Gość: MACIEJ
IP: *.ny325.east.verizon.net
27.03.03, 05:53
Al Kaida rozsierdziła olbrzyma
Dominacja USA irytuje bardzo wiele państw. Nie podoba się wielu ludziom.
Dotychczas ta irytacja nie miała jednak tak rozległego jak dziś wyrazu
politycznego. USA były jednym z pięciu członków Rady Bezpieczeństwa ONZ
dysponujących prawem weta. Były primus inter pares w NATO, a w powszechnym
oglądzie mniej więcej równorzędnym partnerem Unii Europejskiej, Rosji i Chin
na scenie światowej. Same siebie tak zresztą postrzegały. Pewnie byłoby tak
nadal, gdyby nie wydarzenia z 11 września 2001 r. Po raz pierwszy Ameryka
została tak boleśnie zaatakowana na własnym terytorium. Terroryści z al
Kaidy, będący wręcz modelowymi przedstawicielami świata wrogiego Ameryce,
zamierzali zadać śmiertelny cios jej wartościom. Osiągnęli skutek odwrotny do
zamierzonego - rozsierdzili olbrzyma i zmobilizowali go do wzięcia światowych
spraw w swoje ręce.
NATO podejmujące decyzje w ślimaczym tempie okazało się instrumentem
niepotrzebnym USA, a ONZ wręcz szkodliwym w osiągnięciu celów, które
Amerykanie uznali za życiowo ważne. Już atak na Afganistan był podjęty według
prostego schematu: Stany Zjednoczone i zaproszeni przez nie przyjaciele. W
Iraku ten schemat jest jeszcze wyraźniejszy, ponieważ pozostałe mocarstwa
postanowiły przeszkadzac.
Chory Stary Kontynent
Głęboki konflikt wewnętrzny podzielił także Unię Europejską. Koncepcja
stworzenia wspólnej polityki zagranicznej Europy legła w gruzach. Nie wydaje
się, by istniała realna możliwość jej odbudowy. Po rozszerzeniu unii powinna
się odbyć na nowo dyskusja o roli i miejscu wspólnoty w świecie. Po nim, a
nie przed nim, ponieważ pomysł narzucenia dziesiątce nowych członków reguł
gry kończącego się właśnie świata doprowadzi do rozsadzenia starej struktury.
Osobnym problemem pozostają poważne geriatryczne schorzenia Starego
Kontynentu, który "w uwiędłych laurów liść z uporem stroi głowę", a wkrótce
może się stać ledwie statystą w światowej grze.
Znaleźliśmy się w punkcie zwrotnym historii. Najważniejsze instytucje
współczesnego świata stały się pustymi skorupami, nie przystają do realiów
życia międzynarodowego. Zmieniają się również mechanizmy gospodarcze.
Przeżywamy renesans pojęcia "interes narodowy". Poszczególne gospodarki
poszukują efektywności w epoce globalizacji. Słabnie tempo rozwoju Europy,
kryzys dotyka Azję i Amerykę Południową, a monokultura ropy naftowej i gazu w
Rosji grozi gwałtownym załamaniem w razie - bardzo prawdopodobnego -
gwałtownego spadku cen tych surowców. Znów tylko amerykańska lokomotywa może
zmienić bieg rzeczy w gospodarce.
Bez wątpienia szybkie zwycięstwo koalicji antysaddamowskiej doprowadzi do
rekonstrukcji sceny światowej, na której dominującą rolę będą odgrywać USA.
Porażka (czyli wojna długa i krwawa) nie zmieni obrazu świata, ale odwlecze
powstanie jego nowej architektury i przedłuży okres nazwany kiedyś przez
Zbigniewa Brzezińskiego czasem bezładu. III wojna światowa rozpoczęta przez
terrorystów atakiem na Amerykę weszła właśnie w fazę kulminacyjną.
Jerzy Marek Nowakowski