0.9_procent
14.04.14, 21:27
Tytuł wątku jest tytułem artykułu, który pojawił się w kwietniowym numerze Gazety Lekarskiej.
Autorem jest prof. dr hab. Mieczysław Uszyński,klinicysta w dziedzinie położnictwa i ginekologii, nauczyciel akademickim na stanowisku profesora zwyczajnego (Collegium Medicum w Bydgoszczy, UMK w Toruniu).Autor ponad 200 publikacji naukowych i kilkunastu książek medycznych. Był specjalistą wojewódzkim ds. położnictwa i ginekologii w byłym województwie włocławskim i kierownikiem Zespołu Nauczania Klinicznego AM w Łodzi z siedzibą we Włocławku (1976-1985).
Pozwalam sobie przytoczyć pełny tekst artykułu, ponieważ jest on powszechnie dostępny pod tym adresem i według mnie wymaga upowszechnienia, a wątpię by żelaźni dyskutanci tego forum kiedykolwiek na strony GL zajrzeli. Pozwoliłem sobie także pogrubić najistotniejsze według mnie fragmenty.
Odleglejsze spojrzenie na fakty i konfabulacje oraz na rolę masmediów.
Tak zwane wydarzenie włocławskie to przypadek obumarcia ciąży bliźniaczej, co zdarzyło się w nocy z 16 na 17 stycznia tego roku. Na oddziale położniczo-ginekologicznym Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. ks. Jerzego Popiełuszki we Włocławku. Obumarcie ciąży (tak w terminologii lekarskiej określa się śmierć wewnątrzmaciczną płodu, czyli według terminologii „życzeniowej” – dziecka nienarodzonego ) zdarza się wszędzie: w Polsce, w Europie i na całym świecie, o czym mówią opracowania statystyczne. Wydarzenie włocławskie nie było ani jedynym, ani nawet najdramatyczniejszym przypadkiem w ostatnich latach w Polsce; ono tylko rozpętało burzę wokół położnictwa polskiego, jak to celnie wyraziła Agnieszka Sowa („Polityka” nr 9/2014, s.28). Ale trzeba dodać, że we współczesnym położnictwie są to powikłania niecodzienne, dramatyczne dla niedoszłych rodziców i prowadzących lekarzy; że są analizowane głęboko przez specjalistów ds. położnictwa i ginekologii, i innych; że we wszystkich analizach poszukuje się odpowiedzi na pytanie, jak unikać podobnych powikłań.
Fakt, że przypadek włocławski stał się głośny na cały kraj i wzbudził tak duże emocje, można uznać za znak nowych czasów w położnictwie – czasów z masmediami i sieciową komunikacją; czasów z zaletami i przywarami społeczeństwa medialno-sieciowego, w którym każde lokalne wydarzenie może zyskać rangę krajową, jeżeli tylko masmedia rozpropagują je jako widomość sensacyjną. Ekipy telewizyjne TVN24 i TVP Info oraz lokalnej telewizji CW 24 i TV Kujawy, a także ekipa „Faktu”, które niemal rezydowały w szpitalu włocławskim przez cały tydzień po wydarzeniu, uczyniły chyba wszystko, by ten przypadek stał się hitem sensacyjnym. I to się udało!
Wtedy istniały też sprzyjające okoliczności polityczne: ostra dyskusja o służbie zdrowia, głosowanie w sejmie nad wotum nieufności dla Ministra Zdrowia i inne. Błyskawicznie powstała dziennikarska wersja wydarzenia włocławskiego o rażącej sile informacyjnej, której ulegli nie tylko zwykli ludzie, ale i sam Minister Zdrowia. Wszystko wskazuje na to, że minister przyjął niesprawdzone informacje medialne za prawdziwe i ad hoc podjął kilka decyzji organizacyjno-restrykcyjnych (zawieszenie ordynatora szpitala włocławskiego i szczegółowe kontrole w obszarze jego działalności medycznej: szpitalnej i pozaszpitalnej; kontrola oddziałów i klinik położniczych w całym kraju). Można spodziewać się, że kontrole krajowe przyniosą dobre owoce, ale już teraz widać, że cios zadany przez ministra włocławskiemu oddziałowi położniczo-ginekologicznemu jest druzgocący i trzeba lat na wyzdrowienie. Gorzej, bo wokół wydarzenia wyrosła megakonfabulacja, która uzyskała własne życie i funkcjonuje dalej, pogłębiając szkody w lokalnym środowisku (zespół lekarski stał się resztką personalną, zapaść usług oddziału, zachwiane dobrych relacji pacjent-lekarz, stres potraumatyczny u personelu). W tej sytuacji potrzeba działań obronnych stała się wręcz pilna.
Dodatkową motywację do podjęcia działań obronnych przeze mnie (pisanie artykułu) przyniosła lektura wspomnianego artykułu Agnieszki Sowy („Rodzić po polsku”, „Polityka” nr 9/2014, s. 28), po przeczytaniu którego omal nie napisałem riposty „Strach być ginekologiem w Polsce”. A co do sprawy włocławskiej: (a) Niestety autorka powtórzyła rozgłaszane wcześniej informacje, nie sprawdziwszy ich źródeł (a przecież powinna to uczynić!), i stąd chyba wywodzą się nieprawdziwe wypowiedzi: (1) Błędem jest twierdzenie, że powikłanie zaistniało w czasie porodu (zaistniało w czasie ciąży; poród ma swoją definicję fizjologiczną i prawnokarną, i ze względu na treść drugiej definicji – lepiej nie mylić tych dwu pojęć), (2) Prof. Stanisław Radowicki nie mógł mówić o fatalnie prowadzonym porodzie, bo w tym przypadku nie było porodu (obumarcie ciąży nastąpiło przed porodem, a nie podczas porodu), (3) Czuję się zażenowany tym, że powinienem w tym artykule dementować niektóre oskarżenia reporterskie, które ciągle żyją swoim życiem, na przykład tego typu zarzuty: (a) lekarz był w swojej drugiej pracy, a nie na dyżurze (ten wymyślony zarzut upadł po dochodzeniu prokuratorskim), (b) lekarz spał, bo był przemęczony pracą w innym miejscu, (c) alogiczne podejrzenia, takie jak niemożność wykonania badania KTG, zniszczenie zapisów USG i inne, (d) liczne domniemania montowane na bazie wypowiedzi niedoszłego ojca, który niedawno oświadczył (CV 24 i TV Kujawy), że był manipulowany przez telewizję.
Cele tego artykułu są następujące:
Podać do publicznej wiadomości opis samego wydarzenia (opisu całościowego dotychczas nikt nie opublikował) i stworzyć zainteresowanemu czytelnikowi szansę na wyrobienie sobie własnego spojrzenia na tą ciągle aktualną sprawę.
Opisać rolę masmediów w kreowaniu fałszywego obrazu wydarzenia, przede wszystkim rolę TVN 24 i TVP Info oraz telewizji lokalnej CW 24 i TV Kujawy, a także „Faktu”, i sugerować potrzebę samokontroli w działaniu wspomnianych instytucji.
Przywołać dane o umieralności okołoporodowej noworodków we Włocławku jako świadectwo sukcesu położnictwa włocławskiego i wyrazić swoją obronną postawę wobec zarzutów postawionych ordynatorowi przez Ministra Zdrowia.
Przekonywać środowisko ginekologów, że słuszny jest obiegowy pogląd o występowaniu ciężkiego stresu (stres potraumatyczny) po doświadczeniu niepowodzenia zawodowego (w położnictwie nie opisywano jeszcze takiego rodzaju stresu).
Namówić ginekologów (Polskie Towarzystwo Ginekologiczne, konsultantów ds. położnictwa i ginekologii, izby lekarskie), by zastanowili się nad potrzebą udzielania szybkiej pomocy psychologicznej i prawnej swoim kolegom z zawodu, przeżywającym podobne wydarzenia, jak to opisane.