Gość: z bialej
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
30.08.07, 07:09
Ile dokładnie straciło miasto? Nikt tego nie liczy. Nie robi też tego
prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. A to ona zafundowała europejskiej
stolicy olbrzymi chaos komunikacyjny.
Przyczyną gigantycznych zatorów jest zamknięcie newralgicznej ulicy miasta -
Puławskiej, prowadzącej z centrum do południowych dzielnic. Zamknięto też
wszystkie dochodzące do niej ulice. Powstał nieopisany bałagan, bo tymi
właśnie bocznymi ulicami odbywa się ruch między poszczególnymi dzielnicami.
"Jest, jak jest" - wzrusza ramionami Jacek Wojciechowicz, wiceprezydent miasta
odpowiedzialny za inwestycje i komunikację. "Przyjechałem dziś na Puławską
osobiście. W niektórych miejscach nie są wykonywane żadne prace. Wezwę do
siebie na rozmowę prezesa firmy, która wykonuje tę inwestycję, Dariusza
Słotwińskiego ze Strabagu".
Ludzi nikt nie uprzedził o zmianach. Byli nimi zupełnie zaskoczeni. Co gorsza,
wskutek wypadku na jednym z mostów zatkały się wszystkie pozostałe, i tak
nieprzejezdne. Na dwóch z nich bowiem wprowadzono jednocześnie jeszcze w
wakacje ograniczenia w ruchu aut prywatnych. Zaś przecinające całe śródmieście
stolicy Aleje Jerozolimskie są zwężone, bo trwa tu wymiana torów. Ratusz nic
sobie jednak z tego nie robi.
Dziennikarz Jarosław Kret, często podróżujący po świecie, w żadnym innym
cywilizowanym mieście nie widział takiego chaosu. Opowiada nam o swoich
obserwacjach z Nowego Jorku. Tam, kiedy okazało się, że Broadway, ulica
biegnąca wzdłuż Manhattanu, jest w opłakanym stanie, władze zrobiły solidny
bilans zysków i strat.Okazało się, że warto zatrudnić tysiące ludzi, aby
jednej nocy wyfrezować ją na całej długości i położyć nowy asfalt. Dzięki temu
nie doszło do paraliżu miasta.
Tę samą metodę, choć na mniejszą skalę, zastosowali w Katowicach właściciele
hotelu Monopol kilka lat temu. "W ciągu jednej soboty przeciągnięty został
nowy kabel energetyczny przez całe centrum miasta. Robotników było tylu, że
każdy odpowiadał za zaledwie metrowy odcinek wykopu" - przypomina Katarzyna
Skowron, mieszkanka ul. Dyrekcyjnej.
W Warszawie nikt nie szukał nawet takiego rozwiązania. Zdaniem dr. Marka
Migalskiego, politologa z Uniwersytetu Śląskiego, to kompletny brak troski o
mieszkańców, ale też wyborców. "Gdyby miały się odbyć wybory samorządowe, to
takie działanie partii rządzącej miastem, w tym przypadku Platformy
Obywatelskiej, byłyby dla niej politycznym samobójstwem" - komentuje dr Migalski.