Dodaj do ulubionych

Czy solidarnosc jest mitem ?

31.03.06, 14:27
Ostatnio nurtuje mnie pytanie - czy rzeczywiscie istnieje cos takiego jak
solidarnosc, a moze jest to mit?
Niestety dla mnie, nie jest to tak bardzo oczywiste :(. Zawsze jest jakas grupa
interesu, ktora bedzie domagac sie dla siebie, najlepszych praw. Przykladowo
gornicy, ktorzy maja potezne wplywy na zmiany decyzji rzadu ze
wzgledu na ich liczbe, moga wywalczyc nie mal wszystkie przywileje, nasuwaja
mi sie merytury, ktore bede dostawac po 25 latach pracy. Nie sadze, ze ich
obchodzi, ze za to zaplaca inni podatnicy, ktory beda obciazeni, coraz to
wiekszymi
podatkami. Czy rencista, ktory falszuje swoje swiadectwo zdrowia,
może mu się udac nadal dostawac rente i nie patrzac, na innych ze beda musieli
finansowac
jego utrzymanie. Czy zamieszki we Francji ukazuja solidarnosc i partyjotyzm
obywateli, czy moze jednak psuja panstwo, ktore na dluzsza mete, nie wytrzyma
tak bardzo rowinietej polityki socjalnej? Czy solidarnosc Kaczynskich to
pozywka dla ludzi, ktorym sie wydaje, ze panstwo bedzie silniejesze i
solidarne? a może jednak w rezultacie nasze panstwo zmierza droga "zepsutej"
Francji?, ktorej dni sa policzone, jesli sie tam nie zmieni podejscie do
polityki liberalnej, ktora sama w sobie rozwija duch przedsiebiorcy u
obywateli, zamias go dusic. Czy solidarnosc to mit? Skoro tak trudno okreslic
czym ona jest? Bardzo prosilbym forowiczow o rozwiniecie watku i przepraszam
jednoczenie za zagmatwany styl pisma, mam nadzieje, ze sam sens mojego
zapytania jest zrozumialy :-)
Obserwuj wątek
    • Gość: second-hand virgin Re: Czy solidarnosc jest mitem ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.06, 14:35
      mit, w dodatku chamsko nadużywany. Biorąc pod uwagę, ze jedyne w miare trwale
      wiezi jakie łącza ludzi to te rodzinne (a i to nie za czesto) to głownym nurtem
      jest rywalizacja, a nie współpraca. Mozemy być solidarni, jesli przynosi nam to
      jakies korzyści - jak chocby zmiana ustroju państwa, natomiast na codzień nie
      przydaje sie to do niczego, a wręcz przeszkadza w prowadzeniu normalnego zycia.
      Gdyby cżłowiek miał sie przejmowac kazda pania Wiesią spod trojki co dogorywa,
      bo nie starcza jej renty na pokarm, czy panem Józkiem, który stracił prace i
      nie potrafi sobie znaleźć nastepnej, to całe życie spędzałby na zamrtwianiu się
      cudzymi problemami. Solidarnośc jest jeszcze do wyłapania w małych kregach -
      sasiedzkich, towarzyskich, religijno-wspólnotowych, ale tez z reguły trwa tylko
      do momentu, gdy jest opłacalna. Później najczęsciej przeradza sie w otwarte
      konflikty i wojenki.
      Oczywiście sa jednostki gotowe by sie poswięcić dla innych, ale sa to
      jednostki, k0ompletnie nieznaczace w skali całego świata, czy nawet państwa
      • chochlik5 Re: Czy solidarnosc jest mitem ? 01.04.06, 11:42
        Lubelska "SOLIDARNOŚĆ" nie jest mitem. Jest jescze od czasów PRL-u producentem
        doskonałych wyrobów cukierniczych zyskujacych sławę również w konkursach TV
        jako nagrody pocieszenia i nie tylko: "Jaka to melodia", "Familiada". Niestety
        nie mam szans na zdobycie tym sposobem kuferka słodyczy firmy "SOLIDARNOŚĆ",Ale
        nic straconego. Mogę sobie poprostu taki kuferek z kaloriami kupić.
        • Gość: cookies Re: Czy solidarnosc jest mitem ? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 01.04.06, 15:56
          "Solidarność"- ruch społeczny lat 80-tych jest faktem historycznym,który ma do
          dzis wpływ na przemiany w naszym kraju.
          I te skojarzenia przychodzą mi na myśl kiedy słyszę i myślę "solidarność".
          • lascars1 Re: Czy solidarnosc jest mitem ? 01.04.06, 16:15
            "Narodowa megalomania, silnie obecna na prawicy, i brak spójnej wizji interesów
            Polski w świecie globalnych procesów i zagrożeń może prowadzić do marginalizacji
            naszego kraju w Europie" - Aleksander Smolar
            serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34591,3252017.html
            Nie wydaje wam sie, ze egoizm narodowych interesow, moze prowadzic do tego, ze
            idea solidarnisci 80, staje sie mitem,wszystko co ogranicza sie do interesow
            jednej lub paru grup s[polecznych czy roznych nacji, czy jest mozliwe, aby
            ludzka swiadomosc, spogladala poza ramy "wlasnego czubka nosa". Jak naprzyklad,
            europa regionow, dala by nam wiecej niz europa narodow, bo byc moze ludzie
            zaczeli by spogladac dalej i z perspektywy wszyskich, a nie tylko niektorych,
            ktorym sie to by oplacalo?
            • Gość: woJOWnik Re: Czy solidarnosc jest mitem ? IP: 195.127.59.* 01.04.06, 16:36
              Solidarność nie będzie mitej jeżeli wprowadzimy Jednomandatowe Okręgi Wyborcze
              (JOW). Ktoś napisał, że wolny rynek (bardziej liberalny) pobudza
              przedsiębiorczość, niech politycy wreszcie będą mogli się wykazać.
              W JOW występuje silna więź wyborcy (narodu) z posłem (jego przedstawicielem i
              zarządcą), powoduje zaangażowanie obywateli w życie publiczne, ale taki system
              wyborczy przede wszystkim wymusza na posłach SKUTECZNOŚĆ!
              Pozdrawiam wszystkich zwolenników uczciwych i przejrzystych zasad gry i
              zapraszam na konferencję w Sejmie za tydzień 8 kwietnia.
              woJOWnik
              • wariant_b Re: Czy solidarnosc jest mitem ? 02.04.06, 15:41
                Strasznie manipulujesz, kolego woJOWnik.

                Okręgów jednomandatowych nie mamy, bo w pewnym okresie wydawało się,
                że może to spowodować iż w Sejmie będzie 460 senatorów Stokłosów,
                którzy kampanią wyborczą kupią lub wywalczą sobie to miejsce.
                Potem trochę się zmieniło - biznes się nie afiszuje, autorytety popadały,
                po wprowadzeniu progów i innych zabiegach technicznych mamy teraz sytuację,
                że w parlamencie będzie 460 posłów PiS, PO czy kto tam będzie topowy.
                Przy obecnych układach powiedzmy: 250 PiS, 200 PO i 10 innych.
                Tych 10, to będą tacy ludzie, jakich chciałbyś w parlamencie, gdyby oczywiście
                reprezentowali Twoją opcję. O pozostałych 450 można powiedzieć tyle, co o
                obecnych senatorach - czyli w zasadzie nic pozytywnego. Partia ich skierowała
                na to odpowiedzialne stanowisko, więc oni będą lojalnie ... BMW

                JOWy byłyby do zaakceptowania, gdybyśmy mieli dobrze ustabilizowany układ
                dwupartyjny, w sytuacji jaką mamy - PiS i PO, ja nie widzę większej różnicy ani
                w poglądach, ani programach, ani życiorysach ludzi, coś tam odmiennego w
                hasłach wyborczych (chyba inna odmiana gruszek?) i tyle.

                W krótkowzrocznej, krótkoterminowej i krótkotrwałej polityce naszych elit
                da to wyrzucenie z sejmu na jedną kadencję SO, PSL, LPR i SLD i straszny
                płacz po czterech latach, że SLD zawłaszczyło sobie parlament i precz z
                dyktaturą! Weż i policz ile miejsc miałby Miller w parlamencie, proszę.

                Układ w którym żadna partia nie ma większości i musi tworzyć koalicje małe lub
                duże, jednak wydaje się lepszy.

                I ostatnie, najważniejsze. Żadna większość parlamentarna nie powinna mieć prawa
                zmieniać ordynacji na najbliższe wybory. To typowy przykład psucia państwa.
                Na następne - proszę bardzo, na najbliższe - wara. Wtedy wystarczy zamówić
                sondaż, policzyć nieco na kalkulatorze i mamy świetny projekt ordynacji.
                • witosjaw Re: Czy solidarnosc jest mitem ? 06.04.06, 15:26
                  A kolega duby smalone plecie!;-)

                  >Okręgów jednomandatowych nie mamy, bo w pewnym okresie wydawało się,
                  >że może to spowodować iż w Sejmie będzie 460 senatorów Stokłosów,
                  >którzy kampanią wyborczą kupią lub wywalczą sobie to miejsce.
                  >Potem trochę się zmieniło - biznes się nie afiszuje, autorytety popadały,
                  >po wprowadzeniu progów i innych zabiegach technicznych mamy teraz sytuację,
                  >że w parlamencie będzie 460 posłów PiS, PO czy kto tam będzie topowy.
                  >Przy obecnych układach powiedzmy: 250 PiS, 200 PO i 10 innych.
                  >Tych 10, to będą tacy ludzie, jakich chciałbyś w parlamencie, gdyby oczywiście
                  >reprezentowali Twoją opcję. O pozostałych 450 można powiedzieć tyle, co o
                  >obecnych senatorach - czyli w zasadzie nic pozytywnego. Partia ich skierowała
                  >na to odpowiedzialne stanowisko, więc oni będą lojalnie ... BMW

                  1 - Stoklosowie: zdarzylo mi sie przesledzic wyniki wyborow na senatora w
                  pilskiem w 2001, kiedy do p.Stoklosa - koronny przyklad przeciw JOWom - zostal
                  kolejny raz wybrany na senatora. Wniosek jest zaskakujacy: gdyby do Senatu
                  obowiazywala ordynacja jednomandatowa p.Stoklosa nie zostalby
                  parlamentarzystom... Jak to mozliwe? W wiekszosci, jesli nie we wszystkich
                  obwodach zajmowal 2 lub 3 miejsce...

                  2 - zaden woJOWnik nie neguje, ze partie sa potrzebne. I sytuacja, gdy mamy 250
                  poslow z jednej, 200 z drugiej, a 10 niezrzeszonych jest w rzeczywistosci bliska
                  optymalnej - pozwala na sformulowanie silnego rzadu i silnej opozycji; na
                  dodatek osoby spoza ukladow partyjnych tez moga spelnic wazna role. Problem nie
                  polaga wiec w tym, ze partie sa zle, ale jaka jest struktura partii. W sytuacji,
                  gdy mamy JOW sila posla jest w wiekszej mierze poparcie jego elektoratu, podczas
                  gdy obecnie - poparcie jego bossa. I to prowadzi do zasady bierny mierny, ale
                  wierny (BMW).

                  3 - a propos beemek: koniecznosc wygrania konkursu wyborczego skutecznie
                  eliminuje bienych miernych (jasne ze nie wszystkich etc.), a promuje silniejsze
                  osobowosci.


                  >JOWy byłyby do zaakceptowania, gdybyśmy mieli dobrze ustabilizowany układ
                  >dwupartyjny, w sytuacji jaką mamy - PiS i PO, ja nie widzę większej różnicy ani
                  >w poglądach, ani programach, ani życiorysach ludzi, coś tam odmiennego w
                  >hasłach wyborczych (chyba inna odmiana gruszek?) i tyle.

                  Mylisz sie. Socjolodzy (por. Duverger) wskazuja, ze to JOW (w szczegolnosci
                  jednoturowy) prowadzi do systemu dwupartyjnego, a nie odwrotnie. Bez urazy ale
                  powtarzasz stary argument "towarzystwa"...


                  >W krótkowzrocznej, krótkoterminowej i krótkotrwałej polityce naszych elit
                  >da to wyrzucenie z sejmu na jedną kadencję SO, PSL, LPR i SLD i straszny
                  >płacz po czterech latach, że SLD zawłaszczyło sobie parlament i precz z
                  >dyktaturą! Weż i policz ile miejsc miałby Miller w parlamencie, proszę.

                  Rozumiem, ze zakladasz, ze teraz wygraloby PiS z PO, a po 4 latach SLD?
                  Ciekawe... Ale szczerze watpie... Mysle, ze albo PiS z PO (przynajmniej jakas
                  ich czesc) utworzylyby koalicje przedwyborcza i wygralo zdecydowanie, albo
                  podzielone oddalyby wiele mandatow (okolo polowy) polaczonej lewicy. Co moze
                  jednak wazniejsze zmienili by sie ludzie zasiadajacy w lawach sejmowych. A to
                  oni decyduja ostatecznie o ksztalcie polityki:-)

                  >Układ w którym żadna partia nie ma większości i musi tworzyć koalicje małe lub
                  >duże, jednak wydaje się lepszy.

                  Jestes pewien? Nawet przyjmujac Twoja opcje: 4 lata silnych rzadow PO lub PiS, a
                  potem SLD (zakladasz, ze wyborcy ocenia prawice negatywnie) jest lepsza sytuacja
                  niz 8 lat bezrzadu, rzadow mniejszosciowych i innych paktow...

                  >I ostatnie, najważniejsze. Żadna większość parlamentarna nie powinna mieć prawa
                  >zmieniać ordynacji na najbliższe wybory. To typowy przykład psucia państwa.
                  >Na następne - proszę bardzo, na najbliższe - wara. Wtedy wystarczy zamówić
                  >sondaż, policzyć nieco na kalkulatorze i mamy świetny projekt ordynacji.

                  Niestety Polska konstytucja pozwala na taka zmiane. I watpie, czy gdyby w jakims
                  porywie uczciwosci zmieniono ordynacje na nastepne wybory, to czy politycy
                  wybrani pod rzadami starej ordynacji nie zmienili by jej na swoje najblizsze
                  wybory ponownie... Szansa na 2 pory uczciwosci z rzedu jest mizerna... Tym
                  bardziej, gdy myslimy o przypadku wyprowadzenia JOW. Po prostu obecna ordynacja
                  jest na reke aparatom partyjnym... (calkiem sluszne jest myslenie: "Skoro raz
                  dala nam sukces, da (po odpowiednim podkreceniu) i nastepnym razem")


                  To moze tyle. Zapraszam do Sejmu na 8/04. A przynajmniej wlacz telewizor, bo tym
                  razem bedzie i powazna dyskusja i pewne efekty specjalne...

                  Pozdrawiam
          • Gość: alonzo Re: Czy solidarnosc jest mitem ? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.04.06, 16:49
            Gość portalu: cookies napisał(a):

            > "Solidarność"- ruch społeczny lat 80-tych jest faktem historycznym,który ma do
            > dzis wpływ na przemiany w naszym kraju.
            > I te skojarzenia przychodzą mi na myśl kiedy słyszę i myślę "solidarność".

            Ruch społeczny zainicjowany przez CIA i Watykan mający na celu obalenie
            socjalizmu i nadanie władzy różnej maści kacykom podporządkowanym tym powyższym.
            • Gość: cookies Re: Czy solidarnosc jest mitem ? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 01.04.06, 19:05
              do alonzo
              ani Watykan ani CIA ze swoimi ideami nie dotarłyby do społeczenstwa,gdyby nie
              jego wola przemian i odejscia od realnego socjalimu. Nikomu wówczas nie
              przyszło do głowy,że spontaniczna solidarność tworzy się pod wpływem w/w
              ośrodków.
              • Gość: Ober Re: Czy solidarnosc jest mitem ? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.04.06, 13:23
                alez sie mylisz, czy ci ktorzy protestowali wtedy zaprotestowaliby ponownie ???
                che che che

                • Gość: Miś Solidarnosc nie jest mitem ! IP: *.dsl.rcsntx.swbell.net 02.04.06, 15:24
                  Czlowiek, podobnie jak psy, hieny lub kury, jest istota stadna czy tez
                  spoleczna. Te gatunki wykorzystuja wspolprace miedzy osobnikami w stadzie,
                  rodzinie czy panstwie dla wspolnej korzysci. 95% ludzi widzac nieprzytomnego
                  czlowieka na chodniku odruchowo mu pomaga. Czyli solidarnosc nie jest mitem, to
                  cecha gatunku ludzkiego (i innych gatunkow tez).

                  Ma ona swoje wady - przyczynia sie do wojen. Francuzi niemal podbili cala Europe
                  pod wodza Napoleona. Niemcy podbili w Polske w 1939 roku. Wojsko Busha i Blaira
                  podbily Irak w 2003 roku.

                  Zapewne z tego stadnego instynktu wywodzi sie kult jednostki, przywodcy stada.
                  Niemcy podporzadkowali sie Hitlerowi, Rosjanie Stalinowi. W Polsce panuje kult
                  Jana Pawla II - polowa Gazety dzisiaj jest Jemu poswiecona, bo tego domagaja sie
                  czytelnicy.
                  • wariant_b Re: Solidarnosc nie jest mitem ! 02.04.06, 16:31
                    Miś napisał:
                    > Czlowiek, podobnie jak psy, hieny lub kury, jest istota stadna

                    Stadność bardzo fajnie opisano u kur. Jest to tak zwany "porządek dziubania".
                    Kura A dziobie kurę B i wyżera jej ziarno, kura B dziobie kurę C itd.
                    Relacja nie jest przechodnia! Może okazać się, że kura D dziobana przez C i B
                    dziobie kurę A i wyżera jej ziarno, czyli pośrednio ziarno kur B i C, a nawet
                    własne. Co ciekawe, ten układ hierarchii stada może być całkiem stabilny,
                    do czasu pojawienia się nowego koguta, rzecz jasna.
      • richo Re: Czy solidarnosc jest mitem ? 01.04.06, 19:43
        Gość portalu: second-hand virgin napisał(a):

        [...]
        > Oczywiście sa jednostki gotowe by sie poswięcić dla innych, ale sa to
        > jednostki, k0ompletnie nieznaczace w skali całego świata, czy nawet państwa

        Tak, a jedna z tych jednostek to Jezus Chrystus.
      • Gość: obserwator2 Re: Czy solidarnosc jest mitem ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.04.06, 21:58
        Gość portalu: second-hand virgin napisał(a):

        > mit, w dodatku chamsko nadużywany

        To jest - według mnie - skrajne uproszczenie problemu.

        Człowiek, jako gatunek biologiczny, odniósł sukces, gdyż jest gatunkiem
        społecznym.
        Na cóż mowa, abstrakcja, gdy nie będzie się wymieniac informacji z
        współplemieńcami?
        Istnieje napięcie pomiędzy działaniem na rzecz interesu wspólnoty, a interesu
        własnych genów. Im bardziej jakieś społeczeństwo wyważy te racje, przez
        wypracowane zasady współżycia, moralności i SOLIDARNOŚCI, tym większe ma szanse
        na sukces.
        Na rozwój - czysto ilościowy - ale i na przejęcie ich filozofii prze inne
        społeczności.

        Gdzie leży "złoty środek" kompromisu, nikt nie umie stwierdzic z pewnością.
        Ale totalne "olewanie" interesu blixnich" na pewno prowadzi do klęski.
    • Gość: alonzo Re: Czy solidarnosc jest mitem ? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.04.06, 16:46
      lascars1 napisał:

      > Ostatnio nurtuje mnie pytanie - czy rzeczywiscie istnieje cos takiego jak
      > solidarnosc, a moze jest to mit?

      Puste słowo.

      > Niestety dla mnie, nie jest to tak bardzo oczywiste :(. Zawsze jest jakas grupa
      > interesu, ktora bedzie domagac sie dla siebie, najlepszych praw. Przykladowo
      > gornicy, ktorzy maja potezne wplywy na zmiany decyzji rzadu ze
      > wzgledu na ich liczbe, moga wywalczyc nie mal wszystkie przywileje, nasuwaja
      > mi sie merytury, ktore bede dostawac po 25 latach pracy. Nie sadze, ze ich
      > obchodzi, ze za to zaplaca inni podatnicy, ktory beda obciazeni, coraz to
      > wiekszymi
      > podatkami.

      Rozumiem przez to że górnik dołowy ma pracować do śmierci (bo emerytury by nie
      dożył) dzięki czemu ty miałbys większą emeryturę.



      Czy rencista, ktory falszuje swoje swiadectwo zdrowia,
      > może mu się udac nadal dostawac rente i nie patrzac, na innych ze beda musieli
      > finansowac
      > jego utrzymanie.

      Tu pretensje miej do nieuczciwych orzeczników.



      Czy zamieszki we Francji ukazuja solidarnosc i partyjotyzm
      > obywateli, czy moze jednak psuja panstwo, ktore na dluzsza mete, nie wytrzyma
      > tak bardzo rowinietej polityki socjalnej? Czy solidarnosc Kaczynskich to
      > pozywka dla ludzi, ktorym sie wydaje, ze panstwo bedzie silniejesze i
      > solidarne? a może jednak w rezultacie nasze panstwo zmierza droga "zepsutej"
      > Francji?, ktorej dni sa policzone, jesli sie tam nie zmieni podejscie do
      > polityki liberalnej, ktora sama w sobie rozwija duch przedsiebiorcy u
      > obywateli, zamias go dusic.

      Zgnilizna jest tylko zgnilizną liberalna czy inna to niema znaczenia.


      Czy solidarnosc to mit? Skoro tak trudno okreslic
      > czym ona jest? Bardzo prosilbym forowiczow o rozwiniecie watku i przepraszam
      > jednoczenie za zagmatwany styl pisma, mam nadzieje, ze sam sens mojego
      > zapytania jest zrozumialy :-)

      Solidarność jest tylko wtedy gdy trzeba wpi....dol spuścić.
    • Gość: czlowiek sukcesu kazdy sam kowalem wlasnego losu, jak chce pomoc to IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.04.06, 18:14
      pomagam, jak nie chce, to nie obchodzi mnie, ze jakas rodzina wielodzietna
      gloduje

      w epoce kamienia lupanego silniejsi wygrywali, jak teraz ja osiagnalem sukces i
      jestem tym silniejszym to nikt mi nie moze nakazac solidarnosci z nieudacznikami

      swoja droga, i mowie to calkiem szczerze, wole pomagac zwierzetom niz
      ludziom... a jak ludziom to tylko indywidualnym przypadkom ( np. male chore
      dziecko wymagajace pilnej drogiej operacji ), a nie biednym, glupim,
      niewyksztalconym masom
      • Gość: woJOWnik Re: kazdy sam kowalem wlasnego losu, jak chce pom IP: 195.127.59.* 01.04.06, 18:20
        Czy to nie jest egoizm, a może hipokryzja...
        A jeżeli zahchorujesz na raka, nie będziesz w stanie
        się utrzymać dogorywając w samotności w męczarniach?
        Myślisz, że nadal będziesz się trzymał dzisiejszej
        opinii na temat solidarności?
        Homini homine nihil pulhrius videtur... Wcześniej
        czy później KAŻDY osobnik rodzaju ludzkiego dochodzi
        do takiego wniosku, niektórzy dopiero w obliczu śmierci.
      • Gość: solidaruch Re: kazdy sam kowalem wlasnego losu, jak chce pom IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.04.06, 01:57
        Zachowania "solidarne" sa powszechne w przyrodzie wrod gatunkow zyjacych
        spolecznie. Bo sie to po prostu oplaca, jako ze wspolpraca w obrebie gatunku
        jest korzystniejsza niz rywalizacja. "Altruizm" tak naprawde nie jest
        bezinteresowny, a wynika z kalkulacji: jak dzisiaj pomoge tobie, ty jutro
        pomozesz mi. Czlowiek te prosta regule skomlikowal nieco i stworzyl np. systemy
        upezpieczen spoleczenych, ale idea jest ciegle ta sama. W naszych realiach
        potrzeba by bylo tylko sposobu na wykluczenie z tego ukladu osobnikow, ktore
        pomoc biora, ale nigdy nic nie daja od siebie. Brak takiej eliminacji powoduje
        powstawanie patologii. Osobiscie jednak nigdy bym nie zrezygnowal z
        ubezpieczenia spolecznego (nawet w ZUSie), bo daje mi to gwarancje, ze w razie,
        gdy cos mi sie przytrafi nieszczesliwego, nie zdechne pod plotem. Ludzie, ktorzy
        neguja idee ubezpieczen spolecznych, "bo nie beda placic na nierobow", wykazuja
        sie idiotyczna krotkowzrocznoscia.
        • Gość: Tomek Re: kazdy sam kowalem wlasnego losu, jak chce pom IP: *.resnet.purdue.edu 03.04.06, 06:13
          Mylisz solidarność z ubezpieczeniami. Co innego "solidarna" *obowiązkowa*
          składka na ZUS, a co innego rozważne, przemyślane ubezpieczenie się na różne
          wypadki, dla własnego dobra.
      • Gość: wariant_b Re: kazdy sam kowalem wlasnego losu, jak chce pom IP: *.77.classcom.pl 02.04.06, 11:40
        czlowiek sukcesu wyraził opinię:
        > kazdy sam kowalem wlasnego losu, jak chce pomoc to pomagam,
        > jak nie chce, to nie obchodzi mnie, ze ...

        Uległeś syndromowi człowieka sukcesu. To takie zmany w psychice, które
        pozwalają uwierzyć, że sukces jest obiektywny, a nie subiektywny, że wynika
        z Twoich zasług, a nie zlepka przypadkowych okoliczności. Że otacza Cię
        uznanie, a nie zwykła zawiść. Że szacunek dostajesz, a nie kupujesz.
        Nie jest groźny rodzaj paranoi, nie trzeba tego leczyć. U bardzo wielu
        przechodzi samoistnie z wiekiem, gdy okazuje się, że własnych wnuki
        nie dają się na to nabrać.
      • Gość: bekon6 Re: kazdy sam kowalem wlasnego losu, jak chce pom IP: *.netpoint.pl 02.04.06, 15:39
      • bekon6 Re: kazdy sam kowalem wlasnego losu, jak chce pom 02.04.06, 15:40
        No to wyjedz na Antaktyde zaluz fabryke od podstaw pracuj i ciesz sie ze masz
        wszystko i ze do wszystkiego doszedles
    • Gość: ekonom Re: Czy solidarnosc jest mitem ? IP: *.pfeilheim.sth.ac.at / *.pfeilheim.sth.ac.at 01.04.06, 19:44
      Kazdy zorientowany jest na wlasnie korzysci i to jest zupelnie naturalne. Troszek inaczej jest w przypadku najblizszej rodziny, ale i tak nie zawsze!
      Najpierw myslisz zeby Tobie bylo dobrze, a ewentualnie pozniej zeby innym. Takie jest zycia i taka natura czlowieka
      • Gość: Ober Re: Czy solidarnosc jest mitem ? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.04.06, 13:30
        Masz racje dlatego lewica ma racje bo powstrzymuje tych, ktorzy chca by
        niektorym bylo o wiele lepiej niz pozostalym, a cale pieprzenie o
        przedsiebiorczosci to tylko mydlenie oczu by za parawanem haselek skryc zwykly
        wyzysk pracownikow.

      • Gość: Ober Re: Czy solidarnosc jest mitem ? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.04.06, 13:32
        dlatego to Karol Marks mial racje walka klas istnieje, istniala i bedzie
        istniec, zas zprzeczanie jej jest najwiekszym klamstwem naszych czasow.
        • viking2 Re: Czy solidarnosc jest mitem ? 03.04.06, 03:46
          Caly ten interes o "walce klas" i "wyzwoleniu" klasy robotniczej az zapanuje
          "powszechna szczesliwosc" zostal wymyslony przez 3 facetow, z ktorych jeden byl
          zydowskim kombinatorem (Marks), drugi - zdegenerowanym i ciagle pijanym
          arystokrata, ktory nie stronil tez i od morfiny (Engels), a trzeci - bujajacym w
          oblokach filozofem, ktory w zyciu mlotka w reku nie trzymal (Lenin). To, zdaje
          sie, tlumaczy wszystko na temat calej tej mrzonki szalenca na haju, jakim jest
          "rownosc spoleczna", socjalizm, komunizm i wszystkie inne schematy
          uszczesliwienia ludzi na sile.
          Termin walki klasowej mogl - w ostatecznosci - miec zastosowanie w czasach,
          kiedy arystokratyczne pochodzenie bylo swego rodzaju przepustka do wyzszych
          warstw spolecznych, dosc hermetycznie zamknietych. Inaczej mowiac, syn pana
          hrabiego byl przyjmowany na salonach, chocby byl skonczonym walem, ale jesli
          byles pochodzenia np. mieszczanskiego, to chocbys sobie kupil i milion hektarow
          ziemi, nie wpuszczono by Cie w to samo srodowisko. Dlaczego? Bo nie urodziles
          sie z arystokracji.
          Te czasy naleza juz do przeszlosci - w rozwinietym swiecie, w samych jego
          gornych sferach, tam gdzie nie tylko ksztaltuje sie aktualna opinie spoleczna
          ale i czesto polityke kraju, a nawet miedzynarodowa, rzadzi pieniadz. I jesli go
          masz, to do tego srodowiska nalezysz, a czy Twoim ojcem byl stroz w kamienicy,
          czy ksiaze krwi, to juz jest tylko trzeciorzedna ciekawostka dla pismakow z
          prasy brukowej. Klasy, do ktorych nalezy sie "z urodzenia", tak naprawde juz nie
          istnieja - moze za wyjatkiem niektorych srodowisk angielskich, ale to nie one
          nadaja ton biezacych wydarzen na swiecie. Wszedzie gdzie indziej, jesli stoja za
          Toba wielkie pieniadze, jesli reprezentujesz setki milionow albo miliardy, to
          jestes "swoj" - i nikt nie zwraca uwagi na to, co robili kiedys Twoi rodzice.
          Dlatego nie ma co mowic o "walce klasowej" - nikt nie jest do zadnej klasy
          przypisany. Jesli jestes w "klasie pracujacej", a chcesz znalezc sie w tzw.
          klasie posiadajacej - to nic prostszego, jak zrobic majatek: klasa posiadajaca
          przyjmie Cie w swoje szeregi niejako z definicji - bo posiadasz.
          • Gość: Ober Re: Czy solidarnosc jest mitem ? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.04.06, 17:03
            jestes conajmniej naiwny a moze nawet i glupi czy ktos kto jest posiadaczem
            zawdziecza majatek sobie czy tym ktorzy ten majatek wypracowywujaa w wyniku
            asymetri podzialku wartosci dodanej majatek splywa do posiadacza nie zas do tych
            ktorzy organizuja i tworza produkt jaki jest sprzedawany.
            probelm jest inny wspolczesny kapitalizm ktory juz raz byl obalony nie ma
            najmniejszych szans istnienia w perspektywie dlugofalowej bo maksymalizacja
            zysku z jakiej jedni korzystaja odbija sie na tych co ten zysk wypracowywuja to
            musi doprowadzic do buntu nawet w tak ciemnym i skostnialym spoleczenstwie jak
            Polska.

            Ponato korporacje i firmy ktore sa zarzdzane hirarchicznie bardza czesto, a
            ktore domagaja sie do siebie coraz mniej uzasadnionych przywileji. Ktore to nie
            sa partycypowane przez pracownikow powoduje i musi powodowac napiecia nie tylko
            pracownik pracodawca ale takze pracodawca i system demokratyczny ktory jest
            tworzony przez pracownikow glownie, dlatego korporacje mimo gatki szmatki i
            pustych frazesow stanowia zagrozenie dla demokracji, bardziej niz jakakolwiek
            wladza polityczna.
            • viking2 Re: Czy solidarnosc jest mitem ? 04.04.06, 05:45
              Gość portalu: Ober napisał(a):
              > jestes conajmniej naiwny a moze nawet i glupi czy ktos kto jest posiadaczem
              > zawdziecza majatek sobie czy tym ktorzy ten majatek wypracowywujaa w wyniku
              > asymetri podzialku wartosci dodanej majatek splywa do posiadacza nie zas do tyc
              > h
              > ktorzy organizuja i tworza produkt jaki jest sprzedawany.

              Jak sie okazuje, pokretne teorie minionego ustroju powszechnej szczesliwosci
              pokutuja jeszcze w swiadomosci wielu, ktorych na nie nabrano. Sprobuj zatem
              spojrzec na to logicznie: Ten, kto jest posiadaczem, zawdziecza majatek SOBIE:
              to on zorientowal sie, jakiego akurat produktu potrzeba na rynku, wymyslil jak i
              z czego ten produkt zrobic, zgromadzil odpowiednie fundusze na zakup sprzetu,
              materialow, surowca, wreszcie jakiegos miejsca (lokalu, budynku), gdzie odbywa
              sie wytwarzanie tego produktu (bo nie produkuje sie, dajmy na to, tarek
              kuchennych na trawniku przed domem). To on okreslil ilu ludzi i o jakich
              specjalnosciach musi zatrudnic, by ten jego produkt zostal zrobiony dobrze i
              rentownie (czyli tak, zeby mozna go sprzedac z zyskiem). To on wreszcie znalazl
              nabywce na koncowy wytwor i rozpowszechnil produkt.
              Jesli nie chcesz pracowac w jego fabryce - nikt Cie nie zmusza. Jesli chcesz
              zarobic wiecej niz on - tez nie ma przeszkod. Wymysl lepsza tarke kuchenna (by
              uzyc tego samego przykladu), albo dokladnie taka sama jak jego, ale znajdz
              sposob, by produkowac ja taniej - wowczas zdobedziesz klientow sprzedajac
              rownorzednej wartosci towar, ale taniej.

              > Ponato korporacje i firmy ktore sa zarzdzane hirarchicznie bardza czesto, a
              > ktore domagaja sie do siebie coraz mniej uzasadnionych przywileji. Ktore to nie
              > sa partycypowane przez pracownikow powoduje i musi powodowac napiecia nie tylko
              > pracownik pracodawca ale takze pracodawca i system demokratyczny ktory jest
              > tworzony przez pracownikow glownie, dlatego korporacje mimo gatki szmatki i

              Hierarchiczne zarzadzanie korporacji ma swoje zrodlo w akcjonariuszach: to oni
              decyduja, kto zasiadzie w radzie nadzorczej. Czlonka rady nadzorczej, ktory "nie
              sprawdza sie" mozna wyrzucic na bruk z dnia na dzien - wszystko, co jest
              potrzebne, to jedno glosowanie. Dokladnie tak wyleciala kilka miesiecy temu
              Carly Fiorina z Hewlett-Packard (zastapil ja Mark Hurd).
              Nie bardzo wiem, jakie przywileje korporacji - niedostepne dla jej pracownikow -
              masz na mysli. Sluzbowe samochody? Wiesz, one nie wszystkim przysluguja...
              Nalezacy do korporacji odrzutowiec, tzw. business jet, dla prezesa i czlonkow
              zarzadu? Z racji wykonywanej funkcji musza bywac w roznych miejscach w krotkich
              odstepach czasu. Uwazasz, ze czarterowanie normalnego rejsowego samolotu przy
              kazdej okazji wypadloby taniej? Mam dla Ciebie nowine: gdyby wypadlo taniej, to
              wlasnie taki bylby trend. Korporacjami rzadza pieniadze, pieniadze glownych
              udzialowcow. A oni cholernie sceptycznie podchodza do pomyslu fundowania komus
              drogich a niepotrzebnych wycieczek. Rozliczenia i odpisy podatkowe? Alez one
              przysluguja takze i Tobie: wszystko, co musisz zrobic, to zalozyc korporacje i
              miec zysk netto.

              Jesli zas idzie o to cale lewicowe krecenie na temat "asymetrycznych podzialow"
              i innych chwytliwych haselek, to nie wiem, czy pamietasz, ale jeszcze cwierc
              wieku temu w PRL, "symetryczne podzialy zaowocowaly tym, ze w 40 lat po wojnie,
              w srodkowoeuropejskim kraju u schylku 20 wieku, szlagierem handlowym bywal w
              sklepie ocet...
              Dziekuje Ci uprzejmie za taka "symetrie podzialow" - uprzejmie udaj sie na Kube
              lub do Korei Polnocnej i tam bedziem mogl dzielic sie symetrycznie ze wszystkimi
              - tyle, ze nie bardzo bedzie czym.
      • wariant_b Re: Czy solidarnosc jest mitem ? 02.04.06, 17:31
        ekonom napisał:

        "Kazdy zorientowany jest na wlasnie korzysci i to jest zupelnie naturalne.
        Troszek inaczej jest w przypadku najblizszej rodziny, ale i tak nie zawsze!
        Najpierw myslisz zeby Tobie bylo dobrze, a ewentualnie pozniej zeby innym.
        Takie jest zycia i taka natura czlowieka"


        Dlatego tak mocno upieramy się przy tym, aby prawo pozwalało każdemu robić
        sobie dobrze we własnym domu, robić sobie całkiem nieźle w SWOIM biznesie,
        robić sobie znośnie w ramach swojej działalności, a wszędzie indziej robić
        sobie tak jak wszyscy pozostali.

        Taka powinna być rola i natura Państwa Prawa.

        (chociaż Marks twierdzi, że Panstwo jest po to, by nikt nie mógł zabronić
        robić sobie dobrze, tym co już tak sobie robią i nie dopuszczać do tego,
        by ci, co nie mogą, też chcieli mieć dobrze).
    • Gość: FreakyMisfit Re: Czy solidarnosc jest mitem ? IP: *.dialog.net.pl / *.dialog.net.pl 01.04.06, 22:07
      Mnie też już wkurza to ciągłe pieprzenie o solidarności. O co chodzi Nadkaczorowi? W imię czego ta solidarność, z kim...?
      • Gość: tadeusz Re: Czy solidarnosc jest mitem ? IP: *.fbx.proxad.net 01.04.06, 23:17
        Niestety, trzeba miec troche wiecej inteligencji zeby zrozumiec jakie (obiektywne i namacalne) korzysci daje solidarnosc... Szkoda slow na to co Panstwo wygaduja...
        • Gość: genek Re: Czy solidarnosc jest mitem ? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.04.06, 08:03
          Gość portalu: tadeusz napisał(a):

          > Niestety, trzeba miec troche wiecej inteligencji zeby zrozumiec jakie (obiektyw
          > ne i namacalne) korzysci daje solidarnosc... Szkoda slow na to co Panstwo wygad
          > uja...

          To popatrz na solidarność wśród polaków za granicą, jeden drugiego nie chce znać.
    • Gość: prawdziwek solidarność jako antywartość IP: *.aster.pl 02.04.06, 02:13
      Jak na mój rozum, solidarność jest zwykłym atawistycznym odruchem stadnym, który
      czasem przeradza się nawet w antywartość. Np. solidarność zawodowa, to nic
      innego jak krycie błędów i niekompetencji kolegów po fachu. Solidarność jest
      więc tylko tyle warta ile warta jest sprawa, w imię której się solidaryzujemy.
      Sama w sobie nie jest wartością a najczęściej stanowi poważną przeszkodę w
      realizacji prawdziwych wartości.
      • wariant_b Re: solidarność jako antywartość 02.04.06, 12:11
        Prawie dobrze, może tylko trochę niepotrzebnie o tych wartościach.
        Owszem są używane do identyfikacji w stadzie, podobnie jak opaski,
        szaliki, kokardki lub fryzury (legitymacje, książeczki, złote sygnety etc.),
        ale traktowane są całkowicie instrumentalnie i nie podlegają żadnej analizie.
        (tak mniej więcej jak hasło i odzew w filmach szpiegowskich, jak jesteś nasz,
        to wiesz gdzie są najlepsze kasztany, a nie dopiero się zastanawiasz)

        Bardziej podoba mi się definicja, wg której jest to czasowe zawieszenie
        hierarchii stada w sytuacji, gdy interes zbiorowy jest nadrzędny względem
        interesów jednostkowych.

        Zwykle potem następuje reorganizacja i przywrócenie lub ustalenie na nowo
        hierarchicznego porządku, co można ująć sławami naszego ulubionego
        filozofa: "Spieprzeaj dziadu".
        • Gość: prawdziwek Re: solidarność jako antywartość IP: *.aster.pl 03.04.06, 11:10
          > Bardziej podoba mi się definicja, wg której jest to czasowe zawieszenie
          > hierarchii stada w sytuacji, gdy interes zbiorowy jest nadrzędny względem
          > interesów jednostkowych.

          A mnie się taka definicja nie podoba, gdyż niewiele wyjaśnia. Rozważmy np.
          kwestię tzw. "strajków solidarnościowych" - czyli podjęcie strajku, przez grupę
          osób nie będących bezpośrednio zainteresowanymi wynikami strajku. Podejmują go
          tylko z tego tytułu, że odczuwają z tamtymi pewien rodzaj więzi wspólnotowej,
          liczą też być może, że tamci się kiedyś zrewanżują. I jak to wytłumaczyć w
          kategoriach czasowego zniesienia hierarchii???

          > Prawie dobrze, może tylko trochę niepotrzebnie o tych wartościach.

          Mówienie o wartościach miało służyć odmitologizowaniu pojęcia "solidarność".
          Wiele osób wypowiada słowo "solidarność" tak, jakby było rzeczą jasną, że jest
          to jakaś niekwestionowana wartość. Moim zamiarem było podważenie tego założenia
          przez podanie pewnych racji wspierających tezę przeciwną.
        • Gość: prawdziwek Re: solidarność jako antywartość IP: *.aster.pl 03.04.06, 11:17
          A może by tak lepiej mówić w tym kontekście o czasowym zaprzestaniu rywalizacji?
          Zniesienie hierarchii można wówczas traktować jako pochodną tego pierwszego.
      • Gość: Ober Re: solidarność jako antywartość IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.04.06, 13:37
        Masz racje wmawianie ludzia zwlaszca pracobiorca solidarnosci z pracodawcami,
        ktorzy to okradaja z pensji pracownikow kradziez moze miec rozne formy, od
        nieplacenia pensji po pensje skandalicznie niskie co rownierz jest kradzieza
        jest przejawem takiej wlasnie jak to opisujesz antywartosci.
        • Gość: prawdziwek Re: solidarność jako antywartość IP: *.aster.pl 03.04.06, 11:14
          Gość portalu: Ober napisał(a):

          > Masz racje wmawianie ludzia zwlaszca pracobiorca solidarnosci z pracodawcami,
          > ktorzy to okradaja z pensji pracownikow kradziez moze miec rozne formy, od
          > nieplacenia pensji po pensje skandalicznie niskie co rownierz jest kradzieza
          > jest przejawem takiej wlasnie jak to opisujesz antywartosci.

          Proponuję stosować kropki i przecinki i pisać zgodnie z regułami gramatyki
          języka polskiego. A przede wszystkim przemyśleć zawczasu, co się ma do
          powiedzenia. Bo jak na mój gust, ta wypowiedź to bełkot zwyczajny, zwany
          niekiedy również mową chaotyczną.
          • Gość: Ober Re: solidarność jako antywartość IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.04.06, 17:10
            Obawiam sie ze na twoj psedudointeligentny mozdzek nie pomoze nawet poprawnie
            stosowana interpunkcja i sematyka.

      • xapur Dobrze powiedziane. 03.04.06, 10:15

    • renebenay Re: Czy solidarnosc jest mitem ? 02.04.06, 10:02
      Jak pracodawcy sa zrzeszeni i solidarni to w porzadku ale jezeli normalni sa
      solidarni to przeszkadza,niestety taki jest swiat bez urojen.O Francje nie
      trzeba sie martwic bo prawdopodobnie tam nastapi" mai 1968" bo ludzie sa
      solidarni i wiedza ze,rzad poszedl za daleko.Jakby kazdy narod byl tak odwazny
      i logiczny jak Francuzi to by ten swiat byl bardziej lepszy i szczesliwszy a
      takze sprawiedliwszy.
      • wariant_b Re: Czy solidarnosc jest mitem ? 02.04.06, 12:28
        Zapewne nastąpi, ale nie dlatego, że rząd gdzieś przeholował.
        Tego typu ruchy są cykliczne, jak nie porównując plamy na słońcu.
        Francuska władza zestarzała się mentalnie, zaczyna odstawać od epoki,
        myśli i mówi innym językiem niż większość społeczeństwa, używa innych pojęc,
        mało zrozumiałych systemów wartości. Hamuje rozwój społeczeństwa,
        niezależnie od tego czy idzie on w dobrym, czy w złym kierunku (przepraszam za
        użycie określeń dobro i zło, nie powinienen, bo to strasznie zalatuje Kalim)

        A poza tym, zbliża się kolejny cykl.
    • Gość: spinaker206 Re: Solidarność to idał do którego nalezy dążyć, a IP: *.crowley.pl 02.04.06, 12:35
      Nie wspominać, świat jest inny, było wiadomo, że wszystkich sie nie zadowoli, to
      my doprowadziliśmy do tego, że większość ma dość bałaganu.Daliśmy na to
      przyzwolenie. Pochowaliśmy głowy w piasek i udajemy, że nic nas nie obchodzi.
      Inni sie pochowali, ale nie my, tylkom oni? Wystaje tyłek w który cały czas są
      kopani. Obrywają bo sami tego chcą!. Na siłę nic nie zmienisz, jeszcze za mało
      kopniaków, a tyłek systematycznie puchnie.
      Młodzież jak wróci zza granicy upomni się o swoje miejsce, nawet ci co nie mają
      za co nie tylko żyć, ale przede wszystkim studiować! Kiedy to będzie nie
      wiadomo, dawniej za komuny były cykle 10-letnie.
      Róbmy swoje, każdy choć trochę, to będzie już coś! Brzmi naiwnie, ale od małych
      kroków się zaczyna.
    • Gość: Ober Re: Czy solidarnosc jest mitem ? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.04.06, 12:50
      > Ostatnio nurtuje mnie pytanie - czy rzeczywiscie istnieje cos takiego jak
      > solidarnosc, a moze jest to mit?

      wg mnie solidarnosc to mit uknuty przez pawicowych wichrzycieli ktorzy buduja w
      oparciu o narodowa megalomanie wlasna pozycje spoleczna i polityczna.

      > Niestety dla mnie, nie jest to tak bardzo oczywiste :(. Zawsze jest jakas grupa
      > interesu, ktora bedzie domagac sie dla siebie, najlepszych praw. Przykladowo
      > gornicy, ktorzy maja potezne wplywy na zmiany decyzji rzadu ze

      Przesadziles dla mnie nie mawiekszej grupy nacisku i lobbingu narzad niz KPP
      konfederacja pracodawco prywatnych ludzi ktorzy korumpuja rzadzacych w imie
      wlasnych interesow to ze gornicy pragna otrzymywac za wykonywana dobrze prace
      godziwe wynagrodzenie jest ich prawem nie przywilejem

      oczywiscie KPP to pionki w porownaniu do WTO czy bakku swiatowego organizacji
      ktore zadluzaja biedne panstwa by potem przejmowac ich rynki zbytu za bezcen by
      bogaci bogacili sie jeszcze szybciej

      > podatkami. Czy rencista, ktory falszuje swoje swiadectwo zdrowia,
      > może mu się udac nadal dostawac rente i nie patrzac, na innych ze beda musieli
      > finansowac

      Bardziej zasadne jest pytanie czy jest mozlewe by rencista ktory pracowal caly
      czas w zakladzie ktory za bezcen zostal sprzedany musial dogorywac w biedzie,
      apan przio ktory nie potrafi zawiazac sznurowek u butta zarabial wiecej niz
      sumar7czna pensja jego zalogi, ktora to zaloga utrzymuje tego pasozyta.

      > jego utrzymanie. Czy zamieszki we Francji ukazuja solidarnosc i partyjotyzm
      > obywateli, czy moze jednak psuja panstwo, ktore na dluzsza mete, nie wytrzyma
      > tak bardzo rowinietej polityki socjalnej?

      Zamieszki we francji to dobra oznaka ze spoleczenstwa zachodu budza sie od
      obraonyich naleznych im praw jakie staja sie celem wscieklego ataku przeroznych
      grup finasowych i nacisku ktore korumpuja rzady na calym swiecie by garstka
      mogla miec jeszcze wiecej niz ma

      > czym ona jest? Bardzo prosilbym forowiczow o rozwiniecie watku i przepraszam
      > jednoczenie za zagmatwany styl pisma, mam nadzieje, ze sam sens mojego

      W pewnym sensie zamieszki we francji pozwalaja miec nadzieje ze solidarnosc
      spoleczna to nie dokonca mit ale ta w polsce to mit wykreowany za pieniazki CIA


      • billy.the.kid Re: Czy solidarnosc jest mitem ? 02.04.06, 13:03
        w pewnym sensie również działalność kościoła.który OD ZAWSZE stoi po stronie
        pieniądza.lewica-owszem ale ta lewica pokorna.
        przykładem niech bedzie stosunek wojtyły do teologii wyzwolenia.
        • Gość: Ober Re: Czy solidarnosc jest mitem ? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.04.06, 13:11
          Masz racje Wojtyla wobec hirarchow koscialoa katolickiego w Ameryce Poludniowej
          zachowal sie jak bunczuczny uzurpator, ktory przekreslil wiarygodnosc kosciola
          wobec wiernych. a tak na marginesie JPII byl dla mnie bardziej politykiem niz
          duchownym sacrum za jego czasow zostalo mocno nadwyrezone.

          Dowodzi to tylko jak wiele pracy w obecnym podzielonym i zdominowanym przez
          globalne korporacje swiecie ma do zrobienia niekoniunkturalna lewica, lewica nie
          moze sie ograniczac tylko do kontestowania ale do bydowania rozwiazan ktore beda
          sluzyly ludziaom, rozwiazania proponowane przez neokonserwatystow sluza tylko
          temu by bogaci bogacili sie jeszcze szybciej a pozostala czesc spoleczenstwa
          biedniala, mowienie o przedsiebiorczosci to bajki dla "dzieci", ktore maja
          kamuflowac istniejcy stan rzeczy osoby intyligentne nie mogoa i raczej sie nie
          nabiora na tania prawicowo liberalna propagande, ktora sluzy w dzisiejszym
          swiecie nielicznym i stanowi wieksze zagrozenie do demokracji niz nawet
          najbardziej brutalna wladza polityczna
      • Gość: repre$ Człowiek jest bydlęciem społecznym. IP: *.osk.enformatic.pl 02.04.06, 13:43
        Człowiek jest bydlęciem społecznym i swoje problemy najlepiej rozwiązuje w
        społeczności. Zgadzam się z obserwatorem2.
        W dyskusji pojawiają się 3 wątki: NSZZ "Solidarność", "solidarnej Polski
        Kaczyńskich" i solidarności ludzkiej-społecznej. Dwa pierwsze mnie nie
        interesują.
        "Konflikt" między solidaryzmem a liberalizmem to dyskusja z cyklu: "Od braku
        ilu włosów zaczyna się łysina?". W gruncie rzeczy to nie jest konflikt, tylko
        proces. Przestrzegam tych "obecnie samodzielnych i indywidualnie zaradnych".
        Chwilowo sam się do nich zaliczam, ale wiem, że los bywa zmienny. Poza tym w
        swej samodzielności każdy (nawet Bill Gates) jest zależny od społeczeństwa.
        Nikt nie przetrzyma na bezludnej wyspie. Ani "gospodarczo", ani "mentalnie".
        Każdego stać na leczenie kataru, ale na leczenie białaczki stać nielicznych.
        Moim zdaniem nie potrzeba solidarnie leczyć kataru. Trzeba natomiast solidarnie
        leczyć białaczkę.
        Oburza mnie np. pomysł, by ktoś, kto potrzebuje akcji ratunkowej w górach,
        płacił za ten ratunek. W góry chodzi się "bo są" i żądanie "ubezpieczeń"
        zaprzecza idei ratowania drugiego człowieka - jest kupczeniem humanitaryzmem.
        Emerytury górnicze to dla mnie problem prosty: idiotyzmem byłoby nakazać
        górnikom pracę do 65 roku życia, ale uczciwość nakazuje podejmować decyzje w
        inny sposób niż za pomocą kilofów. Wystarczy płacę górnika obciążyć wyższą
        składką. Coś za coś.
        Mnie obchodzi czy pani Ziuta spod "3" nie jest głodna. Nie chcę żeby w mojej
        społeczności ktokolwiek cierpiał głód. Moja solidarno-socjalistyczna dusza nie
        godzi się na wyrzucanie kogokolwiek poza pewne granice. Dla "liberałów" mam
        inny argument: człowiek, jak każde bydlątko, żeby przetrwać biologicznie i
        przedłużyć swoje geny (dzieci), będzie nawet zabijał (walka o byt). Nie chcę
        żeby istniał ktoś, kto będzie zmuszony mnie zabić.
        Przez wieki, ale szczególnie w ostatnich dziesięcioleciach, człowiek zaczął
        pojmować, że rozwija się nie przez wojny, agresję i walkę z innymi ludźmi, ale
        przez zrozumienie, solidarność i współpracę. Rozumieją to
        nawet "superliberalni" i "imperialistyczni" obywatele USA. Z pewnością nie jest
        to problem typu: czarne-białe. Jest to kwestia odcieni "czarności"
        i "białości". My, Polacy dopiero uczymy się poważnej dyskusji na ten temat.
        Dzisiaj tę dyskusję sprymityzowano do poziomu(dylematu) Lepper-Balcerowicz, a
        przecież w naszym kraju jest więcej poglądów niż te dwa, a kilka poglądów jest
        z pewnością celniejszych niż poglądy zarówno Leppera, jak i Balcerowicza.
        Do dyskusji wrócę, bo wątek jest ciekawy.
    • kapitan_stopczyk Jasne, że solidarność to mit !!!!!! 02.04.06, 14:07
      Najlepiej to widać w pracy kiedy zaczynają się zwolnienia. Wtedy zaczyna się
      walka w której wszystkie chwyty są dozwolone. Najbliżsi koledzy czy koleżanki
      stają się nagle zaciekłymi wrogami gotowymi na największe świństwo wobec
      współpracownika byle tylko się utrzymać.
      Dostajesz wypowiedzenie i widzisz nagle jak wszyscy się od ciebie odwracają.

      Nie ma solidarności.
      Są tylko interesy.
      • Gość: Ober Re: Jasne, że solidarność to mit !!!!!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.04.06, 14:38
        Dlatego wazne jest by powstrzymywac terroryzm ekonomiczny jaki sprowadzaja na
        spoleczenstwo korporacje, trzeba z nim walczyc w sposob zorganizowany
      • wariant_b Re: Jasne, że solidarność to mit !!!!!! 02.04.06, 16:13
        kapitan_stopczyk napisał:

        > Najlepiej to widać w pracy kiedy zaczynają się zwolnienia. Wtedy zaczyna się
        > walka w której wszystkie chwyty są dozwolone. Najbliżsi koledzy czy koleżanki
        > stają się nagle zaciekłymi wrogami gotowymi na największe świństwo wobec
        > współpracownika byle tylko się utrzymać.

        Są rzeczy, których nie chcemy widzieć i potrafimy nie dostrzegać tak długo,
        aż rzeczywistość zwali się nam na łeb. Potem okazuje się, że to tylko myśmy się
        zmienili, reszta jaka była, taka jest tylko postrzegamy ją wyraźniej.


      • znj2 Re: Jasne, że solidarność to mit !!!!!! 03.04.06, 22:16
        Słuchajcie Stopczyk. Wy znowu coś palicie, tym razem już nie na tym samym
        wysypisku.
        Idzie nowa tura teczek Stopczyk, czas dla nas.
    • kiks8 Kiedyś dawno dawno temu 02.04.06, 14:40
      była takie słowo 'solidarność' solidarność miedzy ludzka.Później znalazło się
      kilku oszołomów zawłaszczyli to słowo,zeszmacili zmieszali z szambem,te oszolomy
      to ze Zwiazku Zawodowego Komunistów Solidarność.Teraz to słowo nic nie znaczy.
      • Gość: Ober Re: Kiedyś dawno dawno temu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.04.06, 14:55
        nie mieszaj komunistow z CIA

      • Gość: cookies Re: Kiedyś dawno dawno temu IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 02.04.06, 16:39
        Czy 10 mln to Twoim ( kiks8) zdaniem garstka oszołomów? Gdyby,nie tamte
        wydarzenia kojarzone z międzyludzką solidarnoscią,to,w którym miejscu bylibyśmy?
        Korea Pln,Białoruś czy Kuba?Trochę refleksji i rozwagi,bo solidarność znowu jest
        nam potrzebna.
        • wariant_b Re: Kiedyś dawno dawno temu 02.04.06, 18:33
          Duży Kraj w Środku Europy, jak sądzę.
        • Gość: kiks8 10 mln to było na początku IP: *.CNet2.Gawex.PL 03.04.06, 10:48
          i oni nie wiedzieli co z czym sie je.Byli ogłupieni słowem "wolność" ktora im
          sie teraz zabiera w imie idelogi koscielnej.Mam gdzies solidarność,należałem do
          tej bandy i widziałem do czego sa skłonni dla otrzymania wygodnego leserskiego
          stołka.Rozwaga to sowo nieznane wt ym kraju.
    • Gość: Kora Re: Czy solidarnosc jest mitem ? IP: *.acn.waw.pl 02.04.06, 15:43
      a ja uwazam ze solidarnosc jest u Polakow tak wielka jak rzadko sie zdarza w
      innych krajach.Studiuje na Uw,i zawsze gdy dzieje sie cos waznego mlodzi ludzie
      sie organizuja,robia marsze,wpolnie to wszystko przezywamy,to bardo wazne czuc
      ze inni ludzie czuja to samo.Brawa dla polskiej mlodziezy!
    • z.bozena Re: Czy solidarnosc jest mitem ? 02.04.06, 16:19
      oczywiście że mit, mnie nawet czekoladki z firmy solidarność nie smakują
      solidarność napoczątku zrobiła dobrą robotę i napoczątku byli tam LUDZIE teraz
      to jest relikt przeszłości itam teraz są tylko manipulanci przeszłością i
      karierowicze .
      • wariant_b Re: Czy solidarnosc jest mitem ? 02.04.06, 18:39
        W tym zawirowaniu historii jest jednak jakiś element trwałości.
        Za Komuny czekoladki "Solidarność" też były takie sobie.
        A taki "Wedel" to nie miał tej marki, a teraz nie ma tego smaku.
    • Gość: Zbigniew Re: Czy solidarnosc jest mitem ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.04.06, 16:35
      Najgorzej ze w naszym panstwie "Solidarnosc" biedniejszych wobec bogatszych jest
      obowiazkowa. Ja zarabiam 1000 zeta na umowe-zlecenie. Nie mam na oplacenie
      zus'u. Tymczasem z moich podatkow idzie na doplaty dla rolnikow, gornikow,
      kolei. Kiedy strace prace nic mi nie bedzie przyslugiwalo, na stare lata
      emerytury tez nie bede mial. Gornicy i rolnicy zapewne sie wtedy nie beda
      chcieli ze mna "solidaryzowac".
      • Gość: Ober Re: Czy solidarnosc jest mitem ? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.04.06, 21:14
        Masz racje ale nie jest to wina tylko gornikow jako takich a systemu jaki zostal
        wprowadzony po 89 roku gdzie przymusowe niewolnictwo z przyczyn spolecznych na
        ktore godza sie cale rzesze spoleczenstwa jest wpisane w prawo i pielegnowane
        przez liberalow z lewa i prawa
        Tylko niekoniunkturalna lewica moze cos zmienic
        tzn POLSKA PARTIA PRACY
    • Gość: poeta Re: Czy solidarnosc jest mitem ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.04.06, 18:40
      Pojawiło się coś takiego jak idea państwa solidarnego
      Tak się zastanawiam, co to ma być i co tak naprawdę się kryje pod tym hasłem
      W roku 1980 nikt nikomu nie mówił, że będziemy zmieniać system
      Ani jeden z 21 postulatów tego się nie domagał chodziło o trochę swobody prawdy
      i trochę więcej kasy na życie
      Znaczna większość nie zdawała sobie sprawy, w czym tak naprawdę bierze udział
      I co z tego wyniknie
      Ale była to rewolucja
      Każdy zapewne się czegoś spodziewał i każdy czegoś innego oczekiwał
      Okazało się, że nie jesteśmy przygotowani ani do demokracji ani do gospodarki
      rynkowej
      Państwo solidarne jest niczym innym jak odmianą państwa socjalnego
      Czyli takiego systemu, który daje, ale i odbiera
      Daje w sferach materialnych wspierając grupy najsłabsze, ale odbiera możliwości
      indywidualnego samo rozwoju
      Jakie ma być państwo?
      Potrzebujemy przede wszystkim karty podstawowych swobód obywatelskich
      Wpisanych w konstytucje oraz gwarancji, że bez względu na to, kto będzie
      rządził może zgłaszać tylko takie ustawy, które nie naruszają tych swobód
      I nie ma, na co liczyć żaden rząd nam tego nie załatwi
      Tu by się przydała solidarność
      Ponieważ solidarność w moim rozumieniu jest wspólnym działaniem w określonej
      sprawie opowiadaniem się za czymś popieraniem czegoś.
      • wariant_b Re: Czy solidarnosc jest mitem ? 02.04.06, 19:45
        Za mną chodzi inna idea, taka mniej poetyczna, a bardziej techniczna:

        Gdyby w każdych wyborach określić dwie fazy: jawną i tajną,
        w tajnej głosowało by się tak jak obecnie,
        a w jawnej (powiedzmy dwa tygodnie przed właściwymi wyborami)
        udzielało by się osobistej rekomendacji (takiej podpisanej imieniem,
        nazwiskiem i numerem PESEL) konkretnemu kandydatowi, który musiałby
        uzyskać tych rekomendacji odpowiednią ilość, a rekomendujący po prostu
        już by zagłosował (czyli nie mógł rekomendować nikogo innego, głosować tajnie,
        a jego rekomendacja byłaby liczona jako głos ....

        do tego miejsca żadnej rewolucji, teraz jest bardzo podobnie, też
        komitety wyborcze chodzą z jakimiś listami i zbierają podpisy

        ... a potem z tych rekomendujących losowało by się powiedzmy 100 osób,
        których dane nie byłyby w żaden sposób upublicznione, aby trudniej było
        do nich dotrzeć. A to zacne grono, a właściwie każdy indywidualnie,
        zgodnie z własnym sumieniem mógł w dowolnym momencie rekomendacje cofnąć ...

        układ nie byłby dostatacznie liczny, by zapełić wszystkie listy poparcia,
        a sympatycy nie musieliby być w pełni zależni i tym samym lojalni,
        ponadto nikt nie byłby w stanie zapobiec złośliwemu dopisywaniu się do list,
        celem przyszłego zaszkodzenia kandydatowi, ale zorganizowane szkodnictwo
        w uwagi na niską efektywność losowania byłoby mało celowe

        ... więc, jeśli poparcie dla kandydata spadłoby poniżej 50% - to koniec...

        wchodzi kolejny, niezaleźnie od tego z listy jakiej partii mógł być wybrany,
        ale zgromadził najwięcej głosów spośród "przegranych", żyje i ma ochotę.
        Tyle - zajmuje miejsce poprzednika w komisjach, do czasu, gdy większość
        nie zdecyduje inaczej. Partia może zacząć od stu miejsc w sejmie, a skończyć
        na kilku. Jej problem. Rząd padnie - trudno, gdyby się utrzymał, byłoby gorzej.

        ... i nie ma teoretycznie przeszkód, aby schemat podobny stosować przy
        wszystkich wyborach, nawet jeśli tych "sprawiedliwych" mogłoby być tylko
        dziesięciu lub aż tysiąc (powiedzmy 10% z ogólu rekomendujących).


        Może to trochę za techniczne, ale solidarność społeczną można próbować wymusić,
        bo spontanicznie tworzy się raz na kilkadziesiąt lat i umiera w układach.
      • Gość: Ober Re: Czy solidarnosc jest mitem ? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.04.06, 21:20
        masz tylko czesciowo racje panstow socjalne wcale nie dusi indywidualnosci takie
        myslenie to mit propagndy.
        Czy szwedzi zyjacy w panstwie socjalnym sa mniej kreatywni i tworczy niz polacy
        zyjacy w panstwie dzikiego kapitalizmu napewno nie wynalazki naukowo techniczne
        nie powstaja i nigdy nie powstana w panstwach gdzie obywatele z wielkim trudem
        zaspokajaja wlasne podstawowe potrzeby, dlatego dzis potrzebujemy jak najwiecej
        kontroli kapitalu, ale jak najwiecej kreatywnosci wlasnej, a to moze dac tylko
        panstwo socjalne nie debace na sznurku korporacji.
        • wariant_b Re: Czy solidarnosc jest mitem ? 02.04.06, 23:00
          Szkoda, sam bym chętnie niektóre poddusił, chyba że mamy na myśli inne
          INDYWIDUALNOŚCI. Ale w innej kwestii. Większa kontrola państwa nad kapitałem
          nie jest wcale takim dobrym pomysłem i kończy się zwykle umieszczeniem swoich
          ludzi w Radach Nadzorczych (co oczywiście zwiększa kontrolę kapitału nad
          Państwem, ale teraz nie o tem). Problem polega na zachwianiu równowagi
          społecznej i uprzywilejowaniu "wybrańców". W rozsądnym państwie system powinien
          celować gdzieś w okolice mediany, czyli wyraźnie przywilejować klasę średnią.
          A to oznacza duże preferencje i ułatwienia dla małych i średnich firm, bardzo
          ostrą i restrykcyjną kontrolę przestrzegania prawa przez duże organizmy
          gospodarcze, jawność wszystkich decyzji gospodarczych Państwa i samorządow etc.
          U nas wszystko jakby na opak: mizdrzenie się do klas wyższych (moje ulubione
          od lat powtarzane kłamstewko PO, że jak im się da zarobić, to będą inwestować -
          nie będą, inwestycje robią firmy, wynoszenie pieniądza z firm do własnej
          kieszeni nie napędza inwestycji w kraju, a głównie konsumpcję w tzw. świecie)
          i do najbardziej pokrzywdzonych przez transformacje (bo lud ciemny wszystko
          kupi (PiS) - głosami w wyborach). Nie ma nawet poważniejszych prób
          organizowania prac interwencyjnych dla bezrobotnych - duży kapitał tego nie
          chce, bo to psuje rynek - choćby przy budowie tych legendarnych mieszkań.
          I tak to sobie wygląda.

          A model Skandynawski bardzo mi się podoba, tak na marginesie.
    • bibbi5 Re: Czy solidarnosc jest mitem ? 02.04.06, 18:53
      Moim zdaniem Wałęsa popsuł wszystko i dlatego mamy to co mamy.
      • Gość: Ober Polska Partia Pracy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.04.06, 21:34
        Pół roku temu, w tragicznych, do dzisiaj nie wyjaśnionych okolicznościach,
        zginął Przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego ,,Sierpień 80" i Polskiej
        Partii Pracy Daniel Podrzycki. Publikujemy tekst wspomnieniowy Magdaleny
        Ostrowskiej, który ukazał się w czasopiśmie "Rewolucja".

        _____________

        Daniela Podrzyckiego poznałam osobiście dopiero kilka dni przed Jego tragiczną
        śmiercią.

        Przyszedł 21 września na promocję książki redaktora Trybuny Krzysztofa
        Pilawskiego "Skąd się biorą komuniści". Był chyba jedynym politykiem, który się
        wtedy pojawił, choć wielu innych dostało osobiste zaproszenia.

        W ciągu kilku ostatnich miesięcy miałam jednak okazję i przyjemność wielokrotnie
        z nim rozmawiać. Niestety, tylko telefonicznie.

        Gdy wybuchał protest pracowniczy, strajk lub rządzący dokonywali kolejnego
        zamachu na prawa i interesy ludzi pracy, prosiłam go jako przewodniczącego
        Wolnego Związku Zawodowego "Sierpień 80" o komentarz lub opinię w tej sprawie. Z
        czasem stwierdziłam, że jest On jednym z najbardziej konsekwentnych i świadomych
        związkowców, z którymi przyszło mi rozmawiać.

        Daniel Podrzycki miał dużą wiedzę merytoryczną, w przeciwieństwie do wielu
        innych " i polityków, i związkowców. Potrafił rzetelnie i kompetentnie odnieść
        się zarówno do poszczególnych protestów, jak i zaopiniować uchwalane w Sejmie
        ustawy czy też dopiero toczące się nad nimi prace. A przecież w Sejmie nigdy nie
        zasiadał i nie miał doświadczenia jako poseł. Nie tylko znał treść tych ustaw,
        ale potrafił je ocenić ze świadomością prawdziwego lewicowca i związkowca. Mimo
        wielu zawiłości, z którymi często wiązały się prace nad różnymi ustawami,
        Podrzycki " jako jeden z niewielu, a może jako jedyny " nigdy niczego nie
        pomylił, nie przekręcił, nie pomieszał.

        Lubiłam do niego dzwonić, bo właśnie w Jego przypadku miałam pewność, iż usłyszę
        rzetelną, przemyślaną i dobrą politycznie opinię. Do tego radykalną i
        bezkompromisową. I świetnie mi się z Nim gadało. Zajebiście!

        Nigdy nie zapomnę jednej z najpiękniejszych (pod względem politycznym i
        związkowym), moim zdaniem, wypowiedzi Podrzyckiego, choć takich słusznych i
        "czadowych" opinii usłyszałam od Niego mnóstwo. Sprawa dotyczyła planów
        wprowadzenia prawa do lokautu, czyli umożliwienia pracodawcy wyrzucenia na bruk
        załogi, której strajk miałby się okazać nielegalny. Rozmawiałam na ten temat z
        przedstawicielami wszystkich innych związków zawodowych. Ci uchodzący za
        "lewicowych" stwierdzali, że "to jeszcze nie czas na takie rozwiązania".
        Uchodzący za prawicę byli słusznie oburzeni i po rzuceniu kilku " zrozumiałych "
        niecenzuralnych słów oceniających pomysłodawców lokautu, załamywali ręce z
        bezsilności na taką bezczelność. Natomiast Daniel Podrzycki, energicznie i
        wesoło, stwierdził: "Jeśli wprowadzą prawo do lokautu, to ogłosimy strajk
        generalny. A wtedy niech sobie lokautują cały świat pracy! Ciekawe, jak na tym
        wyjdą.

        Wybuchają kolejne konflikty na linii praca-kapitał, a jeszcze nie umiem wyzbyć
        się odruchu " potrzeby raczej " by dzwonić do Podrzyckiego, którego numer
        komórki znam na pamięć. Z prośbą o komentarz dla czytelników i radę " dla tych,
        co walczą. Dla siebie też.

        Daniel Podrzycki nigdy nie odmówił komentarza. Nigdy nie zasłaniał się brakiem
        czasu, nawet w ostatnich tygodniach, gdy prowadził intensywną kampanię wyborczą
        " parlamentarną i prezydencką jednocześnie. Nigdy nie odsyłał na później, aż
        "zapozna się ze sprawą". A wielu tak robiło. Nigdy też nie usłyszałam w jego
        głosie zniecierpliwienia. Zawsze był uprzejmy i cierpliwy, sprawiający wrażenie,
        jakby czekał na mój telefon z potrzebnymi materiałami pod ręką. Co więcej,
        zawsze, po najkrótszej nawet rozmowie z Podrzyckim, byłam cholernie podbudowana
        psychicznie i politycznie, nabierając przekonania, że JEST SENS, jakkolwiek
        beznadziejna dla ludzi pracy nie wydawałaby się sytuacja. Umiejętność
        przekazania ludziom " nie tylko swoim zdeklarowanym zwolennikom " takiej energii
        i wiary jest rzadkością. Daniel Podrzycki ją miał. Na pewno wobec mnie. Jak NIKT
        inny.

        Byłam zaskoczona, gdy dowiedziałam się, że formalnie miał On podstawowe
        wykształcenie. Inteligencją, wiedzą, błyskotliwością i świadomością prześcigał
        bowiem, niekiedy o kilka długości, zdecydowaną większość wielu innych " także
        tych utytułowanych " rozmówców.

        Nikt nie musi mnie zapewniać, że Daniel Podrzycki nie zabiegał o siebie i własną
        karierę. Przede wszystkim walczył o innych ludzi oraz o idee, w które wierzył. A
        że wierzył w nie autentycznie, tego jestem pewna. Szybko się o tym przekonałam.
        Szczególnie na tle niektórych związkowców, sprawiających niekiedy wrażenie,
        jakby byli obrońcami interesów kapitału, a nie ludzi pracy. Niestety.

        Niektórych zaskoczyło, że Daniel Podrzycki stworzył lewicową partię polityczną.
        Polską Partię Pracy. Wytykali Mu dawne kontakty z narodowcami. Węszyli podstęp.
        Niedowierzali.

        Niektórzy wyznawcy " uchodzący nawet za wybitnych znawców " teorii zależności,
        rozpisujący się o specyfice krajów zależnego, peryferyjnego kapitalizmu oraz o
        tym, jak takie położenie kształtuje świadomość świata pracy, tych samych miarek
        nie potrafili zastosować, gdy przyszło do konkretów " własnego podwórka i
        konkretnej postaci ze znanym pochodzeniem i biografią. Ograniczanie się do
        teoretycznych abstrakcji bywa bezpieczne. Szczególnie dzisiaj.

        Niedowierzali zwłaszcza ci, których "lewicowość" zamyka się w akademickich
        dyskusjach i bezpiecznie skrywa w granicach karier naukowych, publicystycznych
        czy politycznych. Zawsze w ramach establishmentu i w zaciszu gabinetów.
        Wyedukowani i oczytani, kręcili nosem na partię Podrzyckiego. Nigdy nie
        rozmawiali z robotnikami, choć słowo "proletariat" nieraz odmieniają przez
        wszystkie przypadki. Nie mają pojęcia, jak w walkach klasowych ewoluują formy
        ich świadomości, z trudem przebijając się przez przytłaczające zwały ideologii
        panującej.

        Istotą lewicy jest reprezentowanie i obrona interesów świata pracy. Taka jest
        jej historyczna geneza i taka jest jej racja bytu. Robotnik i działacz związkowy
        jest najodpowiedniejszą osobą dla tworzenia partii lewicowej. Z pewnością
        odpowiedniejszą niż pretensjonalni pseudointelektualiści z przerostem ambicji
        osobistych, biurokraci czy aparatczycy, do których etykietka "lewicy" przylgnęła
        przypadkiem, a niekiedy nawet wbrew ich woli. Odpowiedniejszą niż wymuskane
        chłopięta z dobrych domów, które już w swoich renomowanych liceach " czy
        dziedzicznie skażonych sukcesem rodzinach " przyzwyczajają się do noszenia
        garniturów i skórzanych teczek na rządowe dokumenty.

        Daniel Podrzycki był robotnikiem i taką miał świadomość. Zawsze walczył w
        obronie bezpośrednich interesów świata pracy. Nie wiem, jakie miał kiedyś
        poglądy poza tym, że zawsze bezkompromisowo działał w imieniu robotników. Swoją
        ewolucję światopoglądową zaprezentował w ostatnim czasie " w programie Polskiej
        Partii Pracy. Jest to autentycznie lewicowy program nie tylko w sferze
        społeczno-gospodarczej, ale i światopoglądowej. Znalazły się w nim postulaty
        walki z bezrobociem, likwidacji biedy, wykluczenia społecznego i rozliczenia
        nieuczciwej prywatyzacji, ale również żądanie świeckiego państwa i
        natychmiastowego wycofania polskich wojsk z Iraku. Jest to taki program, jakiego
        brakowało od początku istnienia III RP. Na taki program czekało wielu ludzi.

        W sytuacji, gdy występujący oficjalnie pod szyldem "lewicy" skompromitowali się
        ostatecznie, wprowadzając neoliberalne reformy gospodarcze i ustępując prawicy w
        sferze światopoglądowej, narastała potrzeba " dla niektórych niebezpieczna "
        prawdziwej lewicy. Programowo i organizacyjnie objawiła się nią Polska Partia
        Pracy, która na dodatek " dzięki Danielowi Podrzyckiemu " zawiązała koalicję
        m.in. z Komunistyczną Partią Polski, Polską Partią Socjalistyczną,
        Antyklerykalną Partią Postępu "Racja", Demokratyczną Partią Lewicy. W sympatyków
        i zwolenników prawdziwej lewicy wstąpiła nadzieja, której nie mieli od wielu
        • Gość: Jacus Re: Polska Partia Pracy IP: *.bredband.skanova.com 02.04.06, 22:21
          W ktorym z domow wariatow jest siedziba tej pozal sie Boze Partii Pracy ?
          Wszyscy macie "formalne podstawowe wyksztalcenie" ?
          • Gość: Ober Re: Polska Partia Pracy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.04.06, 17:20
            czyzby egzorcyzm zaczal dzialac ??
        • wariant_b Re: Polska Partia Pracy 02.04.06, 23:34
          Daniela bodaj raz widziałem, w SKANDALICZNEJ kampanii wyborczej,
          i sprawiał całkiem sensowne wrażenie, mimo że zwykle przyczepiano mu
          etkietkę oszołoma. W każdym razie to co mówił miało jakiś sens
          i wyglądało na spójne, acz mocno kontrowersyjne.

          Ale wracajmy do mojego tematu, czyli SKANDALICZNEJ kampanii wyborczej.
          Tak żenującego spektaklu nie chciałbym nigdy więcej oglądać. To nie media
          mają za zadanie wykreować i wybrać polityków, a wyborcy. Takie jaja medialne
          nie działy się chyba od czasu niesłynnej dogrywki Wałęsa - Tymiński.
          Zapisy o równym traktowaniu kandydatów czy komitetów wyborczych można włożyć
          między bajki. Niektórych nie udało mi się wogóle zobaczyć, czy usłyszeć,
          co mają do zaoferowania, a Tusk i Kaczyński na okrągło. Jak nie wywiad,
          to reportaż, jak nie to, to talkshow albo debata, jak nie oni - to komentatorzy
          telewizyjni gadający tylko o nich, a wszystko jeszcze przerywane płatnymi
          reklamami (tychże zresztą) i aktualnymi wynikami sondaży. Wstyd.
          Trybunał i płacić, albo jeszcze gorzej. A potem media grzmią o demokracji,
          o przestrzeganiu prawa, o równości, o reżimie na Białorusi.
          Grzmią, bo ich to nie dotyczy.

    • Gość: fish&chips Re: Czy solidarnosc jest mitem ? IP: *.eranet.pl 02.04.06, 23:45
      Solidarnosc jest mozliwa, ale wylacznie na krotka mete - idealnie np. dla zrywow
      niepodleglosciowych. Solidarnosc "programowa", dlugofalowa, narzucana z gory,
      jest takim samym idiotyzmem jak zmuszenie wszystkich ludzi, zeby kochali sie
      nawzajem.
      A nikt nie zmusi mnie, zebym kochala jakiegos nieznanego mi, anonimowego
      "potrzebujacego" bardziej niz swoich bliskich.
      W obecnych czasach najbardziej solidarni z Polakami en masse sa ludzie, ktorzy
      za cene wyrzeczen i przy wielkim nieraz ryzyku zakladaja wlasne firmy, w ktorych
      zatrudniaja polskich pracownikow. Mowie tu, rzecz jasna, o uczciwych
      przedsiebiorcach. I o uczciwych ludziach w ogole.
      "Solidarnosc spoleczna" zas to inaczej nazwany socjalizm i,jak kazda tego typu
      doktryna, prowadzi bezposrednio do krachu calego panstwa.
    • Gość: annka Re: Czy solidarnosc jest mitem ? IP: *.citymedia.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 03.04.06, 00:14
      Czy solidarnosc jest mitem ?
      Tak.
      • Gość: kot wacek w określonej grupie społecznej lub zawodowej nie!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.04.06, 21:02
        W określonej grupie społecznej lub zawodowej nie!!! Jest to oczywiste bo
        członkowie tej grupy bronią zwykle tylko swoich interesów i są to zwykle
        pieniądze. W wymiarze społecznym solidarność nie istnieje bo nie może istnieć. I
        nawet Nasz Papież nie jest w stanie tego zmienić. Dzieje się tak bo interesy
        poszczególnych grup są różne np. górnicy i reszta społeczeństwa, pracujący i
        bezrobotni, związkowcy i pozostali. Gdyby istniała solidarność nie byłoby np.
        bezrobocia gdyż pracujący musieliby się podzielić pracą z bezrobotnymi.
        Natomiast żeby pracować np. na swoim, bezrobotny musi płacić olbrzymi haracz na
        rzecz pracujących ( ZUS, podatki,...). Solidarność tak samo jak i sprawiedliwość
        istnieje tylko i wyłącznie w niebie.
        • Gość: kuba mit solidarnosci czy kpina !! IP: *.qc.sympatico.ca 04.04.06, 06:52
          Gość portalu: kot wacek napisał(a):
          ..... Solidarność tak samo jak i sprawiedliwośc
          istnieje tylko i wyłącznie w niebie....

          Oby te fakty w niebie byly odczytane....jak mozna zrozumiec "Solidarnosc" czyt.
          zwiazek i solidarnosc jako spoleczna postawa , oto jeden z przykladow,
          wiceprokurator prokuratury wojewodzkiej w Bielsku-Bialej , ktory w latach
          80-tych wydawal nakazy aresztowan , rewizji , przesluchan ,w dniu dzisiejszym
          pisze historie solidarnosci z takimi przekretami , ze kloaka to czysciec w tymze
          poruwnaniu !!!!! Dla ciekawosci nieco inny dylemat ,przyjaciel domu , oddana
          dusza od dziesiatkow lat , nie skazony niczym co mogloby splamic jego rece ,
          pomimo przynaleznosci do sfery politycznego politbiura oddawal sie poboznym
          wyznaniom dla zaspokojenia swojej martwej duszy i nie oczekiwal pochwal za swoje
          pomocne wyczyny , w owych czasach to grozba zeslania i hanby w politbiurze
          .Dzisiaj najwiekszym przeklenstwem dla tegoz czlowieka jest wspomnienie o
          nabozenstwie i pomocy innym , nawet swojej rodzinie !!!!
    • znj2 Re: Czy solidarnosc jest mitem ? 03.04.06, 22:02
      Według mnie to mit.Natomiast rozważania należy zacząć od samego początku, czyli
      od tego do czego jest potrzebna. W państwie prawa, gdzie są ludzie wolni takie
      hasło nie ma racji bytu.Bo na czym ma ta solidarność polegać i w jakiej
      dziedzinie życia obowiązywać.W Polsce dalej jest komuna, tylko inaczej nazywana.
      A ci w sejmie co obnoszą się jako liberałowie, to godni pożałowania faceci.
      Najzabawniejsze jest to,że każdy chce np. mojego szczęścia (tak deklarują), a ja
      to szczęście chcę sam sobie budować, bo jestem autentycznym liberałem i mam w
      d... przebierańców.
      W naszej niedawnej jeszcze historii,solidaryzowaliśmy się z różnymi państwami,
      rasami czy inną cholerą. I co dobrego z tego wynikło. A no nic.
      Człowiek sam powinien decydować o tym jaki sobie los buduje.Sam powinien
      zbierać na emeryturę i pójść wtedy kiedy będzie miał ochotę.Nie będzie musiał
      biegać do idiotycznego urzędu zwanego ZUS.
      Ile zebrał przez wszystkie lata pracy, tyle dostanie.Polecam natomiast do
      rozważań inne zagadnienie. Dlaczego profesor uniwersytetu ma 1 głos i "menel"
      też 1 i jak to się przekłada na życie codzienne w naszym pięknym kraju.
    • Gość: dumnizpolski.pl Re: Czy solidarnosc jest mitem ? IP: *.iscnet.pl 04.04.06, 16:00
      Mitem nie było w trudnych czasach, np. w 1990 roku, kiedy wszystkim powodziło
      się coraz gorzej, szalała inflacja, bieda rosła, a mimo to duch solidarności trwał.

      dumnizpolski.pl
      • Gość: kogo Re: Czy solidarnosc jest mitem ? IP: *.54.187.248.eltronik.net.pl 04.04.06, 17:01
        kiedyś była.
        Teraz mit. Mity lubimy bardziej.
        • Gość: chochlik Re: Czy solidarnosc jest mitem ? IP: *.lublin.mm.pl 07.04.06, 11:03
          Solidarność to wspomnienie i marzenie, zeby wróciła.
          • Gość: kuba Chochlik i Solidarnosc IP: *.qc.sympatico.ca 07.04.06, 16:29
            Gość portalu: chochlik napisał(a):

            > Solidarność to wspomnienie i marzenie, zeby wróciła.

            Wiec nie gas tej iskierki bo jeszcze moze sie przydac .
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka