Dodaj do ulubionych

Kol. Sitwa

09.09.11, 10:07
Zrobiła wszystko, co należy, poszła na badanie USG i na mammografię. Takie skierowanie dała jej lekarka z Gdyni, która po badaniach napisała, że zdecydowanie wyklucza jakąkolwiek zmianę nowotworową. Pacjentka zapytała, czy pani doktor mogłaby zrobić biopsję. Usłyszała, że lekarka nie widzi takiej potrzeby.

Na onkologii powiedzieli jej, że to był od razu nowotwór i prawdopodobnie biopsja by to wykryła. Straciła całą pierś, bo nie było już czego ratować. Po pierwszej chemii czuła się w miarę. Druga chemia to już była tragedia, a po trzeciej wysiadł jej cały organizm. Miała mieć dziesięć chemii, po trzeciej zrezygnowała. Podpisała oświadczenie, że na własną odpowiedzialność.

Lekarze z onkologii poradzili jej, żeby podała lekarkę z Gdyni do sądu. Oglądali zdjęcia mammograficzne i zdjęcia z USG. Zgodnie twierdzili, że nawet na zdjęciach widać zmianę nowotworową: - Dlaczego nie zrobiła biopsji? Niech pani ją poda do sądu. Teraz pani życie jest zagrożone.

W 2006 r. wytoczyła sprawę. Lekarze zaniemówili. Nie zeznawali. Dzwoniła do szpitala by ktoś jej pomógł. Powiedzieli, że nie mogą. W końcu lekarz prowadząca wyjaśniła, że nie może zrobić czegoś takiego innemu lekarzowi, ponieważ inny lekarz nie mógłby wtedy pomagać innym pacjentom pozbywać się zbędnych organów, a niewykluczone, że nie tylko. Ponieważ dla lekarza priorytetem jest primum non nocere kamratom.

Sama napisała pozew. Adwokat z urzędu, która nie radziła sobie ze sprawami medycznymi, zaczęła kiedyś na nią krzyczeć: co pani sobie myśli, ja nic nie mogę zrobić, niech pani kupi sobie książkę medyczną i poczyta o tych rakach albo niech pani kogoś znajdzie.

Sąd okręgowy, a potem apelacyjny w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej oddalił powództwo uznając, że lekarka błędu nie popełniła. Lekarz bowiem, a zwłaszcza pierwszego kontaktu, nie musi znać się na medycynie i nie musi zlecać badań, ponieważ nie ma znaczenia czy pacjent ma czyraka czy raka, a badania są drogie. Zasądził więc od okaleczonej kobiety zwrot kosztów adwokatów wynajętych przez pozwaną lekarkę - prawie 10.000 zł.

Z Polityki nr 2824
Obserwuj wątek
    • kozica111 Re: Kol. Sitwa 09.09.11, 10:17
      Żart jakiś chyba.
      • oby.watel Re: Kol. Sitwa 09.09.11, 14:12
        - Żart jakiś chyba? - zapytał mąż.
        - Ależ skąd, kochanie. Zapytali czy chcę być śpiącą królewną z dużym biustem czy podlotkiem. Wybrałam to drugie. Zaoszczędzimy na biustonoszach...
    • slav_ Re: Kol. Sitwa 09.09.11, 11:00
      > ództwo uznając, że lekarka błędu nie popełniła. Lekarz bowiem, a zwłaszcza pie
      > rwszego kontaktu, nie musi znać się na medycynie i nie musi zlecać badań, ponie
      > waż nie ma znaczenia czy pacjent ma czyraka czy raka, a badania są drogie.

      Ale lekarka zleciła badania - USG i mammografię.

      > Lekarze z onkologii poradzili jej, żeby podała lekarkę z Gdyni do sądu. Oglądal
      > i zdjęcia mammograficzne i zdjęcia z USG. Zgodnie twierdzili, że nawet na zdjęc
      > iach widać zmianę nowotworową

      Oba te badania są OPISANE przez radiologa, co jest w opisie?

      Lekarz pierwszego kontaktu faktycznie nie musi się znać na interpretacji obrazów diagnostycznych z wszystkich możliwych badań obrazowych .

      • oby.watel Re: Kol. Sitwa 09.09.11, 14:30
        Tyle mnie nie było, nic się nie zmieniło. Co z tego, że zleciła skoro wykluczyła? ... lekarka z Gdyni .... po badaniach napisała, że zdecydowanie wyklucza jakąkolwiek zmianę nowotworową. I to by było na tyle.
        • slav_ Re: Kol. Sitwa 09.09.11, 15:12
          >Co z tego, że zleciła skoro wykluczyła?

          "To z tego" że badania właśnie po to się robi - by potwierdzić lub WYKLUCZYĆ.

          Jeśli wynik badania pozwalał WYKLUCZYĆ w momencie badania chorobę nowotworową to lekarka błędu nie popełniła nawet jeśli PÓŹNIEJ nowotwór wykryto.

          Postępowanie oceniał SAD dysponując dokumentacją i uznał brak błędu lekarki.

          Co było w tych baniach?
      • imponeross usg 12.10.11, 00:23
        slav_ napisał:

        ...
        > > Lekarze z onkologii poradzili jej, żeby podała lekarkę z Gdyni do sądu. O
        > glądal
        > > i zdjęcia mammograficzne i zdjęcia z USG. Zgodnie twierdzili, że nawet na
        > zdjęc
        > > iach widać zmianę nowotworową
        >
        > Oba te badania są OPISANE przez radiologa, co jest w opisie?

        Mammografia tak, usg niekoniecznie. Usg (w tym piersi) w Polsce moze wykonywac kazdy kto ma prawo wykonywania zawodu i np. trzydniowy kurs z usg. Robia to badanie i chirurdzy i ginekolodzy i lekarze bez specjalizacji, nie tylko radiolodzy. Dlatego to badanie czesto ma niska jakosc i w Polsce nie mozna na nim polegac.
    • osmanthus Re: Kol. Sitwa 09.09.11, 16:32

      Zrobiła wszystko, co należy, poszła na badanie USG i na mammografię. Takie skierowanie dała jej lekarka z Gdyni, która po badaniach napisała, że zdecydowanie wyklucza jakąkolwiek zmianę nowotworową. Pacjentka zapytała, czy pani doktor mogłaby zrobić biopsję. Usłyszała, że lekarka nie widzi takiej potrzeby.

      Na onkologii powiedzieli jej, że to był od razu nowotwór i prawdopodobnie biopsja by to wykryła.


      Pytania:
      1. Kim byla lekarka z Gdyni, ktora jakoby wykluczyla zmiane neo?
      2. jw, skoro mialaby ew. wykonac biopsje (jaka?)?
      3. Gdzie byly robione badania (USG i mammografia) i jaka byla tresc opisu oraz kto sie pod opisem podpisal?


      • slav_ Re: Kol. Sitwa 09.09.11, 18:38
        > Pytania:

        obawiam się że nie dostaniesz (ja również) żadnych merytorycznych odpowiedzi dotyczących oskarżeń sformułowanych w poście rozpoczynającym wątek
        co najwyżej kolejną rzewną opowieść cytowaną za jakąś gazetą
    • oby.watel Kol. Sitwa i kol. Hyde 09.09.11, 17:22
      W trakcie procesu natrafiła na tygodnik „Angora", a w numerze znalazła artykuł z cyklu „Polski pacjent" o tym, jak skrzywdzeni pacjenci mogą dochodzić swoich praw. Pod artykułem była informacja, że konsultantem tekstu jest dr, podano też numery telefonów do tego lekarza i godziny, w jakich należy telefonować. To brzmiało jak zachęta, aby skorzystać z pomocy.

      P. dr, specjalista chorób kobiecych i położnik, w latach 90. zyskał renomę odważnego lekarza, który bezinteresownie walczy o prawa pacjentów. Dla środowiska lekarskiego stał się czarną owcą, bo krytykując kolegów po fachu łamał solidarność korporacyjną, ale media go pokochały. Udzielał wywiadów, występował w telewizji, a kiedy stanął na czele Stowarzyszenia Obrony Praw Pacjenta, stał się atrakcyjny także dla polityków.

      Mało kto wiedział, że już w 1995 r., rok przed powołaniem do życia stowarzyszenia, dr podjął pracę w firmie swojej żony, Zakładzie Usług Medycznych i Opinii Cywilnych Medicum - Opinia w Tarnowie. Za wynagrodzenie zaczął pisać opinie na temat zdrowia pacjentów, którzy występują przeciw lekarzom i chcą się dowiedzieć, czy byli prawidłowo leczeni.

      Kobieta tak wspomina spotkanie: - Szybko przejrzał moje papiery, posegregował i powiedział, że tu jest ewidentny błąd lekarski i zaniedbanie. Ad hoc podyktował swojemu synowi kilka pism do sądu. Od razu powiedział: rezygnujemy z adwokata z urzędu, jeśli się pani zdecyduje, to ja pani przyszykuję nowe pisma. Za pisma, które stworzył na miejscu, zapłaciłam 500 zł. Uznałam, że to normalne. Faktury ani pokwitowania nie było.

      Kolejnym krokiem doktora było napisanie opinii na temat leczenia. Tu wszyscy są zgodni - pacjentka zapłaciła za nią 2 tys. zł i jest na to rachunek. Opinia nazwana jest poza-procesową. Ma to podkreślić, że zlecają pacjent, anie sąd. Bo sąd, gdy potrzebuje fachowej konsultacji, powołuje biegłych ze specjalnej listy, na której dra nie ma.

      Na rozprawie przed gdańskim sądem pani sędzia nie dopuściła opinii poza-procesowej p dra. - Powiedziała, że dla niej to żadna opinia, nie ma związku ze sprawą. Pytała: A doktor jako kto ma tu występować? - opowiada kobieta. - Natychmiast po rozprawie zadzwoniłam do niego przerażona. Powiedział: Niech się pani nie przejmuje. Niech pani jedzie do domu i walnie sobie kielicha, ja wszystko mam pod kontrolą.

      Po przegranej w sądzie kobieta próbowała skontaktować się z p. doktorem. Po kilkudziesięciu próbach odebrał. - Powiedziałam, że przegrałam w sądzie apelacyjnym. No i co wielkiego, to było do przewidzenia. Niech mi pani wyśle sentencję wyroku wraz z uzasadnieniem, i to szybko. Powiadomiła go, że są dwa miesiące na kasację wyroku, a ona nie ma już pieniędzy na adwokata. - Wtedy powiedział: niech się pani nie przejmuje, wystąpi się o adwokata z urzędu. I przestał odbierać telefony. Termin na wniesienie kasacji minął.

      Została sama z z długami. Dr skasował swoje honorarium i przestał interesować się jej przypadkiem, chociaż wcześniej zarzekał się, że z tą sprawą nawet do Strasburga pójdzie.

      Tyle Polityka. Jeśli ktoś chce więcej niech zainwestuje 5 zł i wejdzie w posiadanie ostatniego numeru (str. 88). Jeśli wystąpi niedosyt szczegółów niech pisze do autora, p. Piotra Pytlakowskiego (współpraca Tomasz Ciechoński).
      • extorris Re: Kol. Sitwa i kol. Hyde 09.09.11, 20:19
        jakaz to piekna historia

        bardzo przypomina te wszystkie sprawy walkowana przez lata na tym forum

        lekarz rodzinny otrzymuje wynik badania z opisem od radiologa i ten opis jest dla niego wiazacy
        zmiana nowotworowa zostala wykluczona na podstawie opisu - jesli ten opis byl bledny to ewentualna szansa na proces byla przeciwko radiologowi, nie zlecajacemu lekarzowi

        ale z powodu niekompetencji adwokata (a nie a zadnej winy lekarzy) sprawa byla przeciw lekarce rodzinnej, w sposob oczywisty nie ponoszacej odpowiedzialnosci za wyniki pracy innego lekarza

        bardzo to przypomina problemy wynikajace z niekompetencji pewnego radcy prawnego, ktory z uporem skarzyl lekarza, gdy tymczasem nieprawidlowosci mozna sie bylo ewentualnie doszukac w postepowaniu strazakow

        o dzialalnosci tego slawnego ginekologa, co pisze opinie na kazdy temat (i za ciezkie pieniadze) wypowiadali sie juz lekarze wielokrotnie i przestrzegali przed nim pacjentow,
        tymczasem rozne andnowy, imponerosy i inni obywatele uwazali ze to sa haniebne ataki 'srodowiska' na jedynego sprawiedliwego w oceanie lekarskiego kumoterstwa

        a teraz - jak to wyglada? czy lekarze chronili siebie nawzajem, czy moze dzialali w interesie chorych, chroniac ich przed szarlatanem?
        zamawiane, komercyjne opinie sa o kant dupy rozbic, bo pisane sa tak, aby zadowolic klienta
        taka wartosc mialy zreszta 'zagraniczne' ziobrowe opinie w procesie przeciw 'mordercy' jego ojca

        i jak teraz wygladacie, szanowni obywatele?
        • young_doc Re: Kol. Sitwa i kol. Hyde 09.09.11, 21:24
          W końcu adwokat ma obowiązek udzielić porady każdemu kto chce procesować się o odszkodowanie jak zrobić to skutecznie, bez względu na to czy pozwany jest winny czy nie. W końcu chodzi o wygraną, nie o sprawiedliwość. I dopóki klient płaci będzie podjudzany do kontynuacji procesu za wszelką cenę, i będzie mu wmawiane że ma absolutną rację.
          Oczywiście w imię udzielenia mu najlepszej pomocy prawnej.

          No, chyba że przestanie uiszczać rachunki.
          W takim przypadku regulacje wewnątrzkorporacyjne zabraniają surowo jakiejkolwiek formy kontynuacji współpracy z tak nielojalnym klientem.
          Przecież najbardziej oburzający jest pomysł by pracować bez odpowiedniego wynagrodzenia, to przecież uwłacza godności wolnego zawodu, czyż nie?

          I nie ma większego znaczenia czy taka hiena jest lekarzem czy prawnikiem.
          Pacjenci muszą pamiętać że jeśli w grę wchodzi wypłata jakiegokolwiek odszkodowania, to zawsze oni będą na dwóch miejscach w łańcuchu - na ostatnim do otrzymania jakiejkolwiek wypłaty i na pierwszym do zapłacenia za wszystkie odszkodowania w postaci honorariów lekarskich czy składki zdrowotnej... bo skąd w końcu biorą się pieniądze na odszkodowania?
        • imponeross kierowanie na badania 12.10.11, 00:36
          extorris napisał:

          > jakaz to piekna historia
          >
          > bardzo przypomina te wszystkie sprawy walkowana przez lata na tym forum
          >
          > lekarz rodzinny otrzymuje wynik badania z opisem od radiologa i ten opis jest d
          > la niego wiazacy
          ...

          Jest roznica i w wykonaniu badania i w jego interpretacji w zaleznosci od tego czy to bedzie zrobione przez radiologow z np. Centrum Onkologii, czy przez chalturzacych prywatnie po godzinach lekarzy bez doswiadczenia z prywatnej spolki 'Best Medical Sp. z o.o.' . Jesli nie byl wyczuwalny zaden guz to lekarka jest w porzadku. Jesli byl wyczuwalny, to pytanie, czy dochowala wystarczajacej starannosci w ocenie calej historii choroby, wynikow i badania klinicznego. Moze byly podstawy, by badaniom zbytnio nie ufac?
      • do.ki Re: Kol. Sitwa i kol. Hyde 11.09.11, 07:33
        oby.watel napisał:

        > W trakcie procesu natrafiła na tygodnik „Angora", a w numerze znalazła ar
        > tykuł z cyklu „Polski pacjent"

        No i wszystko jasne. To bodaj najgorsze artykuly w calej polskojezycznej prasie. Czasem przegladam Angore i jeszcze ani razu nie natrafilem na artykul z cyklu "Polski pacjent", w ktorym tresc artykulu uzasadnialaby koncowe wnioski. Te artykuly i cala krucjata Frankowicza to wielokrotny gwalt na logice.
        • oby.watel Re: Kol. Sitwa i kol. Hyde 11.09.11, 13:43
          To takie oczywiste? Ale chyba wiesz co mówisz, skoro twierdzisz, że autorem "najgorszych artykułów w całej polskojęzycznej prasie" może być tylko lekarz. A może winna jest wręcz mafijna lojalność? "Te artykuły i cala krucjata Frankowicza to wielokrotny gwałt na logice", ale żaden kolega po fachu nie ma odwagi ani zdemaskować, ani ukrócić tego procederu, żadna Izba Lekarska nie ma odwagi zająć się naciągaczem.
          • do.ki Re: Kol. Sitwa i kol. Hyde 11.09.11, 17:49
            > ale żaden kolega po fachu nie ma odwagi ani z
            > demaskować, ani ukrócić tego procederu

            Nie ma czasu ani ochoty. Bo i co sie na tym wygra? Frankowicz pisze pod publiczke, Angora sie cieszy, bo to sie sprzedaje, ale walczyc z nim? To jak walka z wiatrakami.

            > żadna Izba Lekarska nie ma odwagi zająć się naciągaczem.

            Gdyby jakas izba lekarska zaczela szarpac Frankowicza, dopierobys pisal o mafijnej lojalnosci. Z czego wynika, ze kto chce znalezc jakas "mafie" wewnatrz wiekszej grupy, zawsze znajdzie sposobnosc, by tak dobrac czlonkow domniemanej "mafii", zeby z gory postawiona teza sie zgadzala.

            Ja Frankowiczowi zarzucam, ze jego artykuly nie sa dostatecznie udokumentowane, a jego wnioski niedostatecznie umotywowane.
            • oby.watel Re: Kol. Sitwa i kol. Hyde 11.09.11, 18:22
              do.ki napisał:
              > Gdyby jakas izba lekarska zaczela szarpac Frankowicza, dopierobys pisal o mafijnej
              > lojalnosci.

              Gdybym był lekarzem pewnie bym pisał jak lekarz. Ale nie jestem.

              "Dzwoniła do szpitala by ktoś jej pomógł. Powiedzieli, że nie mogą. W końcu lekarz prowadząca wyjaśniła, że nie może zrobić czegoś takiego innemu lekarzowi."

              "Prezes Naczelnej Izby Lekarskiej Maciej Hamankiewicz jest oburzony na Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Twierdzi, że nakładając karę na Izbę w związku z jej stanowiskiem dotyczącym homeopatii, UOKiK chce kneblować jej usta w sprawach dotyczących leczenia."

              "Z dniem 1 maja gabinety lekarskie, identycznie jak kancelarie prawne, w zgodzie z obecnymi przepisami, muszą rejestrować przez kasy fiskalne wszystkie przychody. Jednakże nie dotyczy to wszystkich, a jedynie tylko te praktyki lekarskie osiągające roczny przychód powyżej 40 tys. zł."

              Który lekarz osiąga przychód 40.000 złotych rocznie!?
              • do.ki Re: Kol. Sitwa i kol. Hyde 11.09.11, 22:01
                > Który lekarz osiąga przychód 40.000 złotych rocznie!?

                A jaki to ma związek z dyskutowanym tematem?
                • oby.watel Re: Kol. Sitwa i kol. Hyde 11.09.11, 22:50
                  Gdybym zaczął Ci wyjaśniać, dopierobyś pisał o pogardzie dla inteligencji. Z czego wynika, że czasem wygodniej rżnąć głupa.
    • pct3 Re: Kol. Sitwa 09.09.11, 21:29
      Zasądził więc od okaleczonej kobiety zwrot kosztów adwokatów wynajętych przez pozwaną lekarkę - prawie 10.000 zł.

      No i chwała Bogu. Pojedynczy przypadek, w którym próba znęcania się nad lekarzem znalazła pozytywny finał.
      • cccykoria Re: niewiedza kosztuje 11.09.11, 09:53
        i wiedza też. Przykre, okaleczona i jeszcze z długami.
        • practicant Re: niewiedza kosztuje 11.09.11, 13:21
          ...jak by napisali:" porwanej przez kosmitów kobiecie",to byś skomentowała "biedna kobieta, jeszcze porwana przez kosmitów"...Oj, w CERNie to Cie z taka powalającą mądrością raczej nie zatrudnią...
      • igor14141 Re: Kol. Sitwa 11.09.11, 15:34
        pct3 napisał:

        > Zasądził więc od okaleczonej kobiety zwrot kosztów adwokatów wynajętych prze
        > z pozwaną lekarkę - prawie 10.000 zł.

        >
        > No i chwała Bogu. Pojedynczy przypadek, w którym próba znęcania się nad lekarze
        > m znalazła pozytywny finał.

        pct3 szaleju się najadłeś? Sądzisz że w ferowaniu takich wyroków Bóg "maczał palce"?
        Kto tu sie nad kim znęcał? Bogata chroniona lekarka , bezduszny "niezawisły" sąd, znęcali sie nad pacjentką.

        Bowiem zdaniem sądu "lekarz pierwszego kontaktu" nie musi znac się na wszystkim.
        Na przyszłość ta marna lekarka niech nie stawia takich zdecydowanych diagnoz, bo dzieki takim "specjalistom" są tyśiące żle zdiagnozowanych pacjentów, którzy kończą tak jak ta pacjentka.
        A zanim postawiła taka diagnozę, mogła zasugerować wizytę u onkologa! tam skierowania nie potrzeba.
        >
        >
        • pct3 Re: Kol. Sitwa 11.09.11, 20:33
          Bogata chroniona lekarka


          skąd wiesz że bogata? I do tego - w Polsce?
          Pokaż mi bogatego lekarza w Polsce.
          W Krakowie najzamożniejsza lekarka jaką znam, ma majątek (jawny wg zeznania, bo sprawuje funkcję publiczną) rzędu 1 miliona złotych. Jeśli to ma być wyznacznik bogactwa (i to górny, inni lekarze mają mniej, na ogół zdecydowanie mniej), no to wybacz, myślałem że mówimy o standardach europejskich. To jest ledwie taka sobie zamożność, oczywiście i tak nieosiągalna dla prawie każdego z nas.



          A zanim postawiła taka diagnozę, mogła zasugerować wizytę u onkologa!

          w oparciu o co miała to zrobić?
          Inaczej, czy sugerujesz, że każdemu należy fundować wizytę u onkologa?
          Ja byłbym za. Już dawno postulowałem hospitalizację każdego kataru na OIOM i to najlepiej w referencyjnej klinice ch. zakaźnych, bo jak wda się sepsa, to pacjent będzie miał większą szansę. Onkolog - bo może mieć nowotwór? Świetna koncepcja. Także jako dupochron. Kupuję to.
          • igor14141 Re: Kol. Sitwa 12.09.11, 17:41

            pct3 napisał:
            >skad wiesz ze bogata?i do tego w Polsce.
            >Pokaż mi bogatego lekarza w Polsce.

            Zapewniam cię ,ze jest ich bardzo , bardzo duzo!

            Ty mówisz o milionerach, a ja o standardach wschodniej a nie zachodniej europy.
            > w oparciu oco miała to zrobić?
            Ja nie sugeruję, ale postawić taką autorytatywną diagnozę mozna postawić tylko po wykonaniu dodatkowych badań, konsultacji i innym lekarzem.

            Mój drogi pct3 po co ta ironia - takie zakończenie mają bardzo smutny finał ,nie tylko dla lekarza , ale przede wszystkim dla pacjentki.
            Ciekawy jestem Twojej reakcji na ten tytuł.

            Dramat chorej na raka kielczanki>
            Jestem ciekawy dla kogo tym razem bedzie łaskawy "Bóg"

            wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,10270599,Dramat_chorej_na_raka_kielczanki__Lekarz_popelnil.html?fb_xd_fragment#?=&cb=f1a5c64e4a9682c&relation=parent&transport=fragment&frame=f26a5d6e96cdf16











            • pct3 Re: Kol. Sitwa 13.09.11, 09:30
              Ty mówisz o milionerach, a ja o standardach wschodniej a nie zachodniej europy.

              I tu wyszła właśnie niewyobrażalna, kosmiczna hipokryzja pacjentów.
              To dlaczego pacjenci wołają o leczenie na "światowym", "zachodnim" poziomie?
              Dlaczego bez przerwy chcecie od nas leczenia, a przede wszystkim systemu tak dobrego jak dobra część systemu w USA, jak leczenie w Skandynawii, we Francji?
              Jakim prawem, skoro my jesteśmy natychmiast uciszani gdy ośmielimy się przypomnieć że nadal zarabiamy 5 (jak nie 10) razy gorzej niż lekarz niemiecki i 10 (jak nie 20) razy gorzej niż lekarz amerykański.
              Przypomnę, ceny w Polsce są takie jak w Niemczech i wyższe niż w USA!
              Jest czymś koszmarnie nieprzyzwoitym ta stała zmienność kryteriów odniesienia.
              Ceny są równe. Jakość leczenia ma być taka jak "tam"? No to trzeba za tą jakość zapłacić.
              A że budżet nasz to ułameczek budżetu "tam"?
              Trudno. To może czas przestać wysnuwać żądania z kosmosu?
              • oby.watel Re: Kol. Sitwa 13.09.11, 09:48
                W omawianym przypadku jesteśmy leczeni na poziomie szamana w buszu. Względnie znachora leczącego wywarem z ziół. Dlatego domagamy się, by płace były adekwatne do wiedzy i doświadczenia. To nie są żądania z kosmosu.
                • pct3 Re: Kol. Sitwa 13.09.11, 09:53
                  zaręczam, że obecne płace są poniżej dochodów szamana z buszu.
                  Dodam tylko, że jednak zdecydowana większość lekarzy leczy lepiej od tego z omawianego przypadku.
                  • oby.watel Re: Kol. Sitwa 13.09.11, 10:52
                    Dlatego omawiamy ten konkretny przypadek, a nie omawiamy zdecydowanej większości lekarzy, którzy leczą lepiej, albo mają więcej szczęścia.
    • oby.watel Déjà vu 11.10.11, 16:15
      Tusk wymienił ministrów, których nie wymieni, więc nie muszą obawiać się o swoje ministerialne teki. - Z całą pewnością czołówka to Ewa Kopacz, Elżbieta Bieńkowska, Jacek Rostowski i Radosław Sikorski. Bardzo wysoko cenię Michała Boniego - powiedział Tusk. Zaznaczył też, że "Tomasz Siemoniak dobrze zaczął jako szef MON, a Jerzy Miller wykonał kawał gigantycznej pracy".

      Lekarze i pacjenci mogą więc spać spokojnie. Jest dobrze, a będzie jeszcze bardziej dobrze.
    • imponeross Biopsje czego?... 12.10.11, 00:19
      oby.watel napisał:

      > Zrobiła wszystko, co należy, poszła na badanie USG i na mammografię. Takie skie
      > rowanie dała jej lekarka z Gdyni, która po badaniach napisała, że zdecydowanie
      > wyklucza jakąkolwiek zmianę nowotworową. Pacjentka zapytała, czy pani doktor mo
      > głaby zrobić biopsję. Usłyszała, że lekarka nie widzi takiej potrzeby.

      Biopsje czego, skoro badania (i usg i mammografia) nic nie wykazaly?

      > Na onkologii powiedzieli jej, że to był od razu nowotwór i prawdopodobnie biops
      > ja by to wykryła.

      To w takim razie blad lekarza opisujacego mammografie i blad lekarza wykonujacego usg, a nie tej lekarki...
      • oby.watel Re: Biopsje czego?... 12.10.11, 10:58
        imponeross napisał:

        > Biopsje czego, skoro badania (i usg i mammografia) nic nie wykazaly?

        Biopsję guzka, który wyczuła i który był podstawą do skierowania na mammografię i USG. Wbrew panującej powszechnie opinii pacjenci nie domagają się profilaktycznej biopsji całego ciała.
        • snajper55 Re: Biopsje czego?... 12.10.11, 13:19
          oby.watel napisał:

          > imponeross napisał:
          >
          > > Biopsje czego, skoro badania (i usg i mammografia) nic nie wykazaly?
          >
          > Biopsję guzka, który wyczuła i który był podstawą do skierowania na mammografię
          > i USG. Wbrew panującej powszechnie opinii pacjenci nie domagają się profilakty
          > cznej biopsji całego ciała.

          To nie guzek był przyczyną mammografii, tylko to, że ona twierdziła, iż guzek wyczuła.

          Jak ma lekarz zrobić biopsję guzka, którego nie widzi? To trochę tak, jakby myśliwy miał upolować kaczkę, którą widzi jego stojąca obok żona.

          S.
          • slav_ Re: Biopsje czego?... 12.10.11, 13:36
            Daj spokój, wątek jest wyczerpany.
            Niech sobie trole pogaworzą.
          • oby.watel Re: Biopsje czego?... 12.10.11, 14:46
            Na onkologii powiedzieli jej, że to był od razu nowotwór i prawdopodobnie biopsja by to wykryła. Straciła całą pierś, bo nie było już czego ratować. Po pierwszej chemii czuła się w miarę. Druga chemia to już była tragedia, a po trzeciej wysiadł jej cały organizm. Miała mieć dziesięć chemii, po trzeciej zrezygnowała. Podpisała oświadczenie, że na własną odpowiedzialność.

            Jak ma lekarz zrobić biopsję guzka, którego nie widzi, a który od razu był nowotworem? To trochę tak, jakby snajper miał zdjąć kidnapera, ale nie odróżnia porywacza od podrywacza.
            • snajper55 Re: Biopsje czego?... 12.10.11, 14:54
              oby.watel napisał:

              > Na onkologii powiedzieli jej, że to był od razu nowotwór i prawdopodobnie biopsja by to
              > wykryła.

              Biopsja czego? Biopsji guzka, którego nie widać nie da się zrobić.

              S.
            • slav_ Re: Biopsje czego?... 12.10.11, 15:13
              Tępy i uparty.

              > tworem? To trochę tak, jakby snajper miał zdjąć kidnapera, ale nie odróżnia por
              > ywacza od podrywacza.

              To tak jakby snajper miał "zdjąć" porywacza który stał za budynkiem.
              Ale wszyscy mówią że go było widać, czemu nie strzelał?
              • oby.watel Re: Biopsje czego?... 12.10.11, 16:10
                Tępi i uparci są onkolodzy, którzy twierdzą, że biopsja nieistniejącego guza od razu wykazałaby nowotwór. To zresztą powszechne w tym środowisku, że jeden uważa drugiego za durnia i twierdzi, że kolega mógł na zdjęciu dostrzec co najwyżej białe myszki.
                • snajper55 Re: Biopsje czego?... 12.10.11, 21:45
                  oby.watel napisał:

                  > Tępi i uparci są onkolodzy, którzy twierdzą, że biopsja nieistniejącego guza od
                  > razu wykazałaby nowotwór.

                  Nie nieistniejącego, tylko niewidocznego w badaniach. Nie manipuluj i to do tego w głupi sposób. Kaczka, której nie widzi myśliwy istnieje, ale mimo to on nie może jej upolować. Bo jej nie widzi. Czego nie rozumiesz?

                  S.
                  • oby.watel Re: Biopsje czego?... 12.10.11, 22:58
                    Ja mówię o tym, co jest napisane w zacytowanym tekście. I ja ten tekst rozumiem. A Ty? Jak może być niewidoczny w badaniach skoro jak byk stoi: Na onkologii powiedzieli jej, że to był od razu nowotwór i prawdopodobnie biopsja by to wykryła?
                    • 1951b Re: Biopsje czego?... 13.10.11, 00:36
                      Polityka - nr 37 (2824) z dnia 2011-09-07; s. 88-89
                      artykuł
                      Fragment artykułu :
                      „Lekarze z onkologii w B. podbuntowali ją, żeby podała lekarkę z Gdyni do sądu. Oglądali zdjęcia mammograficzne i zdjęcia z USG. Sztab lekarzy mówił, że nawet na zdjęciach widać zmianę nowotworową: – Dlaczego nie zrobiła biopsji? Niech pani ją poda do sądu. Teraz pani życie jest zagrożone.”

                      Skoro lekarze z onkologii w B. oglądając wyniki badań twierdzili, że na zdjęciach ( mammograficznych i z USG) widać zmiany nowotworowe, to nie pisz snajper o guzie, który był niewidoczny, bo robisz z siebie idiotę.
                      Biopsja jest ostatecznym badaniem do ustalenia rozpoznania w przypadku podejrzenia nowotworu złośliwego piersi.
                      • slav_ Re: Biopsje czego?... 13.10.11, 00:56
                        Sąd dysponujący dokumentacją uniewinnił lekarkę z zarzutu zaniedbania a to znaczy że wykonane badania pozwalały lekarce wykluczyć chorobę nowotworowa w momencie jej badania.

                        > Skoro lekarze z onkologii w B. oglądając wyniki badań twierdzili, że na zdjęci
                        > ach ( mammograficznych i z USG) widać zmiany nowotworowe,

                        lekarze z onkologii oglądali wyniki badań PO klinicznym wykryciu nowotworu - taka wiedza pozwala inaczej interpretować oglądany wynik, takiej wiedzy nie miał opisujący badanie radiolog
                        "lekarka z Gdyni" nie ocenia obrazów diagnostycznych tylko wynik (opis) badania

                        > Biopsja jest ostatecznym badaniem do ustalenia rozpoznania w przypadku podejrze
                        > nia nowotworu złośliwego piersi.

                        Żeby zrobić biopsje trzeba najpierw stwierdzić istnienie zmiany - jedli badanie jej nie wykazało to co należało nakłuwać?

                        > „Lekarze z onkologii w B. podbuntowali ją, żeby podała lekarkę z Gdyni do
                        > sądu. Oglądali zdjęcia mammograficzne i zdjęcia z USG. Sztab lekarzy mówił, że
                        > nawet na zdjęciach widać zmianę nowotworową: – Dlaczego nie zrobiła biop
                        > sji? Niech pani ją poda do sądu. Teraz pani życie jest zagrożone.”

                        Praktyka podbudowywania swojego ego przed pacjentem stwierdzeniem "co za idiota panią leczył" (zwykle gdy rozpoznanie jest już oczywiste) istnieje i świadczy źle właśnie o tak mówiącym.
                        Ale skoro "podbuntowali" i byli pewni winy tej lekarki to powinni świadczyć w jej sprawie w sądzie.
                        • 1951b Re: Biopsje czego?... 13.10.11, 01:21
                          slav napisał:

                          „lekarze z onkologii oglądali wyniki badań PO klinicznym wykryciu nowotworu - taka wiedza pozwala inaczej interpretować oglądany wynik, takiej wiedzy nie miał opisujący badanie radiolog "lekarka z Gdyni" nie ocenia obrazów diagnostycznych tylko wynik (opis) badania”

                          Chcesz mi powiedzieć, że na zdjęciach nie było widać guzka a kobieta miała raka?
                          Jeżeli tak, to uważam, że takie badania nie mają sensu.
                          • slav_ Re: Biopsje czego?... 13.10.11, 08:49
                            > Chcesz mi powiedzieć, że na zdjęciach nie było widać guzka a kobieta miała raka?
                            > Jeżeli tak, to uważam, że takie badania nie mają sensu.

                            A potem się wypisuje pełne oburzenia posty...

                            NIE MA (!) badań "stuprocentowych" - stuprocentowo pewnych, czułych i swoistych.
                            KAŻDE badanie dodatkowe jest obarczone błędem.

                            Może być FAŁSZYWIE UJEMNE (czyli nie wykryć zmiany która istnieje).
                            Może być FAŁSZYWIE DODATNIE (czyli "wykryć" zmianę która NIE(!) istnieje).
                            Badania obrazowe są dodatkowo obarczone błędem interpretacji - ta może zależeć od doświadczenia, jakości obrazów diagnostycznych, stopnia zaawansowania choroby itp.
                            Na zdjęciu rtg/usg które ogląda radiolog nie pisze drukowanymi literami "ta pani ma raka".

                            Jeśli oczekujesz "badań stuprocentowo pewnych" to faktycznie wykonywania obecnie dostępnych nie ma sensu.
                            • oby.watel Re: Biopsje czego?... 13.10.11, 09:14
                              Jeśli badanie "Może być FAŁSZYWIE UJEMNE (czyli nie wykryć zmiany która istnieje)" oraz "Może być FAŁSZYWIE DODATNIE (czyli "wykryć" zmianę która NIE(!) istnieje)", to badanie dodatkowe, w tym przypadku biopsja, pozwala potwierdzić lub wykluczyć fałszywość ujemną lub dodatnią.
                              • snajper55 Re: Biopsje czego?... 13.10.11, 09:32
                                oby.watel napisał:

                                > Jeśli badanie "Może być FAŁSZYWIE UJEMNE (czyli nie wykryć zmiany która istn
                                > ieje)
                                " oraz "Może być FAŁSZYWIE DODATNIE (czyli "wykryć" zmianę która NI
                                > E(!) istnieje)
                                ", to badanie dodatkowe, w tym przypadku biopsja, pozwala pot
                                > wierdzić lub wykluczyć fałszywość ujemną lub dodatnią.

                                Biopsja czego, skoro zmiana nie została wykryta, czyli nie było jej widać ? Nie robi się biopsji piersi, tylko biopsję guzka. Skoro guzek nie został przez badanie ujawniony, to nie można było zrobić jego biopsji.

                                S.
                            • 1951b Re: Biopsje czego?... 13.10.11, 23:21
                              slav napisał:

                              „Jeśli oczekujesz "badań stuprocentowo pewnych" to faktycznie wykonywania obecnie dostępnych nie ma sensu.”

                              Jak się człowiek urodził, to umrzeć musi. To jest stuprocentowa i jedyna pewność.
                              Z tego co napisałeś, wynika jasno, że wykrycie raka piersi we wczesnym stadium przy obecnie dostępnych badaniach graniczy z cudem.

                              slav napisał:

                              „Na zdjęciu rtg/usg które ogląda radiolog nie pisze drukowanymi literami "ta pani ma raka".”

                              Jestem w szoku.
                              Naprawdę nie pisze ? A to wielka szkoda . Gdyby na zdjęciach widniał napis" TA PANI MA RAKA" może radiolog by nie przegapił.

                              slav napisał:

                              „Badania obrazowe są dodatkowo obarczone błędem interpretacji - ta może zależeć od doświadczenia, jakości obrazów diagnostycznych, stopnia zaawansowania choroby itp.”

                              No właśnie, a może w przypadku tej pacjentki osoba opisująca zdjęcia miała zbyt mało doświadczenia i na zdjęciach nie zauważyła tych zmian, które były widoczne i oczywiste dla onkologów. Gdyby jeszcze do tego dodać badanie wykonane na kiepskim sprzęcie, a co za tym idzie marna jakość obrazów diagnostycznych, to przyznasz, że trudno jest oczekiwać aby niedoświadczona osoba zinterpretowała prawidłowo zdjęcia.

                              Zmiany nowotworowe były widoczne, tylko niestety nie dla radiologa.
                              • slav_ Re: Biopsje czego?... 14.10.11, 00:09
                                > Z tego co napisałeś, wynika jasno, że wykrycie raka piersi we wczesnym stadium
                                > przy obecnie dostępnych badaniach graniczy z cudem.

                                Statystycznie wygląda to lepiej niż prawdopodobieństwo cudu.

                                > Gdyby na zdjęciach widniał napis" TA PANI MA RAKA" mo
                                > że radiolog by nie przegapił.

                                Pewno tak. Ale nie widnieje.

                                > No właśnie, a może w przypadku tej pacjentki osoba opisująca zdjęcia miała zbyt
                                > mało doświadczenia i na zdjęciach nie zauważyła tych zmian, które były widoczn
                                > e i oczywiste dla onkologów.

                                Niekoniecznie. Onkolodzy oglądali wyniki znając rozpoznanie. Wtedy jest łatwiej.

                                >Gdyby jeszcze do tego dodać badanie wykonane na ki
                                > epskim sprzęcie, a co za tym idzie marna jakość obrazów diagnostycznych, to prz
                                > yznasz, że trudno jest oczekiwać aby niedoświadczona osoba zinterpretowała praw
                                > idłowo zdjęcia.

                                Jakość sprzętu ma znacznie. Zły obraz jest nieczytelny również dla osoby doświadczonej.
                                • 1951b Re: Biopsje czego?... 14.10.11, 23:44

                                  slav napisał:
                                  „Statystycznie wygląda to lepiej niż prawdopodobieństwo cudu.”

                                  No to w ilu procentach wykrywa się raka piersi we wczesnym stadium?
                                  W 5, 10 a może 20% ? Jeżeli tak, to nie jest to wcale optymistyczne.

                                  Otrzymuje kobieta wynik w którym napisano: W dniu xxxx. xx.x wykonano u Pani
                                  badanie mammograficzne, które nie wykazało zmian podejrzanych. Kobieta się cieszy, że nie ma raka, a tu niemiła niespodzianka, ponieważ badanie może być fałszywie ujemne, albo radiolog źle odczytał, albo zdjęcia są nieczytelne bo zostały zrobione na kiepskim sprzęcie.

                                  slav napisał:
                                  „Niekoniecznie. Onkolodzy oglądali wyniki znając rozpoznanie. Wtedy jest łatwiej.”

                                  No tak, jak się zna rozpoznanie to łatwiej jest interpretować wyniki :) Przypomniała mi się scenka, która miała miejsce w pewnym szpitalu. Podczas obchodu profesor mówi do osób stanowiących jego„świtę”. Brzmiało to mniej więcej tak : jak nie będziecie się uczyli czytać EKG to zostaniecie ginekologami.

                                  slav napisał:
                                  „Jakość sprzętu ma znacznie. Zły obraz jest nieczytelny również dla osoby doświadczonej.”

                                  Jestem ciekawa ile placówek w Polsce pracuje na marnym sprzęcie.

                                  Wracając do sprawy, to w artykule napisano. Cytuję:

                                  „Zrobiła wszystko, co należy, poszła na badanie USG i na mammografię. Takie skierowanie dała jej lekarka z Gdyni, która po badaniach napisała, że zdecydowanie wyklucza jakąkolwiek zmianę nowotworową. Pacjentka zapytała, czy pani doktor mogłaby zrobić biopsję. Usłyszała, że lekarka nie widzi takiej potrzeby.”

                                  Radiolog nie zauważył zmian na zdjęciach. Napisał to co napisał i na tej podstawie lekarka nie widziała potrzeby robienia biopsji – logiczne.

                                  A tak na marginesie to uważam, że nie bez powodu „lekarka z Gdyni” dała skierowania na te badania, a i pacjentkę w dalszym ciągu musiało „coś” niepokoić ponieważ, mimo „dobrych” wyników rtg/usg prosiła o biopsję.

                                  Gdyby pacjentka wiedziała, że zamiast prosić lekarkę o skierowanie na biopsję powinna ponownie zrobić USG i mammografię tylko w innej placówce. Może miałaby szanse na wcześniejsze wykrycie choroby.
                                  • snajper55 Re: Biopsje czego?... 15.10.11, 01:24
                                    1951b napisała:

                                    > No to w ilu procentach wykrywa się raka piersi we wczesnym stadium?
                                    > W 5, 10 a może 20% ? Jeżeli tak, to nie jest to wcale optymistyczne.

                                    W bardzo wczesnym stadium wykrywalność jest równa 0%. Trudno znaleźć pojedynczą komórkę rakową. Podobnie jest z dwoma komórkami a nawet trzema.
                                    Nie, nie jest to optymistyczne. Choroba nigdy nie jest optymistyczna.

                                    > Otrzymuje kobieta wynik w którym napisano: W dniu xxxx. xx.x wykonano u Pani
                                    > badanie mammograficzne, które nie wykazało zmian podejrzanych. Kobieta się cies
                                    > zy, że nie ma raka, a tu niemiła niespodzianka, ponieważ badanie może być fałsz
                                    > ywie ujemne, albo radiolog źle odczytał, albo zdjęcia są nieczytelne bo zostały
                                    > zrobione na kiepskim sprzęcie.

                                    Badanie może prawdziwe, a kobieta zachoruje następnego dnia. Ujemne badanie nie daje gwarancji zdrowia nawet na jeden dzień.

                                    > Gdyby pacjentka wiedziała, że zamiast prosić lekarkę o skierowanie na biopsję p
                                    > owinna ponownie zrobić USG i mammografię tylko w innej placówce. Może miałaby s
                                    > zanse na wcześniejsze wykrycie choroby.

                                    Gdyby człowiek wiedział, że się przewróci, to by się położył. Jaki ma sens takie gdybanie? Bo chyba nie uważasz, że każde badanie nie wyrywające choroby trzeba powtarzać?

                                    S.
                                    • 1951b Re: Biopsje czego?... 16.10.11, 01:18
                                      snajper napisał:
                                      „W bardzo wczesnym stadium wykrywalność jest równa 0%. Trudno znaleźć pojedynczą komórkę rakową. Podobnie jest z dwoma komórkami a nawet trzema.
                                      Nie, nie jest to optymistyczne. Choroba nigdy nie jest optymistyczna.”

                                      Kiedyś myślałam, że manipulujesz a ty najzwyczajniej nie rozumiesz o czym ja piszę. Czy ja pisałam o bardzo wczesnym stadium? NIE !!! Ja pisałam o wczesnym stadium.
                                      r-o-z-u-m-i-e-s-z?
                                      Zapytaj slava ( może ci zechce odpowiedzieć) poniżej jakiej średnicy muszą być guzy ( zmiany) aby lekarz powiedział, że wykryto raka piersi we wczesnym stadium.

                                      Na czytanie mądrości typu:” Choroba nigdy nie jest optymistyczna” szkoda mojego czasu.
                                      EOT
                                      • snajper55 Re: Biopsje czego?... 16.10.11, 14:56
                                        1951b napisała:

                                        > Czy ja pisałam o bardzo wczesnym stadium? NIE !!! Ja pisałam o wczesnym
                                        > stadium
                                        . r-o-z-u-m-i-e-s-z?
                                        > Zapytaj slava ( może ci zechce odpowiedzieć) poniżej jakiej średnicy muszą być guzy
                                        > ( zmiany) aby lekarz powiedział, że wykryto raka piersi we wczesnym stadium.

                                        Najpierw zapytam Ciebie.

                                        Powyżej jakiej średnicy guza mówimy o wczesnym stadium.

                                        Skoro wprowadzasz pojęcie bardzo wczesnego stadium, to musisz określić graniczną wielkość guza między bardzo wczesnym a wczesnym stadium.

                                        S.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka