Gość: M. IP: *.dynamic.chello.pl 11.09.11, 20:54 Tylko taki "gadżecik" Bloomberga, jak to nazwaliście, pozwala użytkownikom zarabiać więcej niż te 1500 dolarów rocznie. -- Zobacz gdzieinwestowac.jogger.pl Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: screen Re: Pecunia non olet, czyli na czym naprawdę zara IP: *.146.200.81.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 11.09.11, 21:10 Bzdurny ten artykuł. To tak jakby Pan(i) redaktor płacił(a) za telefon 300 zł miesięcznie. A on(a) po prostu płaci abonament za dostęp do usług telekomunikacyjnych. Google - agencja reklamowa. Dalej slajdów nie klikam, bo osoba która to napisała, nie przemyślała przykładów. Odpowiedz Link Zgłoś
gw-no Re: Pier.d...olę, nie klikam! 12.09.11, 10:33 Agencja (nie)prasowa Jedna z najstarszych i największych agencji. Od ponad 160 lat dostarcza najświeższych informacji.Ma dziennikarzy w każdym zakątku globu. Nawet dane o polskim PKB potrafi zdobyć szybciej niż polski premier. To właśnie Reuters. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że taki obraz Thomson Reuters to kompletna fikcja. Przekazywanie informacji o świecie to zaledwie ułamek aktywności firmy. Głównym działaniem Reutersa jest dostarczanie informacji finansowych dla przedsiębiorców i sektora bankowego, analizy rynków, usługi prawnicze i księgowe. W pierwszym kwartale 2009 'agencja prasowa' dała Reutersowi dochód rzędu 82 mln dol. Pozostałe usługi przyniosły w tym czasie 3,2 mld dol. Gadżecik za 1500 dol. Dla wielu osób Bloomberg kojarzy się z bardziej wyspecjalizowaną agencją prasową. To amerykańskie przedsiębiorstwo ma własną telewizję, radio, wydawnictwo i , rzecz jasna, serwisy internetowe, a wszystkie przekazują dane niezbędne dla każdego finansisty. W rzeczywistości firma zarabia nie tyle na dostarczaniu wiadomości, co na sposobie w jaki to robi. Aby otrzymywać świeżutkie informacje trzeba zaopatrzyć się w Bloomberg Terminal - urządzenie wyglądem przypominające zwykły komputer, a które pozwala na odbiór danych w czasie rzeczywistym. Miesięczny koszt - ponad 1500 dol. Największa agencja reklamowa Konia z rzędem temu, kto nigdy w życiu nie skorzystał z Googla. W ciągu paru lat firma stała się monopolistą wśród wyszukiwarek. Google zna odpowiedź na każde pytanie. Jeśli coś jest dopiero na trzeciej stronie Googla, to jakby go wcale nie było. Jeśli czegoś nie ma w Google, to w ogóle nie istnieje. Ale w rzeczywistości Google jest wielką agencją reklamową. 97 proc. dochodów firmy pochodzi z reklam. Siła marki Economist - to logo zna każdy, kto interesuje się światową polityką i gospodarką. Wysoki poziom dziennikarstwa, starannie dobrane wiadomości - to wszystko przyciąga czytelników od ponad 170 lat. W zeszłym roku było ich mniej niż 1,5 mln tygodniowo. Jeśli się weźmie pod uwagę, że tygodnik ma zasięg ogólnoświatowy, ta liczba nie oszałamia. Na czym zarabia wydawca? Na marce 'The Economist', a dokładniej na analizach makroekonomicznych i politycznych, doradztwie dla biznesu w zakresie inwestycji. Te usługi dostarczają grupie ponad 2/3 dochodów Kawa z dodatkami Kawy Tchibo są na półkach chyba każdego sklepu w całym kraju. W większych miastach, oprócz kawy, można znaleźć sklepy z logo firmy. A w środku? Kawa i .. piżamy, garnki, , ściereczki, minutniki, kubki, kije do north walkingu, meble ogrodowe, radia, sekatory. Krótko mówiąc, szwarc, mydło i powidło. W tym roku Tchibo ogłosiło, że sprzedaż kawy przyniosła połowę dochodów. Druga połowa jest ze sprzedaży produktów nieżywnościowych. Do kina na popcorn Po co są kina? Zdaniem widzów to miejsca, do których ludzie przychodzą, żeby obejrzeć film. Zdaniem właścicieli kin, to miejsca, gdzie ludzie przychodzą, żeby kupić popcorn. W Stanach Zjednoczonych 85 proc. zysków kin pochodzi ze sprzedaży kukurydzy, coli i innych słodyczy. Richard McKenzie, profesor na uniwersytecie California-Irvine, który analizował ceny popcornu i ceny biletu do kina, przyznał, że wielu właścicieli kin zwierzało mu się, że ich zdaniem pracują w sektorze spożywczym , a nie filmowym. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zz Re: Pier.d...olę, nie klikam! IP: 87.206.38.* 12.09.11, 14:08 sie napisali ... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Narko Pecunia non olet, czyli na czym naprawdę zarabi... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.11, 21:32 kolega ma plantację i tam się zarabia ! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: raj Artykuł jest wypaczony... IP: *.ghnet.pl 11.09.11, 21:41 ...bo sugeruje (ba, nawet stwierdza wprost), że ta działalność wymienionych firm, a której je najbardziej znamy, jest działalnoscią "uboczną", a "rzeczywista" działalność, na której firma zarabia pieniądze, polega na czym innym. Tymczasem prawda wygląda tak, że gdyby nie ta "uboczna" działalnośc, to nie byłoby klientów na tę działalność, na której firma zarabia "prawdziwe pieniądze". Autorka twierdzi, ze Google jest "w istocie" "wielką agencją reklamową". Dlaczego jednak ludzie chca się reklamowac w Google? Czy ktokolwiek chciałby się tam reklamować, gdyby nie ta "uboczna" działalność, która stanowi o reklamowej sile Google, czyli najbardziej znana wyszukiwarka - ba, najbardziej znana strona internetowa w ogóle - na świecie? Podobnie jest z Bloombergiem. Nikt nie płaciłby 1500 dol. miesięcznie za terminal Bloomberga, gdyby informacje, które otrzymuje za posrednictwem tego terminala, nie były tego warte i nie pozwoliły mu zarobić dużo więcej niż 1500 dol. Tak więc ludzie płacą w istocie za informacje, które otrzymują poprzez ten terminal, a nie za terminal. Ta sama sytuacja z kinami. Kina zarabiają głównie na sprzedaży popcornu, zgoda. Ale pies z kulawą nogą nie przyszedłby do tego kina na sam popcorn. Ludzie przychodzą na filmy, a przy okazji kupują popcorn - a to, że kino ma z tego wiekszy zarobek niż z biletów, to już sprawa co najmniej dziwnej ekonomii tej branży... Tak więc strasznie bzdurny ten artykuł. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: z4dor Re: Artykuł jest wypaczony... IP: *.arkadia.opole.pl 11.09.11, 22:16 Autorka nic nie sugeruje, autorka jedynie stwierdza pewne fakty, o których nie każdy ma pojęcie. Myśl, pierwszym skojarzeniem jakie przychodzi Ci do głowy gdy usłyszysz "Google" jest właśnie wyszukiwarka, tymczasem zarabiają na czym innym. Autorka nie podejmuje się tu żadnej oceny, nie wartościuje, nie mówi czy to dobrze czy źle, po prostu sprawnie prezentuje ciekawostkę. Nie rozumiem, gdzie tu jest jakiekolwiek wypaczenie czy choćby sugestia, że jest to działalność uboczna. Fakt, jest trochę bzdurny, a jednak dowiedziałem się jednej ciekawej rzeczy - sam chodzę dość często do kina i nigdy, od jakiś 5 lat nie kupiłem tam ani popcornu ani żadnego napoju, bo ceny są naprawdę niesamowicie wygórowane, a tutaj dowiaduje się, że ludzie są w stanie zapłacić więcej za art. spożywcze niż za bilet, który też tani nie jest, bo za te 20 zł można by sobie zrobić porządny obiad. Podsumowując: a) krytyka tylko po to żeby skrytykować jest ble. b) chodząc po internecie nie spodziewaj się w każdym serwisie górnolotnych i przenikliwych artykułów. To medium jest wręcz stworzone do pisania pierdół i aktualizowania ich co 5 sekund i choćby dlatego, że prasa tego nie umożliwia, warto w to inwestować - patrz Twitter i jego sukces. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sig Re: Artykuł jest wypaczony... IP: 62.189.51.* 12.09.11, 10:18 z4dor, weź pod uwagę że dane dotyczące zakupów artykułów spożywczych w kinach dotyczą rynku amerykańskiego. To zupełnie inny świat. U nas wpływy kin to przede wszystkim bilety i reklamy, popcorn i spółka są daleko, daleko w tyle. Pewnie dlatego Amerykanie wyglądają tak jak wyglądają... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maxx Re: Artykuł jest wypaczony... IP: 173.233.213.* 12.09.11, 16:42 "Pewnie dlatego Amerykanie wyglądają tak jak wyglądają..." Tyle, ze spora czesc Amerykanow nie chodzi do kina. Wydaje sie, ze "kino" jest wciaz bardziej popularna rozrywka w Polsce! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ax Pecunia non olet, czyli na czym naprawdę zarabi... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.11, 22:12 A Agora zarabia, dzieląc każdy artykuł w portalu GW na kilkanaście kawałków, i myśląc, że ciemny lud będzie klikał. Odpowiedz Link Zgłoś
franz.joseph Re: Pecunia non olet, czyli na czym naprawdę zara 12.09.11, 02:17 Albo że ten, co klika, nie ma adblocka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Krociech Jeśli coś jest dopiero na trzeciej stronie Googla, IP: *.abaks.pl 11.09.11, 22:37 Jeśli coś jest dopiero na trzeciej stronie Googla, to jakby go wcale nie było. Tłumaczowi radzę poczytać trochę książek w celu nabycia obycia z leksyką i składnią języka polskiego. TEN TEKST TO PO PROSTU DNO. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pint Pecunia non olet, czyli na czym naprawdę zarabi... IP: *.lightspeed.cicril.sbcglobal.net 12.09.11, 06:43 Mam adblock, reklam nie oglądam, co najwyżej te śmieszne i dobre w TV, ale w żadne sposób nie przekłada się to na to co kupuję - kieruję się wyłącznie ceną i jakością. To znaczy, pewne rzeczy jak cukier, benzyna, mąka itd kupuję jak najtaniej , pewne według upodobań, liczy się jakość (a nie marka), za chleb dam więcej (mieszkam w USA) byle smakował dobrze i nie był jak wata, czyli kupuję rye (żytni) albo dobry włoski lub z polskiego sklepu. Elektronika, sugeruje się wyłącznie recenzjami i parametrami, przez pre lat mogę mies aparat Nikona, potem canona, potem sony - kupuje wyłącznie po sprawdzeniu (czasami kupuję testowo, jak mi nie pasuję to oddaję). Reklamy wmawiające, że coś mi zapewni status, młodość, popularność mogę poogląda jako śmieszne filmiki, jednak niej wpływają one na moje decyzję w najmniejszym stopniu. Wiem, że jestem mniejszością, w kinach z zasady nie jem popcornu ani batoników (popcorn w czasie jedzenia szeleści w głowie i powoduję, ze nie słyszę pewnych tekstów) pić nie będę bo nie chcę wychodzić do toalety w czasie filmu. Może jestem dziwak, i sknera, ale nie zapłacę za napój w kinie 4 razy więcej niż w sklepie, wyjdę z kina to sobei kupie w sklepie - nie jestem dzieckiem które wszystko musi mieć teraz. Reklamy piwa na mnie nie działają, przynajmniej nie w USA, gdyż reklamują Bud lite miler lite i inne świństwa których nie pijam. Z pewnością te reklamy działają bo wielu ludzi to kupuje, ale nie na mnie. Nie kupuję rzeczy które mi są niepotrzebne. jak się da to wydaję jak najmniej, jak się nie da, to zapłacę i dużo, nawet i 400 dolarów za buty o ile są dobrze zrobione i wygodne. Cóż, chyba jestem dziwadłem, bo nie interesują mnie metki. Nie noszą ubrań z nazwami firm (niby czemu miałbym je reklamować, przecież nie płacą m za to jak sportowcom) co nie znaczy, że kupuję byle co. Nienawidzę świata reklam, choć czasami mnie bawią. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Re: Pecunia non olet, czyli na czym naprawdę zara IP: *.wp-sa.pl 12.09.11, 12:30 Jakbym siebie czytał :P pozdrawiam, Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: maxx Re: Pecunia non olet, czyli na czym naprawdę ... IP: 173.233.213.* 12.09.11, 16:48 "To znaczy, pewne rzeczy jak cukier, benzyna, mąka itd kupuję jak najtaniej" Z wlasnego (dlugoletniego) doswiadczenia wiem, ze jakos maki w USA zazwyczaj idzie w parze z cena... po prostu, ta najtansza jest bardzo kiepskiej jakosci ! P.S. Jezeli chodzi o cukier i benzyne to, faktycznie, jakosc nie wiaze sie wprost z cena. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: alpepe Re: Pecunia non olet, czyli na czym naprawdę zara IP: *.pools.arcor-ip.net 12.09.11, 07:36 powiedziałabym,że google to medium, w którym można się reklamować, a nie agencja reklamowa. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: maxx Re: Pecunia non olet, czyli na czym naprawdę ... IP: 173.233.213.* 12.09.11, 16:52 "powiedziałabym,że Google to medium, w którym można się reklamować, a nie agencja reklamowa" Bardzo celna uwaga! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Adas Google to kiepski przykład IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.11, 08:58 bo przecież wyszukiwanie jest darmowe, więc jest oczywiste że zarabiają na reklamach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: asdfwe dlatego chipsy orzeszki kupuje w sklepie obok kina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.11, 09:06 a idę na film z ktorego kino ma 15% Odpowiedz Link Zgłoś
mentatd_at_gmail Bardzo fajny artykuł 12.09.11, 10:14 I niech autorka nie ma pretensji do tych wszystkich debilnych komentarzy powyżej. Po prostu takie mamy społeczeństwo. Kto by przypuszczał, że Tchibo tylko połowę zysku ma ze sprzedaży kawy, albo ze Reuters ma tylko kilka procent ze sprzedaży dzienników... Ciekawe ilu z tych malkontentów o tym wiedziało? Pewnie 0,5% - a o wszystkich przykładach pewnie 0,0%. Pozdrawiam autora i proszę się nie zrażać - "debile żyją wśród nas". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aaa Re: Bardzo fajny artykuł IP: *.home.aster.pl 12.09.11, 10:43 Przychodu, nie zysku. Marże mogą wyglądać zupełnie inaczej na różnych kategoriach produktów i w efekcie struktura zysków może być zupełnie inna od struktury przychodów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: maxx Re: Bardzo fajny artykuł IP: 173.233.213.* 12.09.11, 16:57 "Kto by przypuszczał, że Tchibo tylko połowę zysku ma ze sprzedaży kawy" Ja, np. wiedzialem, ze "Tschibo" (firma, ktorej wlascicielem jest jedna bogata, niemiecka rodzina) zacelo otwierac swoje sklepki w Wlk. Brytanii ale... nie bardzo im to wyszlo i zaczeli "zwijac" interes. Moze do tej pory juz "zwineli" calkowicie. Przynam, ze nie wiem albowiem Wlk. Brytanii ostatnio nie odwiedzalem.. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: etam konia z rzędem IP: *.dynamic.chello.pl 12.09.11, 10:47 Autorowi tekstu proponuję sprawdzać sens stosowanych wyrażeń, bo z ich rozumieniem nie jest najlepiej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aab Pecunia non olet, czyli na czym naprawdę zarabi... IP: *.cdma.centertel.pl 12.09.11, 11:38 podobnie gazeta wyborcza... ktos by pomyślał prasa, a tu zaskoczenie reklamy i klikanie a czasami produkcja noży i encykopedii Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rs Wielkie hallo ?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.11, 13:57 PKP wcale nie zarabia na wożeniu pasażerów, tylko na czym innym. Tylko nikt nie wie na czym. I jak żyją. Odpowiedz Link Zgłoś
swiety_76 Pecunia non olet, czyli na czym naprawdę zarabi... 12.09.11, 17:34 Z tym 85% zysków w kinie z popcornu to chyba przesada OK 40% z ceny biletu zostaje w kinie czyli żeby osiągnąć wynik 85% zysku z żarcia vs 15% z biletów to trzeba by sprzedać coli i popcornu za co najmniej ~ 3x wartość biletu do kina. Czyli przy cenie biletu 20 zł trzeba by sprzedać żarcia za 60 zł dla przeciętnego widza a to nawet trudno dla największych spaślaków. Odpowiedz Link Zgłoś
sselrats Pecunia non olet, czyli jak sobie maly Kazio 13.09.11, 01:18 w Polsce wyobraza... A potem przeczyta w zagranicznej gazecie i sie dziwi. Odpowiedz Link Zgłoś