gdzies tak grubo po polnocy, nagle na mnie wskoczyl maly i pokrecony,
szczerzac zeby w usmiechu i do lba mi wlazl. na okolicznosc pustki w glowie
mojej poobijal sie straszliwie, lecz wytrzymal kilka chwil, a nad ranem kiedy
budzik dzwonil, wzial i poszedl sobie w dal. pa pa

(((
jak ja lubie grafomanstwo, chyba jestem walniety