Dodaj do ulubionych

"Cnota" humoru w służbie wiary

27.07.09, 21:41
www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/rozwaz_wiara_05.html
óg jest nieskończonym miłosierdziem. Dawidowi przebaczył jego cudzołóstwo i
morderstwo, przebaczył celnikowi, który był zdrajcą i chciwcem, przebaczył
bandycie na krzyżu. Jest jednak coś takiego, co uniemożliwia Panu Bogu
rozlanie swojego miłosierdzia i czego Pan Bóg nie może w tobie znieść - to
twoja niczym nie zachwiana absolutna powaga, to, że czujesz się kimś ważnym.
Wtedy Pan Bóg jakby rozkłada ręce. Twoje poczucie ważności jest dla Niego
czymś śmiesznym, absurdalnym. "Śmieje się Ten, który mieszka w niebie" (Ps 2,
4). Gdy popatrzysz na siebie w świetle wiary, zobaczysz, że wszystkie twoje
roszczenia do absolutnej powagi i uznania są naprawdę śmieszne.

Poczuciu własnej ważności przeciwstawia się w dużej mierze "cnota" humoru.
Okazuje się ona bardzo potrzebna do tego, by wzrastała w nas wiara jako
widzenie świata we właściwym świetle i we właściwych proporcjach. Humor to
widzenie świata na osi absurdu i niedorzeczności. Mamy patrona humoru - św.
Tomasza More. Na ten temat mamy też pokaźną literaturę takich autorów, jak:
G.K. Chesterton, C.S. Lewis, B. Marshal, F. Sheed i inni. Piszą oni o
religijnej wartości komizmu, o humorze jako zabiegu religijnym na usługach
wiary, o "teologii" humoru.
Obserwuj wątek
    • kaczy.i.indyczy Humor jako "egzorcyzm" 27.07.09, 21:44
      www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/rozwaz_wiara_05.html
      Humor jako "egzorcyzm"



      "Cnota" humoru, ustawienie czy też zobaczenie świata w kategoriach absurdu
      stanowi zabieg religijny, który może mieć wartość egzorcyzmu. Gdy walczysz z
      falą pokus, falą natrętnych myśli, które potrafią cię umęczyć, nie wstępuj w
      szranki w walce z szatanem, bo on jest silniejszy od ciebie, ale staraj się z
      niego zakpić, zlekceważyć go. Użyj tego "egzorcyzmu", jakim jest religijne
      poczucie humoru. Kpiąc sobie z szatana odrzucasz jego atak w sposób najbardziej
      skuteczny. Szatan wyśmiany jest najmocniej uderzony, ponieważ on, tak
      śmiertelnie poważny, bardzo boi się kpiny, dlatego zmuszony jest od ciebie odstąpić.

      Chrześcijańskie poczucie humoru pomoże ci też w zapasach z drugim przeciwnikiem,
      jakim jest twoje własne "ja". To też bożek śmiertelnie poważny, nietykalny i
      absolutny. Nie można go tknąć ani z niego zakpić, nie można urazić ni
      skrytykować. Humor w walce z nim staje się religijnym zabiegiem i aktem wiary,
      kiedy patrząc na siebie próbujesz zobaczyć to własne "ja" we właściwym świetle:
      Przecież tak naprawdę to jestem takim małym "nic". Dlaczego więc robię z siebie
      centrum świata, dlaczego moje sprawy uważam za najważniejsze, dlaczego aż tak
      bardzo przeżywam swoje porażki i trudności - i jestem taki śmiertelnie poważny.
      Przecież wystarczyłoby spojrzeć na to wszystko z odrobiną pobłażania, żeby
      zobaczyć, że to, czym tak się martwię, czego się lękam, o co się troszczę, jest
      wręcz śmieszne wobec tej jedynej ważnej rzeczywistości, jaką jest Bóg.

      Chrześcijański humor jest zabiegiem strącania bożka twojego "ja" z tronu. Gdy
      dostrzeżesz komizm sytuacji, w których twoje "ja" zasiada na tronie, to
      przynajmniej na pewien czas sytuacje te zostaną ośmieszone i ukażą się jako
      niegroźne dla ciebie. Zdemaskowana zostanie twoja próżność i pycha, ośmieszone i
      zdemaskowane to, co pretendowało do wielkości czy do rodzącego w tobie lęk
      zagrożenia. Stąd religijny zabieg humoru ma doniosłą rolę również w zachowaniu
      psychicznej równowagi człowieka.
    • kaczy.i.indyczy Proch i pył 27.07.09, 21:45
      www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/rozwaz_wiara_05.html

      Proch i pył

      Humor to "zabieg religijny", dzięki któremu potrafisz sobie powiedzieć: Patrz,
      jaki jesteś niedorzeczny, troszczysz się o byle głupstwo, masz tyle zmartwień,
      niszczysz swoje zdrowie, a przecież to wszystko jest jak proch, jak śmiecie i
      ostatecznie może okazać się bez wartości. Spróbuj popatrzeć na swoje życie w
      świetle wiary, spróbuj zażartować z siebie. To może być trudne, bo "cnota"
      humoru wymaga niekiedy heroizmu, ale ona ułatwi ci ustawienie we właściwych
      proporcjach tych dwu rzeczywistości: Boga i ciebie, a tym samym oczyści z
      egoizmu i wzmocni twoją wiarę. Pokaże ci z wielką ostrością, że w twoim życiu
      tak naprawdę ważny jest tylko Bóg. Dlatego nie rób z siebie centrum świata.
      Zobacz siebie takim małym ziarenkiem piasku - jak mówiła o sobie św. Teresa -
      takim małym "nic", o które naprawdę nie warto się tak zbytnio troszczyć, martwić
      i niepokoić. "Módl się Siostro - prosiła Święta - aby ziarnko piasku stało się
      atomem, wrażliwym jedynie na spojrzenie Jezusa!" (L. Ag. 8 I 1889).

      Chrześcijańskie poczucie humoru uczyni cię wolnym od samego siebie. Pozwoli na
      przewartościowanie w świetle wiary wszystkich wartości i poznanie, że wszystko,
      co dzieje się dookoła ciebie, jest naprawdę śmiesznie mało ważne - wszystko z
      wyjątkiem Boga. Pozwoli ci na zdemaskowanie wartości pozornych. Twoja praca,
      plany i trudności, polityka i to, co dzieje się w twoim środowisku, wszystko to
      jest ostatecznie w zestawieniu z tą wartością, jaką jest Bóg, prochem i pyłem. W
      tym duchu liturgią Środy Popielcowej rozpoczynamy każdy Wielki Post, kiedy
      kapłan posypuje ci głowę popiołem i mówi, że prochem jesteś i w proch się
      obrócisz - prochem, a więc czymś śmiesznie mało ważnym. Prochem jesteś ty, ale i
      to wszystko, do czego jesteś przywiązany, na czym ci bardzo zależy, a także to,
      czego się boisz. Dzięki "cnocie" humoru otworzysz się bardziej na Boga, będzie w
      tobie więcej miejsca dla Niego, bo potrafisz wszystko inne zobaczyć we
      właściwych proporcjach - jako proch i pył, potrafisz ustawić to na osi absurdu.

      W tych kategoriach możemy zobaczyć na przykład nawrócenie św. Franciszka z
      Asyżu. - Kiedy rzucił on wszystko pod stopy ojca, aby pójść za głosem Boga,
      wtedy nagle stał się wolny, a cały świat jakby odwrócił się do góry nogami. "Kto
      ujrzał cały świat wiszący na włosku Miłosierdzia Boskiego, ten właśnie dojrzał
      prawdę [�]. Kto miał widzenie swego rodzinnego miasta odwróconego górą na dół,
      ten widział je we właściwy sposób [�]. Człowiek, który widział hierarchię
      odwróconą do góry nogami, będzie zawsze miał lekki uśmiech wobec jej prerogatyw"
      (G. K. Chesterton, Święty Franciszek z Asyżu, 76-77). Światem Franciszka z
      Asyżu, jego krajem i ojczyzną był Asyż, feudalne miasteczko, otoczone fosą,
      murami i narożnymi wieżyczkami. "wczesne społeczeństwo Asyżu było taką poważną
      piramidą kilku podporządkowanych sobie grup społecznych. Poważni ojcowie miasta,
      poważna szlachta, mieszczaństwo, chłopi. I nagle ten świat odwrócił się do góry
      nogami i w oczach Franciszka stał się czymś śmiesznie mało znaczącym. Wystarczył
      jeden gest, aby ten ważny Asyż, świat poważnych ojców miasta, panów, szlachty,
      załamał się i runął. To wszystko widziane przez Franciszka na osi absurdu stało
      się jak proch i pył. W obliczu Boga siły ludzkie ukazały się jako śmiesznie małe
      i nieważne. Franciszek zrozumiał, że jest tylko jedna jedyna rzeczywistość
      ważna, poważna, dla której warto żyć - Bóg i Jego wola. To z woli Bożej nigdy
      nie można się śmiać, to ją trzeba ukochać. Trzeba ufnie, jak dziecko, trzymać
      się tego, co jest jedynie ważne.

      U podstaw większości grzechów leży taka niczym nie zachwiana ważność i absolutna
      powaga. Grzeszysz, ponieważ jesteś taki ważny. Odrzucenie tej ważności w ramach
      chrześcijańskiego humoru, pisze Walter Kasper, uzdalnia nas do "pogodnego i
      prawdziwie ludzkiego istnienia" (Rzeczywistość wiary, 108). Humor wykazuje
      śmieszność naszych pretensji do znaczenia. Jego zaś brak i towarzyszące temu
      często rozdrażnienie to jeden z bardzo poważnych zarzutów wysuwanych pod adresem
      współczesnych chrześcijan.

      Ludźmi śmiertelnie ważnymi byli faryzeusze. Byli oni tak pewni swojej powagi i
      znaczenia, a tym samym tak przywiązani do własnej wizji świata i Boga, że na
      zarzuty reagowali agresją. Faryzeizm jest odwrotnością prostoty, którą cechuje
      płynąca z życia w prawdzie i widzenia w prawdzie samego siebie wolność. Jest
      jednocześnie zaprzeczeniem postawy ewangelicznego dziecka, uznającego własną
      słabość i dzięki temu wolnego od poczucia ważności. Trzeba pamiętać, że grzech
      przeciwko Duchowi Świętemu polega między innymi na tym, że człowiek nie chce
      uznać prawdy o sobie, nie chce uznać własnej słabości.

      Nadprzyrodzony humor, pozwalający nam zobaczyć rzeczywistość ludzką i Bożą we
      właściwych proporcjach, umożliwia uzyskanie większego dystansu, oderwania i
      większej wolności. Dystans do zdarzeń i do siebie samego, osiągany dzięki
      zmysłowi humoru, pozwala bardziej żyć Ewangelią, pozwala na takie przestawienie
      wartości, że własne życie i własne sprawy przestają być czymś najważniejszym.
      Pozwala ci unikać zabiegania, zbytnich trosk, pochłonięcia przez pracę, aby
      dosłyszeć Chrystusowe wezwanie, że tylko jednego potrzeba (por. Łk 10, 42).
      Dzięki "cnocie" humoru niepowodzenia i przegrane nie urastają do rangi klęsk
      życiowych, a wsparta humorem wiara może wprowadzić cię nawet na szczyty
      oderwania i ewangelicznej wolności, wyrażone w Pawłowej zasadzie używania świata
      tak, jakby się go nie używało: "Trzeba więc, aby ci, którzy mają żony, tak żyli,
      jakby byli nieżonaci, a ci, którzy płaczą, tak jakby nie płakali, ci zaś, co się
      radują, tak jakby się nie radowali; ci, którzy nabywają, jak gdyby nie
      posiadali; ci, którzy używają tego świata, tak jakby z niego nie korzystali" (1
      Kor 7, 29-31). Św. Jan od Krzyża zachęca cię: "Staraj się, by wszystkie rzeczy
      były niczym dla ciebie i ty niczym dla nich" (Rady i wskazówki, II, 14).

      Święta Teresa od Dzieciątka Jezus mówiła o sobie, że jest ziarnkiem piasku,
      takim małym "nic". Tak wyrażała się jej postawa dziecka, postawa, w której nie
      było nic z tej śmiertelnej powagi, leżącej u podstaw wielu naszych grzechów.
      Przecież większość grzechów w stosunku do bliźnich stąd właśnie wynika, że z
      byle powodu czujemy się obrażeni i urażeni, że na punkcie własnej osoby jesteśmy
      tak wrażliwi, tak często nadwrażliwi i drażliwi. Wszystkim wrażliwcom,
      nadwrażliwcom i drażliwcom konieczny jest zmysł humoru, który uwalnia, przynosi
      wolność od samego siebie. Dla człowieka przewrażliwionego na swoim punkcie nawet
      najdrobniejszy szczegół urasta do ogromnych rozmiarów. Gdybyśmy umieli reagować
      na te przeróżne konflikty, spory i nieporozumienia z humorem, gdybyśmy
      pozwolili, żeby się z nas trochę pośmiano, jak bardzo wzrosłaby wtedy nasza
      pokora, wiara i miłość. W świetle wiary ważna jest przecież tylko jedna
      rzeczywistość, z której nie wolno się śmiać - Bóg.

      Próbuj patrzeć na siebie i na to, co dzieje się wokół ciebie, mniej poważnie, a
      bardziej w świetle wiary. Zobaczysz wtedy, jak często to, co tak przeżywasz,
      godne jest uśmiechu i pobłażania. Próbuj uśmiechać się do siebie i z siebie.
      Próbuj naśladować Boga, który musi mieć przecież niezwykłe poczucie humoru -
      wystarczy pomyśleć, że to ciebie wybrał jako swojego współpracownika w tym
      wielkim dziele, jakiego dokonuje. Czy nie jest to wyrazem Jego niezwykłego
      poczucia humoru?

    • kaczy.i.indyczy Patron humoru 27.07.09, 21:46
      www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/rozwaz_wiara_05.html

      Patron humoru

      U świętych "cnota" humoru osiągała taki stopień heroizmu, że jaśniała nawet w
      obliczu wielkiego cierpienia czy śmierci. Tomasz More, człowiek święty, ale
      przecież tylko człowiek, przeżywający tak jak i my zwykłe, rodzące się w sferze
      psychofizycznej lęki, od których nikt nie jest wolny, od których nie był wolny
      nawet sam nasz Zbawiciel, na pewno bał się ćwiartowania i tych tortur, które mu
      zapowiadano. Później zmieniono tortury na ścięcie. Przed wejściem na szafot
      podszedł do niego syn, który płakał i prosił o błogosławieństwo. Atmosfera była
      bardzo poważna, trudna do zniesienia. Potrzebny był religijny zabieg humoru.
      Tomasz More powiedział wtedy do oficera kierującego egzekucją, który też był
      śmiertelnie poważny: "Proszę cię, panie Poruczniku, pomóż mi wejść na górę, z
      powrotem poradzę sobie sam". Taki pełen humoru uśmiech w obliczu własnej śmierci.

      Król Henryk VIII zabronił mu mówić - wiadomo, co może zrobić z ludźmi taki
      człowiek, którego poczucie humoru nie opuszcza nawet w obliczu śmierci, jaka to
      potęga; przecież człowieka o autentycznym poczuciu religijnego humoru nawet
      szatan się boi, a co dopiero Henryk VIII. Nie było więc żadnej mowy, skazany
      uklęknął, a zmówiwszy modlitwę zwrócił się do kata i z pogodnym obliczem rzekł
      mu: "Nabierz ducha, człowieku i nie lękaj się spełnić swej powinności. Moja
      szyja jest bardzo krótka, bacz zatem, byś krzywo uderzając nie stracił dobrej
      sławy" (W. Roper, Żywot Tomasza More, 65). - To były ostatnie słowa Tomasza
      More. Potrafił zażartować z samego siebie, ustawić siebie i swoje sprawy, nawet
      własną śmierć na osi absurdu. Bo przecież w obliczu Boga, jedynej
      rzeczywistości, dla której warto żyć, również nasza śmierć nie jest ważna.
      Trzeba było mieć naprawdę duszę dziecka i trzymać się mocno ręki Ojca, żeby
      żartować nawet w obliczu własnej śmierci. Zrobił to ktoś, kto wcześniej często
      modlił się o chrześcijański zmysł humoru:

      Zechciej mi dać duszę,
      której obca jest nuda,
      która nie zna szemrania, wzdychań i użaleń,
      i nie pozwól, ażebym kłopotał się zbyt wiele
      wokół tego panoszącego się czegoś,
      które nazywa się "ja".
      Panie, obdarz mnie zmysłem humoru.
      Daj mi łaskę rozumienia się na żartach,
      ażebym zaznał w życiu trochę szczęścia,
      a i innych mógł nim obdarzać.
      Amen.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka