28.01.06, 23:57
Miałam się dopisać do wątku Hooanity o byciu dobrym człowiekiem, ale choć tu
też będzie o pomocy, to stwierdziłam, że to nieco inny temat.

Jakiś czas temu, przypadkowo poznałam pewnego hmmm jak tu napisać.. Pana?
faceta? chłopaka? Nie wiem jak go określić gdyż ów mężczyzna ma z pewnością
ponad 40 lat, ale ma w sobie tyle radości i optymizmu że mógłby obdzielic z
tuzin młodszych od siebie:) Kurcze, ale nie o tym miało być;)

Wiesiek (bo tak ma na imię)wpadał do nas kilka razy po różne porady itp, w
sumie mało rozmawialiśmy. Pochwalił się, że przyjeżdża jego żona, więc na
pewno odwiedzą nas razem i tak też zrobili kilka dni temu. Usłyszałam
historię i chciałabym podyskutować z wami na ten temat.

Para ludzi po 40stce, rodzice trojki dzieci. Powodzilo im sie calkiem niezle,
poslali dzieci na studia do Wawy (choc sami w Wawie nie mieszkaja), na
prywatne studia. Cala trojka w tej chwili studiuje, nie musze dodawac ze nie
pracuja. Do UK najpierw przyjechal Wiesiek, bez jezyka, w ciemno. Ma za soba
bagaz doswiadczen zwiazanych z oszustwem, z mieszkaniem w 4 w jednym malym
pokoiku, z walka o przetrwanie itp. Teraz dojechala zona, rowniez nie zna
angielskiego, wie ze bedzie ciezko, ale coz.... jak sama powiedziala, ze
musiala tu przyjechac, bo to co wysyla Wiesiek juz nie wystarcza. Oni sami
otwarcie przyznaja, ze sa tu ze wzgledu na dzieci, ze sami poradziliby sobie
jakos w Polsce. Ale trzeba zaplacic dzieciom za mieszkanie, jedzenie,
komorki,............

Nie chcę usłyszeć, że każdy rodzic na ich miejscu zrobiłby to samo, bo to
jakby naturalne. Ale co z dziećmi? Jak byście się zachowali gdybyście byli
ich dziećmi?

Ja nie wyobrażam sobie takiej opcji, poprostu w głowie mi się nie mieści. Nie
potrafiłabym żyć wiedząc, że moi rodzice tyraja tutaj, odmawiają sobie
wszystkiego, żebym ja mogła studiować. Za jaką cenę? I poźniej te dzieci
powiedzą dumnie że 'ja to dzięki rodzicom to mam taki i taki dyplom i znam 6
języków'. .... obrzydliwe i nieludzkie ....

Dodam jeszcze, że dzieci doskonale wiedzą w jakich warunkach tutaj tata żyje
i pracuje, gdyż synowie odwiedzili tatę na wakacjach i trochę popracowali.

Czy pozwolilibyście rodzicom na takie poswięcenie?
Obserwuj wątek
    • hanula Re: Rodzice 29.01.06, 00:08
      violus22 napisała:
      > Czy pozwolilibyście rodzicom na takie poswięcenie?

      Pozwolili? A ty swoim rodzicom dyktujesz, co im wolno? Bo ja moim rodzicom to
      mogę sobie pozwalać albo nie pozwalać do ukichanej śmierci...

      Natomiast jako rodzic nie wyjechałabym od dziecka po to, żeby mu zapłacić za
      komórkę, bo wydaje mi się, że bliskość rodziców jest ważniejsza niż ta komórka.
      Ja tam rodziców bogatych nie miałam, też mieszkaliśmy w 5 (a w porywach 7) osób
      w trzech pokojach, ale żalu do nich nie mam. O inne rzeczy może, ale na pewno
      nie o to, że mieliśmy za mało pieniędzy.
      • violus22 Re: Rodzice 29.01.06, 00:22
        hanula napisała:

        > Pozwolili? A ty swoim rodzicom dyktujesz, co im wolno? Bo ja moim rodzicom to
        > mogę sobie pozwalać albo nie pozwalać do ukichanej śmierci...

        Nie chodzi mi o dyktowanie co wolno a co nie. Chodzi mi o konkretna sytuacje
        gdzie rodzice 'wypruwaja sobie flaki' zeby Tobie bylo dobrze, a Ty to widzisz...
    • ania.eastwood Re: Rodzice 29.01.06, 00:08
      krotko napisze -

      - nie pozwolilabym rodzicom na takie poswiecenie nigdy - mozna przeciez samemu
      jakos kombinowac i dorabiac, chocby w wakacje. nie mowiac juz, ze przy ciezkiej
      sytuacji finansowej w zyciu bym sie na prywatne studia nie zdecydowala
      - sama dla rodzicow bym sie poswiecila w taki sposob bez mrugniecia okiem jesli
      potrzebowaliby pieniedzy (nie na studia oczywiscie, na zycie)
      - dla dzieci swoich (ktorych nie mam, ale wyobraznia siegam w przyszlosc) nie
      zrobilabym czegos takiego tez, bo uwazam, ze rodzice i tak bardzo duzo dla
      dzieci robia przez pierwsze kilkanascie lat zycia (obowiazek obowiazkiem, ale
      chodzi o sam fakt ile im zawdzieczamy wchodzac w doroslosc przy zalozeniu, ze
      familia funkcjonuje normalnie)

      podsumowujac - pracy niewolniczej i poswiecaniu wszystkiego dla dzieci mowie
      nie (mam nadzieje, ze zadnej mamy nie urazam - to tylko moja opinia)
    • alex_koz Re: Rodzice 29.01.06, 00:24
      to jako student a nie rodzic tez sie wypowiem.

      ja bym nie pozwolila, i generalnie takie opowiesci mnie regulalarnie zaskakuja,
      i to na minus oczywiscie.

      moze troche o sobie, po rocznym pobycie w UK w poprzednim roku akademickim
      (studia w ramach Erasmusa), obecnie planuje powrot do UK od wrzesnia (wrocilam
      do Poznania na ten rok co by studia skonczyc) co by LLM zrobic (zakladam
      optymistycznie, ze przyjmie mnie jakas fajna uczelnia) i moze sie przydarzyc,
      ze jezeli mi sie nie uda jakiegos funding znalezc to bede musiala na te studia
      sama zarobic. i mimo, ze wiem ze gdyby moi rodzicow poprosila, to by mi nie
      odmowili wylozenia tych paru tysiecy w imie mojej lepszej przyszlosci i kosztem
      wyrzeczen. ale przyznam sie, ze w glowie mi sie nie miesci - podobnie jak
      violus22 - zeby pozwalac im na taki wysilek. W ostatnio poruszanych watkach o
      edukacji w UK pojawialy sie glosy rodzicow o potrzebie i checi dania swoim
      dzieciom tego co najlepsze,nawet kosztem wyrzeczen, ale uwazam ze
      kazde "dziecko" powinno w pewnym momencie powiedziec rodzicom ze bardzo
      dziekuje za zycie na ich koszt, ale chyba juz teraz czas na usamodzielnienie.

      ja akurat dojrzewam od paru miesiecy wlasnie do rozpoczecia swojego doroslego
      zycia, na wlasny rachunek stad takie akurat przemyslenia mnie wziely;)

      zreszta mnie w ogole szokuja opowiesci o osobach, ktore w wieku studenckim albo
      to nie dotrzegaja wysilku swoich rodzicow albo w zyciu nie pracowali (bo i po
      co skoro rodzice kase daja) albo wszystko razem czyli taki syndrom krolewny. ech
    • lee.loo Re: Rodzice 29.01.06, 00:51
      Doceniam poświęcenie Wieśka i jego żony ,ale czy oni przypadkiem nie robią z
      dzieci kalek życiowych. A nie można by tak zminimalizować kosztów? Wysłać
      dzieciaki na studia dziennie (niepłatne), postarać sie dla niech o akademik lub
      tzw mieszkanie studenckie (w 3 pokojowym mieszkaniu mieszka 5-6 osób).Jeżeli
      dzicie zdolne to jeszcze o stypendium można się postarać
      A komórki?! Ja rozumiem,że dzis telefon to rzecz przydatna, ale chyba nie
      niezbędna? A jezlei tak, to niech poszukają jakiejś dorywczej pracy i sami
      sobie opłacaja rachunki. ja,żeby mieć na wypad na imprezkę do medyka lub parku
      stałam tygodniami w supermarketach na promocji lub ganiałam po warszawie robiąc
      ankiety. Wtedy przeklinałam na czym świat stoi,ale dodatkowy grosz miałam i
      wydawałam go jak chciałam.
    • plonaca.zyrafa Re: Rodzice 29.01.06, 01:12
      Dotknelo mnie to co napisalas. W specyficzny sposob.

      Moj ojciec tez odkad pamietam zarabial za granica na to zebysmy dobrze zyli. Nie
      pracuje ciezko - bo jest dosc znanym malarzem wiec utrzymuje nas ze sprzedazy
      portretow etc. Ale przez ostatnie kilka lat bardzo sie zmienil. Mama nie chciala
      nic mowic zeby nas nie martwic, ale przeszedl ciezka depresje dlatego ze nie
      moze byc z nami i nas wychowywac (4 corki i najmlodszy 15letni syn) i ze
      przegapil te najwazniejsze momenty w naszym zyciu.

      Mnie tez to ogromnie boli, i czasem czuje ze chcialabym mu powiedziec jak bardzo
      go kocham i ile dla mnie znaczy ale jest jakis mur miedzy nami... Widujemy sie
      ok tygodnia w roku (swieta) cala rodzina a potem kazde w swoja strone.

      Zaczal tez pic. Nie widzialam go nigdy pijanego, ani nawet zawianego. Ale
      wieczorem musi wypic drinka.

      Jeszcze na studiach (zwlaszcza ze dwa razy rzucalam i zaczynalam nowe kierunki)
      staralam sie dorabiac. Ale od rodzicow i tak sie bralo. Potem moja mlodsza
      siostra poszla na studia, potem kolejna, a teraz jeszcze jedna a moj brat
      poszedl do liceum plastycznego 250 kilometrow od domu. Wydatki ogromne mimo ze
      staramy sie same zarabiac na siebie (ale ile student moze dorobic?), a moj brat
      na wlasne przyjemnosci zarabia rysowaniem.

      Paradoksalnie moj ojciec frustruje ze nie moze zarobic tyle zebysmy nie musialy
      korepetycjami zarabiac na wyjscie do kina czy piwo.

      Osobiscie bardzo mnie to bolalo i miedzy innymi dlatego tu przyjechalam. Ciesze
      sie ze przynajmniej te 800 zlotych miesiecznie zostaje w portfelu mamy. Ciesze
      sie ze moge zarobic na swoje wydatki i jeszcze wyslac cos siostrom.

      Nie jestesmy biedna rodzina, z boku nawet wydajemy sie "ustawieni", i mimo ze
      nigdy lodowka nie byla pusta to nieraz nowe buty kupowano tylko bratu "bo on tak
      szybko rosnie".

      Nikt nas nie wychowywal nigdy w poczuciu winy ze moj tata na nas zarabia i
      siedzi zagranica. A jednak mamy to cos w sobie ze chcemy jak najszybciej sie
      wyrwac z domu po to zeby on juz nie musial wyjezdzac.

      Wybaczcie ta zyciowke ale jak czytam historie "ciagniemy z rodzcow i nam to nie
      przeszkadza" to mnie skreca gdy wiem ile to kosztuje tych rodzicow...

      niedawno, w przerwie w pracy spotkalam pana stolarza. Opowiadal mi ze przyjechal
      do Anglii zarobic na wesele corki, a potem jeszcze zarobil na samochod i kilka
      innych rzeczy :) Tez opowiedzial mi historie z praca za darmo przez miesiac
      (zostal oszukany) etc. Ale wzruszylo mnie to jak mowil o corce ktora nie chciala
      zeby on tak dlugo byl tutaj mimo ze to przeciez o jej wesele chodzilo...
      • hooanita Re: Rodzice 29.01.06, 07:48
        No Ja to oczywiscie naleze do innego obozu i jak zawsze mam inne zdanie choc
        moze gdzies sie tam czesciowo pokrywa.

        Jestem rodzicem a zarazem dzieckiem moich rodzicow. Kiedy studiowalam w
        Poznaniu a pochodze z innego miasta potrzebowalam na czesne oraz na lokum
        rodzice oczywiscie mi pomagali i gdyby wlasnie nie oni to ja sama napewno bym
        tych pieniedzy nie zarobila. Oczywiscie mozna by tu dyskutowac ze mozna bylo
        taniej i blizej ale to tak dla przykladu. Rodzic myslac o swoim dziecku mysli o
        nim jako najwazniejszym celu swojego zycia. Chce go wksztalcic na dobrym
        poziomie aby zapewnic mu lepsze niz wlasne zycie. Rodzic czerpie radosc i
        szczescie z sukcesow swojego dziecka. Podchodzac czynnie do jego wychowania
        stara mu sie pomagac jak tylko moze i dlatego lapie sie nawet tak extremalnych
        zadan jak wyjazd po 40 bez jezyka za granice aby zapewnic przyszlosc swoim
        dzieciom. Nalezalo by sie spytac Pana "Wieska" czy jest szczesliwy bo moze
        jest. Moze to wlasnie ta mozliwosc dania swojej ciezkiej pracy dla swoich
        dzieci sprawia mu najwieksza radosc z zycia. Mysle ze jest dumny ze jego
        wszystki dzieci studiuja i wlasnie dlatego ze to on dal im taka mozliwosc.

        Druga strona sa oczywiscie dzieci ktore moga podchodzic biernie i tylko
        poprostu biora ale tego nie wiemy bo przeciez mogli sie umowic ze to rodzice im
        teraz pomoga a oni rodzicom jak juz beda starsi.

        Jest jeszcze jedna strona medalu czasami rodzice popadaja w jakies bledne kolo
        i cale swoje zycie poswiecaja dzieciom a dzieci nauczone ze juz nie musza sie
        starac wykozystuja to na maxa. Ja uwazam ze to co rodzic powinien zapewnic (w
        miare swoich realnych mozliwosci oczywiscie)to dobre wyksztalcenie a reszte
        typu materialne dobra to niech sobie same radza. I dla zapewnienia tego wlasnie
        wyksztalcenia czesto musimy jako rodzice sobie czegos odmowic lub bardziej sie
        wysilic aby dobrze przygotowac swoje potomstwo do walki w komercyjnym swiecie.
    • eballieu Re: Rodzice 29.01.06, 09:35
      Bardzo trudny temat.
      Polscy rodzice pokolenia, o ktorym pisze Violus22 to ludzie, ktorzy pomaganie
      swoim dzieciom widza jako pierwszy i priorytetowy punkt do zrealizowania w
      zyciu.
      Nie bede oceniac "Wieska" i jego zony, ale w wieku 40 lat miec tyle dzieci juz
      na studiach - no napisze tylko, ze dosc szybko "zaszaleli".
      I tu, jako rodzic smarka kilku miesiecznego powiem jedno - juz dzis mysle o
      tym, zeby dac mu albo na kurs cukeirniczy u najlepszych, albo na studia, albo
      na to co bedzie chcial robic.
      Mam w swojej bliskiej rodzinie chlopaka, ktory skonczyl szkole zawodowa
      piekarska. Pracowal troche w piekarni produkujacej na zasadzie fabryki. Nigdy
      jednak nie znalazl tam swojego miejsca. Kiedy mial 22 lata rodzice stwierdzili -
      ok, pomozemy ci. Przez 10 lat byl wlascicielem dobrze prosperujacej knajpy.
      Niedawno sprzedl to, i robi dzis zupelnie co innego. Nie byl na tyle
      inteligentny aby studiowac, jak jego brat i zostac w wieku 29 lat dyrektorem
      finansowym w ogromnym przedsiebiorstwie. Co by sie stalo z tym chlopakiem,
      gdyby nie pomoc rodzicow? Kto 22 - latkowi da kredyt na rozpoczecie czegos
      wlasnego? A jeszcze lepiej - kupienie miejsca, w ktorym ma sie wizje
      rozpoczecia wlasnej firmy? Uwazam, ze ci rodzice lepiej zainwestowac w
      przyszlosc tego dziecka nie mogli. Dzis maja dwoch wspanialych synow, juz po 30-
      tce. Obydwom sie powodzi, spotykaja sie szczesliwi, a rodzice nie martwia sie
      tym, ze dzieciak jeden jezdzi porsche cayenne, a drugi zapierdziela na nocna
      zmiane w piekarni, bo jak jest malo inteligentny i uczyc sie nie chcial, to
      niech sie w mace bawi. On sie doskonale sprawdzil jako przedsiebioraca. Ale
      ktos mu dal taka szanse!
      Jestem rodzicem, ktory bedzie pomagac dzieciom. Nie czekam na nic w zamian.
      Dzieciaki na swiat sie same nie prosza, to ktos dorosly je plodzi wiec niech
      ponosi konsekwencje tego. Chcialbym im dac na start to co sama dostalam od
      swoich rodzicow.
      Znam rodzicow, ktorzy zyja wlasnymi dziecmi, wnukami - to jedyne co maja w
      zyciu. Dzieki temu sa szczesliwi. Czy ja mam im powiedziec - znajdz sobie w
      zyciu cos innego? Jesli jest im z tym dobrze, to czemu nie?
      Druga rzecz - moze Wiesiek, tylko tak mowi, ze on dla dzieci to wszystko robi.
      To jest jedno z tych wyjasnien, jakie ludzie dosc czesto kreuja, aby
      wytlumaczyc przed samym soba te sytuacje. Niestety Wiesiu i jego malzonka chyba
      nieco wczesniej musieli pomyslec, o tym ze latoros rosnie. Faktu prywatnych
      uczelni i posiadania komorek oplacanych przez rodzicow komentowac nie bede.
      Czasami ludzie rodza sie z sianem w glowie i nie ma rewolucji, ktora ten fakt
      zmieni. Domyslam sie, ze te prywatne uczelnie to nie sa te najlepsze, niestety.
      I jeszcze jednego nie zycze Wieskowi - chlopie obys za 20 lat nie wyladowal w
      Domu Pomocy Spolecznej. Takich przypadkow mnostwo z podworka zawodowego
      przynosi do domu moja matka.
      A co do rodzicow pracujacych za granica. Hmmm. Z autopsji. Sa ludzie, ktorzy
      jak raz zaczeli, to niestety nie wiedza kiedy zakonczyc. I my jak dzieci gow..
      mamy w tych kwestiach do powiedzenia. Bo czy zdolny malarz artysta nie moze
      zarobic dobrych pieniedzy w Polsce? A no moze. Dzis te osoby tlumacza sie
      dziecmi - bo im potrzeba. Jutro, kiedy dzieci pojda w swiat i doskonale sobie
      radza, kontynuuja swoja prace i zycie na dwa domy, po co? Jakiego typu
      tlumaczenie wymysla sobie tym razem?
      Ach, zapomnialabym - mam tez inny przyklad w rodzinie. Rodzice trojki dzieci,
      ofiary transformacji, ona bezrobotna strukturalna, on na dosc niskiej w Polsce
      pensji. Trojka dzieci. Czas ich studiow - obydwoje sa jzu bez pracy. Dorabiaja
      gdzie sie da, aby tylko nie ruszac oszczednosci - to na studia. Nie sprzedac
      wartosciowych obrazow, antykow jakie maja w domu. Dzieci po pierwszym roku
      studiow dostaja stypendia naukowe, socjalne, troche dorabiaja, na tyle na ile
      trudne studia pozwalaja. Dzis jeden syn jest swietnym inzynierem, corka
      lekarzem - i tu musze to napisac, ktora bez wlazenia w tylki osiaga sukcesy w
      Polsce na skale miedzynarodowa, a najmlodszy syn jest swiezutkim weterynarzem.
      No i co? Chyba warto bylo sie poswiecic dla dzieci? Dzis dzieciaki wspolnie
      otworzyly rodzicom maly biznes, aby mogli dopracowac sobie kilka lat do
      emerytury. Biznes dziala - daje im satysfakcje, przynosi srednie pieniadze -
      ale wiecej by u kogos nie zarobili.
      • eballieu Re: Rodzice 29.01.06, 09:48
        Violus22,
        pomyslalas o tym, ze WIesiek przedstawia wam tylko jedna strone medalu? Mzoe te
        jgo dzieciaki, az takie ulomne nie sa? No ale cos Wiesiek musi opowiadac,
        prawda?
        Ja podchodze z dystansem do historii zyciowych ludzi, jakich spotykam tu w
        Anglii. Nie znam srodowiska z jakeigo wyrosli, nie znam ich otoczenia. jednym
        slowem, kazdy moze powiedziec co tylko chce, a prawdy mzoesz nigdy nei poznac.
        Bo ilu to ja juz tu spotkalam z historiami typu swietna praca, droga do kariery
        otwarta, jakas nieruchomosc itp. na koncie, a decyduja sie na wyjazd do Anglii
        i dosc ubogie wedlug moje oceny zycie? Cos mi tu w tej ukladance nie gra.
        Brakuje mi tu jakis elementow. I pewnei nigdy ich nei odnajde, bo zaczynajac
        zycie na nowo, na emigracji mozna dzialac jak w przedziale pociagu - opowiadasz
        co tylko chcesz. Tak, syndromem przedzialu pociagowego nazwalabym to.
        Co nei znaczy ze histoire WIeska nie zdarzaja sie.
        • violus22 Re: Rodzice 30.01.06, 14:36
          Elu,
          Ja juz nie wnikam czy oni maja po 40 lat czy moze po 45, to jakby malo wazne,
          nie chce tez zastanawiac sie czy to co mowia to szczera prawda i szukac nie
          pasujacych elementow, bo to tez malo wazne. Przyjelam te historie za prawdziwa
          i zastanawiam sie nad tym.
          Nie chcialam tez uslyszec ze przeciez dla dzieci robi sie wszystko, nie. Sama
          jestem matka i choc nie mysle ani o studiach dla mego roczniaka, ani o kursie
          cukiernika;) to wiem ze gdyby dzialo mu sie zle zrobilabym wszystko zeby mu
          pomoc. To natura, instynkt i nie chce dyskutowac o tym wcale. Nie potrafie tez
          wybiec tak daleko w przyszlosc zeby myslec o tym co i czy w ogole bedzie trzeba
          oplacac mu studia, szkoly czy kursy.

          Chcialam sie 'wczuc' w role tych dzieci, dzieci, ktorych utrzymuja rodzice,
          choc jak podalyscie wyzej i nizej jest masa roznych wyjsc, roznych prac zeby
          nie ciagnac od rodzicow.

          Jak to jest z ta zaradnoscia? Czy rodzice podstawiajac dziecku wszystko pod nos
          automatycznie hamuja w dziecku zaradnosc? Czy zaradnosc to cecha wrodzona czy
          moze wyuczona? To ciekawe.
    • hopplik Re: Rodzice 29.01.06, 10:41
      zauważyłam,że w Polsce dzieci, które studiują na tzw. kierunkach business'owych
      b. szybko szukają pracy, usamodzielniają się i odczuwają presję robienia kariery

      zupełnie inaczej jest np. u studentów histori sztuki, tam przeciwnie
      klimaty bohemy i beztroski dominują, łacznie z pogardą do wszystkich
      przyziemnych rzeczy, wręcz niestosownie się przyznawać do zarobkowania

      nie chcę przez to nikogo oceniać, myślę,że spojrzenie na pomoc rodziców w dużej
      mierze zależy od środowiska w jakim się znajdujemy
      młodzi ludzie łatwiej ulegają jego wpływom
    • youmou Re: Rodzice 29.01.06, 14:37
      Studiowanie zawsze było ważne w mojej rodzinie. Zawsze było wiadomo, że pójdę
      na studia. Problemów finansowych od jakiegoś czasu w mojej rodzinie nie ma,
      więc nie było też dramatycznych wyborów i poświęceń. Mam jednak znajomych,
      którzy pochodzą z biednych rodzin i oni wyjeżdżali na wakacje do pracy, żeby
      móc się utrzymywać sami przez następny rok. Wydaje mi się, że są dużo bardziej
      samodzielni, odpowiedzialni i życiowo zaradni ode mnie. I bardziej odporni na
      trudności, których w życiu nie brakuje.

      Myślę, że czułabym się winna (i w ogóle okropnie!), gdyby p. Wiesiek był moim
      tatą. Zawsze można wziąć dziekankę, żeby przez rok zarobić i odłożyć. Albo
      pójść na studia zaoczne. Myślę, że jest mnóstwo rozwiązań, żeby studia
      skończyć. Są różnego rodzaju stypendia.
    • jaleo Re: Rodzice 29.01.06, 15:58
      Mnie sie o wiele bardziej podoba brytyjskie podejscie do rzeczy, czyli dzieci
      same sobie powinny dawac rade w zyciu, bo rodzice mieli wystarczajaco wyzeczen
      przez te 18 czy 20 lat, czeby potem sobie tez od ust odejmowac (lub mowiac
      mniej drastycznie, omawiac sobie przyjemnosci, na ktore cale zycie ciezko
      pracowali).

      Z tym, ze jednak tu w UK jest inna sytuacja, i tu taki mlody czlowiek moze
      sobie sam sie utrzymac, czy tez "przepuscic" sie przez studia. Ja znam mnostwo
      takich przykladow wsrod rodziny i znajomych. Wliczajac mojego meza, ktory dwa
      lata przed pojsciem na uniwerek pracowal i odkladal na studia, a w czasie
      studiow pracowal w czasie kazdej przerwy semestralnej. Rodzice w tym czasie
      jezdzili sobie na rejsy na Karaiby i kupowali co dwa lata nowy samochod, i
      nawet do glowy im, ani tym bardziej jemu, nie przyszlo, ze mozna inaczej. I
      ja sie z tym zgadzam w 100%.

      W Polsce pomijajac roznice kulturowe, jest troche inna sytuacja ekonomiczna.
      Tam np. dwudziesto-jedno latkowi bardzo trudno byloby chyba wziac pozyczke
      wystarczajaca, zeby rozkrecic wlasny biznes (to z kolei brat meza), albo
      zapracowac wystarczajaco, zeby sobie wynajac mieszkanie, bez pomocy rodzicow.
      • karolinazuk Re: Rodzice 29.01.06, 22:15
        Ja rozumiem ze czasami rodzicow nie stac na zapewnienie wyzszej edukacji dla
        swoich dzieci, ale dla mnie jest naprawde trudne do pojecia jak mozna nie
        pomagac swoim dzieciom jak jest sie zamoznym. W UK to kwestia oplacania za
        studia to raczej rzadko polega na zarobieniu pieniedzy, tylko chyba w 99% na
        wzieciu ilus tam pozyczek studenckich i na splacaniu ich przez x lat. Pamietam
        jak wszyscy moi koledzy ze studiow w UK patrzyli na mnie jak na kosmitke, gdy
        dowiedzieli sie ze ja nie mam zadnych pozyczek. Dla mnie naprawde jest dziwnym
        podejscie niektorych ludzi w tym kraju, ktorzy pozwalaja dzieciom brac pozyczki
        i splacac je z oprocentowaniem gdy rownoczesnie maja oszczednosci czy ogolnie
        sa dobrze sytuowani i bez wiekszych poswiecen moglyby im udzielic pomocy.
        • karolinazuk Re: Rodzice 29.01.06, 22:20
          Zapomnialam napisac, ze oczywiscie dzieci powinny w miare mozliwosci zarabiac
          na swoje dodatkowe potrzeby.
          • alex_koz Re: Rodzice 29.01.06, 22:33
            a ja tylko chcialam podpisac sie pod tym co pisze jaleo i karolinazuk, ja
            wielokrotnie rozmawiajac ze studentami (obcokrajowcami) spotykalam sie ze ze
            zdziwieniem ze moi rodzicow stac na to, zeby mnie utrzymywac podczas studiow
            (po krotkiej informacji jak w Polsce wyglada, a raczej nie wyglada system
            stypendialno-kredytowy)! ponadto, zdecydowana wiekszosc z nich - mimo ze z
            krajow z tzw. zachodu (szwecja, anglia etc.) nie moglaby studiowac gdyby nie
            owa korzystny kredyt przez lata splacany....,

            a w Polsce niestety najczesciej jest tak, ze mimo roznego dorabiania i
            stypendiow, ze to rodzice stanowia glowna sile finansowa.

            dodam od siebie, ze wlasnie z tego powodu uwazam ze studia (w PL) powinny byc -
            na szczescie coraz czesciej sa - dwustopniowe, dzieki temu mozna by
            rozpoczynac swoje zycie jako professional szybciej niz obecnie....

            ale o tym to ja w ogole moglabym duzo pisac, bo duzo o tym mysle ostatnio;)
        • jaleo Re: Rodzice 29.01.06, 23:25
          karolinazuk napisała:

          > W UK to kwestia oplacania za
          > studia to raczej rzadko polega na zarobieniu pieniedzy, tylko chyba w 99% na
          > wzieciu ilus tam pozyczek studenckich i na splacaniu ich przez x lat.

          Platne studia sa w UK stosunkowo od niedawna. Poza tym, w czasach kiedy moj
          maz studiowal, pozyczki studenckie byly rowniez na innych zasadach, niz teraz.
          Udalo mu sie utrzymac na studiach samemu, i skonczyc z pozyczka zaledwie £2,000.
          • karolinazuk Re: Rodzice 29.01.06, 23:45
            Na pewno masz racje ze kiedys tak nie bylo. Ale juz chyba od jakiegos czasu
            zdecydowana wiekszosc studentow oplaca studia z pozyczek, a juz niedlugo
            uniwersytety podniosa znacznie oplaty, wiec problem zadluzenia mlodych ludzi
            jeszcze sie poglebi. Ja studiuje prawo, jest to dosc drogi kierunek gdyz po
            skonczeniu studiow konieczne jest zaliczenie rocznego kursu (LPC w przypadku
            solicitor i BVC w przypadku barrister), ktory kosztuje £8000-£10000. Na cale
            szczescie czesto firmy prawnicze sponsoruja ten kurs, ale nie jest to regula.
            Czesc moich znajomych ze studiow zaczynajac prace jest £20k zadluzona, a
            niektorzy nawet £25 gdyz konczyli dwa kierunki.
            • chihiro2 Re: Rodzice 30.01.06, 15:35
              Karolina, a nie chcialas robic Law Conversion Course i miec kontraktu a firma
              prawnicza? Moj chlopak tak wlasnie robi, firma placi za studia, daje na zycie
              £5,000 rocznie, a potem ma sie zapewniona prace przez przynajmniej dwa lata w
              tej firmie (z calkiem niezla pensja).
              • karolinazuk Re: Rodzice 30.01.06, 22:13
                Wiem ze duzo osob tak robi, w tym moi znajomi ze studiow. Ja chcialam zrobic
                oprocz LLB LLM. Poza tym na samym poczatku nie bylismy do konca zdecydowani
                gdzie bedziemy mieszkac. Moj maz chcial podchodzic do USMLE (skonczyl medycyne
                w UK) a w Stanach zadne conversion courses nie sa uznawane. Teraz z malym
                opoznieniem rozgladam sie za training contract choc i tak mam jeszcze LPC przed
                soba (teraz koncze LLM) wiec w sumie nie jest za pozno, tym bardziej ze firmy
                prawnicze nie zwracaja kosztow za normalne degree, tylko za CPE i LPC.
        • steph13 Re: Rodzice 30.01.06, 00:00
          Z tymi porzyczkami nie jest tak zle. Sa one bardzo nisko oprocentowane stad w
          rodzinach gdzie sa nawet powazne pieniadze, studenci czesto biora pozyczke i
          wplacaja ja na konto oszczednosciowe.
          Nasza corka jest aktualnie na studiach. My placimy pelne tuition fees (c£1200
          rocznie), accommodation (£260 miesiecznie, przez 12 miesiecy w roku),oraz
          tzw 'batel', czyli rachunek za pelne wyzywienie w college (£160 za semestr).
          Pomagamy z benzyna do samochodu, wyposazeniem do wioslarstwa, i innymi
          incidentals, nastepnych £200 na semestr.
          Ona natomiast bierze student loan, troche ponad £3000 rocznie, czyli ma ponad
          tysiac funtow na wydatki wlasne, na kazdy osmiotygodniowy semestr, czyli bez
          stresu o finanse. W sumie koszt roku studiow zamyka sie w okolicach £8000
          rocznie.

          Podobny system mielismy ze starsza corka (troszke taniej bo bez sportu). Dwa i
          pol roku po skonczeniu studiow, splacila 90% swojej pozyczki, nie odczuwajac
          jej bolu. W sumie, ja sobie taki system chwale, chociaz bylam bardzo przeciwna
          kiedy Blair go wprowadzal.

          Moje studia natomiast, w Warszawie czyli w moim wypadku z daleka od domu, byly
          w 100% finansowane przez rodzicow. Ale w Polsce to chyba zawsze tak bylo.

    • edgar2005 Re: Rodzice 30.01.06, 01:15
      Osobiście uważam że student w czasie studiów powinien studiować i uczestniczyć
      w życiu studenckim, a pracować, i owszem, ale tylko w zakresie w jakim rozwija
      swoje uzdolnienia i pogłębia wiedzę, czyli najczęsciej na stażach i praktykach
      wakacyjnych. Niemniej jednak każdy student powinien wkrótce po dostaniu się na
      studia przepracować miesiąc w McDonaldzie czy sprzątając toalety, żeby nabrać
      rozpędu do nauki :) i szacunki do pracy. Praca i studia zaoczne w istocie mogą
      służyć wiedzy praktycznej, ale z prawdziwym studiowaniem się nie da się
      pogodzić wklepywania danych do komputera czy "stanie na promocji". Oczywiście,
      żadna (prawie) praca nie hańbi, ale takie półśrodki to tylko złudzenie
      solidnego wykształcenia, nie mylić z produkcją dyplomów. Może trochę inaczej
      jest w przypadku np. studiów biznesowych, gdyż tam dorabianie w jakiejkolwiek
      firmie pogłębia wiedzę zawodową, ale już np. ekonomia wymaga poświęcenia full
      time i ogromnego oczytania. A jeśli chodzi o rodziców, to dwie rzeczy: Po
      pierwsze, inwestować w dziecko i pomagać ile się da w czasie studiów. Po drugie
      odpowiednio dziecko wychować, żeby umiało się odwdzięczyć na starość (dużą rolę
      odgrywa np. wzorowanie się na stosunku rodziców do dziadków i pradziadków, coś
      zgoła obcego społeczeństwom Zachodu). Ponadto, wcześnie kształtować u dziecka
      potrzeby wyższe, zwłaszcza potrzebę wiedzy/poznania i relatywizować pustą
      konsumpcję - wychodzi taniej :) i ciekawiej. No i co najważniejsze (polecam
      książkę Ivana Ilicha "Deschooling Society"), dziecko też musi się nauczyć
      odróżniać kształcenie od formalnego szkolenia, tzn. że większości pożytecznych
      rzeczy może, i powinno, nauczyć się poza szkołą, wręcz samo, od języków obcych
      i aplikacji komputerowych, po umiejętność czytania mowy ciała. Ale to już inna
      bajka.
      • annamaria0 Re: Rodzice 30.01.06, 13:52
        Moi angielscy znajomi w wiekszosci sami oplacali swoje studia, glownie
        zapozyczajac sie. Rodzice, inaczej niz w Pl, nie pomagali im. Ale 9 na 10
        otrzymalo za to duza pomoc w wejsciu na "property ladder".
    • jagienkaa Re: Rodzice 30.01.06, 18:09
      violus, jeśli chodzi o sytuację Pana Wieśka to oczywiście dla mnie jest to w
      pewien sposób nie do pomyślenia, ale nie znam (ani Ty) wszystkich szczegółów i
      może nie do końca jest tak jak Wiesio mówi. Poza tym tak jak napisała Hooanita
      może jego życiem są jego dzieci i dla niego to przyjemność.
      Ale osobiście - ja nigdy nie mogłabym tak żerować na rodzicach. Moja mama była
      nauczycielką i dużo nie zarabiała, rodzice są po rozwodzie i na ojca nie mam co
      liczyć. Niestety w Polsce nie stać byłoby mnie na studia (choć tak naprawdę
      takie dziennie to chyba nie są płatne? wiem że egzaminy itp tak, ale studia
      chyba nie?...), moja siostra wręcz musiała iść do pracy po liceum. Studia
      dopiero teraz robi. Ja poznałam męża jeszcze w liceum więc dzięki temu moje
      studia odpadły (bo pojechałam do Anglii po maturze) ale wiem że nawet gdyby
      moja mama i siostra miały zbierać na moje studia, a budżet domowy by miał na
      tym ucierpieć - nie chciałabym i nie mogłabym od niech wziąć pieniędzy. Może
      gdyby sytuacja materialna w mojej rodzinie była inna i byłabym przyzwyczajona
      do dostawania pomocy - inaczej na to patrzyłabym.
      Podoba mi się tutaj w Anglii że studenci na siebie pracują i sami opłacają
      studia (chociaż to możliwe głównie dzięki studenckim pożyczkom) - ja w ogóle
      jestem za 'odcinaniem pępowiny' i próbowaniem usamodzielniania dzieci jak
      najszybciej. I na pewno nie potrafiłabym zachować się jak Pan Wiesiek - mam też
      inne podejście do macierzyństwa niż np Hooanita. Określiłabym to jako
      uzupełnienie mojego życia, a nie główny cel życia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka