Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Codzienne życie z partnerem z DDA

    07.02.09, 22:17
    Witam Wszystkich! Jestem początkującym forumowiczem i przyznam szczerze że mam tremę. Zalogowałam się, bo chyba muszę uzyskać odpowiedzi na wiele nurtujących mnie pytań. Od prawie ośmiu lat jestem żona DDA. O tym że mój mąż jest DDA domyślałam się od pewnego czasu, jednakże dopiero tydzień temu on mi to osobiście oświadczył. Ktoś z internetowych "przyjaciół" otworzył mu oczy. Nasze życie nigdy nie było "nudne". Emocje w związku zobrazowałabym graficznie sinusoidą. Wzloty i upadki poniżej normy. Teraz, kiedy wiem na pewno z kim mam do czynienia, zaczynam analizować pewne sytuacje z przeszłości. Wystarczy tylko wspomnieć nasz poślubny wyjazd, na który mąż zaprosił koleżankę i kolegów, aby spędzali czas z nami. Teraz myślę że nigdy w tym związku nie byłam szczęśliwa. Mąż zawsze miał czas dla znajomych i przyjaciół, dla mnie nigdy. Kiedy robiłam o to awanturę, mówił że się zmieniłam i że przed ślubem znał mnie inną. Dwa lata po ślubie mąż mnie zdradził. Miał romans ze swoją pracownicą. Sam oczywiście się nie przyznał. Kłamał, mino że się domyślałam i zadawałam dziesiątki pytań. Skapitulował, kiedy ona, zraniona jego odejściem przysłała mi dowody. Wybaczyłam mu ale chyba niczego w życiu tak nie żałuję. Teraz kiedy wiem, z kim mam do czynienia, dowiedziałam się od niego że mnie nie kocha i chyba nigdy nie kochał. Ożenił się ze mną nie z miłości, tylko dlatego że byłam dla niego tzw. "towarem luksusowym". Mógł pochwalić się mną znajomym. Nikt z nich nie miał tak wykształconej żony. Teraz mąż podjął terapię. Mną targają sprzeczne myśli. Z jednej strony chcę mimo wszystko być z nim, z drugiej boję się, że kiedy przejdzie terapię, stanie się innym człowiekiem i zwyczajnie ode mnie odejdzie. Nikt nie zagwarantuje mi, że moja pomoc w czasie walki z uzależnieniem, nie pójdzie na marne. Może myślicie, ze jestem wyrachowana, że oczekuję czegoś w zamian za pomoc. To nie tak. Boję się poświęcenia, zaangażowania uczuciowego, a potem odrzucenia. Co robić? Co zrobić ze swoim życiem? Jak nim pokierować? Na razie jestem na etapie rozterek emocjonalnych. Mam do niego żal, a jednocześnie dalej go kocham. Ale czy miłości wystarczy na długo? Poza tym mam wrażenie, ze te osiem lat związku z DDA poczyniło ogromne spustoszenie w mojej głowie. To co dla mnie jest teraz normą zachowania partnera, dla moich znajomych jest nie do pomyślenia. Trudno mi tak żyć. Może ktoś miał, bądź ma podobne doświadczenia? Pozdrawiam.
    Obserwuj wątek
      • monia123-only Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 07.02.09, 23:26
        witam, kiedy czytam jakie masz obawy, zastanawiam się czy z Tobą
        jest wszystko w porządku, nie obraź się, ale wydaje mi się że nie.
        Albo miałaś nieciekawą przeszłość, albo jesteś bardzo cierpliwa i
        kochająca, chcąc dalej być z człowiekiem który rani Cię na każdym
        kroku. Jeśli tak, to jesteś skarbem dla niego, ale przede wszystkim
        dla siebie. DDa, tak mają, boją się bliskości a jednocześnie bardzo
        jej pragną, ale jeśli twój maż mówi że Cię nie kocha...On wie co
        mówi. Myślę że abyś dalej nie cierpiała praedstaw mu jasno swój
        punkt widzenia, nie ma co trzymać się kogoś kto jest z nami tylko z
        przyzwyczajenia, z braku laku. To boli i to cholernie, wiem ale
        musisz walczyć o siebie samą. Pytanie czy On Ci mówił że chce z Tobą
        być pomimo wszystko? Czy mówił że Cię kocha, mimo swoich jazd i wad,
        czy starał się o was? Porozmawiaj z nim szczeże i wiem że
        zasługujesz na szczęście, nie ma co, trzymać się kogoś kto sam nie
        wie czego chce, bo taka osoba w każdej chwili może odejść, mam teraz
        tak samo, przeczuwałam że ta osoba mnie zostawi, a mimo to udawałam
        przed sobą że wszystko jest ok. a nie było. Teraz cierpie,dalej
        pragnę tej osoby, ale jestem bezsilna, wobec ludzi..tylko mam wpływ
        na siebie.Trzymaj się. pozdrawim
        • michalina2001 Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 08.02.09, 12:35
          Witam monia123-only i dziękuję za odpowiedź. Pod jej wpływem przyjrzałam się swojemu dotychczasowemu życiu. Tak wyłącznie z mojej strony. I straszne jest to co zobaczyłam. Moje życie jest nudne, praktycznie nie robię nic dla siebie. Stałam się osobą zupełnie podporządkowaną partnerowi, żoną żyjącą życiem męża. Jego sprawy absorbują mnie zupełnie. Nie ma w moim życiu mnie. To straszne i bardzo przykre. Ja mu matkuję i to w jakiś chory sposób. A najgorsze w tym wszystkim, że on chyba tego nawet nie potrzebuje. Teraz, kiedy uświadomił sobie, jaki ma problem, zupełnie mnie odrzuca. A ja dręczę się z tego powodu. Wiem chyba co zrobić. Muszę odciąć tą stworzoną sztucznie pępowinę, pozbyć się tego uzależnienia i żyć dla siebie. Wiem, że tego sama nie dam rady zrobić. Pójdę po pomoc do specjalistów. Może uda mi się znowu być tą radosną, cieszącą się życiem dziewczyną. Masz rację, nie muszę się trzymać męża. Mam w przeciwieństwie do niego kochających, normalnych rodziców, których w sumie przez ten związek odsunęłam od siebie. Mam nadzieję, że uda mi się to osiągnąć. Pozdrawiam Ciebie serdecznie, dziękuję i życzę powodzenia.
          • monia123-only Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 08.02.09, 19:56
            Witam. Cieszę się że doszłaś do takich wniosków. Wiem że to nie
            łatwe, ale do zrobienia. Nie wiem z jakiego miasta Jesteś, ale
            adresy placówek można znalesc w internecie. Czasem trzeba pójśc do
            kilku specjalistów, tzn poszukac miejsca gdzie Ci będzie najlepiej,
            bo bywa różnie. Pozdrawiam i życze dużo siły:) :)

            Jesteś wszystkim co masz
          • ladynemeyeth Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 09.02.09, 09:49
            Wydaje mi się, że rozsądni postępujesz.
            To, że Twoj mąż jest dda, nie usprawiedliwia jego uczynków. Ja też
            jestem dda i nie ma mowy o żadnych zdradach, odrzucaniu, jadowieniu
            się, odpychaniu i zaniedbywaniu mojego męża. Nie pozwalam sobie na
            to, ponieważ go kocham i za bardzo mi zależy na tym związku.
            Twój mąż bardzo Cię zranil i nie troszczy się o Ciebie tak, jak Ty o
            niego. I tak jestem pełna podziwu dla Ciebie, że mu tę zdradę
            wybaczyłaś - ja bym nie umiała z mężem żyć po czymś takim.
            Tak, zajmij się sobą, wróć do swoich kochających rodziców i
            przyjaciół i nie daj sobą pomiatać To Twój mąż potrzebuje Ciebie,
            nie odwrotnie. To Ty dla niego byłąś ostoją i nie docenil tego. Więc
            jezeli się od Ciebie odwraca i Cię odrzuca, to nie walcz o niego,
            tylko daj mu poniesc konsekwencje takich decyzji.
            Trzymam kciuki za CIebie!
            • madzionek Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 09.02.09, 15:52
              Codzienne życie z partnerem dda jest strasznie trudne. Ja się właśnie poddałam,
              nie mam już zupełnie siły na jego przyciąganie i odrzucanie na przemian. Po tym,
              jak ostatnio usłyszałam, że nasz związek mu spowszedniał, i wszedł w za mało
              ekscytującą "fazę kanapek do pracy i wspólnych obiadków", a ja go nie wspieram w
              jego planach (na przykład tatuaż i kolczyk w wardze robione u kogoś w domu) to
              pomyślałam, że czas zadbać wreszcie o siebie.
              • michalina2001 Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 09.02.09, 19:47
                Widzę madzionek, że mamy dokładnie ten sam problem. Mojemu mężowi też
                spowszedniał nasz związek. Ja stałam się nudna i nie rozumiałam jego bardzo
                dziwnych potrzeb. Kolczyki w różnych częściach jego ciała też przerabiałam.
                Niejednokrotnie słyszałam od niego, że zachowuję się jak zgorzkniała, stara
                kobieta. Ponadto sprawa dziecka. On pewnego dnia wymyślił sobie, że pragnie
                dziecka. I od tej chwili moje życie zamieniło się w piekło. Dziecko się nie
                pojawiało, a ja dałam sobie wmówić, ze to moja wina. Stało się tak, że nerwowo
                reagowałam na wieść o każdej kolejnej ciąży w rodzinie i wśród znajomych. Poza
                tym czułam, że nie jestem pewna swojego męża, a posiadanie dziecka z mężczyzną,
                któremu się nie ufa jest trudne. Na moją nieufność zapracował sobie sam. Ciągłe
                kontakty z jakimiś koleżankami, które wyznawały mu miłość. Wieczne kłamstwa, że
                zerwał z nimi kontakty. Oczywiście ich nie zrywał. Teraz wiem, że uwielbienie ze
                strony tych kobiet było mu potrzebne jak powietrze, w ten sposób
                dowartościowywał samego siebie.
                Rozpisałam się, a tak na prawdę chciałam Ci powiedzieć żebyś mojego błędu nie
                popełniła. Jeżeli jesteś na etapie kolczyków, to nie czekaj co będzie dalej.
                Pomyśl o sobie. Zadbaj o siebie. Mądre rzeczy napisała mi jedna z forumowiczek.
                Trzeba poszukać pomocy i zrobić wszystko, żeby nasze własne życie stało się dla
                nas najważniejsze. Trzymam kciuki za takie Babki jak my. Pozdrawiam.
                • madzionek Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 09.02.09, 21:13
                  Ech, no właśnie Michalina. Starałam się go zawsze wspierać, byłam szczerze dumna
                  ze zwykłej jego roboty w fabryce przy taśmie, szczęśliwa kiedy wreszcie znalazł
                  pracę, która mu odpowiada i w której świetnie sobie radzi... ale to jakby się
                  teraz nie liczyło. Nie rozumiem go, jestem za mało szalona i marudna, kiedy
                  mówię, że tatuowanie się i kolczykowanie u kogoś w łazience to głupi pomysł. A w
                  tym, że koleżanka z pracy daje mu swoje osobiste, przez nią noszone chustki (z
                  których się w zeszłym roku przy mnie nabijał, a teraz będzie nosił), nie widzi
                  nic niestosownego. Chociaż wiem, że byl wobec mnie uczciwy, to strasznie mnie
                  wkurzało to, jak bardzo ostatnio schlebiało mu zainteresowanie innych kobiet.
                  Bardzo mi teraz ciężko, bo myślałam, że to facet dla mnie na całe życie. Ale
                  wiem, że podjęłam słuszną decyzję (chociaż długo pewnie jeszcze będę nad nią
                  płakać), bo na tej huśtawce ja już nie mogę wytrzymać: jesienią mówi, że
                  będziemy razem pracować, choćby nie wiem ile to trwało, nawet lata całe, nad
                  jego dda i moimi problemami też, a zimą jest już zdrowy, już naprawiony, po dda
                  prawie śladu nie ma, albo mocno przytula, bo mocno kocha, a za miesiąc mu
                  obojętnieję i powszednieję.
                  Wiadomo, że nikt nie jest święty, ja na pewno też, każdy ma wady, miewa fochy i
                  złe humor, popełnia błędy. Tylko ja mam wrażenie, że ja mam do nich mniejsze
                  prawo do nich niż on. I coraz częściej łapałam się na tym, że nie ważne z czyjej
                  winy była kłótnia, to i tak ja się czułam za nią winna i zobowiązana do
                  wyciągnięcia ręki na zgodę.
                  • madzionek Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 10.02.09, 00:53
                    I wniosek z dzisiejszych całodziennych przemyśleń mam taki, że na pewno potrzeba
                    nam czasu bez siebie, żeby każde z nas to sobie jakoś poukładało. Zawsze
                    kłóciliśmy się i godziliśmy pochopnie i w wielkich emocjach. A teraz chciałabym
                    to rozsądniej zrobić i dać nam trochę czasu. Jeśli nam na sobie zależy tak jak
                    teraz myślimy, to będzie dobrze choćby miało to trwać miesiącami, a jeśli się
                    okaże, że nie, to też nam wyjdzie na zdrowie. Wiem teraz tylko, że nie można się
                    tak ze sobą szarpać, jak my to robimy.
                    • madzionek Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 19.03.09, 23:22
                      a ja wam sprzedam wiadomość, która nie może mi wyjść z głowy przez bity
                      tydzień... mój eks-dda prawie 27 dorosły mężczyzna po studiach, znaczy
                      wydawałoby się, że nie głupi, powiedział mi, że spotyka się z uczennicą
                      ostatniej klasy gimnazjum (czyli 15, góra 16 lat) i zapytał przy tym, czy ta
                      dziewczynka zamyka mu drogę do mnie jakby kiedyś chciał wrócić... dla mnie to
                      jest rzecz nie do zaakceptowania, chyba nie jestem jakaś dziwna, ale dla mnie to
                      jest nieetyczne, naganne moralnie... na co on stwierdził, że jestem
                      konserwatywna, bo on nie widzi w tym nic złego...
                      ręcę mi opadły z bezsilności, jak to nie skłoni go do podjęcia terapii, to ja
                      juz nie wiem jak daleko musi zabrnąć, żeby poprosić o pomoc
                      ode mnie juz jej nie dostanie, nie mam na to siły
                      • michalina2001 Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 23.03.09, 17:39
                        Twój Partner madzionek przegiął i to bardzo. Potrzebował uwielbienia.
                        Potrzebował widzieć w kobiecych oczach swoje wspaniałe odbicie, to
                        znalazł....małolatę. Ona go nie ocenia. Dla niej jest Bogiem i to bardzo mu na
                        razie pasuje. Wierz mi nie na długo. Ale Ty nie czekaj, co będzie potem. Odpuść
                        go sobie i już więcej nie interesuj się jego życiem. Niech pójdzie na dno (myślę
                        że już jest blisko) ale sam. Ty sobue bez niego świetnie dasz radę. Życzę
                        powodzenia.
                        • madzionek Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 23.03.09, 19:57
                          no pewnie sobie poradzę ;)
                          szkoda człowieka jednak, chyba już tak nawywijał, że sam nie wie co teraz z tym
                          zrobić... broni swojej decyzji o umawianiu się z tak młodą dziewczyna, że aż
                          włosy dęba stają: że łamie konwenanse, ze nie obchodzi go, ze 95% społeczeństwa
                          tego nie zaakceptuje i że w ogóle to szcza (dosłownie, to cytat) na opinię
                          innych i najlepiej żeby się od niego wszyscy odczepili...
                          a ja jestem teraz największym jego wrogiem, bo opowiedziałam o tym jego rodzinie
                          i przyjaciołom
                          a wiecie co mnie jeszcze zaskoczyło? że przez ponad 1,5 roku chował urazę do
                          mnie za moja nieszczerość na samym początku naszej znajomości, ale pozwolił nam
                          zbudować na tym związek, wszystko co najważniejsze miedzy nami przyszło właśnie
                          po tym...
                          trudno jest mi to zrozumieć, bo ja myślałam, że juz dawno udało mi sie go
                          przeprosić, wszystko nadrobic i udowodnić jak wiele dla mnie znaczy, skoro
                          padały między nami ostateczne wyznania i deklaracje miłości
                          nie wiem, moze sie mylę, ale to też chyba jest jedna z cech dda: wszystko albo
