Dodaj do ulubionych

Ślub - czy ma sens?

14.12.05, 17:27
Moi drodzy - oto stanęłam przed pytaniem, które zadaje sobie każdy, kto
dobrnął do tego momentu w życiu - ŚLUB. Czy ma sens? Czy to Wielka Obietnica,
Przysiega, która daje nam pewność, że "od dziś aż do śmierci, na dobre i na
złe" - czy raczej pusta formułka, wypowiadana, bo tak każe tradycja,
społeczeństwo, bo sąsiedzi... I inaczej nie będzie się miało ulgi w
podatkach? :) Nie wiem - godzić się na ten ślub, czy się nie godzić...
Mawiają starzy ludzie: "jak się ożeni, to się odmieni". To przestroga przed
gorszym czy obietnica lepszego? Jesteście za? Czy przeciw? "Po" jest lepiej?
gorzej? inaczej?
Obserwuj wątek
    • bloczek4 Pewna jest śmierć i podatki 14.12.05, 17:31
      • horpyna4 Re: Pewna jest śmierć i podatki 14.12.05, 17:49
        "Jak się ożeni, to się odmieni" nie jest mądrością ludzi starszych, tylko
        nadzieją głupich dziewuch, że po ślubie ukochany przestanie chlać.
        • bloczek4 Amen 14.12.05, 18:05
        • keari Re: Pewna jest śmierć i podatki 14.12.05, 18:09
          Hehe. No dobra, być może kiedyś tak było, może nadal tak jest - ale nie tam,
          skąd ja pochodzę. Mnie zawsze mówiono: dziecko, nie licz, że jak wyjdziesz za
          mąż, to będzie lepiej. Mój ojciec ponoć w narzeczeństwa czasach przynosił
          czekoladki i kwiatki itd., po ślubie zaś jak uciął :) Ani jednej. Moja mama
          chwali sobie tylko okres narzeczeństwa. Kiedyś nawet pchała mnie do ślubu,
          teraz trochę wystopowała, ale nie do końca. Nie rozumiem - człowiek sam wie, że
          spieprzył sobie tym papierkiem życie, zamknął drogę, możliwości rozwoju - a
          potem innych chce wepchnąć w ten sam kanał. Gdzie tu sens, gdzie logika? Chyba
          nie na zasadzie: ja mam źle, czemu inni mają mieć lepiej?
          ;)
          • bloczek4 A jak już się nabiegasz tą drogą i rozwiniesz, to 14.12.05, 18:15
            ...co? Tak tylko pytam, z ciekawości...
            • keari Re: A jak już się nabiegasz tą drogą i rozwiniesz 14.12.05, 18:56
              W sensie "co by miała z tego moja matuchna, gdyby się rozwinęła"? Hm. Miałaby
              szansę na inne życie? Nie musiałaby tyrać jak bury osioł, żeby sprostać
              wymaganion mojego rodziciela? Które polegały na tym, żeby się u**bać po łokcie
              w robocie? Skończyłaby studia, zobaczyła trochę świata? Nie wiem na pewno, ale
              myślę, że o tym właśnie marzyła kiedyś. A tego nie dostała, bo sądziła, że
              małżeństwo da jej coś, czego jednak nie dało... A po slubie... wszyscy wiemy
              jak to jest , ile małżeństw jest ze soba, BO NIE MA INNEGO WYJŚCIA. Bo dzieci,
              opinia społeczna, warunki ekonomiczne... ideały i marzenia idą w kąt... Ale
              może się mylę.
        • snajper55 Re: Pewna jest śmierć i podatki 14.12.05, 18:27
          horpyna4 napisała:

          > "Jak się ożeni, to się odmieni" nie jest mądrością ludzi starszych, tylko
          > nadzieją głupich dziewuch, że po ślubie ukochany przestanie chlać.

          I mają one rację. Odmienia się. Oprócz chlania bierze się do bicia młodej
          żonki. ;))))

          S.
    • edico Re: Ślub - czy ma sens? - Ba. I to jaki :)) 14.12.05, 18:14
      Jest to bowiem kościelne bądź prywatne zezwolenie na prywatne p.....

      W zaindoktrynowanym relatywiźmie tradycyjnym - bezwzględnie tak. Zakłada on
      bowiem, że prymitywny człeczyna nie potrafi nie tylko nie myśleć, ale też nie
      jest nie odpowiedzialny za swoje czyny. Nie wiem, czy czasami nie jest to
      bliskie prawdy. W tej kwestii nauki serwowane dla skatoliczonego w 98%
      społeczeństwa nie wystawiają najlepszego świadectwa dla jego katolickich
      nauczycieli bądź wartości szerzonych nauk. Dla tego też należy subwencjonować
      osobiste ego parafianina egzorcyzmami z przysięgami i pokropkiem uwzględniając
      nie zapomniane wartości igrzysk. Kodeks rodzinny i opiekuńczy zabezpiecza
      znacznie ewentualne konsekwencje takiego postępowania, niż dzisiejszy końkordat.
      Ale jak ktoś chce wyleczyć domniemane wżody egzorcyzmami??? Wszak to jest już
      prawie wolny kraj i może postępować zgodnie ze swoją wolą :))

      Końkordat zrobił tu niedźwiedzią przysługę najczęściej dla napalonych panienek.
      A więc z tylko z Bogiem, bo człowiek przecież o niczym nie decyduje ze
      zrozumialych przecież względów :)).

