imponeross
08.05.10, 19:30
Niestety, ryzyko niedobrej, a jednoczesnie tragicznej w skutkach,
decyzji jest wpisane w zawod lekarza. Dlatego najlepiej jest, jesli
podejmowanie decyzji jest wspomagane istnieniem scislych procedur, i
jesli odbywa sie zespolowo. Moze to w przypadku smierci czy kalectwa
pacjenta dac przynajmniej poczucie, ze nie mozna bylo postapic
wlasciwiej. Krakowska neurochirurgia nie ma najlepszej opinii, ale w
tym przypadku chyba rzeczywiscie trudno bylo podjac dobra decyzje.
Zalezy zreszta jak ten krwiak wewnatrzczaszkowy wygladal...
Ordynator twierdzi, ze podjecie takiej decyzji sugerowalo mu wlasne
doswiadczenie.
'W stycznia 2008 roku Marta, była w siódmym miesiącu ciąży. 17
stycznia nagle źle się poczuła - bolała ją głowa, wymiotowała,
traciła przytomność. Karetka pogotowia zabrała ją do szpitala w
Wadowicach, a stamtąd od razu do Szpitala Uniwersyteckiego na
neurochirurgię. Tego samego dnia po południu badanie tomografem
komputerowym wykazało, że ma krwiaka mózgu. Zdaniem prokuratora był
to już stan zagrażający życiu kobiety, a w konsekwencji także
dziecku.
Martę umieszczono na sali tzw. wzmożonego nadzoru pielęgniarskiego,
podano leki. Według prokuratora ordynator i jego
zastępca "zaniechali natychmiastowego podjęcia leczenia
operacyjnego, ograniczając się jedynie do terapii zachowawczej".
To była krytyczna decyzja i krytyczny moment leczenia. 19 stycznia
tuż przed północą stan kobiety gwałtownie się pogorszył. Doszło do
zatrzymania krążenia i wstrzymania oddechu. Dopiero wtedy
neurochirurdzy przystąpili do operacji. Najpierw było cesarskie
cięcie - żeby ratować dziecko, potem operacja krwiaka.
Nie udało się uratować ani matki, ani dziecka. Kobieta zmarła dwa
dni po operacji, jej syn dwa miesiące później.'
krakow.gazeta.pl/krakow/1,39245,7856779,Znani_lekarze_krakowscy_stana_przed_sadem.html