Dodaj do ulubionych

sa takie chwile........

02.09.06, 13:13
a raczej dni..... dzis mam wlasnie taki, kolejny niestety w ciagu ostatniego
tygodnia.......

tesciowie (ktorych bardzo lubie) wyjechali rano, w mieszkaniu pusto (maz
tylko i ja) wiec nie musze sie juz "trzymac" i usmiechac. wszystko puscilo -
ryczalam juz chyba z 5 razy, oczy mi spuchly, chcialam sie przespac zeby
przestac sie uzalac, ale jakos nie wychodzi. ugotowalam zupe, zapalilam
sobie, teraz nafaszerowalam sie kalmsami, moze pomoze.....

depresja? jak zwal tak zwal. ja wiem, ze to bardziej tesknota i nagla (czy
moze raczej narastajaca) niechec do przebywania tutaj, poczucie samotnosci i
oderwania od tego co kocham. gdzie nie spojrze jakas rzecz przypomina mi
rodzine, krakow.....

czym mam sie zajac???????? zaraz zwariuje! moze na zakupy pojde? choc nawet
to mnie nie cieszy............. :'-(

macie czasem tak? czy to ja jestem jakas nienormalna i powinnam doceniac ze
mieszkam w takim fajnym kraju?
Obserwuj wątek
    • jagienkaa Re: sa takie chwile........ 02.09.06, 13:21
      ja mam to samo. Mieszkam tu tyle lat a im dłużej tym bardziej tęsknię. NIe
      znoszę być sama, nie lubię mieszkać z dala od 'cywilizacji';) brakuje mi
      przyjaciół, rodziny, wolności (w tym sensie że np umówić się z koleżankami na
      piwo - ale nie mogę bo mieszkam za daleko i muszę jeździć autem...). Szczerze
      to żyję w pewien sposób od wyjazdu do wyjazdu do Polski, a jak to moja mama
      mówi że jak nie mam zarezerwowanego biletu do Polski to jestem 'nerwowa':)
      Najgorzej jest właśnie po przyjeździe z Polski, albo jak ktoś mnie tu odwiedzi
      a potem pojedzie...
      Myślałam że to, co mam, gwarantuje szczęście. Jednak tak nie jest.
      Zawsze mi trochę lepiej gdy coś robię, np podczas zajęć w szkole to jakoś mam
      coś do roboty i jestem zabiegana, mam nadzieję że jak pójdę do pracy to też nie
      będę miała czasu na depresję.
      I też trudno mi wytłumaczyć ludziom że tu nie jestem do końca szczęśliwa. A w
      sumie kiedyś byłam.
      Teraz też siedzę i jest mi smutno. Żal mi męża, który to wszystko widzi i jest
      mu przykro. Niestety tak wybrałam 7 lat temu i teraz muszę ponieść
      konsekwencje. Mam tylko nadzieję że to przejściowe.
      Łączę się w patriotycznym bólu:)
      • asica74 Re: sa takie chwile........ 02.09.06, 13:49
        Jagienka, sciskam cie mocno :)
        • jagienkaa Re: sa takie chwile........ 02.09.06, 13:51
          dzięki:)
          PS to też mnie dodatkowo wpędza w depresję że więcej ludzi znam przez neta niż
          kurczę tutaj w realu. LOOSER!!!!:)
    • formaprzetrwalnikowa Re: sa takie chwile........ 02.09.06, 13:44
      to ja przesyłam serdeczne usciski :))
      no bo co tu powiedziec? moze zrób rachunek za i przeciw? albo jeszcze lepiej:
      zysków i kosztów. bo wiesz, jesli masz pąłcic za 'szzcescie meiszkania w takim
      fajnym kraju' takie koszty emocjonalne? czy na pewno warto?

      nie mam tak. gorzej: ja zle się czuje, kiedy musze (bo generalnie latam jak
      muszę) pojechać do polski; wtedy nawet pocieszania sie, ze spotkam się z
      kochanymi ludzmi niewiele pomaga; uspokajam się dopiero, kiedy samolot ląduje w
      NLC - 'Uff, nareszcie w domu' - myślę. z tym, że ja czuje sie tutaj w domu, bo
      tu ten dom urządziłam, tu mam tego, kogo kocham i to, co kocham.

      nie musisz nic doceniać. poza własną swiadomoscią, co to jest i ze zakupy na to
      nie pomogą.
      pozdrawiam serdecznie :)
    • basia313 Re: sa takie chwile........ 02.09.06, 14:00
      W takich chwilach to ja zawsze ide do polskiego sklepu, kupuje sobie polski
      chleb, kielbaske i robie sobie chleb z kielbasa albo pomidorem, do tego kawa
      plujka i juz mi lepiej.:)
      • aniek133 Re: sa takie chwile........ 02.09.06, 14:28
        Swietnie to wszystko rozumiem, bo sama to przezywalam. Mialam szanse powrotu i
        wykorzystalam ja. Jestem szczesliwa w Polsce - nie, zeby tu byl raj na ziemi,
        ale wiem, ze jestem , gdzie byc chcialam i juz nigdy nie chce nigdzie
        wyjezdzac. A dzisiaj, gdy na jubileuszu szkoly obserwowalam dzieciaki tanczace
        poloneza to jeszcze wyrazniej zrozumialam, ze dobrze wybralam. Ja tu naleze
        kulturowo i uczcuciowo. Chyba nic by mnie nie potrafilo uszczesliwic za
        granica....
        A recepty na szczescie w obcym kraju nie znam i nigdy nie znalazlam. Najpierw
        myslalam, ze wszystko ise zmieni jak poznam jezyk, potem, ze jak bede miec
        znajomych, pozniej prace. I mialam w koncu to wszystko, ale wciaz nie bylam
        szczesliwa. I obawiam sie, ze nigdy bym nie potrafila byc....
        • eeela Re: sa takie chwile........ 02.09.06, 14:42
          Czlowiek powinien szczescie nosic w sobie :-)
          Tak jest w zyciu najlepiej i najwygodniej.
          • aniek133 Re: sa takie chwile........ 02.09.06, 14:45
            Pieknie powiedziane. Gdyby to jeszcze bylo takie latwe.....
            • eeela Re: sa takie chwile........ 02.09.06, 14:55
              > Pieknie powiedziane. Gdyby to jeszcze bylo takie latwe.....

              Alez to jest latwe :-)
              Moze latwo mi sie wymadrzac, bo dla mnie to stan naturalny. Wystarczy siebie
              lubic, troche siebie rozpieszczac (zapewniac sobie drobne przyjemnosci i latwo
              przebaczac sobie drobne przewinienia), lubic to co piekne - bo tego akurat jest
              dostatek wszedzie, gdzie by sie czlowiek nie ruszyl, i starac sie na tym skupiac.
              Oczywiscie, znane mi sa chwile depresji i zniechecenia (zawsze je zwalam na
              hormony ;-P ). Rzecz w tym, zeby sie tym nie rozkoszowac i nie zawiklac w
              masochistyczne roztrzasanie swych egzystencjalnych bolow, tylko probowac (jak
              wyzej zalecone): rozpieszczac sie i poszukac czegos ladnego do zachwycenia sie :-)
              Nawet belfascki wicher i deszcz moga byc ladne - byleby tylko nie bylo sie
              zmuszonym do wyjscia z domu ;-)
          • chihiro2 Re: sa takie chwile........ 02.09.06, 14:49
            Dokladnie, eeelu :) Szczescia nie znajdzie sie nigdzie na swiecie, to musi
            wychodzic z wewnatrz. Poza tym szczescie nie jest permanentnym stanem (wtedy -
            jak kazdy psychiatra powie - czlowiek nadaje sie do leczenia). Uczucie
            szczescia jest chwila ulotna, przemijajaca. Na co dzien wystarczy byc
            zadowolonym z zycia (co wcale nie zawsze jest latwe).
            Minisufko, moze zajmij sie wiecej soba. Ja tez mam malo przyjaciol (ci
            najblizsi, poza moim chlopakiem, sa poza Anglia), nie za wiele znajomych, ale
            uwielbiam przebywac sama ze soba. Mam wiele hobbies, ktorym lubie poswiecac
            czas wolny, niepotrzebne mi towarzystwo. Odkryj, co lubiz robic sama, i
            poswiecaj temu czas.
            • formaprzetrwalnikowa Re: sa takie chwile........ 02.09.06, 15:26
              a ja mawiam: Omnia mea mecum porto.
              i zawsze zabieram ze sobą osobę, którą lubię najbardziej ;-)
    • derka1 Re: sa takie chwile........ 02.09.06, 18:19
      Droga Kobieto :-)
      W poniedzialek sie spotykamy, czyz nie? A w pazdzierniku, gdy kolejne szkolne
      ferie nadejda - znowu jedziemy do domu. Zostalo tylko 7 tygodni. Ja juz je
      odliczam :-))

      P.S. A dzisiaj pije polska wodke z rodaczka. Jakby co dzwon, podam Ci adres,
      przyjezdzaj!
    • u25 Re: sa takie chwile........ 02.09.06, 19:50
      U mnie nie ma takich chwil. Wydaje mi sie, ze to ma zwiazek z osoboscia i nie
      kazdy nadaje sie na emigracje (czy w ogole przemieszczanie sie w obrebie UE
      nalezy tak nazywac?)
      Wydaje mi sie, ze powinien pomoc Ci natlok zajec, tak zebys nie miala czasu sie
      po tylku podrapac ;-)
      • aniek133 Re: sa takie chwile........ 02.09.06, 19:53
        Zgadzam się z pierwszą częścią Twojej wypowiedzi - nie każdy nadaje sie na
        emigrację (tak jak ja, na przykład), a co do drugiej - ta rada się nie
        sprawdziła w moim wypadku i nadmiar zajęć mi nie pomógł.
        • u25 Re: sa takie chwile........ 02.09.06, 20:01
          ;-) to znaczy pol zartem pol serio (zargon internetowy)
          • minisufka Re: sa takie chwile........ 02.09.06, 20:38
            jagienkaa napisala:

            ja mam to samo. Mieszkam tu tyle lat a im dłużej tym bardziej tęsknię. (...)
            Szczerze to żyję w pewien sposób od wyjazdu do wyjazdu do Polski, a jak to moja
            mama mówi że jak nie mam zarezerwowanego biletu do Polski to jestem 'nerwowa':)
            Najgorzej jest właśnie po przyjeździe z Polski, albo jak ktoś mnie tu odwiedzi
            a potem pojedzie...
            Myślałam że to, co mam, gwarantuje szczęście. Jednak tak nie jest.
            (...)I też trudno mi wytłumaczyć ludziom że tu nie jestem do końca szczęśliwa.
            A w
            sumie kiedyś byłam.
            Teraz też siedzę i jest mi smutno. Żal mi męża, który to wszystko widzi i jest
            mu przykro. Niestety tak wybrałam 7 lat temu i teraz muszę ponieść
            konsekwencje. Mam tylko nadzieję że to przejściowe.
            Łączę się w patriotycznym bólu:)

            ----------> jagienka, zawsze wiedzialam, ze na ciebie w tej kwestii moge
            liczyc ;) podpisuje sie pod wszystkim co napisalas, poza jedna rzecza - moj maz
            nie widzi tego, ze ja sie tak czuje. staram sie maskowac i w sumie jak chodze
            po domu jak snieta ryba, wychodzi na to, ze mam humory... juz nie wiem co
            gorsze, bo tez nie chcialabym zeby mu bylo tak przykro jak twojemu mezowi....
            nota bene strasznie to brzmi jak, podobnie jak ty, mysle o 'ponoszeniu
            konsekwencji' swojego wyboru.....


            formaprzetrwalnikowa napisala:

            to ja przesyłam serdeczne usciski :))
            no bo co tu powiedziec? moze zrób rachunek za i przeciw? albo jeszcze lepiej:
            zysków i kosztów. bo wiesz, jesli masz pąłcic za 'szzcescie meiszkania w takim
            fajnym kraju' takie koszty emocjonalne? czy na pewno warto?

            -------> dzieki za usciski :) rozumiem, ze to dlanas wszystkich przybitych
            emigrantek :) niestety rachunek za i przeciw nie wchodzi w rachube raczej - juz
            predzej zyskow i kosztow. bo nie bardzo mam wybor - meza nie zostawie tuta sama
            wyjezdzajac do polski. 'for better, for worse, in sickness and in health'
            moglabym dodac 'in happiness and depression' ;)

            pozdrawiam wszystkie kobietki, ktore sa w UK zakochane i ktore bardzo lubia tu
            byc...... mam nadzieje, ze u wszystkich nas (ktore ja mamy) ta depresja
            minie....... szkoda tylko, ze slonka nie ma........




            • u25 Re: sa takie chwile........ 02.09.06, 21:20
              To strasznie trudna sprawa, ale akurat partner powinien chyba o tym wiedziec.
              Znam pewna kobiete, ktora z 'homesickness' wyleczyl tymczasowy powrot po kraju.
              Po paru jednak latach (malzenstwo mieszane) na dobre reemigrowali do US.
              Zupelnie inaczej jest byc turysta (tak to ty teraz w Polsce) niz tam
              mieszkac...
            • jagienkaa minisufko 02.09.06, 21:29
              mój mąż głupi nie jest;) bo jak widzi jak ja 'rozkwitam' w Polsce, jak się
              cieszę gdy zarezerwuję bilety, jak się snuję po domu tutaj w UK jak po
              pogrzebie i nic mnie nie cieszy i spędzam dużo czasu na komputerze rozmawiając
              z rodziną/przyjaciółmi w Polsce to jak to - co jest całkiem zaskakujące jak na
              faceta - się domyśla;)
              a poza tym ja jestem z nim szczera, zawsze, na tym wg mnie m.inn polega
              małżeństwo. Poza tym po mnie wszytko widać, kłamać nie umiem.
              Ile można wmawiac że się ma humory czy PMS?:)
              • eballieu takie tam gadanie 02.09.06, 21:48
                Najwazniejszych uczuc nie da sie zagluszyc praca, nawet ta najbardziej kochana,
                ktora zajmuje 16 godzin na dobe.
                Sa ludzie, ktorzy sie na emigracje nie nadaja.
                Pozytywny artykul w sierniowym wydaniu polskiego magazynu Manager "Miekkie
                ladowanie". O manager'ach, ktorzy wrocili Jagienko. Wrocili do Polski, a
                wczesniej pracowali dla tych "naj" w swiecie;-)
                Nie wiem czy znajdziesz ten artykul w sieci, ale ich strona to
                www.manager-magazin.pl
                Nienajprosciej okreslic priorytety zyciowe, ale zycie w tak zwanym "rozkroku"
                miedzy Polska a krajem do ktorego sie wyemigrowalo, jest ciezkie.
                I daleka jestem od tego, aby powiedziec, ze to problem tych co siedza w domu,
                zajmuja sie ukladaniem kwiatow, odbieraniem rzeczy z pralni i dbaniem o zycie
                kulturalno - towarzyskie rodziny;-)
                Mi na dzien dzisiejszy odpowiada zycie "na walizkach". Dzisiaj tu, jutro tam;-)
              • leggetta Re: minisufko 02.09.06, 21:54
                Jagienko,
                akurat w Twoich wypowiedziach tesknota z Polska pojawia sie bardzo czesto, od
                dlugiego czasu i bije po oczach... Uwazam ze bardzo dobrze ze sygnalizujesz to
                otoczeniu, w tym mezowi, i jednoczesnie mysle ze taka postawa jest dosc
                odwazna. Po przeciez nie latwo jest sie przyznac ze w "raju o kt marzy wielu
                Polakow" nie jest tak cudownie ( z obojetnie jakich wzgledow).
                Ja sama wyjezdzajac z kraju ( poczatkowo na rok) uslyszalam od sasiadow - gdy
                bedziesz miala okazje nie wracaj...
                Latwo im mowic...
                Ja akutat nie tesknie, bo przyjaciele jakos sie rozplyneli, a dom rodzinny
                wczesniej czy pozniej trezba bylo opuscic...przynajmniej tak mi sie wydaje.
                Czesto jednak mysle sobie ze tamto miejsce nie jest dla mnie - jednak wiem ze
                ze i tu nigdy nie bedze u siebie - hehe, dziwny stan zawieszenia.
                Moja babcia nie byla POlka, mieszkala w Pl od ok 20 roku zycia u umierajac w
                wieku lat 70 nadal mowila z obcym akcentem...
                Wracajac do Ciebie, Jagienko, to wydaje sie ze fanatastycznie realizujesz sie
                na forach - zawsze jestes zyczliwa i chetna do pomocy, czesto jako jedyna
                odpowiadasz na posty o pomoc, nawet jesli watek walkowany jest po tysieczny raz.
                Sama gdy weszlam na forum po raz pierwszy ( nie pamietam kt forum to bylo)
                zwrocilam na Ciebie uwage - wydawalas sie alfa i omega- i zawsze na miejscu i
                we wlasciwym czasie...
                Zastanawiam sie kiedy socjologowie zaczna analiowac nas, nasza fale migracji.
                Obecnie, glownie dziennikarze szukacja chywtliwych tematow na artykuly, a nasze
                emocje ukryte w nas niekoniecznie daja sie opisac na jednej stronie i spelniaja
                ich wymagania...
                POwodzenia nam zycze:)
                • jagienkaa legetta 03.09.06, 20:16
                  Dziękuję Ci za bardzo miłe słowa. Ja bardzo lubię pomagać ludziom, choć czasem
                  na forum można nieźle oberwać albo się ciekawych rzeczy dowiedzieć od
                  swoich 'wirtualnych wrogów';) stąd też decyzja o Human Resources, chciałabym
                  jakoś wspomagać ludzi w pracy, mówić im o ich prawach, wspierać - choć zwykle
                  praca w HRach na innych sprawach się zamyka, np na podpisywaniu holiday slips
                  czy siedzeniu na rozmowach kwalifikacyjnych.
                  I Broń Boże żadna alfa i omega, sama się dużo uczę z forów (zresztą na
                  edzieckowym już jestem ponad 3 lata) nie tylko tych emigracyjnych ale też
                  innych, nie raz dyskusje pozwoliły mi popatrzeć na jakąś sprawę z innego punktu
                  widzenia.
                  Co do emigracji - kiedyś tak nie czułam, kiedyś mi się naprawdę podobało w
                  Anglii. Wiadomo, są dni lepsze i gorsze, bo teraz był tydzień 'co robić z 3,5
                  latkiem w domu gdy pada a mama ma lenia'. Od wtorku młody do szkoły, ja też już
                  niedługo na uniwerek, znowu będę mogła chodzić na siłownię. Poza tym są jeszcze
                  inne kłopoty, o których na forum nie będę pisać, które składają się na to że
                  wolałabym być teraz w Polsce. Oczywiście, że pewnie jakbym się uparła,
                  zagroziła mężowi czy zaszantażowała go;) to może wrócilibyśmy do Polski czy
                  wyjechali na kontrakt znowu (w biurze w Warszawie bardzo by go chcieli z
                  powrotem) - ale ja jeszcze mam studia. Za rok, jeśli nic się nie zmieni, to
                  trzeba będzie to wszystko znowu przemyśleć. tylko wtedy Dominik zaczynałby
                  szkołę....
                  I tak to jest niestety, że dorosłe życie to same wybory, a już posiadając
                  rodzinę to naprawdę te wybory się robią ograniczone. Gdyż myśląc o rodzinie
                  trzeba zapomnieć o sobie - lecz trudno tłumić własne uczucia.
                  NIe mogłabym zerwać kontaktów z Polską, ponieważ to takie powierzchowne
                  tłumienie problemów, a nie o to chodzi.
                  Przepraszam że tak smucę, mam nadzieję że dół mi w końcu przejdzie i też mam
                  nadzieję że was te uczucia nigdy nie nawiedzą. Fajnie, że tyle z was może
                  nazwać Anglię swoim domem.
      • magdalik Re: sa takie chwile........ 03.09.06, 10:24
        Zgadzam sie z u25, ja tez uwazam ze sa osoby ktore maja dusze emigranta i
        wszedzie znajda miejsce dla siebie i tacy, dla ktorych dom to tylko ten gdzie
        sie urodzili. Niestety ja naleze do tej drugiej kategorii. Czuje sie silnie
        zwiazana nie tylko z rodzina i przyjaciolmi ale nawet z samymi murami mojego
        domu w Polsce, kazdym drzewem i sciezka. To bardzo komplikuje zycie zwlaszcza
        jesli na meza wybralo sobie Anglika i do tego kosmopolite, ktory cale zycie
        przeprowadzal sie z miejsca na miejsce a domu rodzicow tez nie uwaza za swoj.
        Dla niego dom jest tam gdzie zona i syn, i wlasciwie tak byc powinno. Coz
        jednak zrobic jak ma sie te romantyczna polska dusze a realia na razie nie
        pozwalaja na powrot do Polski... Jedyne pocieszenie to pewnosc ze to tylko
        pobyt tymczasowy i po kilku latach wracamy a poki co mozna starac sie stworzyc
        sobie dom i tutaj.
        • aniek133 Re: sa takie chwile........ 03.09.06, 10:33
          Ale smutny wątek....

          Wiecie, co mnie zdziwiło u moich bliskich i znajomych w Polsce? To, że nie
          mówili: ale Ty masz sie fajnie w tej Anglii, super, ze udało ci się wyjechać,
          nie wracaj do tego bagna. Oni raczej maja postawę: tu jest moje miejsce, ja bym
          nie wyjechała, jestem zbyt bardo przywiązana itd.
          Chyba w jakiś sposób ich podziwiam, że nigdzie nie wyjeżdżali, a już wiedzą, że
          się na emigrację nie nadają. Ja musiałam wyemigrować, żeby się o tym
          przekonać....
          • formaprzetrwalnikowa Re: sa takie chwile........ 03.09.06, 10:45
            aniek: to niesamowite, bo nikt z moich krewnych_i_znajomych_królika mi tak nie
            mówi.
            niesamowite, jak ludzie się róznią :)

            A swoją drogą smutne, ze ktos nie musi czegos robic, zeby wiedziec, ze tego nie
            lubi. tygrysek musiał najpierw spróbowac ostu i miodu i tranu, zeby wiedziec,
            ze..
            ;)
            • aniek133 Re: sa takie chwile........ 03.09.06, 10:48
              Bo ja wiem, czy smutne? Czują się tak bardzo związani ze swoim zyciem i
              miejscem, w jakim zyja, że nie chcą tego zmieniać. Czy to smutne? :)
              Oszczędzają sobie dzięki temu mnóstwa problemów, bezsensownych dni i
              wielomiesięcznej depresji :)
              I są szczęśliwi tam, gdzie są, a nie tam, gdzie ich nie ma :))))
              • natalia.brzeska Minisufko, 03.09.06, 12:49

                Minisufka napisala:
                "pozdrawiam wszystkie kobietki, ktore sa w UK zakochane i ktore bardzo lubia tu
                byc......"

                W zyciu bym nie powiedziala, ze jestem zakochana w UK. Ale jestem bardzo
                zakochana w moim mezczyznie i to wlasnie on i ta milosc do niego powoduje, ze
                nie tesknie za Polska. Jak nadchodzi jakis 'dol', to wyobrazam sobie siebie w
                Polsce, wsrod znajomych i Rodziny, ale bez Niego. I wtedy widze siebie w
                jeszcze wiekszym dole i dziekuje losowi, ze udalo mi sie spotkac takiego
                mezczyzne, ktory mnie uszczesliwia i powoduje, ze zycie ma sens...

                Staram sie organizowac swoj czas, tak aby nie miec czasu na bzdurne
                rozmyslania. Mysle o dniu biezacym, o planach na jutro, nastepny tydzien, itd.
                Trzeba miec cos, do czego bedziesz dazyc, ale nie moze to byc, jak w przypadku
                Jagienki, kolejny wyjazd do Polski.

                Nie mysle o Polsce, nie mysle o tym, co mi brakuje, nawet jesli chodzi o
                codzienne zycie - znalazlam sobie angielskie odpowiedniki. Wczoraj na rynku
                Polak sprzedajacy polskie produkty pytal czy cos jeszcze chce, moze cos mi
                przywiezc (kupilam tylko ogorki kiszone dla Ukochanego) i wtedy stwierdzilam,
                ze 'nie' ja nic nie potrzebuje, a jesli cos chce, to ide do Sainsburys i kupie
                co trzeba i nie musi to byc polskie.

                a na koniec jeszcze dodam, ze rok temu mialam o wiele gorzej. Stany depresyjne
                bywaly codziennie, nie moglam sobie z tym poradzic. Poszlam do endokrynologa i
                okazalo sie, ze mam niedoczynnosc tarczycy. I tak od 3 miesiecy biore euthyrox
                i zycie stalo sie bardziej przyjazne, a 'dolkow' wcale nie mam (chyba, ze sama,
                z nudow, sobie je wmowie).

                Pozdrawiam Cie, w razie czego pisz na priv :-)
    • vierablu a ja mam propozycje 02.09.06, 22:10
      A ja mam taki pomysl, moze troche drastyczny...

      A jakbyscie tak, powiedzmy na miesiac, zrezygnowaly z intensywnych kontaktow z
      Polska? Nie podchodzily do komputera. Do rodziny nie dzwonily czesciej niz raz
      a tygodniu. Zaoszczedzony w ten sposib czas przeznaczyly na 'tu i teraz', na
      wciagniecie lokalnego zycia pelnym haustem.

      Z obserwacji roznych postow na roznych forach wydaje mi sie, ze wlasnie te
      intensywne kontakty z Polska utrudniaja cieszenie sie zyciem na emigracji, bo
      tak naprawde nie zyje sie na emigracji, sprawami na miejscu, tylko caly czas
      sprawami polskimi...

      Co myslicie?
      • liley11 Re: a ja mam propozycje 03.09.06, 12:47
        Dodam cos od siebie. Na poczatku po przyjezdzie do Anglii odzylam, wlasciwie to
        powracalam do zycia po ciezkich bojach o przezycie w Polsce (ostry mobbing przez
        szefa w Polsce, zniewazanie, brak poszanowania godnosci...i brak wyjscia...bo
        brak mozliwosci zmiany pracy z dnia na dzien, brak mozliwosci finansowych na
        pozwolenie sobie bycia bez pracy... a stan psychiczny i fizyczny coraz gorszy)
        Anglia byla ostatnia deska ratunku, ktorej sie chwycilam. Byla rajem
        upragnionym. Do Polski czulam wstret. Wyjazdy byly tylko "konieczne". Teraz
        kiedy juz "jest dobrze" na mysl o Polsce czuje zal i drwie sobie z niej. Jednak
        pojawilo sie jakies nowe uczucie. Nazywam je Nostalgia. Po powrocie z Polski
        zajmuje mi jakies 2 tygodnie zeby dojsc do siebie. Po wyjezdzie rodzicow bylo to
        zaledwie kilk dni. I nie wiem czego mi brakuje, za czym tesknie...? Bo na mysl o
        powrocie do Polski ciarki mnie przechodza. Jednak te piekne widoki i smaczne
        jedzenie, rodzina ... Tutaj tez sa piekne widoki, nawet bardzo. Jedzenie tez
        smaczne robie i jest wiele miejsc gdzie mozna zjesc na miescie takie rzezczy,
        ktorych w Polsce sie nei dostanie. Rodzina jets na telefon, przyjezdza w
        odwiedziny,.. wiec czego mi brakuje..... ? Skad ta nostalgia...?
        • liley11 Aha, moj sposob na ponury dzien 03.09.06, 12:56
          ... pomaga. W Polsce tez przeciez byly ponure dni. Lispopad, luty.... nie
          pamietacie? Wiec jak jest taki dzien, to leje do wanny wode z jakims
          relaksujacym plynem. Zapalam kominek na olejki eteryczne i dodaje lenomgrass
          (przypomina mi zapach SPA z wakacji-nie korzystalam, bo bylo ch..rnie drogie,
          ale juz samo wspomnienie wakacji poprawia humor) Jeszcze swieczki czasami...
          Pozniej mieciutki szlafroczek, balsam do ciala, muzyka z mlodosci... mieciutki
          kocyk... :))) ..a czasem tak bywa, ze Pikny zajrzy zwabiony zapachem i muzyka i
          zbiera mu sie ochota na takie ciepelko... i jestesmy juz razem..a wtedy to o
          depresji nie ma czasu myslec... przy braku Piknego - dobra ksiazka lub ulubiony
          miesiecznik.

          Gdy energia nosi i nie mam chumoru na kapielowo - kocykowe ciepelko - to
          wyciagam jakas kolezanke lub kolege na pyfko:)
    • anya.po.prostu Re: sa takie chwile........ 03.09.06, 19:15
      minisufka, pewnie to marna pociecha, ale tez rozumiem co przezywasz.
      Niestety nie jestesmy istotami, ktore mozna tak latwo wyrwac z kontekstu, z
      przeszlosci, otoczenia i nie zostanie po tym sladu. Zgadzam sie z tym co wiele
      osob juz napisalo. Sa osoby, ktore emigracje znosza dobrze, a sa takie, ktore
      sie do tego zupelnie nie nadaja.
      Ale nie zgadzam sie, ze wszyscy POWINNI odczuwac tak samo i na przyklad nie
      tesknic za rodzina, znajomymi miejscami. Nie wydaje mi sie, ze jest to kwestia
      poczucia wlasnej wartosci czy braku zajecia.
      "Wszystko co mam, nosze w sobie" brzmi bardzo wzniosle i filozoficznie ale
      mysle, ze bardzo ludzkie jest przywiazanie do domu, miejsca, ludzi, wsrod
      ktorych sie wychowalismy.
      Milosc do partnera, meza, dzieci owszem moze nas wypelnic i jednym da wszystko
      czego im trzeba do szczescia. Ale innym to nie wystarczy i bedzie brakowalo
      rodzenstwa, rodzicow i beda sie zawsze za czyms tesknili. Ale to wcale nie
      znaczy ze cos z nimi jest nie tak.

      Zauwazcie, ze w naszej cywilizacyjnej historii czlowiek znacznie dluzej zyl w
      wiekszych spolecznosciach a dzieci wychowywane byly w wielopokoleniowych
      rodzinach. Obecny model rodziny "rodzice plus dzieci", zyjacej z dala od
      dziadkow, wujkow i kuzynow jest dosyc nowy. Wiec smiem twierdzic, ze z tego
      puntku widzenia tesknota za rodzicami, rodzenstwem jest jak najbardziej
      naturalna ;)

      Mysle, ze najwazniejsze to nie tlumic w sobie tych emocji. Bo wtedy beda sie
      zbierac pod skora i uderza ze zdwojona sila. Jesli tesknisz to dzwon na dlugie
      pogaduchy do mamy czy siostry albo idz do polskiego sklepu i kup sobie mnostwo
      roznych przysmakow ;). Cos co mi osobiscie pomoglo to podjecie ostatecznej
      decyzji, ze do Polski nie wracam. Mojej rodzinie chyba tez. Byl taki czas kiedy
      do konca nie wiedzialam czy zostane tu na stale, czasem w ciezkich chwilach
      myslalam o powrocie do Polski. I wtedy bylam chyba w najgorszym "rozkraku".
      Kiedy ostatecznie zdecydowalam to w jakis sposob pogodzilam sie chyba z tym, ze
      ta tesknota bedzie mi juz zawsze w jakims sensie towarzyszyc i to jest moj
      wybor. Ale emocjonalne dojrzenie do tego etapu zajelo troche czasu.

      Wiec nie, nie jestes nienormalna i wcale nie musisz byc wiecznie szczesliwa, ze
      mieszkasz w takim "fajnym kraju". Nie ma sensu wmawiac sobie czegos, czego nie
      czujesz i przekonywac, ze powinnas sie czuc tak a nie inaczej bo "wszyscy
      przeciez marza zeby wyjechac do Anglii". Pozwol sobie na czas tesknoty i badz
      dla siebie dobra. Powiedz mezowi, jak czujesz i ze to nie jest absolutnie jego
      wina czy jego odpowiedzialnosc. Ale kochasz nie tylko jego i to naturalne, ze
      tesknisz za reszta swojej rodziny, ktora tez kochasz.

      Ktos wczesniej zasugerowal, zeby odciac sie na troche od Polski i skoncenrowac
      sie bardziej na zyciu tutaj. Byc moze to zadziala, ale wszystko chyba zalezy
      jaki mamy na codzien bilans tego co polskie i tego co tutejsze.
      Ja moge powiedziec ze swojego doswiadczenia, ze tlumienie tesknoty i bardzo
      rzadkie kontanty z rodzina mi nie pomogly. Wrecz przeciwnie, fale tesknoty,
      ktore wtedy nachodzily byly bardzo silne i czasem potrafilam po prostu szlochac
      w lozku jak posluchalam sobie troche starych polskich piosenek ;)
      Teraz mam kilkoro polskich przyjaciol, podobnych stazem, ktorzy rozumieja
      rozterki emigranta, poczytuje sobie regularnie to forum, czytam sporo ksiazek
      po polsku, dzwonie do rodziny i przyjaciol srednio raz w tygodniu, robie zakupy
      w polskim sklepie i... chyba pomaga.
      • zdenka55 Re: sa takie chwile........ 04.09.06, 15:24
        Czytam sobie i pierwszy post to jakbym sama to pisala :). Ostatnio mialam
        strasznego dola odwozac moich rodzicow na lotnisko po wizycie u mnie. Wlasciwie
        to zwialam szybciej z lotniska, bo myslalam ze sie tam rozkleje kompletnie.
        Mieszkam poza Polska juz 5 lat, ale niestety tesknota zawsze taka sama.
        Mam tu znajomych, narzeczonego, ale brakuje mi polskiej przyjaciolki w okolicy,
        z ktora mozna sobie pogadac i wyzakic sie po polsku. Zrezygnowalam z prob
        znalezienia przyjazni wsrod Angielek, bo nadaja na innych falach wg mnie.
        • gobisha Re: sa takie chwile........ 04.09.06, 22:36
          ja jestem szczesliwa w UK, bo jestem szczesliwa z moim mezem i od 10 tygodni z moja cora. Meczy mnie tylko od czasu do czasu tesknota, glownie za ludzmi. Przyklad bardzo na czasie: nasi najlepsi przyjaciele maja synka o 10 dni mlodszego od naszej corki (to nie bylo planowane :o). Mieszkaja w bloku, w ktorym i my mamy mieszkanie w Polsce. I jak pomysle, ze gdybysmy mieszkali w PL to juz dawno zobaczylabym Juliana "w realu", chodzilybysmy razem na spacery z nasza progenitura, a nawet sie nie widzialysmy w ciazy...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka