Dodaj do ulubionych

Czy ratowanie wcześniaków ma sens?

22.11.02, 16:23
Chciałabym tu poruszyć bardzo kontrowersyjny temat i od razu zakładam że
pojawi się masa oburzonych głósów, ale chciałabym was zapytać czy sztuczne
podtrzymywanie przy życiu wcześniaków z bardzo niską masą urodzeniową ma sens?
Czy przypadkiem nie robi się tym dzieciom strasznej krzywdy.
Nasuneła mi się ta myśl po obejrzeniu wczorajszej relacji Faktów w TVN o
dziecku z ciężką wada wrodzoną mózgu które ma małe szansę nawet po wielu
operacjach w USA powrócić do zdrowia.
Otóż postęp medycyny idzie do przodu wcześniaki są ratowane natomiast w
normalnych warunkach byłyby skazane na śmierć oczywiście można powiedzieć że
to wspaniale ale..Czy właśnie przez postępowanie jakby nie było wbrew naturze
nie osłabia się całej populacji. Wzrasta przecież w ten sposób liczba dzieci
które nie są nie tylko w pełni zdrowe ale często bardzo uszkodzone ich
leczenie pochłania olbrzymie koszty itd.
Obserwuj wątek
    • Gość: Doki Re: Czy ratowanie wcześniaków ma sens? IP: 195.13.26.* 22.11.02, 17:02
      Z faktu, ze czlowiek potrafi cos zrobic, nie wynika, ze powinien to robic. Dotyczy to nie tylko wczesniakow, ale takze klonowania ludzi (czesciowo), genetycznego manipulowania zywnosci, stosowania broni masowego razenia (czesciowo), heroicznych prob wielokrotnego zaplodnienia in vitro, sportow ekstremalnych, kladzenia staruszkow na intensywnej terapii (czesciowo)... przyklady mozna mnozyc.
    • agick ma.... 22.11.02, 17:31
      jestem tego przykładem - moja siostra bliźniaczka tez.....
      przeżyłyśmy dzięki determinacji lekarzy i mamy - "przerobiłyśmy" też śmierć
      kliniczną..

      Pozdrawiam,
      • Gość: Doki Re: ma.... IP: *.50-136-217.adsl.skynet.be 22.11.02, 18:55
        agick napisała:

        > jestem tego przykładem - moja siostra bliźniaczka tez.....
        > przeżyłyśmy dzięki determinacji lekarzy i mamy - "przerobiłyśmy" też śmierć
        > kliniczną..
        >
        > Pozdrawiam,
        >

        Moze przywrotnie zapytam: skad ta pewnosc, ze istnienie Twoje i Twojej blizniaczki ma sens?
        A powazniej: to bylo lat temu co najmniej nascie. Dzisiaj probuje sie wyciagac z lap smierci dzieci, ktore w dniu Twojego urodzenia bylyby skazane. Jaka mialas wage urodzeniowa? A dzis probuje sie nawet ponizej 500 g... Tu pytanie o sens staje sie istotne...
        • Gość: dodo Re: ma.... IP: *.sympatico.ca 23.11.02, 00:28
          jak w wiekszosci spraw w zyciu, tak i w tej kwestii wiele wysilku nalezy
          wlozyc w edukacje. glownie edukacje rodzicow. mam mozliwosc obserwowania
          rodzicow dzieci, ktorych zycie podtrzymywane jest na oddziale neo-natal.
          wiekszosc z nich nie zdaje sobie sprawy z tego, jakie naprawde moga byc ich
          dzieci po heroicznej walce lekarzy o utrzymanie ich przy zyciu (malo ktory
          rodzic wie, ze wiele dzieci moze byc niewidomych, niedoslyszacych, opoznionych
          w rozwoju fizycznie i umyslowo itd.). najczestsza pierwsza reakcja
          jest "ratowac za wszelka cene" i od lekarza prowadzacego oraz reszty personelu
          zalezy na ile przystepnie i obrazowo beda w stanie przekazac wiedze
          o prawdopodobnych konsekwencjach "ratowania za wszelka cene".
          oczywiscie, zawsze bedzie grupa rodzicow (szczegolnie tych gleboko
          wierzacych), ktorzy nie dopusza mysli o zaprzestaniu ratowania na sile ale
          wielu rodzicow, gdy poznaja fakty, zaczyna rozumiec, ze czesto lepiej
          pozostawic decyzje naturze.
          jest tez, jak wiemy, ogromna ilosc swiadectw ludzi, ktorzy zostali "na sile"
          utrzymani przy zyciu i choc urodzili sie z bardzo mala waga i poddani byli
          dziesiatkom zabiegow, na ktore pozwala wspolczesna medycyna, dzis sa dorosli,
          ciesza sie relatywnie dobrym zdrowiem i uwazaja, ze szansa jaka otrzymali
          nalezy sie kazdemu premie. i to jest wlasnie ta niewiadoma, przed ktora musza
          stanac rodzice wraz z lekarzem - 100% pewnosci nie ma nikt.
          do powyzszych dylematow dochodzi kwestia kosztow. utrzymanie premie jest
          bardzo kosztowne. jezeli dziecko przezyje ale jest chore, kalekie, wymaga
          specjalnej opieki przez reszte zycia, koszty spadaja nie tylko na rodzicow ale
          i na wszystkich podatnikow. i rozkladaja sie na wiele, wiele lat.
          o tym tez warto pamietac aczkolwiek podobno gentlemen nie dyskutuja
          o pieniadzach :-)
        • agick w odpowiedzi... 26.11.02, 11:47

          > Moze przywrotnie zapytam: skad ta pewnosc, ze istnienie Twoje i Twojej
          blizniac
          > zki ma sens?
          > A powazniej: to bylo lat temu co najmniej nascie. Dzisiaj probuje sie
          wyciagac
          > z lap smierci dzieci, ktore w dniu Twojego urodzenia bylyby skazane. Jaka
          miala
          > s wage urodzeniowa? A dzis probuje sie nawet ponizej 500 g... Tu pytanie o
          sens
          > staje sie istotne...

          to może ja zapytam o to samo - masz pewność, że Twoje życie ma sens..? Jak
          możesz zadać mi takie pytanie..????

          nasza waga przy urodzeniu była 1050 i 1000...
          maleńko.

          jako dzieci nie byłyśmy zdrowotnymi asami - była też śmierć kliniczna. Część
          dzieciństwa spędziłyśmy w sanatoriach, prewentoriach..m.in w kowańcu.
          dziś mamy po 30 lat - ja mam 173 cm, siostra 176 cm. Jesteśmy bardzo sprawne
          fiycznie - ja nurkuję, jeżdżę konno, narty itd.

          moja siostra ma dwie córki - zdrowe, silne dziewczyny..

          Jaka jest wg Ciebie ocena osobnika, któy ma prawo przeżyć..? jakie dzieci
          powinno się ratować a jakie nie - to co piszesz jest straszne... masz dzieci..?
          pomyśl sobie, że rodzi Ci się wcześniak - ma problemy z oddychanie, z funkcjami
          życiowymi... wyrzucisz go do kosza..???? (bo koszt respiratora, inkubatora,
          podatnicy płacą..) czy będziesz SWOJE dziecko ratować..?

          Nikt nie ma prawa dokonywć wyboru - to ratujemy a to nie.
          To jak selekcja w obozie koncentracyjnym - co to ma być, przesionek do super
          społewczeństwa, w któym silniejszy zjada słabszego...???
          ludzie, o czym Wy mówicie.
    • Gość: Witold jak zwykle pytania zadaja ci co nie przezyli tego IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 23.11.02, 08:35
      na wlasnej skorze.
      Widzialem rozne programy typu ze tego i tego nie powino
      sie robic. np ze kara za poranie samolotu jest za duza,
      czy inne pogawedki gdzie okazywalo sie ze uczstnicy
      dyskusji nigdy nie brali udzialu. Imaczej piszac ze nie
      przezyli tego na wlasnej skorze.
      Potem w zyciu okazywalo sie ze nagle sami niespodziewanie
      znalezli sie w takiej samej sytuacji.
      I CO WTEDY !?
      PO TAKIM WYPADKU SZYBKO ZMIENIALI ZDANIE.
      Jak przezywaja dzieci o wadze okolo 1 kg to zalezy jak
      daleko posuniety jest rozwoj organow tekiego dziecka.
      To jest trudne do okreslenia.
      ____________
      A tak na koniec to jezeli jestes kobieta (nika31) to nie
      masz pojecia o rodzicielstwie i uczuciach matki.
      A moze jestes jeszcze samotna. Takie podejscie jak twoje
      zawsze kojarzy mi sie z osobami dziwnymi delikatnie piszac.
      ______________________
      DZIEKI BOGU oraz temu ze nikt nie slucha takich osob jak
      ty nika31
      JA ZYJE I TO OD STYCZNIA 1954 ROKU.
      A URODZILEM SIE JAKO MALY WCZESNIAK NIEWIELE POZYZEJ
      1 KILOGRAMA. i to w polsce.
      Jestem calkiem noramlny i calkowice zdrowy i dobrze mi
      jest na swiecie. Mam cudowna zone i 3 dzieci.
      Czasami tylko jestem wsciekly jak widze jakie IDIOTYZMY
      LUDZIE WYPISUJA NA TYM FORUM.

      pozdrawiam uczstikow ciekawego teamtu

      ps nie igrajcie z zyciem

      Witold




      nika31 napisała:

      > Chciałabym tu poruszyć bardzo kontrowersyjny temat i od
      razu zakładam że
      > pojawi się masa oburzonych głósów, ale chciałabym was
      zapytać czy sztuczne
      > podtrzymywanie przy życiu wcześniaków z bardzo niską
      masą urodzeniową ma sens?
      > Czy przypadkiem nie robi się tym dzieciom strasznej
      krzywdy.
      > Nasuneła mi się ta myśl po obejrzeniu wczorajszej
      relacji Faktów w TVN o
      > dziecku z ciężką wada wrodzoną mózgu które ma małe
      szansę nawet po wielu
      > operacjach w USA powrócić do zdrowia.
      > Otóż postęp medycyny idzie do przodu wcześniaki są
      ratowane natomiast w
      > normalnych warunkach byłyby skazane na śmierć
      oczywiście można powiedzieć że
      > to wspaniale ale..Czy właśnie przez postępowanie jakby
      nie było wbrew naturze
      > nie osłabia się całej populacji. Wzrasta przecież w ten
      sposób liczba dzieci
      > które nie są nie tylko w pełni zdrowe ale często bardzo
      uszkodzone ich
      > leczenie pochłania olbrzymie koszty itd.
      • Gość: Doki czasem odpowiada ktos, kto nie zrozumial pytania IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 23.11.02, 09:47
        Witoldzie, bardzo sie ciesze, ze udalo Ci sie przezyc bez
        szkody trudny dla Ciebie okres zaraz po porodzie, choc
        najpewniej nie przypominasz sobie niczego z tamtych dni.
        Miales sporo szczescia. Wiele dzieci nie ma tyle
        szczescia i umieraja, albo zastaja kalekami. Jesli juz
        zgodzilismy sie, ze noworodki moga odczuwac bol (jeszcze
        30 lat temu nie bylo to wcale oczywiste, ba, nadal nie
        jest), musimy zgodzic sie, ze te dzieci cierpia wskutek
        intensywnej terapii- zapytaj doroslych pacjentow, ktorzy
        lezeli na intensywnej. To raz.
        Odkad istnieje publicznie finansowana sluzba zdrowia,
        koszt leczenia przestal byc prywatna sprawa kazdego z
        osobna. Skoro spoleczenstwo placi za leczenie, ma tez
        prawo okreslac priorytety, na ktore przeznaczone beda
        srodki, bo wiadomo, ze na wszystko pieniedzy nie starczy.
        To dwa.
        Jakkolwiek porod przedwczesny i zwiazana z nim utrata
        dziecka to w oczywisty sposob ciezkie chwile dla
        rodzicow, strone emocjonalna mozna jakos rozwiazac w
        zdrowo zorganizowanym spoleczenstwie. Jednak w kontekscie
        powyzszego pytanie o sens ratowania wczesniakow jest jak
        najbardziej uprawnione, to znaczy czy jako spoleczenstwo
        chcemy za to placic? I od razu trzeba tez wyjasnic, ze
        jesli odpowiemy, ze tak, to byc moze zabraknie pieniedzy
        na inny cel. I czy chcemy wystawiac wczesniaki na
        cierpienie, kalectwo, a nas samych na zwiazane z tym
        obciazenia, nie tylko finansowe, ale i emocjonalne.
        Alternatywa jest powiedziec "nie udalo sie, trudno,
        sprobujemy jeszcze raz". Jednak tak juz jest, ze
        traktujemy porazke w kategoriach winy, bardzo osobiscie,
        tymczasem porod przedwczesny to daleko nie zawsze wina
        rodzicow (czasem tak, ale to inna sprawa). No i
        traktujemy rodzicielstwo jako "posiadanie dzieci", tak
        jakby dzieci byly czyms, czego na pewnym etapie zycia
        trzeba sie dorobic, a jesli sie to nie uda, wychodzimy na
        nieudacznikow i musimy sie bardziej starac (in vitro
        itp). To jest moim zdaniem zakorzeniony blad w mysleniu,
        ktory jednak powoduje, ze w dyskusji wiele zalozen jest
        niewypowiedzianych, ba, czasem nieuswiadomionych i
        emocjonalne reakcje oraz niezrozumienie przeszkadzaja w
        wymianie pogladow.
      • Gość: Doki Re: jak zwykle pytania zadaja ci co nie przezyli IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 23.11.02, 10:51
        "na wlasnej skorze"

        A ja na to: i prawidlowo!!! Nie mozna byc sedzia we
        wlasnej sprawie.
        Witold urodzil sie jako wczesniak i teraz gdy ktos uwaza,
        ze takich wczesniakow nie ma sensu ratowac, bierze to do
        siebie i wola "ty morderco! Pozwolilbys mi zdechnac nie
        kiwnawszy palcem!" Zrozumiale, ze Witold miesza do tego
        silne emocje. Jednak emocje tylko przeszkadzaja w
        podjeciu rozsadnej (=slusznej) decyzji. Dlatego ci, co
        tego nie przezyli na wlasnej skorze, jak najbardziej
        moga, a nawet powinni, sie wypowiedziec. Jak np
        prowadzilbys dyskusje o karze smierci?

        Witoldzie, nic do Ciebie osobiscie nie mam. Nawet nie
        wiem kim jestes, gdzie mieszkasz i jak wygladasz. Jest
        jednak roznica w mysleniu jednostkowym i na poziomie
        ogolniejszym. Miewam regularnie pacjentow, u ktorych
        dalsze leczenie nie ma sensu. Angielski termin to
        "futility of treatment". Wtedy rozmawiamy o tym i
        ewentualnie zmieniamy postepowanie, bo np dalsze sztuczne
        podtrzymywanie zycia do niczego nie prowadzi.
        Natomiast na poziomie ogolniejszym nie chodzi o zycie
        tego czy innego dziecka, ale o ogolne zasady
        postepowania, a takze alokacji srodkow. I o tym "sensie"
        jest ta dyskusja.
        Zycie Witolda, czy kogokolwiek, z punktu widzenia
        spoleczenstwa, znaczy niewiele, tyle samo co jego glos w
        wyborach, czyli prawie nic. Jestesmy czastkami
        spolecznosci, co nie znaczy, ze spolecznosc nie moze sie
        bez nas obejsc. Co wcale nie znaczy, ze zycie Witolda
        jest bezwartosciowe dla jego najblizszych, a zwlaszcza
        dla niego samego, ale to juz zupelnie inna kwestia.
        • Gość: Witold dupiwisizm = obojetnosc = maszyna bilogiczna IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 23.11.02, 18:00
          <<<<<Zycie Witolda, czy kogokolwiek, z punktu widzenia
          spoleczenstwa, znaczy niewiele, tyle samo co jego glos w
          wyborach, czyli prawie nic. Jestesmy czastkami
          spolecznosci, co nie znaczy, ze spolecznosc nie moze sie
          bez nas obejsc. Co wcale nie znaczy, ze zycie Witolda
          jest bezwartosciowe dla jego najblizszych, a zwlaszcza
          dla niego samego, ale to juz zupelnie inna kwestia.>>>>>
          ______________
          to tylko amly cytat z doki postu
          czlowiek dla niego nie zmaczy NIC liczy sie masa tak jak
          w komunizmie. Straszne rany umyslowe wytworzyl ten
          potworny system. Doki nawet tego nie wie. Tak nie ma
          pojciecia kim jestem i to tylko potwirdza ze ma on setki
          podobnych do niego innych po prostu w dupie\.
          A co sie liczy dla niego KASA. Czlowiek to dodatek
          Ja czy bede glosowal czy nie to dla niego nie ma znacznie.
          ZAPAMIETAJ NIE MASZ POJECIA DLACZEGO JESTES NA ZIEMI.
          NIE ZADAJESZ SOBIE TAKIEGO PYTANIA.
          DZIALASZ I MYSLISZ JAK MASZYNA BIOLOGICZNA.
          Kazdy czlowiek ma prawo do tego aby byc kims
          KOMUNA TO ZABILA doki jest tego jednym z przjkadow.
          Jest on przrdstawicielem zdrowego i zdrowo myslacego
          spoleczenstwa. CHORYCH DO GAZU bo za duzo kosztuje
          Mielismy jedneko czlowieka ktory zmnienil historje swiata
          w jego przypadku szkoda ze nie urodzil sie wszesniakiem i
          doki go nie zalatwil bo zaduzo kosztuje.
          TO tem czloweik jest take winny wyciagbiecia tej
          komunistycznej choloty z nory na pol swiata.
          pewnie sie juz domyslacie
          ADOLF HITLER
          Gdyby nie on to hstoriaj polski byla by inna a tak
          jestesmy tylko potwierdzeniem na powtarzane przez caly
          narod zdanie
          "polska jest meczennikem narodow"
          i tak wrtacamy do tematu.
          co do emoscji to nie masz pokjecia czym sie zajmuje i co
          wiem tak ze znowu kula w plot doki.
          od ponad 15 lat zajmuje sie bardzo daleko stosowana
          psychilogia zycia ludzi. interesuje mnie nie tylko teorja
          ele przedewszystkim dlaczego ludzie robia zto i to w zyciu.
          Oraz dlatego ze mieszkamlem w roznych miesjcach w swoim
          zyciu mam mozliwosci ptzrnia na rzeczy z bliska i z dystansu.
          Piszemy z moja cudowna zona ksizke na ten temat take.
          many w planie napisane 10 innych.
          Wiem ze to zmnieni zycie bardzo duzej ilosci ludzi na
          lepsze. A doki pisze ze ja to jestem NIKT.
          KTO CI DAL PRAWO DO TAKIEGO DECYDOWANIA
          to ze sluzna dwrowia sie znienia i ma problemy nie dajec
          ci prawa do decydowania o tym.
          Mozna by brdzo dzuo pisac na tem temat od strony
          psychologi i racji spoleczenaswa, ale kto tworzy
          spoleczenastwo to my ludzie.
          Inna rzecz pisze on ze nawet glosowaniu nie liczy sie moj
          glos
          TO po co glosowac --
          • Gość: Doki Re: dupiwisizm = obojetnosc = maszyna bilogiczna IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 23.11.02, 19:11
            "czlowiek dla niego nie zmaczy NIC" chociaz wyraznie
            napisalem
            Zycie Witolda, czy kogokolwiek, Z PUNKTU WIDZENIA
            SPOLECZENSTWA, znaczy niewiele, tyle samo co jego glos w
            wyborach, czyli prawie nic"

            Ale co tam rzeczywistosc, tu sie przytnie, tam sie
            naciagnie i dobra. Witoldzie, nie bede z Toba dyskutowal,
            jesli bedziesz mi wkladal w usta to, czego nie
            powiedzialem, ani jesli bedziesz atakowal mnie osobiscie,
            a nie zbijal argumentami moje slowa. A w moim poscie w
            ogole nie zajmowalem sie tym, co sie liczy DLA MNIE.
            Wiesz, dlaczego? Bo to nikogo nie obchodzi, i bardzo
            dobrze. Mind your own business.

            "ZAPAMIETAJ NIE MASZ POJECIA DLACZEGO JESTES NA ZIEMI."

            Jeden cel, wspolny wszystkim zywym istotom, jednak mam.
            Rozmnozyc sie. Reszta to zgadywanie. W odroznieniu od
            Ciebie jednak nie dopisuje do swojej egzystencji zadnego
            wyzszego, kosmicznego celu. W glebi ducha przypuszczam,
            ze takiego celu nie ma, a juz na pewno nic nie wskazuje,
            ze taki cel istnieje.

            "NIE ZADAJESZ SOBIE TAKIEGO PYTANIA."

            Owszem, zadaje sobie, tym zajmuje sie filozofia od
            zarania dziejow. I nikomu jeszcze nie udalo sie znalezc
            odpowiedzi.

            "DZIALASZ I MYSLISZ JAK MASZYNA BIOLOGICZNA."

            Tak. Ty tez, i Twoj pies, i drzewo w Twoim ogrodzie.

            "Kazdy czlowiek ma prawo do tego aby byc kims"

            Po pierwsze: co to znaczy u Ciebie "byc kims", po drugie,
            to tylko prawo postulatywne, ktorego nie mozna
            wyegzekwowac. Ergo, jest to prawo puste. O bycie
            czymkolwiek trzeba walczyc, a nie czekac, az splynie to
            na Ciebie na mocy jakiegos tam prawa.

            "CHORYCH DO GAZU"

            Przytocz cytat, w ktorym to proponuje, albo daj spokoj
            insynuacjom i skup sie na temacie.

            "ADOLF HITLER
            Gdyby nie on to hstoriaj polski byla by inna a tak
            jestesmy tylko potwierdzeniem na powtarzane przez caly
            narod zdanie "Polska jest meczennikem narodow""

            O, i Hitler tez tu sie znalazl, dyzurny diabel, jak
            widac. Bez zwiazku z tematem, ale to Ci nie przeszkadza.
            Jesli chcesz, sam powtarzaj te bzdury o meczenstwie
            Polski. Polacy sami ubrali sie w te lachmany, bo tak bylo
            wygodniej, i jak widac, niektorzy, np Ty, czynia to do
            dzis. Mnie do tego nie mieszaj. Ja nie mam czasu. Musze
            pracowac.

            "co do emoscji to nie masz pokjecia czym sie zajmuje i co
            wiem tak ze znowu kula w plot doki."

            Gdybys tak sie nie podniecal, zauwazylbys, ze sam to w
            moim poscie przyznalem. Zajmujesz sie psychologia-
            fajnie. Piszesz ksiazke- extra. Masz cudowna zone- co z
            tego, ja tez.

            "A doki pisze ze ja to jestem NIKT.
            KTO CI DAL PRAWO DO TAKIEGO DECYDOWANIA"

            Alez Witoldzie, widzisz, nadal niczego nie zrozumiales.
            Ja o niczym nie decyduje, ale jesli glos zabiera
            demokratyczna spolecznosc, wartosci sie zmieniaja,
            czasem, paradoksalnie, na niekorzysc niektorych
            jednostek. Tak to juz jest w demokracji. Czy mozesz to w
            kocu dostrzec?

            "TO po co glosowac --
            • Gość: barbinator Zapisy do anty-fan-clubu Volnego ogłoszone IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 30.11.02, 12:31

              Kolejne potwierdzenie tego o czym kilka osób na tym forum (i innych też) miało
              okazję się przekonać.
              Ludzie, nie rozmawiajcie z Volnym-Witoldem, bo to zawsze kończy się tak samo.
              Jego rozmówcy mają do wyboru: przytakiwać każdemu głupstwu które on wypisuje
              albo zostają obrzuceni stekiem wyzwisk.

              Problem w tym, że każdy kto z jaśnie oświeconym Volnym się nie zgadza jest
              ignorantem, idiotą, brak mu kultury a nawet jest faszystą, komunistą oraz
              mordercą.

              Drugorzędną sprawą jest przy tym to, że zawartość intelektualna i merytoryczna
              jego "wypowiedzi" jest bliska dna, bo nie jest w końcu powiedziane, że forum
              jest tylko dla ludzi mądrych.
              Jego brak kultury osobistej też jest sprawą drugorzędną, bo.....jak wyżej.

              Problem z Volnym polega na jego kompletnym braku krytycyzmu i umiejętności
              wymiany myśli.
              Dlatego gorąco odradzam ludziom chcącym rozmawiać poważnie odpowiadanie na jego
              posty.
              Jak ktos chce się pośmiać z cudzej głupoty i ograniczoności, to owszem, bywa z
              Volnym zabawnie, ale z drugiej strony, takie obśmiewani to trochę jak bicie
              inwalidy na wózku, więc ja na przykład dałam już sobie z nim spokój.

              Co wszystkim doradzam.
              Pozdrawiam, B.
              • Gość: VOLNY ciemniaku jak nie wiesz o czym piszesz to siedz IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 30.11.02, 20:57
                Cicho
                Sa rzeczy ktore sa nie do dyskusji
                TAKIM JAK TY WYDAJE SIE ZE TO JEST SPRAWA DO OMOWIENIA
                ZYCIE LUDZKIE JEST ZA DROGIE ZEBY W TAKI SPOSOB O TYM PISAC
                TAK ZE TWOJE WYPISKI MNIE NIE OBCHODZA
                JAK PRZEZYJESZ COC TAKIEGO NA WLASNEJ SKORZE TO MOZE
                WTEDY POROZMAWAMY.

                ZAWSZE VOLNY
    • cytrynka3 Re: Do autorki pytania 23.11.02, 20:36
      Równie dobrze można zadać pytanie, czy chorych na zapalenie opon mózgowych
      warto leczyć (tak samo raka, padaczkę, autyzm i wiele innych) albo czy ratować
      dzieci z wrodzoną wadą serca!!!!!!!!!!!!!!!!!
      Masz racje, ja osobiście jestem oburzona.
      Czy jeśli Twoje dziecko urodziłoby się wcześniakiem z bardzo niską wagą
      urodzeniowa, powiedziałabyś lekarzowi, żeby odłączył malucha od
      aparatury????????????? Przecież może być potem chore, a po co duże koszty
      leczenia?????!!!!!!!!!!!!!!!1

      Cytrynka (wcześniak, półtora kg po urodzeniu)

      P.S. Jestem zdrowa, spodziewam się dziecka i nie jestem w niczym gorsza od
      innych!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      • Gość: Doki ciagle to samo IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 23.11.02, 21:29
        Autorka wsadzila kij w mrowisko i poszla sobie, ale mam
        wrazenie, ze nadal nikt nie rozumie pytania

        cytrynka3 napisała:

        > Równie dobrze można zadać pytanie, czy chorych na
        zapalenie opon mózgowych warto leczyć

        Zapalenie opon mozgowych mozna leczyc, i to z dobrym
        skutkiem i za cene bez porownania nizsza. Twoje
        porownanie jest bez sensu.

        > (tak samo raka

        Z rakiem roznie bywa

        > padaczkę

        Zwykla padaczke z napadami duzymi mozna leczyc z dobrym
        skutkiem, ale np zespol Lennoxa-Gastault?

        > autyzm

        Nie ma leczenia autyzmu, bo nieznana jest jego przyczyna,
        jest tylko rehabilitacja.

        > albo czy ratować
        > dzieci z wrodzoną wadą serca!!!!!!!!!!!!!!!!!

        No wlasnie, ratowac? To zalezy gdzie sie urodza i jaka to
        wada.

        > Masz racje, ja osobiście jestem oburzona.

        Co nie zmienia faktu, ze takie pytanie trzeba sobie
        postawic, bo odpowiedz nie jest wcale oczywista.
        "Oczywiscie, ze tak!" to zla odpowiedz, jesli nie powiesz
        za co.

        > Czy jeśli Twoje dziecko urodziłoby się wcześniakiem z
        bardzo niską wagą
        > urodzeniowa, powiedziałabyś lekarzowi, żeby odłączył
        malucha od
        > aparatury?????????????

        To zalezy. Jesli po urodzeniu byloby stabilne, to nie,
        ale gdyby mialo sepse za sepsa, albo powiklania
        srodczaszkowe, byc moze tak. To nie rodzic zreszta
        decyduje o odlaczeniu, to jest decyzja medyczna,
        podejmowana przez lekarza w porozumieniu z rodzicami (tzn
        tak jest optymalnie).

        Przecież może być potem chore, a po co duże koszty
        > leczenia?????!!!!!!!!!!!!!!!

        Latwo Ci mowic, jesli tych kosztow nie bedziesz musiala
        ponosic.

        > Cytrynka (wcześniak, półtora kg po urodzeniu)

        Nie o takich wczesniakach tu jest (chyba mowa). Poltora
        kg to jest waga, z ktorej wychodzi sie calkiem
        przyzwoicie. A co z heroicznymi wysilkami przy 750g, przy
        smiertelnosci 40, 50, 60%? Czy to ma sens?

        > P.S. Jestem zdrowa, spodziewam się dziecka i nie jestem
        w niczym gorsza od
        > innych!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

        Nikt tak nie twierdzil.

        Ludzie, ex- wczesniaki, nie bierzcie tego do siebie.
        Udalo sie wam, dobrze, ale na kazdego z was przypadaja
        liczni, ktorzy tutaj sie nie odezwa, czesc dlatego, ze
        juz nie zyja, a czesc dlatego, ze nigdy nie naucza sie
        czytac.
        • Gość: brenda Sparta - nie! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.02, 22:27
          Wszyscy ponosimy koszty leczenia, nie tylko wcześniaków. Tak już jest i głupotą
          jest zadawać pytanie, czy ma to sens. Każde leczenie specjalistyczne jest
          drogie i nie można wartościować tego, że jednemu się należy, drugiemu nie. W
          ten sposób łatwo można dojść do wniosku, że po co np. wydawać pieniądze na
          leczenie ludzi z postepującym zanikiem mięśni czy innych ciężkich schorzeń.
          Postęp medycyny nie dla wszystkich, bo niektórym się nie podoba wydawanie
          publicznych pieniędzy na wcześniaki, albo innych chorych? Wiele pieniędzy
          przepada w mniej krytycznych sprawach np. na nowe dowody, które będziemy i tak
          wymieniać po wejściu do Unii. Może by się tak skoncentrować raczej na takich
          oszczędnościach?
      • volny1 cytrunaka dobrze piszesz 23.11.02, 22:55
        jak widze cagle sa ludzie zaslepieni
        do momentu jak sami nie dostana "w dupe"
        to szybko zmienaja front z regoly o 180 st.
        To dla uposzcznie zlikwidujmy szpitale, szkoly, rzad,
        mieszaknia i chodzmy do lasu wegetowac bo tam nie bedzie
        kosztow, acha oczywacie
        PO CO MAM CALY INTERNET, TV I RADIO ORAZ KOMPUTERY.
        w jakim miescie sie urodzilas
        ja w Krakowie

        Witold


        cytrynka3 napisała:

        > Równie dobrze można zadać pytanie, czy chorych na
        zapalenie opon mózgowych
        > warto leczyć (tak samo raka, padaczkę, autyzm i wiele
        innych) albo czy ratować
        > dzieci z wrodzoną wadą serca!!!!!!!!!!!!!!!!!
        > Masz racje, ja osobiście jestem oburzona.
        > Czy jeśli Twoje dziecko urodziłoby się wcześniakiem z
        bardzo niską wagą
        > urodzeniowa, powiedziałabyś lekarzowi, żeby odłączył
        malucha od
        > aparatury????????????? Przecież może być potem chore, a
        po co duże koszty
        > leczenia?????!!!!!!!!!!!!!!!1
        >
        > Cytrynka (wcześniak, półtora kg po urodzeniu)
        >
        > P.S. Jestem zdrowa, spodziewam się dziecka i nie jestem
        w niczym gorsza od
        > innych!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        • cytrynka3 Re: cytrunaka dobrze piszesz 25.11.02, 22:24
          Urodziłam się w Wołominie. W tamtych latach ratowanie wcześniaków w moją wagą
          urodzeniową było trudne. I wdzięczna jestem lekarzom i pielęgniarkom za opiekę.
          Chociaż jak mówiła mi Mama, od dziecka miałam wielką wolę przetrwania. Jeśli
          28-30 lat temu ratowano dzieci powyżej kilograma, to teraz przecież medycyna
          jest bardziej rozwinięta i jestem jak najbardziej ZA ratowaniem mniejszych i
          młodszych dzieci.
          Pozdrawiam
          Cytrynka
    • Gość: Doki zobaczymy... IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 23.11.02, 23:20
      Nie mam juz wiele do dodania. Skupilem sie na stronie
      finansowej, bo wydala mi sie istotna. To smutne, ze tzw
      szeroka publicznosc nie zdaje sobie sprawy, ze systemy
      powszechnej opieki zdrowotnej, finansowane z ubezpieczen,
      w wielu rozwinietych krajach zblizaja sie do skraju
      bankructwa i ze jesli nic sie nie zmieni w naszym
      mysleniu o zdrowiu, system padnie. Dlatego racjonowanie
      wydatkow jest tematem wartym poruszania.
      Koszta opieki zdrowotnej eksploduja w tempie dotad
      niespotykanym. Przyczyn jest wiele, z ktorych
      najistotniejsze to coraz dluzszy czas zycia, coraz lepsze
      (i drozsze) technologie stosowane do podtrzymania tego
      zycia, czasem wbrew zdrowemu rozsadkowi. Czy wiecie, ze z
      grubsza polowa wszystkich kosztow opieki zdrowotnej
      pacjenta Medicare przypada na ostatnie 6 miesiecy zycia?
      Wiadomo, to dlatego, ze najpierw jest choroba, a potem
      sie umiera, ale to tylko czesc prawdy. kto dzis umiera w
      domu? Po co te rytualy z intensywna terapia? A czy
      wiecie, ze podnosza sie w USA glosy, ze intensywna
      terapia w ogole jest bez sensu, bo nie przedluza zycia
      adekwatnie do kosztow (ich zdaniem)? Pewnie, to kwestia
      opinii, ale trzeba o tym dyskutowac, inaczej zostaniemy z
      pusta kasa i nawet na penicyline nie bedzie.
      Czy wiecie, ze srednie przezycie po wszczepieniu protezy
      stawu biodrowego to poltora roku? Pewnie, bez protezy to
      kalectwo, przykucie do lozka i powolna smierc...
      Jesli pomyslec, ze za odratowanie jednego 600-gramowego
      wczesniaka mozna by zaszczepic przeciwko zapaleniu opon
      mozgowych wszystkie dzieci ze szkoly mojej corki, to nie
      dziwcie sie, ze patrze na takie wydatki podejrzliwie. A
      na zapalenie opon co roku umieraja dotad zdrowe dzieci. A
      minister mowi, ze nie ma kasy i moge sobie kupic
      szczepionke sam. Kupilem, stac mnie, ale byla droga i
      gdybym mial czworke dzieci, to bylby to powazny wydatek...

      Ida ciezkie czasy w opiece zdrowotnej. Zachwyceni
      postepem medycyny, nie pytalismy o cene. A rachunek
      rosnie... I predzej czy pozniej dostaniemy go na stol.
      Zobaczycie. A raczej: zobaczymy.

      Peace,
      • Gość: witold za pieniadze zycia nie kupisz ale mozesz je uratow IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 24.11.02, 01:32
        uratowac. szkoda ci pieniedzy jedz na ksiezyc doki tam
        nie ma sluzby zdrowia.
        powtorze 1000 razy jak ktos sam nie doswadczyl tego na
        wlasnej skorze to czesto ma problemy ze zrozumieniem
        o co naprawde chodzi.

        www.witold.us/
        • Gość: dodo szkoda slow IP: *.sympatico.ca 24.11.02, 04:14
          doki, szkoda twojego czasu. naprawde. konstatuje to z przykroscia, bo
          uwielbiam wszelkie dyskusje ale tym razem obawiam sie, ze jestes bez szans.
          twoi adwersarze nie chca myslec. juz nawet nie wspominam o rozsadku tylko
          o zwyczajnym wypunktowaniu sobie pewnych faktow. dopoki nie beda gotowi do
          uczciwej rozmowy i beda cie zasypywac opowiesciami typu "urodzilam sie wazac
          tyle i tyle, zyje i mam sie dobrze", wysilek twoich argumentow nigdy do nikogo
          nie dotrze. sorry.
          wolac pewnie trzeba - na puszczy czy w wielkiej metropolii ale bo ja wiem...
          poki co nikt cie nie chce sluchac.
          a tacy jak ja, ktorzy cie rozumieja i popieraja twoj tok myslenia, jak
          widzisz - wola poki co zmilczec w oczekiwaniu na dojrzalosc spoleczenstwa.
          do trudnych decyzji trzeba dorosnac.
          do kwestii rozsadnego postepowania z premies wiele spolecznosci jeszcze nie
          doroslo. ale czas nadchodzi, bo predzej czy pozniej wybor bedzie prosty - albo
          stac nas na kilkaset operacji usuniecia wyrostka robaczkowego, albo na
          utrzymanie przy zyciu jednego premie. dopoki jednak ludzie nie widza takich
          prostych wyliczen, wola bawic sie intelektualnie we wszechmocnych swietych
          mikolajow darujacych wszystkim zycie. a cudow nie ma - za prezenty od swietego
          mikolaja tez ktos musi zaplacic.
          pozdrawiam cie, doki - ostatni rycerzu w walce o prawde i zdrowy rozsadek :-)
          • Gość: Witold to straszne >>>>>>>>>> takze o intuicji IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 24.11.02, 08:29
            Jak mozna byc bez uczuc. I pisac idotyzmy za wszelka cene.
            I wciskac innym ciemnote.

            Autor: Gość: dodo IP: *.sympatico.ca Bardzo nie podoba
            ci sie co pisze na temat intuicji wiec szkasz innego
            miejsca zeby mnie zaatakowac. JEDNAK PRAWDA TO ZE SA
            POLACY UPIRLIWI JAK TY czle szczescie ze nie wszyscy.
            Mialem juz nie pisac na ten temat, ale mnie sprowokowalas .
            Zajmuje sie psychologia od ponad 10 lat wiec wiem rzeczy
            ktore sam czas wsadzi do glowy kazdego studenta jak by
            studiowal jakikolwiek kierunek przez 10 lat.
            Atakowanie innych tylko dalatego ze ty mie rozumiesz o co
            chodzi jest bardzo smutne. Robia to tylko osoby i niskim
            poziomie wlasnej wartosci. Sa to ludzie ktorych
            charakteryzuje ignoracja i arogancja.
            Moja wiedza jest oparta o lata praktyki i pogdania ludzi
            ktorzy poswiecili cale swoje zycie w danym temacie.
            dotyczny intuicji
            _________________
            w tej ksiazce
            Tag & Judith Powell
            Silva Mind Mastery '90s
            Panowanie nad Umyslem PL
            ___________________________
            Mozna znalec bardzo dokadne inforamcje na temat
            funkcjonowania ludzikego unyslu.
            Ale jest to jak by podrcznik dla studentow uniwersytetu.
            Bez wiedzy podstawowej czytajacy nie doceni informacji w
            niej zawartej.
            Niestety przypomina mi to tylko jedno polskie okreslenie
            rzucanie perel przed w.......
            Z takim podejciem do zycia to ja czy moja zona czy moje
            dzieci nie nauczylibysmy sie niczego.
            Mnie po prostu zatyka twoja ignoracja dodo.
            W przeciwienstwie do setek osob pisze tylko wtedy kiedy
            wiem ze wiem cos w danym temacie.
            Albo wiem ze zastosowana informacja moze pomoc innym
            ludziom. Co ty wnoslas w poprawe zycia innch ludzi.
            Ja dostaje emaile od ludzi z podziekowaniem za pomocna
            infornacje ktora zastosowali w swoim zyciu.
            Tu sie nasuwa opowiedz z tego tematu
            doki pisze <<<<<< Zycie Witolda, czy kogokolwiek, z
            punktu widzenia spoleczenstwa, znaczy niewiele, tyle samo
            co jego glos w wyborach, czyli prawie nic. Jestesmy
            czastkami spolecznosci, co nie znaczy, ze spolecznosc nie
            moze sie bez nas obejsc. Co wcale nie znaczy, ze zycie
            Witolda jest bezwartosciowe dla jego najblizszych, a
            zwlaszcza dla niego samego, ale to juz zupelnie inna
            kwestia >>>>>>>
            CO PISZE SLODZIUTKI DOKI
            ze ludzie tacy jak ja czy inni niz on sam ZDROWY NA CIELE
            BYK nie maja prawa do zycia tylko on bo jest zdrowym
            bykiem a teszta chorcyh do piachu
            tak tez mysla hitler chorcyh do gazu.
            I ty zaslepiona w sobie dodo bierzesz w obone byka tylko
            po to aby mnie zdolowac.
            Wiesz kto ma prawo mnie ocenaiac tylko Bozia i moja
            najblizasza rodzna. Na pewno nie ty dodo ani doki.
            Niestery wasza ignoracja odciaga mnie od tematu.
            Juz dawno zaczolem pisac i projektowas strony web aby w
            ten sposob przekazac wazne informacje bez potrzeby
            wdawania sie w glupawe potyczki z takimi ignorantami jak
            ty dodo.
            Daruj sobie pisanie i wyszukiwanie moich postow.
            Atakowanie mnie bez zadnej potrzeby tylko dla samy zabawy.
            Nie wiem kim jestes ty czy doki, ale myslicie jak
            schowacie sie w cienu internetu to wam juz wszystko wolno.
            Ja nie ukrywam sie bo moje wiadomosci sa prawdziwe i
            pomocne w dla innych ludzi. Ale wymagaja zrozumienia.
            Jak widze sa osoby ktorym juz nic nie pomoze.
            zegnam z niesmakiem

            Witold


            Gość portalu: dodo napisał:

            > doki, szkoda twojego czasu. naprawde. konstatuje to z
            przykroscia, bo
            > uwielbiam wszelkie dyskusje ale tym razem obawiam sie,
            ze jestes bez szans.
            > twoi adwersarze nie chca myslec. juz nawet nie
            wspominam o rozsadku tylko
            > o zwyczajnym wypunktowaniu sobie pewnych faktow. dopoki
            nie beda gotowi do
            > uczciwej rozmowy i beda cie zasypywac opowiesciami typu
            "urodzilam sie wazac
            > tyle i tyle, zyje i mam sie dobrze", wysilek twoich
            argumentow nigdy do nikogo
            > nie dotrze. sorry.
            > wolac pewnie trzeba - na puszczy czy w wielkiej
            metropolii ale bo ja wiem...
            > poki co nikt cie nie chce sluchac.
            > a tacy jak ja, ktorzy cie rozumieja i popieraja twoj
            tok myslenia, jak
            > widzisz - wola poki co zmilczec w oczekiwaniu na
            dojrzalosc spoleczenstwa.
            > do trudnych decyzji trzeba dorosnac.
            > do kwestii rozsadnego postepowania z premies wiele
            spolecznosci jeszcze nie
            > doroslo. ale czas nadchodzi, bo predzej czy pozniej
            wybor bedzie prosty - albo
            > stac nas na kilkaset operacji usuniecia wyrostka
            robaczkowego, albo na
            > utrzymanie przy zyciu jednego premie. dopoki jednak
            ludzie nie widza takich
            > prostych wyliczen, wola bawic sie intelektualnie we
            wszechmocnych swietych
            > mikolajow darujacych wszystkim zycie. a cudow nie ma -
            za prezenty od swietego
            > mikolaja tez ktos musi zaplacic.
            > pozdrawiam cie, doki - ostatni rycerzu w walce o prawde
            i zdrowy rozsadek :-)
            • paw_dady he he witus ex machina 26.11.02, 20:48
              Gość portalu: Witold napisał:

              > Ale jest to jak by podrcznik dla studentow
              uniwersytetu. Bez wiedzy podstawowej czytajacy nie
              doceni informacji w
              > niej zawartej.


              > Juz dawno zaczolem pisac i projektowas strony web aby w

              dwa cytaty. no comments.



              > Niestety przypomina mi to tylko jedno polskie
              okreslenie
              > rzucanie perel przed w.......
              to jest z Bibli ale skad ty mozesz o tym wiedziec w
              ksiazkach hamerykanckich o tym nie pisz, niee?

              > W przeciwienstwie do setek osob pisze tylko wtedy kiedy
              > wiem ze wiem cos w danym temacie.

              na powyzszy temat NIE wiedziales ale zabrales glos.
              czyli dedukujac KLAMIESZ.
          • Gość: Lidka Re: szkoda slow dodo IP: proxy / *.cpe.net.cable.rogers.com 26.11.02, 01:49
            Oj dodo nie popisalas sie . Twoje usilne lizanie tylka facetowi podajacemu sie
            za lekarza na forum jest iscie zalosne. Skoncz te farse i zachowuj sie z
            wieksza powaga i godnoscia. Ps. rozumiem doskonale twoj wybor. Noworodkiem byc
            juz nie mozesz, a wyrostek robaczkowy czy inna operacja ratujaca
            twoje "wartosciowe" zycie byc moze przed toba.
    • kamfora sens ludzkiego działania 24.11.02, 10:30
      Życie każdego człowieka ma sens wtedy, kiedy on sam czuje
      jego sensowność. Jego własne poczucie sensu jest najistotniejsze.
      To samo z działaniem. Jeżeli człowiek uważa, że jego działanie ma sens
      to znaczy, że ma ono sens dla niego.
      Ratowanie za wszelką cenę...wszystko zależy od "punktu siedzenia"
      Mój syn urodził się z wagą 1300g, przeżyłam wiele informacji
      co do jego przyszłych okropnych niedo...wszelkiego rodzaju.
      Nic się nie sprawdziło, wręcz przeciwnie.

      Wydaje mi się więc, że jest to bardziej kwestia sumienia, niż
      cokolwiek innego.
      • Gość: stema Re: sens ludzkiego działania IP: *.acn.pl 24.11.02, 14:09
        kamfora napisała:
        > Ratowanie za wszelką cenę...wszystko zależy od "punktu siedzenia"
        > Mój syn urodził się z wagą 1300g, przeżyłam wiele informacji
        > co do jego przyszłych okropnych niedo...wszelkiego rodzaju.
        > Nic się nie sprawdziło, wręcz przeciwnie.

        Mój nie miał tyle szczęścia. Ważył prawie tyle samo, co Twój. Lekarze cudem
        utrzymali go przy życiu. Uważałam, że ratowanie go za wszelką cenę jest
        bezwzględnie słuszne i domagałam się tego. Wktótce okazało się, że jest i
        będzie niewidomy, ma niedorozwój umysłowy, a wiele narządów nie pracuje
        prawidłowo. Pierwszy uciekł mój mąż. Okazał się za słaby na ogrom tego
        nieszczęścia. Wykruszyli się też znajomi. Ludzie mają dość własnych kłopotów,
        żeby patrzeć na cudze. Życie mojego syna było jednym pasmem udręki i bólu.
        Ktos, kto tego nie doświadczył, nie jest nawet w stanie sobie tego wyobrazić.
        Większość czasu spędzał w szpitalu (reanimacje, bolesne zabiegi, leczenie) i
        wszystko na nic. Nie dożył nawet do piątych urodzin. Minęło kilka lat, a ja
        ciągle myślę, czy miałam prawo skazywać dziecko na takie życie. Obwiniam się o
        egoizm, bo tak bardzo chciałam go mieć. Lekarze mnie uprzedzali, a ja bylam
        zaślepiona. Gdy dziecko się urodziło, bylam gotowa walczyć z całym światem o
        jego życie. Uważałam, że muszę spróbować. Dziś wiem, że trzeba mieć wiecej
        zaufania do natury.
        • kamfora Re: sens ludzkiego działania 26.11.02, 06:29
          Gość portalu: stema napisał:

          > Gdy dziecko się urodziło, bylam gotowa walczyć z całym światem o
          > jego życie. Uważałam, że muszę spróbować. Dziś wiem, że trzeba mieć wiecej
          > zaufania do natury.

          To też była natura.
          A śmierć dziecka czy po 4 latach, czy po czterech dniach - jest
          równie bolesna! (wiem, co mówię!)
    • tempus Re: Czy ratowanie wcześniaków ma sens? 24.11.02, 16:55
      Jestem ojcem wcześniaka, córeczka urodziła się 3 miesiące przedwcześnie.
      Uważam, że upważnia mnie to do zabrania głosu. Mówienie że ratowanie dzieci
      które mogłyby umrzeć osłabia populację jest absurdem. Cywilizacja ją też
      osłabia np. przez zanieczyszczenie środowiska. Rozumiem że ktoś kto tak
      pomyśli chce zlikwidować medycynę, naukę i wrócić do jaskiń. Osobom tym
      proponuję żyć jak bezdomni: zostawić mieszkanie - przenieść się na dworzec i
      wyjadać odpadki ze śmietnika. Rozpartywanie czyjegoś życia przez pryzmat
      kosztów jest nieludzkie, przypomina mi hitleryzm i ludobójstwo.

      Ja napatrzyłem się w szpitalu na wiele wcześniaków (chodziłem tam prawie
      codziennie przez 3,5 miesiąca). Moje dziecko jest zdrowe i rozwija się
      poprawnie, ale wiem że chyba prawie połowa urodzonych z wagą poniżej 1 kg ma
      poważne wady (np. mogą nie widzieć). Nieraz zastanawiałem się nad tym, czy dla
      tych dzieci lepiej byłoby przeżyć, czy umrzeć. Teraz sądzę że trzeba jednak je
      ratować! Pamiętajmy że medycyna robi postępy i wiele wad dziś nie uleczalnych
      za ileś lat da się usunąć!
      • forward Re: Czy ratowanie wcześniaków ma sens? 25.11.02, 08:31
        Masz rację za ileś lat da się usunąć te wady, ale w Stanach Zjednoczonych albo
        Europie Zachodniej lub Japonii gdzie nakłady na służbę zdrowia są kilkakrotnie
        większe niż u nas. Nowoczesne procedury leczenia wymagają olbrzymich pieniędzy,
        których w Polsce nie ma i nie będzie w bliskiej perspektywie 10-20 lat.
        Póki co pozostaje spółdzielnia pracy inwalidów i robienie szczotek. Nie wiem ja
        nie chciałbym tak żyć, bo to nie życie, lecz wegetacja tylko dlatego żeby
        lekarze mieli radochę i poprawili statystyki.


        Forward
    • Gość: Lidka Re: Czy utrzymywanie starych dodo i doki ma sens? IP: proxy / *.cpe.net.cable.rogers.com 26.11.02, 01:40
      Stosunek spoleczenstwa do najslabszych jego czlonkow a wiec noworodkow, ludzi
      kalekich i starszych swiadczy o kulturze tegoz spoleczenstwa. Brak srodkow
      finansowych jest zawsze przyczyna ze wskaznik barbarzynstwa wzrasta, bo ten co
      silniejszy pozbawia sie skrupulow aby poswiecic slabszego . Ale przyjdzie
      kiedys taki czas kiedy i doki bedzie stary i niedolezny i ktos mu da po
      uszach, bo przeciez nie bedzie pieniedzy dla takich starych sklerotykow,
      nieprzydatnych spoleczenstwu. I nawet lizaca mu ciagle tylek dodo nie pomoze,
      bo prawdopodnie i ona juz bedzie temu spoleczenstwu niepotrzebna i aby
      zredukowac wydatki spoleczne da sie jej rowniez po uszach.
      • Gość: Doki utrzymywanie bezuzytecznego doki...? IP: *.210-200-80.adsl.skynet.be 26.11.02, 07:40
        Poniewaz to juz bezposrednio do mnie i o mnie, nie odmowie sobie przyjemnosci odszczekniecia.

        Gość portalu: Lidka napisał:

        > Stosunek spoleczenstwa do najslabszych jego czlonkow a wiec noworodkow, ludzi
        > kalekich i starszych swiadczy o kulturze tegoz spoleczenstwa.

        To baaaardzo wyswiechtany i glupi komunal. Jakis intelektualista w plomiennym zapale walnal go publicznie i teraz wszyscy powtarzaja, podpierajac sie autorytetem zapomnianego do tego czasu mistrza, a nie zastanawiajac sie, ze to zdanie jest glupie. O kulturze spoleczenstwa decyduje wiele czynnikow, w tym osiagniecia techniczne, organizacja... Niekoniecznie spoleczenstwo samarytanskie jest wyzsze kulturowo od utylitarnego. Zreszta, o ile pamietam, mowienie o kulturach wyzszych i nizszych traci faszyzmem, wiec Lidce uzywac tego argumentu nie przystoi. Mnie tak, bo co i raz ktos mi wymysla od hitlerow, przyzwyczailem sie.

        Brak srodkow
        > finansowych jest zawsze przyczyna ze wskaznik barbarzynstwa wzrasta, bo ten co
        > silniejszy pozbawia sie skrupulow aby poswiecic slabszego .

        I bardzo dobrze. W trudnych czasach lepiej poswiecic slabych, zeby spolecznosc jako calosc przetrwala.

        Ale przyjdzie
        > kiedys taki czas kiedy i doki bedzie stary i niedolezny

        Co do dokiego, nie przyjdzie. Doki ma wyczerpujaca prace i nerwowe zycie, dobrze bedzie jesli dozyje do emerytury.

        i ktos mu da po
        > uszach, bo przeciez nie bedzie pieniedzy dla takich starych sklerotykow,
        > nieprzydatnych spoleczenstwu.

        Spokojna glowa. Do tego czasu sklerotycy beda stanowic przeszlo polowe populacji (starzenie sie spoleczenstw) i przeglosuja wszystko jak beda chcieli, chociazby likwidacje szkol, zeby byly darmowe pampersy dla dziadkow. To moim zdaniem zle, ale tak bedzie, bo to jest ten rodzaj demokracji, gdzie kazdy glos liczy sie tak samo.

        Just for the record: nie uwazam, ze dziadkow trzeba utrzymywac przy zyciu za wszelka cene, a takie proby widze regularnie. W ogole robienie czegokolwiek "za wszelka cene" jest chore.
        • Gość: jacek doki to jakas kaleka umyslowa IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 26.11.02, 10:27
          chce przekecic demokracja na swoj sposob. Pisze ze glosy
          takich wczesniakow jako juz doroslych sie nie licza, ale
          tu pisze ze kazdy glos bedzie sie liczyl rowno.
          A gowno prawda dla ciebie na pewno nie bo prawo do
          glosawania maja tylko normalni ludzie.
          Natomast chory umyslowo jak ty nie ma takich praw.
          Sorry doki czas do szpitala dla umyslowo chorych takich
          jak ty czy ta dodo z Kanady.
          Ladne miejsce jest w Kobierzynie pod Krakowem duzo
          zieleni i duzy wybieg. W sam raz dla ciebie.

          Jacek

          Gość portalu: Doki napisał:

          > Poniewaz to juz bezposrednio do mnie i o mnie, nie
          odmowie sobie przyjemnosci o
          > dszczekniecia.
          >
          > Gość portalu: Lidka napisał:
          >
          > > Stosunek spoleczenstwa do najslabszych jego czlonkow
          a wiec noworodkow, lu
          > dzi
          > > kalekich i starszych swiadczy o kulturze tegoz
          spoleczenstwa.
          >
          > To baaaardzo wyswiechtany i glupi komunal. Jakis
          intelektualista w plomiennym z
          > apale walnal go publicznie i teraz wszyscy powtarzaja,
          podpierajac sie autoryte
          > tem zapomnianego do tego czasu mistrza, a nie
          zastanawiajac sie, ze to zdanie j
          > est glupie. O kulturze spoleczenstwa decyduje wiele
          czynnikow, w tym osiagnieci
          > a techniczne, organizacja... Niekoniecznie
          spoleczenstwo samarytanskie jest wyz
          > sze kulturowo od utylitarnego. Zreszta, o ile pamietam,
          mowienie o kulturach wy
          > zszych i nizszych traci faszyzmem, wiec Lidce uzywac
          tego argumentu nie przysto
          > i. Mnie tak, bo co i raz ktos mi wymysla od hitlerow,
          przyzwyczailem sie.
          >
          > Brak srodkow
          > > finansowych jest zawsze przyczyna ze wskaznik
          barbarzynstwa wzrasta, bo te
          > n co
          > > silniejszy pozbawia sie skrupulow aby poswiecic
          slabszego .
          >
          > I bardzo dobrze. W trudnych czasach lepiej poswiecic
          slabych, zeby spolecznosc
          > jako calosc przetrwala.
          >
          > Ale przyjdzie
          > > kiedys taki czas kiedy i doki bedzie stary i niedolezny
          >
          > Co do dokiego, nie przyjdzie. Doki ma wyczerpujaca
          prace i nerwowe zycie, dobrz
          > e bedzie jesli dozyje do emerytury.
          >
          > i ktos mu da po
          > > uszach, bo przeciez nie bedzie pieniedzy dla takich
          starych sklerotykow,
          > > nieprzydatnych spoleczenstwu.
          >
          > Spokojna glowa. Do tego czasu sklerotycy beda stanowic
          przeszlo polowe populacj
          > i (starzenie sie spoleczenstw) i przeglosuja wszystko
          jak beda chcieli, chociaz
          > by likwidacje szkol, zeby byly darmowe pampersy dla
          dziadkow. To moim zdaniem z
          > le, ale tak bedzie, bo to jest ten rodzaj demokracji,
          gdzie kazdy glos liczy si
          > e tak samo.
          >
          > Just for the record: nie uwazam, ze dziadkow trzeba
          utrzymywac przy zyciu za ws
          > zelka cene, a takie proby widze regularnie. W ogole
          robienie czegokolwiek "za w
          > szelka cene" jest chore.
          • Gość: Doki Re: doki to jakas kaleka umyslowa IP: 195.13.26.* 26.11.02, 12:40
            Gość portalu: jacek napisał:

            > chce przekecic demokracja na swoj sposob. Pisze ze glosy
            > takich wczesniakow jako juz doroslych sie nie licza, ale
            > tu pisze ze kazdy glos bedzie sie liczyl rowno.
            > A gowno prawda dla ciebie na pewno nie bo prawo do
            > glosawania maja tylko normalni ludzie.
            > Natomast chory umyslowo jak ty nie ma takich praw.
            > Sorry doki czas do szpitala dla umyslowo chorych takich
            > jak ty czy ta dodo z Kanady.
            > Ladne miejsce jest w Kobierzynie pod Krakowem duzo
            > zieleni i duzy wybieg. W sam raz dla ciebie.
            >
            > Jacek

            Jacku, jesli przedstawiles powyzej juz wszystkie swoje argumenty, to mozemy przejsc nad tym do porzadku dziennego.
            Jednak bede trzymal sie podejscia racjonalnego. Pisze tu o prowadzeniu polityki w dziedzinie finansowania sluzby zdrowia, a jest to dziedzina, w ktorej emocje czynia wiecej zlego niz dobrego. Skad wiesz, ze jestem kaleka? Moze ja w ogole nie jestem czlowiekiem, tylko programem komputerowym?
          • paw_dady jacek mistrz dyskusji 26.11.02, 20:34
            czasem lepiej byc cichi i sprawiac wrazenie kretyna niz
            jednym postem rozwiac watpliwosci...


            Gość portalu: jacek napisał:

            > chce przekecic demokracja na swoj sposob. Pisze ze
            glosy
            > takich wczesniakow jako juz doroslych sie nie licza,
            ale
            > tu pisze ze kazdy glos bedzie sie liczyl rowno.
            > A gowno prawda dla ciebie na pewno nie bo prawo do
            > glosawania maja tylko normalni ludzie.
            > Natomast chory umyslowo jak ty nie ma takich praw.
            > Sorry doki czas do szpitala dla umyslowo chorych takich
            > jak ty czy ta dodo z Kanady.
            > Ladne miejsce jest w Kobierzynie pod Krakowem duzo
            > zieleni i duzy wybieg. W sam raz dla ciebie.
            >
            > Jacek
            • Gość: jacek kolego IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 27.11.02, 05:14
              kolego paw_dady z ktorego pokoju nadajesz ?
              a czy wiesz gdzie siedzi doki lub dodo ?
              jacek

              > czasem lepiej byc cichi i sprawiac wrazenie kretyna niz
              > jednym postem rozwiac watpliwosci...
              >
              >
              > Gość portalu: jacek napisał:
              >
              > > chce przekecic demokracja na swoj sposob. Pisze ze
              > glosy
              > > takich wczesniakow jako juz doroslych sie nie licza,
              > ale
              > > tu pisze ze kazdy glos bedzie sie liczyl rowno.
              > > A gowno prawda dla ciebie na pewno nie bo prawo do
              > > glosawania maja tylko normalni ludzie.
              > > Natomast chory umyslowo jak ty nie ma takich praw.
              > > Sorry doki czas do szpitala dla umyslowo chorych takich
              > > jak ty czy ta dodo z Kanady.
              > > Ladne miejsce jest w Kobierzynie pod Krakowem duzo
              > > zieleni i duzy wybieg. W sam raz dla ciebie.
              > >
              > > Jacek
              • paw_dady juz raz sie odezwales wiec wiemy kim jestes 27.11.02, 09:16
                nie musisz potwierdzac swojej tozsamosci


                Gość portalu: jacek napisał:

                > kolego paw_dady z ktorego pokoju nadajesz ?
                > a czy wiesz gdzie siedzi doki lub dodo ?
                > jacek
                >
                > > czasem lepiej byc cichi i sprawiac wrazenie kretyna
                niz
                > > jednym postem rozwiac watpliwosci...
                • Gość: JACEK KOLEGO WIDZE ZE MYSLENIE SPRAWIA CI PROBLEM IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 27.11.02, 10:04
                  paw_dady napisała:

                  > nie musisz potwierdzac swojej tozsamosci
                  >
                  >
                  > Gość portalu: jacek napisał:
                  >
                  > > kolego paw_dady z ktorego pokoju nadajesz ?
                  > > a czy wiesz gdzie siedzi doki lub dodo ?
                  > > jacek
                  > >
                  > > > czasem lepiej byc cichi i sprawiac wrazenie kretyna
                  > niz
                  > > > jednym postem rozwiac watpliwosci...
              • Gość: barbinator Volny - Jacek - mister intelektu i kultury IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 30.11.02, 20:07
                Volny, mówiłam ci tyle razy żebys przestał się ośmieszać i przestał pisać te
                same pierdoły pod różnymi nickami. To naprawdę widać, że to znowu ty. Nawet
                jakby adres nie był ten sam, to zostają jeszcze błędy ortograficzne i wszelkie
                inne z których słyniesz.
                No i ten powalający z nóg intelektualny sposób myślenia.....
                Mówiłam ci już, idź do Rosy niech ci zrobi korektę (korekta to nie to co
                myślisz, najpierw sprawdź w słowniku ;))
      • paw_dady lidka a ty jestes z budzetowki? 26.11.02, 20:32
        bo jestes skonczona kretynka ale jesli ja nie musza
        placic na ciebie podatkow to sobie zyj.byle nie an moj
        koszt
        • Gość: Lidka Re: paw daddy jestes na zapomodze? IP: proxy / *.cpe.net.cable.rogers.com 30.11.02, 22:21
          A ty skonczony osle kim jestes? Zakodowany doki czy dodo? Mysle ze to raczej
          ty zyjesz na moj rachunek, pasozycie spoleczny.
          • Gość: Doki Re: paw daddy jestes na zapomodze? IP: *.1-200-80.adsl.skynet.be 01.12.02, 02:44
            Nie, Lidko, znam paw_dady osobiscie i moge Cie zapewnic, ze uczciwie zarabia na swoj kawalek chleba, plus utrzymuje z podatkow paru darmozjadow, a wszystko to nie po Twojej stronie oceanu.
    • paw_dady do dokiego pytan pare 26.11.02, 20:41
      sorrka doki, wiem o twoim pokrewienstwie ;o) ale mimo to
      pozwole sobie zadac pare pytan. tak publicznie
      bezczelnie:

      1) patrz twoj post pierwszy: in vitro nie ma sensu. czy
      jesli nie moglbys miec dzieci w inny sposob tez bys tak
      twierdzil? hmmm ciekawe nie


      2) wyobraz sobie masz 2 corki, jedna idzie do szkoly
      druga jest wczesniakiem. co robi doki ratuje wczesniaka
      czy szczepi corke?

      moze juz odpowiedziales na to wiec podaj prosze post bo
      wszystkich nie chce mi sie czytac...
      • Gość: Doki Re: do dokiego pytan pare IP: *.1-200-80.adsl.skynet.be 26.11.02, 21:10
        Ha, stary byku, wiem, do czego pijesz. Niezrecznie mi odpowiadac akurat Tobie, ale zaryzykuje. Zdajesz sobie sprawe, ze ryzykuje?

        paw_dady napisała:


        > 1) patrz twoj post pierwszy: in vitro nie ma sensu. czy
        > jesli nie moglbys miec dzieci w inny sposob tez bys tak
        > twierdzil?

        Pisalem o wielokrotnych, upartych probach z in vitro i uwazam, ze w uporczywosci zatraca sie ten moment, poza ktorym juz nie ma sensu. To jak wtedy, gdy cesarz (chyba Kaligula?) kazal wychlostac Morze Srodziemne, bo zatonela jego flota. Proponuje zajrzec tez do watku o tragicznym porodzie na forum Dziecko, bo te watki, zalozone przez te sama osobe, wyszly z tego samego punktu i tocza sie troche rownolegle.
        Samo in vitro to jeszcze jedna metoda terapeutyczna na problem zdrowotny o istotnym oddzialywaniu w sferze psychicznej. Nie lubie jak robi sie z niego fetysz. Np jak ktos mowi "nie wyobrazam sobie zycia bez dzieci". Hmmm, to cos slabo z wyobraznia. Ja np moge wyobrazic sobie zycie bez prawie wszystkiego. Do wychowania dzieci wyobraznia sie przydaje.
        Wracajac do twojego pytania: trudno wyczuc, pewnie nie twierdzilbym tak. Dzis, bogatszy o doswiadczenia i rozczarowania z ojcostwa (pamietasz jeszcze scenke w tej knajpie w Tervuren w ostatnia niedziele?), mysle tak, jak mysle.

        > 2) wyobraz sobie masz 2 corki, jedna idzie do szkoly
        > druga jest wczesniakiem. co robi doki ratuje wczesniaka czy szczepi corke?

        Zakladam, ze moge zrobic tylko jedno. Jednak popelniasz ten sam blad co ci wszyscy, ktorzy odsadzaja mnie od czci i wiary: chcesz stosowac na poziomie jednostek te same zasady co na poziomie populacji. Gdy pisze, ze nalezy zastanowic sie nad finansowaniem tego czy owego, nie uwazam, ze jutro rano trzeba powylaczac maszyny i dac umrzec komukolwiek. Chce poszukac rozwiazania problemu finansowego, poki jeszcze jest na to czas, poki mozna rozwazyc rozne opcje i wybrac te, ktora zagwarantuje maksymalny stosunek efektu do kosztow.
        Dlatego w skali jednostek Twoje pytanie nie ma sensu. Jesli nie zaszczepie jednej z corek, ryzyko, ze umrze jest niewielkie. Jesli nie dam pieniedzy na leczenie wczesniaka, ten umrze na pewno. W skali calej populacji jest inaczej. Zabranie pieniedzy na leczenie dajmy na to 10 wczesniakow i wlozenie ich w program szczepien moze zapobiec tyluz zgonom, ile spowoduje (dokladne wyliczenia zostawiam ministerstwu). Wtedy warto. Przy czym uwaga: chodzi wylacznie o finansowanie z publicznych pieniedzy. Co zrobisz z Twoja prywatna kasa, to juz nie moj interes.
        Dlatego, jak juz napisalem w tym drugim watku: publicznie finansowana sluzba zdrowia powinna sie zajmowac przede wszystkim zdrowiem publicznym, np prewencja. Co do opieki indywidualnej, kazdy placi za siebie sam, z wlasnej kieszeni albo z prywatnego ubezpieczenia. Tak byloby najlepiej, jak sadze. A juz na pewno najzdrowiej dla finansow nas wszystkich.

        Wywolales mnie do tablicy.
        Teraz nie odezwe sie do Ciebie, dopoki Ty sie nie odezwiesz.
        • paw_dady no no 26.11.02, 22:13
          Gość portalu: Doki napisał:
          > Ha, stary byku,
          tylko nie stary!!! mamy dyskutowac a nie obrzucac sie
          inwektywami ;o)


          >Zdajesz sobie sprawe, ze ryzykuje?
          no risk no fun



          > Samo in vitro to jeszcze jedna metoda terapeutyczna na
          problem zdrowotny o istotnym oddzialywaniu w sferze
          psychicznej. Nie lubie jak robi sie z niego fetysz.
          >
          a ktos robi fetysz? in virto jest dla kogos kto ma
          szanse miec dzieci. i co nie powinien tego robic?



          > Np jak ktos mowi "nie wyobrazam sobie zycia bez
          dzieci". Hmmm, to cos slabo z wyobraznia.
          >
          +
          >Ja np moge wyobrazic sobie zycie bez prawie
          wszystkiego. Do wychowania dzieci wyobraznia sie
          przydaje.
          >
          ale oni NIE MAJA DZIECI BO NIE MOGA MIEC. ja zreszta tez
          mam slaba wyobraznie bo jak nie ma dzieci to cale twoje
          zycie jest o kant dupy. po co zyjesz? zeby przetrawic
          iles kilo wolowiny i pomidorow? zeby przefiltrowac iles
          tryplow? jesli tak to moze lepiej od razu strzelic sobie
          lub komus w leb...


          zreszta nie czepiej sie jesli ktos mowi, ze nie wyobraza
          sobie zycia bez dzieci i NIE MOZE ich miec to po co
          mu/jej wyobraznia. ale dlaczego zabierac ludziom
          nadzieje ?


          > Wracajac do twojego pytania: trudno wyczuc, pewnie nie
          twierdzilbym tak.
          >
          widzisz jak perspektywa prywatnych problemow zmienia
          horyzonty...



          > Dzis, bogatszy o doswiadczenia i rozczarowania z
          ojcostwa (pamietasz jeszcze scenke w
          > tej knajpie w Tervuren w ostatnia niedziele?), mysle
          tak, jak mysle.
          >
          ha ha czy widziales siebie jak patrzysz na coreczke?
          chyba tak nie myslisz...



          >Gdy pisze, ze nalezy zastanowic sie
          > nad finansowaniem tego czy owego, nie uwazam, ze
          jutro rano trzeba powylaczac maszyny i dac umrzec
          komukolwiek. Chce poszukac rozwiazania problemu
          finansoweg
          > o, poki jeszcze jest na to czas, poki mozna rozwazyc
          rozne opcje i wybrac te, ktora zagwarantuje maksymalny
          stosunek efektu do kosztow.
          >

          a koszt spoleczny? czy myslisz,ze rzeczywistosc, ktora
          na otacza jest taka jak sobie masy wyobrazaja? czy
          myslisz, ze mozna powiedziec maluczkim prawde, zabrac
          nadzieje?


          proponuje matrix film wielce pouczajacy


          > Dlatego w skali jednostek Twoje pytanie nie ma sensu.
          Jesli nie zaszczepie jednej z corek, ryzyko, ze umrze
          jest niewielkie.
          >
          jestem zlosliwy wiesz,ze np. szaleje epidemia i
          szczepienie moze byc jedyna szansa. i prosze o konkretna
          odpowiedz. na poziomi jednostki.


          > Przy czym uwaga: chodzi wylacznie o finansowanie
          > z publicznych pieniedzy. Co zrobisz z Twoja prywatna
          kasa, to juz nie moj interes.
          >

          a co z ludzmi, ktorzy nie maja pieniedzy? zabrac im
          nadzieje?




          > Co do opieki indywidualnej, kazdy placi za siebie sam,
          z wlasnej kieszeni albo
          > z prywatnego ubezpieczenia. Tak byloby najlepiej, jak
          sadze. A juz na pewno naj
          > zdrowiej dla finansow nas wszystkich.

          OK ale pod pewnymi warunkami. Lekarze beda nie tylko
          sprywatyzowani ale
          a) zglobalizowani, jak chce isc do Hindusa i zaplacic np
          10euro za porade a nie 40 u bialego to moj wybor.Lub
          Chinczyka. Zadnych upierdliwosci z dopuszczaniem innych
          nacjo do sluzby zdrowia.

          b) nie place horrendalnych skladek na sluzbe zdrowia (bo
          po co?)

          c) jak lekarz spieprzy zabieg pozywam go a ZADNA izba
          lekarska nie kryje kolesia.

          i co zgadzasz sie?






          > Teraz nie odezwe sie do Ciebie, dopoki Ty sie nie
          odezwiesz.

          voila
          • Gość: Doki Re: no no IP: *.1-200-80.adsl.skynet.be 26.11.02, 22:40
            > a ktos robi fetysz? in virto jest dla kogos kto ma
            > szanse miec dzieci. i co nie powinien tego robic?

            To jego sprawa. Chodzilo mi o to, ze niemanie dzieci nie
            znaczy, ze komus krzywda sie dzieje, krzywda, za ktora
            ktos jest odpowiedzialny i powinien za to placic. Chocby
            nawet bylo to spoleczenstwo.
            A poza tym: jesli "ktos ma szanse miec dzieci": niech ma!
            Ja odwolalem sie do przykladu 40-latki, ktora mimo ze po
            jakich trudach miala dziecko przez in vitro, uparla sie,
            zeby miec drugie. To bylo bez sensu, i nie udalo sie.

            > ale oni NIE MAJA DZIECI BO NIE MOGA MIEC. ja zreszta tez
            > mam slaba wyobraznie bo jak nie ma dzieci to cale twoje
            > zycie jest o kant dupy.

            No wlasnie, tez tak myslalem :-)
            Dopiero gdy po urodzeniu Karoliny spojrzalem na moje
            wczesniejsze zycie, moglem ocenic, ze nie tylko cos
            zyskalem, ale cos tez stracilem. A ze w zyciu nie mozna
            miec wszystkiego, wyobrazam sobie, gdy zona i dziecko np
            mnie zostawia, (bo nie da sie juz wytrzymac z pogrobowcem
            hitlera), bede robic cos zupelnie innego, dla skompensowania.

            po co zyjesz? zeby przetrawic
            > iles kilo wolowiny i pomidorow? zeby przefiltrowac iles
            > tryplow? jesli tak to moze lepiej od razu strzelic sobie
            > lub komus w leb...

            Tak jak Ci wtedy mowilem: przeczuwam, ze jest gdzies
            nirwana. Zreszta buddyzm w ogole nie jest glupi. Jesli w
            ogole mozna buddyzm nazwac religia, to jest to jedyna
            religia wolna od agresji. Ale to dygresja.

            > zreszta nie czepiej sie jesli ktos mowi, ze nie wyobraza
            > sobie zycia bez dzieci i NIE MOZE ich miec to po co
            > mu/jej wyobraznia. ale dlaczego zabierac ludziom
            > nadzieje ?

            Co to jest nadzieja? Nadzieja, ta matka glupich, ktora im
            kaze wypelniac kupon totolotka, czy moze jeszcze jakas
            inna? A moze mowisz o tym, ze najlepsza na swiecie nauka
            nie wie wszystkiego i tak samo jak "shit happens" (jesli
            zostane kiedys wyniesiony do stanu szlacheckiego, to to
            wlasnie wybiore jako dewize herbowa) zdarzaja sie
            pomyslne rzeczy? Bo tej ostatniej nadziei istotnie nie
            wolno odbierac.


            > widzisz jak perspektywa prywatnych problemow zmienia
            > horyzonty...

            Nie przecze.

            > ha ha czy widziales siebie jak patrzysz na coreczke?
            > chyba tak nie myslisz...

            No co, przeciez nic jej nie zrobilem. Ale chetka, by leb
            ukrecic, przez chwile byla.

            > a koszt spoleczny? czy myslisz,ze rzeczywistosc, ktora
            > na otacza jest taka jak sobie masy wyobrazaja? czy
            > myslisz, ze mozna powiedziec maluczkim prawde, zabrac
            > nadzieje?

            Slyszales o spoleczenstwie obywatelskim, ktore w
            zalozeniu ma, ze nie bedzie juz maluczkich. Niestety,
            maluczcy widac nie dorosli.

            > proponuje matrix film wielce pouczajacy

            Tu znowu sie zgadzamy.

            > jestem zlosliwy wiesz,ze np. szaleje epidemia i
            > szczepienie moze byc jedyna szansa. i prosze o konkretna
            > odpowiedz. na poziomi jednostki.

            Jesli szaleje epidemia, i tak juz prawdopodobnie
            wczesniaki mra jak muchy. jednak wydaje mi sie jedynym
            logicznym rozwiazaniem poswiecic dziecko (wlasne!) o
            niepewnym rokowaniu dla zoptymalizowania szans dziecka
            (wlasnego!) o rokowaniu dobrym.

            > a co z ludzmi, ktorzy nie maja pieniedzy? zabrac im
            > nadzieje?

            Niech najpierw dostana porzadna szanse (nie nadzieje) na
            zrobienie pieniedzy. To od razu wyklucza wszelkie
            socjalistyczne i pokrewne mrzonki.

            > OK ale pod pewnymi warunkami. Lekarze beda nie tylko
            > sprywatyzowani ale
            > a) zglobalizowani, jak chce isc do Hindusa i zaplacic np
            > 10euro za porade a nie 40 u bialego to moj wybor.Lub
            > Chinczyka. Zadnych upierdliwosci z dopuszczaniem innych
            > nacjo do sluzby zdrowia.

            Nie chodzi o nacje. Pozwol jednak, ze wykupie reklame i
            obsmaruje niska jakosc uslug swiadczonych za 10 euro. Ty
            chcesz byc na rynku medycznym klientem. ja twierdze, ze
            nie wyjdziesz na tym dobrze. Co jest tanie, nie moze byc
            dobre.

            > b) nie place horrendalnych skladek na sluzbe zdrowia (bo
            > po co?)

            To chyba jasne. Natomiast placisz horrendalne skladki na
            ubezpieczenie prywatne.

            > c) jak lekarz spieprzy zabieg pozywam go a ZADNA izba
            > lekarska nie kryje kolesia.
            > i co zgadzasz sie?

            Tak, ale jesli mam przyjac Twoje zasady, podniose ceny.
            Moje ubezpieczenie tez w koncu zdrozeje.
            >
            >
            >
            > > Teraz nie odezwe sie do Ciebie, dopoki Ty sie nie
            > odezwiesz.
            >
            > voila

            Nie to mialem na mysli. Ale nareszcie jest z kim
            porozmawiac :-)
            • Gość: dodo droga lidko... IP: *.sympatico.ca 26.11.02, 23:23
              ... mam nadzieje, ze nie bedziesz czekac do miracle weekend w czerwcu i juz
              teraz wejdziesz na strone www.sickkids.ca zeby dowiedziec sie jak wplacic
              donacje na rzecz hospital for sick children ze specjalnym przeznaczeniem
              twoich pieniedzy na oddzial neo-natal i neo-natal reserach.
              talk is cheap - z jakiegos powodu, zawsze tak malo polskich nazwisk wsrod
              donors na rzecz sick kids.
              • Gość: Lidka Re: droga dodo... IP: proxy / *.cpe.net.cable.rogers.com 30.11.02, 22:17
                No coz , pomagac dzieciom mozna w rozny sposob. Nie tylko placac tam gdzie
                pracuje twoj stary. Skad wiesz ze mnie nie ma na liscie sponsorow?
                • Gość: dodo alez lidko... IP: 209.226.65.* 03.12.02, 16:52
                  Gość portalu: Lidka napisał(a):

                  > No coz , pomagac dzieciom mozna w rozny sposob. Nie tylko placac tam gdzie
                  > pracuje twoj stary. Skad wiesz ze mnie nie ma na liscie sponsorow?

                  ... ja sie spodziewam, ze pomagasz dzieciom na rozne sposoby - sadzac z twoich
                  agresywnych wypowiedzi w tym watku, jest to temat dla ciebie wazny wiec pewnie
                  poswiecasz mu wiele czasu, energii i pieniedzy, jakze inaczej? ja tylko
                  podpowiadam, gdzie mozesz sie poudzielac z pomoca dla omawianych tutaj
                  wczesniakow. i juz. i nic ponadto - zadnych ukrytych podtekstow.
                  swoja droga to ciekawe, jak mozna laczyc w sobie lagodnosc serca w stosunku do
                  jednej grupy ludzi ze skrajnym brakiem kultury i wrazliwosci w stosunku do
                  innych...
                  czlowiek jest jednak nieustajaca zagadka.
            • paw_dady paw kehrt zurueck 26.11.02, 23:37
              > To jego sprawa.
              znow mowisz jak ktos kto ma dzieci i ma w
              dupie.niezaleznie od liczby dzieci nie podzielam twoich
              pogladow.



              > Chodzilo mi o to, ze niemanie dzieci nie
              > znaczy, ze komus krzywda sie dzieje, krzywda, za ktora
              > ktos jest odpowiedzialny i powinien za to placic.
              Chocby nawet bylo to spoleczenstwo.
              >
              a od kiedy spoleczenstwo placi za in vitro, ze tak sie
              zapytam? w Belgii nie (500Eur max co pokrywa moze 15-20%
              kosztow). poza tym WLASNIE spoleczenstwo zyskuje na
              maniu dzieci najwiecej.

              a krzywda sie DZIEJE, a spoleczenstwo moze zmniejszyc
              wydatki np. na kampanie dot. srodkow antykoncepcyjnych.
              pieniadze sie znajda. czy emerytow.



              > Dopiero gdy po urodzeniu Karoliny spojrzalem na moje
              > wczesniejsze zycie, moglem ocenic, ze nie tylko cos
              > zyskalem, ale cos tez stracilem.
              a stracilem?


              > ze w zyciu nie mozna
              > miec wszystkiego, wyobrazam sobie, gdy zona i dziecko
              np mnie zostawia, (bo nie da sie juz wytrzymac z
              pogrobowcem hitlera), bede robic cos zupelnie innego,
              dla skompensowania.
              >
              co nie zmieni faktu, ze bedziesz mial wciaz
              dziecko...tylko bedziesz mial powod, zeby nim sie nie
              zajmowac



              > ogole mozna buddyzm nazwac religia, to jest to jedyna
              > religia wolna od agresji. Ale to dygresja.
              zgadza sie buddyzm nie jest religia tylko filozofia. a w
              jakiejkolwiek religii monoteistycznej jakos trudno
              znalezc agresje. moze podsun pare przykladow?





              > Co to jest nadzieja? Nadzieja, ta matka glupich, ktora
              im kaze wypelniac kupon totolotka, czy moze jeszcze jakas
              > inna?

              przy calym szacunku wypelnianie kuponow totolatka nie
              porownalbym nigdy do proby invitro


              >
              A moze mowisz o tym, ze najlepsza na swiecie nauka nie
              wie wszystkiego i tak samo jak "shit happens"
              >
              shit happens is funny if it doesn't happen to you, niet
              waar?



              >
              (jesli zostane kiedys wyniesiony do stanu szlacheckiego,
              >
              ha ha predzej zamuruja cie w jakiejs warowni w ardenach
              np. dinant




              >Bo tej ostatniej nadziei istotnie nie
              > wolno odbierac.
              NIE WOLNO





              > > widzisz jak perspektywa prywatnych problemow zmienia
              > > horyzonty...
              >
              > Nie przecze.
              slusznie doki, slusznie



              > No co, przeciez nic jej nie zrobilem. Ale chetka, by
              leb
              > ukrecic, przez chwile byla.

              nie o tym byla mowa. ILE MILOSCI nawet jak jestes
              stanowczy. to widac nawet u pogrobowcow.



              > Slyszales o spoleczenstwie obywatelskim, ktore w
              > zalozeniu ma, ze nie bedzie juz maluczkich. Niestety,
              > maluczcy widac nie dorosli.

              a gdzie takowe istnieje? aaa wiem tomasz morus cos
              takiego juz opisal...





              > > proponuje matrix film wielce pouczajacy
              >
              > Tu znowu sie zgadzamy.
              ok, dzis juz nie lykam pigolek nie chce sie obudzic,
              jutro wstane i bedzie mi dobrze ;o)



              > Jesli szaleje epidemia, i tak juz prawdopodobnie
              > wczesniaki mra jak muchy. jednak wydaje mi sie jedynym
              > logicznym rozwiazaniem poswiecic dziecko (wlasne!) o
              > niepewnym rokowaniu dla zoptymalizowania szans dziecka
              > (wlasnego!) o rokowaniu dobrym.
              a Malzonka podziela poglad, ze tak upierdliwie zapytam?



              > Niech najpierw dostana porzadna szanse (nie nadzieje)
              na
              > zrobienie pieniedzy. To od razu wyklucza wszelkie
              > socjalistyczne i pokrewne mrzonki.

              ha ha kiedy w socjalizmie lekarzom zyje sie najlepiej (w
              kapitalizmie robia po 400h/mies)




              > Nie chodzi o nacje. Pozwol jednak, ze wykupie reklame i
              > obsmaruje niska jakosc uslug swiadczonych za 10 euro.
              Ty chcesz byc na rynku medycznym klientem. ja twierdze,
              ze nie wyjdziesz na tym dobrze. Co jest tanie, nie moze
              byc dobre.
              >
              to jest reklama negatywna zabroniona pod kazda
              szerokoscia geograficzna... poza tym ja nie widze
              roznicy miedzy lekarzem w bxl, ktoremu ostatnio placilem
              40€ za wizyte i polskim, ktory wzial 10€ za podobne
              rzeczy. efekt ten sam. wiec jednak mozna.




              > To chyba jasne. Natomiast placisz horrendalne skladki
              na
              > ubezpieczenie prywatne.

              ha ha ile jest ubezpieczalni? za malo, jake jest wiecej
              to wprowadza bonus manus jak z OC/AC proste no nie?
              kiepski doktorek za pare lat nie moze wykonywac zawodu
              bo go NIE STAC na oplacenie ubezpieczenia. czysta
              eliminacja. zauwaz uzylem slowa eliminacja i rozwiazanie
              powinno ci sie to podobac ;o)



              > Tak, ale jesli mam przyjac Twoje zasady, podniose ceny.
              > Moje ubezpieczenie tez w koncu zdrozeje.

              ha ha
              a)bedzie bonus manus jak lekarz ma wiele spraw idzie na
              dno jak jest dobry placi mniejsze ubezpieczenia i
              zmniejsza koszty i rosnie margin lub tni e koszty w
              recesji (jakbys nie czytal powyzej ;o)
              b) w koncu jak komus nie pasuje to haldujudu przyjda
              inni ktorzy maja mniejsze apetyty placowe...jak rynek to
              rynek!



              > Nie to mialem na mysli. Ale nareszcie jest z kim
              > porozmawiac :-)

              cieszy mnie to okrutnie. pozdrawiam.dady, paw dady
              • Gość: Doki o krzywdzie, nadziei i innych IP: 195.13.26.* 27.11.02, 09:42

                > a od kiedy spoleczenstwo placi za in vitro, ze tak sie
                > zapytam? w Belgii nie (500Eur max co pokrywa moze 15-20%
                > kosztow). poza tym WLASNIE spoleczenstwo zyskuje na
                > maniu dzieci najwiecej.

                Cos w tym jest, ale mimo to uwazam, ze skoro spoleczenstwo zyskuje na tym, ze
                rodza sie dzieci, to powinno to stymulowac, ale moze niekoniecznie przez
                zwiekszone doplaty do in vitro, tylko przez taka organizacje zycia, zeby byl
                czas i srodki na wychowanie wiekszej liczby dzieci. To nazywalbym polityka
                pronatalistyczna.

                > a krzywda sie DZIEJE, a spoleczenstwo moze zmniejszyc
                > wydatki np. na kampanie dot. srodkow antykoncepcyjnych.
                > pieniadze sie znajda. czy emerytow.

                Stawiajac naprzeciw siebie antykoncepcje i in vitro, nie mozesz nie zauwazyc,
                ze obok tych, ktorzy dzieci nie maja, bo nie moga, a chcieliby (i byc moze
                powinni, bo jest szansa, ze beda dobrymi rodzicami) sa tacy, dla ktorych
                dziecko to dopust bozy (i nie powinni miec dzieci, bo sa dla nich zlymi
                rodzicami, patrz przypadki maltretowania dzieci). Ograniczajac antykoncepcje,
                powiekszasz jeszcze te druga grupe. Nie wiem, czy to dobry pomysl.
                Co do emerytow, mysle, ze to przyklad na to, ze i Twoje poglady nie sa wolne od
                wplywu warunkow, w ktorych zyjesz. W Belgii jest spora i rzucajaca sie w oczy
                grupa zamoznych emerytow, wrecz horrendalnie zamoznych. W Polsce to zjawisko
                praktycznie nie istnieje. Czyli: tu byloby komu zabrac, zeby dac na dzieci (i
                poparlbym taka inicjatywe). W Polsce nie bardzo.

                > a stracilem?

                Czasem patrze z zazdroscia (i nostalgia) na Twoja swobode i latwosc w
                planowaniu roznych spraw. Ja mam taka nieduza kule u nogi (czasem doslownie :-
                ))

                > co nie zmieni faktu, ze bedziesz mial wciaz
                > dziecko...tylko bedziesz mial powod, zeby nim sie nie
                > zajmowac

                Co to za rodzic, ktory nie zajmuje sie dzieckiem? Zaden. Pamietam, gdy jeden
                moj kolega sie rozwodzil, opowiadal, jak to zastrzegal sobie prawo
                wspoldecydowania o roznych sprawach, ale dziecko zostalo przy matce.
                Powiedzialem mu wtedy, ze nie tak wyobrazam sobie rodzicielstwo, ze nie jest
                pelnieniem funkcji rodzica mozliwosc zablokowania wyjazdu dziecka za granice.
                Chyba przyznal mi racje. Dzis, po latach, ma on dobre i czeste uklady z
                dzieckiem, choc nie twierdze, ze to moja zasluga.

                a w
                > jakiejkolwiek religii monoteistycznej jakos trudno
                > znalezc agresje. moze podsun pare przykladow?

                Prosze bardzo. Syjonizm. Rydzykizm. Binladenizm.

                > shit happens is funny if it doesn't happen to you, niet
                > waar?

                Oczywiscie, ale odrobina fatalizmu pozwala przezyc, gdy shit cie ochlapie.


                > przy calym szacunku wypelnianie kuponow totolatka nie
                > porownalbym nigdy do proby invitro
                > >Bo tej ostatniej nadziei istotnie nie
                > > wolno odbierac.
                > NIE WOLNO

                Hm, nadzieja zasluguje na dluzszy epos. Wypelnianie totolotka to ta glupia
                nadzieja. Wiem co mowie, tez musze wygrac. :-D Nadzieja, ktora Ty zywisz, jest
                inna, bo moim skromnym zdaniem, nie jestes przypadkiem beznadziejnym. Ale
                jeszcze inna jest np nadzieja, ktora kaze rodzinie nalegac na trzymanie na
                intensywnej ofiare krwawienia srodczaszkowego, z ktorego ta nigdy sie nie
                ocknie, "bo moze jednak zdarzy sie cud". Cudow nie ma. Sa za to urban legends.
                Jeszcze inna nadzieja to ta, ktora przyswiecala "klikaniu dla Martynki". Jasne,
                ze Martynce to klikanie nic nie da, ale jej rodzicom moze pomoc.

                > a Malzonka podziela poglad, ze tak upierdliwie zapytam?

                Zapytam.

                > ha ha kiedy w socjalizmie lekarzom zyje sie najlepiej (w
                > kapitalizmie robia po 400h/mies)

                Dziekuje, ale wole kapitalizm.

                > to jest reklama negatywna zabroniona pod kazda
                > szerokoscia geograficzna...

                Ale reklama porownawcza nie jest zabroniona, a moze byc rownie negatywna.

                poza tym ja nie widze
                > roznicy miedzy lekarzem w bxl, ktoremu ostatnio placilem
                > 40€ za wizyte i polskim, ktory wzial 10€ za podobne
                > rzeczy. efekt ten sam. wiec jednak mozna.

                A nie przyszlo Ci do glowy, ze to moze wina tych "rzeczy", z ktorymi poszedles?
                Tylko ze jak za kazdym razem bedziesz musial decydowac, czy z dana
                dolegliwoscia pojsc do konowala za 10 euro, czy do konowala za 100 euro, to
                ryzykujesz blad w ocenie.

                > ha ha ile jest ubezpieczalni? za malo, jake jest wiecej
                > to wprowadza bonus manus jak z OC/AC proste no nie?
                > kiepski doktorek za pare lat nie moze wykonywac zawodu
                > bo go NIE STAC na oplacenie ubezpieczenia. czysta
                > eliminacja. zauwaz uzylem slowa eliminacja i rozwiazanie
                > powinno ci sie to podobac ;o)
                > ha ha
                > a)bedzie bonus manus jak lekarz ma wiele spraw idzie na
                > dno jak jest dobry placi mniejsze ubezpieczenia i
                > zmniejsza koszty i rosnie margin lub tni e koszty w
                > recesji (jakbys nie czytal powyzej ;o)
                > b) w koncu jak komus nie pasuje to haldujudu przyjda
                > inni ktorzy maja mniejsze apetyty placowe...jak rynek to
                > rynek!

                Akurat! Jesli zmniejszysz podaz uslug, przy okazji ciagnac w gore przecietna
                jakosc, ceny musza wzrosnac. Ekonomia, przyjacielu.
                Przypadki, ze doktor cos spieprzy, sa rzadkie w stosunku do liczby pacjentow,
                ktorych widzi. Trzeba przyznac, ze po czesci to zasluga pacjentow i ich
                odpornosci na lekarskie bledy.
                Po ostatnie wreszcie, pacjenci nie kieruja sie rozsadkiem ani rzeczowa ocena w
                wyborze lekarza. Czasem lekarz-tuman jest popularny i ma kolejki tylko dlatego,
                ze umie sie dobrze porozumiec z pacjentem (lekarz-showman), a powiklania odsyla
                do kogos innego. Dlatego nie chce, zeby to w gestii pacjenta lezala ocena kto
                jak dobrze leczy. Pacjenci tego nie wiedza i nie beda wiedziec.
                • winniepooh zasadniczo pytanie jest źle postawione 28.11.02, 00:56
                  nie idzie o to, *czy* ratować wcześniaki, tylko *których* wcześniaków nie
                  ratować za wszelką cenę i dlaczego, akurat tych.

                  *wczesniaki* to nie jest jakaś bezkształtna masa mięsa, tylko ileś konkretnych,
                  jednostkowych dramatów.
                  IMHO kryterium decydującym o nieratowaniu danego wcześniaka, może być chęć
                  oszczędzenia mu cierpień i kalectwa w przyszłości, wstawki na temat kosztów
                  społecznych i demokratycznego społeczeństwa uważam za delikatnie mówiąc
                  niesmaczne, osobiście jako podatnik nie mam nic przeciwko przeznaczniu
                  większych srodków na leczenie, kosztem innych atrakcji, czy nawet kosztem
                  zwiększenia obciążeń fiskalnych.
                  zestawianie zasadnosci kosztownego leczenia chorych w stadium terminalnym z
                  zasadnością ponoszenia kosztów ratowania wcześniaków jest tak samo kuriozalne,
                  jak figura hitlera, która pojawiła się tutaj za sprawą jakiegoś pana
                  psychologa. chroń nas Panie od takich psychologów jak ów Witold i takich
                  lekarzy, jak Doki. dobraliście się, jak Flip i Flap, albo raczej Głupi i
                  Głupszy. pyskówka 'autorytetów naukowych' - pożałowania godne.

                  dla tych, co społeczeństwo wyżej cenią od jednostki; ponoć niektórym sen z
                  powiek spędza niż demograficzny, pomyslcie o tym, zanim zaczniecie prawić o
                  zasadności ponoszenia kosztaów ratowania zycia dzieci.
                  ostatnia uwaga - bycie niepełnosprawnym to przedewszystkim osobiste
                  nieszczęśie, społeczeństwo gdyby tylko wykazało trochę więcej inicjatywy i
                  trochę mniej uprzedzeń zdołałoby zagospodrować wiele z tych 'wadliwych'
                  egzemplarzy.
                  • Gość: Witold a juz myslaem ze IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 28.11.02, 04:08
                    bedzie bormalne postawienie tematu. I tu czytam sobie i
                    okazuje sie ze nowy madrala wbiaja zeby do mojej
                    wypowiedzi. Co nie podoba cie sie wczesniak.
                    Nie rozumiesz moze o czym pisze.
                    To zamast zapytac zapytac bo mysle ze jestem takim
                    tematem zainteresowany to piszesz blizej nie okresone
                    rzeczy.
                    Nawet dobrze zaczoles, ale szybko zeplules wszystko.
                    Nie tylko tym ze sie czepisza mnie nie najac zielonego
                    pojecia jakim czliekiem jestem.
                    Na pewno nie dam sobie w kasze dmuchac, ale to co pisze
                    to sa rzeczy ktore przezylem na wlasnej skorze. TAk wiec
                    moze bedziesz dokladniejszy w swoich wypowiedziach.
                    Nie pisalem tego nawet jeszcze bo nie ma skim tu
                    dyskutowac, ze moj pierszy syn urodzil sie tez jako
                    wczesiak. Bylo to w polsce w 1980 toku mial troszke ponad
                    kilogram nie wiele mniej niz ja. Ale nie zmarl dlatego ze
                    byl zamaly i nie przezyl, ale okazalo sie ze na dwa
                    inkubatory w szpitalu jeden byl zajety a drugi zepsuty.
                    Tak wiec nie zrobiono nawet prob ratowania mojego dziecka.
                    Potem wytlumaczyelm sebie ze moze tak mialo byc.
                    Ale jak widzisz o tym nawet nie pisalem.
                    Tak ze uwazaj co piszesz jezli nie znasz ludzi, bo ja
                    jako psycholog pomoglem duzej ilsci ludzi.
                    Ale to musi byc obustonna komunikacja.
                    Kazdy musi tego chciec. Natoast to forum ludzie taktuja
                    jako miejsce do puskowek.
                    Myzle ze jasno postawilem sprawe. A co do pychologi to z
                    zona poswiecilismy pomad 10 otatnich lat.
                    Czyli dwa razy wicej niz trwaja studia razy dwa ja i ona.
                    Natomast moj najmiekszy synek wie rzeczy z naszego zycia
                    i podpatruje co robimy przez ponad jego 8 lat.
                    Zapytasz zo om mzze zrobic. Napisze o tym na stronie web.
                    Juz w krotce.
                    Po twojej moze odpowiedzi przekonam sie czy byl sens
                    pisac to co napisalem. Ale napisalem.
                    Natomast jezli naprade interesuja cie rzeczy z zycia i
                    psychologi to walsnie zalozylem forum prywanne tylko
                    musze napisac do roznych osob.

                    Witold
                    winniepooh napisał:

                    > nie idzie o to, *czy* ratować wcześniaki, tylko
                    *których* wcześniaków nie
                    > ratować za wszelką cenę i dlaczego, akurat tych.
                    >
                    > *wczesniaki* to nie jest jakaś bezkształtna masa mięsa,
                    tylko ileś konkretnych,
                    >
                    > jednostkowych dramatów.
                    > IMHO kryterium decydującym o nieratowaniu danego
                    wcześniaka, może być chęć
                    > oszczędzenia mu cierpień i kalectwa w przyszłości,
                    wstawki na temat kosztów
                    > społecznych i demokratycznego społeczeństwa uważam za
                    delikatnie mówiąc
                    > niesmaczne, osobiście jako podatnik nie mam nic
                    przeciwko przeznaczniu
                    > większych srodków na leczenie, kosztem innych atrakcji,
                    czy nawet kosztem
                    > zwiększenia obciążeń fiskalnych.
                    > zestawianie zasadnosci kosztownego leczenia chorych w
                    stadium terminalnym z
                    > zasadnością ponoszenia kosztów ratowania wcześniaków
                    jest tak samo kuriozalne,
                    > jak figura hitlera, która pojawiła się tutaj za sprawą
                    jakiegoś pana
                    > psychologa. chroń nas Panie od takich psychologów jak
                    ów Witold i takich
                    > lekarzy, jak Doki. dobraliście się, jak Flip i Flap,
                    albo raczej Głupi i
                    > Głupszy. pyskówka 'autorytetów naukowych' - pożałowania
                    godne.
                    >
                    > dla tych, co społeczeństwo wyżej cenią od jednostki;
                    ponoć niektórym sen z
                    > powiek spędza niż demograficzny, pomyslcie o tym,
                    zanim zaczniecie prawić o
                    > zasadności ponoszenia kosztaów ratowania zycia dzieci.
                    > ostatnia uwaga - bycie niepełnosprawnym to
                    przedewszystkim osobiste
                    > nieszczęśie, społeczeństwo gdyby tylko wykazało trochę
                    więcej inicjatywy i
                    > trochę mniej uprzedzeń zdołałoby zagospodrować wiele z
                    tych 'wadliwych'
                    > egzemplarzy.
                    • winniepooh do psychola-witola 28.11.02, 14:00
                      twoje wariactwo samo w sobie nie byłoby warte nawet tych kilku literek
                      wystukanych na klawiaturze, gdyby nie fak, że indywiduum, które samo wymaga
                      pomocy (może nawet już psychiatrycznej) podaje się za psychologa. Chciało by
                      się napisać, że rodzice, którzy musza zdecydować, czy ratować wcześniaka,
                      powinni skarzystać z konsultacji psychologicznej, a tu taki Witold (sic!) brak
                      słów...

                      • Gość: Witold sam sobie odpowiedziales IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 28.11.02, 22:02
                        jestes taki sam jak doki czy dodo albo piszesz pod innym SN
                        no coz jezeli ja jestem chory to ty jestes tylko
                        wspomnieniem po amebie. A dokladnie piszac po jej
                        poziomie umyslowym.
                        Nietery nie z kazdym polakiem mozna porozmawiac.

                        zegnam z niesmakiem

                        Witold


                        winniepooh napisał:

                        > twoje wariactwo samo w sobie nie byłoby warte nawet
                        tych kilku literek
                        > wystukanych na klawiaturze, gdyby nie fak, że
                        indywiduum, które samo wymaga
                        > pomocy (może nawet już psychiatrycznej) podaje się za
                        psychologa. Chciało by
                        > się napisać, że rodzice, którzy musza zdecydować, czy
                        ratować wcześniaka,
                        > powinni skarzystać z konsultacji psychologicznej, a tu
                        taki Witold (sic!) brak
                        > słów...
                        >
                  • Gość: Doki Re: zasadniczo pytanie jest źle postawione IP: *.99-201-80.adsl.skynet.be 28.11.02, 20:53
                    Misiu,

                    dziekuje za krytyke, choc nie zawsze konstruktywna. Ostatecznie to od tych, ktorzy maja inne zdanie niz my (i potrafia je uzasadnic) mozemy sie czegos nauczyc, nie od tych, ktorzy mysla tak samo.

                    winniepooh napisał:

                    > nie idzie o to, *czy* ratować wcześniaki, tylko *których* wcześniaków nie
                    > ratować za wszelką cenę i dlaczego, akurat tych.

                    Jak na misia o bardzo malym rozumku, napisales chyba najlepsze zdanie w calym watku. Bez ironii: powinienem byl sam tak napisac, tylko nie wpadlem na to, ze to nie dla wszystkich jest oczywiste.
                    No i po drugie: aby odpowiedziec na to pytanie, trzeba prac naukowych, opracowan statystycznych itp. Innymi slowy: Twoje rozwiazanie jest idealne, ale niepraktyczne wrecz do niewykonalnosci.

                    > *wczesniaki* to nie jest jakaś bezkształtna masa mięsa, tylko ileś konkretnych,
                    > jednostkowych dramatów.

                    I tu juz zapomniales, ze gdy siedzisz w ministerstwie, nie ma to znaczenia. Emocje trzeba brac pod uwage, bo szary wyborca kieruje sie emocjami, a nie rozumem. Emocje jednak nie powinny byc podstawa do podejmowania decyzji.

                    > IMHO kryterium decydującym o nieratowaniu danego wcześniaka, może być chęć
                    > oszczędzenia mu cierpień i kalectwa w przyszłości, wstawki na temat kosztów
                    > społecznych i demokratycznego społeczeństwa uważam za delikatnie mówiąc
                    > niesmaczne, osobiście jako podatnik nie mam nic przeciwko przeznaczniu
                    > większych srodków na leczenie, kosztem innych atrakcji, czy nawet kosztem
                    > zwiększenia obciążeń fiskalnych.

                    Ty nie. Ja jednak tez jestem podatnikiem.

                    > zestawianie zasadnosci kosztownego leczenia chorych w stadium terminalnym z
                    > zasadnością ponoszenia kosztów ratowania wcześniaków jest tak samo kuriozalne,
                    > jak figura hitlera

                    Wcale nie. Jedno i drugie to marnowanie srodkow. Nie wiadomo ktora sytuacja jest bardziej bez sensu.

                    chroń nas Panie od takich psychologów jak ów Witold i takich
                    > lekarzy, jak Doki. dobraliście się, jak Flip i Flap, albo raczej Głupi i
                    > Głupszy. pyskówka 'autorytetów naukowych' - pożałowania godne.

                    Wstawienie mnie do jednego zdania z Witoldem, i to w takim kontekscie, w oczywisty sposob obraza moja milosc wlasna, ktora jednak teraz schowam do kieszeni i zapytam: a konkretnie? Co masz mi do zarzucenia?

                    > dla tych, co społeczeństwo wyżej cenią od jednostki; ponoć niektórym sen z
                    > powiek spędza niż demograficzny, pomyslcie o tym, zanim zaczniecie prawić o
                    > zasadności ponoszenia kosztaów ratowania zycia dzieci.

                    I co z tego? Najwyzej spoleczenstwo wymrze.
                    Nawiasem mowiac, ja pisze z perspektywy spoleczenstwa, w ktorym rownowaga wlasnie przesuwa sie na korzysc starcow. Sam nie bedac starcem, i nie zamierzajac nim zostac, przeszkadza mi to.

                    > ostatnia uwaga - bycie niepełnosprawnym to przedewszystkim osobiste
                    > nieszczęśie, społeczeństwo gdyby tylko wykazało trochę więcej inicjatywy i
                    > trochę mniej uprzedzeń zdołałoby zagospodrować wiele z tych 'wadliwych'
                    > egzemplarzy.

                    JESZCZE wiecej? Bez przesady, to juz pachnie odwrotna dyskryminacja. Ale to juz zupelnie inny temat.
                    • winniepooh Re: zasadniczo pytanie jest źle postawione 07.12.02, 21:07
                      Gość portalu: Doki napisał(a):

                      > I tu juz zapomniales, ze gdy siedzisz w ministerstwie, nie ma to znaczenia.
                      Emo
                      > cje trzeba brac pod uwage, bo szary wyborca kieruje sie emocjami, a nie
                      rozumem


                      to niby urzędnicy mają decydować o zyciu dziecka Kowalskich? nie sami Kowalscy
                      w porozumieniu z lekarzami?
                      jeśli tak, nie mam więcej pytań - i Ty się zastanawiasz, dlaczego jesteś
                      wrzucany do jednego wora z Wiloldem - Volnym? jesteście jak orzeł i reszka tej
                      samej monety - jeden za wszelką cenę utrzymywałby przy zyciu, czy tez w agonii
                      każdego wcześniaka, drugi od ręki wyrzucałby na smietkik każde dziecko urodzone
                      przed terminem, najlepiej na mocy jakiejś ustawy zakazującej ratowania
                      wcześniaków, co za paranoja
                      • Gość: Doki Re: zasadniczo pytanie jest źle postawione IP: *.61-136-217.adsl.skynet.be 07.12.02, 23:47
                        winniepooh napisał:

                        > to niby urzędnicy mają decydować o zyciu dziecka Kowalskich? nie sami Kowalscy
                        > w porozumieniu z lekarzami?

                        Teraz jest tak, ze decyzje podejmuja czasem doktor, a jak dobrze pojdzie, to i Kowalscy razem z doktorem. Nie chce, by to robil urzednik. Chce, zebysmy doszli do porozumienia. Wszyscy.
                        Ja doktor moge podejmowac te decyzje. Czasem przynosze takie decyzje do domu i jestem przykry dla zony (naprawde). Co tam, za to mi placa. Ale po to tu sie produkuje, zeby powiedziec, ze jest problem i ze przynajmniej czesc spoleczenstwa zle do niego podchodzi.
                        Wszystko.
                      • Gość: Doki jeszcze raz do winniepooh IP: *.61-136-217.adsl.skynet.be 08.12.02, 08:41
                        Przespalem sie z tymp, co napisales i dodam jeszcze:

                        winniepooh napisał:


                        > to niby urzędnicy mają decydować o zyciu dziecka Kowalskich?

                        Urzednicy to nie samo zlo, i tak decyduja prawie o wszystkim. W koncu to oni wykonuja prawo.

                        > nie sami Kowalscy
                        > w porozumieniu z lekarzami?

                        Tak byloby najlepiej, ale Kowalscy czesto nie wiedza, co czynia. Stad ta akcja uswiadamiajaca.

                        > od ręki wyrzucałby na smietkik każde dziecko urodzone
                        >
                        > przed terminem, najlepiej na mocy jakiejś ustawy zakazującej ratowania
                        > wcześniaków, co za paranoja

                        No co? W koncu ustawy w demokratycznym panstwie sa wynikiem spolecznego konsensusu i reguluja wspolzycie, nie? Tak sobie mysle, ze coraz mniej miejsca jest w spoleczenstwie na sobiepanska wolnosc, co jest oczywiscie przykre, ale nieuniknione.
                        Z drugiej strony istotnie ustawy nie sa dobrym srodkiem do regulowania takich zagadnien, patrz chociazby ustawa antyaborcyjna. Jednakze przecietna swiadomosc obywatela jest tak nikla, ze chyba nie da sie inaczej. A moze sie myle.
    • Gość: dorota Re: Czy ratowanie wcześniaków ma sens? IP: *.proxy.aol.com 29.11.02, 19:22
      Moze sprecyzujesz kryteria, na podstawie ktorych my, lekarze, bedziemy mogli
      sie opierac, podejmujac walke o uratowanie zycia dziecku. Jedno kryterium
      to,jak juz napisalas, urodzeniowa masa ciala, ale jaka? Ponizej kg? A co z
      dziecmi z prawidlowa masa ciala i ciezkimi wadami rozwojowymi? Ich
      rehabilitacja wszakze rowniez kosztuje! Wiec moze by je tak... eksterminowac!
      Twoj sposob myslenia nie jest nowatorski, byli juz przed toba tacy, co podobne
      teorie wcielali w zycie.
      Jezeli, sadzac po nicku, jestes kobieta, mam nadzieje, ze nie masz dzieci i
      nigdy nie bedziesz ich miec! Jesli jestes facetem podobnie!
      Jesli opracujesz juz kryteria wytyczne daj znac Polskiemu Towarzystwu
      pediatrycznemu- sekcja neonatologow. Beda wdzieczni, ze ktos ich oswiecil,
      wszakze dotad pracowali bez sensu.
      • mam-darynka Re: Czy ratowanie wcześniaków ma sens? 29.11.02, 20:18
        Troche sie boje odzywac, bo bardzo tu nerwowo ale sprobuje.
        O ile pamietam dobrze to pierwsza zasada obowiazujaca lekarza jest "nie
        szkodzic". Czy tak? To nie jest chyba jednoznaczne z "ratowac za wszelka cene".
        2 lata temu pochowalismy moja siostre. Nie mozna Jej bylo uratowac, funkcje
        podstawowe Jej organizmu moznaby jeszcze podtrzymywac dzieki technologii i
        maszynom ale to nie o taki ratunek chodzi. Dzieki Jej smierci, ktos otrzymal
        zdrowe nerki, watrobe i jakies czesci z Jej oczu. Rowniez studenci skorzystali
        uczac sie na Jej przypadku. To jest wszystko bardzo wazne dla nas - rodziny.
        Mamy poczucie, ze Jej zycie wciaz ma sens chociaz Jej juz nie ma.
        Odnoszac to do tego watku, chce powiedziec, ze czasem wiekszy sens moze byc
        w "nie ratowaniu" za wszelka cene. Rowniez dla samych rodzicow, co opisala
        jedna z pan, ktora widziala cierpienia Jej dziecka. Trudno jest nauczyc sie zyc
        ze strata ale rowniez strata moze okazac sie wartoscia. Wartoscia moze i
        wieksza niz nieszczesliwe, pelne cierpien, czesto malo-swiadome zycie.
        Nie chce nikogo urazic moim punktem widzenia - to tylko moje refleksje, wciaz
        jeszcze bardzo swieze po tym, co spotkalo moja rodzine.
        • liloom wkurzylam sie 01.12.02, 12:35
          Stad to juz niedaleko do dyskusji o eutanazji, wiec moze od razu pojdziecie
          dalej?
          Da dyskusja jest dla mnie po prostu straszna, bo w zyciu nie mozna wszystkiego
          liczyc oplacalnoscia finansowa, do licha. Gdyby to bylo moje dziecko, ktore
          urodzilo sie za wczesnie, to napewno bym chciala je ZA WSZELKA CENE ratowac i
          sorry za wyrazenie w d**** bym miala co na to spoleczenstwo.
          Nigdy prawie nie mozna przeciez przewidziec jakie skutki przyniesie jakas
          decyzja. Kto niby ma decydowac o sprawach zycia i smierci w imie nawet calego
          spoleczenstwa. Do licha Doki, zobacz ile ludzi na swiecie jest nieproduktywnych.
          Ta cala cholerna Afryka, ktora nam w koszty idzie. Moze by tak...
          Jedna Agick powiedziala Wam w oczy z czym jej sie takie stanowisko
          (unicestwiania nierokujacych jednostek) kojarzy. Jakos przeszlo to bez echa,
          ciekawe dlaczego.
          • Gość: Doki Re: wkurzylam sie IP: *.1-200-80.adsl.skynet.be 01.12.02, 13:37
            liloom napisała:

            > Stad to juz niedaleko do dyskusji o eutanazji, wiec moze od razu pojdziecie
            > dalej?

            Lepiej na nowym watku. O eutanazji dyskutowac bowiem trzeba, jeszcze nie wszystko jest w temacie eutanazji jasne i proste.

            > Da dyskusja jest dla mnie po prostu straszna, bo w zyciu nie mozna wszystkiego
            > liczyc oplacalnoscia finansowa, do licha.

            Nie tylko o finanse chodzi. Kozt emocjonalny tez jest.

            Gdyby to bylo moje dziecko, ktore
            > urodzilo sie za wczesnie, to napewno bym chciala je ZA WSZELKA CENE ratowac i
            > sorry za wyrazenie w d**** bym miala co na to spoleczenstwo.

            I wlasnie w tym tkwi blad. Robienie czegokolwiek za wszelka cene zawsze prowadzi na manowce, bo jest poza rozumem.

            Do licha Doki, zobacz ile ludzi na swiecie jest nieproduktywnych.

            Nie chodzi mi tylko o produktywnosc. Chodzi o szanse powodzenia. jesli szanse powodzenia jakiegos przedsiewziecia sa bliskie zeru, a samo przedsiewziecie kosztowne, lepiej od razu dac sobie spokoj.

            > Ta cala cholerna Afryka, ktora nam w koszty idzie. Moze by tak...

            Co? Ja bym od nowa skolonizowal, a Ty?

            > Jedna Agick powiedziala Wam w oczy z czym jej sie takie stanowisko
            > (unicestwiania nierokujacych jednostek) kojarzy. Jakos przeszlo to bez echa,
            > ciekawe dlaczego.

            Agick powiedziala:
            "To jak selekcja w obozie koncentracyjnym - co to ma być, przesionek do super
            społewczeństwa, w któym silniejszy zjada słabszego...???
            ludzie, o czym Wy mówicie."

            Porownanie do obozu koncentracyjnego nie jest uprawnione, tam selekcja odbywala sie w od poczatku zlej sprawie i na blednej podstawie: kryterium bylo pochodzenie, narodowosc, wyznanie, poglady polityczne, preferencje seksualne... Czy ktos tu cos takiego proponuje? Czy nie widzisz roznicy miedzy obozem a powiedzeniem sobie "tym razem nie udalo sie, trudno, sprobujmy jeszcze raz"?
          • Gość: Doki co moze spoleczenstwo IP: *.1-200-80.adsl.skynet.be 01.12.02, 15:03
            liloom napisała:

            <ciach>

            Gdyby to bylo moje dziecko, ktore
            > urodzilo sie za wczesnie, to napewno bym chciala je ZA WSZELKA CENE ratowac i
            > sorry za wyrazenie w d**** bym miala co na to spoleczenstwo.

            Pytanie w tym watku jest dorzeczne, choc, jak zauwazyl winniepooh, zle postawione. Powinno brzmiec "ktorych wczesniakow nie ma sensu ratowac" i dalej "jak ustalic ktore wczesniaki nie powinny byc ratowane" oraz "jak sprawic, by byly ratowane tylko te, ktore trzeba i zaden inny".

            Wychodze przy tym z dwoch jeszcze zalozen:
            1. prawdy nie ustala sie w glosowaniu. Nie ma znaczenia, ze wiekszosc uzna, ze "trzeba za wszelka cene". Mozna tak postepowac, ale nie warto udawac, ze postepuje sie slusznie z punktu widzenia rozsadku. Prawda jest obiektywna.
            2. spoleczenstwo to cos wiecej niz suma jednostek, to samodzielny byt, ktory ma wlasne cele, czasem odmienne od celow ktoregokolwiek z czlonkow.

            Totez liloom nie moze byc czlonkiem spoleczenstwa i miec go w d****. Jesli np cos mi wypadnie w pracy, zostane dluzej i przez to obawiam sie, ze spoznie sie na samolot, a ta podroz bedzie z jakichs osobistych wzgledow bedzie bardzo wazna dla mnie, to rozwiazanie nasuwa sie samo: gnac na zlamanie karku na lotnisko, lekcewazac sobie bezpieczenstwo innych uzytkownikow drogi. I tu wkracza spoleczenstwo przez swoj organ: policje i nie pozwala mi na realizacje mojego celu kosztem innych. Bo celem spoleczenstwa jest ochrona zycia wszystkich czlonkow i ten cel jest nadrzedny w stosunku do moich prywatnych celow. Gdyby od tego, czy zdaze na samolot zalezalo cos waznego dla spoleczenstwa, dostalbym eskorte policji, a samolot zostalby opozniony. To samo z wczesniakami.
            • liloom Re: co moze spoleczenstwo 01.12.02, 17:06
              Gość portalu: Doki napisał(a):

              > liloom napisała:
              >
              > <ciach>
              >
              > Gdyby to bylo moje dziecko, ktore
              > > urodzilo sie za wczesnie, to napewno bym chciala je ZA WSZELKA CENE ratowa
              > c i
              > > sorry za wyrazenie w d**** bym miala co na to spoleczenstwo.
              >
              > Pytanie w tym watku jest dorzeczne, choc, jak zauwazyl winniepooh, zle
              postawio
              > ne. Powinno brzmiec "ktorych wczesniakow nie ma sensu ratowac" i dalej "jak
              ust
              > alic ktore wczesniaki nie powinny byc ratowane" oraz "jak sprawic, by byly
              rato
              > wane tylko te, ktore trzeba i zaden inny".
              >
              > Wychodze przy tym z dwoch jeszcze zalozen:
              > 1. prawdy nie ustala sie w glosowaniu. Nie ma znaczenia, ze wiekszosc uzna,
              ze
              > "trzeba za wszelka cene". Mozna tak postepowac, ale nie warto udawac, ze
              postep
              > uje sie slusznie z punktu widzenia rozsadku. Prawda jest obiektywna.
              > 2. spoleczenstwo to cos wiecej niz suma jednostek, to samodzielny byt, ktory
              ma
              > wlasne cele, czasem odmienne od celow ktoregokolwiek z czlonkow.
              >
              > Totez liloom nie moze byc czlonkiem spoleczenstwa i miec go w d****. Jesli np
              c
              > os mi wypadnie w pracy, zostane dluzej i przez to obawiam sie, ze spoznie sie
              n
              > a samolot, a ta podroz bedzie z jakichs osobistych wzgledow bedzie bardzo
              wazna
              > dla mnie, to rozwiazanie nasuwa sie samo: gnac na zlamanie karku na
              lotnisko,
              > lekcewazac sobie bezpieczenstwo innych uzytkownikow drogi. I tu wkracza
              spolecz
              > enstwo przez swoj organ: policje i nie pozwala mi na realizacje mojego celu
              kos
              > ztem innych. Bo celem spoleczenstwa jest ochrona zycia wszystkich czlonkow i
              te
              > n cel jest nadrzedny w stosunku do moich prywatnych celow. Gdyby od tego, czy
              z
              > daze na samolot zalezalo cos waznego dla spoleczenstwa, dostalbym eskorte
              polic
              > ji, a samolot zostalby opozniony. To samo z wczesniakami.

              Doki, moge, moge miec co i gdzie chce:))) Dopasowanie do spoleczenstwa nie
              mierzy sie emocjami jakie ono (we mnie) wywoluje. Zreszta bredzisz troche, ale
              nie mam w tej chwili czasu na dluzsza dyskusje, powiem tylko ze z tymi celami
              nadrzednymi typu mikro i makro to moim zdaniem nie jest tak jak Ty mowisz.
              Generalnie (i tylko generalnie) moze i tak, ale w praktyce to nie spoleczenstwo
              decyduje, tylko jednostki poniekad (zwroc uwage na to poniekad) wybrane przez
              to spoleczenstwo. A jak wiadomo te jednostki tez sa ludzmi, a poza tym istnieje
              cos takiego jak polityka. Czy taka odpowiedz Ci wystarczy?
              Gdyby polityka byla czysta gra, ale wszyscy ocieramy sie o nia czy chcemy czy
              nie. Jak nie bezposrednio to posrednio.
              A jesli chodzi o ten pomysl z wczesniakami to mysle ze jest to dobry pomysl na
              nastepna ksiazke Kinga, albo innego Orwella:))))) /*Mysle ze zrozumiesz o co mi
              chodzi
              Na szczescie istnieje w polityce jeszcze gdzieniegdzie opinia publiczna (liloo
              wywala jezyk do dokiego)
              Z goralskim pozdrowieniem
              • mam-darynka Co to znaczy 'wszelka'? 01.12.02, 23:59
                Wiesz, Liloom, mysle, ze to, co piszesz, to naturalny odruch kazdego
                czlowieka, ktory nie ma do czynienia z lekarzami i medycyna na codzien. Kazdy
                z nas mysli o sobie, ze jestesmy porzadnymi ludzmi i ze ratowalibysmy zycie
                innego czlowieka za wszelka cena. Zwlaszcza czlowieka kochanego, na przyklad
                nowonarodzone dziecko. To jest chyba najbardziej naturalny odruch i watpie czy
                ktokolwiek zaprzeczy, ze taki ma. Tylko, ze po takim odruchu przychodzi
                wlasnie to dokladne wyjasnienie, co to znaczy "wszelka" cena. I ja nie mam tu
                na mysli kosztow wyliczanych na pieniadze. Ja mysle o tym, kto ma byc
                ratowany. Bo w ostatecznym rozrachunku to wlasnie ten ratowany placi cene a
                jesli jest uratowany do stadium oddychania tylko, to wszyscy jego bliscy placa
                ta "wszelka" cene. Glownie cierpiac wraz z nim lub cierpiac, bo ratunek nie
                przyniosl takiego rezultatu jaki mial byc gdy padla decyzja za "wszelka" cene.
                Ja tez mam w nosie ilosc pieniedzy, ktore trzeba wydac zeby kogos uratowac ale
                wydaje mi sie, ze wielu ludzi ratuje swoich bliskich z bardzo egoistycznych
                pobudek nie myslac wcale o tym, kogo ratuja. Nie myslac tez o tych, ktorzy
                naprawde mogliby byc uratowani dzieki pogodzeniu sie ze smiercia ich ukochanej
                osoby.
                Mam na mysli to, ze w opisywanych przypadkach ratowania bardzo wczesnych
                wczesniakow w bardzo zlym stanie, taki ratunek bywa wciaz czesciej skazaniem
                na zycie niz faktycznym uratowaniem zycia. Trzeba sobie to wszystko bardzo
                dokladnie przemyslec gdy sie staje wobec takiej decyzji - czy moja chec
                ratowania za "wszelka" cene nie jest wylacznie moja egoistyczna potrzeba,
                ktora osobie ratowanej moze przyniesc tylko bol i cierpienie. I nie o to mi tu
                chodzi zeby czuc sie panem zycia i smierci ale o to zeby skorzystac z wiedzy
                medycznej nie tylko tam gdzie pokrywa sie ona z checia ratowania zycia ale i
                tam gdzie ostrzega ona przed ratowaniem za "wszelka" cene.
                Wogole to mysle, ze ten temat jest nie do rozstrzygniecia w odniesieniu do
                wszystkich przypadkow - kazdy musi byc rozpatrywany indywidualnie ale to wcale
                nie znaczy, ze ratowanie kazdego wczesniaka niezaleznie od prognozy ma byc
                poza dyskusja. Na to placimy lekarzom zeby leczyli chorych ale tez zeby
                rodzinom pomagali podejmowac trudne decyzje, ktore wymagaja wiedzy i
                znajomosci faktow, prawdopodobienstwa i szans.
                Ja tez mam zawsze ten odruch - ratowac za kazda cene ale odkad naprawde
                musialam wysluchac jakie moga byc skutki takiej "wszelkiej" ceny, mam wiecej
                watpliwosci i trudno mi sie zgodzic na jakies jednoznaczne stwierdzenia w tej
                sprawie.
                Pozdrawiam.
                • liloom Re: Co to znaczy 'wszelka'? 02.12.02, 20:16
                  mam-darynka napisała:

                  > Wiesz, Liloom, mysle, ze to, co piszesz, to naturalny odruch kazdego
                  > czlowieka, ktory nie ma do czynienia z lekarzami i medycyna na codzien. Kazdy
                  > z nas mysli o sobie, ze jestesmy porzadnymi ludzmi i ze ratowalibysmy zycie
                  > innego czlowieka za wszelka cena. Zwlaszcza czlowieka kochanego, na przyklad
                  > nowonarodzone dziecko. To jest chyba najbardziej naturalny odruch i watpie
                  czy
                  > ktokolwiek zaprzeczy, ze taki ma. Tylko, ze po takim odruchu przychodzi
                  > wlasnie to dokladne wyjasnienie, co to znaczy "wszelka" cena. I ja nie mam tu
                  > na mysli kosztow wyliczanych na pieniadze. Ja mysle o tym, kto ma byc
                  > ratowany. Bo w ostatecznym rozrachunku to wlasnie ten ratowany placi cene a
                  > jesli jest uratowany do stadium oddychania tylko, to wszyscy jego bliscy
                  placa
                  > ta "wszelka" cene. Glownie cierpiac wraz z nim lub cierpiac, bo ratunek nie
                  > przyniosl takiego rezultatu jaki mial byc gdy padla decyzja za "wszelka" cene.
                  > Ja tez mam w nosie ilosc pieniedzy, ktore trzeba wydac zeby kogos uratowac
                  ale
                  > wydaje mi sie, ze wielu ludzi ratuje swoich bliskich z bardzo egoistycznych
                  > pobudek nie myslac wcale o tym, kogo ratuja. Nie myslac tez o tych, ktorzy
                  > naprawde mogliby byc uratowani dzieki pogodzeniu sie ze smiercia ich
                  ukochanej
                  > osoby.
                  > Mam na mysli to, ze w opisywanych przypadkach ratowania bardzo wczesnych
                  > wczesniakow w bardzo zlym stanie, taki ratunek bywa wciaz czesciej skazaniem
                  > na zycie niz faktycznym uratowaniem zycia. Trzeba sobie to wszystko bardzo
                  > dokladnie przemyslec gdy sie staje wobec takiej decyzji - czy moja chec
                  > ratowania za "wszelka" cene nie jest wylacznie moja egoistyczna potrzeba,
                  > ktora osobie ratowanej moze przyniesc tylko bol i cierpienie. I nie o to mi
                  tu
                  > chodzi zeby czuc sie panem zycia i smierci ale o to zeby skorzystac z wiedzy
                  > medycznej nie tylko tam gdzie pokrywa sie ona z checia ratowania zycia ale i
                  > tam gdzie ostrzega ona przed ratowaniem za "wszelka" cene.
                  > Wogole to mysle, ze ten temat jest nie do rozstrzygniecia w odniesieniu do
                  > wszystkich przypadkow - kazdy musi byc rozpatrywany indywidualnie ale to
                  wcale
                  > nie znaczy, ze ratowanie kazdego wczesniaka niezaleznie od prognozy ma byc
                  > poza dyskusja. Na to placimy lekarzom zeby leczyli chorych ale tez zeby
                  > rodzinom pomagali podejmowac trudne decyzje, ktore wymagaja wiedzy i
                  > znajomosci faktow, prawdopodobienstwa i szans.
                  > Ja tez mam zawsze ten odruch - ratowac za kazda cene ale odkad naprawde
                  > musialam wysluchac jakie moga byc skutki takiej "wszelkiej" ceny, mam wiecej
                  > watpliwosci i trudno mi sie zgodzic na jakies jednoznaczne stwierdzenia w tej
                  > sprawie.
                  > Pozdrawiam.

                  Dlatego tez wczesniej zaproponowalam zmiane tematu na eutanazje.
                  c.n.d.
    • Gość: Doki hurra dla paw_dady!!! IP: 195.13.26.* 02.12.02, 08:56
      Wiadomosc z dzisiejszej gazety (De Morgen):

      "Kobiety, ktore zajda w ciaze dzieki zaplodnieniu in vitro, beda wkrotce otrzymywac zwrot kosztow laboratoryjnych z kasy chorych. Jedna proba in votro kosztuje ok 1250 euro i w tej chwili nie jest oplacana przez kase chorych. (...)
      Minister spraw socjalnych chce finansowac zwrot kosztow zaplodnienia in vitro poprzez ograniczenie ilosci ciaz mnogich wywolywanych in vitro. Dzieki temu zapobiegnie sie drogiemu leczeniu wczesniakow. Zaoszczedzone pieniadze wystarcza, aby zaplacic prawie 100% kosztow zaplodnienia in vitro."

      Hurra dla paw_dady, bo to jest dobra wiadomosc. No i jak widac, mialem racje, koszt leczenia wczesniakow jest wysoki, a niektore spoleczenstwa zastanawiaja sie jak to zmienic i ustanawiaja w tym celu priorytety.
    • Gość: Lena Re: Czy ratowanie wcześniaków ma sens? IP: 213.25.39.* 02.12.02, 22:50
      Wiesz Doki, nie chciałabym byś był lekarzem, który decyduje np. o mnie lub o
      kimś z mojej rodziny przywiezionym np. z wypadku /dla ułatwienia dodam,że nie
      byłam wcześniakiem i jestem zdrowa jak ryba/. Obawiam się, że decydującym
      kryterium dla Ciebie byłaby obciążenienie społeczeństwa ewentualnymi skutkami
      być może nieumiejętności lekarskiej. Dla mnie to jest połączenie ignorancji z
      arogancją. Przysięga Hipokratesa zobowiązuje. Chyba,że piszesz z pozycji
      managera szpitala, a to co innego i powinieneś to zaznaczać. Mam nadzieję, że
      to co piszesz jest tylko wynikiem obserwacji, przemyśleń własnych i nie
      przenosisz tego na grunt zawodowy.
      Nie uważam, jak volny,że aby o czyś mówić lub pisać trzeba samemu tego
      doświadczyć ale odbieranie komuś głosu z racji właśnie osobistych doświadczeń
      jako "emocjonalnie zaangażowanemu" jest nieporozumieniem. To tak jak gdybysmy
      na temat reformy szkolnictwa zabraniali się wypowiadać uczniom i ich rodzicom a
      na temat wprowadzenia winiet odebrali głos posiadaczom samochodów bo kazdy
      ma "niezdrowy osobisty stosunek". No może nie niezdrowy ale zbyt osobisty.
      Pozdrawiam.
      • Gość: Doki Re: Czy ratowanie wcześniaków ma sens? IP: 195.13.26.* 03.12.02, 08:55
        Gdy jestem lekarzem, to jestem lekarzem i kieruje sie dobrem pacjenta, przy czym nie zawsze dobro pacjenta oznacza przedluzanie zycia za wszelka cene. To trudna dyskusja i prowadzi sie ja w kazdym przypadku osobno. Wreszcie lekarz wykonuje zabiegi scisle ze wskazan, a ich celem jest poprawa stanu zdrowia. Jesli cel ten jest nie do osiagniecia, nie ma wskazan do zabiegu.
        Przysiega Hipokratesa jest zbiorem ogolnych zasad, jakby tradycyjna latarnia morska, a nie kodeksem postepowania.
        Poza tym, ze jestem lekarzem, jestem tez obywatelem, czlonkiem spoleczenstwa i obywatelem i z takiej pozycji tu pisze, dodajac tu wlasne doswiadczenia jako lekarz.

        PZDR
        • Gość: Lena Re: Czy ratowanie wcześniaków ma sens? IP: 213.25.39.* 03.12.02, 12:52


          Gość portalu: Doki napisał(a):

          > Gdy jestem lekarzem, to jestem lekarzem i kieruje sie dobrem pacjenta, przy
          czy
          > m nie zawsze dobro pacjenta oznacza przedluzanie zycia za wszelka cene. To
          trud
          > na dyskusja i prowadzi sie ja w kazdym przypadku osobno. Wreszcie lekarz
          wykonu
          > je zabiegi scisle ze wskazan, a ich celem jest poprawa stanu zdrowia. Jesli
          cel
          > ten jest nie do osiagniecia, nie ma wskazan do zabiegu.
          > Przysiega Hipokratesa jest zbiorem ogolnych zasad, jakby tradycyjna latarnia
          mo
          > rska, a nie kodeksem postepowania.
          > Poza tym, ze jestem lekarzem, jestem tez obywatelem, czlonkiem spoleczenstwa
          i
          > obywatelem i z takiej pozycji tu pisze, dodajac tu wlasne doswiadczenia jako
          le
          > karz.
          >
          > PZDR

          Właśnie o to mi chodzi.Każdy ma swoje doświadczenia, Ty jako lekarz i te
          żyjące "wcześniaki" juz dziś dorosłe, które kiedyś "źle rokowały" a jednak ...
          jak to mówi przysłowie "jak człowiek się zaprze i chce żyć to i medycyna nie
          pomoże".
          Na pewno przedłużanie zycia człowieka- rosliny za którego oddycha aparatura a
          rodzina upiera się że on zyje bo mu serce bije jest bez sensu, na pewno
          ratowanie zycia wczesniaka którego organy nie mogą samodzielnie funkcjonować i
          rozwój tych organów w inkubatorze jest niemożliwy jest też bez sensu. Nie
          zazdroszczę lekarzowi który mimo tej pewności musi powiedzieć "odłączamy".
          Pozdrawiam bardzo.
        • antymuslim Re: Czy ratowanie wcześniaków ma sens? 03.12.02, 13:20
          Gość portalu: Doki napisał(a):

          > Gdy jestem lekarzem, to jestem lekarzem i kieruje sie dobrem pacjenta, przy
          czy
          > m nie zawsze dobro pacjenta oznacza przedluzanie zycia za wszelka cene.

          Jak nie maa życia, to już nie ma pacjenta, facet i nie ma zatem jego dobra. A
          resztę możesz wtedy wsadzić, wiesz chyba gdzie?


          To trud
          > na dyskusja i prowadzi sie ja w kazdym przypadku osobno. Wreszcie lekarz
          wykonu
          > je zabiegi scisle ze wskazan, a ich celem jest poprawa stanu zdrowia. Jesli
          cel
          > ten jest nie do osiagniecia, nie ma wskazan do zabiegu.
          Automatycznie oznacza to pogorszenie stanu zdrowia(jakie piękne eufemistyczne
          określenie na śmierć!)???


          > Przysiega Hipokratesa jest zbiorem ogolnych zasad, jakby tradycyjna latarnia
          mo
          > rska, a nie kodeksem postepowania.

          Nie szkodzić, brzmi całkiem jednoznacznie- odłączenie od aparatury jest zatem
          szkodą.

          > Poza tym, ze jestem lekarzem, jestem tez obywatelem, czlonkiem spoleczenstwa
          i
          > obywatelem i z takiej pozycji tu pisze, dodajac tu wlasne doswiadczenia jako
          le
          > karz.
          >
          > PZDR

          P.S. Nie jestem wcześniakiem. Ważyłem 4 kg i urodziłem się w świetnej formie.
          Mam dwoje dzieci, też nie wcześniaki. Na moje zdanie nie mają wpływu osobiste
          doświadczenia. Jestem człowiekiem a nie jedynie trybikiem w społecznej
          machinie, czego i tobie życzę, a sobie nie spotkać takich lekarzy jak ty.Nigdy.
          • Gość: Doki Re: Czy ratowanie wcześniaków ma sens? IP: 195.13.26.* 03.12.02, 13:49
            antymuslim napisała:

            > > ten jest nie do osiagniecia, nie ma wskazan do zabiegu.
            > Automatycznie oznacza to pogorszenie stanu zdrowia(jakie piękne eufemistyczne
            > określenie na śmierć!)???
            > Nie szkodzić, brzmi całkiem jednoznacznie- odłączenie od aparatury jest zatem
            > szkodą.

            I tu sie mylisz, i tego doswiadczenia Ci brakuje, zeby zrozumiec sytuacje, gdzie zycie jest gorsze od smierci. A ja wiem, bo widzialem takie sytuacje.

            Jestem człowiekiem a nie jedynie trybikiem w społecznej
            > machinie, czego i tobie życzę, a sobie nie spotkać takich lekarzy jak ty.Nigdy.

            Niestety, przed spoleczenstwem nie uciekniesz. Lekarz nie jest suwerennym panem zycia i smierci. Nie rozporzadza tez dowolnie srodkami, jakie ma do swojej dyspozycji. Jest zwiazany wieloma prawami, regulami, ktorych przekroczenie grozi mu np odebraniem licencji. Chociaz najwazniejsza moja odpowiedzialnosc jest przed pacjentem, nie uciekne od odpowiedzialnoscia przed moim mocodawca, ktorym jest spoleczenstwo. To ono pozwolilo mi praktykowac, wyposazylo w niektore prerogatywy, jak np zbieranie i przechowywanie najbardziej intymnych informacji o danej osobie. Spoleczenstwo obdarza tez lekarzy zaufaniem, a takze finansuje ich dzialalnosc. Nic dziwnego jednak, ze coraz wieksza jest swiadomosc, ze lekarzy trzeba kontrolowac, zwlaszcza ze dzieki postepowi gotowi sa zrujnowac cale spoleczenstwo w tzw slusznej sprawie. Ja, lekarz, mowie spoleczenstwu, ze powinno sie zastanowic co dalej, bo na pewno nie bedzie dalej tak, jak dotychczas.
          • Gość: Doki ten parszywiec doki IP: *.208-200-80.adsl.skynet.be 03.12.02, 19:14
            antymuslim napisała:

            > a sobie nie spotkać takich lekarzy jak ty.Nigdy.

            Powiedz, prosze, dlaczego? Czy dlatego, ze zastanawiam sie nad kwestiami, o ktorych pisalem (czyli ze wolalbys lekarza, ktory nie zastanawia sie nad skutkami swoich dzialan w kontekscie szerszym niz pieta pacjenta), czy dlatego, ze zastanawiam sie publicznie (i wolisz, zebysmy my lekarze tego typu kwestie zalatwiali we wlasnym gronie, bez angazowania w to wszystkich)? A moze z jeszcze innego powodu?
            • antymuslim Re: ten parszywiec doki 04.12.02, 08:14
              Gość portalu: Doki napisał(a):

              > antymuslim napisała:
              >
              > > a sobie nie spotkać takich lekarzy jak ty.Nigdy.
              >
              > Powiedz, prosze, dlaczego? Czy dlatego, ze zastanawiam sie nad kwestiami, o
              kto
              > rych pisalem (czyli ze wolalbys lekarza, ktory nie zastanawia sie nad
              skutkami
              > swoich dzialan w kontekscie szerszym niz pieta pacjenta), czy dlatego, ze
              zasta
              > nawiam sie publicznie (i wolisz, zebysmy my lekarze tego typu kwestie
              zalatwial
              > i we wlasnym gronie, bez angazowania w to wszystkich)? A moze z jeszcze
              innego
              > powodu?

              Dlatego, że nigdy nie byłbym pewny, czy nie uznasz, że czyjeś życie nie ma
              sensu i w związku z tym nie warto ( z różnych, nie tylko ekonomicznych
              względów) np. podejmować leczenia.
              • Gość: Doki Re: ten parszywiec doki IP: 195.13.26.* 04.12.02, 10:08
                antymuslim napisała:

                > Dlatego, że nigdy nie byłbym pewny, czy nie uznasz, że czyjeś życie nie ma
                > sensu i w związku z tym nie warto ( z różnych, nie tylko ekonomicznych
                > względów) np. podejmować leczenia.

                W takim razie moge Cie uspokoic. Czasem uznaje, ze dalsze leczenie nie ma sensu, tzn ten czy inny zabieg nie przyniesie zamierzonego efektu. Np jesli pacjent, ktory palil cale zycie po raz n-ty laduje na intensywnej terapii na oddechu wspomaganym i mimo codziennie powtarzanych prob nie jest w stanie wrocic do oddechu wlasnego, a w dodatku przyczepia sie zapalenie pluc i dalsze powiklania, mozna dojsc do wniosku, ze dalsze prowadzenie oddechu wspomaganiego nie ma sensu, ale tej decyzji nie podejmuje sie z dnia na dzien i nie bez konsultacji z rodzina i, jesli mozliwe, z samym zainteresowanym.
                Co do wartosci zycia, ten problem lepiej rozwazac publicznie, np na forum, niz przy lozku pacjenta.
                • antymuslim nie taki parszywiec 04.12.02, 11:37
                  Gość portalu: Doki napisał(a):

                  > antymuslim napisał:
                  >
                  > > Dlatego, że nigdy nie byłbym pewny, czy nie uznasz, że czyjeś życie nie ma
                  >
                  > > sensu i w związku z tym nie warto ( z różnych, nie tylko ekonomicznych
                  > > względów) np. podejmować leczenia.
                  >
                  > W takim razie moge Cie uspokoic. Czasem uznaje, ze dalsze leczenie nie ma
                  sensu
                  > , tzn ten czy inny zabieg nie przyniesie zamierzonego efektu. Np jesli
                  pacjent,
                  > ktory palil cale zycie po raz n-ty laduje na intensywnej terapii na oddechu
                  ws
                  > pomaganym i mimo codziennie powtarzanych prob nie jest w stanie wrocic do
                  oddec
                  > hu wlasnego, a w dodatku przyczepia sie zapalenie pluc i dalsze powiklania,
                  moz
                  > na dojsc do wniosku, ze dalsze prowadzenie oddechu wspomaganiego nie ma
                  sensu,
                  > ale tej decyzji nie podejmuje sie z dnia na dzien i nie bez konsultacji z
                  rodzi
                  > na i, jesli mozliwe, z samym zainteresowanym.
                  > Co do wartosci zycia, ten problem lepiej rozwazac publicznie, np na forum,
                  niz
                  > przy lozku pacjenta.

                  Na pewno łatwiej rozważać ten problem teortycznie, niż podejmować decyzje w
                  realnym życiu. Dlaczego jednak uważasz, że życie jednostki nie ma wielkiego
                  znaczenia, przecież ty nie jesteś w stanie ocenić wartości czyjegoś życia,
                  zakładać z góry , że nie ma sensu, oceniać wartości życia pod kątem jego
                  przydatnośi dla społeczeństwa? Mnie nie interesuje, czy moje życie przyda się
                  społeczeństwu, ważne jest, że ja widzę w nim sens i wiem,że z faktu mojego
                  istnienia, cieszy się jeszcze parę osób,to jest ważniejsze niż czyjaś ocena.
                  Kto dał nam prawo do oceniania jakości czyjegoś życia, czy uważasz, że twoje
                  życie więcej jest warte niż życie bezdomnego, tylko dlatego, że jesteś lekarzem
                  i w związku z tym w oczywisty sposób społeczeństwo czerpie z ciebie korzyści,
                  możesz mu służyć swoją wiedzą i umiejętnościami? Nawet jeśli patrzysz na
                  wszystko z punktu widzenia społecznej przydatności, powinieneś wziąć pod uwagę,
                  że nie wszyscy podzielaja twój punkt widzenia.Poza tym, życie bezdomnego nawet
                  rozpatrywane w tych kategoriach ma swój sens- chociażby taki, by tacy jak ty (
                  i ja) nie popadli w samozadowolenie i przeświadczenie, że wszystko zawsze
                  będzie pięknie i wspaniale się układało.
                  • Gość: Doki =>antymuslim IP: 195.13.26.* 04.12.02, 12:26
                    Totez ja nie chce wymierzac wartosci zycia w ogole. Wydaje mi sie, ze istnieje tylko subiektywnie postrzegana wartosc zycia. Tylu ludzi umiera co dnia i co? I nic, no moze czasem gorycz, gdy umiera ktos bliski i tez nic sie nie dzieje.
                    "Przydatnosc dla spoleczenstwa" to tez uproszczenie. Zycie moze miec wartosc, ktora czasem jest nawet mierzalna w dolarach, np o ile pamietam, Medicare nie finansuje leczenia, jesli tzw cost per QALY (quality adjusted life year) wynosi ponad 500000 dolarow. To jest dla nich cena statystycznego zycia. I tu jest pies pogrzebany. Co jestesmy gotowi zrobic, by to czy inne zycie zachowac. Jesli znany aktor spadnie z konia i skonczy z porazeniem 4 konczyn, beda operacje, rehabilitacja itp i wszyscy beda sie cieszyc, ze po kilku latach moze ruszyc noga i beda go nazywac swiatlem nadziei dla tysiecy podobnych pacjentow. Jesli jednak w miejscowosci Zadupie Dolne nad Mszawa bezdomny alkoholik po pijanemu spadnie ze skarpy i skonczy z porazeniem 4 konczyn, rozmowa bedzie inna nawet wtedy, gdy on jest ubezpieczony. Nie tylko dlatego, ze moze nie ma on dostepu do tylu mozliwosci terapeutycznych, ale takze dlatego, ze nie ma sensu ladowac pieniedzy w uzaleznionego, co do ktorego sa watpliwosci, czy bedzie sie trzymal planu rehabilitacji, czy nie bedzie sie narazal na nowe urazy itp. Podobnie np z przeszczepami watroby u chorych z poalkoholowa marskoscia i niewydolnoscia watroby: robic czy nie? A nieslawnej pamieci komisje dializacyjne za komuny: nie bylo dosc sztucznych nerek, totez chorych kierowano na dializy zaleznie od "spolecznej percepcji wartosci zycia chorego". To nie bylo tak dawno temu.
                    Wszystko, co chce powiedziec to to, ze zycie swoje i innych ciagle kladziemy na szali, swiadomie lub nie. I z gorycza stwierdzam, ze zycie samo w sobie niewiele ma wartosci, chyba tylko dla nas samych. Ale dla mnie wynika z tego, ze prawo do zycia jest tylko pieknym moralnym postulatem.
                    • cree wycenione życie 04.12.02, 22:59
                      Gość portalu: Doki napisał(a):

                      > Zycie moze miec wartosc, ktora czasem jest nawet mierzalna w dolarach, np o
                      ile pamietam, Medicare nie finansuje leczenia, jesli tzw cost per QALY (quality
                      adjusted life year) wynosi ponad 500000 dolarow. To jest dla nich cena
                      statystycznego zycia.

                      > Podobnie np z przeszczepami watroby u chorych z poalkoholowa marskoscia i
                      niewydolnoscia watroby: robic czy nie? A nieslawnej pamieci komisje
                      dializacyjne za komuny: nie bylo dosc sztucznych nerek, totez chorych kierowano
                      na dializy zaleznie od "spolecznej percepcji wartosci zycia chorego". To nie
                      bylo tak dawno temu.

                      A co powiesz Doki na taki przyklad z polskiego zycia wziety?
                      Łaczy w sobie w praktyce cały temat tego watku.
                      Rodzi sie (w terminie) dziecko, wedlug lekarzy calkiem zdrowe, zarowno na
                      ciele, jak i na umysle. Zółtaczka noworodka trwa zbyt długo, jak na żółtaczke
                      fizjologiczna, ale zostaje wypisane ze szpitala bez żadnych wskazówek dla
                      rodziców. Przypadek powoduje, bo żadnych dolegliwosci u dzieciecia nie widac,
                      ze rodzice trafiaja do pediatry z pytaniem, czy zolty kolor skory nie utrzymuje
                      sie zbyt dlugo. Po badaniach specjalistycznych diagnoza potwierdza zwezenie
                      przewodow zolciowych. Dziecko trafia w rece chirurgow, ktorzy na stole
                      operacyjnym potwierdzaja nieodwracalnosc tego stanu. Wykonuja skomplikowany
                      zabieg zwany Kasai. I ostrzegaja, ze mimo tego konsekwencja moze byc.... No
                      chyba wiesz, co.
                      Po paru latach, mimo leczenia zachowawczego, kolejna diagnoza - marskosc
                      watroby. Potrzebny przeszczep tego narzadu, ktorego w Polsce (2 lata temu) nie
                      wykonuje sie. Mozna tego dokonac w Belgii, albo we Francji. Koszt zabiegu - 350
                      tysiecy nowych zlotych polskich. Kwota dla normalnie zarabiajacych rodzicow nie
                      do osiagniecia.
                      Co dalej?

                      Kolejny fakt - nerki. Nie tak dawno kasy chorych odmowily dalszego
                      dofinansowania leczenia osob, ktore sa po przeszczepach (wykonywanych "za
                      darmo", czyli z kasy publicznej). Wiadomo, potrzebuja lekow, ktore zapobiegaja
                      odrzutowi. Potrzebuja, aby zachowac zycie, przedluzone w wyniku transplantacji.
                      O ile pamietam, chodzilo o kwote 10 milionow zlotych. Awantura w mediach
                      spowodowala, ze te pieniadze do tej konkretnej, regionalnej kasy chorych jednak
                      trafily.

                      Mamy wiec dokladnie podana cene zycia, ktore w ramach systemu mialo byc skazane
                      na niebyt. Nie trzeba wiec teoretycznych rozwazan pod haslem: ile warte jest
                      zycie osob (niemal)pelnosprawnych. Niemal, bo jednak NORMALNIE funkcjonujacych
                      dzieki lekom i lekarzom. I za konkretne pieniadze, wydawane - albo nie - z kasy
                      publicznej, czyli z naszej kieszeni.
          • Gość: Witold Re: Czy ratowanie wcześniaków ma sens? IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 05.12.02, 01:15
            Twoje sloawa skierowanie sa do czlowieka
            a doki to nawet nie zalicza sie do zwierzat
            to taka sobie ameba umyslowa
            Wirold

            antymuslim napisała:

            > Gość portalu: Doki napisał(a):
            >
            > > Gdy jestem lekarzem, to jestem lekarzem i kieruje sie
            dobrem pacjenta, prz
            > y
            > czy
            > > m nie zawsze dobro pacjenta oznacza przedluzanie
            zycia za wszelka cene.
            >
            > Jak nie maa życia, to już nie ma pacjenta, facet i nie
            ma zatem jego dobra. A
            > resztę możesz wtedy wsadzić, wiesz chyba gdzie?
            >
            >
            > To trud
            > > na dyskusja i prowadzi sie ja w kazdym przypadku
            osobno. Wreszcie lekarz
            > wykonu
            > > je zabiegi scisle ze wskazan, a ich celem jest
            poprawa stanu zdrowia. Jesl
            > i
            > cel
            > > ten jest nie do osiagniecia, nie ma wskazan do zabiegu.
            > Automatycznie oznacza to pogorszenie stanu
            zdrowia(jakie piękne eufemistyczne
            > określenie na śmierć!)???
            >
            >
            > > Przysiega Hipokratesa jest zbiorem ogolnych zasad,
            jakby tradycyjna latarn
            > ia
            > mo
            > > rska, a nie kodeksem postepowania.
            >
            > Nie szkodzić, brzmi całkiem jednoznacznie- odłączenie
            od aparatury jest zatem
            > szkodą.
            >
            > > Poza tym, ze jestem lekarzem, jestem tez obywatelem,
            czlonkiem spoleczenst
            > wa
            > i
            > > obywatelem i z takiej pozycji tu pisze, dodajac tu
            wlasne doswiadczenia ja
            > ko
            > le
            > > karz.
            > >
            > > PZDR
            >
            > P.S. Nie jestem wcześniakiem. Ważyłem 4 kg i urodziłem
            się w świetnej formie.
            > Mam dwoje dzieci, też nie wcześniaki. Na moje zdanie
            nie mają wpływu osobiste
            > doświadczenia. Jestem człowiekiem a nie jedynie
            trybikiem w społecznej
            > machinie, czego i tobie życzę, a sobie nie spotkać
            takich lekarzy jak ty.Nigdy.
        • Gość: dorota Re: Czy ratowanie wcześniaków ma sens? IP: *.proxy.aol.com 03.12.02, 19:53
          Nie jest prawda to ,co z silnym przekonaniem tu wypisujesz, iz " lekarz
          wykonuje zabiegi scisle ze wskazan, a ich celem jest poprawa stanu zdrowia,
          jesli cel nie moze zostac osiagniety nie ma wskazan do zabiegu". Dam ci prosty
          przyklad- zabiegi paliatywne (wykonywane w celu li tylko poprawy JAKOSCI ZYCIA,
          a nie stanu zdrowia, ktorego ratowac juz nie mozemy.Wykonywane w celu
          zniesienia bolu, przywrocenia poczucia godnosci smiertelnie chorego
          czlowieka.Medycyna EUROPEJSKA okazuje szacunek ludzkiemu zyciu, uwaza je za
          wartosc nadrzedna i stara sie ratowac, kiedy to mozliwe i odstepuje od
          ratowania, w niektorych, okreslonych zasadami deontologii lekarskiej
          przypadkach. W tym zawodzie nie mozna wszystkiego obliczyc, kalkulowac, jak
          rowniez nie wolno sadzic, ze ma sie patent na wszechwiedze, dobrze natomiast
          posiadac odrobine wiecej pokory.
          • Gość: Doki Re: Czy ratowanie wcześniaków ma sens? IP: *.208-200-80.adsl.skynet.be 03.12.02, 20:37
            Gość portalu: dorota napisał(a):

            > Nie jest prawda to ,co z silnym przekonaniem tu wypisujesz, iz " lekarz
            > wykonuje zabiegi scisle ze wskazan, a ich celem jest poprawa stanu zdrowia,
            > jesli cel nie moze zostac osiagniety nie ma wskazan do zabiegu". Dam ci prosty
            > przyklad- zabiegi paliatywne (wykonywane w celu li tylko poprawy JAKOSCI ZYCIA,
            >
            > a nie stanu zdrowia, ktorego ratowac juz nie mozemy.

            Masz slusznosc, to byl za duzy skrot myslowy z mojej strony. Dziekuje za zwrocenie mi uwagi.
    • Gość: Doki a gdzie etyka???? IP: 195.13.26.* 03.12.02, 14:10
      No wlasnie. Nikt nie zadal wprost takiego pytania, byly tylko aluzje do Hipokratesa, wiec sam zapytam i odpowiem.
      Wspolczesna etyka medyczna opiera sie na 4 filarach:
      1. beneficence, czyli dzialanie dla dobra pacjenta.
      2. non-maleficence, czyli nieczynienie szkody pacjentowi. Wbrew pozorom to nie jest to samo, co punkt 1.
      3. respect for autonomy of the patient, poszanowanie autonomii, np nieprzetaczanie krwi Swiadkowi Jehowy, jesli sobie tego nie zyczy, mimo ze tworzy to potencjalne zagrozenie dla jego zycia.

      i wreszcie...

      4. distributive justice, czyli sprawiedliwy rozdzial dostepnych srodkow. Nie moze byc tak, ze waska grupa zuzyje lwia czesc dostepnych srodkow, pozostawiajac wieksza grupe na lodzie. Poniewaz nie ma sposobu, by pieniadze rozmnozyc, czasem trzeba podejmowac trudne decyzje. Ciagne te dyskusje w pojedynke po to, by w Was zapalic swiatelko, ze trzeba o tym myslec. Albo zadecyduje ogol, albo ktoregos dnia obudzimy sie wszyscy z reka w nocniku. Spoleczenstwo zepchnelo te decyzje na lekarzy, bo tak bylo mu wygodniej. Ktory polityk wychyli sie z pogladami podobnymi do moich??? Myslicie, ze lekarzom jest tak przyjemnie pracowac w permanentnym niedoborze wszystkiego??? Wiedzac, ze teoretycznie mozliwosci sa wieksze, ale nie ma do nich dostepu z bardzo prozaicznych powodow?
      Pomyslcie nad tym. I nie obawiajcie sie mnie. Nie nazywalem sie wczesniej Shipman.
      • Gość: A27 Re: a gdzie etyka???? IP: *.proxy.aol.com 04.12.02, 02:57
        Gdyby to byl moj dzidzius to chcialabym by byl ratowany za wszelka cene.
        Mysle, ze decyzja powinna nalezec do rodzicow, a nie do reszty spoleczenstwa,
        ktore "traci" finansowo na wczesniaku i "oslabianiu populacji". Bardzo nie
        podobaja mi sie gadki o oslabianiu populacji. Z drugiej strony bardzo podoba
        mi sie w Doki to, ze niezaleznie od swoich prywatnych pogladow i systemu
        wartosci jako lekarz postepuje tak jak nakazuje etyka zawodowa. To chyba
        wymaga duzej sily by robic cos z obowiazku przy jednoczesnej swiadomosci, ze to
        co sie rob jest sprzeczne z wewnetrznymi przkonaniami, ktorych w pracy nawet
        nie mozna pokazac.
        • Gość: Doki Re: a gdzie etyka???? IP: *.208-200-80.adsl.skynet.be 04.12.02, 07:44
          Gość portalu: A27 napisał(a):

          ze niezaleznie od swoich prywatnych pogladow i systemu
          > wartosci jako lekarz postepuje tak jak nakazuje etyka
          zawodowa. To chyba
          > wymaga duzej sily by robic cos z obowiazku przy
          jednoczesnej swiadomosci, ze to
          >
          > co sie rob jest sprzeczne z wewnetrznymi przkonaniami,
          ktorych w pracy nawet
          > nie mozna pokazac.

          Po pierwsze, nie tak znowu sprzecznie. Ja rozumiem
          dlaczego pewne rzeczy sa urzadzone tak a nie inaczej,
          nawet jesli mi sie to nie podoba. Uznaje dobro wyzsze niz
          jednostkowe, w tym wypadku moje. Nie podac krwi swiadkowi
          Jehowy jest sprzeczne z moimi pogladami, a nakaz
          religijny, ktory zabrania transfuzji uwazam osobiscie za
          blad w interpretacji i nie mialbym problemu, zeby na ten
          temat z Jehowa osobiscie sie rozmowic, ale nie przetocze
          krwi, bo racja autonomii pacjenta jest wyzsza od mojej
          prywatnej.
          Po drugie, mozna pokazac. Nie jestem w moich pogladach,
          ktore tutaj tak raza, osamotniony.
          • forward Re: a gdzie etyka???? 08.12.02, 09:16
            No i to mnie rozśmieszyło na maksa. Polska to taki dziwny kraj w którym powoli
            każdy zawód ma swój kodeks etyczny. A z drugiej strony korporacje zamykają się
            a urzędnicy i funkcjonariusze są podatni na korupcje. Ogólnie kwitnie
            demoralizacja i nepotyzm. I te wszystkie partykularne grupy wyznający jedynie
            wartość pieniądza, ten kult jest bardzo silny w społeczeństwa
            wczesnokapitalistycznych ( wystarczy poczytać Balzac'a albo Dickens'a )
            dokonują maestrii obłudy uchwalając raz zarazem kolejne kodeksy deontologiczne,
            które są tylko i wyłącznie manifestem ich partykularnych egoistycznych
            interesów.


            Forward
    • whine Re: Czy ratowanie wcześniaków ma sens? 09.12.02, 10:14
      Jestem mamą trzyletniego malucha, który urodził się jako wcześniak, przeszedł
      zapalenie opon mózgowych, operację po ropniach międzyjelitowych i perforacji
      jelit, zapalenie mięśnia sercowego. Dzięki Bogu, a także wspaniałym lekarzom z
      reanimacji, ich determinacji i poświęceniu cieszę się tą małą iskierką, która
      jest częścią mnie. Żyje i jest zdrowa. Więc po co zadawać takie głupie pytania.
    • agniecha3 Re: Czy ratowanie wcześniaków ma sens? 10.12.02, 15:45
      nie czytalam odpowiedzi na ten watek, wiec moze sie powtorze

      Nika, jestes matka? bo na to pytanie naprawde latwo odpowiedziec - czy
      widzialabys sens w ratowaniu Twojego dziecka-wczesniaka?
      Ja tak.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka