agnieszkaaa6
13.06.08, 13:22
Chodzę z moim synem na plac zabaw. Obok jest chyba ponad 10 ławek, na których siedzą rodzice, dziadkowie i pilnują dzieci.
Dzisiaj przyszło babsko, które pomimo wolnych ławek usiadło na mojej ławce. My z Piotrusiem w tym czasie huśtaliśmy się na huśtawce. Na łąwce była moja torba, zabawki, przy ławce stał rowerek. Przychodzimy tam z synkiem codziennie rano, bo synek uwielbia się tam bawić, znamy kilka osób itd. Do tej pory zawsze było tak, że każdy zajmował wolną ławkę. Nie mam pretensji o to, że usiadła na tej ławce, chociaż mogła się grzecznościowo zapytać, bo to trochę męczące, zwłaszcza, że synek kiedy pije lub je to też siada na ławce i wtedy nie ma miejsca, ale niech jej będzie.
W pewnym momencie babsztyl wyciągnął papierosa i zaczął palić, chociaż obok bawiły się dzieci. Zwróciłam jej uwagę, a właściwie poprosiłam, aby się przesiadła, bo nie chcę żeby moje dziecko wdychało dym. Na co ona z mordą, bo tego tonu inaczej nie można nazwać, że jesteśmy na wolnym powietrzu i ona może sobie palić, a jak mi się nie podoba to mogę się przesiąść. Na co ja, że to ona usiadła na moim miejscu. Na co babsztyl nie znalazł argumentów i wywrzeszcał, że ona pali przy swoich dzieciach i nic im nie jest. Ja na to, że ze swoimi dziećmi może sobie robić co chce, mnie to nie obchodzi, nie chcę tylko, żeby truła moje dziecko. Ona na to, że prawo nie zabrania palić na powietrzu. Ja na to, że prawo prawem, ale pewne rzeczy zależą od dobrej woli i dobrego wychowania. Babsko stwierdziło, że ono będzie palić tam gdzie się jej podoba. Stwierdziłam, że nie ma sensu rozmawiać (jeśli to tak można nazwać) z tym babsztylem i się już nie odezwałam. I tyle! Jedyne co mi pozostało to nerwy. Chyba nie warto się w takich sytuacjach oddzywać, tylko zabrać dziecko i iść dalej, chociaż z drugiej strony myślę sobie, że ta baba była jakaś sfrustrowana i chyba po prostu głupia, bo przecież odrobina dobrej woli wystarczy, aby nie utrudniać życia sobie i innym. Co Wy na to?