Dodaj do ulubionych

Nie jestem w 100 proc pewien czy ten watek

17.02.08, 16:33
na temat akurat w tym forum ale zobaczcie (to rozpacz..)

biznes.onet.pl/1,12,8,40563866,110287038,4543780,0,forum2.html
Obserwuj wątek
    • Gość: v. Re: Nie jestem w 100 proc pewien czy ten watek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.08, 16:44
      Tak, to problem społeczny. Są już raporty dot. braku zatrudnienia
      dla grupy 50+ zmuszonej do bezczynności po wypchnięciu z rynku pracy.
    • Gość: wsx Re: Nie jestem w 100 proc pewien czy ten watek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.02.08, 16:48
      To nie rozpacz to jest fakt. Tak dziś wygląda większość ludzi po pięćdziesiątce.
      • Gość: Gosc987 Re: Nie jestem w 100 proc pewien czy ten watek IP: *.pools.arcor-ip.net 17.02.08, 17:06
        Polska jest bardzo rozrzutnym i bogatym krajem skoro ja stać wysyłać ludzi w
        wieku 50+ na emeryturę.
        Czytam na "naszej klasie" szczęśliwa emerytka albo szczęśliwy emeryt, czy są oni
        naprawdę tak szczęśliwi w takim wieku będąc wyrzuconym za burtę z społecznego życia?
        • Gość: wsx Re: Nie jestem w 100 proc pewien czy ten watek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.02.08, 17:09
          Gość portalu: Gosc987 napisał(a):

          > Polska jest bardzo rozrzutnym i bogatym krajem skoro ja stać wysyłać ludzi w
          > wieku 50+ na emeryturę.
          > Czytam na "naszej klasie" szczęśliwa emerytka albo szczęśliwy emeryt, czy są on
          > i
          > naprawdę tak szczęśliwi w takim wieku będąc wyrzuconym za burtę z społecznego ż
          > ycia?

          Odpowiem Ci że gdyby mi teraz pozwolono na odejście na emeryturę a mam 56 lat i
          41 lat pracy to poszedłbym od razu. Mam już dość, zdrowie zrypane i ciągła obawa
          że już mogę się stać zbędny.
        • mjot1 Hm... 17.02.08, 17:14
          Poważnie uważasz, że praca to „największe dobro człowieka”?
          Ech... Być „wyrzuconym za burtę społecznego życia”...

          Najniższe ukłony!
          Rozmarzony M.J.
          • Gość: xx Re: Hm... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.08, 17:17
            no wiesz - jak sie ma gdzieś kurek z którego w sposób ciągły leci to
            nie :(

            A serio - nawet nie wyobrażasz sobie jak to jest byc bez pieniędzy
            na marnej jamużnie. To powolne umieranie.
            • mjot1 Re: Hm... 17.02.08, 17:32
              Postrzeganie pracy zarobkowej jako „dobro” mnie po prostu mierzi.
              Jest to przecie forma prostytuowania się.

              Najniższe ukłony!
              Urodzony w niedzielę M.J.
              • Gość: Gosc987 Re: Hm... IP: *.pools.arcor-ip.net 17.02.08, 17:39
                mjot1 napisał:

                > Postrzeganie pracy zarobkowej jako „dobro” mnie po prostu mierzi.
                > Jest to przecie forma prostytuowania się.

                Ale zbieranie pieniążków t garnka generacji to cię nie mierzi?
                Co maga ci powiedzieć ci którzy wpłacają do tego garnczka?
                Ot mentalność i poczucie sprawiedliwości!
                • mjot1 Re: Hm... 17.02.08, 17:54
                  Szanowny Gościu jestem właśnie ten opisywany rocznik i dzielnie
                  (nadal) wpłacam do tego „garnczka” wiedząc jak jest dziurawym.
                  Czy mam wyjście? Cóż... taka jest „umowa społeczna”. Tylko, że ze
                  mną nikt się nie umawiał...
                  Przy okazji wytłumacz mi proszę, czym różni się „dziewka przedajna”
                  od nas sprzedających siłę swych mięśni czy intelekt?
                  Czyż wmawianie sobie i innym bzdury jakoby praca była największym
                  dobrem człowieka nie jest szydzeniem z losu niewolników?

                  Najniższe ukłony!
                  Przedajny M.J.
                  • Gość: wsx no cóż IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.02.08, 18:09
                    arbeit macht frei byle do smierci
                  • kot_behemot8 Re: Hm... 17.02.08, 21:07
                    To wyłącznie kwestia twojego indywidualnego nastawienia do życia.
                    Czujesz sie jak dziwka bo pracujesz i bierzesz za to pieniądze? -
                    twój problem. Istotnie dość przykry to problem i powazny, ale jednak
                    twój własny. Nie uogólniaj...
                    • mjot1 Re: Hm... 18.02.08, 19:03
                      Tak Behemocie. Tak to czuję właśnie.

                      Prastara mądrość głosi, że „praca uszlachetnia”.
                      Lecz dalibóg nie praca zarobkowa przecie!
                      Boć jest różnica zasadnicza pomiędzy tzw. „pracą zarobkową” a
                      (nazwijmy ją umownie) „pracą nad sobą”.
                      A jeśli ktoś nie potrafi dostrzec owej wyraźnej, grubej kreski
                      rozgraniczającej oba te pojęcia to jakiż sens ma moje stukanie w
                      klawiaturę?

                      Najniższe ukłony! M.J.
                      • kot_behemot8 Re: Hm... 18.02.08, 21:19
                        Zadziwiające. Naprawdę nie przyszło ci do głowy, ze mozna realizowac
                        swoje pasje, pracowac nad sobą, kochac to co sie robi i jeszcze brac
                        za to pieniądze?? Ja zawsze uwazałam, ze to oczywistość a inaczej
                        życ nie wolno... tak własnie, NIE WOLNO. Życie mamy przecież tylko
                        jedno i nie wolno go marnować wykonujac w rosnącym zgorzknieniu
                        prace której się nie lubi (albo i gorzej) Dlatego dwukrotnie w swoim
                        nie tak krótkim zyciu zmieniałam zawód i nie były to zmiany
                        kosmetyczne. I wiesz co? Nie zamierzam na tym poprzestać. Juz teraz
                        planuje sobie co bede robic na emeryturze: realizując jedna ze
                        swoich pasji otworzę firmę zajmujacą sie projektowaniem i
                        zakładaniem ogrodów. Zbyt wielu widze wokół siebie zgnuśniałych i
                        nieszczęśliwych emerytów żebym pozwoliła sobie na życie takie jak
                        oni prowadzą. A głowe dam, że kazdy z nich tez wyobrażał sobie jak
                        to po przejściu na emeryturę będzie rozwijał swoje pasje i w ogóle
                        zył pełnią zycia... Tylko jakos tak dziwnie zawsze się okazuje, ze
                        gdy ubywa obowiązków to ludziom przestaje się chcieć robić
                        cokolwiek. Kończy sie na gapieniu w tv, czekaniu na wizytę wnuków i
                        spacerach z psem - w najlepszym razie. Ja tak nie chcę.
                        • mjot1 ;-) 19.02.08, 13:47
                          „kochać to, co sie robi i jeszcze brać za to pieniądze”
                          Zazdroszczę Ci Behemotko zazdrością najszczerszą! A jednocześnie
                          gratuluję i cieszę się.
                          Cieszę się, że dane mi było (choć wirtualnie jeno) poznać kogoś
                          takiego boć rzadkość to niezmierna.
                          Owszem spotykam wielu, którzy w pracy szukając spełnienia zatracają
                          się i w efekcie fantazję zamieniając na wyrachowanie już,
                          jeno „szmal” dostrzec potrafią.
                          A przecie mam i ja chwile swe radosne. Chwile gdy nawet ponury,
                          dżdżysty dzień jawi mi się niczym zalany blaskiem słonecznym. Chwile
                          te, to najpiękniejsze dni tygodnia „piątkiempopołudniu” zwane.
                          I tak mi już pewnie zostanie…
                          Widać niereformowalny jestem.
                          Świadczy o tym choćby i to żem już onegdaj tkwiąc w
                          błogostanie „nicnierobienia” nagryzmolił:
                          Traktat o pracy
                          Autor: mjot1 17.01.04, 09:31
                          Miłośnikom pracy poświęcon i do wykorzystania przy
                          ewentualnej „pracy” z
                          młodzieżą...

