reszka2
28.06.05, 15:45
Ten wątek kieruje głównie do lekarzy izb przyjęć i SORów.
Podczas dyżurów w pogotowiu w niewielkim mieście normą jest minimum jedna
wizyta policjantów doprowadzających zatrzymanych - chodzi o badanie przed
umieszczeniem gościa (najczęściej w trzy trąby pijanego, z interwencji
domowej)na izbie wytrzeźwień lub policyjnej izbie zatrzymań (swoją drogą
współczuję policjantom...). Jak dotąd za każdym razem zatrzymany
współpracował przy badaniu, na ile stan trzeźwości i kajdanki mu pozwalały,
ale nieuchronnie zbliża się ten dzień, kiedy powie, że zbadać się nie da.
Co robić w takiej sytuacji? Jeżeli go nie zbadam, to go nie zamkną, wróci do
domu i będzie tam buszował dalej. Zbadam pod przymusem, z użyciem siły
(policjantów) - złamię prawa pacjenta. A czy w ogóle doprowadzony do zbadania
jest pacjentem?