Gość: zniesmaczony
IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl
20.10.03, 14:09
znam taką kobietę:
bardzo religijna, dewocyjnie wierząca, nie wahająca się demonstować swoich
przekonań religijnych, uczestniczka wszelkich mozliwych przejawów zycia
religijnego, fanatyczka wręcz, za punkt honoru mająca misję naprawiania
świata i ludzi.
odkąd ją znam, zawsze pielgrzymki, powoływanie się na autorytety, imperatywy
moralne, papieża, kościół, 10 pzrykazań, miłość bliźniego i całą resztę.
odkąd pojawił się o. Rydzyk: wierna słuchaczka radia Maryja i czytelniczka
Naszego dziennika, co miesiąc przesyła datki na radio.
ta święta pani teoretycznie jest na rencie, praktycznie dorabia sobie od
ładnych paru lat, ponadto ma dochód z wynajmu mieszkania, stać ją na
coroczne, dwu-trzytygodniowe zagraniczne "pielgrzymki" do miejsc świętych.
Powiecie, no i fajnie, nie twój interes. Fakt, nie mój, ale niedawno
dowiedziałem się od jej eks męża ( 10 lat po rozwodzie), że w imię tej
miłości bliźniego ciąga go po sądach o alimenty: zażądała ni mniej ni
więcej, tylko podniesienie o 100% wysokości alimentów, bo jej biedaczce z
renty nie starcza na życie i leki. Owa pani w sądzie odstawiła teatr z
udziałem dwóch kul( bez kuli nie rusza się z domu, hahaha), potknęła się i
omal nie wywróciła na sali sądowej, po czym z płaczem oznajmiła przed sędzią
( kobietą, a jakże!), jak to jej się źle wiedzie...Oczywiście nadal nosi
obrączkę, bo przecież przysięgała przed Bogiem, więc wg niej on nadal jest
jej mężem.
On, biedny człowiek nie nbardzo wie, co ma robić: jemu pensji o 100% nie
podnieśli, poza tym w pracy akurat redukcje zatrudnienia, a do emerytury
jeszcze trochę mu zostało..
zastanawia mnie, skąd u niej tyle nienawiści i determinacji w zniszczeniu
tego człowieka?
czyżby w imię miłości bliźniego?