                          nic, albo jest idealnie w związku albo wcale... a przecież ludzie robią
                          głupstwa, ranią się czasem i sprawiają przykrość i nie ma w tym nic dziwnego...
                          no nic, teraz musi sobie radzić sam, sam musi dojść do tego co jest dla niego
                          najlepsze, ja chciałbym mu bardzo w tym pomóc, ale nic nie zrobię, bo on nie
                          chce niczyjej pomocy
                          • michalina2001 Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 06.09.09, 14:09
                            Hej! Jeżeli jeszcze ktoś czyta ten wątek, to mam informację z prawie ostatniej
                            chwili. Pamiętacie mnie i mojego męża? Rozwiedliśmy się 27 sierpnia. Chyba
                            ulżyło mi, nie wiem jak jemu, bo od maja nie mieszkamy już razem, a od lipca on
                            pracował na drugim krańcu Polski. Pracował, bo teraz jest żałosnym bezrobotnym.
                            Rozwód, który był w sumie jego wymysłem zbiegł się z utratą przez niego pracy.
                            Teraz usilnie poszukuje zajęcia. Ja mam chyba w końcu święty spokój, chociaż
                            trudno mi bardzo. W końcu 8 lat wspólnego życia. Ale wierzę, że teraz już tylko
                            może być lepiej. Olśnienie, którego doznałam na sali sądowej, nakazało mi
                            skończyć z tym małżeństwem i tym człowiekiem jak najszybciej. Zobaczyłam
                            żałosnego, malutkiego człowieczka, kłębek nerwów, którego co najwyżej można
                            pożałować, a nie z nim żyć jak z mężem. Z nim mogłabym co najwyżej bawić się
                            całe życie w piaskownicy, a nie prowadzić dorosłe życie i partnerski związek.
                            Teraz czasami trochę sobie popłaczę, ale jest mi bardzo dobrze, zrzuciłam garb z
                            pleców, nie muszę już wlec za sobą tego bagażu. Pozdrawiam.
                            • karenb Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 08.10.09, 11:07
                              Witaj Michalino2001
                              Nie jestem jeszcze gotowa do zwierzeń na forum. Żyję z partnerem DDA
                              od 18 lat i chyba mam już dość. Chciałabym sie z Tobą skontaktować
                              indywidualnie i poradzić - gdyż Ty otwarłaś oczy i podjęłaś decyzję
                              dużo wcześniej niż ja. A ja - ciągle mam nadzieję, że mój partner
                              się zmnieni.
                              Pozdrawiam
                              • artuana Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 08.10.09, 21:08
                                Ja też żyłam z partnerem DDA i to ponad 20 lat. Nie dość, że było
                                bardzo ciężko się z nim dogadać i utrzymać więź, to jeszcze mnie
                                zdradził. I też niedawno się rozwiodłam. Jeszcze nie oswoiłam się z
                                tym rozwodem. Wiem jednak, że nie dałoby się z nim dłużej zyć. Ta
                                zmienność nastrojów, awantury bez powodu, obrażanie się wykończały
                                mnie. Za długo to znosiłam, teraz to wiem, że zmarnowałam sobie
                                życie.
                                • marozuczka89 Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 13.10.09, 11:52
                                  Witajcie jestem nowa i mama w porównaniu do was nieiwlekie doświadczenie ale juz
                                  zaczynam to odczuwa..jestem dziewczyną chłopaka z DDA od ponad półtora roku i z
                                  dnia na dzień jest trudniej nie mieszkamy jeszcze razem ponieważ on ciągle
                                  zminiał decyzję raz chciał się z domu wyprowadzi a raz nie i tak wkułko kiedy go
                                  wkońcu zapytałam o co chodzi bo głupieje to powiedział że nie jest gotowy i
                                  wiecej juz o tym nie gadamy bo nie ma to sensu ponadto mieszka z ojcem i z
                                  młodszym bratem bo matka alkoholiczka odeszła i kiedy pytam go co dalej bedzie z
                                  nami bo chce sobie zycie z nim ułozyc to on odpowiada ze ma zobowiazania wobec
                                  ojca i najblizsze lata sie nic nie zmini ale ma palny ze mna bo wkoncu jestesmy
                                  razem...nasze kłutnie to juz nie lada wyzwanie zazwyczaj chodzi o głupoty a on
                                  robi z tego jakis horror zazwyczaj wychodzi i na tym sie konczy jak chce z nim o
                                  tym pogadac zawsze gdzies ucieka raz jest miedzy nami cudownie a raz jakbysmy
                                  nic nie czuli ja tez nie miałam latwego dziecinstwa dlatego gdy uswiadomiłam
                                  sobie ze jego problemy sa spowodowane dda zastanawiam sie czy dam rade kiey ja
                                  pragne normalnego zycia moja rodzina bardzo go lubi jest dusza towarzystwa ale
                                  jesi ktos inny prubuje nia byc to juz mu sie nie podoba i nikt nie potrafi mnie
                                  zrozumiec dlatego pisze to tutaj jest mi naprawde ciezko bo z 1 strony zal mi go
                                  a z 2 on mnie wciaz rani nawet jesli tego nie wie kolejna rrzecz to to ze ma
                                  taka kolezanke z ktora podobno juz przestał pisac kiedy zrobiłam mu awanture gdy
                                  odkryłam jakiego typu to sa wiadomosci a wiem ze pisze i dzwonia do siebie
                                  chociaz on temu zaprzecza wogle mu juz nie ufam nie wierze w zadne słowo nie
                                  spełnia swoich obietnic nieraz jednak jest wspaniałym mezczzna potrafi pokazac
                                  ze kocha i ze ma uczucia jest dobry przytuli powie miłe słowo(cho naprawde
                                  zadko)jestem z tym sama i nie wiem co dalej ma zrobic zawsze to ja jestem winna
                                  nie było takij kłutni by nie sprawił ze to ja czułam sie winna pomimo iz nie
                                  powinnam:(prosze pomóżcie:(
                                  • artuana Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 13.10.09, 18:55
                                    marozuczka,
                                    to co opisujesz o swoim chłopaku, to typowe dla DDA: taka huśtawka,
                                    raz dobrze, a za chwilę nie wiadomo dlaczego bardzo źle. Porozmawiać
                                    o problemach się z nim nie da, bo ucieka lub Ciebie będzie o
                                    wszystko obwiniał. Przeżyłam to samo i żałuję, że tak długo trwał
                                    nasz związek, aż się rozpadł. Gdybym była na Twoim miejscu to nie
                                    wiązałabym się z osobą DDA. Podobno można żyć z taką osobą, jeśli
                                    ona przejdzie terapię, ale czy tak jest na pewno, to mógłby Ci
                                    napisać ktoś, kto tego doświadczył.
                                    • klucha95 Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 28.10.09, 23:21
                                      witam serdecznie,
                                      o tym że mój chłopak ma zespół dda dowiedziałam się parę dni temu. nie znam się na konstrukcji ludzkiej psychiki, dlatego niektóre jego zachowania uznawałam za jednostkowe wady, a nie zespół cech charakterystycznych dla określonej grupy. K. boi się ludzi - ucieka od nich, ja natomiast jestem, a raczej byłam, bardzo towarzyska. jest straszliwie wręcz infantylny - nie lubi dzieci, jednocześnie rozczula się nad zabawkami, pluszakami etc. nie potrafi ze mną rozmawiać, często płacze, a co najgorsze - bardzo na mnie krzyczy. Potrafi urządzać karczemne awantury, mówić rzeczy których później nie pamięta, a które są bardzo bolesne (np. że mnie nie kocha). zmienia się wtedy nie do poznania - dostaje istnej furii, i to z najbłahszego powodu. po paru minutach wszystko jest jakby wymazane, nieistniejące. W takich chwilach przestaję go kochać, ale - co najgorsze - nie potrafię od niego odejść. wiem, że nasz związek nie ma przyszłości, ze zasługuję na lepsze życie, lojalnego partnera z którym mogłabym żyć na równej stopie. chciałabym, żeby on był szczęśliwy, wiem też że jestem jedyną osobą którą on tak naprawdę "ma". niejednokrotnie, okrutnie straszył mnie samobójstwem. bardzo proszę, wiem że macie podobne doświadczenia, pomóżcie mi sobie z tym poradzić, napiszcie jak wybrnąć z takiej sytuacji.
                                      • madzionek Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 29.10.09, 00:09
                                        jeśli naprawdę uważasz, że to z powodu dda ciężko jest wam w związku, to spróbuj
                                        pomóc mu skorzystać z pomocy psychologa
                                        a jeśli nie sięgnie po fachowca czy terapię grupową, to nie brnij dalej w ten
                                        związek, bo on wykończy ciebie i siebie samego
                                        • holenderka83 Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 11.11.09, 10:51
                                          potwierdzam, ze bez pomocy psychologa trudno jest wyjsc z tego
                                          zwiazku...

                                          ja odczuwam lepszy komfort dopiero po dwoch miesiacach terapii...
                                          ale to gwarantuje szczesliwsze zwiazki w przyszlosci...


                                          tacy DDA bywaja tak atrakcyjni tak czaruja, potrafia naprawde omotac
                                          nawet najbardziej niezalezna kobiete. Maja w sobie toksyczny
                                          czar.... Ale zrozumienie siebie , sytuacji. Nabranie dystansu do
                                          sprawy przez kobiete, odzyskanie poczucia swojej wartosci, pozwoli
                                          po wielu wysilach uwolnic sie od DDA. Ja niestety nie chce walczyc z
                                          DDA nie chce go posylac na terapie. Bedę się trzymac od takich z
                                          daleka.
      • holenderka83 Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 11.11.09, 10:48
        Czesc, bardzo cieszę się, że powstał taki wątek. Ja od 2 tygodni
        jestem uświadomiona, że jestem/byłam z partnerem ktory był DDA. W
        zasadzie juz po pol roku naszego zwiazku ewidentnie jego zachowanie
        objawialo klasyczne odruchy DDA. Po pol roku mnie zostawil z jakichs
        dziwnych przyczyn. Wtedy to natknelam sie na ksiazke o Kobietach
        ktore kochaja za bardzo. Uzaleznienie bylo jednak tak silne, ze
        powrocilam do partnera, po jego wielkich prosbach. Potem sie zaczal
        nasz wspolny koszmarek, ktory w skrajnych przypadkach objawial sie
        tym, ze mnie upokarzal na kazdym kroku, wyrzucal z imprez, na ktore
        chodzilismy razem, krzyczal na mnie, zaczynal podpijac alko przy
        kazdym spotkaniu. Czesto tez zmienial decyzje co do wspolnej
        przyszlosci. Odejsc postanowilam 2 tygodnie temu. Mialam dosyc juz
        tej niesprawiedliwosci i wiecznego obwiniania mnie, chamstwa.
        Potrafilam bardzo sie do Niego dopasowac a On byl wiecznie
        niazdowolony. W obliczu konfliktow uciekał do Rodzicow i nie odzywal
        sie przez tydzien. Klamal przylapany na klamstwie. Nie potrafil
        przyznac sie do winy ani przepraszac. Bywaly bajeczne momenty miedzy
        nami, takie jego przyplywy dobrych uczuc i radosci. Poza nimi , 90%
        naszej relacji to byla rownia pochyła. Wszyscy znajomi mieli juz
        dosyc tego zwiazku i nas a ja i tak go caly czas przed nimi
        tlumaczylam. Lekcewazyl nawet moich rodzicow i krytykowal wszystko i
        wszystkich. Nie przejawial zadnej woli do pracowania nad zwiazkiem,
        intymnoscia, wzajemnymi relacjami, wyjasnianiem nieporozumien oraz
        przejawial egoizm w relacjach płciowych.

        Sam mial tendencje do zatracania sie w pasjach i anormalnym wysilku
        fizycznym. Lubil sie stroic i wygladac modnie. Czulam sie calkowicie
        mu podporzadkowana, zalezna od Niego, bez zdania. On o wszystkim
        decyzdował i krecil naszym kogel-mogel-zwiazkiem. Ja i cale moje
        otoczenie ma jego dosyc. Wyladowalam pod koniec tego zwiazku na
        terpaii, gdzie powoli udalo mi sie podjac decyzje o odejsciu i
        odbudowaniu tej sily ktora mialam zanim go poznałam.

        Koszmar, dziekuje Bogu, ze to sie skonczylo.
        Chociaz jeszcze sie lecze z nalogu - bo ta milosc do Niego to jak
        nałóg. Bardzo mi pomogla ksiaża Pia Mellody o toksycznych zwiazkach.

        To bylo 1,5 roku straconego życia pieknej i uczuciowej Kobiety.
        :(

        • kajda28 Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 11.11.09, 15:47
          Dlaczego tak długo godziłaś się na takie traktowanie ?
          Dzięki temu związkowi trafiłaś na terapię, więc możesz go uznać za
          coś co musiało ci się przytrafić aby samemu się wyprostować.
          • madzionek Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 11.11.09, 20:37
            a ja na terapię trafiłam nie "dzięki" tylko przez ten związek, ale nie chcę też
            demonizować dda, żeby nie było, że dda to wyzute z pozytywnych emocji potwory,
            tylko nie da się przekonać człowieka, że moze byc dobrym i szczęśliwym
            człowiekiem, jeśli on sam się spisał już na straty
            • kajda28 Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 11.11.09, 21:48
              madzionek wytłumacz mi jak ktoś nieDDA/DDD może być z kimś kto
              krzyczy, upokarza, ma zmienne nastroje, kłamie, oszukuje?
              Wg. mnie tylko ludzie tacy jak DDA/DDD pozwalają aby inni ich nie
              szanowali, ale jak widać jest inaczej.
              • madzionek Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 11.11.09, 22:36
                bo miłość to też nałóg i jak się w niego wpadnie, to ani łatwo ani szybko z
                niego się nie wychodzi...

                mnie jeszcze gubiło wychowanie ;)bo uważam tak jak moja matula (zresztą według
                pani psycholog słusznie), że nie ma ludzi złych, tylko skrzywdzeni gdzieś kiedyś
                w przeszłości i że ludziom trzeba pomagać... ona do tej pory się zastanawia (a
                minęło już chyba z dziesięć miesięcy odkąd nie jesteśmy razem)czy jeszcze dla
                tego mojego byłego można coś zrobić, żeby nie skończył w rynsztoku albo
                psychiatryku, do tej pory ubolewa nad tym, że nie ma go kto wspierać, popchnąć
                we właściwą stronę...
                ps mój nie kłamał, nie krzyczał, "tylko" miał i pewnie nadal ma mega zmienne
                nastroje, dąży do jakiejś samozagłady, jak to nazywa moja mama... oj
                przepraszam, kłamał w temacie dda, mówił, że to wszytko co mu podsuwałam do
                czytania jest o nim, że będzie pracował nad sobą dla siebie i dla nas, ale na
                koniec wykrzyczał mi, że robił to tylko dla świętego spokoju
                ale nie ma co już się nad tym rozwodzić, ja się już prawie ogarnęłam, od
                chłopów, tych dda i nie dda, póki co stronię ;) na razie świetnie mi samej,
                jakoś tak się wszystko dobrze układa, że aż się boję ;) ... jeszcze czasem
                zupełnie nieuzasadnienie gryzie mnie sumienie, że jemu wiedzie się
                beznadziejnie, no ale po chwili tłumaczę sobie, że sytuacja, w której się
                znajduje jest konsekwencją jego decyzji i nikogo innego
              • grosik68 Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 11.11.09, 23:31
                DDA to nie tylko krzyczace, ponizajace i klamiace potwory. To prawda, jestesmy
                zlamanymi i bardzo trudnymi ludzmi; przezylismy koszmar, ktory skrzywil nasza
                osobowosc. Klamstwo, okrucienstwo i upokarzanie bylo i moim udzialem; najpierw
                bylam ofiara a pozniej sprawca. Ciezko jest z tego wyjsc i zostawic to za soba,
                ale moznam. Mimo mojej przeszlosci i ciaglych jeszcze wahan nastroju jestem
                kochajaca i czula zona, dbam o mojego meza bardziej niz on o mnie.
                Wiem, ze jeszcze duzo tego przeklenstwa jest we mnie, bardzo cierpie z tego
                powodu, bo czesto sama sobie stoje na drodze do szczesliwego zycia. Ale
                zdecydowanie nie jestem potworem.
                Ale moze macie racje, tacy jak my powinni byc sami i nie przekazywac dalej
                swoich chorych genow.
                • madzionek Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 11.11.09, 23:39
                  > Ale moze macie racje, tacy jak my powinni byc sami i nie przekazywac dalej
                  > swoich chorych genow.

                  zdecydowanie nie ;) właśnie to jest według mnie spisywanie się samemu na straty

                  według mnie najważniejsze to zauważyć swój problem i chcieć sobie pomóc, krótko
                  mówiąc jak mnie boli noga, to idę do ortopedy, jak mnie boli dusza, to do
                  psychologa... moje rozstanie z dda było bardzo trudne, jeszcze teraz jak sobie
                  przypomnę co ten chłopak z siebie wtedy zrobił, to mnie trzęsie, rozbolała mnie
                  po nim dusza jeszcze bardziej niż w trakcie związku, to poszłam do psychologa ;)
                  i się najzwyczajniej w świecie leczę
                  • filetta Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 12.11.09, 13:45
                    Juz wczoraj czytałam ten watek i bardzo mnie poruszyło to, że dda
                    tak sa postrzegani jako partnerzy. Kłamcy, krzykliwe potwory,
                    oszusci itd. Jestem dda, ale aż tak xle siebie nie oceniam. Mam
                    skłonności do wahań nastroju i ciągoty do awantur. Ale dzieje się to
                    tak mniej więcej raz na 1 lub 1,5 miesiąca. Mój partner pomimo, ze
                    nie ma lekko też nie nazywa mnie potworem. Mówi, że mam wyskoki,
                    które mijają.
                    Nie jestem ideałem, o nie. ale nie jestem też potworem. Czasem jest
                    nam ciężko (ale w miarę upływu czasu coraz lżej), ale nie jest
                    tragicznie. Nasz związek to nie koszmar!
                  • grosik68 Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 12.11.09, 14:06
                    Ja leczylam sie przez kilka lat i mysle, ze wyszlam na prosta, nie bylo mi dane
                    byc mama. Jestem kochana zona i to mimo, ze mam ciagoty do nerwow i raniacych
                    slow. Z pewnoscia jestem daleka od idealu, ale wiem, ze moj maz jest ze mna
                    szczesliwy.
                    • madzionek Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 12.11.09, 16:42
                      filetta, gratuluję silnego partnera, ja nie dawalam rady jak mniej więcej z taką
                      częstotliwością jak u ciebie słyszałam, że on nie wie co czuje itp... niby, tak
                      jak piszesz, to mijało i za kilka dni przepraszał, ale cos tam z tyłu głowy z
                      tych okrutnych słów zostawało...

                      i brawo grosik, leczyłaś się przez kilka lat i na pewno wiesz jak zmieniła się
                      "jakość" twojego życia

                      poza tym po tyle miesiącach przemyśleń, bardziej trzeźwej oceny sytuacji moge
                      chyba powiedziec, że "nieuświadomione" dda są potworami przede wszystkim dla
                      siebie, bo nie dają sobie prawa do szczęścia
                      • grosik68 Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 12.11.09, 18:12
                        madzionek napisała:

                        > poza tym po tyle miesiącach przemyśleń, bardziej trzeźwej oceny sytuacji moge
                        > chyba powiedziec, że "nieuświadomione" dda są potworami przede wszystkim dla
                        > siebie, bo nie dają sobie prawa do szczęścia

                        I tu zgodze sie z Toba calkowicie. Swieta prawda nic dodac, nic ujac.
                        Pozdrawiam.
                      • filetta Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 13.11.09, 11:53
                        Zgadzam się z Tobą, mój partner jest silnym psychicznie człowiekiem.
                        Zgadzam się również z tym, że źle samych siebie traktujemy, bo nie
                        dajemy sobie szansy na szczęście. Ale jeżeli pracujemy nad sobą,
                        staramy się zrozumieć swoje reakcje, znaleźć sposób na
                        wyeliminowanie z życia tych destrukcyjnych, możemy byc szczęśliwi. I
                        nasz partner z nami również. Tego zyczę wszystkim dda! Bysmy
                        znaleźli sposób na szczęście swoje i swojej rodziny.
                        • holenderka83 Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 14.11.09, 12:53
                          Zgodzę się, że nie można takich osob spisac na straty! Ale te osoby
                          muszą chcieć chociaż obserwować siebie, szukac jakich autorytetow,
                          punktow odniesien, zdobyc sie na chwile refleksji.

                          Moj partner buntowal sie przed kazda informacja ktora mu
                          dostarczalam. Negowal kazda rzecz, ktora robie. Powodowal awantury
                          obwiniajac potem mnie za nie. Dziwie się sama sobie, ze to tak
                          dlugo trwalo. Moze dlatego ze rodzice wpajali mi cale zycie, ze
                          milosc jest bezwarunkowa i ze czasem trzeba zacisnac zeby. Bedac w
                          tym zwiazku bylo najprosciej wybaczyc i isc dalej. Zawsze
                          najtrudniej odejsc, bo cierpienie jest bolesne. O wiele bardziej
                          bolesne i szybkie wybaczanie chamskich teskstow i
                          niesprawiedliwosci. W takich zwiazkach z dda - ktore czasem bywaja
                          toksyczne, jest sie bardzo latwo zatracic, bo sa takie ciekawe
                          wybuchowe, intensywne.

                          Juz mineło kilka dlugich dni po moim odejsciu a dalej mnie czasem
                          telepie, jak pomysle o Nim. Czasem mam taka mysl zeby Mu moze jakos
                          jeszcze pomoc, ale powstrzymuje to. Wychodzę z zalozenia, ze musze
                          to usunac jak nalog.
                          Mam tylko cichą nadzieję, że On kiedys sie opamieta i pojdzie na
                          terapie. Zycze mu duzo szczescia, ale niestety juz nie ze mna. Ja
                          juz sie przed tym chronie...
                          • madzionek Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 15.11.09, 12:59
                            ja też mam nadzieję, że ten mój były się opamięta i pójdzie gdzieś na terapię,
                            ja sama byłam u psychologa i od niego wiem, że niestety nie uda mu się stworzyć
                            szczęśliwej rodziny, póki nie przepracuje tego, co w nim siedzi
                            nie wiem czy teraz kogoś ma czy nie, ale mam nadzieję, że nie, bo on do związku
                            się niestety teraz nie nadaje, prędzej czy później unieszczęśliwi każdą kobietę...
                            • holenderka83 Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 16.11.09, 11:00
                              u mnie juz minely prawie 3 tygodnie od kiedy uciełam jak gilotynka
                              kontakt z partnerem. Jeszcze czasem mam jakis matrix w glowie, ale
                              konsekwentnie odcinam go. Chyba pojawiło się takie zwykle uczucie
                              tęsknoty, które jestem w stanie ogarnac i które mam nadzieję minie.
                              My (kobiety) to chyba tez mamy tendencje do szybkiego zapominania
                              krzywd. Jezelii DDA skutecznie obnizyl nasze pocucie wlasnej
                              wartosci, to naprawde jest potem problem z dojsciem do jakiejkolwiek
                              definitywnej decyzji. Mam taka obawe w sobie, z ektoregos dnia
                              gdzies mnie dopadnie i znowu bedzie blagal o cokolwiek. Bedzie mi
                              wtedy trudno, ale mysle ze sie ogarnę...

                              Ja juz przestalam obiwniac siebie. Doszlam do etapu w ktorym jest mi
                              po prostu smutno ze jestem sama, ale jednoczesnie nie mam ochoty sie
                              w najblizszym czasie z nikim spotykac.
                              Madzionek? A po ilu miesiacach zauwazylas znaczną poprawę w Twojej
                              codziennosci?

                              Dziewczyny, czy Wasi partnerzy mają/mieli tendencje ucieczkowe-
                              mileczenie kilkudniowe, ucieczki do rodziców? Jak budowali/budują
                              Twoje relacje z Jego znajomymi?

                              Dzieki dziewczyny za wsparcie!
                              • liczmond Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 16.11.09, 11:40
                                Tak czytam, że aż musze napisać o sobie.
                                Jestem facetem DDA. 1 rok terapii indywidualnej za mną i prawie rok grupowej,
                                którą kontynuuję. Zaczęło się właściwie od tego że poznałem kobietę, która jest
                                DDA....nie żałuję choć było czasem ciężko. Najtrudniej mi jest zaakceptować to,
                                że to ona mi powidziała o DDA i że z tego powodu cierpi....ale to ja
                                zdecydowałem się na terapię...a ona niestety nie ma chyba odwagi na to:/ To była
                                trudna znajomość pomimo tego że wiele nas łączyło ...byliśmy jak "bratnie dusze"
                                przynajmniej tak mi mówiła. Pomyślałem, że skoro ja coś ze sobą zrobię to ona
                                też tego spróbuje i będzie dobrze.
                                Wyglądało to tak, że gdy się do siebie zbliżaliśmy i było cudownie...następowałe
                                nagłe załamanie! Nagle przestawała odbierać telefon, odmawiać spotkania, czułem
                                się jakbym nic dla niej nie znaczył...w tych okresach zdawało mi się że traktuje
                                mnie gorzej niż swoich kolegów czy koleżanki..po prostu zmiana o 180 stopni w
                                jej zachowaniu. Mówiła wtedy "to nie ma sensu itp". Nie potrafiłem tego
                                zrozumieć skąd te odrzucenia...a że jestem uparty to brnąłem w to i pewnego dnia
                                powiedziała mi o tym że jest dda i że przez to nie możemy być razem... a
                                przynajmniej ona tak twierdziła. NO cóż nie odpuszczałem przeczytałem masę
                                książek, artykułów, poszedłem na terapię...i wciąż żyłem nadzieją że będzie
                                kiedyś lepiej. Ona bardzo dużo podróżuje i własciwie żyje " na walizkach", nie
                                potrafi się zatrzymać, musi ciągle być w ruchu, pracować itp żeby nie
                                myśleć...wiem o tym choć raz mówi tak a raz temu zaprzecza. Po ostatnim
                                rozstaniu a właściwie jej "ucieczce" postanowiłem, że urwę ten kontakt...i 2
                                miesiące ukłądałem sobie życie na nowo. Po 2 miesiącach bez kontaktu nagle
                                odezwała się ode mnie chciała się zobaczyć....bałem się spotkania bo bałem się
                                przeżywac to na nowo. Zapewniała mnie wtedy co do mnie czuje i że chce coś
                                zmienić, że to wielka miłość i że chce się zatrzymać bo ma dość życia na
                                walizkach. Zgodziłem się dać jej czy nam szansę chociaż bałem się. Było jedno
                                ale...miała wyjechać na pare miesięcy za granicę. Zgodziłem się gdy mnie
                                poprosiła czy poczekam na nią a potem spróbujemy znów i jakoś to będzie. Na
                                początku było ok ale potem coraz rzadszy kontakt, jakieś tłumaczenia że to
                                komputer popsuty, dużo pracy itp. Po powrocie musiałem wymusić spotkanie z nią
                                bo dostałem tylko maila z przeprsoinami w 1 zdaniu...po tym wszystkim co było.
                                Spotkalismy się jednak, powiedziała że przestała cokolwoeik do mnie czuć (po raz
                                5 to słyszę..) i że chce wyjechac za graniće na dłużej, że niechce się zmieniać
                                i znów ten sam cholerny dystans... Na spokojnie wyjasniłem jej jak to wygląda z
                                mojej strony i że nie chce jej już do niczego przekonywać...chociaż chciałbym
                                ale pozostaje mi się z tym pogodzić.
                                Teraz pewnie się już nie spotkamy chociaż chciałbym pewnie ale możemy juz nie
                                mieć okazji.
                                Czuję się trochę jak niektóre z was..jakbym się uzależnił od tego. Co jakiś czas
                                mam ochcotę napisac do niej itp. ale usunąłem numer i tego się tzrymam póki
                                co...może kiedyś napiszę bo zależy mi na niej cały czas choć wiem ,że nic już
                                nie mogę zrobić..poza zmianą i poznaniem siebie samego. Wiem tylko, że przed
                                sobą się nie ucieknie..nawet na koniec świata dlatego zostaję w kraju i póki nie
                                skończe terapi o ucieczce nie mam mowy nawet za cenę gorszej pracy i jakiejś tam
                                rezygnacji z dalszych podróży...
                                Holenderka moja dziewczyna uciekała bardzo czesto..z resztą kiedyś w innych
                                związkach sam tak robiłem i teraz wiem dlaczego. Lęk przed bliskością to coś z
                                czym staram się uporać i myślę, że już jest sporo lepiej...trzeba tylko chcieć i
                                nie bać się poznać siebie.
                                Pozdrawiam i powodzenia.
                                • holenderka83 Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 16.11.09, 13:16
                                  Dzięki liczmond za informację. Z tego co piszesz widzę, że bardzo
                                  skompliowana była Wasza relacja i odnoszę wrażenie,że jest tak
                                  trochę zawieszona w sensie, ze "temat" między Wami dalej istnieje.

                                  Dla mnie taka sytuacja byłaby bardzo niekomfortowa. Zyłabym w
                                  ciągłym stresie, że gdzies tam we mnie drzemie ten głód na Niego.
                                  MOzna zyc lepiej i spokojniej i w mniejszym cierpieniu. A ja sie
                                  czuje zniszczona przez Niego. Niezdolna do kochania, w pulapce z
                                  ktorej moge wyjsc tylko do niego lub na zawsze juz w niej zostać.

                                  Teraz tak sztucznie zdyscyplinowalam się, żeby urwać kontakt, ale
                                  przyznam szczerze, że przysparza mi to wiele trudności. Nie raz
                                  łapię za telefon, żeby zapytać go chociaz co u Niego. Powstrzymuję
                                  się, bo to jest bezsensowne, jeśli On nie będzie chodzić do
                                  psychologa. Na chwilę obecną On nie nalega i nie narzuca się z
                                  kontaktem, ale i też go poblokowałam na wszystkich możliwych
                                  skrzynkach, telefonie. Nie wiem, może w ogóle nie pomyslal o tym,
                                  zeby sie odezwac do mnie. Juz sama teraz nie wiem, jak i gdzie
                                  znaleźć swoje miejsce. Boję się, że wróci zanim na dobre sobie to
                                  wszystko poukładam. Boję się, że się poddam, że rozbabram to na
                                  nowo. Staram sie jak najmniej o tym myslec i oszukać trochę swoje
                                  mysli. Chcialabym prostego i spokojnego związku.

                                  Te jego ucieczki to było straszne, cisza taka bez wyjasnienia, nagle
                                  urwane kontakty. Najpierw traktowałam to jako zwykłe chamstwo, a
                                  potem mocno cierpialam. BYlismy coraz dluzej ze soba, coraz wiecej
                                  wspomnien, za kazdym razem angazowalam sie coraz bardziej. A potem
                                  te ucieczki paraliżowały mnie. Nie byłam w stanie zrobić niczego
                                  konstruktywnego ze swoim życiem.
                                  Liczmond, a jak Ty przezywales okres w ktorym byles "na ucieczce"?
                                  Jaki był Twoj tok rozumowania i przemyślenia? Powiedz mi, co
                                  sprawialo, że podejmowales decyzje o powrocie z ucieczki?

                                  Ja jako osoba po tej drugiej stronie czulam sie jak w wiezieniu...
                                  Nawet nie wiedzialam, czy mam chlopaka czy nie. Dla mnie takie
                                  nieodzywanie sie jest strasznie niepowazne i bylo jednoznaczne.

                                  Boję się i walczę dalej o siebie. Na terapii od 2 m-cy, ddluga droga
                                  przede mną.
                                  • filetta Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 16.11.09, 13:46
                                    Ja nigdy nie uciekałam. Często znajdowałam powody, by uznać nasz
                                    związek za bezsensowny i rozważałam mozliwość rozstania, ale nigdy
                                    nie unikałam kontaktu. Czasem wyjeżdżałam do rodziców (mogłam
                                    spokojnie - mój ojciec jest trzeźwym alkoholikiem), ale juz
                                    następnego dnia tęskniłam, więc wracałam, a on zawsze na mnie czekał.
                                    Na poczatku naszej znajomości uważałam, że wszystko, co złe między
                                    nami, wynika z jego zachowania. Ale z czasem przejrzałam na oczy.
                                    Raniłam go strasznie, a że go kochałam, musiałam z tym skończyć. Nie
                                    mogłam patrzeć jak cierpi i ja cierpię dodatkowo przez to. Musiałam
                                    jakoś wyjść z tego błędnego koła.
                                  • liczmond Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 16.11.09, 13:51
                                    Moja relacja z nią raczej jest już zakończona chociaż nadal w niej tkwię w
                                    jakiejś części i ona pewnie też chyba? ...chociaż nie kontaktujemy się ale z
                                    tego co mówiła po powortach to jednak zawsze było to "coś" takze mogę się tylko
                                    domyślać. Im więcej wiem tym mniej mam na powrót jakikolwiek ochotę i staram
                                    się zaakceptować, że ktoś może tego nie chcieć...albo że ktoś "lubi" czuć się
                                    nieszczęśliwy i ma prawo żyć "jak chce" albo jak "każe" schemat oparty na lęku.
                                    Z tej relacji nie uciekałem akurat...chociaż czasem miałem wątpliwości co czuję
                                    w momentach gdy dostawałem coś dobrego. To tak działało, że jak jest dobrze, to
                                    się ma ochcotę coś popsuć...trudno to kontrolować. Potem przez chwilę jest
                                    spokojnie bo lęk minął ...ale z czasem dopada poczucie winy, bezsilność,
                                    ogromny ból, że znów się coś straciło, lęk przed utratą tego kogoś na zawsze. Ja
                                    dawniej miałem tak, że zabiegałem o kogoś, robiłem dużo angażowałem się
                                    mocno...a jak już to miałem z drugiej strony...wtedy traciłem na to
                                    ochotę...teraz wiem, że to był lęk. Blokowanie uczuć, ta osoba mnie przerażała,
                                    myślałem że jest słabsza odemnie że daje mi coś ...a ja tego nie umiem
                                    przyjąc..i to mnie zniechęcało...na jakiś czas. Jak odchodziła czułem ogromną
                                    stratę...znów chciałem z nią być chociaz czułem, że to nienormalne. Ja akurat
                                    często też urywałem kontakt raz na zawsze, cierpiałem długo obwiniając siebie i
                                    potem niby wchodziłem w coś co znów okazywało się porażką...bo działał ten sam
                                    mechanizm.
                                    Dzięki tej znajomości wreszcie sięgnąłem po pomoc bo spotkałem osobe podobną w
                                    tym do mnie i czułem, że ją rozumiem. Znam ten mechanizm na tyle dobrze, że
                                    staram się kotrolować pewne zachowania i je wyłapywać. MOgę pomóc tylko sobie
                                    jesli ona tego nie chce...a przynajmniej lęk jej na to nie pozwala teraz.
                                    Dużą rolę odgrywa tu poczucie własnej wartości i dawanie sobie prawa do
                                    szczęścia, Bo jeśli się tego nie ma to nawet najpiekniejsze słowa, zapewnienia
                                    drugiej osoby nie sa w stanie dotrzeć do nas bo kłócą się z tym co myślimy o
                                    sobie. Pragniemy szczęscia...ale jak już ono do nas przychodzi...czujemy, że nie
                                    zasługujemy na nie. Taki paradoks...ale da się to wyprostować przez to że
                                    poznajemy siebie i zyskujemy samoświadomość własnych zachowań.
                                    Nie sądzę aby niektóre osoby bez terapi dały sobie radę...z resztą moja historia
                                    to potwierdza...przyciąganie i odpychanie samo nie minie...i będzie się
                                    powtarzać...ale da się z tym walczyć, tylko trzeba też umieć obronić siebie bo
                                    sam wiem jak to wykańcza i odejść w odpowiedniej chwili czego nie umiałem.
                                    Fajna pozycja nt. związków i tego kogo wybieramy to oprócz toksycznej miłości
                                    jest książka "Dawcy i biorcy Tajemnice wzajemnej fascynacji". Polecam.
                                    Też chcę spokojnego związku i boję się angażować...ale nie ma innego wyjścia jak
                                    próbować.
                                    • filetta Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 20.11.09, 11:32
                                      Ja do 35 roku zycia nie nawiązywałam prawie żadnych związków,
                                      później było parę z perspektywy czasu nic nieznaczących epizodów i
                                      poznałam jego. Myślałam, że zdecydowałam sie być z nim, bo mi bardzo
                                      na nim zalezało, ale właśnie wczoraj dokonałam pewnego odkrycia -
                                      otóż od poczatku związku on (a tak właściwie jego była żona)
                                      fundował mi taką dawkę napięcia rodem z domu rodzinnego (tylko
                                      źródła są inne), że nie mogłam się temu oprzeć. Byłam u siebie,
                                      czułam, że żyję. Gdy te emocje opadły, zafundowałam partnerowi sporą
                                      dawkę emocji związanych z "przyciąganiem i odpychaniem" i moją
                                      aklimatyzacją w stałym związku. Dopiero teraz to rozumiem.
                                      W tej chwili nie mam ochoty na jakiekolwiek emocje. chcę w spokoju
                                      cieszyc się życiem. Nie byłam na terapii, zaledwie parę miesięcy
                                      temu uświadomiłam sobie, co jest ze mną nie tak. Że jest nie tak
                                      podejrzewałam od dawna.
                                      • liczmond Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 20.11.09, 13:44
                                        Ty dopiero od niedawna widzisz co jest nie tak a są ludzie co "wiedzą" niby od
                                        dawna ale i tak nic na daną chwile nie robią. Ja nie twierdzę, że terapia
                                        każdemu jest potrzebna... tylko wiele ułatwia. Wiadomo, że prze jakieś
                                        traumatyczne przeżycia być może każdy dojdzie do jakiś "trafnych" wniosków albo
                                        poprostu nadejdzie ten moment odpowiedni. Ja też chciałbym żyć wreszcie
                                        spokojnie bo to co robiłem do tej pory to emocjonalna karuzela. Niby wiem jak w
                                        niej żyć i jakoś to dla mnie naturalny stan ale życ w spokoju...to jest sztuka
                                        której chcę się nauczyć..wreszcie. Ja wiem, że nic się nie dzieje bez przyczyny
                                        i tyle.
                                        • filetta Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 21.11.09, 13:08
                                          Nie neguję terapii. Myślę, że nie jestem jeszcze na nią gotowa, ale
                                          czuję, że jest mi potrzebna.
                                          Wydaje mi się, że to duzy krok naprzod, jeśli ktos chce się czegos
                                          nauczyć. Życie w spokoju, bez napięć, wahań nastroju, nadmiernych i
                                          przesadnych emocji jest może i niemozliwe w naszym przypadku, ale
                                          warto sie pokusić i zblizyc do tego jasno okreslonego celu. W tej
                                          chwili jest to dla mnie najważniejsze.
                                          Życzę, by Tobie sie udało... wreszcie :) Powodzenia
                                          • casey80 potrzebuje pomocy...wariuję =/ 21.11.09, 16:22
                                            Witam wszystkich, po raz pierwszy odważyłam się napisać....po prostu nie daje
                                            już rady =/ boję się, że oszaleję w końcu. Jestem DDA (już dawno sobie to
                                            uświadomiłam) i żyje w związku z DDA (on nie przyjmuje tego do wiadomości)
                                            różnica pomiędzy nami polega na tym, że mój ojciec nie pije od 15 lat (odział
                                            zamknięty, terapia indywidualna, grupowa i rodzinna dla nas wszystkich, bywało
                                            ciężko ale przetrwaliśmy) natomiast u niego pija matka (udaje, że nie ma
                                            problemu,choć pije codziennie a w weekendy upija się wręcz do nieprzytomności
                                            ale przecież "chodzi do pracy" więc wszystko jest w porządku) i ojciec (jego dla
                                            odmiany wszyscy nazywają alkoholikiem). Związek trwa od 7 lat, i zawsze był to
                                            emocjonalny rollercoaster =/ nie potrafiłam się postawić, zrobić czegoś ze swoim
                                            życiem, "pokornie" znosiłam wszystkie poniżenia, wpędzanie w poczucie winy,
                                            "karanie", awantury, odpychanie by za chwile słyszeć jaka jestem wyjątkowa i jak
                                            bardzo mnie kocha...Wiem już,że nie mogę tak dłużej żyć, chcę sobie pomóc, ale
                                            nie wiem od czego zacząć =/ To nie jest zepsuty, zły człowiek,ma wiele
                                            pozytywnych cech ale wiem, że nie przyzna się, że ma problem i nie poprosi o
                                            pomoc (tylko JA ma problem wg niego a na każda moja prośbę i próbę rozmowy na
                                            ten temat reaguje agresją) Nie mam już siły...Ostatnio znowu mnie poniżył,
                                            upokorzył do granic moich możliwości, poczułam jakby ktoś mnie mocno kopnął,
                                            jeszcze jakiś czas temu to pewnie ja zadzwoniłabym, pierwsza i jeszcze bym
                                            przepraszała 9minał tydzień a on zachowuje się jakby nic się nie stało i snuje
                                            plany na przyszłość =/ ) coś jednak we mnie pękło, nie chce tak dłużej żyć...
                                          • holenderka83 Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 26.11.09, 08:23
                                            Ja tez zycze wszystim powodzenia... Ja juz prawie miesiac leczę się
                                            po związku z DDA. Teraz akurat jestem w fazie zwątpienia i pytań
                                            samej siebie, co u Niego , ale nie łamię się. Myślę, że jeszcze to
                                            potrwa. NIe mogę się z Nim kontaktować, bo boję się zarówno
                                            odrzucenia jak i tego, ze znowu bede musiala sie leczyc, jak partner
                                            do mnie wroci i bedzie miał odpały. On nadal nie chce się leczyć.
                                            Szkoda, bo mimo wszystko życze Mu dobrze, nawet jeśli ma nie być ze
                                            mną. No nic może to minie , idą święta Andrzejki. Zajmuje sie swoimi
                                            sprawami.

                                            Ciezkie to, ale wydaje mi sie, że juz nie mam do Niego takiej sily,
                                            zeby przemowic, zeby moze sprobowal terapii, zeby mnie wyluchal. Za
                                            bardzo sie oddalilismy.
                                            • oliwka-13 Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 29.11.09, 19:14
                                              Pomóżcie proszę w podjęciu decyzji:)
                                              Mój mąż jest DDA,ma ojca alkoholika.Jesteśmy razem 17 lat i pewnie dlatego tak
                                              trudno podjać decyzję o rozstaniu.Zauważyłam,że mój mąż pełni rolę ojca dla
                                              swojej siostry i partnera życiowego dla swojej mamy.Jest mi trudno się z tym
                                              pogodzić poniewaz zaczyna mu brakować czasu dla mnie i naszej córeczki.Poza tym
                                              od czterech lat jest uzależniony od gry internetowej.Ogólnie jego styl bycia
                                              wskazuje na kopiowanie domu rodzinnego :czyli każy prowadzi życie na własny
                                              rachunek.Nie potrafię w ten sposób funkcjonowac ,ponieważ dla mnie rodzina jest
                                              wspólnotą i dlatego razem rozwiazujemy nasze problemy.
                                              Doradźcie, gdzie udać się po pomoc ,jak przetrwać w takim związku.

      • binderek Re: Codzienne życie z partnerem z DDA 13.12.09, 01:00
        michalina2001 - byłem w związku z kobietą dda 7 lat. Dziś się rozstalismy a
        raczej to ona odeszła. Było to 7 lat amplitudy od potężnych namiętności po walki
        wręcz. Dziś stchórzyła i woli odejść niż walczyć o siebie i o nas. Od 2 lat
        jestem na psychoterapii bo w pewnym momencie dopięła swego robiąc mnie potworem
        i nic nie wartym człowiekiem. miałem przez nią kilka prób samobójczych i
        przyznam się że dziś gdy odeszła takie myśli mam dalej. Każdy opis dda mógłbym
        do niej przyrównać. Ma każdą cechę dda jaką znalazłem w literaturze i sieci.
        Zdaje sobie z tego sprawe lecz nie chce sobie pomóc. Chodzi na terapie do
        psychologa lecz wybiera z niej tylko to co jest bezpieczne. Dziś nie umiem już z
        nią żyć i nie umiem jeszcze żyć bez niej. Musisz sobie odpowiedzieć na jedno
        zajebiście ważne pytanie. Czy zrobiłaś ze swej strony wszystko co można było by
        to ratować. Jeśli tak i nie widzisz nadziei to musisz odejść. Dda, którzy nie
        chcą się leczyć są trucizną dla "normalnych" ludzi. Zrobią wszystko by
        ukształtować ich na swoją modłę.
        • trynyti Re: Codzienne życie z partnerem z DDA- PROŚBA 09.02.10, 18:08
          Witam
          Mam do was ogromną prośbę, (zresztą nie ja pierwsza) jak pewnie się domyślacie
          chodzi o ankietę, która skierowana jest do DDA. Sama jestem osobą która
          wychowała się w rodzinie alkoholowej i często również wypełniałam podobne
          ankiety, ta moja nie jest żadną odkrywczą, ale jest mi potrzebna do napisania
          pracy licencjackiej. Wiem, że większość jest już znudzona takim ciągłym
          „napastowaniem”, ale będę bardzo wdzięczna jak poświęcicie te 5 minut i
          pomożecie mi. Sama długo dochodziłam do tego skąd się biorą moje „dziwne”
          zachowania, na całkiem zwyczajne sytuacje. Zebrałam kilkanaście książek o tej
          tematyce i nie tylko, więc jeśli ktoś będzie potrzebował jakiejś książki to
          proszę pisać na maila przynajmniej tak będę mogła odwdzięczyć się za wypełnienie
          ankiety.

          LINK DO ANKIETY.

          www.ankietka.pl/ankieta/35157/dda-czyli-dorosly-swiat-oczami-zranionego-dziecka-jak-dziecinstwo-w-rodzinie-z-problemami-alkoholowymi-rzutuje-na-pozniejszy-kontakt-z-partnerem.html
          Pozdrawiam Ania
          O książki proszę pisać tylko i wyłącznie na maila
          mail kwiatuszekan@o2.pl

          Książki jakimi dysponuje.
          1. Kobiety, które kochają za bardzo
          2. Pia Mellody - TOKSYCZNE ZWIĄZKI
          3. Alice Miller- Gdy runą mury milczenia
          4. Augustyn Józef – ból krzywdy, radość przebaczenia
          5.Bradshaw John- Toksyczny wstyd
          6. Cziedryn Pema- Kiedy życie nas przerasta
          7. Dodziuk Anna Pokochać siebie
          8. Forward Susan- Toksyczni rodzice
          9. Gdy runą mury milczenia
          10. Gdzie się podziałao moje dzieciństwo
          11. TOREY L. HAYDEN- DZIECKO
          12. Janet. K. Woititz- Małżeństwo na lodzie
          13. Janet. K. Woititz- Dorosłe dzieci alkoholików
          14. Wanda Sztander Rodzina z problemem.
          Jeśli interesuję cię inny tytuł a nie ma go w spisie, napisz, być może go posiadam.

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka