vethe
06.02.08, 22:02
Zwracam się z pytaniem do osób, które mają wiedzę prawną co do
przepisów prawa regulującego palenie w pracy. W internecie znalazłam
tylko niepełne informacje i mnóstwo przeczących sobie interpretacji.
Uprzedzam, że nie należę do bojówki antynikotynowej. Jeśli ktoś ma
życzenie palić, jest to jego wybór i nie mam zamiaru tego
wartościować.
Ale co zrobić, by nie być biernym palaczem przez 8 godzin w pracy?
Przepis mówi, że palenie w zakładzie pracy jest dozwolone w
wyznaczonych miejscach, tj. wentylowanej, zamkniętej palarni. Ok.
Ale jeśli ten zakład pracy to kilka pokoi w wielopiętrowym budynku,
w którym mieści się x firm? Poniżej 20 pracowników pracodawca nie ma
obowiązku zapewnienia palarni, nie wolno też palić w pokoju
biurowym. Zatem palący wychodzą na korytarz czy też klatkę schodową
i tam puszczają dymka (poza swój zakład pracy). Okno ledwo uchylone,
bo zima. Latem nie jest lepiej, bo są przeciągi i powietrze miesza
się jeszcze szybciej.
Zgłosiłam problem administratorowi budynku (mój szef twierdzi, że
może tylko zakazać palenia swoim pracownikom i tak zrobił).
Administrator orzekł, że to nie jest obiekt użyteczności publicznej
i w związku z tym nie ma zakazu palenia wszędzie. I jeśli ktoś pali
pod moimi drzwiami na korytarzu, to może. Może również palić na
klatkach schodowych i w holu na parterze.
Takie uzasadnienie wydaje mi się absurdalne. Przecież z tych miejsc
korzystają niepalący i są narażeni na bierne palenie. Kiedy na
korytarzu spotyka się 8-10 osób z papierosem, dym wchodzi nawet
przez dziurke od klucza. Nie chcę wyrzucać palących na zewnątrz, ale
czy administrator nie powinien wydzielić jakiejś palarni dla całego
budynku? I jaka jest definicja budynku użyteczności publicznej?
Z góry dziękuję za pomoc.