zabka-zielonka
23.05.07, 17:02
Jestem młodą żoną i matką. Mam wyższe wykształcenie. Jeszcze nie pracowałam
dotąd zawodowo. Zajmuję się wyłącznie domem i wychowaniem dziecka. Moj mąż
pracuje i w krótkim czasie osiągnął ważne dla siebie samego cele zawodowe.
Rozwija się, odbywa szkolenia, dobrze zarabia, ma również wykształcenie
wyższe i jak sam twierdzi - ukończył rewelacyjną uczelnię.Kidyś też miałam
plany odnośnie swojego życia zawodowego ale nawet nie wiem dokładnie kiedy
zostałam wciśnięta (podobno na własne życzenie) w rolę gosposi, opiekunki,
sprzątającej, kucharki itd. Nie spełniam się w tej roli. Jednak jeśli
podejmuję kroki aby to zmienic, zaczynam napotykac na ogromne problemy
organizacyjne. W koncu rezygnuję. Często słyszę od męża, że jeśli chciałabym
jakąś rzecz która mi się w sklepie podoba (niekoniecznie drogą - czasem
chodzi mi poprostu o drobnostki w granicach kilkunastu złotych np kosmetyk
lub ubranie albo jakaś drobna rzecz do domu)wtedy słyszę, że może najpierw
powinnam pójśc do pracy i zarobic na to. Z drugiej strony kiedy wielokrotnie
aktywnie zaczynałam szukac pracy słyszałam od niego ze np mam mało atrakcyjne
wykształcenie lub, że skończyłam śmieszną uczelnię bez prestiżu. Ponieważ
nasze dziecko badzo często się przeziębia i wielokrotne próby posłania go do
przedszkola kończyły się chorobami przedłużającymi się do kilku tygodni,
postanowiłam, że może jakimś wyjściem byłaby praca biurowa w domu. W
odpowiedzi usłyszałam tylko, że mam bardzo niskie ambicje. Mój mąż ostatnio
bardzo podbudował swoje ego, szczególnie jeśli chodzi o sukcesy w pracy.
Bardzo się zmienił. Odnosi się do mnie oficjalnie, stanowczo. O wszystkim sam
decyduje, podając mi jedynie do wiadomości co właśnie postanowił nowego. Taka
sytuacja trwa od kilku miesięcy. Obecnie ciężko nam się rozmawia nawet na
najprostsze tematy. Mam wrażenie, że żyję z zupełnie obcym mi człowiekiem z
którym mam niewiele wspólnego. Każdego dnia czuję się coraz mniej
wartościowa. Jestem traktowana jak pomoc domowa, którą się wyprasza z pokoju
gdy zrobi swoje i nie jest już potrzebna lub której oddaje się do ręki talerz
po objedzie, aby go zaniosła do kuchni i umyła. Nie wiem co robic i czy w
ogóle da się coś jeszcze zmienic. Wiem, że wiele z Was powie że powinnam
zaczą pracowac i sie uniezależnic z czego zdaję sobie sprawę - ale chyba
straciłam wiarę we własne siły i możliwości. Jestem w jakims amoku z kórego
nie potrafię się wydostac. Kiedyś zależało mi na naszej rodzinie ale ostatnio
staram się już tylko ze względu na dziecko..Myślę też, że mój mąż zdaje sobie
dorze sprawę z tego, że jestem od niego na tyle uzależniona, że czuje się z
tym bardzo bezpiecznie. Dodam, że dbam o siebie, swoją atrakcyjnośc i od
zawsze starałam się mu podobac. Myślicie że są jeszcze jakieś szanse..?
Pomóżcie, zależy mi na obiektywnym zdaniu, ponieważ chciałabym przerwac to
błędne koło napędzane moim poczuciem winy, niskim
poczucia wartości,świadomością posiadanych obowiązków domowych i względem
dziecka oraz potrzebą samorealizacji..