effata
03.10.05, 16:04
No, właśnie.
Miałam o tym pisać, a właśnie Gosiash o tym wspomniała.
Trudno, pewnie znowu powiecie, że narzekam, ale ... powiedzmy, że piszę to ku
przestrodze wszystkich nowicjuszy, zaczynających nowe życie (lub jego
rozdział) na Wyspach.
Dobija mnie przerwa na lunch i to, że wtedy nic a nic nie można załatwić.
Przecież można zorganizować jakieś dyżury. Nie wszyscy muszą hurtem znikać na
półtorej godziny ze swoich stanowisk pracy.
Naprawdę nie raz już się spotkałam z sytuacją, że między 12.30 a 14 nie ma
szans nawet na uzyskanie informacji. Tzn. była np. jedna osoba na posterunku,
która informowała jedynie, że w sprawie x wypowiedzieć się może tylko pani Y,
a ona akurat jest na lunchu :( co oczywiście jestem w stanie zrozumieć, ale
gdy pytałam się, kiedy mogę się jej spodziewać uzyskiwałam odpowiedź, że od
40 min. do półtorej godziny.
A ostatnio zaobserwowałam jeszcze inne zjawisko, a mianowicie, że sklepy
prowadzone przez Muzułmanów są zamykane w okolicach piątej (chyba) z powodu
modlitwy (tak jest napisane na wywieszkach). Ale to ich prywatne sklepy, wiec
mi to 'ne wadi'. Co innego z instytucjami państwowymi.