ijaw
11.02.06, 15:40
Wstrząsający artykuł o brazylijskich niewolnikach. Choć ostatnio pracownicy
rządowi uwolnili 1 200 niewolników, to tysiące ludzi pozostalo zniewolonymi.
"117 lat po zniesieniu niewolnictwa zjawisko to wciąż w Brazylii istnieje i ma
się dobrze
Wielu właścicieli ziemskich w Brazylii okrutnie eksploatuje swoich
pracowników. Do niedawna ludzie ci byli całkowicie bezkarni. Dopiero obecny
rząd obiecuje byłym niewolnikom pomoc prawną i finansową. Większość z nich boi
się jednak z niej skorzystać.
Zbliża się wieczór. Droga Transamazońska jest pokryta grubą warstwą pyłu.
Cztery jeepy ministerstwa pracy wytrwale jadą przed siebie. Podróżuje w nich
pięciu urzędników skarbowych, kierowca doświadczony w rajdach przez dżunglę,
pięciu policjantów oraz przedstawiciel prokuratury generalnej. Razem tworzą
Operacyjną Grupę Kontroli, a ich misja polega na uwalnianiu pracujących
niewolniczo robotników. Skręcają w lewo. Lokalna droga o kiepskiej nawierzchni
prowadzi do majątku ziemskiego Primavera (hiszp. wiosna) w okręgu Pacajá w
stanie Pará, w południowo-wschodniej części Amazonii. Jeszcze kilka minut
jazdy i będą na miejscu.
Marinalva, czarna kobieta około pięćdziesiątki na widok funkcjonariuszy
policji federalnej wpada w osłupienie. Właściciel, doktor Délio jest
nieobecny. „Gdzie są robotnicy?” – pyta Wallace Carvalho, szef grupy. Orión,
zarządca prowadzi gości kilka kilometrów w głąb dżungli. Tutaj pokazuje im
barak, gdzie robotnicy śpią w płóciennych hamakach. Bingo. Doniesienie okazało
się prawdziwe. Ci ludzie pracują od świtu do zmierzchu. Piją wodę razem z
bydłem. Mięso jedzą tylko wtedy, gdy padnie któraś z krów. Żaden z nich nie
otrzymuje wynagrodzenia. „Nie dają nam nawet lekarstw, kiedy któryś zachoruje”
– mówi Wilson Ferraz, jeden z tej grupy.
Marinalva gotuje ryż z fasolą dla czterdziestu osób. Kiedy zapada zmrok,
zjawia się około trzydziestu robotników. Brudni, milczący, z podkrążonymi
oczami. Urzędnicy skarbowi spisują dane każdego z nich przy świetle świec. W
majątku upiornego doktora nie ma elektryczności. Brak nawet małego generatora.
Żaden z robotników nie wie, że według definicji Międzynarodowej Organizacji
Pracy jest niewolnikiem. To prawie analfabeci. Nie znają innego życia – ten
sam los spotkał ich rodziców i dziadków.
W takich lub podobnych warunkach pracuje w Brazylii od 25 do 40 tysięcy osób.
Większość z nich mieszka w południowej części stanu Pará, na granicy między
Amazonią a światem rolno-hodowlanych gospodarstw. Tę część kraju nazywa się
nawet strefą niewolniczą.
Prezydentura Ignacia Luli da Silvy rozbudziła nadzieje obrońców praw
człowieka. Jego lewicowy rząd jako pierwszy przyznał na forum ONZ, że w
Brazylii istnieje niewolniczy wyzysk, i na początku 2003 roku uruchomił
Narodowy Plan Likwidacji Niewolnictwa. W jego ramach stworzono czarną listę
przedsiębiorców korzystających z niewolniczej siły roboczej (na takich
delikwentów nałożono następnie rozmaite sankcje gospodarcze). Rząd opracował
też projekt ustawy, która umożliwiałaby w przyszłości wywłaszczenie
właścicieli ziemskich, którzy niemiłosiernie eksploatują swoich pracowników.
W Brazylii niewolnictwo jest niczym potwór o tysiącu głów. Na olbrzymim
obszarze tego państwa gospodarstwa korzystające z bezpłatnej siły roboczej
spotkać można niemal wszędzie. Słaba infrastruktura nie ułatwia zadania
ministerstwu pracy. W niektórych regionach do majątków ziemskich można dotrzeć
wyłącznie helikopterem lub łodzią. A wśród robotników wciąż panuje strach.
Wielu zbiegłych niewolników nie ma odwagi pójść się poskarżyć.
O istnieniu majątku Primavera policja dowiedziała się dzięki doniesieniu
jednego z pracowników. Złożył je 28-letni Eriswaldo Goma. Dega – jak nazywają
go przyjaciele – ma na brzuchu ślad po ranie ciętej, na którą założono mu 42
szwy. Zranił się piłą mechaniczną. „Leżałem cały we krwi, a właściciel nawet
nie kazał zanieść mnie do punktu sanitarnego” – opowiada pokornie i nieśmiało.
Boi się, że zabiją go za ten donos. Jego skarga, tak jak wiele innych, dotarła
do prokuratury za pośrednictwem Commissao Pastoral da Terra (CPT – Pasterskiej
Komisji Ziemi ), postępowej organizacji kościelnej.
Operacja w majątku Primavera rozpoczęła się w skromnym biurze CPT w Marabá,
największym mieście na południu stanu Pará. (…) To tutaj przyszedł Márcio
(występuje pod pseudonimem), smutny i nieśmiały 42-letni mężczyzna, który
przybył do „strefy niewolniczej” ze stanu Maranhao. Właśnie skończył składać
doniesienie. Jest wystraszony. Opowiada, że właściciele gospodarstwa
początkowo obiecywali mu pensję. „Wieźli nas najpierw autokarem, potem przez
kilka dni łodzią – wspomina. – A potem kazali nam płacić za jedzenie: ryż i
zepsute mięso”. Márcio pracował od czwartej rano do szóstej po południu i nie
otrzymywał w zamian ani grosza. A jednak może mówić o szczęściu. Pewien rybak
pomógł mu w ucieczce. Majątek, w którym pracował Márcio, leży w górnym
dorzeczu Xingu, w prawie niedostępnym regionie. (…)
Takie historie można mnożyć. Niedawno ludzie z ministerstwa pracy uwolnili 1
200 niewolników z gorzelni Gameleira w stanie Mato Grosso. Pokazuje to
dobitnie, że 117 lat po zniesieniu niewolnictwa zjawisko to wciąż w Brazylii
istnieje i ma się dobrze. „Gdyby zbadać wszystkie doniesienia, okazałoby się
zapewne, że mamy w tym kraju tysiące niewolników” – twierdzi María José Souza,
odpowiedzialna za kwestie praw człowieka w prałaturze Sao Félix de Araguaia. (...)
Dega ma teraz powody do radości. Jest wolnym człowiekiem, a w zamian za pomoc
policji otrzymał równowartość około 5 tysięcy euro. Następnego dnia doktor
Délio będzie musiał wynająć autokar, którym jego robotnicy pojadą do domów.
Następny w kolejce jest Raimundo Eldia ze stanu Maranhao. Nie ma przy sobie
żadnych dokumentów. Czeka go długie przesłuchanie urzędników skarbowych. Jeden
z nich pokazuje Rajmundowi plik banknotów. Zabiedzony mężczyzna patrzy na
pieniądze jak urzeczony. Uśmiecha się, zafascynowany działaniem klimatyzacji,
ze zdumieniem zerka na wentylatory, które widzi po raz pierwszy w życiu.
Zamiast podpisu odbija odcisk palca. Otrzymuje odszkodowanie i książeczkę
pracy. Wychodzi na ulicę, bogatszy niż był kiedykolwiek wcześniej, z
dokumentem tożsamości, który stwierdza, że od 70 lat zalicza się do obywateli
Brazylii. Z wszystkimi wynikającymi z tego faktu prawami."
wiadomosci.onet.pl/1312032,2678,kioskart.html