                          „Módl się i pracuj”, „Praca uszlachetnia”, „Praca jest największym
                          dobrem
                          człowieka”, itd. głosili wielcy teoretycy wczoraj.
                          Dziś właśnie teorie wprowadzono w życie i są w praktycznym
                          zastosowaniu. Dla
                          pracy bez zmrużenia oka można sprzedać najbliższą osobę...
                          Co będzie jutro? Na to pytanie niech odpowiedzą sobie ci, którzy w
                          myśl
                          zasady „to wszystko dla dzieci przecie...” poza pracą już świata nie
                          widzą.
                          Ostatnio ukuto nowe pojęcie: Pracownik to kapitał.
                          Taaa... Człowiek kapitałem.
                          Cudowne pojęcie. Wręcz na kolana powala!
                          Chylę czoła przed uczonymi w piśmie wszelakim, którzy takie pojęcia
                          wymyślają i
                          w czyn wprowadzają!

                          Inwestujemy więc w ten kapitał już od dziecka. Nauka języków
                          wszelakich, kursy
                          tańca klasycznego i wojennego, gra na skrzypcach, fortepianinie czy
                          innej
                          drumli, „kastingi” i konkursy. Wiek szkolny obniżamy tak, że
                          niedługo niewiasta
                          w ciąży będzie już uczęszczać do jakiejś placówki edukacyjnej by
                          życie
                          napoczęte chłonęło wiedzę niezbędną.
                          I od lat szczenięcych gromadzimy wszelakie kwity, zaświadczenia,
                          świadectwa,
                          certyfikaty i dyplomy. Na koniec taki „kapitalny” człek wygląda jak
                          przepełniona kabza!
                          Tylko czy czegoś po drodze nie straciliśmy przypadkiem? Gdzież
                          dzieciństwo,
                          gdzież młodość durna i chmurna, gdzież miejsce na zwykłe ludzkie
                          odruchy i
                          uczucia... Czy to człowiek jeszcze? Czy już cyborg wspaniale
                          wyszkolony,
                          zaprogramowany...
                          Inwestujmy. Ba! pomnażajmy nawet ów kapitał. Sposoby są różne. Można
                          postawić
                          na jakość a można pójść też w ilość.
                          Mamy już pojęcie „produkcja zwierzęca” żaden więc problem podczepić
                          tam jeszcze
                          i ten jeden produkt.
                          Inwestujmy więc. Efekta już widać. Praca wyniesiona na piedestał
                          stała się
                          nowym złotym cielcem (boć przecie jedynie dla złota ją wykonujemy
                          choćby
                          liczonego w muszelkach)! Inwestycje przecie muszą się wrócić z
                          zyskiem! Praca
                          jako dobro samo w sobie.

                          Czyż właśnie na naszych oczach świat nie staje czasem na głowie?
                          Dla mnie zajęcie wykonywane dla przyjemności to hobby, pasja, konik,
                          itd., lecz
                          nie praca! Przyjemność wymaga środków a nie je przynosi!
                          A ktoś, kto doznaje przyjemności podczas wykonywania pracy
                          zarobkowej jest
                          hmmm... (delikatnie mówiąc) spaczony. Rozumiem, że są wyjątki, lecz
                          tu odsyłam
                          do znanej reguły o wyjątkach.
                          Czym bowiem różni się od prostytutki robotnik sprzedający siłę swych
                          mięśni?
                          Kimże jest intelektualista, który sprzedaje nie ciało, lecz w pewnym
                          sensie
                          ducha swego? Czyż nie jest to najwyższy stopień prostytuowania się?
                          Jak sądzicie, co czuje twórca, który zmuszony jest sprzedać swe
                          dzieło, w
                          którego tworzenie włożył cząstkę siebie?
                          Chodzi mi o pierwszy raz, bo potem to już normalność. Jakoś leci...

                          Ta... Praca uszlachetnia. A szlachetność owa wyłazi zewsząd! Widać
                          ją na każdym
                          kroku.
                          A kogóż to praca niby uszlachetniała? Czyż przypadkiem jednak praca
                          nie stała w
                          sprzeczności z szlachectwem? Czyż szlachcic faktycznie pracą się
                          parał?
                          A ci mędrcy moralni w sutannach, nawołujący do mozołu i wyrzeczeń
                          jakąż to
                          pracą się parali (parają)? Praca dla dobra innych? Dobre uczynki?
                          Bzdura
                          kompletna!
                          Czyż harcerz przeprowadzający staruszkę przez jezdnię nie myśli o
                          jeszcze
                          jednym znaczku do swej kolekcji sprawności?
                          Kto jest w stanie mi dowieść, że „siostrzyczka miłosierdzia”
                          siedząca u
                          wezgłowia obłożnie chorego czyni to naprawdę bezinteresownie nie
                          kombinując
                          samolubnie, że tam na górze On zauważy jej wyrzeczenia i zaznaczy
                          plusik przy
                          jej imieniu?

                          Wiem, że piszę tu rzeczy niezwykle niepopularne w czasach
                          dzisiejszych, herezje
                          wręcz.
                          Wybaczcie, lecz ja nie wierzę w te hasełka typu „praca - największe
                          dobro
                          człowieka”, „módl się i pracuj”, „praca uszlachetnia” itp. dyrdymały.
                          Toż niewolnik w myśl zasad owych musiałby być najszczęśliwszym z
                          ludzi mając
                          tego dobra wręcz nadmiar!
                          Wystarczy wszak przeczytać: „... od tej chwili będziesz pracował w
                          pocie i
                          trudzie...” (czy jakoś tak podobnie) by pojąć, że praca owa to nie
                          dobrodziejstwo a przekleństwo właśnie!
                          Natomiast człowiek musi mieć pasje. Choćby to było oklepane
                          zbieranie
                          pocztówek, znaczków czy np. puszek po konserwach. Choćby to było
                          marnotrawiące
                          czas gapienie się na pająka czy śledzenie marszruty biegacza!
                          Człowiek pracuje
                          jedynie, dlatego że musi. Inaczej czas swój poświęciłby owym pasjom
                          właśnie.
                          Nie piszę tu o indywiduach, które nie mają jakiegoś konika,
                          jakichkolwiek
                          zainteresowań, bo dla mnie istoty takie nie są do końca ludźmi.

                          Proponuję byśmy wyobrazili sobie eden jakieś eldorado, które
                          gwałtownie
                          zapanowało powszechnie... Oto mamy wszystko, nie musimy martwić się
                          o swój i
                          swoich bliskich byt, jakieś cyborgi wykonują za nas wszystko.
                          Ciekawe ilu z nas
                          rzuciłoby się na pracę by w niej szukać wyżycia się, satysfakcji,
                          sprawdzenia
                          siebie, samodoskonalenia, samorealizacji, awansu, ilu poświęciłoby
                          się dla
                          innych, a ilu poświęciłoby się swej pasji jedynie?

                          A dość tych herezji!

                          Najniższe ukłony!
                          Damie należne składając
                          po tysiąckroć więcej dobra dostrzegający w myszołowa wolnym
                          szybowaniu niźli
                          w pracy przedajnej M.J.
                          • Gość: Lena Re: ;-) IP: 83.136.224.* 19.02.08, 17:21
                            Tak ci szczerze powiem,że to co piszesz to są tzw. truizmy i bełkot.
                            Gdyby świat składał się w wiekszości z ludzi dla których
                            sprzedawanie pracy własnych rąk czy umysłu miałaby taką sama wartość
                            i taki sam prestiż jak sprzedawanie własnego ciała to żylibyśmy w
                            jaskiniach i polowali by przeżyc lub kupić sobie kawałek cudzego
                            ciała. Ci myslący którym chciałoby się więcej albo mieli jakąś
                            perspektywę myślową żyliby pewnie trochę lepiej :)

                            Ma rację kot_behemot gdy pisze,że ludzie któym się nic nie chce
                            bardzo wiele zrobiliby "gdyby mogli" tylko po prostu "nie mogą" i
                            gnuśnieją przed TV. Nie wierzę,ze jczłowiek z pasjami (jesli je ma w
                            zyciu a nie w myslach) może mieć do pracy w ogóle taki stosunek.


                            • mjot1 Masz rację... 20.02.08, 20:13
                              Jednak ja nie dam się przekonać, że np. owi (wspomniani przez
                              Ciebie) jaskiniowcy wynaleźli sobie maczugę wspólną mądrością swych
                              umysłów.
                              Nie wierzę też, że uczynił to ktoś dla zysku przeliczalnego na
                              konkretną garść muszelek.
                              Nie uwierzę, że dokonał tego na polecenie czy rozkaz jakiegoś
                              pracodawcy.
                              Dokonać tego mógł jedynie ktoś nieprzeciętny, ktoś zdecydowanie
                              odbiegający od ogółu (normy), czyli ktoś nienormalny.
                              Ot weźmy symbol naszych ostatnich rewolucyjnych zmian.
                              Czy podczas gdy wszyscy są święcie przekonani, że ciągnąć należy
                              ktokolwiek normalny zacząłby raptem pchać?
                              Toż tylko ktoś dokładnie nienormalny mógł wykombinować taczki.
                              To właśnie tylko ci nieliczni nawiedzeni wariaci pchali i pchają
                              tzw. cywilizację do przodu (oczywiście, jeżeli w międzyczasie np.
                              nie zostali spaleni na stosie przez „normalnych”).
                              A normalni i prawomyślni byli, są i będą statystami, motłochem,
                              mięsem armatnim.

                              A poza tem masz oczywiście Leno rację.
                              Wszak większość zawsze ją ma. I to absolutną!

                              Najniższe ukłony!
                              Cyniczny M.J.
                              • Gość: Lena Re: Masz rację... IP: *.multimo.gtsenergis.pl 21.02.08, 11:31
                                Obawiam się,że dorabiasz sobie "filozofię" do bardzo prostych rzeczy
                                (masz tak od urodzenia czy wyrobiłeś sobie taki "refleksyjny
                                imidż"????)
                                Pchać czy ciągnąć? Toż to proste jak konstrukcja dzidy :) wystraczy
                                pomysleć logicznie od czego uzależnony jest wybór tychże czynności a
                                ty masz na to cały wywód :))))
                                W życiu spotykam takich ludzi :) W koleżeńskich kontakatach jest
                                zabawnie a w pracy zawodowej takiego zawsze wystawiam do grupy
                                zarządzania ryzykiem:) Jak się postara to w każdym projekcie widzi
                                dokładnie wszystkie te elementy które mogą realizację projektu
                                opóźnić albo roałożyć :)) Wręcz optymalizuje realizację :)) Trzeba
                                tylko z takiego podejścia umieć wyselekcjonować zagrożenia:) Moze
                                się marnujesz :)))
          • Gość: Gosc987 Re: Hm... IP: *.pools.arcor-ip.net 17.02.08, 17:21
            mjot1 napisał:

            > Poważnie uważasz, że praca to „największe dobro człowieka”?
            > Ech... Być „wyrzuconym za burtę społecznego życia”...

            Tja, nic nie poradzę na taka mentalność, ja osobiście wolałbym pracować, mieć
            obowiązki, uznanie niż czuć się już niepotrzebnym w społeczeństwie.
            • mjot1 Re: Hm... 17.02.08, 17:39
              Jeśli sam nie potrafisz wypełnić sobie czasu...
              Jeśli uważasz, że już wszystko przeczytałeś, że wszystko już wiesz...
              Jeśli nie masz żadnego „konika” poza pracą zarobkową...
              Jeśli... itd. itd.
              To doprawdy nie zazdroszczę boś człek nieszczęśliwy wielce.

              Najniższe ukłony!
              Z wyrazami współczucia M.J.
              • Gość: Gosc987 Re: Hm... IP: *.pools.arcor-ip.net 17.02.08, 17:45
                mjot1 współczucie dla twojego pojmowania rzeczywistości jaki i sprawiedliwość, o
                mój wolny czas nie martw się chłopcze, wiem co z nim zrobić żeby nie być
                bezczynnym albo czuć się pasożytem. Na szczęście nie jestem jeszcze w tej
                sytuacji mimo to nie próżnuje a mój wolny czas według moich uznań pożytecznie
                zagospodarowywuje sam bez twojej pomocy.
                • mjot1 Re: Hm... 17.02.08, 17:56
                  więc i po cóż tu labidzić?

                  zadziwiony M.J.
                • mjot1 Re: Hm... 17.02.08, 18:00
                  Ach! Forma chłopcze mnie urzekła ;-)

                  Najniższe ukłony!
                  Jaśnie Panu należne składając M.J.
        • Gość: xx Re: Nie jestem w 100 proc pewien czy ten watek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.08, 17:15
          czy są oni naprawdę tak szczęśliwi w takim wieku będąc wyrzuconym za
          burtę z społecznego życia?

          Ja nie jestem - i mówię o tym - i nadziwić się nie mogę jak inni
          pieprzą.. Chyba dlatego że na dokładke źle sie takich traktuje -
          wszędzie - jakby to ich wina była i wstyd.
          • Gość: Gosc987 Re: Nie jestem w 100 proc pewien czy ten watek IP: *.pools.arcor-ip.net 17.02.08, 17:26
            Gość portalu: xx napisał(a):
            > Ja nie jestem - i mówię o tym - i nadziwić się nie mogę jak inni
            > pieprzą.. Chyba dlatego że na dokładke źle sie takich traktuje -
            > wszędzie - jakby to ich wina była i wstyd.

            Wstyd nie jest ponieważ oni zapracowali sami na emeryturę ale jeszcze w kwiecie
            wieku z pewnym życiowym i zawodowym doświadczeniem i już wyrzuceni za burtę?
            Znam wiele osób z Polski którzy doczekać się nie mogą jak przekroczą te magiczna
            cyfrę 50 i zaczną "leniuchować".
    • Gość: Lena Re: Nie jestem w 100 proc pewien czy ten watek IP: *.multimo.gtsenergis.pl 17.02.08, 21:26
      Mam wrażenie,ze to człowiek "urodzony w deszczu" czyli nigdy nie
      jest dojrzały. Jego problem polega nie na tym gdzie się urodził i co
      skończył, nawet nie na tym gdzie pracował i kogo kochał, jego
      problem polega na tym,że facio to pesymista :((( Na wszystko patrzy
      od strony negatywnej!!! Nawet pozytywne strony jego życia w
      jego "CV" podane są jako negatywy. To się w głowie nie mieści!!!
      Facet urodził się na wczesnego emeryta i nic super-pozytywnego w
      jego życiu nie zmieni tego faktu!!!! Jemu powinni dać rentę zaraz po
      urodzeniu (co oczywiście "podcięłoby mu" i tak podcięte skrzydła.
      Skąd się tacy ludzie biorą? Dom wychowuje czy geny???????????????
      • Gość: : Re: Nie jestem w 100 proc pewien czy ten watek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.08, 22:04
        oj, słodka, naiwna młodość. Jak łatwo oceniac nie mając
        doświadczenia...pamiętam, pamiętam...
        • kot_behemot8 Re: Nie jestem w 100 proc pewien czy ten watek 17.02.08, 22:13
          Mylisz się, wiek nie ma tu nic do rzeczy. Są 70-sięciolatkowie
          lubiacy pracowac i ani myslący o emeryturze, są 30-latkowie zmęczeni
          zyciem którzy juz teraz kombinują jakby tu zdobyć jakąś rentę.
          Tyam pierwszym zazdroszczę i mam nadzieję kiedys im dorównać, tym
          drugim głęboko współczuje.
          • Gość: : Re: Nie jestem w 100 proc pewien czy ten watek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.08, 22:21
            a mnie takie gadanie jak twoje męczy :(
            • nangaparbat3 Re: Nie jestem w 100 proc pewien czy ten watek 17.02.08, 22:26
              a czemu Cię męczy?
              Mnie tak wychowano, ze praca jest częścia naszego zycia zupełnie zasadniczą, nie
              dlatego, ze daje pieniądze, a dlatego, ze przynosi satysfakcję, ze sie coś
              sensownego na tym świecie zrobiło.
              I ze nie pracować to wstyd (myślę o niepracowaniu z własnej woli).
              • Gość: : Re: Nie jestem w 100 proc pewien czy ten watek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.08, 22:30
                Ach! Jaka jesteś wspaniała!
                • Gość: Lena Re: Nie jestem w 100 proc pewien czy ten watek IP: *.multimo.gtsenergis.pl 17.02.08, 22:36
                  Istnieje taka ppostawa w życiu - mnie całkiem obca - że człowiek
                  urodził się zmęczony i żyje by wypocząć!!! To postawa meneli spod
                  supermarketu. Niestety ....
                  • Gość: : Re: Nie jestem w 100 proc pewien czy ten watek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.08, 22:45
                    oj, a gdy już spadniesz na ziemię to bęęęędzie bolało, uprzedzam.

                    Czytaj ze zrozumieniem boś żenująca!
                    • Gość: Lena Re: Nie jestem w 100 proc pewien czy ten watek IP: 83.136.224.* 18.02.08, 09:30
                      Problem z takimi ludźmi jak ty polega na tym,że ich boli jak sie
                      potkną wiec woleliby nic nie robić. Normalny człowiek nawet jak
                      spadnie to się podnosi i walczy.
                • nangaparbat3 Re: Nie jestem w 100 proc pewien czy ten watek 17.02.08, 22:58
                  Gość portalu: : napisał(a):

                  > Ach! Jaka jesteś wspaniała!

                  Może wspaniała, czemu nie, za to na pewno szczęśliwa - cieszę się, kiedy idę do
                  pracy.
        • Gość: Lena Re: Nie jestem w 100 proc pewien czy ten watek IP: *.multimo.gtsenergis.pl 17.02.08, 22:20
          Jeśli moje - dokładnie - 47 lat to naiwna młodość to dziękuję
          uprzejmie :))))))))))))))))
          Tak nawiasem mówiąc to uważam,że za mną może trochę życia już mam
          (raczej nazwałambym to "doświadczeniem") ale jeszcze bardzo bardzo
          duzo przede mną :))))))))))
          • Gość: : Re: Nie jestem w 100 proc pewien czy ten watek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.08, 22:22
            i obyś się nie zdziwiła :)
            jak ten z artykułu :(
            • Gość: Lena Re: Nie jestem w 100 proc pewien czy ten watek IP: *.multimo.gtsenergis.pl 17.02.08, 22:33
              Czemu mam się dziwić??? Ten z artykułu jest "przegrany" od początku.
              Jeśli ktoś pisze,że szkoła średnia i studia to porażka bo mógł
              zapieprzać fizycznie i mieć staż do emetytury to ... chyba trzeba
              być niespełna rozumu. W moim wieku znam 2 języki obce i uczę się
              następnego i WIEM,że życie nie kończy się na Polsce jeśli już tu nie
              mogłabym lub nie chciała pracować lub żyć...no chyba,ze ktoś nie
              chce pracować,, chce być EMERTYTEM !!!!! I to jak nawcześniej. To
              polska choroba!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
              Zjeździłam kawal świata i wiem,że można WSZĘDZIE żyć, ze znajomością
              angielskiego całkiem nieźle. Tylko chory na lenistwo nie zrobi z
              taką wiedzą niczego tylko czeka na EMERYTURĘ !!!!!
              • dzagreus Re: Nie jestem w 100 proc pewien czy ten watek 17.02.08, 23:04
                praca to jedna z gorszych rzeczy jakie spotyka człowieka w życiu. Większość
                emerytów jakich znam cieszy się, że z robotą nie ma już nic wspólnego.
                • Gość: Lena Re: Nie jestem w 100 proc pewien czy ten watek IP: *.multimo.gtsenergis.pl 17.02.08, 23:15
                  Powiem ci szczerze, cięszę się,że z takimi ludźmi w życiu zawodowym
                  mam coraz niewiele do czynienia. Tacy ludzie to TRAGEDIA!!!!
                  W życiu prywatnym w ogóle nie wyobrażam sobie takiego człowieka.

                  • dzagreus Re: Nie jestem w 100 proc pewien czy ten watek 18.02.08, 16:12
                    Gość portalu: Lena napisał(a):
                    W życiu prywatnym w ogóle nie wyobrażam sobie takiego człowieka.

                    w życiu prywatnym taki człowiek jest pełen werwy, więcej może miec pełne ręce
                    roboty, którą lubi.
                    • Gość: Lena Re: Nie jestem w 100 proc pewien czy ten watek IP: 83.136.224.* 18.02.08, 16:25
                      No to może zajmij się zawodowo ty co lubisz. Połącz przyjemne z
                      pozytecznym ... oczywiście jesli nie są to czynności karalne.
    • matylda1001 Re: Nie jestem w 100 proc pewien czy ten watek 18.02.08, 13:14
      Emerytura to cudowny czas. Jakże chciałabym być poza nawiasem
      społeczeństwa, żeby to społeczeństwo już nic ode mnie nie
      oczekiwało. Już ja bym sie nie nudziła. Mam tyle rzeczy do
      zrobienia, spraw odłożonych z braku czasu. Emerytury pewnie nie
      doczekam a nawet jakbym dożyła to będę stara i zramolała i już nic
      nie będzie mi się chciało.
    • 33qq Re: Nie jestem w 100 proc pewien czy ten watek 20.02.08, 20:25
      Rzeczywiście biedak, nikt mu nie powiedział jak żyć a innym pewnie powiedzieli
      :) a jeśli do tego dołożyć taki fakt:
      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,4946779.html , to już zupełna
      rozpacz ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka