Gość: eMisiek
IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl
20.07.02, 18:57
Milczenie Kołodki
Rozmowa z ANDRZEJEM SADOWSKIM, wiceprezydentem Centrum im. Adama Smitha
------------------------------------------------------------------------------
--
- Wicepremier Kołodko milczy jak zaklęty. Według Rosatiego, to milczenie
przynosi straty państwu, według Kwaśniewskiego, nie ma specjalnego znaczenia.
- Milczenie ministra finansów jest rzeczą naturalną. Najpierw musi zapoznać
się ze stanem finansów publicznych, który jest zły.
- Czy jako profesor i szef centrum badawczego "TIGER" nie orientował się w
sytuacji państwa?
- Co innego lekką ręką udzielać rad jako profesor, a co innego odpowiadać
jako minister przed społeczeństwem. Lepiej, żeby nowy wicepremier nie mówił
nic, niż miałby powiedzieć coś pochopnego. Obecne wahania kursu złotego to
wykorzystywanie sytuacji politycznej dla finansowych spekulacji.
- Decydując się na dymisję, Marek Belka wiedział o negatywnych następstwach
swojej decyzji.
- Ta rezygnacja jest wyłącznie przejawem katastrofy finansów publicznych.
Politycy wszystkich opcji stracili kilkanaście miesięcy nie robiąc nic, żeby
poprawić stan finansów państwa. Budżet na 2003 rok mógł być budżetem odnowy.
Tak jednak nie będzie. Nie tylko nie dokonano naprawy, ale nie powstrzymano
kolosalnego marnotrawienia środków. Ministerstwo Finansów przekazuje ZUS
pieniądze na renty, zasiłki i emerytury. ZUS wypłaca pieniądze, potrącając
podatek, który wraca do Ministerstwa Finansów. To gigantyczna operacja,
której jałowość i kosztowność są porażające. W tak ciężkiej sytuacji funduje
się nam spis powszechny za 500 milionów złotych, gdy przeszło 90 procent
danych było w dyspozycji GUS. Jednocześnie oszczędności z tytułu skrócenia
urlopów macierzyńskich wyniosły około 200 milionów! Żeby powstrzymać
katastrofę, trzeba dokonać zasadniczej zmiany obecnego, nieefektywnego
ustroju społeczno-gospodarczego.
- To pachnie rewolucją.
- To nie rewolucja, to konieczność. Nie można już czekać i nic nie robić. W
obecnym ustroju obywatele nie mają praktycznie żadnego wpływu na istniejące
życie publiczne. Są dodatkiem do systemu całkowicie uzależnionym do woli
urzędników. Do tego dochodzi gwałtowna zmiana naszego rynku. Na przełomie lat
80. i 90. każdy mógł prowadzić własne przedsiębiorstwo i miał szansę odmienić
swój los. To był cud gospodarczy na światową skalę. Cud oparty głównie na
przedsiębiorczości i ciężkiej własnej pracy. Dziś mamy do czynienia nie z
rynkiem, lecz z reglamentacją, czyli koncesjami.
- Paradoksalnie, podwaliny pod boom początku lat 90. kładł komunistyczny
premier Rakowski i jego minister Mieczysław Wilczek. Koncesje i zezwolenia
zawdzięczamy zaś "liberałom": Balcerowiczowi i Bieleckiemu.
- W późnym PRL-u ustawę o przedsiębiorczości, która wyzwoliła energię
Polaków, stworzył minister Wilczek, który sam był przedsiębiorcą. Pierwsza
koncesja (na paliwo) została wprowadzona za rządów Jana Krzysztofa
Bieleckiego. Przejrzystość procedur przy jej przydzielaniu miała barwę
atramentu ministra, który ją podpisywał. Od tego momentu wszystkie rządy
skwapliwie korzystały z reglamentowania działalności gospodarczej, szafując
hasłami jej wspierania.
- Chciałby pan, żeby bogata emerytka bez żadnych zezwoleń mogła sprowadzać z
Zatoki Perskiej tankowce z ropą?
- A dlaczego nie? To taki sam towar jak każdy inny. O tym, czy sprzeda
sprowadzaną ropę, powinien decydować wyłącznie rynek. Wszelkie ograniczenia
wynikają z woli i interesów polityków.
- Czy teraz, gdy premier Miller zapowiada wprowadzenie pakietu aktów prawnych
mających wspierać przedsiębiorczość, należy się bać?
- Jestem pełen obaw. Jeden z naszych ekspertów pomagał przy uruchomieniu w
Warszawie herbaciarni. Trwało to kilka miesięcy. Na dokumentach i
zezwoleniach przystawiono ponad 160 pieczątek!
- Może wzorujemy się na Unii?
- Z krajów Unii przyjmujemy najbardziej dotkliwe dla obywateli i najbardziej
kosztowne rozwiązania. Tymczasem podstawowym źródłem rodzimego kapitału jest
praca. Mimo to nasze koszty pracy są jednymi z najwyższych na świecie. W
połowie lat 90. na każde tysiąc złotych wypłacane do ręki pracownikowi,
przedsiębiorca musiał odprowadzać w formie podatków i składek około 500
złotych. Teraz około 900 złotych. Na efekty nie trzeba było długo czekać. W
1998 r. bezrobocie wynosiło 9 procent, dziś sięga 18 procent.
- Polski przedsiębiorca nie korzysta też z systemu bankowego, gdyż nie
dostanie kredytu. To wina rządów czy banków?
- Kolejne rządy prowadzą nieuczciwą grę z własnymi obywatelami. Mam na myśli
emitowanie wysoko oprocentowanych obligacji skarbowych. Gdy bank ma zarobić
na jednej bezpiecznej transakcji kupując obligacje, to po co ma się męczyć z
obsługą tysięcy drobnych przedsiębiorców.
- Czy zatem program Kołodki sprowadzający się do uzyskania wzrostu na
poziomie 6-7 procent, sprawiedliwym podziale dochodu narodowego i wspieraniu
gospodarki przez państwo - to tylko puste obietnice?
- W momencie, w którym dziś jesteśmy, takie instrumenty, jak podatek
importowy, polityczna dewaluacja złotego, obniżenie stóp procentowych o pół
punktu, czy drobne korekty progów podatkowych, nic nie dadzą. Konieczne są
radykalne zmiany polegające na usunięciu biurokratycznej narośli, która
nagromadziła się przez blisko 10 lat. Rząd Rakowskiego zrobił to jedną
ustawą, rząd Millera też może to zrobić w jeden dzień. To nie wymaga czasu
jedynie odwagi.
- Ale politycy uwielbiają ingerować w gospodarkę, co zapewnia nie tylko
pieniądze, ale kontrolę nad społeczeństwem.
- Nawet niewielkie ingerowanie w rynek może mieć ogromne konsekwencje.
Poprzedni rząd wprowadził dwuprocentową podwyżkę akcyzy na nowe samochody. Po
trzech latach z tego powodu spadek zakupu nowych samochodów przekroczył 30
procent!
- Gdy wszyscy światowi ekonomiści uważali, że dla ożywienia koniunktury
konieczne jest obniżenie podatków, pan Belka zafundował nam podatek od zysku
z oszczędności.
- Podatki nie powinny być szkodliwe i głupie. Na kontach, gdzie ludzie
trzymają kilkaset złotych, koszty ściągania podatku są wyższe niż sam
podatek. Innym patologicznym przykładem jest podatek dochodowy od
przedsiębiorstw. Powoduje, że dla firmy zyskiem jest jej koszt. Uciekając
przed podatkami, kupuje się kolejny zbędny samochód czy komputer. Dlatego
coraz więcej krajów rezygnuje z niego na rzecz podatku obrotowego na niskim
poziomie.
- Nawet jeżeli Kołodko podzielałby pańskie stanowisko, to reszta rządu żyje w
błogiej nieświadomości. Oni nigdy nie zdecydują się na tak radykalne zmiany.
- Gdy okaże się, że nie ma już nic do zabrania, wówczas życie samo wymusi
zmiany. Nasza klasa polityczna przypomina mi Elzę z afrykańskiego buszu,
która straciła kontakt z własnym gatunkiem.
Rozmawiał
KRZYSZTOF RÓŻYCKI