Dodaj do ulubionych

Jak pomóc koleżance?

08.12.05, 16:51
Dziewczyna lat 22, ogólnie rzecz biorąc przeszła wiele. Żyła z matką
skromnie, ale matka zawsze stawała na głowie, by polepszyć jej życie,
chociażby brała dodatkowe prace żeby Koleżanka mogła kupić sobie jakieś
ciuszki czy kosmetyki, mimo że musiały się obie utrzymać za ok. 900zł
miesięcznie. Zawsze chwaliła mi się nową bielizną, bluzkami itp.

Uczy się w studium, pracuje tylko w weekendy dorywczo. Jest rozrywkową
dziewczyną, nie obce są jej całonocne suto zakrapiane imprezy, romanse,
trawka.

Jakieś 3, 4 miesiące temu, po wielkiej awanturze z matką, wyprowadziła się z
domu. Początkowo mieszkała kątem u babci, ostatnio odwiedziłam ją w "domu"
wynajmowanym z chłopakiem (jednym z wielu, moim zdaniem nic poważnego).

Byłam w szoku - mieszkanie totalna DZIURA, 3 pokoje, gołe podłogi, gołe
ściany, okna zabite dyktą, bez prądu i gazu (poprzedni właściciele narobili
długów, więc im to odłączono, oni dogadali się z właścicielem, że spłacą
dług). Ich jedyne meble to łóżko, stolik z piętrzącymi się naczyniami, butla
gazowa i kartony. W mieszkaniu dosłowie wiatr hula, zimno jak diabli, ciemno,
palą świeczki.

Jak jej pomóc? Ona niczym się nie przejmuje, zarabia grosze, za które musi
opłacić szkołę, a chłopak ani się uczy, ani pracuje, kasę ciągnie od
rodziców. Babcia chłopaka czasem podrzuci im jedzenie albo jakiś grosz.
Koleżanka wznosi ochy i achy nad mieszkaniem, które sądzi, że lada dzień
wyremontują.

Mam jakieś stare meble, ale nie wiem czy to nie głupi pomysł - dać meble do
mieszkania, które już się sypie, podobnie jak jej związek i wszystko inne.
Próbowałam jej przemówić do rozsądu, ale do niej nic nie dociera. Matka czeka
na nią w domu, ale Koleżanka się uparła, że do niej już nigdy nie wróci. Zima
niedługo rozhula się na dobre, ona już przeziębiona, nie wiem co będzie
dalej. Oczywiście przez mieszkanie przewijają się ich nieciekawi znajomi, są
narkotyki, alkohol... Gdzie mogę pójść, jak pomóc?
Obserwuj wątek
    • rtomik Re: Jak pomóc koleżance? 08.12.05, 17:05
      zostaw ja w spokoju.
      troche dorosnie to zacznie myslec bardziej dojrzale.
      najpierw niech dostanie mocnego kopa w tylek a jak zaboli to pojdzie po rozum
      do glowy.
    • nancyboy Re: Jak pomóc koleżance? 08.12.05, 17:08
      Beatlesi już o niej śpiewali:

      Friday morning at nine o'clock she is far away
      Waiting to keep the appointment she made, meeting a man from the motor trade
      She (what did we do that was wrong), is having (we didn't know it was wrong),
      fun (fun is the one thing that money can't buy)
      Something inside that was always denied for so many years (bye, bye), she's
      leaving home (bye ,bye)
    • tasma_izolacyjna Re: Jak pomóc koleżance? 08.12.05, 17:09
      Ciężka sprawa. Trudno pomagać komuś kto pomocy nie chce. Myślę, że życie musi
      Twoją koleżankę mocniej kopnąć w tyłek. Wtedy może się zorientuje, że nie chce
      tak żyć.
      Wspomniałaś o narkotykach i alkoholu. Jeśli koleżanka nadużywa i Ty
      podejrzewasz, że może być uzależniona to w przypadku narkotyków można założyć
      sprawę w sądzie o przymusowe leczenie. W przypadku alkoholu sprawa jest
      prostsza. Można napisać wniosek do Gminnej Komisji Rozwiązywania Problemów
      Alkoholowych również o przymusowe leczenie.
      W przypadku osób nieodpowiedzialnych najlepszą (moim zdaniem) formą pomocy jest
      zaniechanie wszelkiej pomocy. To MOŻE choć nie musi zmobilizować takie osoby do
      działania. Powodzenia.
      • marysia75 ????????? 08.12.05, 17:14
        tasma_izolacyjna napisała:

        > Wspomniałaś o narkotykach i alkoholu. Jeśli koleżanka nadużywa i Ty
        > podejrzewasz, że może być uzależniona to w przypadku narkotyków można założyć
        > sprawę w sądzie o przymusowe leczenie. W przypadku alkoholu sprawa jest
        > prostsza. Można napisać wniosek do Gminnej Komisji Rozwiązywania Problemów
        > Alkoholowych również o przymusowe leczenie.

        To juz nie ma wolnosci picia i palenia????? Rozumiem, ze osoba pelnoletnia jest.
        • rtomik Re: ????????? 08.12.05, 17:26
          Twoja kolezanka ma dopiero 22 lata. To wiek buntu i nieodpowiedzialnsci.
          Ale gdy bedzie jej sie grunt palil pod nogami to zroumie ze nie warto byc z
          facetem ktory nie jest w stanie zapewnic jakiejkolwiek przyszlosci.
        • tasma_izolacyjna Re: ????????? 08.12.05, 17:27
          Jest wolność Marysiu. Ale jeśli ktoś przekracza granice a kogoś innego ten fakt
          martwi to są środki przymusu, które czasami skutkują. W przypadku uzależnień
          chory z reguły nie wie, że jest chory. Dlatego mało który (żeby nie powiedzieć,
          że żaden) uzależniony z własnej woli decyduje się na leczenie.
          • marysia75 Re: ????????? 08.12.05, 17:33
            tasma_izolacyjna napisała:

            > Jest wolność Marysiu. Ale jeśli ktoś przekracza granice a kogoś innego ten
            fakt
            >
            > martwi to są środki przymusu, które czasami skutkują. W przypadku uzależnień
            > chory z reguły nie wie, że jest chory. Dlatego mało który (żeby nie
            powiedzieć,
            >
            > że żaden) uzależniony z własnej woli decyduje się na leczenie.

            Trzeba chyba najpierw takiego delikwenta ubezwlasnowolnic??? Toz to droga do
            przekretow, bo jak ktos pije i jest spokojny, nikomu krzywdy nie wyrzadzajac to
            nie ma niby prawa? Jak ktos chce zniknac tez nie ma prawa? Albo popelnic
            samobojstwo?
            • tasma_izolacyjna Re: ????????? 08.12.05, 17:39
              Nie trzeba go ubezwłasnowolnić. A prawo do picia, popełnienia samobójstwa,
              jasne, że ma. Ja mówię o przymusowym leczeniu a nie przymusowej abstynencji.
              Nikt nikogo do niepicia czy niećpania nie zmusi. Odsiedzi taki pacjent w
              szpitalu kilkanaście dni i albo zdecyduje się na leczenie albo sąd go zwolni i
              pójdzie sobie człowiek dalej pić/ćpać. Ale rodzina będzie wiedziała, że zrobiła
              co mogła. A swoją drogą wiele osób w takich okolicznościach jednak decyduje się
              na leczenie.
              • marysia75 prawo do... 08.12.05, 17:47
                tasma_izolacyjna napisała:

                > Nie trzeba go ubezwłasnowolnić. A prawo do picia, popełnienia samobójstwa,
                > jasne, że ma. Ja mówię o przymusowym leczeniu a nie przymusowej abstynencji.
                > Nikt nikogo do niepicia czy niećpania nie zmusi. Odsiedzi taki pacjent w
                > szpitalu kilkanaście dni i albo zdecyduje się na leczenie albo sąd go zwolni
                i
                > pójdzie sobie człowiek dalej pić/ćpać. Ale rodzina będzie wiedziała, że
                zrobiła
                >
                > co mogła. A swoją drogą wiele osób w takich okolicznościach jednak decyduje
                się
                >
                > na leczenie.

                Uff, mnie chodzi o teoretyczne prawo do robienia zlych rzeczy, ktore nie naleza
                do kategorii przestepstw, miedzy innymi do cpania, chlania i pojscia w sina
                dal...
                Rodzina moze miec czasem zle intencje:)
                Leczenie na sile nic nie daje, niestety.
                • tasma_izolacyjna Re: prawo do... 08.12.05, 18:00
                  >Rodzina moze miec czasem zle intencje:)
                  > Leczenie na sile nic nie daje, niestety.

                  W tym sęk właśnie, że w niektórych przypadkach daje. To już zostało sprawdzone.
                  • yoma Re: prawo do... 08.12.05, 22:41
                    Nie ma leczenia bez woli leczenia.
                    • tasma_izolacyjna Re: prawo do... 09.12.05, 08:27
                      Yoma, zgadzam się, ale... doświadczenie pokazauje, że w wielu przypadkach
                      przymusowi pacjenci nabierają tej woli w szpitalnym łóżku, lub skierowani
                      początkowo na leczenie ambulatoryjne nabierają tej woli ze strachu przed
                      szpitalem. Wiele osób i wiele rodzin dzięki temu udało się uratować.
      • Gość: paranoja do izolac Re: Jak pomóc koleżance? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.06, 18:46
        no co ty izolacja gadasz ile ty masz lat, dziczyna sie bawi (mowie o alku i
        wspomagaczach) a ty ja o nalogi poderzewasz świat schodzi na psy ludzie
        starzeją sie mentalmnie POMOCY!! to tobie potrzebne est przymusow zloozowanie
        stara!!
    • yoma Re: Jak pomóc koleżance? 08.12.05, 22:41
      Tracja, a nie przyszło ci do głowy, że ona jest szczęśliwa?
      • tracja4 Re: Jak pomóc koleżance? 11.12.05, 16:03
        Moim zdaniem jest bezmyślna. Nie myśli o przyszłości, nie zabezpiecza się przed
        ciążą ("Ja po prostu chyba nie mogę mieć z nim dzieci, więc po co się truć"),
        ćpa i nie martwi się o jutro.

        Jest sens wozić jej meble, sprzęt domowy? Mnie to niepotrzebne, ale np. mogłoby
        się komuś przydać. Jej na pewno też, ale mi to wygląda na stawianie mebli pod
        mostem.
    • aulea Re: Jak pomóc koleżance? 08.12.05, 22:46
      Można się odbić tylko od dna..
      Poczekaj.
    • Gość: rg Re: Jak pomóc koleżance? IP: *.chello.pl 08.12.05, 22:47
      sadze, ze twoja pomoc moglaby przyniesc wiecej szkody niz pozytku- dla niej.
      dziewczyna bedzie czekala na gotowe, ze ktos zawsze pomoze, da itd.
    • Gość: Analityk A czy potrzeba? IP: *.ozarow.com.pl 02.01.06, 15:48
      Po przeczytaniu tej historii pozazdroscilem Twojej kolezance optymizmu :D
      Mieszka w norze, a jest z tego powodu zadowolona, nad mieszkaniem ochy i achy,
      planuje remont :) Fajnie, ze nie siedzi i nie narzeka :) To mi sie bardzo
      spodobalo. Nie sprawia wrazenia osoby potrzebujacej, w ciezkiej sytuacji. Wie
      co ma i daje rade! Wiele przeszla i potrafi docenic nawet najmniejsze rzeczy.
      To jest bardzo wazne. Niektorzy maja pieniadze, wlasne domy, samochody a sa
      mniej zadowoleni z zycia niz Twoja kolezanka...
    • seth.destructor Re: Jak pomóc koleżance? 02.01.06, 17:04
      Nie pomagaj, dopoki cie o to nie poprosza. To gorsze niz faszyzm.
      • horpyna4 Re: Jak pomóc koleżance? 02.01.06, 17:10
        Wszelkie totalitaryzmy zaczęły się od uszczęśliwiania ludzi na siłę. I nie ma
        nic głupszego, niż mówienie, że to przecież dla jej dobra. Co dla niej dobre,
        to ONA ma ocenić.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka