ivrp
07.12.08, 21:55
W prasie jest sporo analiz poświęconych przyczynom, które
doprowadziły do obecnego kryzysu, nie wychodzą one jednak poza
kilkuletni horyzont czasowy. Wydaje się, że skoro jest to
najpoważniejszy kryzys po II wojnie światowej to jego korzenie tkwią
znacznie głębiej niż się na ogół sądzi. Moim zdanie sięgają one
przełomu lat 60/70 ub.w.. Po wojnie gospodarka na Zachodzie
rozwijała się szybko i towarzyszył temu adekwatny wzrost dochodów
ludności zapewniający popyt podążający za podażą. W latach 70 doszło
do znacznego przyśpieszenia technologicznego (w czym przodowałą
Japonia), który umożliwił olbrzymi wzrost wydajności pracy. Jednak
nie spowodowało to odpowiedniego wzrostu realnych wynagrodzeń. Wręcz
przeciwnie, zarobki tzw. niższej klasy średniej w USA (czyli
pracobiorców)realnie zwiększyły się w niewielkim stopniu przez
ostatnie kilkadziesiąt lat. Co więc stało się z tymi ogromnymi
nadwyżkami wartości dodanej? Powszechnie jest znany fakt, że latach
70/80 zaczęło się pogłębiające rozwarstwienie społeczne wynikające z
faktu zwiększania się zysków z kapitału. Oprócz inwestorów, swoją
premię odbierali menadżerowie, jak wiadomo dochody kadry
zarządzającej w tym okresie wzrosły około 70 razy więcej niż
szeregowych pracowników firm, w liczbach bezwględnych to oznacza
przepaść. Doszło nawet do tego, że olbrzymimi odprawami byli
nagradzani prezesi, którzy swoimi działaniami powodowali straty. W
tym okresie pojawiły się też horendalnie wysokie honoraria dla
gwiazd, już nie tylko filmu, ale też TV, estrady, sportu itd. Tak
wysokie, że jeszcze niedawno wydawały się absurdalne, ale szybko się
przyzwyczailiśmy. Ale to i tak tylko ułamek przejętej wartości
dodanej, większość tego siłą rzeczy przejęły banki, które wręcz
zaczęły puchnąć od pieniędzy. Forsa, która leży w sejfach to, forsa
która nie zarabia. Trzeba ją wepchnąć ludziom (tym samym, którzy na
nią zarobili, ale nie dostali) i na tym zarobić. I tak rozkręcił się
w USA boom kredytowy. Początkowo na kredytach konsumpcyjnych
(pamiętamy te alarmistyczne sygnaływ latach 90, że Amerykanie żyją
na kredyt, a karty kredytowe stały się równie dostępne jak
hamburgery). Per saldo banki na tym zarabiały, więc otworzyły
szeroko następny kanał zysku - kredyty hipoteczne oraz różnego
rodzaju instrumenty finansowe mające na celu rozłożyć ryzyko
związane z tymi kredytami. I tu się przeliczyły, stąd ten bigos.
Pytanie jednak, czy proponowane obecnie rozwiązania będą skuteczne
na dłuższą metę ? W świetle tej analizy dofinansowywanie banków czy
firm to działanie na krótko, a problem wróci ze zdwojoną siłą.
Rozwiązaniem wydaje się odpowiednia polityka fixalna, bo to jej brak
doprowadził do kryzysu.