bursztynowe
03.01.09, 10:30
To nie było zabezpieczanie, tylko spekulacja, czyli coś co w przypadku firmy produkcyjnej czy usługowej jest niedopuszczalne.
Gdyby firmy się zabezpieczały to strata z tytułu pochodnych (forwards, czy opcje) byłaby zrekompensowana na zyskach z zabezpieczanej pozycji (np. przepływów z tytułu eksportu, czy sprzedaży towarów lub usług), a najwyraźniej tak nie jest. Oznacza to, że pochodne (opcje) były wystawiane bez pokrycia w rzeczywistych przepływach.
Najwyraźniej zarządy tych firm chciały podreperować wyniki zyskami z transakcji finansowych. Dziesięć razy wygrali, a raz przegrali. Raz a dobrze i finito. To jest rynek, a nie automat do znoszenia złotych jajek.
Zarządy takich firm powinny odpowiadać co najmniej "za brak należytej staranności" za brak kontroli, a tak naprawdę za działanie na szkodę firmy, ponieważ do spekulacji na walutach nie mają ani wiedzy ani zaplecza technologicznego.
Tłumaczenie teraz, że to "złe banki" namówiły naiwne firmy na "toksyczne opcje" jest mniej więcej takie, jak obwinianie dealera samochodów, że sprzedał nieświadomemu klientowi za szybki samochód. Jak nie umiesz jeździć, to kup sobie powolny i łatwy w obsłudze samochód, a przynajmniej nie wciskaj gazu na maksa. A jeśli już to zrobisz, to nie dziw się że wylądowałeś na drzewie.
Opcje są dla ludzi. Rozsądnych. Chciwość zabija rozsądek.