Dodaj do ulubionych

To już jest koniec, nie ma już nic...

IP: *.ws146.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 15.07.04, 00:44
To już jest koniec, nie ma już nic. Jesteśmy wolni, możemy iść - śpiewa Kuba
Sienkiewicz, lider Elektrycznych Gitar. Kuba to ta sama osoba co doktor Jakub
Sienkiewicz, znany neurolog. Słowa te precyzyjnie mówią o tym, co się dzieje
w służbie zdrowia. To już jest koniec konstytucyjnego kłamstwa o bezpłatnej
służbie zdrowia: nie było jej, nie ma i nie będzie, choć była zapisana w
konstytucji PRL i zapis ten znalazł się także w ustawie zasadniczej przyjętej
w 1997 r.
www.wprost.pl/ar/?O=63119
Obserwuj wątek
    • Gość: dradam Re: To już jest koniec, nie ma już nic... IP: 69.19.31.* 15.07.04, 03:04
      moze wskazesz , przy okazji, miejsce, gdzie w konstytucji Rzeczpospolitej
      Polskiej jest mowa o "bezplatnych" swiadczeniach z zakresu ochrony zdrowia ?
      Pozdrawiam


      dradam

      • Gość: g@mdan Re: To już jest koniec, nie ma już nic... IP: *.tvsat364.lodz.pl 15.07.04, 22:08
        Konstytucja Polski:Art.68.Pkt.2.Obywatelom, niezależnie od ich sytuacji
        materialnej, władze publiczne zapewniają równy dostęp do świadczeń opieki
        zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych. Warunki i zakres udzielania
        świadczeń określa ustawa.

        W 1997 r. zmieniono brzmienie artykułu o opiece zdrowotnej. Już nie ma mowy o
        bezpłatności. Wszystko ma określić ustawa, która okazała się "niekonstytucyjna"
        i obecnie jest pichcona na prędce od nowa.
        Jest mowa tylko o równym dostępie do świadczeń i tu jest problem. No bo jak
        rozsądnie zapewnić równy dostęp biednym i bogatym?
        Albo będzie bezpłatność lub niskie opłaty (jak jest obecnie) czyli nadal bieda
        i bałagan w sł. zdrowia. Albo będą realne dopłaty, pozwalające na utrzymanie
        średniego poziomu europejskiego, niestety nieosiągalne dla biednych.
        Każdy wariant spowoduje niezadowolenie społeczne i będzie gwoździem do trumny
        dla koalicji rządzącej.
        Czy kogoś dziwi jeszcze opieszałość rządu?
    • Gość: Halina Re: To już jest koniec, nie ma już nic... IP: *.ip-pluggen.com 15.07.04, 20:38
      Pytanie nieco kontrowersyjne.
      Dlaczego w Polsce ma byc BEZPLATNE leczenie, skoro nawet bogate kraje kaza
      swoim pacjentom placic za wizyty u lekarzy i za lezenie w szpitalu?
      A przeciez w kazdym kraju sa skladki na ubezpieczenie, nie tylko w Polsce.
      kadm.nfz.gov.pl/ue/index.php?katnr=5&dzialnr=2
      • Gość: Anka Re: To już jest koniec, nie ma już nic... IP: *.laczpol.net.pl 15.07.04, 21:23
        W Polsce musi być bezpłatne leczenie ,bo jeśli ma się 600zł renty ,jest się
        przewlekle chorym ,wydaje się 250 zł miesięcznie na lekarstwa , to naprawdę nie
        wystarcza na zapłacenie lekarzowi.Dopóki nie będziemy lepiej zarabiać, to nie
        możemy płacić za leczenie.Na pewno nie mogą robić tego ludzie przewlekle
        chorzy ,a takich jest coraz więcej.
        • Gość: Halina Re: To już jest koniec, nie ma już nic... IP: *.ip-pluggen.com 15.07.04, 22:05
          Wszyscy znajomi, zarabiajacy w granicach 1 000 zl, podaja jakies wg mnie
          wysokie sumy ktore co miesiac placa na ubezpieczenie.
          Czy nie moznaby skonczyc z placeniem ubezpieczenia, a zamiast tego uzywac te
          zaoszczedzone pieniadze na zaplate lekarzowi za wizyte?
          Chyba to tez nie byl najlepszy pomysl... prawda?
          • Gość: Anka Re: To już jest koniec, nie ma już nic... IP: *.laczpol.net.pl 16.07.04, 14:19
            Oczywiście ,że byłoby to rozwiązaniem problemu, ale do zrealizowania tego
            potrzebni są mądrzy ludzie na szczytach władzy ,którzy chcieliby się tym zająć
            i mieli do tego kwalifikacje.A jak narazie takich nie widać.Na pewno nie byłoby
            to łatwe i myślę ,że moje średnie pokolenie takiej poprawy już nie
            doczeka.Teraz marzymy tylko o tym ,żeby być przyjętym do szpitala i żeby nie
            zabrakło pieniędzy na podstawowe badania.
        • Gość: Doki Re: To już jest koniec, nie ma już nic... IP: *.240.81.adsl.skynet.be 16.07.04, 17:02
          Gość portalu: Anka napisał(a):

          > W Polsce musi być bezpłatne leczenie ,bo jeśli ma się 600zł renty ,jest się
          > przewlekle chorym ,wydaje się 250 zł miesięcznie na lekarstwa , to naprawdę nie
          >
          > wystarcza na zapłacenie lekarzowi.Dopóki nie będziemy lepiej zarabiać, to nie
          > możemy płacić za leczenie.Na pewno nie mogą robić tego ludzie przewlekle
          > chorzy ,a takich jest coraz więcej.

          To jest, niestety, dosc slaby argument. Leczenie nie jest w koncu przymusowe.
          jesli kogos nie stac, to trudno- nie leczy sie.
          • Gość: Jacek Re: To już jest koniec, nie ma już nic... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.07.04, 20:06
            Pracuję w tzw. prywatnej służbie zdrowia, a konkretnie w dziale marketingu
            szpitalnego. Głównym powodem obecnej sytuacji, moim zdaniem nie jest brak
            pieniędzy, tylko "hieny", które te pieniądze albo rozkradają, albo marnotrawią.
            Pracując z lekarzami NZOZ-ów, przekonałem się jak naprawdę można gospodarować
            pieniędzmi ze składek, by starczyło na wszystko. Co zaś dotyczy pacjentów, to
            wielu jest takich, którzy potrafią nie odebrać wyników zleconych badań, za
            które płaci lekarz POZ. A tak na marginesie, to dno w publicznej służbie
            zdrowia dopiero się zaczyna. Inną sprawą jest odpowiedzenie sobie na pytanie -
            czy lepiej płacić do kieszeni , czy otrzymać rachunek za leczenie w znacznie
            lepszych warunkach niż w szpitalu publicznym i przy okazji znacznie szybciej.
            Poza tym czy ktoś policzy rachunki za bilety autobusowe i zmarnowany czas tych
            wszystkich ludzi, którzy usiłuja leczyć się w "publicznej"(czytaj - niczyjej)
            służbie zdrowia
            • Gość: Halina Re: To już jest koniec, nie ma już nic... IP: *.ip-pluggen.com 16.07.04, 22:31
              Wg mnie lekarze sa za bardzo dostepni w Polsce, dlatego nie szanuje sie ich
              czasu i wlasnie nie przychodzi po wyniki.
              Wystarczy przeciez pojsc bezplatnie do innego lekarza i miec to zrobione
              jeszcze raz!
              W kilku krajach zachodnich placi sie za wizyte, a jezeli nie przyjdzie sie na
              umowiona, lekarz debituje pacjentowi te sume. Wizyte ma sie prawo odwolac
              najpozniej 24 godziny przed.
              Zaplate KONSEKWENTNIE sie egzekwuje, przez komornika w razie potrzeby.
              Utrzymanie sluzby zdrowia jest takze z podatkow, miedzy innymi z bardzo
              wysokiego podatku na alkohol.
              Wszystko jest dobrze przemyslane, jak widac z tego ostatniego!
          • Gość: Anka Re: To już jest koniec, nie ma już nic... IP: *.laczpol.net.pl 17.07.04, 15:36
            Wydaje mi sie ,że brak pieniędzy na płacenie za leczenie w przypadku osób mnie
            podobnym ,czyli pobierajacych renty i bedących przewlekle chorymi,jest mocnym
            argumentem na bezpłatne leczenie dla tej grupy .Ode mnie juz teraz nic nie
            zalezy,nie mogę dorobić ,jestem skazana na leczenie jakie mi państwo
            zaoferuje ,oczywiście bezpłatnie.Leczenie rzeczywiście nie jest przymusowe ,ale
            nie leczenie- to koniec.A wydaje mi się ,że zrobiłam dużo,żeby zadbać o swoją
            przyszłość.Studiowałam ,pracowałam na kierowniczym stanowisku ,przez wiele lat
            odprowadzałam wysokie składki na ubezpieczenie ,ale los spłatał mi
            figla.Wtedy ,gdy pracowałam ,nie było jeszcze dodatkowych ubezpieczeń ,które
            podniosłyby mi teraz standard życia.Dlatego zgadzam się z tym ,że
            ponadstandardowe usługi lecznicze mogą być płatne ,ale będę walczyć o
            zapewnienie mi przez państwo poczucia bezpieczeństwa zdrowotnego bez
            dodatkowych opłat.
            • Gość: Doki Re: To już jest koniec, nie ma już nic... IP: *.240.81.adsl.skynet.be 17.07.04, 15:58
              Gość portalu: Anka napisał(a):

              > Wydaje mi sie ,że brak pieniędzy na płacenie za leczenie w przypadku osób mnie
              > podobnym ,czyli pobierajacych renty i bedących przewlekle chorymi,jest mocnym
              > argumentem na bezpłatne leczenie dla tej grupy .

              Nie, Anka. Spojrz na to z punktu widzenia spoleczenstwa, czyli tego, kto mialby
              za Twoje leczenie placic. Po co spoleczenstwo mialoby wywalac pieniadze na
              Ciebie, skoro tych pieniedzy jest tak malo? Nie zaczynaj o sprawiedliwosci,
              zycie nie jest sprawiedliwe.

              > ale los spłatał mi figla.

              Lepiej nie moglas tego ujac.

              W marszu od komunizmu do normalnosci niektorzy polegna w drodze. Byc moze i Ty
              bedziesz ofiara, ktora zostanie na poboczu drogi. Sorry, ale wszyscy tak czy
              owak nie przezyja.

              > ale będę walczyć o zapewnienie mi przez państwo poczucia bezpieczeństwa
              zdrowotnego

              Stane przeciw Tobie. Bo kto ma niby placic za Twoje bezpieczenstwo i z jakiej
              racji? A moze Ty nomenklatura bylas? "pracowałam na kierowniczym stanowisku"...
              Wtedy sprawiedliwoscia byloby gdybys sczezla.
              • Gość: Anka Re: To już jest koniec, nie ma już nic... IP: *.laczpol.net.pl 17.07.04, 18:11
                Doki ,ostatni fragment Twojej odpowiedzi za elegancki to nie był.Zaznaczyłam co
                robiłam ,nie ze względu na to jaka byłam ważna ,tylko żeby pokazać ,że duze
                pieniądze przekazywałam na ubezpieczenie.A z nomenklaturą nie miałam nic
                wspólnego ,wprost przeciwnie ,zresztą widać to po moich problemach .A wracając
                jeszcze do zasadniczej sprawy.Nie bardzo rozumiem dlaczego społeczeństwo nie
                może płacic za leczenie mnie ,a ja mogłam kiedyś finansować tych ,którzy wtedy
                byli chorzy. A poza tym ,czym różni się finansowanie mojego leczenia ,które nie
                jest specjalnie drogie ,od finansowania leczenia np.ofiary wypadku
                samochodowego ,które pochłonie tyle budżetu ,co moje przez 10lat.
                Te argumenty nie przemawiają do mnie zupełnie.Ale postawmy sprawę jasno ,ja nie
                wymagam wiele ,bo zdaję sobie sprawę z mizerii państwa w tej materii ,ale
                również będę walczyć ,żeby nie stac się ofiarą zmiany systemu,bo mam świadomość
                co się wokół dzieje.A może sprawa powinna wyglądać tak ,że ja płacę za
                leczenie ,ale dostaję zasiłek socjalny na utrzymanie się.A poza tym ,mam
                pomysł ,może by wprowadzić rodzinne finansowanie ubezpieczenia ,mąz ,który
                płaci składki przez całe życie i nie choruje ,pokrywa wydatki na leczenie
                swojej żony.
                • Gość: Anka Re: To już jest koniec, nie ma już nic... IP: *.laczpol.net.pl 17.07.04, 18:23
                  I jeszcze nasunęła mi się myśl ,że według Twojej teorii to chyba powinniśmy
                  losować ,kto ma być leczony, a kto do piachu.
                • Gość: Doki Re: To już jest koniec, nie ma już nic... IP: *.240.81.adsl.skynet.be 17.07.04, 19:07
                  > Doki ,ostatni fragment Twojej odpowiedzi za elegancki to nie był.

                  Wiem. Ale tez i dyskutowany problem jest paskudny.

                  > Nie bardzo rozumiem dlaczego społeczeństwo nie
                  > może płacic za leczenie mnie ,a ja mogłam kiedyś finansować tych ,którzy wtedy
                  > byli chorzy.

                  Na tym wlasnie polega system repartycyjny, ktory mielismy i mamy. Biezace
                  dzialania finansuje sie z biezacych srodkow. Pieniadze, ktore wplacalas nie byly
                  przeznaczone na zapewnienie Tobie opieki, ale na zapewnienie opieki tym, ktorzy
                  potrzebowali opieki wtedy, gdy wplacalas. Teraz nie ma komu placic. A leczenie
                  jest dzis o wiele drozsze niz 30 lat temu.

                  > A poza tym ,czym różni się finansowanie mojego leczenia ,które nie
                  > jest specjalnie drogie ,od finansowania leczenia np.ofiary wypadku
                  > samochodowego ,które pochłonie tyle budżetu ,co moje przez 10lat.

                  To, oraz sugestie by losowac tych, ktorym bedziemy placic za leczenie,
                  potraktuje lacznie. Mozna przyjac rozne kryteria wyboru tych, ktorym
                  spoleczenstwo oplaci leczenie. Moim zdaniem najsensowniejsze jest kryterium
                  utylitarne. Co spoleczenstwu przyjdzie z leczenia Ciebie? Nic. A jesli wyleczyc
                  20- latka po wypadku, to moze jeszcze on wroci do pracy i bedzie utrzymywal
                  siebie i rodzine oraz placil podatki.

                  > A może sprawa powinna wyglądać tak ,że ja płacę za
                  > leczenie ,ale dostaję zasiłek socjalny na utrzymanie się.

                  Nie, bo to to samo- czerpanie pieniedzy z kasy panstwa. A nie mozesz utrzymac
                  sie sama? Np stopniowo wyprzedajac dobytek?

                  Dla zbudowania systemu ubezpieczen i oslon socjalnych trzeba czasu. Ty nie
                  dozyjesz (i ja pewnie tez nie) chwili, gdy ten system zadziala, bo mysle, ze nie
                  ma szans, zeby to zaczelo dzialac wczesniej niz po 20 latach od wprowadzenia, a
                  przeciez jeszcze nawet nie ma koncepcji co wlasciwie chcemy wprowadzac. Ci,
                  ktorzy zyja w okresie budowy systemu, sa najbardziej przegrani.

                  > A poza tym ,mam
                  > pomysł ,może by wprowadzić rodzinne finansowanie ubezpieczenia ,mąz ,który
                  > płaci składki przez całe życie i nie choruje ,pokrywa wydatki na leczenie
                  > swojej żony.

                  Jesli zona nie pracuje, to wydaje mi sie sluszne, zeby maz oplacal skladki i za
                  siebie, i za nia. Ale jeszcze lepiej jest, jesli ten pracujacy maz nie jest
                  okradany podatkami (np na publicznie finansowana sluzbe zdrowia), tylko
                  ubezpiecza prywatnie i siebie, i zone.
                • Gość: Doki Re: To już jest koniec, nie ma już nic... IP: *.240.81.adsl.skynet.be 17.07.04, 19:08
                  > tylko żeby pokazać ,że duze pieniądze przekazywałam na ubezpieczenie.

                  Mala poprawka: nie przekazalas na ubezpieczenie zdrowotne ani grosza. Sluzba
                  zdrowia za komuny byla finansowana centralnie, a budzet ustalano "z sufitu",
                  wiec nie bylo zadnego zwiazku miedzy przekazywanymi do budzetu pieniedzmi a
                  finansowaniem opieki zdrowotnej.
                  • Gość: Anka Re: To już jest koniec, nie ma już nic... IP: *.laczpol.net.pl 17.07.04, 20:00
                    Zgadza się z tym finansowaniem służby zdrowia za komuny,ale potrącane pieniądze
                    szły do budżetu i w jakimś procencie finansowały służbę zdrowia ,reszta
                    pochodziła z kredytów ,które jak wszyscy wiemy spłacamy do tej pory i jeszcze
                    długo.Ale nie moja to wina ,że nie mogłam tych pieniędzy przeznaczać na swoje
                    póżniejsze ubezpieczenie zdrowotne ,a teraz mam być poza nawiasem.Na pewno
                    wiele rzeczy wymaga zmiany naszej mentalności i zrozumienia ,że tylko tyle
                    dostaniemy ,ileśmy wnieśli ,ale mądre muszą też być działania w tym okresie
                    przejściowym ,by nie powodować tak dużego poczucia zagrożenia w ludziach.
                    Doki ,ale przykład 20 latka jest skrajnie optymistyczny ,bo jak nie odzyska
                    sprawności ,to społeczeństwo będzie na niego płacić o 20 lat dłużej niż na
                    mnie.A więc to też nie argument.
                    Napisz mi w skrócie tylko jeszcze ,na jakich zasadach leczycie w Belgii całe
                    rzesze staruszek 90 letnich na intensywnej terapii,jak to gdzieś pisałeś,jak
                    wygląda ich status materialny i z czego są pokrywane te wydatki,czy one też
                    wyprzedają swój dorobek ,czy zbierały na to przez całe życie płacąc wysokie
                    składki,które wystarczą im jeszcze do tak póżnego wieku.
                    • Gość: Doki Re: To już jest koniec, nie ma już nic... IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 18.07.04, 13:34
                      > Ale nie moja to wina...

                      Wiem, ze nie Twoja. Wiem, ze to niesprawiedliwe. I co z tego?

                      > działania w tym okresie przejściowym ,by nie powodować tak dużego poczucia
                      zagrożenia w ludziach

                      Za co?

                      > Doki ,ale przykład 20 latka jest skrajnie optymistyczny ,bo jak nie odzyska
                      > sprawności ,to społeczeństwo będzie na niego płacić o 20 lat dłużej niż na
                      > mnie.A więc to też nie argument.

                      To JEST argument. Czesc dwudziestolatkow wraca do sprawnosci. Natomiast masz
                      racje, wiek nie moze byc jedynym kryterium. Dzisiaj mam dyzur i jedna z
                      pacjentek ma 104 lata. I jest z nia niezle. Wroce jeszcze do tego.

                      > Napisz mi w skrócie tylko jeszcze ,na jakich zasadach leczycie w Belgii całe
                      > rzesze staruszek 90 letnich na intensywnej terapii,jak to gdzieś pisałeś,jak
                      > wygląda ich status materialny i z czego są pokrywane te wydatki,czy one też
                      > wyprzedają swój dorobek ,czy zbierały na to przez całe życie płacąc wysokie
                      > składki,które wystarczą im jeszcze do tak póżnego wieku.

                      Na poczatek zastrzezenie: ja nigdzie nie twierdzilem, ze belgijski system jest
                      wzorcowy, choc fakt, ze jest o niebo lepszy od polskiego. Belgijski system jest
                      niedofinansowany (choc wydatki na opieke zdrowotna wychodza tu 2481 dolarow PPP
                      (taka waluta przeliczeniowa, uwzgledniajaca roznice sily nabywczej. Zrodlo:
                      najnowszy raport ONZ hdr.undp.org/reports/global/2004/pdf/hdr04_HDI.pdf
                      Rzeczywiste wydatki to troche ponad 1600 euro na glowe rocznie, plus pacjent
                      doklada bezposrednio jeszcze 100-150 euro.) i jedzie nadal na dobrej woli i
                      zaangazowaniu tych, ktorzy w systemie pracuja. W Polsce wydaje sie 629 dolarow
                      PPP. Lepsze finansowanie powoduje, ze te same problemy, ktore sa w Polsce, sa tu
                      mniej odczuwalne (jeszcze...), ale to nie znaczy, ze ich nie ma.

                      Zastrzezenie drugie: statystyczny Belg rzeczywiscie ma odlozone troche grosza na
                      stare lata. Belgia byla kiedys metropolia kolonialna. Starzy ludzie sa jedna z
                      najzamozniejszych grup spolecznych. Maja nieruchomosci, kapital i czas.
                      Oczywiscie, sa i biedni, to jasne.
                      Nie przez zbieranie skladek dochodzi sie do spokojnej starosci, lecz przez
                      oszczednosc i prywatne ubezpieczenia. Jesli powierzysz swoje pieniadze panstwu
                      (jakiemukolwiek), mozesz byc pewna, ze te pieniadze zostana przynajmniej w
                      sporej czesci zmarnowane.

                      90- letnia staruszka moze sie leczyc jak kazdy, ale po pierwsze nie jest tematem
                      tabu to, ze starzy ludzie umieraja. Gdy przyjmuje taka osobe na intensywna, od
                      poczatku staram sie przedstawic realistycznie szanse takiego pacjenta w
                      podeszlym wieku na:
                      - przetrwanie samego incydentu, ktory spowodowal przyjecie.
                      - wypis z intensywnej na oddzial
                      - i co najwazniejsze, szanse na wypis do domu. Nie ma sensu przyjmowac na
                      intensywna kogos, kto i tak umrze z powiklan, po drodze konsumujac pieniadze,
                      ktore mozna spozytkowac lepiej. Wydaje mi sie, ze tu jest istotna roznica miedzy
                      Polska i Belgia. Przypominam sobie takiego newsa sprzed moze dwoch tygodni, gdy
                      "Gazeta" napisala, ze gdzies tam nie bylo miejsca dla 80- letniego ciezko
                      chorego dziadka po reanimacji w domu. jezdzono z nim i jezdzono, az w koncu
                      zmarl. Oczywiscie, na forum posypaly sie gromy na "winnych balaganu", a ja
                      mialem czelnosc zapytac kto w ogole zabral sie za reanimowanie tego
                      nieszczesnika, skoro rezultat byl z gory do przewidzenia? W takim tez sensie
                      prowadze rozmowe z rodzina chorego (jesli chory jest przytomny, czasem sam
                      kategorycznie odmawia pobytu na intensywnej). Nie chodzi juz nawet o to, "czy
                      warto", ale o to, ze pewnych rzeczy w fizjologii nie przeskoczysz. Nie jestem
                      Bogiem wszechmogacym, nie potrafie wskrzeszac. A tymczasem w Polsce pokutuje
                      ciagel poglad o bezcennym zyciu i o ratowaniu go za wszelka cene. Systematycznie
                      umieszczamy w kartach chorych kody DNR, ktore okreslaja do czego posuniemy sie w
                      podbramkowej sytuacji. Dla jasnosci: takie decyzje nigdy nie sa podejmowane
                      przez jedna osobe. Procedura jasno okresla kto moze taki kod wpisac do karty,
                      kiedy i z kim to musi uzgodnic. I jak ma to udokumentowac. W przypadku
                      wspomnienej 104- letniej babci: miala pewien naglacy problem, ktory, gdyby go
                      nie zoperowac, prowadzilby do smierci w meczarniach w ciagu gora 5 dni. Operacja
                      stosunkowo niewielka, a babcia w niezlym stanie, to sie zoperowalo. Ale jesli
                      problem wroci, to nie sadze, zeby chirurdzy zdecydowali sie na ponowna operacje.
                      I tak jej szanse sa ok 50%. Po drugim zabiegu spadlyby prawie do zera. O tym
                      trzeba myslec od poczatku.

                      Anka, swoje posty pisalem zwracajac sie bezposrednio do Ciebie, ale przeciez nic
                      do Ciebie osobiscie nie mam. Dla mnie jestes modelowym przykladem ofiary
                      systemu. I na Twoim przykladzie probuje zebrac tu kilka zasad, ktorymi bedzie
                      musiala sie kierowac reforma, zeby w ogole miala szanse powodzenia.
                      1. Nie ma mowy o bezplatnej powszechnej opiece zdrowotnej. Na to nie stac nawet
                      najbogatszych krajow. Z jednej strony to kosztuje, z drugiej bezplatnego nikt
                      nie szanuje, co prowadzi do nieograniczonej eskalacji popytu na uslugi i do
                      plajty. Czesciowa odplatnosc musi byc. Po pierwsze po to, zeby wprowadzic
                      hamulec dla popytu, po drugie, zeby nie przerzucac lwiej czesci kosztow na
                      zdrowych. Jest to istotne, bo sporo chorob jest spowodowanych przez samych
                      chorych, ktorzy pala i obzeraja sie.
                      2. Racjonowanie jest konieczne, skoro nie dla wszystkich wystarczy. Pytanie kto
                      ma ustalic kryteria racjonowania i jakie to maja byc kryteria. Wiek nie zalatwia
                      wszystkiego. Wiadomo, ze sa 90- latkowie w lepszym stanie niz 60- latek, ktory
                      od 20 roku zycia pali paczke dziennie i ma 30 kg nadwagi. Kto ma zdecydowac komu
                      obcinamy uslugi? Lekarz prowadzacy? Minister? Parlament? Potrzebna jest do tego
                      dyskusja. Osobiscie jestem zwolennikiem uczynienia samych ludzi odpowiedzialnymi
                      za swoje zdrowie. Jak to kiedys prof. Religa skreslal z listy operacyjnej
                      pacjentow, ktorych przylapal na paleniu. To latwo sprawdzic. Mozna tez np
                      stawiac pacjentow na wadze. Przekraczasz jakas nadwage- albo schudniesz, albo
                      nie masz prawa obciazac spoleczenstwa kosztami Twego obzarstwa. Takie
                      postepowanie wymaga wielkiej ostroznosci, zeby nie zsunac sie po rowni pochylej
                      (bo mozna np doprowadzic do tego, ze np nie pomagamy ofiarom wypadkow
                      samochodowych, ktore nie zapiely pasow), ale przy odpowiednich zabezpieczeniach
                      moze to pomoc.
                      3. NFZ to bzdura. Ale centralna instytucja zajmujaca sie platnosciami, kontrola
                      jakosci i budzetowaniem kas chorych jest potrzebna. Natomiast nie maja sensu
                      kasy chorych dzialajace na ograniczonym terytorium i podpisujace kontrakty z
                      wybranymi jednostkami. To pole dla korupcji. Kazda jednostka powinna miec prawo
                      swiadczyc uslugi, jesli tylko spelnia wymogi co do jakosci, a kasa chorych
                      powinna za to jakas centralnie ustalona stawke zwracac. Potrzebny jest
                      taryfikator uslug! Natomiast jednostki moga konkurowac cenami, ktore naliczaja
                      pacjentom.
                      4. i wreszcie last but not least: musi byc caly sektor prywatny w opiece zdrowotnej.

                      Chyba i tak sie za bardzo rozpisalem, wiec reszta przy nastepnej okazji.
                      • Gość: Anka Re: To już jest koniec, nie ma już nic... IP: *.laczpol.net.pl 18.07.04, 22:21
                        Doki ,ja doskonale rozumiem ,że nie atakujesz mnie osobiście ,tylko na moim
                        przykładzie omawiamy sytuacje ludzi mi podobnych ,w dzisiejszej polskiej
                        rzeczywistości.
                        Pisząc o składkach w Belgii oczywiście miałam na myśli prywatne ubezpieczenie.
                        Jak wspominasz o tym staruszku wożonym miedzy szpitalami ,to uwazam ,że u nas
                        jest to w duzym stopniu wina braku komunikacji pomiędzy lekarzem a pacjentem
                        lub jego rodziną.Bo gdyby mi ktoś przedstawił faktyczny stan chorego i
                        zwyczajnie powiedział ,że szkoda go męczyć , to na pewno bym to zrozumiała.W
                        Polsce bardzo trudno wyciągnąc od lekarza informacje o stanie chorego, jego
                        szansach czy sposobie leczenia.Ciągle jest to słabo osiągalne i liczę na to ,że
                        nowa ustawa wreszcie wprowadzi obowiązujące wszystkich procedury w lecznictwie.
                        Piszesz Doki ,że nie ma mowy o bezpłatnej opiece medycznej.Na pewno do tego
                        dojdzie ,że będzie płatna,ale wprowadzanie jej z równoczesnym podwyższaniem
                        obowiązkowej składki zdrowotnej w tym roku ,to chyba lekka przesada.Albo
                        wprowadzamy odpłatność a składkę trochę obniżamy,albo ją podwyższamy nie
                        wprowadzając odpłatności.Ja ze swojej renty odprowadzam 7,75%składki na
                        ubezpieczenie zdrowotne.A młodsze pokolenie u mnie w rodzinie jak i u
                        znajomych, już dawno wykupiło prywatne ubezpieczenia.A więc ten rynek już też
                        dobrze działa i w ostatnim roku bardzo się rozwinął. Nie wiem jak dawno temu
                        przyglądałeś się z bliska naszej służbie zdrowia ,ale jak czytasz na forum ,że
                        ktoś diagnozował się u 3 endokrynologów tzn.,że u dwóch był prywatnie ,bo na
                        pewno nie dostał skierowania.
                        I wydaje mi się ,że jeszcze długo nie będzie wprowadzona duża odpłatność za
                        leczenie ,bo jak gdzieś słyszałam wprowadzenie tego spowoduje 15% spadek
                        elektoratu ekipy rządzącej ,a na to sobie nikt nie pozwoli.
                        A tak już żartując ,to załapałabym się Doki na leczenie wg. proponowanego przez
                        Ciebie kryterium - nigdy nie paliłam ,nie piłam ,miałam i mam ładną figurę,
                        dbam o siebie i staram się mądrze żyć ,a więc szkoda byłoby mnie odstrzelić
                        przedwcześnie.Chociaż znany dowcip mówi ,że kto pije i pali to nie ma robali.
                        Pozdrowienia!

















































    • dradam1 regula 10/90 18.07.04, 01:57
      w zakresie ochrony zdrowia obowiazuje regula 10/90 .
      Na czym ona polega ?

      A no na tym, ze 10 % populacji pochlania 90 % nakladow.Pozostale 90 %
      populacji "kosztuje" jedynie 10 %.

      Kto nalezy do tych 10 % populacji , a no :

      -osoby starsze
      -mniej wyksztalcone
      -mniej zarabiajace
      -czesciej spozywajace nalogowo alkohol
      -wiecej palace papierosow i tak dalej.

      Jak przychodzi do obcinania nakladow na ochrone zdrowia to oczywiscie osoby te
      sa bardziej narazone na "zespol ostatniej laczki". O tej obserwacji (zjawisku)
      przy innej okazji .

      Efektem tego jest, ze osoby te szybciej umieraja. Przez co spoleczenstwo
      sie "odmladza" i ochrona zdrowia zaczyna naprawde kosztowac mniej.

      Widac to zjawisko w wielu krajach, glownie w okresie "pokolonialnym". Gdy
      gospodarka sie rozlatuje. Instytucje i "system" ochrony zdrowia sie rozpada.
      Lekarze wyjezdzaja. Smiertelnosc noworodkow ( z powodu braku profilaktyki) sie
      zwieksza.

      Pozdrawiam


      dradam1
      • Gość: Anka Re: regula 10/90 IP: *.laczpol.net.pl 18.07.04, 13:18
        To wszystko co napisałeś jest zrozumiałe ,poza tym ,że te 10% populacji jest
        liczbą prawie stałą ,bo na miejsce tych wymarłych przychodzą nowi wymagający
        tych samych nakładów ,a w Polsce ze względu na znaczne starzenie się
        społeczeństwa nakłady te muszą być coraz wyższe.
        Pozdrowienia.
      • Gość: pia.ed Re: regula 10/90 IP: *.ip-pluggen.com 18.07.04, 13:54
        Masz racje, dradam, co do tej reguly.
        W duzych miastach sa dzielnice, w ktorych nie powinno sie mieszkac jesli sie
        chce dluzej pozyc!

        Tam sa dlugie kolejki do przychodni, lekarze niedoswiadczeni lub sa
        cudzoziemcy zle mowiacy w jezyku kraju.
        Duze zmiany w obsadzie personalu medycznego (kto moze to stamtad ucieka!)
        Pacjenci to samotne matki z dziecmi zyjace na socjalu, rencisci (czesto z
        powodu alkoholizmu), azylowcy.
        Ilosc palacych jest kilkakrotnie wieksza niz w innych dzielnicach. Bardzo zly
        status zebny, szczegolnie wsrod dzieci azylowcow, dzieci z nadwaga.

        Stan zdrowia i dlugosc zycia rozni sie krancowo od "dzielnic dobrych do
        zamieszkania", gdzie wcale nie jest rzadkoscia spotkac pelne werwy i radosci
        zycia kobiety po 90-ce.
        • Gość: dradam Re: regula 10/90 IP: *.direcpc.com 18.07.04, 14:51
          Gość portalu: pia.ed napisał(a):

          > Masz racje, dradam, co do tej reguly.
          > W duzych miastach sa dzielnice, w ktorych nie powinno sie mieszkac jesli sie
          > chce dluzej pozyc! (...)

          Nie ja ta regule wymyslilem. Niedawno ukazala sie interesujaca praca wykonana w
          Toronto. Gdzie za kryterium przyjeto kod pocztowy ( wtorny, jak latwo sobie
          wyobrazic, do posiadanego dochodu).

          I mieszkancy z tych "biednych" regionow chorowali znacznie czesciej niz
          z "bogatych" . Co wiecej: kosztowali oni system ochrony zdrowia blisko trzy
          razy wiecej niz z tych "bogatych" regionow. To taka ciekawostka.

          Bo czlowiek o wysokim dochodzie dba o to, aby nie chorowac. Stara sie uprawiac
          sporty, nie pali, zbija nadwage. Leczy niezwlocznie i starannie kazdy atak
          astmy (kiedy to leczenie jeszcze jest tanie). Dobra kontrola wagi ciala
          powoduje , ze "metabolic sydnrome" jest rzadki, a co za tym idzie nadcisnienia
          i cukrzycy jest mniej ( a wiec chorob serca i udarow mozgu).

          Powstaje w pewnym sensie, u osoby ubozszej, wieksze ryzyko "smiertalnego kola".
          Chorujesz wiecej - zarabiasz mnie ( bo kto zatrudni chorego ? ). I vice versa.

          Utrata zdrowia to utrata dochodow. Jak ktos jest na zasilku socjalnym lub
          rencie - to dla niego to ryzyko nie istnieje. Nie ma bodzca do tego aby byc
          zdrowym, bo dochod (niewielki) i tak jest zapewniony.

          Takie sa fakty. I z tym dyskutowac sie nie da, bo sa to bardzo dobre obserwacje
          epidemiologiczne. Obserwowane rowniez i w USA ( gdzie w gre wchodzi rowniez
          czynnik genetyczny - ludnosc kolorowa ! ).

          Pozdrawiam
          • pia.ed Re: regula 10/90 18.07.04, 23:17
            W wypadku tych dzielnic czy miejscowosci-satelitow w poblizu duzych miast,
            jest jeden BARDZO WAZNY czynnik.
            Tam mieszkaja ludzie z wyzszym wyksztalceniem, na stanowiskach.
            Utraty pracy czy obnizenia dochodu sie nie boja, bo to nie Ameryka.
            Choroba nie oznacza katastrofy.
            Ale SWIADOMOSC jest zupelnie inna niz w ubogich dzielnicach.
            Dbanie o zdrowie jest normalne.
            ZAPOBIEGANIE chorobie poprzez zdrowy, wlasciwy tryb zycia, aktywowanie dzieci
            fizycznie i umyslowo. (w biednych rodzinach najczesciej dzieci siedza przed
            telewizorem).

            W biednych dzielnicach mieszkaja robotnicy niewykwalifikowani, ktorzy i bez
            choroby niewiele zarabiaja.
            Samotne matki ktore urodzily pierwsze dziecko majac 17 lat, z czasem przybylo
            dwoje czy troje nowych. To sa dziewczyny ktore nie radzily sobie w szkole,
            wczesnie zaczely zycie seksualne, palace od 14-go roku zycia.
            No i cudzoziemcy, ktorych trzyletnie dzieci maja juz karries, bez przerwy
            ssace butelke z soczkiem.
    • Gość: Doki taka cytata IP: *.199-201-80.adsl.skynet.be 19.07.04, 18:50
      Polecam wszystkim, ktorym sie wydaje ze zycie jest wiete i ma nieskonczona wartosc.


      Rationing of Intensive Care was the lead story of the "Sunday" program
      yesterday here in Australia. The Sunday program is the leading "high
      brow" news/current affairs program on national commercial TV.

      Titled "Dying by inches" the story looked at rationing of ICU, starred
      a number of prominent Aussie intensivists and the Federal Minister of
      health (who is btw a staunch right to life advocate).

      The transcript can be found at this link:

      sunday.ninemsn.com.au/sunday/cover_stories/transcript_1601.asp
      Some quotes from the transcript

      "DR BOB WRIGHT [intensivist]: Cynics would say the average St Vincent's
      patient, in the public hospital, is a heavy-smoking alcoholic drug
      addict who's got HIV, and schizophrenic, and there's an element of
      truth in this. And they also get in a lot of trouble because they're
      the ones that walk in front of buses and, you know, fall over all the
      time, so they do, you know, provide a fair bit of work for the
      hospital.

      GRAHAM DAVIS [reporter]: What should we be doing with those people ...

      DR BOB WRIGHT: Well ...

      GRAHAM DAVIS: ... when it comes to your rationing plan?

      DR BOB WRIGHT: Well, they're tending to slip into category three,
      aren't, they? Priority three.

      GRAHAM DAVIS: Right. People that shouldn't be in intensive care?

      DR BOB WRIGHT: Well, while there's other people we feel we can do more
      good for, yeah.

      GRAHAM DAVIS: Would you agree that's a pretty remarkable thing for Dr
      Wright to have said?

      TONY ABBOTT [Federal Minister for Health]: Graham, I've got to say I am
      very uncomfortable with the concept of the deserving and undeserving
      sick. "

      ...

      "DR MALCOLM FISHER, DIRECTOR, INTENSIVE CARE SERVICES, NORTHERN SYDNEY
      HEALTH: At that stage we didn't think we'd get him off a ventilator. He
      was unable to breath and should he have been left without artificial
      ventilatory support for any length of time he would have died.

      BRUCE ELLISON [patient]: They said, "You're not going to leave here.
      We'll make your life as comfortable as possible and if there's any
      complications, we'd have to think of," you know, "giving you something
      to ease your pain."

      GRAHAM DAVIS: Did that mean killing you off?

      BRUCE ELLISON: Well, I suppose, in brutal terms, yeah.

      GRAHAM DAVIS: How did you feel about that?

      BRUCE ELLISON: Oh, I wasn't very impressed."
      • Gość: Halina Re: taka cytata IP: *.ip-pluggen.com 20.07.04, 00:37
        A skad jestes pewny, ze wszyscy znaja angielski, doki?
        • Gość: Doki Re: taka cytata IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 20.07.04, 11:11
          Gość portalu: Halina napisał(a):

          > A skad jestes pewny, ze wszyscy znaja angielski, doki?

          Jestem pewny, ze nie wszyscy znaja, ale z duzym prawdopodobienstwem moge
          zakladac, ze zdecydowana wiekszosc jednak zna.
          • Gość: Anka Re: taka cytata IP: *.laczpol.net.pl 20.07.04, 22:49
            Ja ciągle się łudzę ,że nie zostanę zaliczona na intensywnej terapii do
            pacjentów 3 kategorii,jak w cytacie Dokiego ,bo tamci pacjenci sami na to
            zapracowali.
            W swoim ratunkowym projekcie nowej ustawy zdrowotnej prof. Religa proponuje
            część pieniędzy z akcyzy na papierosy i alkohol przeznaczyć na ochronę
            zdrowia,gdyż papierosy i alkohol stymulują szereg chorób .
            Również firmy ,kóre ubezpieczają kierowców musiałyby współfinansować leczenie
            ofiar sprawców wypadków z ubezpieczenia OC.
            Ale w pierwszym punkcie swojego projektu prof.pisze ,że nie zgadza się ,by w
            najbliższych latach pacjenci ubezpieczeni musieli płacić za leczenie.
            • Gość: Doki Re: taka cytata IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 20.07.04, 23:59
              Sluchalem w Trojce jak prof. Religa objasnial swoj projekt i bylem zaskoczony.
              Religa twierdzil, ze Wlk. Brytania ma swietny publiczny system opieki zdrowotnej
              i w ogole jest tam extra, a kto uwaza inaczej, ten nie wie o czym mowi.

              Well, ja tam po prostu rozmawiam czasem z kolegami, ktorzy pracuja w NHS i oni
              najwyrazniej nie wiedza gdzie pracuja, ale skoro prof. Religa wie lepiej...

              Przyznam, ze jakos to przytlumilo wiarygodnosc Religi w moich oczach. Byc moze
              widzial on tylko kilka najlepszych osrodkow kardiochirurgicznych, ktore moze i
              sa na swiatowym poziomie, i na tej podstawie formuluje sady o NHS w calosci, co
              rzecz jasna jest niedorzeczne.

              > Ale w pierwszym punkcie swojego projektu prof.pisze ,że nie zgadza się ,by w
              > najbliższych latach pacjenci ubezpieczeni musieli płacić za leczenie.

              I to wystarczy, by wiedziec, ze ten projekt nie ma szans powodzenia.

              > W swoim ratunkowym projekcie nowej ustawy zdrowotnej prof. Religa proponuje
              > część pieniędzy z akcyzy na papierosy i alkohol przeznaczyć na ochronę
              > zdrowia

              To jest typowe gadanie pod publiczke. Pieniadze z akcyzy za papierosy niczym nie
              roznia sie od pieniedzy z PIT czy VAT. Po prostu trzeba ustalic ile pieniedzy z
              budzetu idzie na dany cel, a skad te pieniadze sie wezma, to juz nie ma takiego
              znaczenia, od tego jest minister odpowiedzialny za wykonanie ustawy budzetowej.
              A juz absurdem jest uzaleznianie budzetu opieki zdrowotnej od wielkosci wplywow
              z akcyzy. Pan Profesor zgrzeszyl brzydko demagogia.

              > Również firmy ,kóre ubezpieczają kierowców musiałyby współfinansować leczenie
              > ofiar sprawców wypadków z ubezpieczenia OC.

              Przeciez tak jest i teraz. To tez gadanie pod publiczke.
              • Gość: Anka Re nowy projekt IP: *.laczpol.net.pl 21.07.04, 22:52
                Jak się tak przyglądam temu co oferuje w swoim projekcie prof.i co zostało
                teraz zgłoszone do dyskusji przez sejmową komisję zdrowotną ,to nie widać już
                dużych różnic w obu projektach.SKZ tak samo proponuje wprowadzić obowiązujące
                dla wszystkich ubezpieczonych bezpłatną opiekę i oprócz tego wprowadzić
                załącznik do ustawy zawierający świadczenia niegwarantowane tzw.koszyk
                negatywny.
                Wykreślony został w porównaniu z projektem ,który już wpłynął do Sejmu,zapis o
                świadczeniach alternatywnych /pokrywanych w części ze srodków publicznych a w
                części z kieszeni pacjenta.
                I wszystko co nie będzie w koszyku ,ma być finansowe ze środków publicznych.
                Prof.proponuje dodatkowe ubezpieczenia prywatne i jak one zadziałają ,to być
                może za jakiś czas będziemy mieli sytuację jak w krajach zachodnich ,że
                publiczna opieka będzie tylko dla biedaków, tak jak w innych krajach dla
                uchodżców.
                Ale to wszystko będzie realne ,jak zmniejszy się liczba bezrobotnych ,wzrośnie
                siła nabywcza pensji wypłacanych z budżetu i polepszy się kondycja państwa.
                Chociaż z ankiety przeprowadzonej na jednym z portali wynika,że :
                - wyłącznie z publicznej opieki korzysta 26% ludzi
                - bardzo często z publicznej 17%
                - pół na pół 19%
                - częściej z prywatnej 18%
                - wyłącznie z prywatnej 8%
                na ogólną ilość ankietowanych 20196 osób.Myślę sobie ,że może to oznaczać ,że
                częściową prywatyzację służby zdrowia już mamy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka