elduende
18.02.06, 01:37
chwile temu spotkalam czlowieka pijanego w sztok, ktory ukladal sie do snu na
swej torbie. udalo mi sie wyciagnac, na jaka ulice chcial dotrzec, bylo to
daleko, jak ruszyl, co chwila sie przewracal z wielkim impetem. nie wiedzialam
jak inaczej moge mu pomoc, i w koncu z innymi ludzmi z przystanku zawolalismy
przejezdzajacy patrol. policjanci byli b.mili, za moment podjechala tez sluzba
miejska, podeliberowali, gdzie ta jego ulica, a ten czlowiek blagal:"ja nie
chce na dolek, ja nie chce na dolek". miedzy momentami zawieszenia.
powiedzieli mi,ze go zawioza do domu, przy mnie pytali, czy ktos w domu jest.
czy to dlatego,ze stalam tam znaczaco i prosilam,zeby zawiezli do domu-
slyszalam jakies niefajne historie o izbie wytrzezwien, czy naprawde moga go
odwiesc do domu? na koniec powiedzieli"pani w czynie spolecznym zrobila cos
takiego"- przerazilam sie,ze to znaczy,ze wrobilam go w izbe wytrzezwien i go
tam pobija, czy cos. Czy ktos wie, jak to realnie wyglada, jesli czlowiek
trafi na Kolską?
a jesli tam zle traktuja ludzi nadal( bo te historie co mi sie kolacza to
raczej stare jakies) to co innego mozna zrobic, jesli sie nie ma na taxe, by
wozic pijanego do jego domu( on nie mial),ani nie chce sie go jednak wziac do
siebie( pomijajac to,ze by nie doszedl)?