oby.watel
14.08.10, 17:41
Co się stanie, jeśli w konkursie na ordynatora zostanie wyłoniony kandydat niezgodny z oczekiwaniami dyrektora? Konkurs konkursem, ale na stanowisku ma się
znaleźć protegowany dyrektora. Bez względu na koszty. Tego wymaga dobro pacjentów.
5 lutego 2009 r. w Białymstoku, w siedzibie Okręgowej Izby Lekarskiej,
doszło do posiedzenia komisji z udziałem trzech profesorów zwyczajnych, dwóch
doktorów, przedstawicielki pielęgniarek i położnych oraz dyrektora. Obaj
kandydaci zostali przesłuchani, obaj mieli wystawione pozytywne opinie przez
swojego zwierzchnika. Przewagą jednego głosu zwyciężył dr Sławomir Sosnowski.
I wtedy wybuchła afera. Dyrektor odmówił powołania go na stanowisko, bo - jak
twierdził - w czasie trwania konkursu nie została zachowana tajność głosowania
- siedmioro członków komisji siedziało przy jednym stole i w związku z tym
miało możliwość wglądu w notatki reszty. Sosnowski poszedł do sądu. Sąd
nakazał dyrektorowi przywrócenie go do pracy. Wyrok się już uprawomocnił.
Jednak dyrektor zamiast go wykonać, wyjął ze szpitalnej kasy wartość rocznych
poborów ordynatorskich (dokładnie 92 169 zł) i - delikatnie mówiąc -
podziękował Sosnowskiemu za współpracę, motywując to oficjalnie utratą
zaufania.
Co się stanie, jeśli dyrektor nie lubi któregoś z lekarzy? Pozbędzie się go
bez względu na interes placówki, której dyrektoruje. Dla dobra... No, chyba
jednak nie pacjentów. Tym razem ważniejsze stało się rozbuchane ego dyrektora
nie potrafiącego zarządzać podległymi sobie ludźmi.
Pod koniec marca dyrektor głogowskiego szpitala Tadeusz Tofel zwolnił z
pracy ordynatorkę oddziału anestezjologii i intensywnej terapii dr Wiesławę
Dec. Merytorycznych zastrzeżeń nie miał, ale - jak tłumaczył - nie mógł dłużej
tolerować "łamania przez lekarkę regulaminu, jej wielkiego ego i destrukcyjnej
roli". Chodzi m.in. o samowolny - zdaniem dyrektora - wyjazd lekarki na
szkolenie, jakie poprowadziła we Wrocławiu na zlecenie Dolnośląskiej Izby
Lekarskiej, awanturę na bloku operacyjnym, podczas której dr Dec skrytykowała
decyzję chirurga, oraz upominanie się o zwiększenie obsady pielęgniarskiej.
Za zwolnioną ordynatorką murem stanęli anestezjolodzy z jej oddziału. Najpierw
nie przedłużyli kontraktów z dyrekcją, a potem poszli na zwolnienia lekarskie.
Konflikt bezskutecznie próbowała łagodzić izba lekarska.
W rezultacie tych działań szpital został ukarany przez NFZ.
W maju Fundusz rozpoczął kontrolę w głogowskiej placówce. Stwierdził szereg
nieprawidłowości i nałożył na szpital karę w wysokości 290 427 zł (jeden
procent wartości rocznej umowy NFZ ze szpitalem). - Szpital udzielał świadczeń
medycznych niezgodnie z umową i przepisami. Z dokumentów, jakie dostarczono
naszym kontrolerom wynika, że zaangażował wprawdzie odpowiednią liczbę
lekarzy, ale na dyżurach ich brakowało. Poza tym nie powiadomił nas o swoich
problemach i zmianach przy zatrudnieniu personelu - wyjaśnia Joanna
Mierzwińska, rzeczniczka dolnośląskiego NFZ.
System swoją drogą, brak pieniędzy swoją, a kunktatorska, zawistna i po prostu
żałosna kadra kierownicza dopełnia obrazu całości służby zdrowia.
Ile złego potrafią wyrządzić idioci na stanowiskach nie trzeba chyba opowiadać.