      O wszystkim decyduje tajemna "wola boża" dostępna dla wtajemniczonych a nie
      parafian :))
      • bloczek4 Słoń a sprawa katolicka 14.12.05, 18:17
        • edico Re: Motto crax'a 14.12.05, 18:55
          "Problem z katolikami nie polega na tym, iż mają fałszywe zdanie, lecz że nie
          mają go wcale".
          Wybacz crax, że cytuje twe motto po raz drugi.Prawdę mówiąc, jest nie tylko
          wdzięczne, ale także i niezwykle trafne, czego dowód jest powyżej.

          Pozdrawiam
      • supaari Konkordat vs. KRO??? 14.12.05, 20:37
        edico napisał:

        "Kodeks rodzinny i opiekuńczy zabezpiecza znacznie ewentualne konsekwencje
        takiego postępowania, niż dzisiejszy końkordat.
        Ale jak ktoś chce wyleczyć domniemane wżody egzorcyzmami??? Wszak to jest już
        prawie wolny kraj i może postępować zgodnie ze swoją wolą :))
        Końkordat zrobił tu niedźwiedzią przysługę najczęściej dla napalonych panienek.
        A więc z tylko z Bogiem, bo człowiek przecież o niczym nie decyduje ze
        zrozumialych przecież względów :))."


        A może jakiś przykład tej niedźwiedziej przysługi? Z przytoczeniem konkretnych
        przepisów zarówno Konkordatu, jak i KRO (i innych aktów prawnych)? Z ich
        analizą? Z porównaniem sytuacji "przedkonkordatowej" i obecnej?
        I czy owa "niedźwiedzia przysługa" przypisana jest jedynie do Konkordatu, czy
        też może być efektem działania art. 1 ust. 1 "Ustawy z dnia 24 lipca 1998 r. o
        zmianie ustaw - Kodeks rodzinny i opiekuńczy, Kodeks postępowania cywilnego,
        Prawo o aktach stanu cywilnego, ustawy o stosunku Państwa do Kościoła
        Katolickiego w Rzeczypospolitej Polskiej oraz niektórych innych ustaw"?

        Nie musi być tutaj - możesz na maila. I nie musi być od razu - rozumiem, że
        przeczytanie tego i owego może zająć troszkę czasu...
        • edico Re: Konkordat vs. KRO??? 14.12.05, 21:19
          Od tłumaczenia i nauki jest szkoła. Nie mam zamiaru prowadzić tu działalności
          edukacyjnej. Jeżeli masz problemy z tą watykańską lenną ustawą, mogę podać Ci
          link do oryginału.

          Interpretacja????

          2+2 = siedem.

          Bez konfrontacji zapisów końkordatu z kodeksem prawa kanonicznego a później
          ustaw okołokońkordatowych możesz poszczypać sobie trochę szczawiu ;))
          • supaari Re: Konkordat vs. KRO??? 14.12.05, 21:32
            Drogi Edico,
            Tak się składa, że treść konkordatu znam. Lat temu prawie 7 powoływałem się na
            tę umowę międzypaństwową pisząc odwołanie od decyzji starosty pewnego powiatu w
            Polsce. Nie potrzebuję zatem żadnej Twej działalności edukacyjnej.
            Twoje posty związane z Konkordatem upoważniają mnie do stwierdzenia, że albo go
            nie znasz, albo brakuje Ci elementarnej znajomości teorii prawa. Dałeś temu
            wyraz pisząc np. "Bez konfrontacji zapisów końkordatu ...". Akt prawny składa
            się z PRZEPISÓW, a nie ZAPISÓW.
            • edico Re: Konkordat vs. KRO??? 14.12.05, 22:56
              Dziękuję za zwrócenie uwagi. Kodeks prawa kanonicznego jest dal mnie zbiorem
              dosyć logicznie ułożonych zaposów i tylko zapisów brylujących w dosyć swawolnej
              próżni pana i plebana. Na dzień dzisiejszy brak mi jest jakichkolwiek podstaw ku
              temu, by swój pogląd w tej sporawie zmienić.

              Co do teorii prawa... niech kazdy pozostanie przy swoim zdaniu i wiedzy.
              Podstawy ontologiczne dla udawadniania wyższości blasku Venus nad światłem
              księzyca nie są moja domeną.
              • mala.mi74 Re: Konkordat vs. KRO??? 14.12.05, 23:01
                hahaha
                no cóz..jest wiedza i "wiedza"
                to teraz wszystko stalo się jasne
                dobrej nocki:o)
                • edico Re: Konkordat vs. KRO??? 16.12.05, 02:18
                  Nawzajem
              • supaari Re: Konkordat vs. KRO??? 14.12.05, 23:20
                edico napisał:

                > Dziękuję za zwrócenie uwagi. Kodeks prawa kanonicznego jest dal mnie zbiorem
                > dosyć logicznie ułożonych zaposów i tylko zapisów brylujących w dosyć
                swawolnej
                > próżni pana i plebana. Na dzień dzisiejszy brak mi jest jakichkolwiek podstaw
                k
                > u
                > temu, by swój pogląd w tej sporawie zmienić.
                >
                > Co do teorii prawa... niech kazdy pozostanie przy swoim zdaniu i wiedzy.
                > Podstawy ontologiczne dla udawadniania wyższości blasku Venus nad światłem
                > księzyca nie są moja domeną.


                Ale, ale, Drogi Edico...
                Mowa była nie o treści Kodeksu Prawa Kanonicznego, ale w "niedźwiedziej
                przysłudze", jaką wyświadczył komuś Konkordat, nieprawdaż?
                Czyżbyś chciał dowodzić, że Kokordat zmienił Kodeks Prawa Kanonicznego? A może
                spowodował, że nie można w ogóle wziąć ślubu cywilnego? A może nie można wziąć
                ślubu cywilnego i kościelnego?
                Twoje powyższe posty dotyczące prawa są dla mnie - parafrazując - zbiorem dosyć
                nieuprawnionych sądów brylujących w dosyć swawolnej próżni Twej "wiedzy" o
                temacie, na który się wypowiadasz. Na dzień dzisiejszy brak mi jakichkolwiek
                podstaw ku temu, by swój pogląd w tej sprawie zrewidować.
                • edico Re: Konkordat vs. KRO??? 16.12.05, 02:26
                  supaari napisał:

                  > Czyżbyś chciał dowodzić, że Kokordat zmienił Kodeks Prawa Kanonicznego? A może
                  > spowodował, że nie można w ogóle wziąć ślubu cywilnego? A może nie można wziąć
                  > ślubu cywilnego i kościelnego?
                  Sądziłem, że w dyskusji opieramy się na faktach a nie na domniemaniach.

                  > Twoje powyższe posty dotyczące prawa są dla mnie - parafrazując - zbiorem
                  > dosyć nieuprawnionych sądów brylujących w dosyć swawolnej próżni Twej "wiedzy"
                  > o temacie, na który się wypowiadasz. Na dzień dzisiejszy brak mi jakichkolwiek
                  > podstaw ku temu, by swój pogląd w tej sprawie zrewidować.
                  Pozwólmy sobie na precyzję. Opieramy się o rzeczywiste fakty, czy też Twoje
                  mniemania. Przczytaj jeszcze raz to co napisałem i bądź uprzejmy nie wkładać mi
                  w usta swoich nie przystających do faktów interpretacji.
                  • supaari Fakty rzeczywiste??? Hm... 16.12.05, 14:25
                    Chcesz fakty, a nie mniemania? Proszę bardzo:
                    1. Przepisy aktów prawnych nazywasz "zapisami".
                    2. Konkordat (nazywany przez Ciebie "końkordatem") nazywasz "ustawą lenną",
                    choć jest to umowa międzynarodowa.
                    3. Proszony o podanie przykładu "niedźwiedziej przysługi", jaką Konkordat komuś
                    wyrządził, uciekasz w ogólniki o konieczności konfrontacji "zapisów końkordatu
                    z kodeksem prawa kanonicznego a później ustaw okołokońkordatowych" lub w
                    barokowe konstrukcje werbalne o znikomych walorach informacyjnych.
                    4. Do tej pory nie sprecyzowałeś co to za "niedźwiedzia przysługa".
                    5. Nie dziwią mnie Twoje problemy ze zrozumieniem przepisów prawa, bo wydajesz
                    się mieć poważne kłopoty z językiem polskim. Bez znajomości gramatyki
                    (wielkodusznie pomijam ortografię) tego języka rzeczywiście trudno jest
                    interpretować prawo; wykładnia językowa może sprawiać sporo problemów.

                    Chciałem ci jedynie pomóc i przedstawiłem kilka hipotetycznych "niedźwiedzich
                    przysług". Zapewne nie trafiłem i stąd Twoja irytacja...
                    Tym razem zatem bez domniemań, ale z pytaniami:
                    1. Czy tzw. ślub konkordatowy niesie inne skutki cywilne niż zwykły ślub
                    cywilny?
                    2. Czy warunki prawne (z wyłączeniem proceduralnych) konieczne do zawarcia
                    ślubu konkordatowego są inne niż warunki prawne konieczne do zawarcia ślubu
                    cywilnego?
                    3. Czy ślub konkordatowy niesie inne skutki kanoniczne niż zwykły ślub
                    kościelny?
                    4. Czy warunki kanonizne (z wyłączeniem proceduralnych) konieczne do zawarcia
                    ślubu konkordatowego są inne niż warunki kanoniczne konieczne do zawarcia ślubu
                    cywilnego?
              • zloty_delfin Re: Konkordat vs. KRO??? 15.12.05, 12:05
                edico napisał:

                > Co do teorii prawa... niech kazdy pozostanie przy swoim zdaniu i wiedzy.

                Ojejej, lepiej przy swojej "wiedzy" nie pozostawaj... Lepiej dla ciebie.
                • edico Re: Konkordat vs. KRO??? 16.12.05, 02:17
                  W takim razie wytłumacz mi, na czym polega ten lepszy status rozwiązań ochrony
                  małżeństwa końkordatowego od małżeństwa zawieranego w oparciu o krio z 1964 r?
                  Małżeństwa tzw. krajowe nie mają tu praktycznie żadnego znaczenia, co najwyżej
                  zawdzieczając pragmatyce kościelnej młodzi będą musieli wziąć po raz drugi ślub :))

                  A jak wygląda obecnie sytuacja z gwarancjami obowiązującego u nas prawa
                  obywatelskiego w stosunku do małżeństw np. z obywatelem kraju nie mającego s
                  Polską nie tylko stosunków dyplomatycznych, ale także opierających się na
                  zupełnie innym prawie zwyczajowym wspieranym dotego nieprzystającymi do naszych
                  uwarunkowań społecznych praktykami religijnymi???

                  Przyznam się szczerze, że po 1989 r. radosne modyfikacje systemu prawnego
                  zupełnie zniechęciły mnie do do obserwacji kręgu tych spraw, które ze względów
                  zawodowych zupełnie mnie nie interesują, choż jako obywatel tego kraju,
                  powinienem je znać. Nie mam zamiaru jednak analizować bzdetów sezonowych tej
                  radosnej twórczości, które wcześniej czy później będą musialy być skorygowane
                  stosownie do wymogów cywilizowanego państwa obywatelskiego.
                  • zloty_delfin Re: Konkordat vs. KRO??? 16.12.05, 20:07
                    edico napisał:

                    > W takim razie wytłumacz mi, na czym polega ten lepszy status rozwiązań ochrony
                    > małżeństwa końkordatowego od małżeństwa zawieranego w oparciu o krio z 1964 r?
                    > Małżeństwa tzw. krajowe nie mają tu praktycznie żadnego znaczenia, co najwyżej
                    > zawdzieczając pragmatyce kościelnej młodzi będą musieli wziąć po raz drugi
                    ślub
                    > :))

                    ??????????????????????????????????????????????????
                    Kompletnie nie rozumiem co poeta chciał powiedzieć.
                    Jedną z zasad prawa rodzinnego dotyczącego małżeństwa jest zasada
                    równorzędności form: świeckiej i wyznaniowej. Wybór co do formy (czyli czy
                    przed księdzem czy też kierownikiem USC) ustawodawca pozostawia woli
                    nupturientów. Tak często przywołujesz kodeks rodzinny i opiekuńczy, ale czy
                    jesteś pewien, że znasz jego treść, a w każdym razie treść art.1? Bo ja w to
                    nie wierzę.
                    Poza tym NIE TYLKO katolicy mogą zawierać małżeństwo w formie
                    wyznaniowej!!!!!!!! Taką możliwość mają wyznawcy 9 innych kościołów i gmin
                    wyznaniowych żydowskich.

                    > A jak wygląda obecnie sytuacja z gwarancjami obowiązującego u nas prawa
                    > obywatelskiego w stosunku do małżeństw np. z obywatelem kraju nie mającego s
                    > Polską nie tylko stosunków dyplomatycznych, ale także opierających się na
                    > zupełnie innym prawie zwyczajowym wspieranym dotego nieprzystającymi do
                    naszych
                    > uwarunkowań społecznych praktykami religijnymi???

                    Wiesz, jest taka ustawa, która się nazywa prawo prywatne międzynarodowe.
                    Odsyłam do art. 14-15, a w razie dalszych wątpliwości do specjalistycznej
                    lektury, bo ciężko byłoby tutaj wszystko tłumaczyć.

                    > Przyznam się szczerze, że po 1989 r. radosne modyfikacje systemu prawnego
                    > zupełnie zniechęciły mnie do do obserwacji kręgu tych spraw, które ze względów
                    > zawodowych zupełnie mnie nie interesują, choż jako obywatel tego kraju,
                    > powinienem je znać.

                    To może lepiej nie zabieraj głosu, skoro Twoje wyobrażenie znacznie odbiega od
                    rzeczywistości i w dodatku Cię nie interesuje.

                    Nie mam zamiaru jednak analizować bzdetów sezonowych tej
                    > radosnej twórczości, które wcześniej czy później będą musialy być skorygowane
                    > stosownie do wymogów cywilizowanego państwa obywatelskiego.

                    j.w.
    • snajper55 Re: Ślub - czy ma sens? 14.12.05, 18:28
      keari napisała:

      > Moi drodzy - oto stanęłam przed pytaniem, które zadaje sobie każdy, kto
      > dobrnął do tego momentu w życiu - ŚLUB. Czy ma sens?

      Jest to pewna umowa cywilnoprawna ułatwiająca wspólne zycie.

      S.
      • keari Re: Ślub - czy ma sens? 14.12.05, 18:49
        Pociągnę wątek. Ułatwia bo: podatki; dzieci z takiego związku są bardziej
        akceptowane społecznie; spadki i odwiedziny w szpitalach - takie tam przypadki
        sa uregulowane prawnie. Coś jeszcze? Jakiś zysk dla MNIE jako jednostki /ew.
        dla mego współmałżonka potencjalnego/?
        • snajper55 Re: Ślub - czy ma sens? 14.12.05, 20:01
          keari napisała:

          > Pociągnę wątek. Ułatwia bo: podatki; dzieci z takiego związku są bardziej
          > akceptowane społecznie; spadki i odwiedziny w szpitalach - takie tam przypadki
          > sa uregulowane prawnie. Coś jeszcze? Jakiś zysk dla MNIE jako jednostki /ew.
          > dla mego współmałżonka potencjalnego/?

          Choćby ewentualny obowiązek alimentacyjny.

          S.
          • keari Re: Ślub - czy ma sens? 15.12.05, 11:48
            Ok, ale nie mówmy o tym, co zyskam /lub stracę/, gdy się będę rozwodzić.
            Zresztą nie uznaję alimentów na małżonków - dorośli ludzie stają się pasożytami
            w życiu innych ludzi - w imię czego? Sprawiedliwości społecznej? Heh. A dzieci
            tak czy inaczej alimenty mają przyznawane, czy ślub jest czy nie.

            Mówmy o tym, co zyskam BĘDĄC W ZWIĄZKU popartym ślubem.
    • Gość: katolka Re: Ślub - czy ma sens? IP: *.cable.tmark.pl 14.12.05, 18:29
      Czy ślub ma sens? Zalezy czego się od życia oczekuje, czy wiecznej
      przyjemności, czy raczej dotknięcia jakiejś pełni człowieczeństwa, prawdziwego
      sensu, miłosci łączącej się też z cierpieniem... Slub rozumiem jako ceremonię
      która przypieczętowuje związek na zawsze...Myślę, że małżeństwo to trudna droga
      i jeśli się człowiek nie nastawi, że tak właśnie jest i że prawdziwej miłości
      można się dopiero nauczyć przez wspólne doświadczenia, różne próby i przejścia -
      to się przejedzie i to szybko. Dla mnie jako katoliczki, małżeństwo jest
      sakramentem co oznacza że Pan Bóg uświęcając związek daje łaski, które pomagają
      wytrzymać w związku. Dlatego jestem za braniem ślubu, bo wg. mnie jest rzeczą
      niemalże niemożliwą, a przynajmniej rzadką, żeby ludzie dali sobie radę i
      wytrzymali we dwoje bez pomocy Pana Boga. Ciężko tak byc ze sobą na dobre i na
      złe...chyba że się opiera na Bogu swoje małżeństwo. Ja w to wierzę... Aha, po
      ślubie , jak mówią moi znajomi(zaślubieni) wszystkie wady mnożą się razy 100,
      zmian na lepsze nie ma i generalnie jest trudno na maksa, ale jeśli się to
      wytrzyma to jest szansa na taka prawdziwą miłość która wiąże się z pełną
      akceptacją dla ukochanej osoby, prawdziwym zrozumieniem i Miłością przez duże
      M... Czy warto się w to pakować?...Według mnie tak. Pozdrawiam!!!
    • mairki Re: Ślub - czy ma sens? 14.12.05, 20:58
      keari napisała:
      "Ślub - czy ma sens?"
      Owszem ma sens, ale tylko wtedy gdy nie trapi nas takie pytanie i gdy
      dochodzimy do takiego momentu w życiu kiedy tego naprawdę pragniemy. Pewności
      żadnej oprócz, jak ktoś już wcześniej napisał śmierci, nie ma żaden człowiek.
      Jeżeli masz , jak sądzę spory problem, powiedzieć 'tak 'to po prostu nie rób
      tego. Nie oglądaj się na społeczeństwo , sąsiadów , tradycję itd. Myśl o sobie
      czy tego pragniesz, czy czujesz że to da Ci szczęście. Prawda jest taka, że
      nikt za Ciebie nie przeżyje życia, a czy będzie szczęśliwe tego też nikt nie
      potrafi stwierdzić.
      • keari Re: Ślub - czy ma sens? 15.12.05, 11:56
        Dzięki.
        Tylko tak sobie dywaguję - co tak naprawdę zmienia ślub /jakby nie było papier-
        umowa, jak napisał poprzednik gdzieś na górze/? Co ludzi popycha do tego, żeby
        podjąć taką decyzję? Sama się zastanawiam - właściwie dlaczego miałabym
        chcieć/nie chcieć. Niczego to zewnętrznie nie zmieni - to samo mieszkanie,
        praca, itd. itp. Ale mam jedną poważną obawę /no, nie jedną, ale ta jest
        poważna :)/ - że po ślubie ludzie sobie odpuszczają, bo teraz to już mi
        przyrzekłeś/aś i nie odejdziesz, więc już się starać nie muszę. Wiem, że tak
        się często zdarza... Czy zatem ślub, zamiast umacniać więź, nie powoduje, że
        ludzie się oddalają - bo nie ma tej obawy, tego dreszczyku niepokoju, tej
        potrzeby zapunktowania w oczach partnera?
        • mairki Re: Ślub - czy ma sens? 15.12.05, 16:20
          Ludzi skłania do takiej decyzji chęć zamanifestowania "całemu światu" swoich
          uczuć. Biorąc ślub ludzie deklarują, że należą tylko do siebie, chcą być sobie
          wierni ( inna sprawa, że często są to deklaracje bez pokrycia), są dojrzali i
          odpowiedzialni. Małżeństwo jest tudnym wyzwaniem i nie każdy ma odwagę stawić
          temu czoła.
          A propos odpuszczania -w żadnym związku nie powinno się tego robić i bez
          znaczenia czy jest się po ślubie czy nie. Odpuszczać = olewać, rezygnować.
          Uważam, że właśnie w małżeństwie trzeba się bardzo starać, żeby nie stało się
          nudne i bezbarwne. A żeby się chciało starać, trzeba się wzajemnie nie tylko
          kochać i szanować ale także przyjaźnić i mieć wspólne cele.
          Znam wiele par, którym się udało ale też wiele którym nie wyszło i próbują
          nadal. Każdy ma swoją receptę na szczęście.
    • mala.mi74 Re: Ślub - czy ma sens? 14.12.05, 22:41
      Obietnica, przysiegi nie działaja magicznie. To Ty musisz zdecydowac(a
      wlasciwie Wy) czy chcecie byc razem do końca zycia i ukladac sobie tak
      zycie,aby się ze sobą na stale zwiazac. Przy ślubie koscielnym musicie się
      zastanowic czy chcecie aby Bóg poblogosłwil Wasz zwiazek i dawał Wam siłe na
      codzien, zwlaszcza w trudniejszych chwilach, bo one przyjdą...;)
      Jesli nie chcecie byc razem na zawsze -to ślub nie ma sensu(no chyba,że jako
      rozrywka).
      No i musisz byc pewna ,bo wielu niedojrzale "chajtniętych" szybko się
      rozwodzi , a potem wylewają swoje frustracje np. na forum internetowym. Zaloże
      sie,że duża czesc z piszących tutaj facetów jest rozwiedziona- mozna to wyczuc.
      • keari Re: Ślub - czy ma sens? 15.12.05, 12:08
        Dzięki za odpowiedź.
        > Obietnica, przysiegi nie działaja magicznie. To Ty musisz zdecydowac(a
        > wlasciwie Wy) czy chcecie byc razem do końca zycia i ukladac sobie tak
        > zycie,aby się ze sobą na stale zwiazac.

        Właśnie wiem o tym, że tak naprawdę ta przysięga nie działa nijak. Stąd moja
        wątpliwość - czy jest sens w ogóle się w to bawić? Chyba w ramach rozrywki
        rodzinnej, ale to akurat mnie nie pociąga :) A co do "do końca życia
        razem", "zawsze" - to mi się zawsze :-) chce śmiać przy wygłaszaniu takich
        formułek - dziś chcę, ale czy będę? Zawsze, nigdy, to takie... skrajne. Kto
        potrafi przewidzieć przyszłość? Nikt. Myślę nawet, że duża część facetów tu
        piszących i rozwidzionych też sądziło, że "zawsze i nigdy". I kobiet również...
        Nie jestem na tyle zadufana w sobie, żeby podejrzewać, że jestem tak WYJĄTKOWA,
        że mnie się to nie przytrafi...
        • mala.mi74 Re: Ślub - czy ma sens? 15.12.05, 12:53
          Keari,
          To nie chodzi o przewidywanie,ale o Twoje decyzje,a slub jest(z załozenia i
          przysięgi) decyzją na cale życie. Wiec jesli nie chcesz podjąc takiej decyzji
          to po co ten slub? jakie masz argumenty "za"?
          • keari Re: Ślub - czy ma sens? 15.12.05, 17:11
            Hm, jest takie powiedzenie: "tylko krowa nie zmienia zdania"...
            Decyzja decyzją, ale ludzie zmieniają decyzje. Kupują mieszkanie i im się po
            jakimś czasie nie podoba... Wybierają partnera i im się nie podoba po
            czasie... "Za" jest takie, że drugiej stronie strasznie zależy. No i oczywiście
            też nie ma konkretnych argumentów, dlaczego. Chyba głównie ze względu na status
            społeczny /i rodzinny, dajmy na to/. Po co człowieka rozczarowywać? A rzecz nie
            na tym polega, że nie chcę, tylko na tym, że nie wiem, czemu miałabym chcieć...
            Mnie społeczeństwo ani jego opinie nie ruszają w żadnym stopniu, rodzina się
            przyzwyczaiła, choć czasem truje :) Dziecka na razie w planach nie ma... A
            jeśli On stwierdzi, że skoro nie, to w ogóle nie, i odejdzie?? Wcale nie chcę
            go stracić... I wcale moje "nie" nie oznaczałoby "nie kocham, nie chcę, nie
            wyjdę", tylko raczej "nie widzę powodu, żeby coś zmieniać". Ale On tego nie
            zrozumie... Prawda? :(
            • mala.mi74 Re: Ślub - czy ma sens? 16.12.05, 13:18
              keari napisała:

              > Hm, jest takie powiedzenie: "tylko krowa nie zmienia zdania"...
              > Decyzja decyzją, ale ludzie zmieniają decyzje. Kupują mieszkanie i im się po
              > jakimś czasie nie podoba... Wybierają partnera i im się nie podoba po
              > czasie... "Za" jest takie, że drugiej stronie strasznie zależy. No i
              oczywiście
              >
              > też nie ma konkretnych argumentów, dlaczego. Chyba głównie ze względu na
              status
              >
              > społeczny /i rodzinny, dajmy na to/. Po co człowieka rozczarowywać? A rzecz
              nie
              >
              > na tym polega, że nie chcę, tylko na tym, że nie wiem, czemu miałabym
              chcieć...
              >
              > Mnie społeczeństwo ani jego opinie nie ruszają w żadnym stopniu, rodzina się
              > przyzwyczaiła, choć czasem truje :) Dziecka na razie w planach nie ma... A
              > jeśli On stwierdzi, że skoro nie, to w ogóle nie, i odejdzie?? Wcale nie chcę
              > go stracić... I wcale moje "nie" nie oznaczałoby "nie kocham, nie chcę, nie
              > wyjdę", tylko raczej "nie widzę powodu, żeby coś zmieniać". Ale On tego nie
              > zrozumie... Prawda? :(

              No to podsumujmy.Chcesz wyjsc za niego, bo:
              - bedziesz miec inny status społeczny i rodzinny(lepszy?) ,a jesli się
              rozwiedziesz to jaki bedziesz miec? lepszy? gorszy?
              -chcesz zrobic mu przyjemnosc(czy on wie o tym argumencie Twojej ewnetualnej
              decyzji?)
              -boisz sie jego odejscia. Czy wiec na tyle silnie Cie kocha,że chce z TOBA byc
              czy tylko chce miec zone, zeby mu się poprawil status...?
              Wg mojego subiektywnego zdania to zbyt cienkie podstawy do zawarcia malżenstwa.
              A jakie masz argumenty przeciw?
              • mala.mi74 Re: Ślub - czy ma sens? 16.12.05, 13:22
                mala.mi74 napisała:
                > No to podsumujmy.Chcesz wyjsc za niego, bo:
                > - bedziesz miec inny status społeczny i rodzinny(lepszy?) ,a jesli się
                > rozwiedziesz to jaki bedziesz miec? lepszy? gorszy?
                > -chcesz zrobic mu przyjemnosc(czy on wie o tym argumencie Twojej ewnetualnej
                > decyzji?)
                > -boisz sie jego odejscia. Czy wiec na tyle silnie Cie kocha,że chce z TOBA
                byc
                > czy tylko chce miec zone, zeby mu się poprawil status...?
                > Wg mojego subiektywnego zdania to zbyt cienkie podstawy do zawarcia
                malżenstwa.
                > A jakie masz argumenty przeciw?

                A jeszcze: ile masz lat? Może jeszcze daj sobie czas dojrzec. Znam takie
                malzenstwa ,ktore zbyt szybko się chajtnely i albo sa juz po rozwodzie albo
                zyją ze soba tylko z rozsądku:bo dzieci albo bo nie uznają rozwodów...
                To chyba nie o to chodzi na starcie?
              • keari Re: Ślub - czy ma sens? 16.12.05, 19:13
                Dzięki za rzeczową odpowiedź.
                Mam wrażenie, że z wątpliwościami nt. ślubu trzeba się ukrywać /patrząc na
                wypowiedzi pewnych osób/, bo zaraz dostanie się zj**kę. Coś w rodzaju: jaka to
                jestem wredna, on mnie chce za żonę, a ja niewdzięcznica nie potrafię tego
                docenić. Nosz kurde... To życie jest, nie opera mydlana.


                > No to podsumujmy.Chcesz wyjsc za niego, bo:
                > - bedziesz miec inny status społeczny i rodzinny(lepszy?) ,a jesli się
                > rozwiedziesz to jaki bedziesz miec? lepszy? gorszy?

                Pomyłka. Ja nie mam ciśnienia na zmianę statusu. To on uważa, że małżeństwo
                daje jakiśtam status i on całe życie nie będzie chce być formalnie wolny.
                Dziwne..
                Gdybym się rozwiodła... uu, to fatalne. Nie chcę być rozwódką za żadne skarby.
                To piętnuje kobietę społecznie, uważam. Lepiej być panienką :)

                > -chcesz zrobic mu przyjemnosc(czy on wie o tym argumencie Twojej ewnetualnej
                > decyzji?)

                Hm, wie. Nie jesteśmy już tacy znów młodzi, romantyzm romantyzmem, a życie
                życiem. Wie też, że nie mam pewności co do ślubu, i na razie nie naciska
                (bardzo). Ale to się może w każdej chwili zmienić... I jemu nie przeszkadza ten
                powód, dla którego miałabym wyjść za niego. Chodzi o FAKT slubu.

                > -boisz sie jego odejscia. Czy wiec na tyle silnie Cie kocha,że chce z TOBA
                byc czy tylko chce miec zone, zeby mu się poprawil status...?

                No właśnie - to jest to,czego nijak nie rozumiem. Podejrzewam, że gdybym dziś
                oświadczyła: kocham, chcę z tobą być, ale nie chcę brać slubu z powodów
                światopoglądowych ;) - sądzę, że mógły odejść. Naprawdę. Na razie powiedziałam:
                niczego nie obiecuję, ale nie wykluczam. Gdybym wykluczyła... chyba koniec. Nie
                wiem, do czego komuś tak strasznie potrzebny jest ślub. I to nie kościelny /co
                bym zrozumiała jakoś/, tylko cywilny!

                > Wg mojego subiektywnego zdania to zbyt cienkie podstawy do zawarcia
                malżenstwa.
                > A jakie masz argumenty przeciw?

                Przeciw: slub nie jest mi do niczego potrzebny. Nie da mi szczęścia, choć
                pewnie nie unieszczęśliwi... Ot, zbędna ceremonia.
                Nie chcę też się kiedyś rozwodzić, bo uważam, że w trakcie tego człowiek zawsze
                się upodli. Podejmuję decyzję o byciu z kimś, a jeśli zmienię zdanie/lub on,
                oczywiście/, nie widzę powodu, by poddawać pod ocenę jakichś
                popapranych "sądów", czy mogę odejść, czy nie. No i status rozwódki - "nie
                umiałaś utrzymać faceta przy sobie, nie nadajesz się". Dzięęęki za takie
                przyjemności.


    • b-beagle Re: Ślub - czy ma sens? 15.12.05, 14:15
      Kiedys za teraz przeciw ale jednak z drugiej strony z małżeństwa nie tak łatwo
      sie wywikłać i ma to znaczenie gdy są dzieci
    • aktsieta Re: Ślub - czy ma sens? 15.12.05, 16:31
      Dwóch swiadków trzeba dostać aby bez świadków zostac?
    • revelacja1 Re: Ślub - czy ma sens? 16.12.05, 02:18
      keari napisała:

      > Moi drodzy - oto stanęłam przed pytaniem, które zadaje sobie każdy, kto
      > dobrnął do tego momentu w życiu - ŚLUB. Czy ma sens? Czy to Wielka Obietnica,
      > Przysiega, która daje nam pewność, że "od dziś aż do śmierci, na dobre i na
      > złe" - czy raczej pusta formułka, wypowiadana, bo tak każe tradycja,
      > społeczeństwo, bo sąsiedzi... I inaczej nie będzie się miało ulgi w
      > podatkach? :) Nie wiem - godzić się na ten ślub, czy się nie godzić...
      > Mawiają starzy ludzie: "jak się ożeni, to się odmieni". To przestroga przed
      > gorszym czy obietnica lepszego? Jesteście za? Czy przeciw? "Po" jest lepiej?
      > gorzej? inaczej?


      Jesli masz tyle watpliwosci to dupy nie zawracaj nie bierz zadnego slubu.
      • yagres Re: Ślub - czy ma sens? 16.12.05, 07:08
        Keari: „A jeśli On stwierdzi, że skoro nie, to w ogóle nie, i odejdzie?? Wcale
        nie chcę go stracić...”
        No wybacz ale jeśli jeśli moja dziewczyna na moje oświadczyny i propozycję
        wzięcia ślubu wahałaby się tak jak ty to chyba szlag by mnie trafił! Tu wcale
        nie chodzi o twoje wewnętrzne czysto psychogenne problemy z własną tożsamością
        ale o fakt PRZYPIĘCZĘTOWANIA miłości . To tak jakby nad literą „i” brakło
        kropki, jakby pić wodę która nie gasi pragnienia, jakby wykwitna potrawa ale
        jednak bez tej ważnej i podnoszącej smak odrobiny soli.

        Osobiście nie wyobrażam sobie takiej sytuacji jak twoja. Mimo, że kochałbym
        bardzo taką kobietę to chyba z bóle serca dałbym sobie z nią spokój i
        odszedłbym. Niestety ale dla mnie takie wahanie co do ślubu ze strony kobiety
        byłoby dla mnie ewidentnym dowodem, że jednak nie jestem dla niej tym
        wymarzonym partnerem.
        Skoro tak, to niech sobie szuka innego księcia na białym koniu.
        • keari Re: Ślub - czy ma sens? 16.12.05, 18:47
          Oj tam. A może po prostu nie każdego najwyższym pragnieniem jest wyjść za
          mąż /ożenić się/? Nie chodzi o poszukiwanie księcia przecież, tylko o
          poszukiwanie racjonalnych powodów na to, że ten ceremoniał ma SENS i że niczego
          nie popsuje, miat być tym cudownym ukoronowaniem. Ha, i nie czekam na
          żadnego "wymarzonego", skąd to przypuszczenie? Czy gdzieś napisłam, że mam
          zastrzeżenia do obecnego? Nie mam też PSYCHOGENNYCH problemów z tożsamością,
          tylko pytam na forum, czy warto brać ślub :) A to nie to samo, sądzę :)

          No tak, jak wiem, że jedyną właściwą odpowiedzią na pytanie: czy tak?, jest:
          TAK! A że za kilka lat się rozwiedziemy, nieważne. Grunt, że potrzeba chwili i
          romantyzmu tej chwili została zaspokojona...
          Tu chodzi o życiową decyzję - nie: czy to TEN, czy nie ten - ale: czy warto w
          ogóle?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka