Dodaj do ulubionych

Za przychodnię - i kiecka w górę...

13.10.09, 03:47
pl.netlog.com/honorata49_pl/blog/blogid=62921
Obserwuj wątek
    • luccio1 Re: Za przychodnię - i kiecka w górę... 13.10.09, 03:50
      www.emetro.pl/emetro/1,88815,7133108,Toaleta_na_dowod_osobisty.html

      Oto Pacjentce/Pacjentowi każe się:
      1) pójść do rejestracji - może to być piętro lub dwa, na dół, potem w górę, po schodach;
      2) tamże pobrać klucz do toalety - oddając w zastaw dowód, albo płacąc 2 zł (albo i więcej - nie wiadomo, jaką kwotą każe "strzelić" chęć mienia kasy szybko i bez kłopotu);
      3) odbyć z powrotem drogę do poczekalni, albo dokądś indziej, ale podobnie lub nawet bardziej skomplikowaną;
      4) otworzyć toaletę, zamknąć za sobą, zrobić, co się zrobić musiało;
      5) drzwi otworzyć od wewnątrz, zamknąć na klucz od zewnątrz; klucz odnieść do rejestracji;
      6) wrócić do poczekalni, ewentualnie z "odzyskanym" dokumentem - i zasiąść swoje miejsce w kolejce (jeśli przypadkowo numer, który się ma na bloczku, nie miał wchodzić do lekarza właśnie wtedy, kiedy z konieczności było się w innym miejscu).

      Przeczytałem - i usiłowałem sobie wyobrazić moją Mamę, gdyby jeszcze była wśród żywych na tym świecie: co zrobiłaby, stanąwszy twarzą w twarz wobec sytuacji jak opisana wyżej.

      Pomyślałem sobie, że owszem, przeszłaby wszystkie korowody z braniem klucza w zamian za dowód bądź w zamian za 2 zł - jeden raz:
      ten pierwszy.

      Za drugim razem już by nie pytała o klucz. Widzę Ją oczyma wyobraźni.
      Oto, czując, że potrzebuje pilnie, opowiada się sąsiadom z kolejki, że musi wyjść na chwilę;
      schodzi prosto do wyjścia, wychodzi na zewnątrz, skręca za budynek, w sam raz pod śmietnik -
      a tam przy śmietniku podnosi spódnicę i halkę, odsłania podwiązki [zawsze, do samego końca, nosiła pas i pończochy - rajstop nie założyła ani razu w życiu!];
      potem zdejmuje "niewymowne", w końcu kuca - i załatwia się na asfalt: siusiu - to siusiu, kupa - to obie rzeczy na raz.
      Potem wraca do poczekalni na swoje miejsce.
      Gdyby potrzeba przyszła już po wizycie u lekarza - zrobiłaby po wyjściu z budynku to samo w tym samym miejscu, i dopiero potem poszła do domu.

      Sądzę, że wpadnie na to niejedna Starsza Pani, którą dotknął tak wspaniały i odkrywczy pomysł.
      Jeśli regulacja się upowszechni, być może wkrótce na zapleczu każdej przychodni będziemy mieli dzień w dzień już o 9-10 rano ogromną kałużę, w jej środku kilka kup, mnóstwo porozrzucanych chusteczek higienicznych...

      A wtedy drzwi toalet w przychodniach szybciuteńko staną znów otworem.
      • pct3 Re: Za przychodnię - i kiecka w górę... 13.10.09, 07:09
        Oto Pacjentce/Pacjentowi każe się

        a czemu tak na kolanach?
        może jednak: pacjentce/pacjentowi ?

        I jeszcze to: można przyjąć, iż sformalizowanie dostępu do toalety
        osiągnęło w tej przychodni rozmiar niejakiej przesady.
        Ale jak to mawiali mądrzy starożytni? Wysłuchajmy też drugiej strony?

        Zaręczam Ci, że w przychodni w której nowoczesna, zgodna ze
        standardami unijnymi także dla pacjentów niepełnosprawnych, świeżo
        wyremontowana toaleta też widuje: kupy złożone nie do muszli, a na
        podłogę, podobnie mocz oddany nie do muszli tylko na podłogę.
        Spotkasz tam pacjentów wynoszących rolki papieru toaletowego,
        urywających zasobniki na mydło, tłukących lustra.

        Zamykanie toalety wobec powyższego tylko z pozoru wydaje się
        absurdalne.
        Tak jest zawsze- niewinni (w tym przypadku: muszący się
        szybko "załatwić") cierpią za innych - złodziei, wandali, chamów.
        Proponuję Ci zostać kierownikiem instytucji, w której papier
        toaletowy ginie 3 razy dziennie, a raz w tygodniu urywany jest
        zasobnik na mydło. Po miesiącu zamkniesz przybytek na klucz.
        Aha - co do tego sikania "w odwecie" po przychodni:

        Jeśli regulacja się upowszechni, być może wkrótce na zapleczu
        każdej przychodni będziemy mieli dzień w dzień już o 9-10 rano
        ogromną kałużę, w jej środku kilka kup, mnóstwo porozrzucanych
        chusteczek higienicznych...


        Na to się znajdą paragrafy i kary.



        • gazton51 dno den 13.10.09, 20:45
          Obs, osiągnąłeś dno żenady, niestety.
          Sceny opisane na blogu są dokładnie tym, co widziałem osobiście w Związku
          Sowieckim na wycieczce.
          Tyle, że na dowód wydawano, oprócz klucza, pociętą gazetę.
          A paragrafy i dziś mają tam na wszystko.
          Nawet na takie wpisy w internecie, jak Twój.
          Z tym się utożsamiasz?

          PS Myślałeś kiedyś, że ci sami ludzie uczę(szczają) równiez do fast foodów i
          restauracji oraz stacji benzynowych - i tam, od paru ładnych lat jest i papier i
          zazwyczaj czysto?
          Myślałeś, czym się różni realny świat i normalni ludzie od zatęchłego kesonu
          państwowej SZ, skoro Ty, lekarz, wypisujesz takie bzdety?
          • pct3 Re: dno den 13.10.09, 22:09
            wybacz ale to Ty wypisujesz bzdety - jak powiedziałem, toalety w przychodniach w których pracuję biją na głowę toalety w fast foodach i dobrych stacjach benzynowych - czystością i jakością wykończenia.
            Są generalnie czystsze od toalet które nie tak dawno podziwiałem na dobrych (Shell) stacjach benzynowych podobno czystej Austrii.

            W opisywanych przez Ciebie toaletach - w fast foodach - coraz częsciej są ZAMYKANE drzwi (!!!) - otwarcie jest płatne bądź po okazaniu paragonu zakupu w tymże fast foodzie.
            Nie wspomnę o tym że toalety na stacjach benzynowych są w 50 % płatne!!!

            Kompletnie się zapętlasz i gubisz, współczuję, w dyskusji pozostaję, bo mnie bawi. Twoje przykłady są kompletnie nietrafne, bo toalety w tych przybytkach są po prostu płatne, o limitowanym dostępie, i brudniejsze od toalet w polskich przychodniach. O czym Ty w ogóle mówisz?

            W sumie wniosek jest jeden- nie widziałeś dawno (wcale) toalet w "krajach zachodnich", ani skali remontów w placówkach systemu publicznego ochrony zdrowia w Polsce.

            Tak, utożsamiam się z paragrafem karzącym finansowo za zasranie podłogi toalety.


            • 0.9_procent Re: dno den 14.10.09, 08:59
              Nasz elokwentny gazton nie zrozumiał prostej aluzji

              forum.gazeta.pl/forum/w,305,101492729,101493408,Re_Za_przychodnie_i_kiecka_w_gore_.html
        • karw123 Re: Za przychodnię - i kiecka w górę... 14.10.09, 11:14
          Sorry koleś, ale takie głupoty gadasz, że aż żal czytać.

          Podawałem ten przykład już kiedyś. W Wawie w odległości chyba 100m jest kibel na
          dworcu Wawa Centralna i toaleta w Złotych Tarasach. Pierwsza jest za kasę (chyba
          2PLN) i śmierdzi standardowo stęchłym moczem. Druga jest za darmo i lśni. W
          pierwszej jest babka klozetowa, która pilnuje porządku i ładu w przybytku, zaś w
          drugiej nie ma żadnego środka przymusu.

          Skoro dyrektor tej przychodni nie jest w stanie utrzymać kibla w czystości to
          jakim cudem może efektywnie dysponować budżetem? Toć to nieudacznik.
          • pct3 Re: Za przychodnię - i kiecka w górę... 14.10.09, 11:35
            popełniasz ten sam błąd co Gazton.
            Wysnuwasz teorie na podstawie pojedynczych zjawisk.
            Tak jak błędy są i w systemie publicznym jak i w (pożal się
            Boże) "systemie" prywatnym, tak i są brudne i zamknięte toalety,
            brudne i otwarte, czyste i zamknięte, czyste i otwarte.

            Idźcie się wys.rać bo was ciśnie i farmazony gadacie.
            • karw123 Re: Za przychodnię - i kiecka w górę... 14.10.09, 12:03
              Pokaż mi brudny kibel w galerii handlowej w Warszawie.

              Pokaż mi czysty kibel w szpitalu w Warszawie.

              Widzisz różnicę?
              • pct3 Re: Za przychodnię - i kiecka w górę... 14.10.09, 13:43
                Ja jestem wieśniakiem z Krakowa, więc o Stolicy nie śmiem nawet mówić.
                Pokażę Ci masakryczny syf w galerii handlowej w Krakowie i lśniące toalety w
                szpitalach i przychodniach państwowych w Krakowie.
                Może być taki wiejski przykład?
              • dr01 Re: Za przychodnię - i kiecka w górę... 15.10.09, 13:48
                > Pokaż mi brudny kibel w galerii handlowej w Warszawie.
                >
                > Pokaż mi czysty kibel w szpitalu w Warszawie.
                >
                > Widzisz różnicę?

                przepraszam, jako warszawiak pracujący w kilku szpitalach w wwie mogę
                powiedzieć, że na ogół kible w szpitalach są czyste. Może brakować w nich
                papieru toaletowego, bo w ramach oszczędności dyrektor nie kupił, natomiast
                personel z taką sytuacją radzi sobie doskonale kładąc połacie (chyba droższej)
                ligniny, tak więc jest się nawet czym podetrzeć.
                Z kolei jeżeli chodzi o galerie handlowe, to różnie z tym bywa. Dużo zależy
                gdzie i kiedy (jak godziny handlowego szczytu to nie nadążają sprzątać).
    • radeberger Re: Za przychodnię - i kiecka w górę... 13.10.09, 07:28
      wzruszające - i to bardzo..

      powinni zrobić w drzwiach jeszcze zamek szyfrowy na kody z paragonów McDonalds/BP
    • luccio1 Re: Za przychodnię - i kiecka w górę... 14.10.09, 10:34
      Nie jestem lekarzem, lecz historykiem.

      Przedstawiłem sytuację człowieka postawionego przed wyborem między upokorzeniem a upokorzeniem.
      Niewątpliwie procedura pobierania klucza pod zastaw dowodu osobistego, w dodatku z tym, że otrzyma się ów klucz tylko mając bloczek do lekarza na dzień dzisiejszy, i po konfrontacji faktu "miania" bloczka z tym, co jest w pamięci przychodnianego komputera
      (a jeśli miejsca u lekarza, a zatem i bloczka, na dziś już brakło - czy jest to zawsze wyłączna wina pacjenta?) -
      jest bardzo bliska konieczności dowodzenia, że nie jest się wielbłądem.
      Procedura, dodajmy, czasochłonna i uciążliwa w sytuacji, gdy potrzeba nagli.
      Konieczność występowania w oczywistej zdawałoby się sprawie życiowej z pozycji petenta, któremu robi się łaskę - jest bardzo wielkim upokorzeniem.
      Dla niejednej starszej, schorowanej kobiety może być to upokorzenie znacznie większe od rozwiązania alternatywnego: pójścia na zaplecze przychodni i załatwienia tam swoich potrzeb "na kucanego".

      (NB: w Krakowie we wszystkich placówkach lecznictwa otwartego, które poznałem jako pacjent, drzwi toalet są zamknięte jedynie na klamkę).
      • 0.9_procent Re: Za przychodnię - i kiecka w górę... 14.10.09, 11:20
        Nikt nie kwestionuje, że jest to upokarzające.
        PCT3 w swoim pierwszym poście napisał:
        "można przyjąć, iż sformalizowanie dostępu do toalety osiągnęło w
        tej przychodni rozmiar niejakiej przesady"


        Ale zaraz później: "Ale jak to mawiali mądrzy starożytni?
        Wysłuchajmy też drugiej strony?"


        No właśnie. Nic się nie dzieje bez przyczyny.

        Nie bez przyczyny onegdaj na wszystkich dających się wyrwać
        elementach wyposażenia łaźni wygrawerowano "skradzione w
        FSM"
        . Ładne, prawda?

        W moim szpitalu wystawiono kiedyś zasobniki z wodą mineralną dla
        pacjentów. Bardzo szybko okazało się, że 'przedsiębiorczy'
        odwiedzający przed pożegnaniem się z bliskimi napełniają
        przyniesione ze sobą butelki by zabrać je do domu. Co powiesz o
        ludziach kradnących WODĘ ?!!!

        Niewątpliwie jest upokarzające pobieranie klucza pod zastaw dowodu
        osobistego, ale upokarzające jest także korzystanie z toalety, w
        której nie ma papieru toaletowego – bo przemysłowa rolka (znacznie
        dłuższa niż normalna) 'skończyła się' po godzinie, deska sedesowa
        spada bo ktoś uznał, że by ją podnieść należy użyć buta, uchwyty dla
        niepełnosprawnych są urwane, bo jakiś 'paker' sprawdzał swoją siłę,
        a podłoga jest zalana moczem, bo ktoś – i to niekoniecznie facet –
        sobie 'nie przycelował'.
        • karw123 Re: Za przychodnię - i kiecka w górę... 14.10.09, 11:25
          > Nie bez przyczyny onegdaj na wszystkich dających się wyrwać
          > elementach wyposażenia łaźni wygrawerowano "skradzione w
          > FSM"
          . Ładne, prawda?

          Teoretycznie może masz i rację.

          Jednak jest pewien szczegół. Zadaj sobie pytanie, czy da się zrobić lśniący,
          pachnący, ogólnodostępny i darmowy kibel.

          Wg tego co piszesz - nie da się.

          Ale jednocześnie byłeś w galeriach handlowych, nie wierzę, że nigdy kibla nie
          używałeś.
          • karw123 Re: Za przychodnię - i kiecka w górę... 14.10.09, 11:28
            Rozumiesz różnicę pomiędzy "nie da się", a "nie umiem"?

            Problem kibla jest klasycznym problemem typu "nie umiem" dla kadry zarządzającej
            w SZ. Co więcej, prawdopodobnie jest to nawet problem "mam to w dupie".
            • 0.9_procent Re: Za przychodnię - i kiecka w górę... 14.10.09, 11:41
              Stawka kapitalizacyjna 8 złotych na pacjenta w POZ wynika – jak
              rozumiem - z braku chęci kadry zarządzającej w SZ, a nie
              monopolistycznej pozycji NFZ. Ciekawa koncepcja.
              • karw123 Re: Za przychodnię - i kiecka w górę... 14.10.09, 16:34
                Do Ciebie i do obs2.

                Dyskusja ma sens wtedy, gdy druga strona jest w stanie przyjąć racjonalną
                argumentację. W momencie, gdy druga strona udaje, że mieszka na księżycu jest
                bez sensu.

                www.dziennik.pl/wydarzenia/article243096/OBOP_Publiczne_toalety_w_Polsce_sa_czyste.html
                > Stawka kapitalizacyjna 8 złotych na pacjenta w POZ wynika – jak
                > rozumiem - z braku chęci kadry zarządzającej w SZ, a nie
                > monopolistycznej pozycji NFZ. Ciekawa koncepcja.

                Jakby stawka kapitalizacyjna przez rok wynosiłaby 0 złotych, to system wróciłby
                do normalności.

                Nie chodzi o to, aby robić wszystko co jest możliwe, chodzi o to, aby było ok.
                Jeśli ktoś zrobić wszystko co jest możliwe i nie jest ok, to znaczy, że się nie
                nadaje i trzeba go wypie...ć na zbity ryj. W szczególności aplikuje się to do
                kardy zarządzającej SZ.
                • pct3 Re: Za przychodnię - i kiecka w górę... 14.10.09, 16:56
                  Dyskusja ma sens wtedy, gdy druga strona jest w stanie przyjąć racjonalną argumentację.

                  Doceniam samokrytykę ;-))).

                  Powtarzam: racjonalne jest to że mnóstwo toalet w przychodniach jest na wysokim poziomie i jest ogólnie dostępna.
                  Są wyjątki - co do dostępności, uważam że kontekst może tłumaczyć jej ograniczanie.
                  Racjonalne jest to:
                  chcesz się wys.rać - to jest Twój problem.


                  • karw123 Re: Za przychodnię - i kiecka w górę... 14.10.09, 17:07
                    > Powtarzam: racjonalne jest to że mnóstwo toalet w przychodniach jest na wysokim
                    > poziomie i jest ogólnie dostępna.
                    > Są wyjątki - co do dostępności, uważam że kontekst może tłumaczyć jej ogranicza
                    > nie.

                    Zakładam, że w istocie w publicznej SZ można znaleźć czysty kibel (ja osobiście
                    nie miałem przyjemności, ale nie korzystam zbyt intensywnie z publicznej SZ,
                    więc może po prostu mam zbyt mały zbiór testowy, lub najnormalniej mam pecha).

                    Skoro jednak można znaleźć czysty kibel nawet w publicznej SZ, to w sytuacji
                    opisywanej w tym wątku nie ma absolutnie żadnego uzasadnienia, aby zamykać kibel
                    na klucz. Jak ktoś nie jest w stanie utrzymać w czystości ogólnodostępnego kibla
                    to tym bardziej nie powinien zarządzać jakimikolwiek publicznymi pieniędzmi, bo
                    po prostu się do tego nie nadaje.
                    • pct3 Re: Za przychodnię - i kiecka w górę... 14.10.09, 17:22
                      może po prostu mam zbyt mały zbiór testowy, lub najnormalniej mam pecha

                      I myślę że to jest punkt wyjścia - sygnalizowany ileś tam postów wstecz.

                      Skoro jednak można znaleźć czysty kibel nawet w publicznej SZ, to w sytuacji opisywanej w tym wątku nie ma absolutnie żadnego uzasadnienia, aby zamykać kibel na klucz.

                      I znowu bez sensu - nie rozumiem skąd taki wniosek skoro tak rozsądnie pisałeś tuż przed chwilą.
                      W jednej przychodni demolują kibel raz na rok, i raz na miesiąc kradną.
                      W drugiej - demolują co tydzień i kradną codziennie. Co to oznacza?
                      To że druga mieści się w mniej ciekawej okolicy - jak wiemy są takie. Jeżeli mieszka się w dzielnicy gdzie u wylotu ulicy mieści się kamienica profesorstwa K., z których profesor K. senior był już przed wojną nestorem jednej z dziedzin medycyny w Polsce, a naprzeciwko mieszka literat S., dwie ulice dalej mieszkał literat P. laureat Nike, a obok mieszka radca W. i dyrektor I., to wygląd toalet w przychodni jest dobry, i NIE TRZEBA ICH ZAMYKAĆ. Jest czysto i nie kradną papieru - przy otwartych drzwiach.
                      Ale jeżeli mieszka się w dzielnicy, gdzie waluciarz G. zgwałcił siostrzenicę, stary wyrokowiec B. właśnie wrócił z szóstej odsiadki, a grupka młodzieży spod szesnastki to kibole Cracovii spędzający czas pomiędzy ruch.aniem lasek w BMW a siłownią, to tam kible pomimo że zamykane, są nieustannie demolowane i obsry.wane poza obręb muszli.
                      Zarządzanie oboma typami kibla jest dramatycznie różne, a tego drugiego- poniekąd syzyfowe.
                      Znam te realia, bo mieszkam w dzielnicy opisanej jako pierwsza, ale jedna z przychodni gdzie pracuję mieści się w dzielnicy opisanej jako druga.
                • 0.9_procent Re: Za przychodnię - i kiecka w górę... 14.10.09, 17:22
                  karw123 napisał:

                  > Do Ciebie i do obs2.
                  >
                  > Dyskusja ma sens wtedy, gdy druga strona jest w stanie przyjąć
                  racjonalną
                  > argumentację. W momencie, gdy druga strona udaje, że mieszka na
                  księżycu jest
                  > bez sensu.

                  Oczywiście, jeśli racjonalną będzie wyłącznie twoja argumentacja -
                  prawda?
                  I to w żadnym razie nie ty mieszkasz na Księżycu.

                  Kiedyś Ford produkował model T – pierwszy samochód produkowany
                  seryjnie. Można było go zamówić "w dowolnym kolorze, pod
                  warunkiem, że był to kolor czarny".
                  Idealnie pasuje.


                  >
                  www.dziennik.pl/wydarzenia/article243096/OBOP_Publiczne_toalety_w_Pol
                  sce_sa_czyste.html
                  > > Stawka kapitalizacyjna 8 złotych na pacjenta w POZ wynika – jak
                  > > rozumiem - z braku chęci kadry zarządzającej w SZ, a nie
                  > > monopolistycznej pozycji NFZ. Ciekawa koncepcja.
                  >
                  > Jakby stawka kapitalizacyjna przez rok wynosiłaby 0 złotych, to
                  system wróciłby
                  > do normalności.

                  Zapewne. Bo wtedy pacjent płaciłby za każdą wizytę z własnej
                  kieszeni, i raczej nie byłoby to 8 złotych.

                  Przeciętny koszt płatnej toalety to 2 złote. W ramach stawki
                  kapitalizacyjnej pacjent ma opłacone 4 krotne skorzystanie z toalety
                  I NIC PONAD TO. Niech się więc wysika 4 razy i spada! Leczenia nie
                  będzie – cała kasa poszła na kibel.

                  Nie ma czegoś takiego jak ‘bezpłatne toalety’. Podobnie jak nie ma
                  bezpłatnych reklamówek, bezpłatnych próbek itp. Koszt tych
                  wszystkich ‘bezpłatnych’ rzeczy jest zawarty w cenach towarów, bądź
                  usług oferowanych w danym centrum handlowym, skoro przykład centrów
                  handlowych tak ci odpowiada. Nie sądziłem, że coś tak oczywistego
                  trzeba tłumaczyć.


                  > Nie chodzi o to, aby robić wszystko co jest możliwe, chodzi o to,
                  aby było ok.
                  > Jeśli ktoś zrobić wszystko co jest możliwe i nie jest ok, to
                  znaczy, że się nie
                  > nadaje i trzeba go wypie...ć na zbity ryj. W szczególności
                  aplikuje się to do
                  > kardy zarządzającej SZ

                  Przypomina mi się artykuł, w którym pacjentka z ostrym zapaleniem
                  trzustki opisuje swoje leczenie w szpitalu w Holandii.
                  Leżałam w izolatce, codziennie miałam przy łóżku robione RTG
                  _(chyba USG - po codziennym RTG przez 3 miesiące mogłaby się
                  spokojnie sądzić o odszkodowanie)_, odwiedzający byli częstowani
                  herbatą. W dniu, w którym miałam mieć operację w godzinach
                  popołudniowych przyszedł do mnie pielęgniarz i powiedział "Wiesz
                  zabieg będziesz miała jutro – chirurg jest już zmęczony" – jaka
                  uczciwość wobec pacjenta. No, ale na koniec wystawili rachunek na 80
                  tysięcy marek.


                  Powiedziałem wtedy: Nie ma problemu! Izolatka – proszę bardzo!
                  Codzienne USG? – nie wiem po co, ale nie ma problemu. Odwiedzający
                  będą częstowani nie tylko herbatą, ale i koniakiem, bądź whisky. A
                  chirurg na pewno nie będzie zmęczony. A na koniec rachunek na jedyne
                  40 tysięcy marek (o połowę taniej(!)). To będzie i tak ponad 20 razy
                  więcej niż dostajemy za leczenie ostrej trzustki.
                  • pct3 Re: Za przychodnię - i kiecka w górę... 14.10.09, 17:26
                    Jedyne co, to że postawa w Holandii była cywilizowanie profesjonalna za te 80 tys, a Twoja nie będzie taka ani za 80, ani za 40, ani za 0 tys.
                    Dlaczego? Nie wiem- od miesięcy próbuję zrozumieć, ale autorytet nie odpowiada.

                    • 0.9_procent Re: Za przychodnię - i kiecka w górę... 14.10.09, 17:31
                      A ja chyba wiem. Będę cywilizowanie profesjonalnie zmęczonym
                      chirurgiem.
                      „Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze. Będziesz miał 2 dni wolnego.”
          • 0.9_procent Re: Za przychodnię - i kiecka w górę... 14.10.09, 11:36
            karw123 napisał:

            > Jednak jest pewien szczegół. Zadaj sobie pytanie, czy da się
            zrobić lśniący,
            > pachnący, ogólnodostępny i darmowy kibel.
            >
            > Wg tego co piszesz - nie da się.
            >
            > Ale jednocześnie byłeś w galeriach handlowych, nie wierzę, że
            nigdy kibla nie
            > używałeś.


            Da się. Trzeba ją tylko remontować – mniej więcej co tydzień.
            Albo zatrudnić ochronę – podobnie jak w galeriach handlowych.

            Podobnie da się wystawić zasobniki z wodą dla pacjentów oddziału.
            Trzeba tylko do 50 pacjentów doliczyć 100 odwiedzających
            (odwiedzających jest więcej, nie liczę wszystkich), którzy odleją
            sobie po 1.5 litra. Więc najlepiej będzie postawić cysternę. Proste!
            • pct3 Re: Za przychodnię - i kiecka w górę... 14.10.09, 11:43
              nic dodać nic ująć.
              Po prostu - będziemy informować pacjentów że nie zlecimy morfologii,
              i jest to zgodne z przepisami!
              Bowiem: owszem morfologia może się i komuś należeć, ale
              równocześnie - przychodnia jest firmą, której kierownictwo jest
              zobowiązane dbać o zrównoważenie budżetu.
              Tak więc cotygodniowy remont kibla spowoduje brak kasy na badania.

              Powiem: "morfologii panu nie zrobię, ale ma się pan gdzie wys.rać.
              Czysto, za darmo, bez kluczyka".

              Jak cudownie poruszać się w sferze idei.
        • pct3 Re: Za przychodnię - i kiecka w górę... 14.10.09, 11:29
          poza tym, nie zapominajmy o modelu społecznym, do którego świadomie
          czy też nie dążymy.
          Model ten zakłada samodzielność i podejście pod hasłem "to twój
          problem".
          Dotyczy to rzeczy ważnych typu: jak znaleźć pracę, jak się utrzymać,
          rzeczy pośrednich: jak załatwić sprawę w urzędzie itp. oraz błahych-
          np. gdzie się wys.rać.

          Dysponuję ogromną życzliwością i cierpliwością dla pacjentów (o czym
          wiem też od nich samych) - ale równocześnie nie widzę sprzeczności w
          wyznawanym przeze mnie poglądzie że:
          1. gdy ktoś jest chory, to problem jest po stronie chorego. Owszem,
          ma konstytucyjnie zagwarantowaną pomoc - i uzyskuje ją - ale to jest
          jego, nie lekarza problem.
          2. gdy ktoś nie może się dostać na termin do lekarza, to jest jego -
          nie lekarza - problem.
          3. gdy ktoś chce się wys.rać, to jest jego, nie lekarza czy
          kierownika przychodni - problem.
          4. jeżeli wskutek 60 kradzieży wyposażenia i 20 zdarzeń demolowania
          toalety zostaje ona zamknięta - aczkolwiek może być udostępniona- to
          gdy ktoś chce się wys.rać i musi uzyskać klucz - to jest jego
          problem.

          Przyjmuję oczywiście polemikę z powyższym, ale dodam że podobne
          zasady przyjmuję również dla siebie - każdy kiedyś, w tym i ja -
          miał kiedyś pilną potrzebę wys.rania się i brak toalety w pobliżu.
          I był to mój problem, bynajmniej nie problem najbliższej
          restauracji, w której np. była toaleta ale też zamknięta itp.
          • karw123 Re: Za przychodnię - i kiecka w górę... 14.10.09, 12:01
            > Model ten zakłada samodzielność i podejście pod hasłem "to twój
            > problem".

            Nie zgodzę się w tej kwestii. Równie dobrze mógłbyś powiedzieć, że każdy ma
            sobie pobudować drogę, czy też każdy ma się sam leczyć. Zwróć uwagę, że
            cywilizacyjnie doszliśmy do opieki społecznej, służby zdrowia czy Policji.
            Zauważ, że obecnie jest absolutnym standardem, że w miejscach, gdzie gromadzi
            się duża ilość ludzi zarządca tego miejsca organizuje kibel. Rozumienie tego
            problemu wydaje się bardzo dobre w praktycznie wszystkich miejscach (np. kina,
            teatry, biura, supermarkety, itd.). Nie sądzisz, że jednostki SZ odstają od tego
            i jest to jednoznacznie negatywne?

            Co do 1, 2, 3, to w gruncie rzeczy się zgodzę, choć uważam, że ze względu na
            powyższe, w 3 uważam, że jednym z podstawowych zadań kierownika placówki SZ
            powinna być organizacja czystego i ogólnodostępnego kibla.

            > 4. jeżeli wskutek 60 kradzieży wyposażenia i 20 zdarzeń demolowania
            > toalety zostaje ona zamknięta - aczkolwiek może być udostępniona- to
            > gdy ktoś chce się wys.rać i musi uzyskać klucz - to jest jego
            > problem.

            Tu się całkowicie nie zgadzam. Otóż bywam w różnych miejscach, w publicznej SZ,
            w placówkach prywatnych firm SZ, w kinach, w galeriach. Powiem Ci, że przypadki
            dewastacji obserwuję głównie w publicznej SZ. W innych miejscach są one bardzo
            bardzo sporadyczne. Jak teraz wytężam pamięć, to widziałem raz w Galerii Mokotów
            urwany pisuar. Tak więc Twój argument wydaje się nie mieć potwierdzenia w
            rzeczywistym świecie. Wygląda to bardziej nie w ten sposób, że wszędzie
            występuje dewastacja i kradzież, tylko wygląda to tak, że w placówkach SZ
            występuje dewastacja i kradzież. Ale to oznacza, że problem jest w publicznych
            SZ a nie w toaletach i kradzieżach.

            Co więcej, zwróć uwagę, że w otwartych galeriach handlowych jest dodatkowo
            selekcja negatywna ludzi. Otóż tego typu miejsca są pełne młodocianych
            wyrostków, których atrakcją jest dewastacja. Tego typu osób jednak nie ma w
            placówkach SZ, gdzie mimo wszystko główną klientelą są ludzi chorzy, więc jest
            zupełnie inny rozkład chociażby wieku, ale także sił witalnych.

            Jestem przekonany, że jakbyś spojrzał na problem szerzej, to doszedłbyś do
            podobnych wniosków co ja.
            • pct3 Re: Za przychodnię - i kiecka w górę... 14.10.09, 13:47
              Nie sądzisz, że jednostki SZ odstają od tego
              i jest to jednoznacznie negatywne?


              Nie sądzę, bo kible jakie widziałem w publicznych przychodniach są po prostu na
              poziomie europejskim (powtórzę: lepiej wyposażone i czystsze niż toalety przy
              dobrej stacji benzynowej na autostradzie w Austrii).
              W szpitalach jest nieco gorzej - prawda.
              • maksiu1313 Re: Za przychodnię - i kiecka w górę... 14.10.09, 19:57
                ptc3,jaka zmiana w tobie nastąpiła.Jeszcze miesiąc temu poczułeś się święcie
                oburzony stwierdzeniem że w SZ na lepsze zmieniły,się tylko toalety.Nie jest żle
                ani w przychodniach ani w szpitalach .Dzięki wymogom UE .I dobrze.Klucze do
                toalet tylko w przychodniach prywatnych.
                Acha a dlaczego kiecka w górę,a nie rozpiąć rozporek i pod murek.
                • luccio1 Re: Za przychodnię - i kiecka w górę... 15.10.09, 00:36
                  maksiu1313 napisała:
                  > Acha a dlaczego kiecka w górę,a nie rozpiąć rozporek i pod murek.

                  Już "tak jakoś" jest, że w każdej poczekalni każdej placówki SZ większość kolejki przed każdym gabinetem stanowią kobiety.
                  Poza tym: zachowanie kobiety takie, jak opisałem, ma jednoznaczną wymowę - jest manifestacją (Pani pokazuje obrazowo, gdzie ma autorów tak wspaniałego zarządzenia i jak ich traktuje; zachowanie mężczyzny w podobnym przypadku nie byłoby nigdy aż tak jednoznaczne).
                  Zarazem jest dla starszej schorowanej kobiety pewnym odreagowaniem sytuacji. (To, że jest to także działanie w pełni racjonalne z punktu widzenia jej organizmu, jej własnego zdrowia - jest oczywistością).
      • luccio1 Re: Za przychodnię - i kiecka w górę... 15.10.09, 00:50
        > "...procedura pobierania klucza pod zastaw dowodu osobistego, w
        > dodatku z tym, że otrzyma się ów klucz tylko mając bloczek do lekarza
        > na dzień dzisiejszy, i po konfrontacji faktu "miania" bloczka z tym, co > jest w pamięci przychodnianego komputera
        > (a jeśli miejsca u lekarza, a zatem i bloczka, na dziś już brakło - czy > jest to zawsze wyłączna wina pacjenta?)..."

        Znając kunszt naszych instytucji w dziedzinie wykładni norm prawnych, nawet najniższego rzędu, zawsze na niekorzyść obywatela -
        można sobie wyobrazić również sytuację jeszcze drastyczniejszą:

        kobieta zgłasza się po klucz bezpośrednio po wizycie, i słyszy, że nie ma prawa go otrzymać:
        rejestracja wygasła z chwilą wejścia do gabinetu lekarskiego; petentka utraciła tym samym prawo przebywania na terenie przychodni i powinna ją niezwłocznie opuścić!
      • luccio1 Re: Za przychodnię - i kiecka w górę... 21.11.09, 20:31
        > (NB: w Krakowie we wszystkich placówkach lecznictwa otwartego, które
        > poznałem jako pacjent, drzwi toalet są zamknięte jedynie na klamkę).

        Ostatnio zastałem niestety toalety zamknięte na Batorego
        (Batorego 3 -
        na początku, jeszcze przed wojną, przychodnia lekarska Ubezpieczalni Społecznej;
        potem jedna z przychodni rejonowych;
        teraz, po dzikiej prywatyzacji, wiele "niepublicznych zakładów opieki zdrowotnej" stłoczonych razem).
    • barabarska Czy? Czy? Czy? Kto? 14.10.09, 11:40
      Czy każda placówka medyczna musi mieć toaletę dostępną dla pacjentów? Przychodnia? Prywatny gabinet? Laboratorium?

      Czy każda placówka medyczna musi posiadać toaletę dostępną dla wszystkich pacjentów - w tym dla mniej sprawnych?

      Czy placówka medyczna, nie mogąca przyjąć mniej sprawnych osób, musi mieć na zewnątrz wyraźnie widoczną tabliczkę: "Pacjentów niepełnosprawnych nie obsługujemy"?

      Kto jest zobowiązany posprzątać podłogę pod okienkiem rejestracji w przychodni lekarskiej, w przychodni, gdy pacjent proszący o klucz do toalety nie wytrzyma pod naporem biurokratycznych żądań?

      Ps. Odkrywcze: Sikać i robić kupę każdy człowiek musi, ale nie zna on dnia, ani godziny, ani miejsca, gdy go to dopadnie ;)
      • snajper55 Re: Czy? Czy? Czy? Kto? 14.10.09, 11:59
        barabarska napisała:

        > Czy każda placówka medyczna musi mieć toaletę dostępną dla pacjentów? Przychodn
        > ia? Prywatny gabinet? Laboratorium?

        Tak.

        § 17. 2. Z głównego holu wejściowego powinien być zapewniony dostęp do ustępów.

        § 27. 5. W przychodniach liczących nie więcej niż 6 gabinetów
        diagnostyczno-zabiegowych, niezależnie od liczby kondygnacji, powinien być co
        najmniej 1 ustęp wspólny dla wszystkich pacjentów, dostosowany dla osób
        niepełnosprawnych.
        6. W przychodniach liczących 7-10 gabinetów diagnostycznych lub
        diagnostyczno-zabiegowych, niezależnie od liczby kondygnacji, powinien być co
        najmniej 1 ustęp dostosowany dla osób niepełnosprawnych oraz co najmniej 1 ustęp
        wyposażony w miskę ustępową i umywalkę.

        (Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 10 listopada 2006 r.

        w sprawie wymagań, jakim powinny odpowiadać pod względem fachowym i sanitarnym
        pomieszczenia i urządzenia zakładu opieki zdrowotnej

        Dz. U. 2006 r. Nr 213 poz. 1568 )

        www.abc.com.pl/serwis/du/2006/1568.htm

        S.
      • 0.9_procent Re: Czy? Czy? Czy? Kto? 14.10.09, 12:04
        Więc wysuń postulat, by co 100 metrów wybudowano szalet, bowiem
        "nie zna on dnia, ani godziny, ani miejsca, gdy go to
        dopadnie ;)"
      • pct3 Re: Czy? Czy? Czy? Kto? 14.10.09, 13:48
        Ps. Odkrywcze: Sikać i robić kupę każdy człowiek musi, ale nie zna on dnia, ani godziny, ani miejsca, gdy go to dopadnie ;)

        I równie odkrywcze: i to on ma problem.
    • st.lucas Extremalnie exkrementalny problem. 14.10.09, 12:47
      Ciesze sie, ze na nasze forum zawital historyk.
      Mysle, ze moi koledzy udzielili juz wystarczajacych wyjasnien:
      jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi, jak wiadomo, o kase.

      Tak bylo zawsze w historii. Et nunc nihil novi sub sole.
      • st.lucas do lucio1, historyka 15.10.09, 08:25
        Czy nie uwaza Pan, jako historyk, ze po epoce dominacji elit
        nastala epoka: epoka dominacji plebsu?

        nowa epoka historyczna rzec mozna!
        • luccio1 Re: do lucio1, historyka 15.10.09, 09:33
          Zgadzam się.
    • luccio1 Jeszcze jeden przykład... 04.12.09, 11:54
      www.rynekmedyczny.pl/Niepubliczny_Zakład_Opieki_Zdrowotnej_Przychodnia_Wolska,Warszawa,Wolska
      (zob. komentarz - pierwszy i na razie jedyny).
      • pct3 Re: Jeszcze jeden przykład... 04.12.09, 13:05
        Link prowadzi do tekstu:

        Strona do której próbowano się odwołać nie istnieje. Proszę o
        sprawdzenie poprawności wpisanego adresu.

    • luccio1 Re: Za przychodnię - i kiecka w górę... 04.12.09, 16:26
      www.rynekmedyczny.pl/Niepubliczny_Zakład_Opieki_Zdrowotnej_Przychodnia_Wolska,Warszawa,Wolska
      • pct3 Re: Za przychodnię - i kiecka w górę... 04.12.09, 16:40
        link prowadzi na stronę z komunikatem

        Strona do której próbowano się odwołać nie istnieje. Proszę o
        sprawdzenie poprawności wpisanego adresu
    • luccio1 Re: Za przychodnię - i kiecka w górę... 04.12.09, 16:34
      Przepraszam. Źle mi się wkleja - zjada końcowe "a".

      Daję cytat:
      "...mieszkam na Woli i byłam mile zaskoczona, że pojawiła się kolejna przychodnia, niosąca ludziom pomoc w nagłych sprawach jestem osobą dojrzałą, więc już w życiu wiele widziałam, ale to co usłyszałam z ust pań stojących w rejestracji mnie zamurowało muszę nadmienić, że istotną sprawą jest moje schorzenie związane z pęcherzem, a mianowicie mam taką dolegliwość, że muszę nagle opróżnić pęcherz ... z, bo inaczej skręcam się z bólu i uderzają na mnie siódme poty idąc ulicą Wolską w takim właśnie stanie, konieczności opróżnienia pęcherza, weszłam do przychodni, gdzie byłam pewna uzyskać zgodę na moją prośbę skorzystania z toalety od pań, które właśnie stały w rejestracji. jakie było moje zaskoczenie, kiedy nie tylko mi odmówiono, ale dodatkowo jedna z tych pań (być może osoba sprzątająca te toalety) odesłała mnie do kościoła ( cytuję: "dlaczego pani przyszła do nas skorzystać z toalety, przecież po drodze był kościół" ) jak żyję 50 lat jeszcze się z takim traktowaniem człowieka nie spotkałam w żadnym lokalu, instytucji, przychodni a nawet prywatnym mieszkaniu. praca przychodni to nie tylko lekarze, bo jak ich pracy może zaszkodzić nieodpowiednio dobrany personel pomocniczy myślę, że panie które odesłały mnie z kwitkiem w potrzebie innej natury tego dnia ze słowami, że toaleta jest tylko dla pacjentów, nie były na tyle inteligentne, że być może odsyłają z kwitkiem przyszłego pacjenta..."
      • pct3 Re: Za przychodnię - i kiecka w górę... 04.12.09, 16:55
        niewątpliwie od strony tej pacjentki - brak dostępu do toalety jest
        problemem.
        Pytanie które tu stawiamy od samego początku, dotyka nie tylko
        problemu mało estetycznych wydalin i czynności z tym związanych.
        Dotyka filozoficznego problemu punktu widzenia i wyborów
        determinowanych tym punktem.

        W tego typu przypadkach jest to konflikt wyboru kierownika
        przychodni: wyboru pomiędzy pełnym i bolącym pęcherzem pacjentki a
        zdemolowaną i okradzioną toaletą.
        Jak mówię: w wielu miejscach toalety są otwarte.
        W wielu miejscach BYŁY, ale życie (pacjenci) wymusili ich
        zamknięcie. W tych miejscach zamknięte toalety mają tą cechę, że gdy
        się je już otworzy, da się do nich wejść, jest w nich muszla i
        umywalka, jest papier. Ceną jaką za to się płaci jest bolący pęcherz
        u niektórych pacjentów.
        Są miejsca- nie każde, ale są - gdzie, jeśli nie zapłaci się tej
        ceny, ból pęcherza złagodzi się po oddaniu moczu w co prawda
        otwartej toalecie, ale oddanie moczu nastąpi do rozbitej lub w ogóle
        na skutek wyniesienia nieobecnej muszli, papieru nie będzie, a woda
        w kranach może i by była (bo woda jest), tyle że kranów też nie
        będzie.

        Tak, życie jest sztuką wyborów.
        • luccio1 Re: Za przychodnię - i kiecka w górę... 04.12.09, 18:01
          Jaki wybór mogła mieć pacjentka w sytuacji, w której już się znalazła?
          • pct3 Re: Za przychodnię - i kiecka w górę... 04.12.09, 19:33
            nie zawsze można mieć wybór.

            Powtórzę: sytuacja pacjentki była niewątpliwie niekomfortowa i z jej
            punktu widzenia było to nie w porządku.
            Moje pisanie, w tym wątku i w każdym innym, jako jeden z
            zasadniczych celów ma próbę przypomnienia faktu, który jest
            kompletnie ignorowany.
            A mianowicie, że punkty widzenia są różne i interesy bywają nie do
            pogodzenia.
            Interesem kierownika przychodni są zadowoleni pacjenci.
            Opinia, że AUTOMATYCZNIE oznacza to istnienie otwartej toalety, jest
            opinią bardzo pozornie słuszną.
            Co weryfikuje życie.
            Bowiem pacjenci widząc otwartą, ale zas.raną i obsikaną toaletą z
            rozbitą muszlą i ukradzionym papierem, jakoś dziwnie nie chcą być
            zadowoleni i ten fakt kierownik przychodni musi jakoś uwzględnić.
            Owo "jakoś" musi również uwzględnić finansową niemożność
            zatrudnienia ochrony albo pani sprzątającej na cały okres pracy
            przychodni.
            • gazton51 Pełna słuszność wbrew pozorom... 04.12.09, 21:57
              > Interesem kierownika przychodni są zadowoleni pacjenci.
              > Opinia, że AUTOMATYCZNIE oznacza to istnienie otwartej toalety, jest
              > opinią bardzo pozornie słuszną.

              A to z kolei jest opinia niepozornie, ale bardzo słuszna.
              W tym systemie, satysfakcja pacjenta płynie na ręce Pana Kierownika i jego podwładnych nawet, gdy pacjent jest Obs...rany, z braku dostępu do toalety.
              I tak ma szczęście, że go personel nie umieścił na końcu kolejki (tu:do zabiegu), jak w mięsnym za komuny albo u Barei.
              Brawo, obs, again & again.
              Tylko nie pisz publicznie, że jesteś lekarzem, pls.
              • pct3 Re: Pełna słuszność wbrew pozorom... 04.12.09, 22:14
                napisałeś - omyłkowo zapewne, w innym wątku

                Nawet dla personelu niemal każdej stacji benzynowej

                mając na myśli otwarte toalety.
                Otóż jeżdżę autem przeciętnie dużo, ale wystarczająco by znać toalety stacji benzynowych nie tylko innych niż małopolska województw, ale też innych niż Polska krajów, w tym cywilizowanych.
                W wielu (szacuję, że do 30-40%) toaleta jest zamknięta i PŁATNA.

                W przychodni, o ile nawet zamknięta, to zawsze jest bezpłatna i choćby już to obnaża cały bezsens Twych bezskutecznych porównań.
                • gazton51 Per aspera ad astra 04.12.09, 23:49
                  Całkowity bezsens polega na dyskusji z lekarzem, którego mentalność nie wykracza
                  wzwyż poza poziom kultury personelu stacji benzynowej.
                  Nieważne, w 30 czy 70 procentach.

                  PS Może podróżuj częściej - na trasie Warszawa-Kraków, którą dzisiaj ja
                  przebyłem samochodem, nie spotkałem płatnej ani zamkniętej toalety. Ale ja nie
                  tankuję na stacjach w byłym kesonie-PGRze, ale Shell, BP, Statoil, Orlen. Te są
                  bezpłatne i otwarte dla Klientów.
                  Klientów, Obs. Zapamiętaj to słowo i wzoruj się na personelu np. Orlenu.
                  Per aspera ad astra.
                  • pct3 Re: Per aspera ad astra 05.12.09, 07:58
                    Całkowity bezsens polega na dyskusji z lekarzem, którego mentalność nie wykracza wzwyż poza poziom kultury personelu stacji benzynowej.

                    Uprawiasz tak ochoczo zarzucane innym wycofywanie się rakiem?
                    Najpierw stawiasz stacje benzynowe za wzór, a potem to już niekoniecznie - w obliczu udowodnienia Ci absurdu stosowanych porównań?

                    Może podróżuj częściej - na trasie Warszawa-Kraków, którą dzisiaj ja przebyłem samochodem, nie spotkałem płatnej ani zamkniętej toalety.

                    Cóż, na tej trasie konieczność korzystania z toalety może zajść 1 czy 2 razy w normalnych okolicznościach.
                    Skorzystanie z 1 toalety nie jest - jeżeli tego nie wiesz - miarodajnym rozmiarem próby.
                    Zaręczam Ci że płaciłem za toalety nie raz na trasie Kraków - Warszawa (na obu zasadniczych drogach którymi z Krakowa do Warszawy się jeździ). Może oczywiście było tak, że kultura korporacyjna Orlenu lub Shella nakazuje zamykać toalety przed plebejskim pct, a otwierać je natychmiast przed kwiatem menadżerskim Gaztonem i stąd różnice w ocenie.

                    Klientów, Obs. Zapamiętaj to słowo i wzoruj się na personelu np. Orlenu.

                    Po raz n-ty powtarzam że w placówkach w których pracuję toalety są otwarte. Nie rozumiesz cały czas, że mój udział w tym wątku nie jest udziałem przychodnianego klucznika toalet. On jest udziałem tego który przypomina o możliwych różnicach punktów widzenia.
                    Co nawet Tobie - zdawałoby się inteligentnemu użytkownikowi tak forum, jak i toalet - umyka.

                    Pozdrawiam.
                    • gazton51 bez astra nie ma aspera 05.12.09, 08:57
                      Jako użytkownik czystych i dostępnych toalet, za które nikt ode mnie nie żąda
                      opłat, wolę zdecydowanie pobyt na stacji benzynowej niż dyskusje z zakłamanym do
                      szczętu obłudnikiem.
                      Współczuję Ci, że na Twój widok jacyś ludzie próbują pobierać od Ciebie opłaty
                      za obsikanie pisuaru, a Ty postrzegasz to jako realną rzeczywistość, wyciągając
                      wnioski usprawiedliwiające nieludzki system SZ.
                      Jedyne, co w Twoich postach jest godne rzeczowego komentarza, to stwierdzenie
                      "całkowity bezsens".
                      Jako podsumowanie ich treści i wartości dyskusji.
                      Sorry, ale ja wolę życie i dyskusje w normalnym świecie.
                      • pct3 Re: bez astra nie ma aspera 05.12.09, 09:23
                        to stwierdzenie "całkowity bezsens".
                        Jako podsumowanie ich treści i wartości dyskusji.


                        Nie zapominaj, że w tej dyskusji brałeś bardzo aktywny udział.
    • luccio1 Najnowsze rozwiązanie problemu przyjęte w Krakowie 28.09.10, 19:13
      w Publicznych i Niepublicznych ZOZ-ach zajmujących budynek przy Al. Pokoju:
      www.gazetakrakowska.pl/aktualnosci/307652,krakow-to-nie-zart-lekarze-wydaja-klucz-do-wc,id,t.html
      Innymi słowy: lekarzowi przypisano rolę dysponenta klucza od WC dla pacjentów.
      Zatem pacjentka, bądź potencjalna pacjentka (nawet z pobieżnej obserwacji wynika, że Panie w różnym wieku stanowią większość w każdej kolejce do lekarza), będąc w naglącej potrzebie, musi najpierw złapać okazję zobaczenia się z lekarzem, odczekawszy do chwili wymiany pacjentów - bez gwarancji, że zdoła w ogóle powiedzieć, o jaką to naglącą sprawę chodzi;
      jeśli lekarz utnie rozmowę zaraz na wstępie - pozostaje opcja jak w tytule wątku (na szczęście w przypadku budynku b. Przychodni Rejonowej przy Al. Pokoju, który jest wolnostojącym pawilonem, w pełni do zrealizowania: można pójść "za przychodnię", pod śmietnik albo za zaparkowane samochody - a tam spódnica do góry...).
      • oby.watel Re: Najnowsze rozwiązanie problemu przyjęte w Kra 28.09.10, 19:25
        Z materiału wynika, że dzierżenie kluczy do kibla to dla lekarzy zaszczyt i honor, dlatego żaden nie zaprotestował. Może zaczną papier wydawać?
      • luccio1 Re: Najnowsze rozwiązanie problemu przyjęte w Kra 26.01.11, 22:09
        Teraz za budynkiem na Al. Pokoju budują coś wielkiego, co nawet w nie ukończonym stanie surowym przytłacza tenże pawilon.
        Plac budowy zajął całe podwórko z tyłu - więc ściśle "za przychodnię" pójść się nie da. Ale Pani, która napotka opór nie do pokonania w kwestii klucza do toalety, może po wyjściu z budynku pójść za podjazd dla wózków inwalidzkich przy jego bocznej (krótszej) ścianie. Tam spokojnie podkasze spódnicę (czy też opuści spodnie) i przykucnie - podjazd niemal całkowicie zasłoni ją przed wzrokiem ludzi przechodzących chodnikiem (widać niewiele więcej niż głowę, która znika - by po pewnym czasie pojawić się znowu).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka