Dodaj do ulubionych

O niepowodzeniu położniczym we Włocławku

14.04.14, 21:27
Tytuł wątku jest tytułem artykułu, który pojawił się w kwietniowym numerze Gazety Lekarskiej.
Autorem jest prof. dr hab. Mieczysław Uszyński,klinicysta w dziedzinie położnictwa i ginekologii, nauczyciel akademickim na stanowisku profesora zwyczajnego (Collegium Medicum w Bydgoszczy, UMK w Toruniu).Autor ponad 200 publikacji naukowych i kilkunastu książek medycznych. Był specjalistą wojewódzkim ds. położnictwa i ginekologii w byłym województwie włocławskim i kierownikiem Zespołu Nauczania Klinicznego AM w Łodzi z siedzibą we Włocławku (1976-1985).
Pozwalam sobie przytoczyć pełny tekst artykułu, ponieważ jest on powszechnie dostępny pod tym adresem i według mnie wymaga upowszechnienia, a wątpię by żelaźni dyskutanci tego forum kiedykolwiek na strony GL zajrzeli. Pozwoliłem sobie także pogrubić najistotniejsze według mnie fragmenty.

Odleglejsze spojrzenie na fakty i konfabulacje oraz na rolę masmediów.
Tak zwane wydarzenie włocławskie to przypadek obumarcia ciąży bliźniaczej, co zdarzyło się w nocy z 16 na 17 stycznia tego roku. Na oddziale położniczo-ginekologicznym Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. ks. Jerzego Popiełuszki we Włocławku. Obumarcie ciąży (tak w terminologii lekarskiej określa się śmierć wewnątrzmaciczną płodu, czyli według terminologii „życzeniowej” – dziecka nienarodzonego ) zdarza się wszędzie: w Polsce, w Europie i na całym świecie, o czym mówią opracowania statystyczne. Wydarzenie włocławskie nie było ani jedynym, ani nawet najdramatyczniejszym przypadkiem w ostatnich latach w Polsce; ono tylko rozpętało burzę wokół położnictwa polskiego, jak to celnie wyraziła Agnieszka Sowa („Polityka” nr 9/2014, s.28). Ale trzeba dodać, że we współczesnym położnictwie są to powikłania niecodzienne, dramatyczne dla niedoszłych rodziców i prowadzących lekarzy; że są analizowane głęboko przez specjalistów ds. położnictwa i ginekologii, i innych; że we wszystkich analizach poszukuje się odpowiedzi na pytanie, jak unikać podobnych powikłań.
Fakt, że przypadek włocławski stał się głośny na cały kraj i wzbudził tak duże emocje, można uznać za znak nowych czasów w położnictwie – czasów z masmediami i sieciową komunikacją; czasów z zaletami i przywarami społeczeństwa medialno-sieciowego, w którym każde lokalne wydarzenie może zyskać rangę krajową, jeżeli tylko masmedia rozpropagują je jako widomość sensacyjną. Ekipy telewizyjne TVN24 i TVP Info oraz lokalnej telewizji CW 24 i TV Kujawy, a także ekipa „Faktu”, które niemal rezydowały w szpitalu włocławskim przez cały tydzień po wydarzeniu, uczyniły chyba wszystko, by ten przypadek stał się hitem sensacyjnym. I to się udało!
Wtedy istniały też sprzyjające okoliczności polityczne: ostra dyskusja o służbie zdrowia, głosowanie w sejmie nad wotum nieufności dla Ministra Zdrowia i inne. Błyskawicznie powstała dziennikarska wersja wydarzenia włocławskiego o rażącej sile informacyjnej, której ulegli nie tylko zwykli ludzie, ale i sam Minister Zdrowia. Wszystko wskazuje na to, że minister przyjął niesprawdzone informacje medialne za prawdziwe i ad hoc podjął kilka decyzji organizacyjno-restrykcyjnych (zawieszenie ordynatora szpitala włocławskiego i szczegółowe kontrole w obszarze jego działalności medycznej: szpitalnej i pozaszpitalnej; kontrola oddziałów i klinik położniczych w całym kraju). Można spodziewać się, że kontrole krajowe przyniosą dobre owoce, ale już teraz widać, że cios zadany przez ministra włocławskiemu oddziałowi położniczo-ginekologicznemu jest druzgocący i trzeba lat na wyzdrowienie. Gorzej, bo wokół wydarzenia wyrosła megakonfabulacja, która uzyskała własne życie i funkcjonuje dalej, pogłębiając szkody w lokalnym środowisku (zespół lekarski stał się resztką personalną, zapaść usług oddziału, zachwiane dobrych relacji pacjent-lekarz, stres potraumatyczny u personelu). W tej sytuacji potrzeba działań obronnych stała się wręcz pilna.
Dodatkową motywację do podjęcia działań obronnych przeze mnie (pisanie artykułu) przyniosła lektura wspomnianego artykułu Agnieszki Sowy („Rodzić po polsku”, „Polityka” nr 9/2014, s. 28), po przeczytaniu którego omal nie napisałem riposty „Strach być ginekologiem w Polsce”. A co do sprawy włocławskiej: (a) Niestety autorka powtórzyła rozgłaszane wcześniej informacje, nie sprawdziwszy ich źródeł (a przecież powinna to uczynić!), i stąd chyba wywodzą się nieprawdziwe wypowiedzi: (1) Błędem jest twierdzenie, że powikłanie zaistniało w czasie porodu (zaistniało w czasie ciąży; poród ma swoją definicję fizjologiczną i prawnokarną, i ze względu na treść drugiej definicji – lepiej nie mylić tych dwu pojęć), (2) Prof. Stanisław Radowicki nie mógł mówić o fatalnie prowadzonym porodzie, bo w tym przypadku nie było porodu (obumarcie ciąży nastąpiło przed porodem, a nie podczas porodu), (3) Czuję się zażenowany tym, że powinienem w tym artykule dementować niektóre oskarżenia reporterskie, które ciągle żyją swoim życiem, na przykład tego typu zarzuty: (a) lekarz był w swojej drugiej pracy, a nie na dyżurze (ten wymyślony zarzut upadł po dochodzeniu prokuratorskim), (b) lekarz spał, bo był przemęczony pracą w innym miejscu, (c) alogiczne podejrzenia, takie jak niemożność wykonania badania KTG, zniszczenie zapisów USG i inne, (d) liczne domniemania montowane na bazie wypowiedzi niedoszłego ojca, który niedawno oświadczył (CV 24 i TV Kujawy), że był manipulowany przez telewizję.
Cele tego artykułu są następujące:
 Podać do publicznej wiadomości opis samego wydarzenia (opisu całościowego dotychczas nikt nie opublikował) i stworzyć zainteresowanemu czytelnikowi szansę na wyrobienie sobie własnego spojrzenia na tą ciągle aktualną sprawę.
 Opisać rolę masmediów w kreowaniu fałszywego obrazu wydarzenia, przede wszystkim rolę TVN 24 i TVP Info oraz telewizji lokalnej CW 24 i TV Kujawy, a także „Faktu”, i sugerować potrzebę samokontroli w działaniu wspomnianych instytucji.
 Przywołać dane o umieralności okołoporodowej noworodków we Włocławku jako świadectwo sukcesu położnictwa włocławskiego i wyrazić swoją obronną postawę wobec zarzutów postawionych ordynatorowi przez Ministra Zdrowia.
 Przekonywać środowisko ginekologów, że słuszny jest obiegowy pogląd o występowaniu ciężkiego stresu (stres potraumatyczny) po doświadczeniu niepowodzenia zawodowego (w położnictwie nie opisywano jeszcze takiego rodzaju stresu).
 Namówić ginekologów (Polskie Towarzystwo Ginekologiczne, konsultantów ds. położnictwa i ginekologii, izby lekarskie), by zastanowili się nad potrzebą udzielania szybkiej pomocy psychologicznej i prawnej swoim kolegom z zawodu, przeżywającym podobne wydarzenia, jak to opisane.
Obserwuj wątek
    • 0.9_procent Ciąg dalszy artykułu - najistotniejszy 14.04.14, 21:37
      Lekarski opis przypadku (skrót)
      Ciężarna XY ( danych personalnych nie podano z uwagi na obowiązek zachowania tajemnicy lekarskiej) była najpierw podopieczną prywatnego gabinetu, a od 30 tygodnia ciąży podopieczną przyszpitalnej poradni specjalistycznej ww. szpitala. Zaliczono ją do grupy przypadków wysokiego ryzyka położniczego z następujących powodów: ciąży bliźniaczej (bliźnięta dwuowodniowe i dwukosmówkowe), cukrzycy ciężarnych i nadciśnienia tętniczego (później ustalono, że nadciśnienie było objawem preeklampsji). W 32. tygodniu ciąży przebywała po raz pierwszy na oddziale patologii ciąży późnej w celu pogłębienia diagnostyki. Po trzydniowym pobycie w domu wróciła ponownie na ten sam oddział (skarżyła się wtedy na bóle głowy, a domowe pomiary ciśnienia tętniczego były podwyższone).
      Przy przyjęciu i w czasie kilkunastu godzin ponownego pobytu na oddziale patologii późnej nie obserwowano żadnych tzw. bezpośrednich zagrożeń ani po stronie matki , ani po stronie ciąży. Przeświadczenie to opierano o lekarskie badanie kliniczne, pomiary tętna płodu(ów) i zapisy kardiotokograficzne (wykonano w tym okresie dwa zapisy – nie budziły one zastrzeżeń; takiego samego zdania byli konsultant wojewódzki i konsultant krajowy w czasie ich pierwszej wizyty kontrolnej, związanej z obumarciem omawianej ciąży). W następnym dniu zamierzano wykonać rutynowe badania laboratoryjne i powtórzyć, m.in. badanie kardiotokograficzne oraz ocenę ultrasonograficzną (ocena dopplerowska) przepływu krwi w tętnicy pępowinowej i środkowej mózgu jednego i drugiego płodu (badanie sprzed czterech dni było prawidłowe).
      Obumarcie ciąży nastąpiło podczas snu nocnego pacjentki, w przerwie między kolejnymi badaniami tętna płodu, które wykonywała, jak zawsze, położna w odstępach co trzy godziny (rytm badań wyznaczony przez ordynatora, Polskie Towarzystwo Ginekologiczne nie przewiduje potrzeby budzenia ciężarnej na osłuchiwanie tętna płodu).
      Czynności wykonane po wykryciu braku tętna płodu(ów): wezwanie „drugiego” lekarza dyżurnego – ten wykonuje badanie ultrasonograficzne dwoma aparatami (podejrzenie, że pierwszy aparat jest niesprawny) – przy badaniu drugim aparatem mówi do otoczenia, że wykrywa akcję serca płodu, ale wtedy kiedy położono pacjentkę na jej łóżko, żadnego tętna płodu już nie stwierdza. I dopiero teraz wezwano kierownika dyżuru, którym był ordynator tego oddziału.
      Nawet w tej sytuacji ordynator uznał, że wykonanie cięcia cesarskiego jest koniecznością medyczną (położenie poprzeczne jednego z płodów, brak aktywności porodowej macicy, objawy preeklampsji, zagrożenie życia matki; ale istniały też przesłanki psychologiczne, ustalone w rozmowach ordynatora z pacjentką, ponadto – jej prośba o cięcie).
      Dyskusja lekarska wokół niepowodzenia
      Wyłoniły się następujące pytania: czy był to przypadek losowy – wydarzenie nieprzewidywalne, czy może był to błąd człowieka (niedopełnienie obowiązujących procedur przez personel oddziału) albo może sprzęt był niesprawny. Analizowałem godzina po godzinie kilkunastogodzinny okres drugiego pobytu tej pacjentki na oddziale patologii późnej i z przekonaniem wyrażam następującą opinię.
      Obumarcia tej ciąży nie można było przewidzieć, bowiem nie udało się wykryć wcześniej żadnych symptomów zagrożenia płodów (mimo że stosowano wszystkie obowiązujące procedury).
      – Słusznie brano pod uwagę potencjalne zagrożenia wynikające z faktu, iż był to przypadek ciąży z wysokim ryzykiem położniczym, i w związku z tym faktem – słusznie – rozważano potrzebę wykonania cięcia cesarskiego za 2-3 dni – taki czas był potrzebny na trapię przyśpieszającą dojrzewanie płuc płodu i zlecono odpowiedni lek (wiadomo, że w ten sposób ratuje się wcześniaki przed groźbą niewydolności oddechowej, a pominięcie takiego postępowania byłoby błędem sztuki).
      Tylko wykryte zagrożenie uzasadniałyby natychmiastową interwencję operacyjną!
      – Post factum wiadomo, że zagrożenie było bliskie w czasie, chociaż niewykrywalne stosowanymi metodami.
      Otwarte pozostaje pytanie, czy w przyszłości powstaną lepsze metody „wczesnego ostrzegania”. Najprościej byłoby twierdzić, że częstsze badanie tętna płodu, np. co 30 minut, jak to się robi w pierwszym okresie porodu, albo permanentna rejestracja kardiotokograficzna, byłyby rozwiązaniem. Ale w odniesieniu do okresu przedporodowego takie pomysły dawno uznano za irracjonalne (głównie ze względu na uciążliwość dla ciężarnej – omawiana pacjentka musiałaby żyć ponad dwa tygodnie z czujnikami na brzuchu, połączona z aparaturą KTG; to nie do pomyślenia!). Ciągła kardiotokografia zalecana jest tylko w okresie porodu (Polskie Towarzystwo Ginekologiczne), a omawiana pacjentka nie była przecież rodzącą.
      Warto w tym miejscu przypomnieć fragment historii zespołu nagłego zgonu noworodka (ang. Sudden Infant Death Syndrome, SIDS) – wydarzenia, które zaskakiwało neonatologów i rodziców nagłą śmiercią wcześniaka lub śpiącego zdrowego noworodka. Gdy poznano główną przyczynę (okresowy bezdech), to skuteczny w prewencji okazał się system alarmowy zainstalowany w łóżeczku wcześniaka.
      W położnictwie nie ma, jak dotąd, podobnie skutecznego rozwiązania technicznego, a brak tego rodzaju urządzenia stanowi lukę w systemie nadzoru przedporodowego (nie ma szansy na uratowanie tak trudnych do wykrycia powikłań, jak przypadek włocławski). Ciąża wielopłodowa – coraz częstszy rodzaj ciąży – jest innym wyzwaniem dla położnictwa, co dobrze widać z doniesień medialnych (patrz przytoczony artykuł A. Sowy: przypadki niepowodzeń wymieniane w tym artykule). Ponadto gołym okiem widać, że ginekolodzy mają problemy z diagnostyką kardiotokograficzną ciąży wielopłodowej i sądzę, że dotyczyło to przypadku włocławskiego. Tymczasem zdarzają się fałszywie pozytywne lub fałszywie negatywne badania… Niedawno w warszawskiej klinice rozwiązano cięciem cesarskim ciążę wielopłodową, w której nie wykryto wcześniej jednego z płodów (badanie USG było wykonane poza Polską, wiadomość z TV).
      Chciałbym też podzielić się ze społecznością ginekologów kilkoma przemyśleniami. (a) Społeczeństwu należy się gruntowne wyjaśnienie każdego z tzw. głośnych przypadków (wcale nie chodzi tu o rozgrzeszanie kogokolwiek z popełnianych błędów, ale o sprowadzenie życzeń na realny grunt możliwości medycyny). (b) Społeczeństwo, powinno być informowane, że możliwości ginekologów mają swoje ograniczenia; że pojawiają się takie okoliczności, kiedy to medycy mają prawo powiedzieć: sorry, nasza technika i my nie sprostaliśmy NATURZE! (c) Sugeruję, że edukacja społeczeństwa nt. wybranych problemów porodu, m.in. cięcia cesarskiego, powinna stać się jednym z punktów działania specjalistów wojewódzkich i specjalisty krajowego. Naturalnie z udziałem ordynatorów. (e) Niepotrzebne są pijarowskie przeprosiny za niezawinione niepowodzenia, bo przepraszanie niesie dwuznaczną informację. Zamiast przeprosin oczekiwałbym informacji o istnieniu „cichego” zagrożenia życia płodów w przypadku ciąży wielopłodowej, o czym pisze się m.in. w „Ultrason. Gin. Pol. 2006; 2:36-39 – przedruk w Forum Położnictwa i Ginekologii, 2012, nr 2”. To byłby edukacyjny sposób traktowania problemu.
    • 0.9_procent Ciąg dalszy 14.04.14, 21:42
      Jak dziennikarska wersja wydarzenia urosła do rozmiarów megakonfabulacji?
      Już wieczorem 17 stycznia (data wydarzenia) pojawiła się w szpitalu włocławskim pierwsza ekipa telewizyjna, a w następnych dniach wiele innych, co można by nazwać zajazdem dziennikarskim na szpital. Dziennikarze penetrowali oddział i szpital, docierali do mieszkania niedoszłych rodziców, śledzili z kamerami dom ordynatora itp., i błyskawicznie tworzyli „niusy”, które były głównymi wiadomościami dnia wszystkich masmediów. To wszystko trwało w mediach centralnych cały tydzień, a jeszcze dłużej w mediach lokalnych! W szpitalu i mieście zapanowała atmosfera, którą można by nazwać psychozą (tego typu nastroje utrzymują się do dziś i często można spotkać kontrolerów zewnętrznych, a wśród nich – dziennikarza).
      Warstwa prawdy w doniesieniach była bardzo cienka w porównaniu do warstwy domysłów, zarzutów i oskarżeń. Jedynie w „Wiadomościach” usłyszałem zrównoważoną wypowiedź sformułowaną mniej więcej tak: „O wczorajszym wydarzeniu we Włocławku na razie wiadomo tylko tyle, że nienarodzone dzieci zginęły; nie wiadomo czy w rachubę wchodzi tzw. czynnik ludzki” (redaktor Ziemiec). We wszystkich wypowiedziach wiązano wydarzenie włocławskie z problemami służby zdrowia i mającym nastąpić za dwa dni głosowaniem w Sejmie nad wotum nieufności dla Ministra Zdrowia.
      A minister…? Minister nie czekał ani na wyniki kontroli wysłanych do Włocławka konsultantów położnictwa i ginekologii, krajowego i wojewódzkiego, ani na wyniki kilku innych ekip kontrolnych, jakie także wysłał, tylko od razu mówił publicznie – a właściwie wykrzyczał z wysokości swojego urzędu i trybuny sejmowej – listę rzekomych uchybień położniczych we Włocławku i nie tylko… Wtedy padły też bezzasadnie i złowrogo brzmiące słowa o tym, że w Polsce nie będzie tolerancji dla seryjnych morderców nienarodzonych dzieci. Seryjni mordercy dzieci – to jakiś horror ministerialny! Chyba wszyscy ginekolodzy poczuli wielki dyskomfort z powodu tej wypowiedzi!?
      Co przeważało w wydarzeniu włocławskim – rozsądek czy emocje?
      Oczywiście dominowały negatywne emocje, które zostały wywołane przez samo wydarzenie, ale te emocje zostały zwielokrotnione nawałą „niusów” medialnych i działalnością przysłanych ekip kontrolnych… Obrazowo można powiedzieć, że rozsądek został zalany tsunami emocji; że kora mózgowa (siedlisko rozsądku) została zablokowana emocjami; że rozsądne myśli zrodzone w szarych komórkach miały szansę „wypłynąć” dopiero wtedy, kiedy przyszło uspokojenie.
      Emocje wzbudzano i utrzymywano sposobami znanymi w psychologii społecznej, takimi jak sugestywne obrazy: chyba setki razy pokazano niedoszłego ojca, płaczącego i przeglądającego zgromadzone ciuszki dziecięce. Gdyby chodziło o prawdę, to wystarczyłoby raz, dwa pokazać ten obraz… Dziennikarze dobrze wiedzieli, że do głowy odbiorcy dużo łatwiej dostać się drogą emocji niż rozsądku! I perfidnie wykorzystali drogę emocji we Włocławku.
    • 0.9_procent Ciąg dalszy 14.04.14, 21:48
      Kogo należy ratować w pierwszej kolejności – matkę czy dziecko?
      Nie wszyscy wiedzą, że tzw. wysokie ryzyko położnicze odnosi się do matki i do płodu(ów), co znaczy, że jednocześnie istnieje potencjalne zagrożenie zdrowia i życia matki oraz płodu bądź obojga. Zgon matki zdarza się w czasie ciąży, porodu lub nawet po porodzie, i podobnie śmierć dziecka: w czasie trwania ciąży (obumarcie płodu), w czasie porodu i po porodzie. Redaktor A. Sowa wspomina w cytowanym artykule, że w dwu renomowanych klinikach naszego kraju doszło do utraty bliźniąt i ich matek, w jednym przypadku nastąpiło to w czasie ciąży, a w drugim – w czasie porodu. „Przypadek włocławski” to przypadek wysokiego ryzyka położniczego (cukrzyca, ciąża bliźniacza, preeklampsja), w którym doszło do śmierci wewnątrzmacicznej bliźniąt w czasie trwania ciąży, ale matka – chociaż potencjalnie zagrożona – została uratowana. Zdumiewające, że nikt nie zauważył faktu uratowania matki we Włocławku, a więc sukcesu połowicznego. A przecież: jeżeli nawet nie chcemy nazwać uratowania matki połowicznym sukcesem, to nie mamy prawa mówić o totalnej klęsce. Jak to wytłumaczyć?
      Wydaje się, że na naszych oczach dochodzi do zmiany postawy ginekologów i społeczeństwa wobec zgonu matki i dziecka. Na pytanie „kogo w pierwszej kolejności ratować”, uzyskalibyśmy 5-10 lat temu odpowiedź, iż najważniejsze jest uratowanie życia matki, podczas gdy obecnie wybierany jest raczej drugi wariant odpowiedzi: ważniejsze jest uratowanie dziecka… Oficjalnie jednak celem współczesnego położnictwa jest uratowanie obojga – matki i dziecka. Ale to się nie zawsze udaje.
      O jednym z osiągnięć włocławskiego położnictwa
      Miarą poziomu położnictwa jest, jak wiadomo, wskaźnik umieralności matek i wskaźnik umieralności okołoporodowej noworodków. Można powiedzieć, że niskie wskaźniki były „od zawsze” marzeniem każdego ordynatora, specjalisty wojewódzkiego, krajowego, ministra zdrowia… Corocznie obliczenia statystyczne są optymistyczne w swojej wymowie dla polskiego położnictwa: ww. wskaźniki obniżają się, umieralność matek w Polsce jest od dwudziestu lat na poziomie europejskim (publikacje prof. Michała Troszyńskiego i współpracowników z 2006 r.), a wskaźnik umieralności okołoporodowej noworodków jest bliski wartości europejskich.
      We Włocławku zgony matek zdarzają się tylko sporadycznie, a wskaźnik umieralności okołoporodowej noworodków jest od pięciu lat imponująco niski – w 2012 i 2013 r. wynosił odpowiednio 4,2 promille i 3,82 promille wobec około 7 promille w kraju, zatem był prawie dwukrotnie niższy od wartości krajowej. Wskaźnik 3,82 promille to prawie taki sam wynik jak w przodujących krajach Europy, bliski wskaźnika krajów skandynawskich.

