Dodaj do ulubionych

Korpoprzyjaciele

01.02.09, 19:09
Od pewnego czasu pracuje w korporacji w jednym z miast Wielkopolski.
Nie wazne gdzie dokladnie, ani w jakiej branzy. Sadze, ze wszystkie
korporacje wygladaja podobnie. W naszej wszyscy pracownicy zajmuja
sie mniej wiecej tym samym - roznymi apektami ksiegowosci. Poniewaz
pracuje tam juz prawie rok zawarlem kilka przyjazni, a przynajmniej
tak mi sie wydawalo. Kiedy wynajalem nowe mieszkanie postanowilem
zorganizowac parapetowe. Starannie wyselekcjonowalem gosci i na
ostateczna liste trafilo ich dwunastu - wszyscy z naszej firmy,
wszyscy znali sie nawzajem, nikogo nie bylo z zewnatrz. Wszystkich
znalem co najmniej pol roku. Wybralem takich, ktorych lubie i, jak
mi sie wydawalo, ktorzy i mnie lubia.

Niezbyt czesto organizuje u siebie imprezy, wiec kosztuje mnie to
sporo wysilku. Na nowe mieszkanie musialem pokupowac tak podstawowe
rzeczy jak naczynia, sztucce, obrus, nawet krzesla. Nie musze chyba
wspominac, ze zaopatrzylem sie w spore zapasy alkoholu - szampan (do
toastu), wodke i wino (bo nie wiadomo co kto bedzie chcial pic). Do
tego wszystkiego trzeba bylo zrobic 3 salatki, ciasta, kupic owoce,
soki, slodycze, przygotowac odpowiednia muzyke (starannie wybieralem
kawalek po kawalku, zeby dla kazdego bylo cos milego!) itp. Ogolnie
organizacja calosci zajela mi dobrych kilka dni!

Wszystkich zaprosilem co najmniej tydzien, a niektorych nawet dwa
tygodnie przed terminem imprezy. Poczatkowo wszyscy potwierdzili
przybycie. W przedostatni dzien dostalem kilka odmowien z roznych,
chyba obiektywnych przyczyn. A wiecie ile z dwunastu zaproszonych
osob ostatecznie zaszczycilo moja impreze swoja obecnoscia? 4
(slownie: cztery osoby)!!! Wymowki trafialy do mnie sms-ami (nikt
nie odwazyl sie zadzwonic!) doslownie pol godziny przed impreza,
kiedy wszystko juz dawno bylo na stole. Jedna laska poinformowala,
ze jej nie bedzie, doslownie 5 minut przed rozpoczeciem imprezy!
Wymowki byly rozne - ze dzis pracowalem i jestem zmeczony, ze jutro
jade na narty, ze wlasnie wrocilem z nart, ze cos mi wypadlo, a
niektorzy nie raczyli napisac niczego! Rozumiem, ze rozne rzeczy
moga czlowiekowi wypasc na weekend, ale przeciez wszyscy wiedzieli o
imprezie tydzien lub nawet dwa tygodnie wczesniej! Wszystkich
prosilem o potwierdzenie, zeby wiedziec ile przygotowac jedzenia i
picia. Ogolnie bylo to dla mnie spore rozczarownie. Nie spodziewalem
sie tego kompletnie. Chcialem cos zrobic dla przyjaciol, a oni
wypieli na mnie d...

Kiedy po weekendzie wrocilem do pracy zauwazylem, ze niektorzy
(zwlaszcza ci, ktorzy nawet nie raczyli sie wytlumaczyc), dziwnie
mnie unikaja. Pewnie im glupio. Inni rzucili tylko nic nie
znaczace "sorry".

I tu moje pytanie. Czy wszyscy sa dzis tak zadufani w sobie, ze nie
sa nawet w stanie nawiazac zdrowych ludzkich znajomosci w pracy? Czy
nie sa sobie w stanie wyobrazic, ze ktos wlozyl sporo wysilku i
poniosl koszty, tylko po to, zeby oni sie dobrze bawili? A moze w
korporacjach nie da sie nawiazac prawdziwych przyjazni? A moze ja po
prostu nie znam sie na ludziach??? Jakie sa wasze doswiadczenia
z "korpoprzyjaciolmi"?
Obserwuj wątek
    • Gość: jaswfasoli Re: Korpoprzyjaciele IP: *.t-mobile.co.uk 01.02.09, 20:40
      Pewnie to nic osobistego. Tak mysle, ze dopoki nie zaprzyjaznisz sie z ludzmi
      naprawde, to dla nich Twoja impreza pozostanie spotkaniem pracowym, na ktore
      chodzi sie raczej z obowiazku niz dla przyjemnosci. Poza tym 4 osoby to nie jest
      przeciez nic. Ja bym zaproponowal im pare razy na wyjscie na obiad w przerwie
      (jezeli macie stolowke, wspolny stolik) i ludzie w firmie mieli by okazje
      przekonac sie, ze jestes otwarty na znajomosci i towazyski. A z tymi 4 znajomosc
      poglebiac mozesz juz teraz i kto wie, moze daliby ci wiecej satysfakcji, niz
      prywatka pelna obojetnych ludzi.
      • Gość: andre_linoge Re: Korpoprzyjaciele IP: *.mas.airbites.pl 01.02.09, 21:12
        Dzieki za odpowiedz. Nie napisalem o tym wczesniej, ale my
        regularnie jemy razem lunche i ci, ktorzy mnie znaja, dobrze wiedza
        ze moja impreza nie mialaby charakteru spotkania "pracowego". Poza
        tym osoby, ktore zaprosilem to nie jakies szczeniaki - wszyscy w
        wieku okolo 25-30 lat. Tym bardziej nie rozumiem dlaczego nie umieja
        sie zachowac.
    • jdbad Re: Korpoprzyjaciele 01.02.09, 20:44
      Nie miewam takich znajomych i na mnie mógłbyś liczyc, ale zdaje mi
      się, że jesteśmy po prostu innym pokoleniem.
    • migreniasta Słyszałam takie powiedzenie: 01.02.09, 21:28
      W cywilu psa nie miał a w wojsku przyjaciół szuka.
      Przykre to co napisałeś,przykre ale prawdziwe. Korporacje rządzą się swoimi
      prawami. Może jednak lepiej zacząć od psa...? Są bardziej wierne i mniej zasadnicze.
    • brum.pl1 Re: Korpoprzyjaciele 02.02.09, 00:22
      andre_linoge napisał:

      > Kiedy wynajalem nowe mieszkanie postanowilem
      > zorganizowac parapetowe. Starannie wyselekcjonowalem gosci i na
      > ostateczna liste trafilo ich dwunastu - wszyscy z naszej firmy,
      > wszyscy znali sie nawzajem, nikogo nie bylo z zewnatrz. Wszystkich
      > znalem co najmniej pol roku. Wybralem takich, ktorych lubie i, jak
      > mi sie wydawalo, ktorzy i mnie lubia.

      A jaką masz gwarancję, że wśród tych, jak ty to mówisz starannie
      wyselekcjonowanych osób (brrrr) nie panują wzajemne animozje? Skąd wiesz, czy
      pan x chciał spędzić wieczór w towarzystwie pana y? Poza tym weź pod uwagę, że
      podczas zakrapianej imprezy ludziom rozwiązują się języki, ktoś może coś
      chlapnąć, co wykorzystać może inny uczestnik imprezy w wyścigu szczurów. W pracy
      ludzie się maskują, miły uśmiech i wzajemna kurtuazja często jest sztuczna a
      przyjacielskie postawy to nic innego jak wyuczone wyrachowane postawy. Rzadko
      kiedy są szczere i autentyczne. Wystarczy jakiś impuls, jakaś rywalizacja o
      stanowisko, czy solidny awans i uśmiechy i miłe gesty szybciutko trafiają do
      kosza. Pracuję w potężnej korporacji od dziesięciu lat, i wierz mi, prawdziwą
      przyjaźń spotyka się tam niezwykle rzadko. Taka jest smutna i gorzka prawda. A
      wracając do twego przyjęcia. I tak przyszło sporo osób. Jedna trzecia
      zaproszonych, to jak na nowicjusza w korporacji stanowi niezły wynik. Zapewniam
      cię, że gdy zostaniesz dyrektorem, przyjdą wszyscy zaproszeni. Być u dyrektora w
      domu to zdaniem pracowników korporacji jest nobilitacją. A u szeregowego
      pracownika? Nie opłaca się...
      • Gość: andre_linoge Re: Korpoprzyjaciele IP: *.mas.airbites.pl 02.02.09, 20:22
        Piszac swoj post czekalem na taka wlasnie odpowiedz, ktora
        potwierdzi moje przypuszczenia. Widze, ze sie nie mylilem, skoro
        bardziej doswiadczony w korporacyjnym zyciu kolega dokonal takich
        samych obserwacji. Dzieki za Twoja odpowiedz.

        Co do Twoim pytan:
        > A jaką masz gwarancję, że wśród tych, jak ty to mówisz starannie
        > wyselekcjonowanych osób (brrrr) nie panują wzajemne animozje? Skąd
        wiesz, czy
        > pan x chciał spędzić wieczór w towarzystwie pana y?

        Pewnosci nie mam, ale wlasnie dlatego tak starannie dobieralem
        gosci, zeby takich animozji nie bylo. Widzac, ze ktos je razem lunch
        zakladalem automatycznie, ze dane osoby sie lubia. Przynajmniej tak
        to wyglada w moim swiecie. No ale widze, ze sie mylilem.

        > A
        > wracając do twego przyjęcia. I tak przyszło sporo osób. Jedna
        trzecia
        > zaproszonych, to jak na nowicjusza w korporacji stanowi niezły
        wynik.

        4 osoby z 12 to dobry wynik??? Sytuacja nie przestaje mnie
        zaskakiwac! Dotychczas przyzwyczajony bylem do regularnych
        frekwencji na poziomie 70-80%. Ale korporacyjna lekcje odebralem i
        wiecej nie popelnie bledu organizacji imprezy dla "korpoprzyjaciol".

        Pozdrawiam wszystkich serdecznie i dzieki za odpowiedzi!
      • 33qq Re: Korpoprzyjaciele 02.02.09, 21:46
        brum.pl1 napisał:

        Pracuję w potężnej korporacji od dziesięciu lat, i wierz mi, prawdziwą
        > przyjaźń spotyka się tam niezwykle rzadko.

        A gdzie niby spotyka się często? Zresztą, robota nie jest po to żeby w niej
        szukać przyjaciół tylko żeby zarabiać na życie, to są jakieś bajki z
        amerykańskich filmów. Poza tym korporacje ściągają określony typ ludzi, takich
        którym pasuje wyścig szczurów, jeśli nie od początku, to z czasem muszą to
        polubić, a szczury się nie przyjaźnią.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka