majka365
01.08.06, 04:42
Byłam z mamą u endokrynologa, potrzebna była pilna wizyta, poszłam więc z nią
prywatnie. Nie znałam lekarzy, był ordynator O. Endokryn. - pomyślałam, że
warto, bo w razie czego oddział itd. Miał tytuł profesora, ale na to akurat
ja nie zwracam uwagi.Wizyta trwała 5 minut, kosztowała 100 zł., pan profesor
podszedł do mamy, zbadał tarczycę, przejrzał wyniki, mówił niezrozumiałym
językiem i kazał zrobić biopsję. Nic nie wyjaśnił,a ja z wrażenia nie
wiedziałam o co pytać. Nie powiedział gdzie tą biopsję, jak, co. Po miesiącu
okazało się, że tata też wymaga konsultacji endokr., ale już na spokojnie,
nie pilnie. Zarejestrowałam go do poradni, termin oczekiwania - 1 m-c.
Przyjęła nas bardzo miła pani doktor, bez żadnych tytułów, nie spodziewałam
się, że tak może wyglądać badanie endokrynolog. Tata został zbadany od stóp
do głów, wypytany jakie leki bierze, na co choruje, jak się czuje. Pani
doktor wszystko dokładnie wytłumaczyła, uspokoiła, wyjaśniła wątpliwości.
Niby ten sam temat jak przy wizycie u profesora, a o dziwo wszystko tu
rozumiałam, nawet nie musiałam pytać, bo wyjaśnienia padały same. Piszę to,
bo kiedyś czytałam tu, że są osoby, które chciałyby, żeby lekarze do których
chodzą mieli doktoraty i tysiąc tytułów. Żeby naprawdę można było mówić do
nich pani/panie doktorze. Ja tego nie chcę. Nie potrzebuję, by mieli
jakiekolwiek tytuły, ja ich i tak będę tytułować p dr, za to chcę, by mieli
wiedzę, potrafili wyjaśnić i uspokoić kiedy trzeba i pomóc. I oni tacy są,
chociaz trzeba czasami poszukać :)))