Gość: gość
IP: 85.222.87.*
03.06.10, 13:39
Byłem dziś na spacerze z psiakami. Szedłem sobie jak zwykle po szerokim trawniku przy Wrocławskiej. Chodzę z nimi od lat tym szlakiem. Zawsze mam je na automatycznych smyczach, ale dzięki takiej trasie mogą sobie pospacerować dość swobodnie. Moja „sfora” – pies i suczka – nie jest już młoda, oboje mają po 9 lat. Zwyczajna parka mieszańców – on z kategorii niedużych średnich, ona sporych małych ;) Pies lubi sobie czasem usiąść czy nawet się położyć i chwilę odpocząć. Suczka niespecjalnie przepada za rowerami, więc im dalej od miejsca gdzie przemykają tym lepiej ;) Poruszam się więc po trawniku, tak, żeby nie wadzić nikomu i samemu mieć spokój. Nie sądziłem, że komuś to może przeszkadzać... Aż do dzisiaj. Mijałem właśnie spokojnie dwuosobowy patrol policji, kiedy jeden z dzielnych stróżów prawa coś do mnie powiedział. Niedosłyszałem, poprosiłem o powtórzenie i wtedy dowiedziałem się, że pan policjant ma do mnie żal iż idę z psami po na trawniku bo „chodzi się po chodniku”. Poczułem się skarcony... Pewnie słusznie mi się dostało, jak nic są jakieś przepisy, które straszliwie naruszyłem. Może nastała w naszym grodzie w ogóle era polityki „zero tolerancji”? Odniosłem jednak wrażenie, że młodzi panowie w mundurach zwyczajnie trochę się nudzili podczas patrolu i postanowili się wykazać, chm... „czujnością”? Nie mam nic przeciwko policji, wręcz przeciwnie. Dotąd widok żółtych odblaskowych kamizelek na czarnych mundurach dobierałem pozytywnie. Niby nic się takiego nie stało, a jednak poczułem spory odpływ sympatii... Dziś „oberwało mi się” za trawnik, jutro może będę szedł zbyt cicho po ulicy... I dostanie mi się za „krnąbrność pierwszego stopnia połączoną z knuciem zdrady” :D Nie sądzę, bym swoimi spacerami z psami dokonywał kiedykolwiek jakiś szkód, trawnik przy Wrocławskiej od lat jaki był taki jest. Raczej zetknąłem się dziś ze zjawiskiem swoistej... "nadgorliwości"?„nadgorliwości” „nadgorliwość jest gorsza...” ;)