Dodaj do ulubionych

Ludzie, szanujcie lekarzy

IP: *.bronet.pl / 62.233.218.* 30.03.04, 20:29
Jest to bardzo smutne , ale polskie społeczeństwo nie szanuje służby zdrowia.
Chcieliby ,aby lekarz ,zarabiał jak najmniej , a jednocześnie pracował
nonstop. Wszystko zaognia prasa - to są mity o powszechności
łapówek ,oczywiście takie przypadki się zdażają, ale nie jest to nagminne.
Znam lekarzy, którzy w życiu nie wzięli łapówki od pacjenta. W ęuropie,na
świecie zawód lekarza cieszy się zaufaniem i prestiżem a nie wrogością jak w
Polsce. Ludzie, zastanówcie się - jeżeli chcecie zmian w służbie zdrowia
lepszej opieki i traktowania, sami lepiej traktujcie tych, co was mają leczyć!
Obserwuj wątek
    • martini_very_bianco Re: Ludzie, szanujcie lekarzy 30.03.04, 23:45
      Też znam lekarzy, którzy w życiu by nie wzięli łapówki ani nawet pudełka
      czekoladek, niestety, znam więcej tych, którzy nie mają oporów...
      To, niestety, jest nagminne.
      Napisałabym jeszcze parę rzeczy, ale ile można się powtarzać, to i tak walenie
      głową w mur...

      martini





      Palec jednemu służy do tworzenia cudów,
      drugiemu do dłubania w nosie
      F. Chopin (nasza duma narodowa)
      • cota Re: Ludzie, szanujcie lekarzy 01.04.04, 17:17
        ja podpisuje się obydoma łapkami, aby lekarze w polsce zarabiali jak najwięcej.
        Uważam, że ten rodzaj pracy wymaga dużej pensji. I jestem za dodatkowymi
        ubezpieczeniami, które by przynajmniej w części podniosły ich zarobki. Niestety
        co do tematu: lekarze szanujcie pacjentów. Ja, w ok. 25 % przypadków spotkałam
        się z łapówkarstwem, nigdy sama nie dałam nic - to ode mnie wymagano.
        Równocześnie lekarze traktują pacjentów jak zło koneczne, natrętów, im więcej
        pytań zadajesz tym gorzej. Ostatnio miałam ciekawe przejścia na izbie przyjęć:
        Pani symuluje i 3 w nocy !!! (rozpoznanie utknęcie kamienia), przy mnie
        dziewczynka pogryziona przez psa: ojciec : co ja mam zrobić jeśli ten pies był
        wśiekły, lekarka: to nie mój problem. Dalej przy mnie: perforacja wrzodu,
        chłopak skręca się na izbie, czeka przy mnie dwie godziny aż zejdzie ciągle
        wołany z góry chirurg do operacji, w końcu schodzi: młody chłopak, może
        poczekać, ja muszę pościelać, bo następna zmiana przyjdzie, ja wyszłam za pół
        godziny - jego jeszcze nie było. W jedną noc. Oczywiście zaraz mi ktoś zarzuci,
        że kłamię, ale nie mam w tym celu. Nie mam jadu, który jest faktycznie tak
        powszechny. mam trochę żalu, że tak się nas - także ludzi, którm coś dolega -
        traktuje. Nikt nie chodzi do lekarza dla przyjemności.
        Pozdrawiam

      • maretina martini! 14.04.04, 09:09
        ja rowniez znam wielu lekarzy, ma tez ich w rodzinie. zaden z nich nie byl i
        nie jest lapowkarzem.znasz tych co biora? to przestepstwo! zatem jesli wiesz i
        nic nie robisz to moze siedz cicho, a jak juz gadasz to konketnie. nie pluj na
        wszystkich. mowiac "niektorzy" i nie wskazujac konkretnych osob obrazasz
        wszystkich. myslalam, ze jestes madrzejsza!
        • martini_very_bianco Re: martini! 14.04.04, 22:23
          cześć Maretino, miło Cię widzieć i tutaj, szkoda tylko, że tak bezsensownie
          rozzłoszczoną. Niepotrzebnie się unosisz. Na nikogo nie pluję, nie mam w tym
          interesu. Na szczęście większość lekarzy, których ja spotkałam na swojej
          medycznej drodze, to ludzie patologicznie uczciwi, którzy nie biorą od
          pacjentów nawet czekoladek, bo im głupio. Jeśli zrzymasz się, że
          piszę "niektórzy", mogę tu zrobić imienną listę uczciwych i nieuczciwych
          lekarzy, z którymi miałam przyjemność i nieprzyjemność. Znam takich, co biorą,
          ale ponieważ to nie ja im daję, nie mam tego jak udowodnić, a wierz mi, że w
          niektórych przypadkach za problemy, które robią bez otrzymania prezentu,
          powinni siedzieć w więzieniu... Przyznasz sama, że w walce z rakiem każdy
          miesiąc jest bezceny, czemu więc ordynator nie przyjmuje na oddział osoby ze
          zdiagnozowanym guzem złośliwym od razu, tylko bawi się w jakieś głupie aluzje i
          zdesperowana rodzina wiezie ciotkę do innego szpitala? Skarga u dyrektora w
          pierwszym szpitalu nic nie dała, ponieważ tak się złożyło, że był to szwagier
          dyrektora? Jak mam się nie denerwować, skoro nawet w przychodniach studenckich
          oczekuje się prezentów za porządne traktowanie??? Nie chciałam urazić ani
          Ciebie, ani nikogo z Twoich bliskich, ani nikogo z moich znajomych, których
          rodzice są lekarzami. Nie rozumiem, czemu się unosisz. Przyznaj, że uczciwa
          jest w tym kraju jednak mniejszość lekarzy, może nie znaczna, ale wciąż
          mniejszość. I nie mówię tu tylko o podarkach od pacjentów, ale także od firm
          faramceutycznych. To przykra prawda, Maretino, a niestety, tak już jest, że to,
          co dobre, tonie w morzu tego, co złe. Przy czym tym razem to złe i tak jest
          więszkoscią. Z całym szczcunkiem dla, na przykład, mojej cudownej lekarki, p.
          Iwony Chmielewskiej z Łodzi, skoro miało być imiennie.
          16%VOL
          22%VAT
          • maretina Re: martini! 20.04.04, 16:25
            a na jakiej podstawie martini mowisz, ze mniejszosc jest uczciwa?
            jak to obliczylas?jestem tego bardzo ciekawa. ja w swoim miescie( a sporo tu
            lekarzy) na palcach jednej reki wylicze tych, ktorzy niezbyt etycznie sie
            zachowuja w stosunku do pacjentow ( nie mam na mysli lapowkarzy, bo o takich w
            olsztynie nie slyszalam, Ci o ktorych mysle co innego maja na sumieniu).
          • maszar Re: martini! 20.04.04, 21:43
            Martini, przykro mi, ale to totalna schizofrenia:
            na początku piszesz "Na szczęście większość lekarzy, których ja spotkałam na
            swojej medycznej drodze, to ludzie patologicznie uczciwi, którzy nie biorą od
            pacjentów nawet czekoladek, bo im głupio", zaś parę zdań dalej "Przyznaj, że
            uczciwa jest w tym kraju jednak mniejszość lekarzy, może nie znaczna, ale
            wciąż mniejszość".
            ????
            • martini_very_bianco Re: martini! 02.05.04, 23:17
              maszar, mam nadzieje, ze rozumiesz "większość lekarzy, których ja spotkałam na
              swojej medycznej drodze" odnosi sie do MOICH lekarzy, osob nieprzypadkowych, do
              korych trafilam po odpowiednim "wywiadzie".
              Natomiast to: "Przyznaj, że uczciwa jest w tym kraju jednak mniejszość lekarzy,
              może nie znaczna, ale wciąż mniejszość", to wynik moich - i nie tylko moich-
              obserwacji... I uwierz mi, nie czytam super expressu ani faktu, tylko mam
              znajomych, mam oczy i uszy, umiejetnosc bystrego kojarzenia faktow. Ja mialam
              to szczescie, ze wiedzialam, kogo uniknac i to mi sie udalo...
              Nie miej wiec pretensji do mnie, tylko do tej grupy Twoich kolegow po fachu,
              ktora przyczynia sie do opinii, jaka, niestety, macie. I dla mnie tez jest to
              przykre, poniewaz znam, jak pisalam, uczciwych lekarzy, ale bardzo dobrze znam
              tez kilku ewidentnie nieuczciwych i uwierz mi, ze to nie sa proporcje fifty
              fifty.
              Jeszcze moze wyjasnie, ze nieuczciwosc nie oznacza dla mnie tylko brania
              pieniedzy za usluge, ale takze wpychanie swoich zon synow na badania, chociaz
              jest kolejka czekajacych miesiacami chetnych, to samo tyczy sie wpychania na te
              badania "swoich" pacjentow, wynoszenia ze szpitala rekawiczek czy waty przez
              pielegniarki, albo zabieranie sobie do domu lekow ze szpitalnej apteczki,
              wychdzenie z pracy godzine przed oficjalnym koncem pracy, zeby, na przyklad
              zdazyc do prywatnego gabinetu. Przyznasz, zadne z powyzszych nie jest
              rzadkoscia...

              16%VOL
              22%VAT

              • Gość: g@mdan Re: Przewrotnie ale... IP: *.tvsat364.lodz.pl 04.05.04, 22:16
                Mój znajomy, lekarz, twierdzi, że nie byłoby sprawy łapownictwa gdyby wszyscy
                brali. A przez te czarne (czyt. uczciwe) owce ludzie nie wiedzą: dawać czy nie
                dawać. I stąd cały problem.
    • kokolores Re: Ludzie, szanujcie lekarzy 01.04.04, 17:59
      Sznujmy sie na wzajem!!!
    • aarabeska Lekarz tez czlowiek! 02.04.04, 12:11
      ... ma prawo byc zmeczony, miec problemy prywatne, zle sie czuc...

      ale tak jak kazdego powinny go obowiazywac elementarne zasady dobrego
      wychowania i dbalos o dobro pacjenta. Moze jestem idealistka, ale napewno
      jestem przeciwniczka generalizowania...

      A wszystkim nam-pacjentom zycze kilku chwil refleksji: czy ta wysypka, katar
      etc., ktora mam juz od trzech dni wymaga natychmiastowej porady lekarza o 3 nad
      ranem na ostrym dyzurze. Moze te kilka godzin nie zrobi roznicy i wybierzemy
      sie rano do wlasnego lekarza rodzinego?
      • Gość: g@mdan Re: Lekarz tez czlowiek! IP: *.tvsat364.lodz.pl 09.04.04, 21:16
        Podbijam, bo to ciekawy wątek.
        Leczenie ludzi to ważna sprawa. Fachowcy od ważnych spraw dobrze zarabiają.
        Dobre zarobki obligują do dobrej pracy.
        Do pracy dobrze płatnej garną się wszyscy, ale zostają tylko najlepsi (wyjątek:
        politycy).
        Źli lekarze zostaną wyparci przez tych dobrych. Czysty zysk dla wszystkich.
        Tylko trzeba dać szansę na tę selekcję pozytywną.
        • Gość: Doki bez szans :-((( IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 10.04.04, 11:19
          > Źli lekarze zostaną wyparci przez tych dobrych. Czysty zysk dla wszystkich.
          > Tylko trzeba dać szansę na tę selekcję pozytywną.

          Niestety, to wydaje mi sie byc bardzo naiwnym pogladem...

          "Szanowanie" lekarza, jak je rozumiem, to byla pozycja w spoleczenstwie, niegdys
          graniczaca z kaplanstwem. Tego juz nie ma. Pacjenci traktuja lekarza jako
          jeszcze jednego uslugodawce (oficjalne amerykanskie nazewnictwo to "health care
          provider"). Pacjenci pozwalaja sobie wobec lekarzy na zachowania, za ktore od
          hydraulika dostaliby po prostu kluczem francuskim w leb. Nastepnym krokiem
          bedzie likwidacja slowa "pacjent" i zastapienie go slowem "klient" i to bedzie
          koniec medycyny takiej, jaka znamy. Medycyny opartej na wzajemnym zaufaniu i
          checi pomocy. Coz, drodzy (jeszcze...) pacjenci, przyznajcie, ze sami tego
          chcieliscie.

          PZDR,

          Cokolwiek przygnebiony dyzurkiem w Wielka Sobote

          D.
          • Gość: straba Re: bez szans :-((( IP: *.star.ceti.pl / 62.121.129.* 10.04.04, 16:09
            Pozdrawiam Doki!

            Śledze twoje wątki od kilku miesięcy i jestem pod wrażeniem twojej trafności we
            wszystkich wypowiedziach.
            Ten Świateczny zmobilizował mnie do wystukania kilku słów.
            Otuz jestem rehabilitantem w Klinice rzadowej na południu Polski.
            I w niedziele palmową nie pierwszy raz w swojej kilkuletniej pracy "dostałam w
            łeb od klientki"
            cyt:"Wiem że to nie sanatorium,jak pani sie nie domyśla to moze media panią
            nauczą że pacjent nie kaszle podzcas śniadania." Owa pani jako jedyna na sali
            jadła (łóżko za winklem-nie widziałam że jeszcze kończy).Pozostałe
            przygotowywały się (siadały) do gimnastyki oddechowej i jedna przy zmianie
            pozycjii rozkaszlała się.

            Najbardziej przykro zrobilo sie tej co zakaszlała, a tamta zachowywała sie
            jakby przyszła na poczte. Nic tylko wręcz chciała dzwonić do szefa Kliniki,
            taka była rozzalona że doszlo do drobnego zbiegu okoliczności.Coś krzyczała o
            renomie placówki. I własnie to jest ta renoma że ja w weekendy żebram o każde
            wstanie za łózko, ale pacjenci tego nie rozumieja.
            I co ty na to??? Może magia pieniadza tak miesza im w główeczkach że pozwalaja
            sobie na dyscyplinowanie personelu???

            Pozdrawiam. Naszczęście nie z dyżurku.


            • Gość: Zofia Re: bez szans :-((( IP: *.ip-pluggen.com 10.04.04, 18:35
              Przykro mi ale nie zrozumialam o co w Twoim opowiadaniu chodzi!!!
              Kim byla ta pani ktorej nie podobal sie kaszel pacjentki przy sniadaniu i co
              mialo to z Toba do czynienia???
              • Gość: Doki Re: bez szans :-((( IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 10.04.04, 18:50
                Przeciez to proste: na sale chorych przychodzi straba- rehabilitant i zaczyna
                cwiczenia z pacjentami. Taka praca. Pacjent wstaje z lozka i, jak to bywa,
                zaczyna kaszlec. Taki mokry, rzezacy kaszel, czyszczacy oskrzela z zalegajacej
                wydzieliny. Bardzo dobrze, powinien kaszlec i wypluc to cale swinstwo. Za
                winklem w tej samej sali pacjentka konczy sniadanie, a te odglosy psuja jej
                apetyt. I robi z tego powodu awanture.

                W duchu milosci blizniego najlepsza odpowiedzia byloby przemilczenie wybuchu tej
                pani.
                • Gość: straba Re: bez szans :-((( IP: *.star.ceti.pl / 62.121.129.* 10.04.04, 19:27
                  Tak, tak Doki-przmilczałam całą sytuacje, choć w środku żółć mnie zalewała. Z
                  resztą, to nie pierwsza i nie ostatnia burza jaka rozszalała się na sali
                  chorych. Ale wiesz każdy pretekst jest dobry żeby przypadkiem rehabilitant nie
                  chcial zawiele od pacjenta..... Ale to już bajka na inny wątek.

                  Także z tym wzajemnym szanowaniem się bywa różnie!

                  Jeszcze raz pozdrawiam!
                • Gość: Zofia Re: bez szans :-((( IP: *.ip-pluggen.com 11.04.04, 00:03
                  Dzieki Doki, teraz zrozumialam.
                  Nie wiedzialam ze chodzilo o TAKI kaszel, a poza tym "pacjent nie kaszle
                  podczas sniadania" zrozumialam jako podczas spozywanego przez siebie sniadania!
                  Jesli sie nie zna warunkow w ktorzych ten scenariusz mial miejsce, to moze to
                  wszystko wydawac sie mętne...
                  • cota Re: bez szans :-((( 11.04.04, 08:28
                    Tak więc ja też zabiore głos, niejako, iż zabierałam go też wcześniej. Je
                    jestem niejako pośrodku stron pacjent-lekarz, gdyż z jednej strony jestem
                    częsta pacjentką nefrologów/urologów, z drugiej strony mąż tej jest lekarzem -
                    "sercowiec". I także czytam wypowiedzi lekarzy na forach gazety. I jakie mam
                    spostrzeżenia (po wypowiedziach i moim ostatnim obycie w szpitalu- PS. zabawne
                    jak zmienia się podejście jak pacjentka jest żona lekarza ;)): niestety wręcz
                    odwrotne: pacjentów roszczeniowych można na palcach policzyć w tym ja he, he),
                    lekarz na oddziale to jest bóg (nie wspomne o ordynatorze), bez empatii dla
                    pacjentów, suche informacje dla rodziny. I ja bardzo szanuję pracę lekarzy, ale
                    tego samego oczekuję w drugą stronę. Drogi lekarzu - nie potrzeba mi kolejnej
                    kroplówki - może powiesz "jest dobrze, niedługo będziesz zdowa" - czy coś w tym
                    stylu. Nie potkałam się na forum ani razu z przejawem empatii dla pacjenta.
                    Przeglądam książk mego mężą - jak wiele rodziałów jest poświęconych temu
                    subiektywnemu podejściu. A poza tym, czyż pacjenci nie są też Klientami??
                    ciekawe, to skąd przeliczanie ile można przyjąć, a przenoszenie ciężęj chorych
                    do innych klinik, sanitariusze wożą karetką tego delikwenta - kto
                    przyjmie "drogiego" pacjenta? Podczas wizyty lekarskiej dostaje się suchą
                    informację plus recepty. Ja jestem na tyle upierdliwa, iż wymagam rozwinięcia
                    tematu - boże jakie niezadowolenie. Mnóstow lekarzy przewija się przez nasz do
                    i jakoś pacjenci to takie przedmiotowe tematy..A Ty DOki, kiedy ostatnio z
                    empatią podszedłeś do pacjenta? I dlaczego pewnie odpiszesz, że niedawno?
          • maretina Re: bez szans :-((( 14.04.04, 09:12
            chyba tak. w gdansku moj kolega zdawlam egzamin na rezydenture z ginekologii.
            zdal dobrze. miejsca nie dostal, bo tuz za nim byla corka posla z sejmowej
            komisji zdrowia, ktorej gorzej poszlo. ten pan posel szkop sie nazywa.
          • Gość: g@mdan Re: bez szans :-((( IP: *.tvsat364.lodz.pl 14.04.04, 19:00
            Dlaczego tzw. selekcja pozytywna ma być przejawem naiwności?
            To mechanizm socjologiczny, który sprawdza się od stuleci.
            Czy powodem Twojej emigracji nie był brak możliwości wspinania się po drabinie
            wiedzy i umiejętnośći, adekwatnych do osiąganych finansów?
            Ominąłęś patologiczne zjawisko selekcji negatywnej (pozostają tylko najgorsi;
            niski poziom wiedzy i umiejętności, ale adekwatny do marnych finansów).
            W Polsce nadal chcemy osiągać bardzo dużo, dając bardzo mało.
            • Gość: Doki Re: bez szans :-((( IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 14.04.04, 19:28
              Z selekcja pozytywna bywa roznie. Czasem dziala, czasem nie. Mialem jednak na
              mysli cos jeszcze. Stopniowo- pod naciskiem pacjentow zreszta- oddalamy sie od
              tradycyjnego modelu prywatnej praktyki lekarskiej (i zgadzam sie z Toba w 100%,
              ze poki co nie odkryto niczego lepszego w dziedzinie organizacji opieki
              lekarskiej). Selekcja pozytywna funkcjonuje najlepiej w warunkach prywatnej
              praktyki. Zbiurokratyzowane systemy preferuja przecietnosc.

              W dodatku tzw spoleczenstwo- a sklada sie ono z samych potencjalnych i
              rzeczywistych pacjentow- nie chce slyszec, ze pewne rzeczy kosztuja, i to duzo.
              Stad moj pesymizm.
          • aarabeska pacjent=cierpliwy 15.04.04, 11:55
            Jaka jest przyczyna tego braku poszanowania lekarza? Po czyjej stronie lezy
            wina? Uwazam, ze jest to pewna forma samonapedzajacej sie machiny zaleznosci i
            ewaluacja terminologii pacjent -> klient wynika z potrzeby dzisiejszych czasow.
            Poza tym chyba lepszy swiadomy swoich praw klient anizeli petent jak np. w
            urzedzie.
            Co lezy u podstawy pojecia klient w rozumieniu pacjenta sluzby zdrowia?
            Analizujac skladowe swiadczen stwierdzic mozemy, ze nie odbiegaja one w swojej
            istocie od innych uslug. Z wyjatkiem jednego podstawowego faktu: dotycza tego
            co mamy najcenniejsze: naszego zdrowia i zycia. Nie ma co sie oburzac, ze
            wprowadzenie pojecia "klient" oznaczac bedzie koniec medycyny jaka znamy.
            Wzajemne zaufanie i chec pomocy, o ktorych piszesz nadal stanowia (a
            przynajmniej powinny stanowic) podstawe kontaktow lekarz-pacjent, albo raczej
            czlowiek-czlowiek. Tak naprawde przeciez chodzi o kulture i postawy osobiste,
            ktore przekladaja sie na kontakty miedzyludzkie. Nawet przy tak specyficznej
            sytuacji ekonomicznej naszej opieki zdrowotnej nikt nie powinien czuc sie
            zwolniony z podstawowych zasad uprzejmosci. Mysle, ze takze tego brakuje gdy
            porownujemy czasy obecne z np. okresem miedzywojennym i tzw. poszanowaniem
            zawodu medyka.
            Dodam, ze nie jestem lekarzem, ale ze wzgledow zawodowo-rodzinnych jestem
            blisko zwiazana ze sluzba zdrowia.
            • Gość: Doki Re: pacjent=cierpliwy IP: *.217-200-80.adsl.skynet.be 15.04.04, 12:29
              > Analizujac skladowe swiadczen stwierdzic mozemy, ze nie odbiegaja one w swojej
              > istocie od innych uslug.

              NIEPRAWDA!!!

              Nie zgadzam sie na nazywanie pacjenta klientem. Klient ma z wykonawca uslugi
              umowe cywilnoprawna, czesto w formie pisemnej. Ta umowa okresla zakres uslugi,
              sposob wykonania, termin i koszt. W przypadku pacjenta w ogromnej wiekszosci
              przypadkow nie ma o tym mowy. W dodatku pacjent nie placi za usluge. Placi za
              niego ubezpieczenie.

              Szacunek dla pacjenta jest podstawa etyki lekarskiej. Szacunek dla klienta ma
              zupelnie inne podstawy- po prostu dbalosc o swoj ekonomiczny interes. Jakkolwiek
              tego aspektu i lekarz nie uniknie, zle sie dzieje, jesli lekarz traktuje
              pacjenta przede wszystkim jak klienta. Takze dlatego, ze klient placi i dostaje
              to, czego zada. Pacjent powinien dostac to, czego potrzebuje, a niekoniecznie
              to, czego chce. Wszystko zalezy od zlozonosci przypadku, ale czasem pacjenta po
              prostu nie da sie lub nie warto do ostatniego szczegolu informowac.

              I tak dochodzimy do kwestii zaufania. To tez jest cos, co odroznia pacjenta od
              klienta. I lepiej dla obu stron, zeby tak zostalo. Na przyklad, jesli pacjent
              stanie sie klientem i zacznie egzekwowac swoje "prawa klienta", to koszt uslugi
              znaczaco wzrosnie. Dopoki pacjent mi ufa, ze postepuje zgodnie z najlepsza moja
              wiedza i dokladam wszelkich staran, zeby wszystko dobrze poszlo, stac go na lekarza.
              • Gość: GTelega Re: pacjent=cierpliwy IP: 65.90.124.* 20.04.04, 00:04
                > NIEPRAWDA!!!
                > Nie zgadzam sie na nazywanie pacjenta klientem.

                Doki, szturmujac wiatraki nie zmienisz swiata. Jak go zawal tak go zwal,
                rzeczywistosc lezy gdzies po srodku pewnie blizej tego co nazywasz klientem niz
                tego co nazywasz pacjentem.

                > Klient ma z wykonawca uslugi
                > umowe cywilnoprawna, czesto w formie pisemnej. Ta umowa okresla zakres uslugi,
                > sposob wykonania, termin i koszt.

                Z punktu widzenia prawa wejscie pacjenta do gabinetu (czasem nawet telefon do
                lekarza) oznacza zawarcie umowy. Prawo uwaza, ze przedmiotem umowy jest poprawa
                zdrowia pacjenta, sposob wykonania powinien spelniac wymogi przyjetej praktyki
                medycznej, termin wyznaczony jest za obupolna zgoda biorac pod uwage naglosc
                przypadku. Cena uslugi jest wyznaczona zgodnie z cennikiem uslug.

                > W dodatku pacjent nie placi za usluge. Placi za
                > niego ubezpieczenie.

                Nie jestem pewny jakie sa regulacje w Europie, ale w USA prawo uwaza, ze oplata
                za usluge jest odpowiedzialnoscia pacjenta - jezeli jest ubespieczony to
                ubespieczenie jest uwazane za posrednika, nie za pierwotnego platnika. Podobnie
                jak w kupnie domu - jestes odpowiedzialny za zaplacenie poprzedniemu
                wlascicielowi, nawet jezeli wiekszsc pieniedzy jest pozyczka z banku.

                > Szacunek dla pacjenta jest podstawa etyki lekarskiej. Szacunek dla klienta ma
                > zupelnie inne podstawy- po prostu dbalosc o swoj ekonomiczny interes.

                Rowniez tu roznica powoli sie zaciera. Jako lekarze myslimy o sobie bardziej
                jako o opiekunach pacjenta niz jako o sprzedawcach uslug. Prawo jednak zaczyna
                dawac coraz wiecej autonomii pacjentom, ograniczajac paternalizm lekarzy. Z
                drugiej strony wymusza na innych uslugodawcach przejecie bardziej opiekunczej
                roli. (Napisy, ze kawa jest goraca moga byc wypaczeniem tego tredu, ale mysle,
                ze wiesz co chodzi.)

                > Takze dlatego, ze klient placi i dostaje
                > to, czego zada. Pacjent powinien dostac to, czego potrzebuje, a niekoniecznie
                > to, czego chce.

                Znowu jestesmy gdzies po srodku. Jezeli znerwicowana malokontentka chce ode
                mnie trzeciej endoskopii "aby niczego nie przeoczyc" rozsadnym jest powiedziec
                NIE. Jak jednak dyskutowalismy juz poprzednio jest wiele problemow medycznych w
                ktorych zaoferowanie pacjentowi kilu roznych metod jest zupelnie na miejscu.

                > I tak dochodzimy do kwestii zaufania. To tez jest cos, co odroznia pacjenta od
                > klienta. I lepiej dla obu stron, zeby tak zostalo.

                Kazdy kto przelatywal przez Atlantyk, wjezdzal winda na 120 pietro, czy chocby
                ruszal na zielonym swietle wie, ze zaufanie nie jest ograniczone do medycyny.
                Czy bylem "pacjentem" Polskich Lini Lotniczych LOT?

                > Na przyklad, jesli pacjent
                > stanie sie klientem i zacznie egzekwowac swoje "prawa klienta", to koszt
                > uslugi znaczaco wzrosnie.

                Byc moze, ale z drugiej strony pacjent moze byc bardziej zadowolony. Nawet
                jezeli dwa posilki maja ta sama wartosc odzywcza. Ludzie placa 100X wiecej za
                obiad w dobrej restauracji z bogatym menu niz za obiad na stolowce studenckiej.
                Ja nie mam z tym problemu.

                > Dopoki pacjent mi ufa, ze postepuje zgodnie z najlepsza moja
                > wiedza i dokladam wszelkich staran, zeby wszystko dobrze poszlo, stac go na
                > lekarza.

                Wiekszosc pacjentow jakich znam ma wieksze zaufanie do lekarzy, ktorzy
                uzgadniaja z nimi to co robia, niz do tych, ktorzy "wiedza lepiej".
                • Gość: Doki Re: pacjent=cierpliwy IP: *.97-201-80.adsl.skynet.be 20.04.04, 07:15
                  > Doki, szturmujac wiatraki nie zmienisz swiata. Jak go zawal tak go zwal,
                  > rzeczywistosc lezy gdzies po srodku

                  A to, jaka jest rzeczywistosc, to ja wiem. I mimo to upieram sie, ze nie musze
                  plynac z pradem. I poki zdolam, bede sie przeciwwstawial klientyzacji pacjenta i
                  bede podnosil slusznosc (tak!) paternalizmu (oczywiscie, bez przesady) w
                  kontaktach z pacjentem. A potem odejde z zawodu.

                  > Nie jestem pewny jakie sa regulacje w Europie, ale w USA prawo uwaza, ze
                  oplata za usluge jest odpowiedzialnoscia pacjenta

                  W Europie pacjent nie odpowiada za nic.

                  > Czy bylem "pacjentem" Polskich Lini Lotniczych LOT?

                  Oczywiscie. Nie mialem problemow z zaufaniem. Normy bezpieczenstwa w lotnictwie
                  maja "industrial strenght", wiec katastrofy praktycznie sie nie zdarzaja.
                  Wprowadzenie takich samych norm w medycynie byloby bardzo drogie, niewygodne dla
                  pacjentow i- z mojego punktu widzenia- niewlasciwe, gdyz zmieniloby pacjentow w
                  klientow.

                  > Wiekszosc pacjentow jakich znam ma wieksze zaufanie do lekarzy, ktorzy
                  > uzgadniaja z nimi to co robia, niz do tych, ktorzy "wiedza lepiej".


                  To tez moze byc roznica kulturowa. Mam sporo pacjentow, ktorzy, jesli im,
                  zgodnie z prawem, przedstawic rozne mozliwosci, ich wady i zalety, mowia po
                  prostu "doktorze, niech pan robi, co pan uwaza". Wtedy czuje sie wlasnie przez
                  ich zaufanie umocowany w mojej funkcji i nie moglbym spojrzec wiecej w lustro,
                  gdybym zawiodl takie zaufanie.


                  > > Na przyklad, jesli pacjent
                  > > stanie sie klientem i zacznie egzekwowac swoje "prawa klienta", to koszt
                  > > uslugi znaczaco wzrosnie.
                  >
                  > Byc moze, ale z drugiej strony pacjent moze byc bardziej zadowolony.(...)
                  > Ja nie mam z tym problemu.

                  Ale pacjent moze miec problem z zaplaceniem, jesli wlicze w koszt uslugi takze
                  koszta obslugi prawnej i szarpania sie z pacjentami, ktorym wydaje sie, ze nie
                  byli dobrze "obsluzeni".

                  To sa dwie wizje medycyny. Moja, juz odchodzaca do lamusa i Twoja, ktora jest ta
                  aktualna i przyszlosciowa. Niestety, nie mam powodu twierdzic, ze nowe jest
                  lepsze od starego. Wrecz przeciwnie.

                  PZDR
                  • Gość: GTelega Re: pacjent=cierpliwy IP: 65.90.124.* 21.04.04, 00:50
                    > To tez moze byc roznica kulturowa. Mam sporo pacjentow, ktorzy, jesli im,
                    > zgodnie z prawem, przedstawic rozne mozliwosci, ich wady i zalety, mowia po
                    > prostu "doktorze, niech pan robi, co pan uwaza". Wtedy czuje sie wlasnie przez
                    > ich zaufanie umocowany w mojej funkcji i nie moglbym spojrzec wiecej w lustro,
                    > gdybym zawiodl takie zaufanie.

                    Moze bardziej roznica specjalizacji. W moim doswiadczeniu nauczylem sie nie
                    dysktowac z anestezjologami, bo tak naprawde metoda z jaka oni czuja sie
                    bardziej komfortowi ma wieksze znaczenie niz to co wyglada dobrze na papierze.

                    Ja mam do czynienia z przewlekle chorymi, ktorzy czesto nie poprawia sie
                    niezaleznie od tego co zrobie, wiec wytulmaczenie wszystkich opcji na poczatku
                    zamyka droge do pozniejszego "co by bylo gdyby".

                    > To sa dwie wizje medycyny. Moja, juz odchodzaca do lamusa i Twoja, ktora jest
                    > ta aktualna i przyszlosciowa. Niestety, nie mam powodu twierdzic, ze nowe jest
                    > lepsze od starego. Wrecz przeciwnie.

                    Ja tez nie zamierzam sie spierac o to co jest lepsze. Idea wyboru polega na
                    tym, ze jeden lubi salate a drugi steka i nikt nikogo nie zmusza do
                    palaszowania tego co kuchmistrz uznal za "lepsze". Jezeli sa pacjenci, ktozy
                    mowia "rob pan co pan uwaza" nie Pan kieruje ich w Twoje strony. Jestem pewien,
                    ze zle na tym nie wyjda.
            • Gość: g@mdan Re: Pacjent=cierpliwy. Ale nie zawsze. IP: *.tvsat364.lodz.pl 15.04.04, 19:22
              Jaka to samonapędzająca się machina, skoro u jej sterów siedzą sami hamulcowi?
              Jeden hamulcowy to urzędnik, który "wyliczył" ile się za co należy. Tylko że te
              wyliczenia są po prostu do d...
              Drugi hamulcowy to pacjent, który chętnie przyjmuje do wiadomości, że mu się
              wszystko należy i że przecież za to wszystko płaci. Chociaż nie zastanawia się
              nawet ile co kosztuje.
              Trzeci hamulcowy to sfrustrowany lekarz, który myśli: jak im się wydaje, że mi
              płącą to robię tak, żeby wydawało im się, że pracuję.
              W opinii społecznej przeważa oczekiwanie, aby to lekarz zdjął nogę z hamulca.
              Ale przecież wtedy i tak owa machina z miejsca nie ruszy.
              Trzeba wywalić wszystkich hamulcowych.
              Urzędnik niech się nie wtrąca.
              Pacjent niech zacznie myśleć.
              Lekarz niech się weźmie do pracy, bo za to mu płacą.
              Tylko niech zapłacą.
              Dyrdymały o kulturze osobistej tylko zaciemniają istotę problemu. Brak kultury
              osobistej jest powszechny. Na linii polityk-wyborca, urzędnik-obywatel,
              nauczyciel-uczeń, policjant-kierowca czy szef-podwładny spotykamy się z brakiem
              kultury osobistej. To dlaczego niby miałoby być inaczej w układzie lekarz-
              pacjent.
              Powinno być inaczej.
              I będzie. Tylko niech znikną hamulcowi.
              • barabara6 Re: Pacjent=cierpliwy. Ale nie zawsze. 07.12.14, 20:11
                To ponad 10 lat... A hamulcowych jakby coraz więcej
                • gamdan Re: Pacjent=cierpliwy. Ale nie zawsze. 10.12.14, 14:42
                  No nie. Chyba jest lepiej.
                  Płace są wyższe. Pacjenci bardziej świadomi. Tylko urzędnicy jeszcze próbują hamować, ale machina jednak drgnęła.
                  Sukcesów medycyny polskiej też jakby więcej.

                  Cieszę się, że doczekałem.
    • hihot-hihi Oczywiście 28.11.14, 16:52
      Oczywiście tak. Ludzie, szanujcie lekarzy.
      • do.ki co kieruje osobami 29.11.14, 08:18
        wykopującymi wątki sprzed 10 lat z czeluści archiwów, zwłaszcza gdy nie mają nic do dodania?
        • barabara6 Re: co kieruje osobami 07.12.14, 20:10
          Nostalgia ???
    • mariner4 "Nigdy w dziejach konfliktów międzyludzkich 30.11.14, 11:09
      nie było tak, żeby cała wina leżała po jednej stronie"
      Wina za ten stan rzeczy leży gdzieś po środku.
      M.
      • snajper55 Re: "Nigdy w dziejach konfliktów międzyludzkich 30.11.14, 12:51
        mariner4 napisał:

        > nie było tak, żeby cała wina leżała po jednej stronie"
        > Wina za ten stan rzeczy leży gdzieś po środku.

        Czyżby? Wytłumacz to wymordowanym Żydom, Indianom w Ameryce Północnej czy ofiarom reżimu stalinowskiego.

        S.
        • do.ki Re: "Nigdy w dziejach konfliktów międzyludzkich 01.12.14, 08:05
          Czego znowu nie rozumiesz, snajper? O Zydach ani slowa, bo na takie gadanie sa paragrafy, aleIndianie upierali sie zeby mieszkac tam, gdzie chcial zmieszkac bialy czlowie, a ofiary rezimu stalinowskiego realnie temu rezimowi zagrazaly.
          Mowiac cynicznie: w historii nie chodzi o sprawiedliwosc, ani nawet o to kto ma racje.
    • kasia.m1 Re: Ludzie, szanujcie lekarzy 08.12.14, 12:19
      Zawsze znajdą się lekarze z powołania i ludzkim podejściem do pacjenta, oby takich było jak najwięcej!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka