marcel_m
09.09.08, 16:06
Witam
oto moja historia:
Moja matka opiekowała się naszą starszą Ciocią przez kilka miesięcy
jej choroby, niestety, Ciocia zmarła...
Zostawiła mieszkanie własnościowe, o które toczyła się batalia
sądowa, bo nikt nie był blisko spokrewniowy aby ustanowić
dziedzictwo spadkowe, było aż 5 stron, w tym moja matka, skłóceni z
sobą...po 1 rozprawie przypomniało mi się, że przecież Ciocia
napisała parę lat temu testament i zapisała wszystko dla mnie, ale
testamnet był u matki. Ja mieszkam dość daleko od niej, założyłem
juz rodzinę..
W rozmowie telefonicznej powiedziała, że znalazła ten testament, i
zastanawia się co zrobić, więc ja powiedziałem, żeby mi go oddała,
nie niszczyła a ja podzielę się z nią jak sprzedam mieszkanie po
Cioci. Wysłała mi ten testament, i jestem pewien, że gdybym nie
obiecał tej 1/2 częsci dla niej to by go zniszczyła. Prawdopodobnie
skończyło by się podziałem majątku na 5 części w tym 1/5 dla niej. A
przecież nie taka była wola zmarłej...Spadek dostałem w całości
tylko ja, jeszcze na ostatniej rozprawie matka zeznawała przeciwko
mnie - co mnie bardzo dotknęło, wogóle tego nierozumiałem, nawet nie
poruszyłem tego tematu z nią...
Żyje ona bardzo biednie, ale jakby na swoje życzenie, pali, ma
kablówkę i kiedyś często lubiła wypić(teraz nie wiem), jest
niegospodarna, nieodpowiedzialna i leniwa, od każdego w
rodzinie "pożycza" pieniądze ale zazwyczaj nie oddaje, utrzymuje się
z opieki społecznej, nie pracowała przez ostatnie 7-8 lat, dopiero w
sierpniu znalazła coś, zobaczymy na jak długo..
Raczej podjąłem już decyzję, że nie podzielę się, spłacamy ż żoną
kredyt mieszkaniowy więc nie jest nam lekko.
Mimo to czuję się z tym okropnie(dałem przecież słowo), jeszcze
dostałem list od matki, że
to w jakich ona warunkach żyje to moja wina, że jeśli nie dostanie
tych pieniędzy i nie sprzedam szybko mieszkania to bedzie to dla
niej oznaczć, ze się jej wyrzekam, a przecież wcale tak nie jest :(
Czuję się jak między młotem a kowadłem, buntuje przeciwko mnie
rodzinę, mój młodszt brat, część przestała się do mnie odzywać,
przykre to..
Czy matka nie powinna się cieszyć ze szczęscia dziecka, że cos mu
się udało, że sobie radzi, że zakada własnę rodzinę? Może mam ją
utrzymawać z wdzięcznosci za życie, nie nie nie, nie za to
dzieciństwo w piekle
nie zrozumie tego co zrobiłem ten kto ma kochających, mądrych
rodziców, niekoniecznie bogatych
Sory, że takie długie, dzięki ze doszłeś aż tu...
marcel