strikemaster
15.05.09, 15:36
Jako inżynier pracujący w budownictwie zauważyłem następujący problem. W branży pracuje wielu inżynierów, którzy z racji tego, że skończyli "niewłaściwe" wydziały nie mają możliwości zrobienia uprawnień budowlanych. Równocześnie w polskim budownictwie brakuje inżynierów, a dokładniej można w przybliżeniu powiedzieć, że nie ma ich wcale, bo powinno być ok. 5x więcej niż jest. Skutkuje to faktem, że wiele samodzielnych funkcji w budownictwie jest sprawowanych de facto przez ludzi do tego nieuprawnionych. Ponadto rząd wymyśla jakieś stypendia dla studentów kierunków budowlanych. Fakt jest taki, że w Polsce kształcenie inżynierów jest, poza okresem specjalizacji dość ogólnoinżynierskie, co powoduje, że preawie każdy inżynier, po odbyciu praktyki na budowie, czy w biurze projektowym mógłby zostać pełnoprawnym inżynierem budownictwa (pod warunkiem, że pozwalałyby na to przepisy, a teraz tak nie jest). Dodatkowo na wielu kierunkach otwierane są specjalizacji ściśle projektowo-wykonawcze, np. dla danej dziedziny przemysłu, po których teoretycznie można pracować przy budowie fabryk danej branży a w praktyce nie można, bo Polska Izba Inżynierów Budownictwa nie zezwala w trosce o brak konkurencji dla swoich członków. Czy opłaca się utrzymywać w gospodarce hamulec w postaci PIIBu, bardzo podobny do korporacji prawniczych? Może już czas odciąć paskudne łby tej hydrze? Albo chociarz złagodzić kryteria ubiegania się o uprawnienia i objąć nimi inżynierów, którzy nie mieli szczęścia skończyć konkretnego wydziału?