      Włocławski sukces to sukces pracującego tutaj od 13 lat ordynatora, teraz zawieszonego w zakresie tej funkcji, oraz jego współpracowników. Być może jest to także – w jakimś stopniu – odległy owoc dawnej współpracy Włocławka z Akademią Medyczną w Łodzi, której Zespół Nauczania Klinicznego funkcjonował kiedyś na bazie tutejszego szpitala przez 10 lat (1976- 1985). Przyznaję, że ten sukces przyjemnie mnie zaskakuje, bo dobrze wiem, że wcześniej Włocławek był zawsze bliżej szarego końca w statystyce krajowej. Szkoda tylko, że społeczność włocławska nic nie wie o tym sukcesie. To błąd, że ordynator nie zadbał o odpowiednie informacje w lokalnych mediach. Nie powinni przeoczyć tak pozytywnej informacji dziennikarze obsługujący temat „wydarzenie włocławskie”. I najwidoczniej nikt nie uzbroił ministra w takie dane wtedy, kiedy zabierał on publicznie głos w sprawie włocławskiej.
      A dziennikarze zamiast merytorycznych informacji serwowali „niusy” o tym, jakim to samochodem ordynator jeździ; że mieszka w willi; że pojedzie na narty w góry; że pracuje też na swoim prywatnym oddziale; … albo ile i gdzie zarabia… Do tego dodawano zdjęcia zrobione z ukrycia (paparazzi własnego chowu już działają w Polsce !).
      Po co było to wszystko? Po co było naruszać dobra osobiste ordynatora? O innych skutkach już wspominałem (o zapaści organizacyjnej usług oddziału, zachwianiu dobrych relacji pacjent-lekarz i stresie potraumatycznym u personelu). Najwyraźniej czwarta władza popełniła szkolne błędy we Włocławku. Chce się im radzić: jesteście potrzebni, ale musicie zmienić swój modus vivendi. Styl zaprezentowany we Włocławku jest szkodliwy społecznie!
      Jak rodził się stres potraumatyczny u personelu medycznego?
      W polskim piśmiennictwie nigdy dotąd nie opisano stresu potraumatycznego (ang.: Posttraumatic Stress Disorder, PTSD) jako skutku traumy wywołanej niepowodzeniem położniczym. Niemniej jednak ginekolodzy twierdzili zawsze, że każdy zgon matki wywołuje ciężki stres u lekarza leczącego, podczas gdy utratę przedporodową lub śródporodową dziecka traktowali jako czynnik o wiele mniej stresogenny. Być może jest to postawa odchodząca do historii położnictwa polskiego – o czym już wspomniałem.
      Wydarzenie włocławskie jest według moich obserwacji przypadkiem stresu zbiorowego – stres dotyczył lekarzy i położnych oddziału położniczo-ginekologicznego – u niektórych osób (dwoje lekarzy) zauważyłem objawy najcięższej postaci stresu, tj. stresu potraumatycznego (postawa człowieka jakby osłupiałego, spowolniałego, bez mimiki na twarzy, patrzącego w dal, jakby nieobecnego, choć obecnego, niechętnie nawiązującego dialog, niezdolnego do działań obronnych, skorego do zamknięcia się we własnym pokoju…). Oto mniej więcej tak opisuje się w piśmiennictwie psychologicznym wczesną fazę stresu potraumatycznego, po której odzyskuje się zdrowie albo pojawiają się cięższe objawy psychosomatyczne (w periodykach polskich można znaleźć wiele opisów tego rodzaju stresu, np. w artykule Zdankiewicz- Ścigały „Polityka”, nr 34/2010, s. 22-23, ale najlepszym źródłem wiedzy może być książka „Stress in health and disease” ( Arnetz B B i Ekman R, 2006; listę powikłań stresozależnych można znaleźć w mojej książce: „Stres i antystres”, 2008, s. 55 i s.66).
      A jak było we Włocławku?
       Po pierwsze, istotnym czynnikiem stresogennym były masmedia, potęgujące swoim działaniem czynniki pierwotne.
       Po drugie, ordynator zorganizował szybko pomoc psychologa dla obojga niedoszłych rodziców, ale wtedy nie pomyślał ani on, ani nikt inny, że on sam i personel oddziału także potrzebują pomocy psychologicznej. Wiemy, że w naszym kraju nie zapewnia się medykom instytucjonalnie ani pomocy psychologicznej, ani prawnej.
       Po trzecie, napór medialny na „wydarzenie włocławskie” trwa… Przykłady: dziennikarz „Faktu” olsztyńskiego wdziera się do prywatnego gabinetu lekarskiego ordynatora, żądając wywiadu; prawie codziennie można usłyszeć jakieś dygresje w radiu i telewizji. Wirtualny szpital rodem z TVN staje się coraz straszniejszy. Na szczęście w realu funkcjonuje szpital całkiem normalny.

    • 0.9_procent Podsumowanie 14.04.14, 21:59
      Jeśli to co profesor Mieczysław Uszyński napisał w artykule jest prawdą - a spodziewam się, że jest - to wypada pogratulować dziennikarzom zniszczenia jednego z najlepszych w kraju oddziałów ginekologiczno-położniczych w imię pogoni za sensacją. BRAWO!
      Ciekaw jestem tylko:
      1. Kompetencji ministra zdrowia, który swoje działania opiera na doniesieniach medialnych, a nie rzetelnych (sprawdzonych) informacjach.
      2. Sensu istnienia Izb(y) Lekarskich(ej), która w takich sytuacjach nie podejmuje żadnych działań.
      3. Konsekwencji prawnych i cywilnoprawnych dla dziennikarzy, jeśli istotnie okaże się, że publikowane informacje są wyssaną z palca bzdurą. Ciekaw jestem jak takie konsekwencje będą wyglądały w Polsce, a jak wyglądałyby w krajach cywilizowanych.
      • low.sodium Re: Podsumowanie 15.04.14, 17:11
        1. Nikt, nigdzie nie lubi wscibskich dziennikarzy ale taka jest ich praca a wszystkie klamliwe i przez to wzbudzajace sensacje informacje powinny byc zasadzone, tu sia zgadzam.

        2. Polecany przez Ciebie artykul, w mojej opinii, niczego nie wyjasnia; autor dosyc ogolnikowo i troche tendencyjnie opisuje, czasem kontrowersyjne (znowu, w mojej opinii,) dzialania personelu szpitala.
        Pacjentka, z ciaza wysokiego ryzyka zostaje przyjeta do szpitala i na badania ma czekac do nastepnego dnia! Takie sa procedury w Polsce?
        Zupelnie powala mnie fragment "...przy badaniu drugim aparatem mówi do otoczenia, że wykrywa akcję serca płodu, ale wtedy kiedy położono pacjentkę na jej łóżko, żadnego tętna płodu już nie stwierdza", nic nie wspomina jak to wyglada w dokumentacji?
        W Stanach jest zasada, zaginiecie, czy poprawki czesci dokumentacji sa rownoznaczne z powaznymi klopotami lekarza i calego osrodka medycznego.
        Dla mnie dziwnie brzmia sformuowania typu: "jej prośba o cięcie", "PTG nie przewiduje potrzeby budzenia ciężarnej na osłuchiwanie tętna płodu","...głównie ze względu na uciążliwość dla ciężarnej – omawiana pacjentka musiałaby żyć ponad dwa tygodnie z czujnikami na brzuchu, połączona z aparaturą KTG; to nie do pomyślenia!)."...te "wtrety" cos maja wyjasniac, usprawiedliwiac jednak nie wnosza nic a dla zwolennikow teorii spiskowej moga miec odwrotny skutek.
        Niejasna jest historia poprzednich pobytow pacjentki w szpitalu.
        Wybacz, ale dla mnie artykul jest belkotem.

        PS. W ocenie dorobku bardziej miarodajna od ilosci publikacji jest ilosc cytowan.
        PS. Jeszcze jedno, procedury, jakkolwiek wazne, nie zwalniaja od myslenia, to jest powtarzane od pierwszego dnia szkoly medycznej.
        • 0.9_procent Re: Podsumowanie 15.04.14, 19:39
          low.sodium napisał(a):

          > 1. Nikt, nigdzie nie lubi wscibskich dziennikarzy ale taka jest ich praca a wsz
          > ystkie klamliwe i przez to wzbudzajace sensacje informacje powinny byc zasadzo
          > ne, tu sia zgadzam.
          Niebywałe. Kto by pomyślał?

          > 2. Polecany przez Ciebie artykul, w mojej opinii, niczego nie wyjasnia; autor d
          > osyc ogolnikowo i troche tendencyjnie opisuje, czasem kontrowersyjne (znowu, w
          > mojej opinii,) dzialania personelu szpitala.
          A według mnie wyjaśnia. Wyjaśnia na przykład, że twierdzenie iż ordynatora nie było na dyżurze, bo w tym czasie był w swojej drugiej pracy są wyssaną z palca bzdurą (zarzut upadł po dochodzeniu prokuratorskim) a ten zarzut był powodem dyskusji na temat pracy lekarzy w publicznych i prywatnych placówkach, albo dywagacji na temat tego co to znaczy pełnić dyżur. Przypomnieć ci odpowiednie wątki, czy sama sobie znajdziesz?
          Podobnie wątpliwe są kolejne przytoczone zarzuty (b,c,d).

          > Pacjentka, z ciaza wysokiego ryzyka zostaje przyjeta do szpitala i na badania m
          > a czekac do nastepnego dnia! Takie sa procedury w Polsce?
          Nie wiem o której godzinie pacjentka została do szpitala przyjęta. Wiadomo - bo to zostało podane - została przyjęta z powodu bólów głowy spowodowanych nadciśnieniem. Napisano także, że kolejne przyjęcia nastąpiło po 3 dniowym pobycie w domu, oraz że po przyjęciu zbadano pacjentkę, badano tętno płodów, wykonano KTG i wykonane badania nie budziły zastrzeżeń.
          1. Wątpię, by było to podstawa do stwierdzenia, że na badania ma czekac do nastepnego dnia!
          2. Ciekaw jestem jakie są wskazania do wykonywania w trybie pilnym (a w takim trybie wykonuje się badania laboratoryjne poza godzinami rannymi) u pacjentki, która ledwo co została wypisana z tego samego oddziału (więc badania były niedawno wykonywane), a stan kliniczny nie budził zastrzeżeń. Rozumiem, że standardy amerykańskie przewidują wykonywanie badań ze 2-3 razy dziennie, bo te wykonywane rano uznane są po południu za nieaktualne- tak?
          3. Ciekaw także jestem jakie standardy panują w świecie skoro w badaniu USG poza Polską przeoczono jeden płód w ciąży mnogiej.

          > Zupelnie powala mnie fragment "...przy badaniu drugim aparatem mówi do otoczeni
          > a, że wykrywa akcję serca płodu, ale wtedy kiedy położono pacjentkę na jej łóżk
          > o, żadnego tętna płodu już nie stwierdza", nic nie wspomina jak to wyglada w do
          > kumentacji?
          A mnie nie powala. Jeśłi pacjentka nie była badana przy łóżku, a w pracowni USG, to mowa jest o zupełnie innym momencie i w dokumentacji można napisać, że w czasie badania było tak, a po badaniu było już inaczej. Nie wiem co w tym "powalającego".

          > W Stanach jest zasada, zaginiecie, czy poprawki czesci dokumentacji sa rownozna
          > czne z powaznymi klopotami lekarza i calego osrodka medycznego.
          Ciekawe czy w Stanach prawo przewiduje jakąś karę za pomówienia. Bo nie wydaje mi się byś znała dokumentację szpitala we Włocławku - tylko wtedy mogłabyś dywagować na temat zaginięcia, czy poprawek dokumentacji. Bo w artykule zarzuty na temat niszczenia zapisów USG są dementowane. Więc napisz z łaski swojej na czy m opierasz swoje dywagacje.

          > Dla mnie dziwnie brzmia sformuowania typu: "jej prośba o cięcie",
          "jej prośba o cięcie" dla mnie również brzmi dziwnie, bo nie wiadomo o co chodzi - czy prośba jako jedyne wskazanie do cięcia, czy wybór przez pacjentkę jednego z proponowanych rozwiązań. Potrafię sobie jednak wyobrazić, że pacjentka mogła nie chcieć rodzić martwych płodów "siłami natury" i wskazaniem co cięcia był jej stan psychiczny.

          > "PTG nie prze
          > widuje potrzeby budzenia ciężarnej na osłuchiwanie tętna płodu","...głównie ze
          > względu na uciążliwość dla ciężarnej – omawiana pacjentka musiałaby żyć p
          > onad dwa tygodnie z czujnikami na brzuchu, połączona z aparaturą KTG; to nie do
          > pomyślenia!)."...te "wtrety" cos maja wyjasniac, usprawiedliwiac
          Tu akurat sprawa jest jasna - nie ma możliwości ciągłego monitorowania stanu płodu i siłą rzeczy musi się to odbywać w określonych interwałach czasowych. Przeciwstawieniem był przykład ciągłego monitorowania bezdechu u noworodków. Rozumiem jednak, że nie miałabyś nic przeciwko temu, żeby przez 2 tygodnie ktoś nie pozwalał ci spać dłużej niż 15 minut, albo byłabyś nieustannie podłączona do aparatury. Dla mnie odkrycie kołdry dla zbadania tętna płodu jest równoznaczne z przebudzeniem pacjentki. Ciekaw jestem jakbyś po takich 2 tygodniach egzystowała.

          > jednak nie wn
          > osza nic a dla zwolennikow teorii spiskowej moga miec odwrotny skutek.
          Wszystko zależy od nastawienia czytelnika. Jak widać nawet najbardziej oczywiste przykłady mogą być "niejasne".

          > Niejasna jest historia poprzednich pobytow pacjentki w szpitalu.
          Niejasna? O tym nic nie napisano. Jak przy braku informacji można pisać o "niejasności"?

          > Wybacz, ale dla mnie artykul jest belkotem.
          Dla mnie większym bełkotem są słowa ministra zdrowia oparte o doniesienia (a właściwie konfabulacje) mediów.

          >
          > PS. W ocenie dorobku bardziej miarodajna od ilosci publikacji jest ilosc cytowa
          > n.
          Przytoczyłem cały artykuł łącznie z informacja o autorze. Ilością publikacji się nie podniecam.
          Dla mnie znacznie istotniejsze są dane na temat umieralności okołoporodowej noworodków w oddziale w stosunku do średniej krajowej i europejskiej. Ale to jak widać ci "umkło" - nie jestem zaskoczony.

          > PS. Jeszcze jedno, procedury, jakkolwiek wazne, nie zwalniaja od myslenia, to j
          > est powtarzane od pierwszego dnia szkoly medycznej.
          Obawiam się, że w razie niepowodzenia w leczeniu prawnicy zjedli by cię na śniadanie, gdybyś niestosowanie się do procedur tłumaczyła "myśleniem".
          I co - przepraszam - zamierzasz wymyślać u pacjentki, u której wykonane badania nie budzą zastrzeżeń, co potwierdzili konsultant wojewódzki i konsultant krajowy w czasie ich pierwszej wizyty kontrolnej.
          • low.sodium Re: Podsumowanie 16.04.14, 01:39
            0.9_procent napisał:

            > A według mnie wyjaśnia. Wyjaśnia na przykład, że twierdzenie iż ordynatora nie
            > było na dyżurze, bo w tym czasie był w swojej drugiej pracy są wyssaną z palca
            > bzdurą...

            Nie znam tej wersji, czytalam natomiast, ze odsypial zmeczony praca w innym osrodku.

            > Nie wiem o której godzinie pacjentka została do szpitala przyjęta. Wiadomo - bo
            > to zostało podane - została przyjęta z powodu bólów głowy spowodowanych nadciś
            > nieniem. Napisano także, że kolejne przyjęcia nastąpiło po 3 dniowym pobycie w
            > domu, oraz że po przyjęciu zbadano pacjentkę, badano tętno płodów, wykonano KTG
            > i wykonane badania nie budziły zastrzeżeń.

            Skoro wykonane badania nie budzily zastrzezen, dlaczego zatrzymano pacjentke w szpitalu?
            Pobyt w szpitalu w Polsce nic nie kosztuje?

            >... w artykule zarzuty na
            > temat niszczenia zapisów USG są dementowane. Więc napisz z łaski swojej na czy
            > m opierasz swoje dywagacje.

            Nic nie wiem na temat niszczenia zapisow USG, czytalam natomiast, ze dwuch ostatnich zapisow nie ma i tego artykul nie dementowal, nie ma wzmianki o takiej dokumentacji jest informacja o >mowieniu do otoczenia<.

            >Rozumiem jednak, że nie miałabyś nic przeciwko temu, żeby przez 2 tygodnie ktoś nie p
            > ozwalał ci spać dłużej niż 15 minut, albo byłabyś nieustannie podłączona do apa
            > ratury. Dla mnie odkrycie kołdry dla zbadania tętna płodu jest równoznaczne z p
            > rzebudzeniem pacjentki.

            Zdziwilbys sie jak duzo niewygod sa gotowe zniesc przyszle mamy. Co do budzenia pacjentki w trakcie osluchiwania tetna plodu, autor artykulu sie z Toba nie zgadza, badanie tetna nie jest rownoznaczne z przebudzeniem..."Obumarcie ciąży nastąpiło podczas snu nocnego pacjentki, w przerwie między kolejnymi badaniami tętna płodu, które wykonywała, jak zawsze, położna w odstępach co trzy godziny (rytm badań wyznaczony przez ordynatora, Polskie Towarzystwo Ginekologiczne nie przewiduje potrzeby budzenia ciężarnej na osłuchiwanie tętna płodu).".
            Mam wrazenie, ze autor artykulu uprzedza pytanie: czy pacjentka sie nie obudzila (to jest sugerowane) bo pacjentki sie nie budza czy moze nie obudzila sie bo badania tetna nie bylo przez okres dluzszy niz 3 godz.?...i sam na ewentualne pytanie odpowiada.
            Ja uwazam, ze jesli jestes obronca w jakiejs sprawie, kazda dygresja i nadmierne rozwijanie tematu moze byc szkodliwe.

            > > Niejasna jest historia poprzednich pobytow pacjentki w szpitalu.
            > Niejasna? O tym nic nie napisano. Jak przy braku informacji można pisać o "niej
            > asności"?

            Wypisano ja ze szpitala, bo co...po przeprowadzonych badaniach stwierdzono, ze zagrozenie jest niewielkie, pacjentka nie wymaga stalego monitorowania. Po 3 dniach wraca, skarzy sie na bole glowy i ma podwyzszone cisnienie tetnicze, jednak jej stan nie budzi zastrzezen a po kilkunastu godzinach, czekajac na badania, ciaza obumiera.
            No kurcze, wszystko jasne i oczywiste; niczego nie trzeba zmieniac ani poprawiac, system dziala bez zarzutu.

            Dobrego samopoczucia zycze.
            • 0.9_procent Re: Podsumowanie 16.04.14, 16:21
              low.sodium napisał(a):

              > Nie znam tej wersji,
              To chyba jesteś z kosmosu, bo mówiono i pisano o tym wielokrotnie. Choćby tutaj.

              > czytalam natomiast, ze odsypial zmeczony praca w innym osr
              > odku.
              Za to dziwnym trafem nie przeczytałaś, że profesor Uszyński to dementuje. Cóż, nie pierwszy raz nie zauważasz tego co niewygodne dla twojej koncepcji.

              > Skoro wykonane badania nie budzily zastrzezen, dlaczego zatrzymano pacjentke w
              > szpitalu?
              > Pobyt w szpitalu w Polsce nic nie kosztuje?
              Jasno napisałem, o jakie badania wykonano i jaki był powód przyjęcia do szpitala. I jakoś nie słyszałem, by KTG było badaniem wykonywanym w bólach głowy. Widać za trudno jest zrozumieć, że nie budziły wątpliwości badania dotyczące stanu i ewentualnego zagrożenia dla ciąży i płodu. Ale jeśli napiszę że jesteś funkcjonalną analfabetką, to snajper skasuje post z powodu rzekomego naruszenia regulaminu.

              >
              > >... w artykule zarzuty na
              > > temat niszczenia zapisów USG są dementowane. Więc napisz z łaski swojej
              > na czy
              > > m opierasz swoje dywagacje.
              >
              > Nic nie wiem na temat niszczenia zapisow USG, czytalam natomiast, ze dwuch osta
              > tnich zapisow nie ma i tego artykul nie dementowal,
              Taaa. Kosmosu ciąg dalszy. Wystarczy w googlach wpisać "włocławek skasowanie zapisów" i kliknąć pierwszy link. Trudno, żeby "skasowane" zapisy były, może ci "umkło" że to troszkę nielogiczne.

              > nie ma wzmianki o takiej do
              > kumentacji jest informacja o >mowieniu do otoczenia<.
              Pytałaś o dokumentację, więc napisałem co w dokumentacji można napisać, jeśli badanie i "położenie do łóżka" różną się w czasie. Znowu problemy ze zrozumieniem?

              > Zdziwilbys sie jak duzo niewygod sa gotowe zniesc przyszle mamy.
              No. Pewnie konsultanci regionalni i krajowy też nie bardzo wiedzą jak duzo niewygod sa gotowe zniesc przyszle mamy, skoro pomysły ciągłego monitorowania KTG, czy częstszego badania tętna płodu w odniesieniu do okresu przedporodowego dawno uznano za irracjonalne. Ale co tam jakieś konsultanty przy wiedzy low.sodium. Wymiękam.

              > Co do budzenia
              > pacjentki w trakcie osluchiwania tetna plodu, autor artykulu sie z Toba nie zg
              > adza, badanie tetna nie jest rownoznaczne z przebudzeniem...
              Jest pewna delikatna różnica między podniesieniem kołdry i osłuchiwaniem tętna płodu które może pacjentkę obudzić, a celowym budzeniem pacjentki "Proszę pani proszę się obudzić, będziemy słuchali tętna". Ale najłatwiej różnicy nie zauważyć, nie?

              > "Obumarcie ciąży na
              > stąpiło podczas snu nocnego pacjentki, w przerwie między kolejnymi badaniami tę
              > tna płodu, które wykonywała, jak zawsze, położna w odstępach co trzy godziny (r
              > ytm badań wyznaczony przez ordynatora, Polskie Towarzystwo Ginekologiczne nie p
              > rzewiduje potrzeby budzenia ciężarnej na osłuchiwanie tętna płodu).".
              > Mam wrazenie, ze autor artykulu uprzedza pytanie: czy pacjentka sie nie obudzil
              > a (to jest sugerowane) bo pacjentki sie nie budza czy moze nie obudzila sie bo
              > badania tetna nie bylo przez okres dluzszy niz 3 godz.?...i sam na ewentualne p
              > ytanie odpowiada.
              Nikt tu żadnego pytania nie wyprzedza - taki zarzut można by sformułować do każdego zdania twierdzącego. Autor pisze wyraźnie, że tętno badano zgodnie z zaleceniami co 3 godziny, więc nie konfabuluj.

              > Ja uwazam, ze jesli jestes obronca w jakiejs sprawie, kazda dygresja i nadmiern
              > e rozwijanie tematu moze byc szkodliwe.
              Odnoszę wrażenie że szkodliwe może być wszystko co nie zgadza się z twoim punktem widzenia.

              > Wypisano ja ze szpitala, bo co...po przeprowadzonych badaniach stwierdzono, ze
              > zagrozenie jest niewielkie, pacjentka nie wymaga stalego monitorowania. Po 3 d
              > niach wraca, skarzy sie na bole glowy i ma podwyzszone cisnienie tetnicze, jedn
              > ak jej stan nie budzi zastrzezen a po kilkunastu godzinach, czekajac na badania
              > , ciaza obumiera.
              No i ? Choroba, czy rozwijająca się patologia jest procesem dynamicznym. Odnieść się można do tego co się w danej chwili dzieje, a nie do tego co się stanie za klika dni, czy nawet godzin. Nie wiedziałaś to tym?

              > No kurcze, wszystko jasne i oczywiste; niczego nie trzeba zmieniac ani poprawia
              > c, system dziala bez zarzutu.
              Trzeba zmienić. Należy koniecznie zatrudnić w szpitalu wróżki i jasnowidzów. Oni pewnie będą wiedzieli co się z pacjentem będzie działo jutro i za klika dni. Albo za kilka godzin. Rozumiem, że to są te amerykańskie standardy o których pisałaś.

              > Dobrego samopoczucia zycze.
              Tobie życzyć nie trzeba, masz go w nadmiarze.
              Trzeba się za to zgodzić z twierdzeniem st.lucasa.
              • marcinoit Re: Podsumowanie 16.04.14, 18:28
                trzy dni temu w moim szpitalu mial miejsce podobny przypadek...z pojedynczymi skurczami zjawila si ew szpitalu mloda kobieta , ciaza donoszona , pojedyncza bez powiklan . czysta fizjologia. przyszla rano wykonano KTG i badanie , bez rozwarcia zapis prawidlowy. polozono dziewczyna na oddziale czekajac na rozwoj akcji porodowej. po poludniu przestala czuc ruchy plodu w badaniu brak tetna w usg brak czynnosci serca plodu... tragedia dla niedoszlej matki i jej lekarza.
                czemu pisze o tym dopiero teraz? bo dopiero dzis mam dyzur na poloznictwie . wczesnie nie bylo nic ani w telwizji ani prasie, nawet lokalnej. nie zjechaly sie tlumy dziennikarzy , po szpitalu nie krecily sie ekipy kontrolujace. Dziwne , nie?
                • 0.9_procent Re: Podsumowanie 18.04.14, 13:16
                  Jest w cytowanym przeze mnie artykule takie zdanie: Społeczeństwo, powinno być informowane, że możliwości ginekologów mają swoje ograniczenia; że pojawiają się takie okoliczności, kiedy to medycy mają prawo powiedzieć: sorry, nasza technika i my nie sprostaliśmy NATURZE! Gdy czytam wypowiedzi low.sodium to obawiam się, że owo informowanie może być bardzo trudne.
              • low.sodium Re: Podsumowanie 17.04.14, 23:51
                0.9_procent napisał:

                > > Dobrego samopoczucia zycze.
                > Tobie życzyć nie trzeba, masz go w nadmiarze.
                > Trzeba się za to zgodzić z twierdzeniem st.lucasa.

                Mam sie smiac czy bac (i kogo? st.lucas'a czy jego alter ego)? Kiedys zastanawialam sie, jak ktos, kto tak nie lubi ludzi mogl(by) zostac lekarzem; w koncu , jak kogos kreci branza medyczna moze probowac w weterynarii, moglby byc soba, oczywiscie nigdy w obecnosci wlasciciela pacjenta.

                Wracajac do tematu, zaluje, ze nie chcesz dostrzec, ze artykul jest manipulacja i wlasciwie nie wiadomo do kogo jest kierowany. Poza garscia statystyk i wlasnych refleksji niczego nie wyjasnia, chociaz autor deklaruje, ze "Cele tego artykułu są następujące:
                • Podać do publicznej wiadomości opis samego wydarzenia (opisu całościowego dotychczas nikt nie opublikował)".
                W mojej opini ten "opis caloscoiwy" jest dosyc powierzchowny i potraktowany wybiorczo.
                Jezeli tak wyglada praca w jednym z najlepszych osrodkow w Polsce, to starch myslec jak jest w tych mniej wzorcowych.
                Organizacja oddzialu jest fatalna, podejrzenie, ze sprzet jest niesprawny. Niesprawny sprzet, to opoznienie dzialania a za to odpowiada kierujacy oddzialem. Nie rozumiem, co znaczy wezwano "drugiego" lekarza, skoro przy pacjentce , fizycznie nie bylo pierwszego. Odzial polozniczy jest podobnie jak ER, oddzialem dynamicznym, niestety w tym opisie tej dynamiki nie ma. Dlaczego, w chwili kiedy akcja serca plodu byla problematyczna nie zrobiono natychmiast CC, jak dlugo po przyjeciu pacjentki byl prowadzony monitoring, w koncu to byla ciaza wysokiego ryzyka i final nie byl nie do przewidzenia?
                Wlasciwie w kazdym zdaniu, opisujacym wydzrzenia jest cos z czym mam problem.






                • do.ki Re: Podsumowanie 18.04.14, 05:34
                  > Wlasciwie w kazdym zdaniu, opisujacym wydzrzenia jest cos z czym mam problem.

                  Skoro tak, to faktycznie nie masz pojęcia o pracy położnika. Zalecam nietraktowanie szpitala w Lesnej Górze jako wzorcowego.

                  > Organizacja oddzialu jest fatalna

                  Nie masz podstaw by tak twierdzić.

                  > podejrzenie, ze sprzet jest niesprawny

                  Uważasz, że we wzorcowych ośrodkach pracuje sprzęt, który nigdy się nie psuje?

                  > Niesprawny sprzet, to opoznienie dzialania a za to odpowiada kierujacy oddzialem.

                  Nieprawda. Niesprawny sprzęt to niesprawny sprzęt, a kierujący ośrodkiem odpowiada tylko za "obejście" tej niedogodności. I to nastąpiło.

                  Nie chcesz po prostu przyjąć do wiadomości, że szpital to nie warsztat dla ludzi.
                • 0.9_procent Re: Podsumowanie 18.04.14, 09:42
                  Rzeczywiście nie masz bladego pojęcia o medycynie i pracy lekarza, do tego pozwalasz sobie na osobiste wycieczki. NIGDY nie widziałaś mnie w pracy, więc o czym ty w ogóle piszesz?
                  Zastanawiające, że zarzut manipulacji podnosi ktoś, kto zdanie podejrzenie, że pierwszy aparat jest niesprawny traktuje jako "niesprawny aparat". I wcześniej pisze, o "myśleniu". Otóż właśnie owo myślenie, którego się tak domagasz każe sprawdzić, czy powodem takiego a nie innego wyniku nie jest awaria aparatu. Podobnie jak myślenie każe w pierwszej kolejności sprawdzić czy powodem linii izoelektrycznej na monitorze nie jest odklejona elektroda. Rozumiem, że standardy hamerykanskie każą natychmiast podjąć reanimację bez oglądania się na ewentualne problemy ze sprzętem, bo te w hameryce są niemożliwe, a za odklejoną elektrodę traci pracę zarówno ordynator jak i dyrektor szpitala - w końcu za niesprawny sprzęt odpowiada kierujacy oddzialem a dyrektor nadzoruje jego pracę.
                  Kwestia "całościowego opisu" - proponowałbym najpierw przejrzeć jak wyglądają opisy przypadku w artykułach publikowanych w prasie medycznej, a później się wypowiadać czy opis jest całościowy, czy pobieżny.
                  "Fatalna" organizacja oddziału. - pewnie ta fatalna organizacja jest powodem, dla którego śmiertelności okołoporodowej noworodków może temu oddziałowi pozazdrościć większość ośrodków europejskich.
                  P.iepszysz po prostu głupoty i nie jest to tylko moje zdanie - napisało o tym już 4 lekarzy (posty jednego zostały skasowane).
                  • marcinoit Re: Podsumowanie 18.04.14, 12:39
                    I przynajmnie dwu z tych lekarzy nie pracuje w Polsce..
                    No ale zaden nie pracuje w hametyce czyli co tam oni moga wiedziec ;)
                    • low.sodium Re: Podsumowanie 18.04.14, 15:00
                      Chlopcy...bo pomysle,ze macie kompleksy, ale faktycznie w "hameryce" sprzet jest sprawdzany i servisowany non stop, tak ze jest sprawny a laboratoria diagnostyczne sa dostepne cala dobe.
                      Milego dnia zycze.
                      • 0.9_procent Re: Podsumowanie 18.04.14, 15:24
                        low.sodium napisał(a):

                        > Chlopcy...bo pomysle,ze macie kompleksy,
                        Tak, to jedyne wytłumaczenie. I jeszcze nie lubimy ludzi, no przecież.
                        A za "chłopcy" wypada mi chyba podziękować - zaraz poczułem się młodziej.

                        > ale faktycznie w "hameryce" sprzet jes
                        > t sprawdzany i servisowany non stop, tak ze jest sprawny a laboratoria diagnost
                        > yczne sa dostepne cala dobe.
                        No. W ogóle wszystko w hameryce jest najlepsze. I nigdy się nie psuje, jak ten nieustannie sprawdzany i serwisowany Dreamliner. A, przepraszam, przecież go w Chinach składają, w przerwach między produkcją zabawek i wykałaczek. A Windowsa napisali w Korei Północnej, nie?

                        > Milego dnia zycze.
                        Uprzejmie dziękują za takie fałszywe życzenia. Obejdzie się.
                        • low.sodium Re: Podsumowanie 18.04.14, 17:06
                          0.9_procent napisał:
                          >
                          > > Chlopcy...bo pomysle,ze macie kompleksy,
                          > Tak, to jedyne wytłumaczenie. I jeszcze nie lubimy ludzi, no przecież...

                          Drugi raz przytaczasz to >nielubienie ludzi<, nie chce, zebys mial bezsenna noc z tej zgryzoty. To nie dotyczy Ciebie ani nikogo, poza st.lukas vel brat, piszacego na tym forum. Z personalnych atakow, czy afektow juz dawno wyroslam.
                          Odnosilam sie wylacznie do artykulu i wyrazilam swoja opinie.

                          Raz jeszcze milego dnia.
                      • 0.9_procent Re: Podsumowanie 18.04.14, 15:32
                        A i jeszcze jedno. Nawet w hameryce wiedzą, że przed defibrylacją (mechaniczną) najpierw sprawdza się sprzęt.
                        www.youtube.com/watch?v=notKtAgfwDA&feature=kp
        • marcinoit Re: Podsumowanie 15.04.14, 20:02
          Zdaje sie ze wiem dlaczego wypowiedz prof jest dla ciebie belkotem... nie wiesz za wiele o medycynie a o poloznictwie nie wiesz najwidoczniej nic.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka