kocie_ruchyy
07.12.07, 11:28
Czasem odnoszę takie wrażenie. Na przykład syn koleżanki mojej teściowej wziął
kredyt na 40 lat i ona (ta koleżanka) jest tak z tego dumna, że specjalnie
pochwaliła się mojej teściowej. I teraz teściowa mnie męczy, żebyśmy też
wzięli z żoną kredyt na mieszkanie. A ja nie mam zamiaru, bo mam duże
mieszkanie po rodzicach i mi wystarczy.
Z kolei wielu moich kolegów z pracy pobrało kredyty na drugie już mieszkanie i
udają wielkich inwestorów. Ale jeżdżą 15-letnimi trupami, ewentualnie
obciachową Skodą, kupują w Biedronce lub Lidlu, o żadnych porządnych wakacjach
nie wspominając. Jak tak dalej pójdzie, to nie dożyją dnia spłaty tych
kredytów. A najśmieszniejsze jest to, jak mówią, że oni "mają dwa mieszkania".
A tak naprawdę nie mają żadnego, tylko ma je bank i im wynajmuje. Co za chore
myślenie. Ja kupuję na co mam ochotę, jeżdżę nowym samochodem klasy średniej i
jestem szczęśliwszy od tych 'inwestorów', którzy muszą drżeć, że stracą pracę
albo zachorują. A mnie to wisi.
Dla mnie wzięcie kredytu, zwłaszcza na 40 lat, nie jest żadnym powodem do
dumy, jest smutna koniecznością, dla tych którzy dosyć gotówki z powodu
kiepskiej pracy, bądź pochodzą z biednej rodziny.
Naprawdę nie ma się czym chwalić.