaczonego na ochronę zdrowia, ani jednej polityki
                                  zdrowotnej państwa (o czym też od roku minister zdrowia trąbi w mediach), lecz
                                  17 wojewódzkich budżetów. Sprawdziłem plan finansowy jednej z kas -
                                  mazowieckiej, ale jest zbyt ogólny, by można było na jego podstawie wnioskować
                                  o tym, kto korzysta więcej, kobiety czy mężczyźni. Z konieczności więc musimy
                                  wnioskować o tym pośrednio - np. na podstawie tego, jak gospodaruje pieniędzmi
                                  Ministerstwo Zdrowia. Nie przypuszczam, by odsetek wydatków na kobiety w
                                  budżetach Kas Chorych różnił się od niego jakoś dramatycznie.

                                  Są jeszcze inne przesłanki, by wnioskować, że mężczyźni mniej korzystają z
                                  opieki lekarskiej, a więc kosztują budżet Kas Chorych taniej. Niedawno
                                  przeprowadzono sondaż, w którym przebadano ponad 40 tys pacjentów lekarzy
                                  pierwszego kontaktu w Polsce. W badaniu wzięło udział 350 lekarzy pierwszego
                                  kontaktu. Okazało się, że wśród 40227 pacjentów, którzy w tym czasie trafili do
                                  lekarzy, kobiety stanowiły 57,7%. To dowód na to, że kobiety częściej chodzą do
                                  lekarzy po poradę - a więc wydatki Kas Chorych na zdrowie kobiet u lekarzy
                                  pierwszego kontaktu są wyższe.

                                  Może, jak feministki, powinniśmy zażądać wprowadzenia parytetów?

                                  > Dalej
                                  > piszesz, cytuję: "Końcowy wniosek, że Ministerstwo Zdrowia wydaje więcej na
                                  > leczenie kobiet niż leczenie mężczyzn - także pozostał niepodważony"

                                  Dokładnie. Taki właśnie wniosek akurat bezdyskusyjnie udowodniłem. Ministerstwo
                                  Zdrowia wydaje więcej na leczenie kobiet niż na leczenie mężczyzn. A więc nie
                                  stosuje polityki równouprawnienia, o którą tak podobno zabiega polityczka
                                  Jaruga. I co ona na to? Poda swojego kolegę z rządu, min. Łapińskiego do sądu?
                                  Czy taktownie przemilczy ten problem?
                                  • Gość: barbinator Re: kto naprawdę jest w Polsce dyskryminowany? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 17.10.02, 17:51
                                    W naszej dyskusji doprawdy nie chodziło o sposób w jaki kolejnym rządom udało
                                    się zbiurokratyzować służbę zdrowia, tylko o to ile RZECZYWIŚCIE I PRAKTYCZNIE
                                    kosztuje leczenie kobiet a ile mężczyzn - istnienie kas chorych nie ma tu nic
                                    do rzeczy, gdyż kasy nie generują pieniędzy - pieniądze wypracowujemy my
                                    wszyscy, kobiety i mężczyźni (chyba, że ty nie pracujesz - wtedy za twoje
                                    leczenie płacę ja, między innymi).
                                    Pora na podsumowanie:

                                    Drogi Macieju, gdyby demagogia miała skrzydła to ty fruwałbyś jak gołębica
                                    (pardon, gołąb). Zauważ, że kurtuazyjnie nie przytoczyłam tego znanego
                                    powiedzonka w jego oryginalnej wersji...
                                    Najwyraźniej należysz do osób nie umiejących przyznać się do błędu. Ja zaś to
                                    potrafię, więc stwierdzam, że popełniłam błąd poważnie podchodząc do dyskusji z
                                    tobą.
                                    Ponieważ jednak nawet pitbull nie gryzie leżącego brzuchem do góry i
                                    popiskującego bezradnie przeciwnika, więc ja tym bardziej dam ci już spokój.
                                    Zdecydowane EOT z mojej strony.
                                    Pozdrawiam
                                    • Gość: Maciej Re: kto naprawdę jest w Polsce dyskryminowany? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 18.10.02, 10:20
                                      Odsetek rzeczowych argumentów w Twoim ostatnim poście wyniósł - 0%.
                                      Rozumiem, że musisz coś napisać, nawet wtedy, gdy nie masz nic do powiedzenia,
                                      po tym, jak udowodniłem Ci, że nie masz racji.
            • Gość: barbinator Re: 'Dyskryminacja' kobiet na polskiej wsi IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 13.10.02, 18:59
              Gość portalu: Maciej napisał(a):

              > Feminizm jest ideologią, która powierzchownie może wydawać się atrakcyjna,
              > zwłaszcza dobrze zarabiającym, wykształconym, bezdzietnym kobietom.
              > Nieprzypadkowo ruch feministyczny koncentruje swoją aktywność w dużych
              > miastach. Przyjrzyjmy się jednak sytuacji, co by się stało, gdyby postulaty
              > feministyczne zastosować w praktyce na „patriarchalnej” polskiej ws
              > i, gdzie
              > ciągłe dominują tradycyjne poglądy na rolę kobiet i podział pracy
              małżeństwie,
              >
              > będące całkowitym zaprzeczeniem równouprawnienia. Można nawet powiedzieć,
              > uzywając określenia Barbinator, że pozycja kobiet na polskiej wsi jest tak
              > samo "niewyobrazalnie zła", jak była sto lat temu... ;-)

              > Wyobraźmy sobie jednak wiejską babę, zafascynowaną ideologią feministyczną,
              > która pewnego dnia oświadcza swojemu chłopu:
              >
              > "Od dziś koniec z dyskryminacją. Nie będzie już tak, że ty będziesz
              > monopolizował atrakcyjne, męskie zajęcia, spychając na mnie nudne i mało
              > prestiżowe obowiązki. W poniedziałki, środy i piątki ty będziesz stał przy
              > garach i zajmował się dzieciakami. Ja wtedy wyjdę na pole i będę orać,siać,
              > rozrzucać widłami obornik, a latem kosić, młócić i nosić worki z ziarnem.
              > To samo z zarzynaniem świniaków, czy doprowadzaniem byka do krów. Co drugiego
              > świniaka ja zarzynam, co drugie zapładnianie - ja obsługuję. Ty w tym czasie
              > ugotujesz mi obiad i będziesz zabawiał dzieci, nakarmisz kury i świniaki, a
              > rano i wieczorem wydoisz krowy!"

              Sytuacja kobiet na polskiej wsi jest zła, być może nawet jest niewyobrażalnie
              zła. Podobnie jest z sytucją mężczyzn, młodzieńców i dzieci płci obojga. Po
              prostu na wsi bieda aż piszczy i tyle. Zarówno kobiety jak mężczyźni chwytają
              się kazdej pracy, która akurat musi być wykonana. Kobiety noszą worki, koszą
              siano, dźwigaja skrzynki z ziemniakami – wszystko to niestety kosztem ich
              zdrowia. Pogadaj kiedyś z jakimś wiejskim lekarzem, dowiesz się ciekawych
              rzeczy. W subtelnej kwestii zapładniania twoja wiedza też jest nieco
              nieaktualna. Zapładnianiem krów zajmuje się obecnie inseminator, zwany
              dowcipnie panem-bykiem. Bywa, że panem-bykiem jest kobieta...
              Ach te feministki, wszędzie się wkręcą...



              > Feministki doskonale zdają sobie sprawę, że tradycyjny podział pracy jest dla
              > wiejskich kobiet bardziej korzystny. Nie próbują więc szukać zwolenniczek na
              > polskiej wsi. Tymczasem konsekwentne wprowadzanie w życie feministycznych
              > postulatów wymagałoby, by uczynić to na całym terytorium kraju, a nie tylko
              > tam, gdzie będzie to wygodne dla kobiet.
              >
              > Feminizm jest więc ideologią pełna sprzeczności i hipokryzji w rodzaju „c
              > hcemy
              > równych praw, ale nie chcemy równych obowiązków”. Hasłem dyskryminacji ko
              > biet
              > feministki posługują się całkowicie instrumentalnie - albo w walce o władzę,
              > albo domagając się dodatkowych, nieuprawnionych przywilejów. Nie mają
              natomiast
              >
              > ochoty na żadną równość, jeśli chodzi o obowiązki.


              No tak – feministki NIE postulują by kobiety hulały na traktorach i młóciły
              zboże, co jest dowodem ich hipokryzji. Gdyby jednak to postulowały, to byłyby
              wariatkami, bo wiadomo, ze kobieta jest słabsza fizycznie od mężczyzny i
              pewnych prac wykonywać nie powinna. Inaczej mówiąc, cokolwiek zrobią czy
              powiedzą to i tak będzie źle...

              Przy okazji, wydaje mi się, że feministki w ogóle NIE NAMAWIAJĄ kobiet do
              podejmowania prac wymagających WYŁĄCZNIE siły fizycznej, nie dotyczy to tylko
              rolnictwa. Masz jakiś dowód na to, że feministki chcą, by kobiety woziły
              taczkami cement na budowach, pracowały w kopalniach czy kładły asfalt? Pytam
              powaznie i bez złośliwości, bo najwyraźniej, w przeciwieństwie do mnie,
              problematyka feminizmu jest ci bliska, więc może mógłbyś mnie w tej kwestii
              oswiecić?

              • Gość: Maciej Re: 'Dyskryminacja' kobiet na polskiej wsi IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.10.02, 19:58
                Gość portalu: barbinator napisał(a):

                > Sytuacja kobiet na polskiej wsi jest zła, być może nawet jest niewyobrażalnie
                > zła. Podobnie jest z sytucją mężczyzn, młodzieńców i dzieci płci obojga. Po
                > prostu na wsi bieda aż piszczy i tyle. Zarówno kobiety jak mężczyźni chwytają
                > się kazdej pracy, która akurat musi być wykonana. Kobiety noszą worki, koszą
                > siano, dźwigaja skrzynki z ziemniakami – wszystko to niestety kosztem ich
                > zdrowia. Pogadaj kiedyś z jakimś wiejskim lekarzem, dowiesz się ciekawych
                > rzeczy.

                Fascynujących rzeczy się od Ciebie dowiaduję... Czy chesz powiedzieć, że
                kobiety na wsi pracują równie ciężko jak mężczyźni? Czy może tylko, że bardziej
                dbają o swoje zdrowie i więcej czasu spędzają u wiejskiego lekarza? Czy, że są
                słabsze fizycznie?
                Jeśłi są słabsze fizycznie, to co będzie z równoupranieniem na wsi? Chcesz, by
                dalej królował tam patriarchat, będący powodem "niewyobrazalnie złej sytuacji"
                kobiet? Czy może lepiej "wyzwolić kobiety z jarzma patriarchatu", by same
                zasuwały na traktorach?

                > No tak – feministki NIE postulują by kobiety hulały na traktorach i młóci
                > ły zboże, co jest dowodem ich hipokryzji.

                Jak się zachciało równouprawnienia, to ze wszystkimi wiążącymi sie z tym
                konsekwencjami. Inaczej nie powinny mówić o równouprawnieniu, tylko o
                uprzywilejowaniu: "chcemy mieć takie same przywileje jak mężczyźni, ale nie
                chcemy takich samych obowiązków". Jeśli więc kobiety chcą równouprawnienia, to
                trzeba wprowadzić też "równouobowiązkowienie". Jak rozumiem, Tobie też bardzo
                podobają się równe prawa, ale równe obowiązki - jakby trochę mniej? ;-)

                Jak trzeba pozmywać w domu naczynia - żadasz od męża równego udziału w pracach
                domowych, powowłując się na równouprawnienie? A jak trzeba przesunąc szafę,
                przynieśc z samochodu zgrzewkę cukru, zmienić koło w samochodzie, naprawić
                dziecku rower - wołasz męża, bo przypominasz sobie, że przecież Ty jesteś
                kobietą?

                > Gdyby jednak to postulowały, to byłyby
                > wariatkami, bo wiadomo, ze kobieta jest słabsza fizycznie od mężczyzny i
                > pewnych prac wykonywać nie powinna. Inaczej mówiąc, cokolwiek zrobią czy
                > powiedzą to i tak będzie źle...

                Zgadza się. Jeśli chce się traktowac równoprawnienie serio - absurd jest
                nieunikniony. Ale to chyba Ty ubolewałas nad cięzkim losem kobiet, które zyły w
                czasach, kiedy "równouprawnienia nie było"? Przypominam, że wtedy siła fizyczna
                liczyła się jeszcze bardziej, niż teraz.

                Nb. weź pod uwagę, że jeszcze gorzej było kobietom 10 000 lat temu. Wtedy jakoś
                w ogóle nie było feministek, które wolałyby same chodzić na polowanie, swojemu
                mężczyźnie zostawiając zbieranie jagóg przy jaskini i troskę o dzieci. Te
                nieszczęsne kobiety to dopiero były uciskane przez wredny patriarchat. ;-)

                > Przy okazji, wydaje mi się, że feministki w ogóle NIE NAMAWIAJĄ kobiet do
                > podejmowania prac wymagających WYŁĄCZNIE siły fizycznej, nie dotyczy to tylko
                > rolnictwa. Masz jakiś dowód na to, że feministki chcą, by kobiety woziły
                > taczkami cement na budowach, pracowały w kopalniach czy kładły asfalt?

                Feministki domagają się prawa kobiet do służby w wojsku i policji - do czego
                kobiety nie mają predyspozycji - to kolejny absurd. Ale np. w Polsce nie
                domagają sie bynajmniej obowiązkowej służby wojskowej dla kobiet tak samo jak
                dla mężcyzn - a powinny, jeśli serio traktują "równouprawnienie". Niby dlaczego
                mężczyźni mieliby spędzac dwa lata w wojsku i bronić kraju w razie wojny a
                kobiety - nie, skoro mamy podobno równe prawa? Nie można mówic o równych
                prawach, gdy nie ma równych obowiązków. Co w tej sprawie robi rzecznikowa ds.
                równego statusu, tzw. "polityczka" Jaruga?
                • Gość: barbinator Re: 'Dyskryminacja' kobiet na polskiej wsi IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 13.10.02, 22:25
                  Gość portalu: Maciej napisał(a):

                  ) Fascynujących rzeczy się od Ciebie dowiaduję... Czy chesz powiedzieć, że
                  ) kobiety na wsi pracują równie ciężko jak mężczyźni? Czy może tylko, że
                  bardziej
                  )
                  ) dbają o swoje zdrowie i więcej czasu spędzają u wiejskiego lekarza? Czy, że

                  ) słabsze fizycznie?

                  A co w tym fascynujacego, samo życie i tyle... Kobiety sa słabsze fizycznie od
                  mężczyzn, to chyba żadna nowość. Jednak kobiety wiejskie są zmuszone
                  koniecznością (np. brak odpowiednich maszyn wynikający z biedy i opóźnień
                  cywilizacyjnych polskiej wsi) do wykonywania ciężkich prac fizycznych, których
                  nie powinny wykonywać. Ma to wpływ na ich zdrowie.


                  ) Jeśłi są słabsze fizycznie, to co będzie z równoupranieniem na wsi?

                  Co to jest twoim zdaniem ciężka praca fizyczna? Czy chodzi tylko o pracę
                  wymagającą stricte siły fizycznej – czyli pracę tragarza, górnika, murarza –
                  czy także pracę prządki, tkaczki, zbieraczki truskawek? Bo IMHO wszystko to są
                  ciężkie prace fizyczne wymagające jednakże innych predyspozycji: siły fizycznej
                  lub dokładności, cierpliwości, odporności na wielogodzinne przebywanie w takiej
                  samej pozycji. Kobiety i mężczyźni na wsi pracują równie ciężko, powiedziałabym
                  że zbyt ciężko. Z patriarchatem, równouprawnieniem, feminizmem i innymi izmami
                  nie mam to nic wspólnego. Jeśli już musimy mówić o społecznym upośledzeniu
                  kobiet wiejskich to objawia się ono w czymś innym – na wsi jak chłop leje swoją
                  żonę to nikogo to nie obchodzi ( leje, widać zasłużyła), ona sama tez kuruje
                  swoje siniaki w tajemnicy bo wie, że i tak nikt jej nie pomoże. W mieście jest
                  pod tym względem nieco lepiej, kobiety wiedzą gdzie mogą się zgłosić po pomoc,
                  sąsiedzi też nie zawsze zatykają uszy na krzyki dobiegające z mieszkania obok.
                  Jak myślisz, czyja to zasługa ?( w kontekście tego o czym sam pisałeś
                  wcześniej, że feministki na wsiach nie agitują ale w miastach i owszem...)


                  Chcesz, by
                  ) dalej królował tam patriarchat, będący powodem "niewyobrazalnie złej
                  sytuacji"

                  Czy ja coś pisałam o tym, że na wsi panuje patriarchat? Cytat proszę.


                  ) kobiet? Czy może lepiej "wyzwolić kobiety z jarzma patriarchatu", by same
                  ) zasuwały na traktorach?

                  Cos ty się tak czepił tych traktorów. Pisałam coś o tym, że kobiety powinny
                  jeździć traktorami? Na marginesie – w Norwegii widziałam kobiety na traktorach,
                  nikogo to nie dziwiło. Tylko że to były nowoczesne maszyny z klimatyzowaną
                  kabiną i super silnikiem, podejrzewam, że trzęsie w nich mniej niż w maluchu na
                  przeciętnej polskiej drodze...


                  )
                  ) ) No tak – feministki NIE postulują by kobiety hulały na traktorach i
                  ) młóci
                  ) ) ły zboże, co jest dowodem ich hipokryzji.
                  )
                  ) Jak się zachciało równouprawnienia, to ze wszystkimi wiążącymi sie z tym
                  ) konsekwencjami. Inaczej nie powinny mówić o równouprawnieniu, tylko o
                  ) uprzywilejowaniu: "chcemy mieć takie same przywileje jak mężczyźni, ale nie
                  ) chcemy takich samych obowiązków".

                  Uwaga – znowu będzie o traktorach.
                  O jakich męskich obowiązkach mówimy? Na przykład mój mąż, podobnie jak ja, nie
                  jeździ traktorem. Czy to znaczy, ze on unika męskich obowiązków a ja jestem
                  hipokrytką? Możesz dać przykład męskiego obowiązku, którego ja unikam i
                  męskiego przywileju który zawłaszczam?



                  Jeśli więc kobiety chcą równouprawnienia, to
                  ) trzeba wprowadzić też "równouobowiązkowienie". Jak rozumiem, Tobie też bardzo
                  ) podobają się równe prawa, ale równe obowiązki - jakby trochę mniej? ;-)
                  )
                  ) Jak trzeba pozmywać w domu naczynia - żadasz od męża równego udziału w
                  pracach
                  ) domowych, powowłując się na równouprawnienie? A jak trzeba przesunąc szafę,
                  ) przynieśc z samochodu zgrzewkę cukru, zmienić koło w samochodzie, naprawić
                  ) dziecku rower - wołasz męża, bo przypominasz sobie, że przecież Ty jesteś
                  ) kobietą?

                  Szafę przesuwamy razem, bo w dwóch jest wygodniej. Cukru nie używam, bo jest
                  niezdrowy. Gotuję sama, bo lubię i umiem. Zmywa zmywarka, co zostanie to ja
                  albo mąż, komu akurat wypadnie. Jak trzeba zmienic koło w samochodzie albo
                  naprawić rower to wzywam fachowca. Mąż pastuje moje buty a ja prasuję jego
                  koszule – widzisz w tym coś złego? Czy w twoich kategoriach jesteśmy rodziną
                  patriarchalną czy może przeciwnie?


                  )
                  ) ) Gdyby jednak to postulowały, to byłyby
                  ) ) wariatkami, bo wiadomo, ze kobieta jest słabsza fizycznie od mężczyzny i
                  ) ) pewnych prac wykonywać nie powinna. Inaczej mówiąc, cokolwiek zrobią czy
                  ) ) powiedzą to i tak będzie źle...
                  )
                  ) Zgadza się. Jeśli chce się traktowac równoprawnienie serio - absurd jest
                  ) nieunikniony.

                  NIE.Absurdalne jest twoje rozumienie równouprawnienia. To, że kobiety są
                  słabsze fizycznie nie oznacza, że równouprawnienie jest niemożliwe. Po prostu
                  każdy powinien wykonywac odpowiednia do swoich możliwości pracę i nie należy
                  tej pracy dzielic na lepszą i gorszą. Dawno temu, w czasie studiów zbierałam
                  truskawki w Norwegii wspólnie z paroma znajomymi z roku. Czy wiesz, że chłopcy
                  wysiadali fizycznie znacznie prędzej niż dziewczyny? Po najdalej 5-6 godzinach
                  pracy na akord bolały ich plecy, cierpły kolana, po prostu nie dawali rady. Czy
                  to znaczy, że mężczyźni są słabsi fizycznie od kobiet? – nie, po prostu ten typ
                  pracy fizycznej wymaga innych predyspozycji. Gdybysmy zamiast zbierac truskawki
                  nosili kosze z ziemniakami, to zapewne my wysiadłybyśmy prędzej od chłopców.
                  Równouprawnienie nie polega na tym, by zmuszać kogokolwiek do pracy dla niego
                  czy dla niej nieodpowiedniej, lecz by podobne prace były podobnie doceniane i
                  wynagradzane. W Norwegii nie ma z tym problemu, istnieją tzw lonnstrinn czyli
                  stopnie płacowe, z których jasno wynika, że np. pracownik fizyczny w tartaku
                  zarobi mniej więcej tyle samo co robotnica w fabryce zabawek, gdyż ich
                  kwalifikacje zawodowe oraz wysiłek wkładany w pracę są porównywalne, choć inne
                  są predyspozycje (mężczyźni brak dokładności i precyzji rekompensują siłą
                  fizyczną czy jak wolisz, odwrotnie).
                  W Polsce bywa pod tym względem różnie, generalnie jest nie najlepiej. Prace
                  wymagające typowo kobiecych predyspozycji są często słabiej opłacane (
                  przedszkolanki, pielęgniarki itp.)




                  Ale to chyba Ty ubolewałas nad cięzkim losem kobiet, które zyły w
                  )
                  ) czasach, kiedy "równouprawnienia nie było"? Przypominam, że wtedy siła
                  fizyczna
                  )
                  ) liczyła się jeszcze bardziej, niż teraz.
                  )
                  ) Nb. weź pod uwagę, że jeszcze gorzej było kobietom 10 000 lat temu. Wtedy
                  jakoś
                  )
                  ) w ogóle nie było feministek, które wolałyby same chodzić na polowanie,
                  swojemu
                  ) mężczyźnie zostawiając zbieranie jagóg przy jaskini i troskę o dzieci.

                  Skąd wiesz, że nie było.... Może były tylko, że wtedy nie było internetu żeby
                  się z nich nabijać...

                  Te
                  ) nieszczęsne kobiety to dopiero były uciskane przez wredny patriarchat. ;-)

                  Wiesz na pewno, że wtedy panował patriarchat? Podobno najwczesniejszą formą
                  rządów był matriarchat....

                  )
                  ) ) Przy okazji, wydaje mi się, że feministki w ogóle NIE NAMAWIAJĄ kobiet do
                  ) ) podejmowania prac wymagających WYŁĄCZNIE siły fizycznej, nie dotyczy to ty
                  ) lko
                  ) ) rolnictwa. Masz jakiś dowód na to, że feministki chcą, by kobiety woziły
                  ) ) taczkami cement na budowach, pracowały w kopalniach czy kładły asfalt?
                  )
                  ) Feministki domagają się prawa kobiet do służby w wojsku i policji - do czego
                  ) kobiety nie mają predyspozycji - to kolejny absurd.

                  Nie wiem czy feministki się tego domagają. Wiem natomiast, że kobiety pracują w
                  policji od lat i nikomu to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. Policja to nie
                  tylko bieganie ze strzelawkami po mieście i picie whisky, jak moznaby odnieść
                  wrazenie po obejrzeniu któregoś z polskich filmów policyjnych. Kobiety w
                  Policji pracują w laboratoriach, przy przetwarzaniu i archiwizowaniu danych,
                  zajmują się przestępstwami przeciw dziecku i rodzinie, prowadzą przesłuchania
                  tam gdzie wskazane jest by robił
          • Gość: barbinator Re: Sytuacja kobiet na przestrzeni dziejów Polski IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 13.10.02, 18:45
            kobiety
            > w Polsce nigdy nie były dyskryminowane. Choć istniał podział ról, kobiety
            > zawsze cieszyły się dużym szacunkiem społecznym. Słowianie z reguły szanowali
            > kobiety. Ponadto przyjęcie chrześcijaństwa (gdzie uznaje się, że kobieta ma
            > duszę tak samo jak mężczyzna), kult Maryjny,


            Kult maryjny jako dowód na równouprawnienie kobiet, powiadasz......
            Hmm, to dosyć bagnisty teren, nie chciałabym urazić osób wierzących, ale
            przedstawianie kobiety będącej równocześnie matką i dziewicą jako ideału i
            wzoru do naśladowania to coś jakby powieszenie fotosów modelek w typie Kate
            Moss w lecznicy dla grubasów. Cos takiego musiał wymyślić facet....
            Oprócz Marii była jeszcze Ewa (to ta, która powstała z żebra Adama na jego
            zgubę). Motyw grzechu pierworodnego oraz kobiety-kusicielki, za której
            przyczyną człowiek został wygnany z raju odbija nam się czkawką do dziś.
            Dlaczego tak wiele kobiet nie zgłasza na policję przypadków gwałtów – bo
            wiedzą, że policjant będzie się starał tak wykręcić sprawę by wyszło na to, że
            winna była kobieta-kusicielka zaś biedny facet padł jedynie ofiarą jej
            niemoralnego i prowokującego zachowania (mini plus obcasy....)



            kultura rycerska i rola kobiet w
            > powstaniach dodatkowo umocniły szacunek dla kobiet. Człowiek, który nie
            odnosił
            >
            > się do kobiet z szacunkiem, sam się lokował na marginesie społeczeństwa.

            No jasne, teraz wszystko rozumiem... Przykładów na wysoką pozycję kobiet w
            dawnej Polsce jest zresztą więcej. Choćby prawo pierwszej nocy – chłopki mogły
            sobie zgodnie z prawem poswawolić z jaśnie panem a ich mężowie co? W najlepszym
            razie po kryjomu z księżną panią w stodole... To przecież oczywisty dowód na
            równouprawnienie kobiet, więcej powiem – na brak równouprawnienia mężczyzn. No
            i było jeszcze palenie czarownic na stosach – to pewno też daje się jakoś
            przedstawić jako dowód szacunku dla kobiet oraz ich wysokiej pozycji społecznej
            (im wyzszy stos tym wyzsza pozycja?)
            Kultura rycerska to ten gościu, który najpierw wieszał sobie na kopii
            chusteczkę damy swojego serca a potem jadąc na krucjatę zakuwał ją w pas cnoty?
            Natomiast niezwykły szacunek do kobiet w okresie powstań został opisany choćby
            w powiesci Wierna rzeka. Masz więcej takich przykładów?


            >
            > Z tych przyczyn feminizm nigdy nie miał istotnych wpływów w Polsce. Pomimo
            tego
            >
            > prawo do głosowania kobiety zyskały w Polsce w tym samym czasie co mężczyźni,
            > równocześnie z odzyskaniem przez Polskę niepodległości, w 1918 roku, dekretem
            > Naczelnika Państwa, jako coś oczywistego, bez żadnych debat w tej sprawie (a
            > np. w takiej „postępowej” Francji dopiero kilka lat po II wojnie św
            > iatowej).
            >
            > Feministki niczego dla Polek nie zrobiły. Równouprawnienie w Polsce
            wprowadzono
            >
            > nie dlatego, że feminizm był tak popularny, lecz pomimo tego, że feminizm w
            > Polsce nigdy się nie liczył.

            A jak to było przed rokiem 1918 ? Czy Polki – obywatelki austrowęgierskie,
            pruskie czy rosyjskie miały prawa wyborcze? A skąd ty tak dokładnie wiesz, co
            sprawiło, że w 1918 te prawa uzyskały? Jaki masz dowód na to, że nie
            przyczyniły się do tego liczne w drugiej poł. 19 wieku publikacje traktujące o
            upośledzeniu kobiet w życu społecznym, które na trwale zmieniły nasze podejście
            do praw przysługujących kobietom? Mówiąc NASZE, nie mam wcale na myśli samych
            kobiet ani tym bardziej feministek, lecz nas wszystkich NORMALNYCH LUDZI – tak
            kobiet jak i mężczyzn. Możesz sobie Macieju myslec, że prawa wyborcze dla
            kobiet to zasługa siedmiu krasnoludków, ja jednak skłaniam się ku opcji
            sierotki Marysi oraz p. Konopnickiej.


            >
            > Podobnie w Polsce feministki nie musiały walczyć o dostęp kobiet do edukacji.
            > Także pod zaborami kobiety mogły brać udział w powszechnym ruchu
            > samokształceniowym, co mogło m.in. zaowocować uzyskaniem przez Marię Curie R
            > 11;
            > Skłodowską Nagrody Nobla.

            Maria Skłodowska musiała wyjechac do Francji, gdyż w Polsce droga do dalszej
            edukacji była dla niej zamknięta. Jedyne co mogła jej zaoferować ówczesna
            Polska, to kiepsko płatna posada nauczycielki w zamożnym domu. We Francji
            ukończyła Sorbonę jako jedna z nielicznych kobiet, zmagając się z wieloma
            trudnościami. Późniejsze prace nad radem i polonem prowadziła tylko dzięki
            małżeństwu z Piotrem Curie, gdyż jako kobieta nie miała żadnych szans na
            uzyskanie funduszy na samodzielne badania. Po smierci męża była stopniowo
            odsuwana od czynnego życia naukowego, zwłaszcza po tym jak wdała się w romans z
            żonatym mężczyzną za co spotkał ją powszechny ostracyzm trwający aż do jej
            śmierci. Jej kochankowi, rzecz jasna włos z głowy nie spadł.


            Aktualne statystyki wskazują nawet na większy odsetek
            >
            > studentek niż studentów w Polsce (być może mężczyźni powinni zażądać
            > wprowadzenia parytetów?).

            Czekam niecierpliwie na twoja teorię dotyczącą tego, dlaczego więcej kobiet niż
            mężczyzn studiuje i czyją zasługą ( a może winą?) jest gwałtowny wzrost liczby
            kobiet na uczelnich w ostatnich 100 latach.

            >
            > Przedstawianie pozycji kobiet w społeczeństwie 100 lat temu
            > jako "niewyobrazalnie złej" świadczy o braku elementarnej wiedzy historycznej
            i zwykłej głupocie.


            To miało być złośliwe i/lub ironiczne? No to stwierdzam uroczyście, że w twoim
            tekście nie ma ani jednego dowodu na to, że w minionych 100 latach NIE
            poprawiła się pozycja społeczna kobiet (darujmy sobie dawnych słowian i
            średniowiecze, dobrze?) Czy masz jakiekolwiek pojęcie o tym, jak wyglądała 100
            lat temu sytuacja prawna kobiety, np. w sytuacji gdy jej małżenstwo okazało się
            nieudane? Jaka zaś w analogicznej sytuacji była pozycja prawna i obyczajowa
            mężczyzny? Jaką kobieta miała możliwość uzyskania pomocy w przypadku gdy mąż
            znęcał się nad nią fizycznie i/lub psychicznie? Jak wyglądała kwestia prawa do
            opieki nad dziećmi w sytuacji gdy kobieta w desperacji decydowała się na
            opuszczenie męża? Jakie miała możliwości podjęcia pracy czy zdobycia
            wykształcenia mogącego jej zapewnić niezależność finansową od mężczyzny? O tym,
            że w sytuacji gdy trzeba było wybierać: życie matki czy życie dziecka, decyzja
            należała do męża kobiety to pewnie też nie słyszałeś? Albo jeszcze lepiej,
            uważasz, że tak właśnie powinno być? Pewno podobało ci się także to, że
            kobietom nie było wolno wyjeżdżać z kraju bez pozwolenia męża, ojca lub
            prawnego opiekuna? Pewno, po co się będą głupie baby woziły po świecie, jeszcze
            by od tego zmądrzały i byłby kłopot.
          • Gość: Aga Re: Sytuacja kobiet na przestrzeni dziejów Polski IP: *.kbn.gov.pl 15.10.02, 17:12
            Pyszne:))

            A jakie środki utrzymania miała kobieta (tak. np. XIX w.), jeżeli - uchowaj
            Boże - nie znalazła (lub straciła) swojego domowgo pana i władcę?

            Pozdr. - jak zwykle :))
            Aga
            • maciej.k1 Re: Sytuacja kobiet na przestrzeni dziejów Polski 16.10.02, 10:48
              Gość portalu: Aga napisał(a):

              > Pyszne:))
              >
              > A jakie środki utrzymania miała kobieta (tak. np. XIX w.), jeżeli - uchowaj
              > Boże - nie znalazła (lub straciła) swojego domowgo pana i władcę?

              Patrialchalne społeczeństwo oczywiście skazywały je na śmierć głodową. ;-)
              Pozdrawiam -
      • hania_76 Macieju, wracaj na Feminizm! 14.10.02, 15:51
        Zamiast zanudzać kolegów kopiowaniem swoich starych postów!
        • maciej.k1 Re: Macieju, wracaj na Feminizm! 14.10.02, 18:38
          Mam dużo czasu i mogę być wszędzie. Ale rozumiem Twoje obawy - nie martw się,
          nie zostawię Was feministek zupełnie samych...
    • Gość: jd Re: men's liberation IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 12.10.02, 17:24
      LIGA WALCZY, LIGA RADZI, LIGA NIGDY CIĘ NIE ZDRADZI !!!!!!!!!
    • Gość: Legia14/88 Baby IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 13.10.02, 15:15
    • Gość: Legia14/88 Baby czy ... IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 13.10.02, 15:24
      Bo jak się faceci jak baby zachowują.Nic tylko pieprzą bez ładu i składu zamiast brać się do roboty,spójrzcie na polityków...Na dodatek kobiety stworzyły modę na 'wrażliwość'.A mężczyżni to sobie tak do serca wzięli,że są teraz wrażliwsi od kobiet.A baby są okrutne...
    • brzoza2 zbyt długie posty 13.10.02, 22:18
      Cyz koniecznie musicie za kazdym razem wzajemnie sie cytowac i dopisywac drugie
      tyle?
      • Gość: J.S. Re: zbyt długie posty IP: *.tnt1.lafayette.in.da.uu.net 14.10.02, 02:11
        brzoza2 napisała:

        > Cyz koniecznie musicie za kazdym razem wzajemnie sie cytowac i dopisywac
        drugie
        >
        > tyle?
        *****
        Poza tym odbieglismy zbytnio od tematu watku. O feminizmie jest inne forum.
        Natomiast ten watek mial dotyczyc byc moze urojonych obaw nas mezszczyzn
        zwiazanych z "niewiadomy". I jeszcze jedno ja osobiscie swoja obecnosc na tym
        forum traktowalem "z przymruzeniem oka" bardziej jako nauke polaczona z zabawa.
        Dlatego moge akceptowac pewne teamty aczkolwiek wolalbym bysmy my mezczyzni i
        kobiety zastanowili sie jak wyjsc naprzeciw wspolnym oczekiwaniom. Przez jakis
        czas wydaje mi sie coraz krotszy jestesmy skazani na siebie i powinnismy
        wypracowac jakis konsensus dotyczacy naszych rol w rodzinie lub spoleczenstwie;
        naszych wspolnych rol. A ta dyskusja poszla troche w zla strone. Jesli ciagle
        tak trudno znalezc zloty srodek to moze zastanowilibysmy sie czy tak bardzo
        niestrawna jest tak zwana umowa malzenska. Jakis czas temu alfafa chyba jedno
        zdaniowo napomknal o tym z duzym niesmakiem. Ja rowniez uwazalem dawniej taka
        umowe za istne dno. Nadchodzi jednak nowe i byc moze powinnismy sie zastanowic
        czy malzenski agreement okreslajacy wszystko jasno i precyzyjnie (od
        wyprowadzania pieska do spraw w sypialni) nie zagwarantuje nam rodzinnego i
        spolecznego ladu.
        J.S. (jot-es)
        • nun Re: zbyt długie posty 14.10.02, 10:22
          Gość portalu: J.S. napisał(a):

          >Nadchodzi jednak nowe i ...

          Oj nadchodzi. W klasie mojego syna (pierwsza licealna) jest tylko kilka
          dziewczyn. I panowie zdecydowani oddać im całą klasową władzę. 100% dziewczyn
          we władzach. 0% chłopaków we władzach. Marzenie feministek czy uwaga panie,
          bo nadchodzi pokolenie prawdziwych trutni?

          Pozdrawiam. nun
        • alfalfa umowa? 14.10.02, 10:46
          Czyli intercyza? Osobiście nie znam nikogo kto by coś takiego podpisał ze swoją
          przyszłą żoną. Wiem, że robią coś takiego ludzie, którzy np. prowadzą
          działalność godsp. i nie chcą ryzykować majątkiem żony (lub kręcić jakiś wałki
          i boją się o całość majątku). Pewnie w "szerokim Świecie" te sprawy wyglądają
          jakoś inaczej. Może coś wiesz i opowiesz?
          pzdr.
      • Gość: barbinator Re: zbyt długie posty IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 14.10.02, 10:47
        brzoza2 napisała:

        > Cyz koniecznie musicie za kazdym razem wzajemnie sie cytowac i dopisywac
        drugie
        >
        > tyle?

        Robiłam to, by nie posadzono mnie o manipulację i odpowiadanie tylko na to, co
        mi wygodne. Jednak skoro Maciej i tak zgłasza takie zarzuty, więc zaczynam ciąć
        posty. Zwłaszcza, że wiem, że masz rację - wiele razy irtytowały mnie długasne
        dyskusje pociete jak wycinanka łowicka, w których nikt, łącznie z dyskutującymi
        nie wie o co chodzi
    • nun Barbinator na prezydenta! 14.10.02, 10:24
      a reszta nich zostanie tam, gdzie jest. nun
      • Gość: Komaczio SYTUACJA JEST POWAŻNA, PANOWIE! IP: *.am.lodz.pl 15.10.02, 12:55

        Wątek niesłychanie ważny i potrzebny, ale obawiam się, że się co nieco rozmył
        pośród lekkich uwag i żartów. Proponuję spojrzeć oślepiającej prawdzie prosto w
        oczy. Oto fakty:
        - Mężczyzna może „cieszyć się” emeryturą przez okres średnio 2-3 lat, czyli
        inaczej mówiąc musi zasuwać niemal do kresu swoich dni, pod koniec już nieraz u
        kresu sił – na czworakach. Kobiety żyjące średnio ok. 7 lak dłużej przechodzą
        na emeryturę 5- 10 lat wcześniej od nas!
        - Mężczyzna ma znacznie słabszą pozycję w przypadku poważniejszego konfliktu
        małżeńskiego, gdyż kobiety opanowały newralgiczne miejsce społeczne – to one
        zwykle orzekają w sprawach rodzinnych. Kobiety doskonale wiedzą o tym i często
        bez skrupułów wykorzystują swoją przewagę wiedząc, że np. to im przypadnie w
        razie rozwodu rola opieki nad dzieckiem, a mężczyzna będzie musiał skomleć, aby
        zobaczyć się z dzieckiem.
        - Mamy takie prawo, że nawet konkubin odchodzący od kobiety wychowującej
        dziecko innego mężczyzny może mieć zasądzone na jego rzecz alimenty!
        - Mężczyzna będąc w istocie słabszego (średnio biorąc oczywiście) zdrowia niż
        kobieta (vide długość życia), często musi ukrywać swoje słabości fizyczne, gdyż
        zwyczajowo, to kobieta ma prawo być słaba, a mężczyznom się tego nie wybacza!
        - W wychowaniu wciąż pokutuje zasada, aby karać małego mężczyznę, gdy zdarzy mu
        się płakać. Tym samym zabiera mu się tę podstawową umiejętność ułatwiającą
        znoszeniu stresów w życiu dorosłym. Podobnie nie istnieje dla niego społeczna
        funkcja płaczu, który zwykle prowadzi do złagodzenia agresji na niego
        skierowanej (odwrotnie – zostaje za to karany szyderstwem) .
        - Kobiety są wręcz zachłyśnięte tym, że tak łatwo uzyskały pozycje
        UPRZYWILEJOWANĄ (to co powyżej i inne - np. zwykle mają pieczę nad kasą w
        rodzinie), bynajmniej nie odtrąbiły zwycięstwa. One dalej grają role
        pokrzywdzonych, aby zyskiwać dalsze przywileje – takie jak choćby słynne w USA
        programy afirmacyjne (W tym mieszczą się owe procenty udziału w różnych
        szczeblach władz, itp.)
        - To bynajmniej nie wszystkie czynniki, ale chyba nie pominąłem co
        ważniejszych.
        Czy w takim razie przesadziłem pisząc, że sytuacja jest poważna?
        KOmaczio
        • Gość: barbinator Re: SYTUACJA JEST POWAŻNA, PANOWIE! IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 15.10.02, 16:38

          Ad.1 Było już o tym parę postów wyżej. Większość znanych mi kobiet jest
          przeciwna nizszemu wiekowi emerytalnemu dla kobiet, gdyz jest to dla nich
          niekorzystne (mniej składek – mniejszy kapitał – nizsza emerytura) Niższy wiek
          emerytalny kobiet traktowany jest chyba głównie jako instrument do walki z
          bezrobociem, a przynajmniej do poprawy statystyk bezrobocia, nie zaś w celu
          uprzywilejowania kobiet kosztem mężczyzn. Zauwaz też, że w typowo męskich
          zawodach jak wojsko i policja wiek emerytalny jest bardzo niski – to cię jakos
          nie oburza, prawda?

          Ad.2 Ale za to mężczyźni są zazwyczaj w lepszej sytuacji finansowej, więc mogą
          zatrudnić prawnika, który skutecznie będzie bronił ich interesów, prawda? Ale
          przyznaję – problem jest. Zbyt często sędziowie automatycznie przyznają opiekę
          nad dzieckiem kobiecie, bywa że jest to z krzywdą dla dziecka.

          Ad.3 Pierwsze słyszę! Alimenty na rzecz cudzego dziecka, jak rozumiem nie
          uznanego przez konkubenta za własne? Możesz podać przepis, który tak stanowi?

          Ad.4 Duuuuży błąd. Kobiety uwielbiaja takich małych, słodkich misiów którymi
          mogą się opiekować. To raczej mężczyźni naoglądali się różnych Van Dammów i
          innych takich i wydaje im się, że tak wygląda prawdziwy facet.

          Ad5. Możliwe, że pokutuje taka niesłuszna zasada. No, ale powiedz mi, co stoi
          na przeszkodzie by ojcowie aktywnie włączyli się w wychowanie swoich dzieci
          korygując błędy wychowawcze popełniane, najczęściej zresztą nieświadomie, przez
          matki?

          JA WIEDZIAŁAM ŻE TAK BĘDZIE!!!
          Rany, panowie dlaczego wyscie się uparli, że fakt trzymania kasy przez kobiety
          swiadczy o uprzywilejowaniu? Ostatnio mój Wielki Ulubieniec Pan Premier Miller
          w telewizorze rzucił dowcipnie do dziennikarzy, pozyczając portfel od
          żony: "no, sami widzicie kto u mnie w domu rządzi ..." Naprawde nie
          pomyśleliście, że trzymanie kasy jest logiczną konsekwencją faktu, że kobiety w
          większym stopniu zajmują się domem, robia zakupy itd. Tam gdzie oboje
          małżonkowie pracują i wspólnie zajmują się domem, jak to jest u mnie, to kasa
          jest wspólna i nikt jej nie trzyma (mamy własne karty i wspólne konto). Znam
          tez rodzinę w której kasę ma mąż i nikomu to nie przeszkadza!!


          > Czy w takim razie przesadziłem pisząc, że sytuacja jest poważna?
          > KOmaczio

          Ani trochę nie przesadziłeś!! Sytuacja jest śmiertelnie poważna. Jeśli
          mężczyźni naprawdę są tak bardzo zestresowani, to znaczy że problem istnieje i
          cos trzeba z nim zrobić. Pytanie tylko, czy stwarzanie sztucznych problemów,
          takich jak rzekome uprzywilejowanie kobiet w jakikolwiek sposób wam pomoże?
          Teoria walki klas czy wojny płci chyba juz trochę się przeżyła? Co stoi na
          przeszkodzie, by wiecej mężczyzn zostawało sędziami sądów rodzinnych i wydawało
          korzystniejsze dla mężczyzn wyroki? Czyzby jedynym problemem było to, ze w
          zawodach sfeminizowanych płace też sa jakby sfeminizowane... :-))
          Co szkodzi męzczyznom w wiekszym stopniu włączać się w wychowywanie dzieci i
          częściej okazywać uczucia, także takie jak słabość czy ból? Kobiety wam w tym
          przeszkadzają? W jaki sposób?
          Pozdrówka

          • Gość: Komaczio Re: SYTUACJA JEST POWAŻNA, PANOWIE! IP: *.am.lodz.pl 16.10.02, 08:17

            OK! Wyjaskrawiłem problem, aby mu się lepiej przyjrzeć. Oczywiście, że bywają
            mądre kobiety, tak jak i chamscy i bezwzględni faceci. Problem w tym aby nie
            przeginać. Gdy ktokolwiek w związku (hetero oczywiście) dominuje, nie ma już
            mowy o prawdziwej, satysfakcjonującej bliskości (oprócz fizycznej - od czasu do
            czasu, lecz i ta po jakimś czasie ulega erozji, gdy nie ma porozumienia i
            przyjaźni). Boję się, że jest tendencja typu: Oni nas dominowali, było im
            dobrze naszym kosztem, to teraz przyszła NASZA kolej – pokażemy im, gdzie raki
            zimują. A instrumenty ku temu są gotowe. To one pozwalały kobietom utrzymywać
            równowagę w sytuacji, gdy mężczyzna miał władzę (w naszym kraju nie tak znowu
            jaskrawie, albo wręcz problematycznie – patrz np. „Psychologia kobiety”
            Pospiszila). Mam tu na myśli te liczne małe oszustewka: migreny, łezki, fochy,
            gry na zazdrości, itp. Teraz te umiejętności już nie takie konieczne, ale nadal
            bywają chętnie wykorzystywane (nb. niektórzy faceci niewieścieją i zaczynają
            się imać takich niegodnych metod).
            POzdrówki.
            KOmaczio
            • Gość: barbinator Re: SYTUACJA JEST POWAŻNA, PANOWIE! IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 16.10.02, 11:40
              No to może problemem jest umiejętność wyboru partnera/partnerki. Wiesz, mam
              taką koleżankę, znamy się jeszcze z przedszkola. Nawet niegłupia dziewczyna
              (skończyła dobre, można powiedzieć, elitarne studia) ale to taki typ
              rozświergotanego szczygiełka. Jak z kawału o blondynkach – słodziutka, urocza,
              kobieca i udająca głupszą niż jest w istocie. Ciekawe jest to, że mimo
              nierewelacyjnych warunków fizycznych zawsze miała wielkie powodzenie. No i tak
              jakoś wyszło, że obecnie jest żoną najlepszego kumpla mojego męża. Trzeba
              widzieć, jak ta słodka kobietka daje mu w kość. To jest chyba właśnie to o czym
              piszesz – minki, fochy, łezki i migreny. Powiedz mi jak to jest, że mężczyźni
              głupieją na punkcie takich kobitek a potem płaczą, że ich małżeństwo nie jest
              partnerskie? Kobiety często udają słodkie idiotki, bo prawda jest taka, że
              mężczyznom (mimo zapewnień, że jest inaczej!) ten typ kobiet nadal bardzo się
              podoba. No a potem to udawanie wchodzi dziewczynom w krew i już inaczej nie
              potrafią...
              Mój przykład też jest nieco przerysowany (choć osoba o której piszę to
              autentyk!) ale uwierz mi, tak to naprawdę wygląda.
              Pozdrawiam
              • Gość: Komaczio Re: SYTUACJA JEST POWAŻNA, PANOWIE! IP: *.am.lodz.pl 16.10.02, 12:19
                Witaj!
                Przykro mi, że tak wcześnie wyrwałem Cię ze snu;)).
                Mam nadzieję, że twój przykład to nie jest zwyczajne odwracanie kota ogonem, że
                jak ktoś da się okraść, oszukać, itp., to sam jest sobie winny. Przyznam się,
                ze też zawsze brały mnie takie bezradne stworzonka, przy których mogłem czuć
                się jak prawdziwy machuś, no i ... rzeczywiście źle na tym wychodziłem
                (łagodnie powiedziane). Ale bynajmniej nie czuję się przez to winny, że
                pomagałem, gdy była taka w potrzebie, latałem, załatwiałem, a jak już nie byłem
                potrzebny, to zostałem potraktowany jak natrętny intruz.
                Otóż powiem Ci , że bez głębszej znajomości psychologii nie ruszy się tego
                tematu. Musielibyśmy się tu wdać w rozważania typu: jak (coraz powszechniejszy)
                model dominującej matki wpływa na ukształtowanie się (nacechowanego
                neurotyzmem) charakteru przyszłej kobiety, no i przyszłego mężczyzny również.
                Dlatego też znając się co nieco na psychologii tak jaskrawo tę sprawę widzę i
                przedstawiam: Niech w rodzinie panuje zgoda i równowaga między rodzicami!
                Szczególnie należy apelować do takich rozsądnych kobiet jak Ty, bo jednak macie
                już znacznie więcej do powiedzenia. Samoograniczajcie się, we własnymi,
                najlepiej pojętym interesie!
                Do facetów takie gadanie ma znacznie mniejszą szansę trafić, gdyż męska duma,
                ambicja, czy jak to tam nazwać, nie pozwala im widzieć jaką to faktycznie podłą
                role często odgrywają we własnym domu.
                Życzę miłego dnia!
                KOmaczio
                PS.: Gdyby mnie również wychowywała dominujaca matka, to bym w ogóle tego
                problemu nie zauważył...
                • Gość: barbinator Re: SYTUACJA JEST POWAŻNA, PANOWIE! IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 16.10.02, 14:11
                  > Mam nadzieję, że twój przykład to nie jest zwyczajne odwracanie kota ogonem,

                  Nieee, ja tylko napisałam, że niektóre kobiety próbują dostosować się do,
                  nadal dla mężczyzn atrakcyjnego, wzorca kobiecości w typie "milutka, malutka i
                  bezradna". Zaczyna się to już w dzieciństwie a potem już trudno im się
                  odzwyczaić. Jak się przez 20 lat udaje, że się boi myszy, to w końcu naprawdę
                  zaczyna się ich bać... No i tylko kłopot w tym, że to co rozkoszne u świeżo
                  poznanej 20-latki, u nieco starszej żony jest jakby trochę wkurzające. Dlatego
                  napisałam, że cały problem to wybór życiowego partnera/partnerki – jeśli się
                  lubi słodkie kobietki, to trzeba je przyjmować z całym dobrodziejstwem
                  inwentarza, to znaczy pogodzić się z ich kobiecymi sztuczkami, fochami i
                  uroczymi tekstami typu "dzisiaj boli mnie głowa", a nie wymagać dojrzałości i
                  partnerstwa.
                  Ten znajomy o którym pisałam mówi, ze myslał że ją sobie "wychowa po ślubie..."
                  Hi, hi, hi, hi – wychowa sobie żonę!!
                  I smiszno, i straszno jak mawiała moja pani od rosyjskiego słuchając mojego
                  akcentu.
                  Niestety, kobiety też nielepsze – ile to ja się nasłuchałam gadania o tym jak
                  to po ślubie męża się wychowa i dopasuje do swoich potrzeb...
                  Pozdrawiam
                  • Gość: Komaczio Sytuacja jest poważna Panowie i Panie! IP: *.am.lodz.pl 16.10.02, 14:41
                    Tak, ciągle słyszę, że ludzie są niereformowalni, sam również tego często
                    doświadczam. Jest jednak coś na kształt ostatniej deski ratunku - przynajmniej
                    dla tych, którzy mają dobrą wolę się zmienić. Może być nią lektura książki
                    Karen Korney "Nerwica a rozwój człowieka". Tytuł może przestraszyć, ale nie ma
                    tam nic (prawie) czego by nie łyknął zwykły w miarę inteligentny człowiek.
                    Autorka jest jednym z najwybitniejszych psychologów XX w, zaś książka niedawno
                    była wznowiona, więc zapewne jeszcze do dostania w dobrych księgarniach. Gorąco
                    polacam, choć uprzedzam, że jest to lektura dość wstrząsająca - ale taka jest
                    niestety prawda o nas samych.
                    Komaczio
                    <makosma@polbox.com>
                    • Gość: Komaczio Re: Sytuacja jest poważna -PS IP: *.am.lodz.pl 17.10.02, 14:44

                      Komaczio, mężczyzno, puchu marny! Nieroztropku, przecież Barbinator to
                      skrzyżowanie Barbi z Terminatorem!!! Jesteśmy więc bez szans z naszymi
                      śmiesznymi, logicznie zaprogramowanymi mózgami i do niczego już niepotrzebnymi
                      muskułami (no może czasem się przydadzą, aby się IM przypodobać), czyli tymi
                      naszymi pozornymi przewagami, które są niczym wobec niezmierzonych arsenałów
                      kryjących pod kolorowymi ciuszkami i niewinnymi buziami. Całe nasze
                      śródmózgowie, nie mówiąc już o głębszych częściach OUN jest przeciwko nam
                      (wystarczy, że pomyślę, jakie to długie kończyny dolne może mieć Barbinator i
                      już po mnie:(( ).
                      Niestety, ale muszę wyjechać i nie mogę dalej walczyć i polec z honorem w tej
                      straconej sprawie.
                      (Ale ja tu jeszcze wrócę).
                      KOmaczio
    • perturbacja Re: men's liberation 16.10.02, 14:49
      Proponuję wyzwolić się od kobiet!!
      Kto ci każe się tak męczyć? Dostałeś wyrok?
      Mycie kosza? To hańba!!!!!!!!
      Mycie dziecka? Upodlenie!!!
      Nie ma co! Masz ciężkie życie.
      Pozdrawiam
    • maciej.k1 dyskryminacja mężczyzn w sądach rodzinnych 17.10.02, 11:58
      W 1994 roku orzeczono 31574 rozwody, w tym w prawie 1/3 spraw (10153) sądy
      orzekały o winie. W sprawach, w których orzekano o winie, w 75% spraw orzeczono
      o winie męża, w 17% o winie obu stron, zaś zaledwie w 8% przypadków o winie
      żony.

      W każdej z wymienionych w roczniku statystycznym 10 kategorii przyczyn rozkładu
      pożycia małżeńskiego sądy rodzinne winę przypisują na ogół mężczyznom. Poniżej
      omawiam wyłącznie te statystyki, w których orzekano o winie na podstawie tylko
      jednej przyczyny rozkładu pożycia. Pomijam statystyki, w których główna
      przyczyna rozkładu pożycia występowała w powiązaniu z innymi przyczynami, żeby
      powodów takich a nie innych orzeczeń sądów nie wyjaśniać nieznanymi, a być może
      również ważnymi przyczynami.

      Do najczęstszych przyczyn rozkładu pożycia należy niezgodność charakterów.
      Pojęcie to sugeruje, obiektywną niemożność trwałego współżycia dwojga ludzi z
      powodu dzielących ich różnic temperamentów, upodobań, zainteresowań, uznawanych
      tradycji i zwyczajów rodzinnych, itp. Wydaje się, że trudno wtedy mówić o
      czyjejkolwiek winie, jeśli za wyłączną przyczynę rozkładu pożycia uznaje się
      niezgodność charakterów. Co innego, gdyby sąd oceniał charakter stron pod
      względem ich zdolności do tworzenia udanego małżeństwa. Mógłby wówczas
      stwierdzić, że któraś ze stron, nie jest do tego zdolna, ma bowiem tak zły
      charakter. Sąd nie jest jednak kompetentny w dziedzinie oceny charakterów
      stron, ani nie ma po temu ustawowych uprawnień Nie ocenia, kto ma dobry, a kto
      zły charakter, ani kto do kogo powinien się przystosować w kwestii upodobań i
      zwyczajów rodzinnych. Nie rozstrzyga np. czy żona powinna polubić wędkarstwo,
      tak jak jej mąż, czy też mąż powinien zrezygnować ze swojego hobby, bo żona go
      nie znosi. Jeśli stwierdza się różnicę charakterów jako wyłączną przyczynę
      rozkładu pożycia, to orzekanie o winie kogokolwiek jest absurdalne. Tymczasem
      niejednokrotnie sądy rodzinne orzekały o winie w takich sprawach, najczęściej
      orzekając winę obu stron (52%) lub męża (41%). Zaledwie w 7% takich spraw
      orzeczono o winie żony.

      Częstą przyczyną rozkładu pożycia jest niewierność małżeńska. Wydaje się
      oczywiste, że zdradzający małżonkowie na ogół popełniają zdradę małżeńską z
      osobami przeciwnej płci. Zatem liczba zdradzanych żon i mężów musi być mniej
      więcej zbliżona. Można by spodziewać się niewielkiej przewagi spraw dotyczących
      niewiernych mężów nad sprawami dotyczącymi niewiernych żon, ze względu na
      zdrady mężczyzn popełnione z prostytutkami. Jednak jest to dyskusyjne
      przypuszczenie, gdyż liczbę tą może równoważyć większa skłonność kobiet do
      wybaczania zdrady i nie wnoszenie wówczas pozwu o rozwód. Tymczasem w sprawach,
      w których niedochowanie wierności małżeńskiej było jedyną przyczyną rozkładu
      pożycia, w 69% spraw orzeczono o winie męża, w 21% spraw o winie żony, zaś w
      10% spraw o winie obu stron. Być może sądy rodzinne wychodzą z założenia, że
      niekiedy to mąż ponosi winę, gdy żona go zdradza.

      Do częstych przyczyn rozkładu pożycia należy alkoholizm. Nie ulega wątpliwości,
      że znacznie więcej mężczyzn niż kobiet jest uzależnionych od alkoholu.
      Statystki wskazują, że kobiety stanowią tylko 17% ogółu osób uzależnionych od
      alkoholu, leczonych w poradniach odwykowych, wobec 83% uzależnionych mężczyzn.
      Trzeba jednak jeszcze wziąć pod uwagę, że alkoholiczki częściej niż alkoholicy
      są rozwiedzione. Odsetek rozwiedzionych kobiet wśród alkoholiczek wynosi 23% i
      jest wyższy niż odsetek rozwiedzionych mężczyzn wśród alkoholików, który wynosi
      17%. Fakt ten wyjaśnia się tym, że mężczyźni zazwyczaj są mniej tolerancyjni
      wobec alkoholizmu współmałżonka niż kobiety i łatwiej podejmują decyzję o
      rozwodzie z osobą uzależnioną. Na podstawie powyższego można by spodziewać się,
      że w sprawach rozwodowych, w których wyłączną przyczyną rozkładu pożycia było
      nadużywanie alkoholu, odsetek orzeczeń o winie żony będzie wynosił ok. 17-25%.
      Tymczasem w rzeczywistości odsetek ten wynosi zaledwie... 2%. W 7% spraw
      orzeczono winę obu stron, zaś w 90% spraw winę męża. Jak wytłumaczyć znikomy
      odsetek orzeczeń o winie żony w takich sprawach? Czyżby sądy rodzinne uznawały,
      że za alkoholizm w rodzinie zawsze odpowiedzialny jest mąż, nawet, gdy pije
      żona?

      Nieporozumienia finansowe są niekiedy wyłączną przyczyną rozkładu pożycia.
      Trudno się temu dziwić, skoro ponad połowa rodzin w Polsce żyje w granicach
      minimum socjalnego. Jak w takiej sytuacji sąd może ustalić, kto jest nazbyt
      rozrzutny a kto powinien zarabiać więcej, gdyż leży to w granicach jego
      możliwości? Mimo to sądy rodzinne orzekały o winie w takich sprawach. W 58%
      spraw orzeczono o winie męża, 36% spraw o winie obu stron, zaś zaledwie w 3%
      spraw o winie żony.

      Sądy rodzinne orzekały o winie także w innych sprawach, w których mówienie o
      winie kogokolwiek wydaje się absurdalne. Orzekano o winie w 36 sprawach, w
      których wyłączną przyczyną rozkładu pożycia był niedobór seksualny. W 51% spraw
      uznano winę męża, w 31% żony, w 19% winę obu stron. Podobnie orzekano o winie w
      12 sprawach, w których jedyną przyczyną rozkładu pożycia były trudności
      mieszkaniowe. Sytuacja mieszkaniowa w kraju jest powszechnie znana. Można
      dopatrzyć się jakiegoś sensu w poszukiwaniu winnego tego stanu rzeczy, gdyby
      chodziło o postawienie przed Trybunałem Stanu ministra odpowiedzialnego za
      budownictwo mieszkaniowe, jednak na nic takiego się nie zanosi. Tymczasem w 5
      sprawach rozwodowych sądy rodzinne uznały winę męża, w 7 winę obu stron. Nigdy
      nie uznano winy żony. Także w sytuacji, gdy wyłącznym powodem rozkładu były
      różnice światopoglądowe, w 5 sprawach sądy rodzinne orzekały o winie.
      Zastanawiające jest, na jakiej podstawie prawnej sądy oceniały słuszność lub
      niesłuszność światopoglądów małżonków? W 2 sprawach niewłaściwy światopogląd
      miał mąż, również w 2 sprawach oboje, zaś w jednej sprawie za przyczynę
      rozkładu pożycia uznano niewłaściwy światopogląd żony.

      W jaki sposób wyjaśnić absurdalne orzeczenia sądów rodzinnych i tak silną
      tendencję do obwiniania mężczyzn? Jedyna interpretacja, która nie wydaje się
      karkołomna, to dyskryminacja mężczyzn ze względu na płeć przez sfeminizowane
      sądy rodzinne.

      Na podstawie: Rocznik Statystyczny Demografii, s. 161. Warszawa 1995. GUS.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka