dzielona
09.03.10, 12:32
nie jestem wielką histeryczką ale ostatnie wydarzenia wyprowadziły mnie z równowagi.. od dłuższego czasu nie mogłam się uparać z zapeleniem zatok., nie dość że cisnienie mi chce głowe rozsadzic to jeszcze oddycham jak Vader z gwiezdnych wojen.. któryś z kolei laryngolog stwierdził że mam krzywą przegrode nosową i to ona jest wszystkiemu winna. Pomyślałam - wreszcie ktoś doszedł do jakiejsc diagnozy (bo wczesniej szprycowali mnie tylko róznymi specyfikami ktore wpływały znacznie na stan mojego porfela a w żaden sposób na zdrowie)! Dostałam skierowanie na zabieg prostowania przegrody - pomyślałam sobie - trzeba przez to jakoś przejsc, im szybciej tym lepiej - ponoć sam zabieg bardzo straszny nie jest. Wiec poszłam do szpitala i okazała się że moje rozumowanie "im szybciej tym lepiej" szpital pojmuje zupełnie inaczej - zostałam zapisana na zabieg - o zgrozo - na listopad... Jak to się dzieje?? Wiem ze krzywa przegroda nie zagraża poważnie mojemu życiu (no chyba że przez przypadek udławie się chusteczką do nosa)ale na boga.. tyle miesięcy?? Straciłam już resztki nadzieji na drożny nosek. prywatnie takie zabieg to ponad 2000 zl.. a zus zbiera kokosy. musiałam się wyżalić.